Legia budzi zawiść

Piast Gliwice, Lechia Gdańsk i Cracovia już odpadły z europejskich pucharów. Na placu boju w kwalifikacjach Ligi Europy została tylko Legia Warszawa, którą krajowi konkurenci krytykują, że przełożyła mecz w rodzimej lidze między pucharowymi spotkaniami z Atromitosem Ateny.

Legioniści w III rundzie eliminacji Ligi Europy zmierzą się z Atromitosem Ateny. Pierwsze spotkanie rozegrają już w czwartek 8 sierpnia, zaś rewanż w środę 14 sierpnia. Stołeczny klub poprosił więc władze Ekstraklasy SA o przełożenie ligowego meczu wypadającego pomiędzy dwiema potyczkami z greckim zespołem. Konkretnie prośba dotyczyła niedzielnego spotkania 4. kolejki PKO Ekstraklasy z Wisłą Płock. Przychylenie się do tej prośby nie wszystkim się jednak spodobało, a co najdziwniejsze – wśród malkontentów znalazł się też prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na Twitterze ironicznie napisał, że „każdy normalny piłkarz woli grać środa-niedziela-środa”.

Vuković kontruje Bońka

Trener Legii Aleksandar Vuković ma ostatnio nerwy napięte jak postronki, bo chociaż jego zespół przebrnął przez dwie rundy kwalifikacji Ligi Europy, to zważywszy na klasę rywali, gibraltarski College Europe FC czy fiński Kuopio nie należą przecież do potentatów, zrobił to w niezbyt efektownym stylu. W ekstraklasie legioniści także nie imponowali formą – w trzech meczach zdobyli tylko cztery punkty. Jak to zwykle w Legii bywa, zaczęły krążyć plotki o rychłej zmianie trenera, które zapewne znacznie podniosły ciśnienie serbskiemu szkoleniowcowi.

Po zremisowanym 0:0 meczu ze Śląskiem Vuković nie zdzierżył i w wypowiedziach dla mediów pozwolił sobie na ripostę pod adresem krytykantów, w tym także prezesa PZPN. „Nie ukrywam, że mojemu zespołowi przyda się lekki oddech. Być może te kilka dni więcej odpoczynku nie odegra decydującej roli w rywalizacji z Atromitosem o awans do kolejnej rundy, ale równie dobrze może mieć rozstrzygające znaczenie. Każdy, kto zna się na piłce powinien zdawać sobie z tego sprawę. Mamy początek sezonu i żeby częstotliwość grania co trzy dni nie stanowiła problemu, w sytuacji gdy jest mniej treningów, to patrząc na sprawę pod kątem przygotowania fizycznego dłuższe przerwy między meczami są wskazane. Spójrzmy chociażby na niektórych zawodników, u których już na początku sezonu pojawiły się problemy z urazami. Wiem, o co chodziło prezesowi Bońkowi, ale w tym momencie jego uwaga jest nietrafiona. Za miesiąc każdy z moich zawodników znajdzie się już w takim rytmie meczowym, że będzie dla niego lepiej grać co trzy dni, niż trenować przez tydzień i czekać na następny mecz” – przekonuje szkoleniowiec Legii.

Gdzie podziała się solidarność?

Jeszcze większą irytację Vukovicia wywołały jednak krytyczne uwagi o przełożeniu ligowego spotkania z Wisłą Płock w czwartej kolejce. „Gdzie jest ponoć tak ceniona przez Polaków solidarność? Czyżby umarła razem z „Solidarnością”? Od miesiąca gramy w systemie czwartek – niedziela – czwartek i mam nadzieję, że pogramy tak jeszcze dłużej. Nasza prośba o niewielką ulgę powinna się spotkać z większym zrozumieniem, zwłaszcza że w innych ligach takie wsparcie nie jest niczym wyjątkowym. W mojej rodzinnej Serbii drużyny Partizan czy Crvenej Zvezdy przekładają swoje ligowe mecze i nikt tego nie krytykuje, a wręcz przeciwnie – wszyscy chcą, żeby zespoły reprezentujące kraj grały w europejskich pucharach jak najdłużej” – przekonuje Vuković.

O wsparcie dla Legii upomniał się też jej były zawodnik, obecnie grając w Śląsku Wrocław Krzysztof Mączyński. „Wierzę w Legię. Ten zespół zasługuje na więcej szacunku, bo walczy w pucharach w interesie całej polskiej ligi. Dlatego nie rozumiem pretensji p przełożenie meczu z Wisłą Płock. Jeżeli jest taka możliwość, to dlaczego z niej nie skorzystać? Dziwię się, że wcześniej nie poprosiły o to Piast i Lechia” – mówi były reprezentant Polski.

