Kolejny laur dla Modricia

Fot. Luka Modrić zgarnął w tym roku wszystkie najważniejsze nagrody indywidualne

 

 

Po 10 latach dominacji Cristiano Ronaldo i Leo Messiego w plebiscycie „Złotej Piłki” nagroda trafiła w końcu do kogoś innego. Elektorzy tygodnika „France Football” nie okazali się jednak zbyt oryginalni, bo nagrodę przyznali Luce Modriciovi, a Chorwata w tym roku wcześniej wyróżniły już podobnymi splendorami FIFA i UEFA.

 

Kolejny laur przyznany chorwackiemu pomocnikowi Realu Madryt nie spodobał się rzecz jasna największym przegranym w tej zabawie. Uroczystą galę wręczenia nagród zbojkotowali zarówno wielcy przegrani Portugalczyk Cristiano Ronaldo i Francuz Antoine Griezmann, jak i nie zakwalifikowani do finałowej trójki argentyński gwiazdor FC Barcelona Leo Messi oraz brazylijski as Paris Saint-Germain Neymar.

Na tle nieobecnych Modrić, chciaż wygrał w tym roku Ligę Mistrzów z Realem Madryt i zdobył wicemistrzostwo świata z reprezentacją Chorwacji, wypada trochę blado, bo nic nie ujmując jego umiejętnościom, nie jest to jednak piłkarz zdolny w pojedynkę rozstrzygać o losach meczów, jak potrafią to gracze wymienionego wyżej kwartetu, a także wyróżniony w kategorii „odkrycie roku” 19-letni Kylian Mbeppe. Mimo to właśnie on był faworytem w głosowania z udziałem 180 dziennikarzy z całego świata, zapewne kierujących się w swoich wyborach wcześniejszymi nagrodami indywidualnymi jakimi obdzielono Modricia. Został wybrany na najlepszego piłkarza mundialu w Rosji, potem dostał nagrodę UEFA dla najlepszego piłkarza sezonu 2017-2018, a następnie Międzynarodowa Federacja Piłkarska przyznała mu prestiżowe wyróżnienie „The Best Football FIFA”. „Złota Piłka” redakcji „France Football” jest ostatnią z najważniejszych indywidualnych nagród, jaka w tym roku trafiła do rąk chorwackiego piłkarza. Wątpliwe, by kiedykolwiek taka sytuacja w jego karierze się powtórzyła.

Jak głosował polski elektor, Maciej Iwański z TVP Sport? Na pierwszym miejscu znalazł się u niego Modrić, na drugim Griezmann, a na trzecim Cristiano Ronaldo, a w piątce znaleźli się jeszcze Messi i Eden Hazard.

 

Klasyfikacja Złotej Piłki 2018

1. Luka Modrić (Chorwacja/Real M.) 753 pkt
2. C. Ronaldo (Portugalia/Real M./Juventus) 476;
3. Antoine Griezmann (Francja/Atletico) 414
4. Kylian Mbappe (Francja/PSG) 347
5. Lionel Messi (Argentyna/Barcelona) 280
6. Mohamed Salah (Egipt/Liverpool) 188
7. Raphael Varane (Francja/Real Madryt) 121
8. Eden Hazard (Belgia/Chelsea) 119
9. Kevin De Bruyne (Belgia/Man City) 29
10. Harry Kane (Anglia/Tottenham) 25
11. N’Golo Kante (Francja/Chelsea) 24
12. Neymar (Brazylia/PSG) 19
13. Luis Suarez (Urugwaj/Barcelona) 17
14. T. Courtois (Belgia/Chelsea/Real M.) 12
15. Paul Pogba (Francja/Man United) 9
16. Sergio Aguero (Argentyna/Man City) 7
17. Gareth Bale (Walia/Real Madryt) 6
– Karim Benzema (Francja/Real Madryt) 6
19. Roberto Firmino (Brazylia/Liverpool) 4
– Ivan Rakitić (Chorwacja/Barcelona) 4
– Sergio Ramos (Hiszpania/Real Madryt) 4
22. Edinson Cavani (Urugwaj/PSG) 3
– Sadio Mane (Senegal/Liverpool) 3
– Marcelo (Brazylia/Real Madryt) 3
25. Alisson Becker (Brazylia/Roma/Liverpool) 2
– Mario Mandżukić (Chorwacja/Juventus) 2
– Jan Oblak (Słowenia/Atletico Madryt) 2
28. Diego Godin (Urugwaj/Atletico Madryt) 1
29. Isco (Hiszpania/Real Madryt) 0
– Hugo Lloris (Francja/Tottenham) 0

 

Modrić już nie jest kolegą CR7

Cristiano Ronaldo mocno przeżył porażkę w plebiscycie FIFA na „Piłkarza Roku 2018”. Sam co prawda wstrzymał się od ataków pod adresem laureata nagrody, ale jego najbliższe otoczenie nie darowało Luce Modriciowi.

 

Portugalski gwiazdor znalazł się w finałowej trójce plebiscytu, ale podobnie jak Egipcjanin Mohamed Salah z Liverpoolu przegrał w głosowaniu ze swoim byłym klubowym kolegą z Realu Madryt Luką Modriciem. Wyboru najlepszego piłkarza FIFA dokonywali internauci oraz wybrani dziennikarze, a drugą połowę głosów stanowiły typy zgłaszane przez trenerów i kapitanów 211 reprezentacji narodowych. Modrić otrzymał 29 procent głosów, drugi w zestawieniu Cristiano Ronaldo 19 procent, a trzeci Salah 11 procent. Zwycięstwo chorwackiego piłkarza było zatem bezdyskusyjne, ale nie dla osób z najbliższego otoczenia portugalskiego wirtuoza oraz jego najwierniejszych fanów, którzy zwycięstwo Modricia uznali wręcz za kradzież należnego ich idolowi trofeum. Nawiasem mówiąc podobnie bezkompromisowe stanowisko zajęli zwolennicy piłkarskiego talentu Leo Messiego, chociaż Argentyńczyk nie został zakwalifikowany nawet do finałowej trójki.

Po dekadzie dominacji tych dwóch genialnych graczy we wszelkiego rodzaju plebiscytach rozczarowanie ich zwolenników jest jak najbardziej zrozumiałe, ale kiedyś ich hegemonia musiała zostać w końcu przerwana. Niewykluczone jednak, że Messiemu i Cristiano Ronaldo byłoby łatwiej przełknąć porażkę, gdyby pokonał ich któryś z graczy o mocnym medialnie nazwisku, jak choćby Neymar, Antoine Griezmann, Kylian Mbeppe czy Harry Kane. Nic nie ujmując Modriciovi, to pod tym względem wypada on na tle wyżej wymienionych dosyć blado.

Bronią go jednak sportowe osiągnięcia. Z Realem Madryt wygrał przecież Ligę Mistrzów i chociaż rzeczywiście nie zdobył tylu bramek co Cristiano Ronaldo, to przecież nawet Portugalczyk nie ośmielił się zakwestionować wkładu Chorwata w sukces „Królewskich”. Gdyby tylko to kryterium decydowało o wyborze, CR7 miałby jednak pełne prawo uważać się za okradzionego z nagrody. Ale obaj zagrali jeszcze w tym roku w mistrzostwach świata, a na rosyjskim mundialu zdecydowanie górą był Modrić, który wraz z reprezentacją Chorwacji dotarł do finału. W nim jak pamiętamy lepsza okazała się drużyna Francji, więc jeśli już ktoś miałby się poczuć okradziony przez Modricia z nagrody „Piłkarza Roku 2018”, to tylko czołowi francuscy gracze, zwłaszcza wspomniani już Griezmann i Mbeppe.

To jednak nie pierwsza i zapewne nie ostatnia kontrowersja towarzysząca wyborowi laureata przyznawanej od 1991 roku nagrody FIFA. Nie da się jednak ukryć, że Modrić nie znajdzie się w grupie graczy, których zwycięstwo uznawano za bezdyskusyjne. Raczej dołączy do grupy, którą tworzą Lothar Matthaeus, Roberto Baggio, George Weah, Fabio Cannavaro i Kaka.

 

MŚ Rosja 2018: Francja czy Chorwacja?