Atromitos jest w zasięgu Legii?

O sile greckiego zespołu w Polsce niewiele wiadomo, poza tym, że jej zawodnikiem jest znany z gry w Pogoni Szczecin i Wiśle Kraków Dawid Kort. Jeśli czegoś można być pewnym, to tylko tego, że do meczów z Legią ateńczycy na pewno nie przystąpią w swojej optymalnej formie. Z tej prostej przyczyny, że znajdują się dopiero w końcowym etapie przygotowań do nowego sezonu greckiej ekstraklasy, który rozpocznie się 24 sierpnia. Kibice, którzy w najbliższy czwartek wybiorą się na stadion przy Łazienkowskiej, nie powinni zatem nastawiać się na oglądanie widowiska na europejskim poziomie. Znawcy futbolu prognozują, że raczej będzie to spektakl przypominający niedzielną potyczkę legionistów ze Śląskiem Wrocław, czyli grecki zespół będzie blokował dostęp do swojego pola karnego i straszył legionistów szybkimi kontratakami. Wrocławianom taka taktyka przyniosła bezbramkowy remis, a taki wynik pewnie i dla Atromitosu będzie satysfakcjonujący.

Trener Vuković nie będzie mia do dyspozycji wszystkich graczy, bo kontuzjowani są Cafu, William Remy i Vamara Sanogo, a występ pauzującego w spotkaniu ze Śląskiem Mateusza Wieteski jest niepewny. Nie ma też co liczyć na zaangażowanie Sandro Kulenovicia, bo Chorwat szykuje się do transferu. Reszta graczy być może zrobi wszystko, żeby awansować do IV rundy. W niej rywalem legionistów byłby duński FC Midtjylland lub szkocki Glasgow Rangers.

 

Trzy mecze prawdy w pucharach

Trzy polskie zespoły u siebie rozegrają w tym tygodniu spotkania rewanżowe w europejskich pucharach. Jako pierwsi na boisko wyjdą piłkarze Piasta Gliwice, którzy w środę powalczą o awans do drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów z BATE Borysów. W czwartek natomiast w kwalifikacjach Ligi Europy Legia Warszawa zagra z College Europa FC), a Cracovia z DAC Dunajska Streda.

Zdecydowanym faworytem potyczki Piasta Gliwice z BATE Borysów w I rundzie eliminacji Ligi Mistrzów był białoruski zespół, który w ostatniej dekadzie pięciokrotnie dochodził do fazy grupowej tych rozgrywek. Tydzień temu na własnym stadionie drużyna BATE zawiodła jednak oczekiwania swoich fanów, bo zaskakująco dobrze grający Piast Gliwice zdołał wywalczyć remis 1:1. W Polsce ten wynik także był zaskoczeniem, ale wzbudził też ogromne zainteresowanie spotkaniem rewanżowym.

Jak podał gliwicki klub na środowy rewanż nie ma już biletów w wolnej sprzedaży. Kibice, którzy do zdołali kupić wejściówek na mogący pomieścić niespełna 10 tysięcy widzów stadion miejski w Gliwicach, muszą czekać, aż w kasach pojawią się bilety nie wykorzystane w systemie rezerwacji. Czas za dokonanie zakupu wyznaczono do godziny 18:00 we wtorek. Niezapłacone wejściówki miały wrócić do puli biletów ponownie dostępnych w sprzedaży i mają być do nabycia w dniu meczu tylko w kasach na stadionie. Mecz rozpocznie się w środę 17 lipca o godz. 20:00.

Prawa telewizyjne do niego posiada Polsat, który nieoczekiwanie postanowił sprawić polskim kibicom prezent i transmisję spotkania, która rozpocznie się o 19:50, wyemituje na antenach Polsatu Sport i Super Polsatu, a także bez reklam w Polsacie Sport Premium. Mecz skomentują Mateusz Borek i Jacek Zieliński. Kanał Super Polsat dostępny jest za darmo w naziemnej telewizji cyfrowej DVB-T (na Multipleksie 2 przeznaczonym dla telewizji komercyjnych) oraz drogą satelitarną.

BATE jeszcze nie umarło

Mimo korzystnego wyniku na wyjeździe mistrz Polski w rewanżu też nie będzie faworytem. Ekipa BATE Borysów jest znacznie bardziej doświadczonym zespołem w europejskich pucharach i z pewnością z tego doświadczenia zechce skorzystać. Trener Piasta Waldemar Fornalik ma tego świadomość, lecz jednocześnie ufa swoim piłkarzom. „BATE przyjedzie na rewanż podrażnione i żądne zwycięstwa. Czeka nas więc trudny mecz, męska walka od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Ale my się tego nie boimy. Podejmiemy rękawicę” – zapowiedział szkoleniowiec gliwickiego zespołu.

W białoruskich mediach po pierwszym meczu pojawiły się głosy wątpiące w awans BATE do kolejnej rundy. Trener drużyny z Borysowa Aleksiej Baha zapewniał jednak w swoich wypowiedziach, że nie ma powodów aby przedwcześnie skreślać jego drużynę. „Nie spieszcie się z naszym pogrzebem. W piłce nożnej wszystko jest możliwe i niektórych rzeczy nie można przewidzieć, ale lecimy do Polski z przekonaniem, że wywalczymy tam awans do następnej rundy. W przeszłości wychodziliśmy zwycięsko z tarapatów także na boiskach przeciwników, dlaczego mamy tego nie zrobić teraz w Gliwicach? – przekonuje swoich rodaków szkoleniowiec mistrza Białorusi.

Z taką samą pewnością o szansach BATE mówi też kapitan drużyny Igor Stasewicz. „Nie takie przeszkody przechodziliśmy w historii BATE. Dołożymy wszelkich starań, aby przejść do następnej rundy. Wiemy, że kibice w Polsce są bardziej żywiołowi od naszych, lecz to akurat nam nie przeszkodzi w graniu. Wręcz przeciwnie, każdy piłkarz woli grać przy głośnej widowni, nawet jeśli jest ona za drużyną przeciwników” – zapewnia lider zespołu BATE.

Wygląda więc na to, że mimo korzystnego wyniku w Borysławiu piłkarzy gliwickiego klubu czeka moc pracy w rewanżu. Nie bez powodu futbolowi eksperci uważają, że rewanżowe spotkania, nie tylko Piasta, ale także Cracovii i Legii w Lidze Europy, będą „meczami prawdy”, po których okaże się czy nasze kluby zrobiły jakiś postęp w porównaniu z blamażem w poprzednim sezonie.
Warto wspomnieć, że do tej pory Piast dwukrotnie rywalizował w europejskich pucharach, ale jeszcze nie odniósł w tych rozgrywkach zwycięstwa. Do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów też może awansować bez wygranej, bo dokona tego remisując 0:0. Pewniejszym rozwiązaniem wydaje się jednak dążenie do pokonania rywali, w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak.
Lepszy z tej pary w drugiej rundzie eliminacji zmierzy się ze zwycięzcą dwumeczu pomiędzy norweskim Rosenborgiem Trondheim i mistrzem Irlandii Północnej Linfield FC. W pierwszym spotkaniu Rosenborg wygrał na wyjeździe 2:0, więc raczej kolejny rywal Piasta lub BATE jest już znany.

Zostanie jeszcze Liga Europy 

Ewentualne odpadnięcie z rozgrywek w I rundzie nie będzie jeszcze wielką tragedią dla gliwiczan, bo pokonany w dwumeczu zespół dostanie jeszcze szansę w Lidze Europy, gdzie w drugiej rundzie kwalifikacji zmierzy się ze słabszą ekipą z pary Dundalk FC (Irlandia) – FK Ryga (Łotwa). W pierwszym spotkaniu padł tam wynik 0:0). Przypomnijmy, że aby wystąpić w fazie grupowej Ligi Mistrzów, Piast musi przejść przez cztery rundy eliminacyjne. Dotychczas tylko dwa polskie zespoły zaszły tak daleko w tych elitarnych rozgrywek – dwukrotnie udało się to Legii Warszawa (w sezonach 1994/1995 i 2015/2016), a raz Widzewowi Łódź (w sezonie 1995/1996).