W tegorocznych piłkarskich mistrzostwach świata pozostały do rozegrania już tylko dwa mecze. W sobotę o trzecie miejsce w rosyjskim mundialu Belgowie zagrają z Anglikami, a w niedzielę o mistrzowski tytuł Francuzi powalczą z Chorwatami.

 

Belgowie byli bezradni przeciwko fantastycznie grającej drużynie Francji. Zgodnie z oczekiwaniami spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, znacznie wyższym niż środowa potyczka Anglików z Chorwatami. To oczywiście niczego nie przesądza, ale przed finałowym meczem to jednak trójkolorowi będą uważani za faworytów. Dla kronikarskiego obowiązku przypomnijmy, że Francuzi wygrali z Belgami 1:0 po bramce obrońcy Samuela Umtitiego, natomiast Chorwaci po dogrywce pokonali Anglików 2:1, a gole strzelali w tym półfinałowym starciu Ivan Perisic i Mario Mandzukic dla zwycięzców oraz Kieran Trippier dla pokonanych. Awans francuskiej drużyny to kolejny sukces jej trenera Didiera Deschampsa. Dwa lata temu trójkolorowi pod jego wodzą dotarli do finału Euro 2016, lecz chociaż turniej odbywał się we Francji, to w decydującym meczu lepsi od gospodarzy okazali się Portugalczycy, którzy jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobyli w dogrywce.

Francuscy kibice mają nadzieje, że Deschamps jako trener nie okaże się seryjnym pechowcem i tym razem nie da sobie wydrzeć zwycięstwa w finale mistrzostw świata. Zwłaszcza że doskonale zna jego smak, bo przecież to on w 1998 roku był kapitanem zespołu, który zdobył Puchar Świata po efektownym triumfie 3:0 nad Brazylią. Dwa lata później Deschamps, również w roli kapitana, poprowadził trójkolorowych do zwycięstwa w finale turnieju Euro 2000, w którym Francuzi pokonali po dogrywce Włochów 2:1.

Deschampsa już zapisał się złotymi zgłoskami w historii światowego futbolu, bowiem jako pierwszy dotarł do finału mistrzostw Europy i świata zarówno jako piłkarz, jak i trener. W niedzielnym finale ma jednak o co się bić, bo jeśli Francja wygra, to francuski szkoleniowiec dołączy do Niemca Franza Beckenbauera i Brazylijczyka Zagallo, którzy na razie jako jedyni mają w dorobku tytuły mistrzów świata wywalczone w roli zawodników i trenerów.

Wielu piłkarskich ekspertów jest zdania, że finałowa potyczka Francji i Chorwacji będzie zarazem potyczką trzech kandydatów do tegorocznych nagród „Złotej Piłki” i „Piłkarza Roku FIFA”. Słaby występ Leo Messiego na mundialu w Rosji wykluczył Argentyńczyka z grona najpoważniejszych pretendentów, a jego wielkiego konkurenta Cristiano Ronaldo mogą tym razem pokonać Francuzi Antoine Griezmann i Kylian Mbeppe, albo lider zespołu Chorwacji Luka Modrić. On w przypadku finałowego zwycięstwa nad Francją z całą pewnością zdominuje wszystkie plebiscyty, bo w tym roku z Realem Madryt wygrał przecież Ligę Mistrzów.

 

Cristiano Ronaldo uciekł z Realu

W poniedziałek 16 lipca Cristiano Ronaldo po raz pierwszy od dekady pokaże się światu w innej koszulce niż Realu Madryt. Tego dnia w Turynie zostanie oficjalnie zaprezentowany jako zawodnik Juventusu. To najbardziej gorący transfer tego lata, chociaż nie rekordowy pod względem kwoty, bo „Królewscy” oddali „Starej Damie” tego piłkarza za 100 mln euro.

 

A zatem Cristiano Ronaldo ostatecznie uciekł z Hiszpanii, gdzie niedawno został skazany prawomocnym wyrokiem za nadużycia podatkowe i musiał zapłacić z tego tytułu hiszpańskiemu fiskusowi ponad 18 milionów euro. We Włoszech jego transfer oprócz fanów Juventusu z entuzjazmem przyjęli jeszcze tylko futbolowi geszefciarze, wyliczający jednym tchem korzyści marketingowe jakie włoska ekstraklasa piłkarska uzyska dzięki występom w niej portugalskiego gwiazdora.