Na przeprowadzkę do innych rozgrywek nie mogą natomiast liczyć piłkarze Legii i Cracovii. Dla nich odpadnięcie w I rundzie oznacza koniec przygody z europejskimi pucharami w tym sezonie. Czwartkowe spotkanie Legii z występującym na co dzień w lidze Gibraltaru zespołem College Europe FC poprowadzi arbiter z Walii, Robert Jenkins. Zważywszy na fakt, że przed tygodniem legioniści zremisowali na wyjeździe 0:0, walijscy sędziowie to nie jest dla nich najlepsza opcja, ale chyba nikt nie zakłada, że na stadionie w Warszawie amatorzy z Gibraltaru będą się bronić równie skutecznie.
Z kolei arbitrem głównym rewanżowego spotkania Cracovii ze słowackim, ale bardziej węgierskim w słowackich barwach zespołem DAC Dunajska Streda (w pierwszym meczu był remis 1:1) będzie Grek Athanassios Tzilos. Mecz zacznie się o 19:00.

 

W Lidze Europy walczą na noże

Przed meczem kwalifikacyjnym Ligi Europy Olympiakosu Pireus z Burnley greccy kibice zaatakowali fanów angielskiej drużny. Pięć osób zostało rannych.

 

BBC podała, że grecka policja aresztowała 23 pijanych i awanturujących się kibiców. Angielski klub poinformował w oświadczeniu, że większość liczącej blisko tysiąc osób grupy zachowywała się nienagannie. „Jednak pięć osób zostało rannych, wliczając w to osobę, którą dźgnięto nożem w nogę i otrzymała pomoc na stadionie. Wszyscy ranni jechali na stadion niezależnie, poza zorganizowaną grupą” – napisano.

W innych spotkaniach bułgarski Łudogorets pokonał na wyjeździe Torpedo Kutaisi 1:0. W drugiej połowie na boisku w barwach gości pojawił się Jacek Góralski. Cały mecz na ławce przesiedział natomiast Jakub Rzeźniczak, a jego Karabach przegrał 0:1 z Sheriffem Tyraspol. Cały mecz rozegrał natomiast Igor Lewczuk, a jego Bordeaux zremisował na wyjeździe z Gent 0:0. Tempa nie zwalnia luksemburski Dudelange, który wyeliminował Legię, a teraz pokonał u siebie rumuński Cluj 2:0.

 

Wyniki kwalifikacji Ligi Europy:

Torpedo Kutaisi (Gruzja) – Łudogorets (Bułgaria) 0:1, Zenit Petersburg (Rosja) – Molde (Norwegia) 3:1, Trencin (Słowacja) – AEK Larnaca (Cypr) 1:1, APOEL (Cypr) – FK Astana (Kazachstan) 1:0, Sheriff Tyraspol (Mołdawia) – Karabach (Azerbejdżan) 1:0, Sigma Ołomuniec (Czechy) – Sevilla (Hiszpania) 0:1, Suduva (Litwa) – Celtic Glasgow (Szkocja) 1:1, Sarpsborg 08 (Norwegia) – Maccabi Tel Awiw (Izrael) 3:1, Malmoe (Szwecja) – FC Midtjylland (Dania) 2:2, Atalanta (Włochy) – FC Kopenhaga (Dania) 0:0, FC Basel (Szwajcaria) – Apollon (Cypr) 3:2, Dudelange (Luksemburg) – CFR Cluj (Rumunia) 2:0, Olympiakos (Grecja) – Burnley (Anglia) 3:1, Genk (Belgia) – Brondby (Dania) 5:2, Olimpija Lublana (Słowenia) – Spartak Trnava (Słowacja) 0:2, Partizan (Serbia) – Besiktas (Turcja) 1:1, Rapid Wiedeń (Austria) – FC FCSB (Rumunia) 3:1, Zoria Ługańsk (Ukraina) – RB Lipsk (Niemcy) 0:0, Gent (Belgia) – Girondins Bordeaux (Francja) 0:0, Glasgow Rangers (Szkocja) – FK Ufa (Rosja) 1:0, Rosenborg (Norwegia) – Shkendija (Macedonia) 3:1.

 

Liga Europy: W czwartej rundzie nie będzie lekko

UEFA podzieliła na grupy drużyny przed poniedziałkowym losowaniem 4. rundy eliminacji Ligi Europy. To zawęziło listę rywali Legii, Lecha i Jagiellonii.

 

Interesująco wygląda sytuacja Legii, która w przypadku wyeliminowania luksemburskiego Football 1991 Dudelange, w IV rundzie kwalifikacji Ligi Europy może ponownie trafić na słowacki Spartak Trnawa, z którym przegrała w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Pogromcy legionistów o awans do kolejnej rundy kwalifikacji Champions League powalczą z Crveną Zvezdą Belgrad i przegrany zespół w tej konfrontacji może stanąć na drodze warszawskiej ekipy. Jej potencjalnym rywalem jest też chorwackie Dinamo Zagrzeb, którego trenerem jest były trener Lecha Poznań Nenad Bjelica, a także kazachska FK Astana, z którą Legia przegrała w zeszłym roku walkę o Ligę Mistrzów. Pożądanym przeciwnikiem jest natomiast irlandzki Cork City, którego wyeliminowanie dwa lata temu dało warszawianom awans do Ligi Mistrzów. Legia znalazła się w grupie 1 w grupie drużyn nierozstawionych.
Z kolei Jagiellonia Białystok, która w 3. rundzie zmierzy się z belgijskim Gentem, znalazła się wśród rozstawionych ekip w grupie trzeciej. Dzięki temu uniknie ewentualnych starć z potentatami jak FC Sevilla czy Besiktas Stambuł, ale może trafić na Girondins Bordeaux lub Partizana Belgrad. Natomiast Lech Poznań w trzeciej rundzie zmierzy się z belgijskim Genkiem, a UEFA zakwalifikowała zwycięzcę tego pojedynku do drużyn rozstawionych z grupy piątej. Pozwoli to lepszej ekipie z tej pary uniknąć w IV rundzie takich mocnych przeciwników, jak Feyenoord Rotterdam, Zenit Petersburg czy SC Braga. „Kolejorz” w przypadku awansu może jednak trafić na RB Lipsk, Broendby Kopenhaga, Spartak, Hibernian (Szkocja) lub Molde (Norwegia), Sturm Graz lub Burnley FC (Anglia).

 

Udany start Lecha

Po dwóch kolejkach liderem jest Zagłębie Lubin, ale oprócz „Miedziowych” kompletem punktów na koncie mogą pochwalić się też zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Cracovii i Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

 

Dwa zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach – ostatni raz piłkarze Lecha Poznań tak udanie rozpoczęli zmagania w ekstraklasie w sezonie 2012-2013. Wtedy „Kolejorz” zaczął od wygranej u siebie z Ruchem Chorzów 4:0, a tydzień później pokonał w Warszawie Polonią 2:1. Dobra passa urwała się już w trzeciej kolejce, bo z Górnikiem Zabrze lechici wywalczyli tylko bezbramkowy remis. Teraz może być podobnie, bo w trzeciej kolejce poznański zespół zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, który obecny sezon także zaczął obiecująco. „Wysokie miejsce w tabeli w tym momencie nic nam nie daje. Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Żeby skończyło się dobrze, musimy teraz doskonalić nasz sposób gry i ciężko pracować na treningach. Innej drogi do sukcesu nie widzę” – przekonuje trener lechitów Ivan Djurdjević.

Ale zanim gracze „Kolejorza” wyjdą na murawę stadionu we Wrocławiu, w czwartek 2 sierpnia przyjdzie im stoczyć rewanżową potyczkę w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu padł remis 1:1, więc ekipa „Kolejorza” ma dobrą pozycję wyjściową w rewanżu. No i nie będzie musiała grać z Białorusinami, jak z Cracovią, przy pustych trybunach. Wojewoda wielkopolski skrócił nałożoną na klub karę zamknięcia trybun. Awans do III rundy w tej sytuacji jest obowiązkiem graczy Lecha.

Po dwóch kolejkach ekstraklasy za wcześnie jest na wyciąganie jakiś ogólnych wniosków, nie da się jednak nie zauważyć fatalnego startu Cracovii. Przed sezonem trener „Pasów” Michał Probierz odważnie zapowiadał, że jego zespół będzie walczył o najwyższe cele, na razie jednak krakowski zespół trzyma w tabeli czerwoną latarnię. W trzeciej kolejce zagra u siebie z Arką Gdynia, potem czeka go wyjazd do Szczecina, a na koniec serii potyczka w Krakowie z sensacyjnym liderem Zagłębiem Lubin. Niewykluczone, że po tych pięciu kolejkach wielu kibiców odetchnie z ulgą, że to nie Probierza prezes PZPN Zbigniew Boniek wybrał na nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Tylko trzy zespoły w dwóch pierwszych kolejkach wywalczyły komplety punktów – poza wspomnianymi już Zagłębiem Lubin i Lechem jeszcze tylko Piast Gliwice. Trener Waldemar Fornalik po poprzednim sezonie znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo władze klubu rozważały zatrudnienie innego szkoleniowca. Ostatecznie były selekcjoner reprezentacji Polski utrzymał posadę i przez wakacje poukładał zespół na nowo. Na razie przynosi to dobre efekty.