 

Nie wszyscy są zachwyceni

Kompletny brak zrozumienia dla tej historycznej transakcji wykazali natomiast pracownicy koncernu FIAT-a, bo jak wieść niesie to z kasy tego motoryzacyjnego koncernu ma zostać sfinansowany historyczny transfer. Związki zawodowe już zapowiedziały ostre protesty, a pracownicy fabryki znajdującej się w miasteczku Melfi ogłosili nawet strajk, ponieważ nie zgadzają się, aby ich pracodawca wydał tak ogromną kwotę na wynagrodzenie piłkarza.
„To niedopuszczalne, że pracownicy fabryk od lat czekają na podwyżki, w zamian za ogromne poświęcenia i pracę, a władze firmy decydują się na wydanie setek milionów euro na piłkarza. To trudny moment, musimy uciekać się do nietypowych działań” – napisali w oświadczeniu.

Strajk ma rozpocząć się o godzinie 22:00 w niedzielę 15 lipca i potrwać do 06:00 we wtorek 17 lipca. Ale i innych obywateli borykającej się z finansowym kryzysem Italii oburza, że 33-letni Cristiano Ronaldo przez najbliższe cztery lata zarobi w turyńskim klubie 120 milionów euro. Jeśli doliczy się do tego kwotę transferową zapłaconą Realowi Madryt, owe sto milionów euro, a także wszystkie dodatkowe opłaty i podatki, operacja pod nazwą „Cristiano Ronaldo w Juventusie Turyn” pochłonie łącznie blisko 350 milionów euro.

Społeczne protesty są jednak trochę spóźnione, bowiem w miniony wtorek portugalski gwiazdor podpisał już czteroletni kontrakt. Co ciekawe, to nie on kopnął się do Turynu złożyć podpis pod umową, tylko prezes Juventusu Andrea Agnelli pofatygował się po to osobiście do Grecji, gdzie Cristiano Ronaldo przebywa na wakacjach. Jego oficjalną prezentację zaplanowano dopiero na poniedziałek 16 lipca. Portugalczyk nie będzie zatem miał już okazji do pożegnania z fanami Realu Madryt, co ze smutkiem podkreślają hiszpańskie media roztrząsające teraz okoliczności jego mimo wszystko niespodziewanego transferu.

 

Kto zastąpi CR7?

„Drugiego takiego piłkarza już nie będzie” – głosi tytuł na okładce środowego wydania dziennika „Marca”, na której zobrazowano logami „poszkodowanych klubów” wszystkie gole Cristiano Ronaldo strzelone w barwach Realu Madryt, a strzelił ich aż 451. „Ciao Cristiano” – tak z kolei Portugalczyka pożegnał dziennik „AS”, cytując pożegnalny list piłkarza do kibiców madryckiego zespołu. Gwiazdor napisał między innymi: „Te lata w Realu i Madrycie były prawdopodobnie najszczęśliwszymi w moim życiu”. Przyznał jednak, że opuszcza Santiago Bernabeu z własnej woli.

Ronaldo musiał tak napisać, bo prezydent Realu Florentino Perez od tego uzależnił swoją zgodę na jego transfer do Juventusu. Sternik „Królewskich” zdaje sobie sprawę, że strata najskuteczniejszego strzelca zespołu nie zostanie mu przez kibiców wybaczona, chyba że jeszcze tego lata znajdzie na miejsce Portugalczyka gracza tej samej klasy. Na transferowym rynku w tej chwili takich piłkarzy jest kilku – Francuz Kylian Mbeppe i Brazylijczyk Neymar z Paris Saint-Germain oraz rzecz jasna Argentyńczyk Leo Messi z FC Barcelona. Anglik Harry Kane czy Francuz Antoine Griezmann to jednak gracze z odrobinę niższej półki, podobnie jak Argentyńczycy Paulo Dybala z Juventusu i Mauro Icardi z Interu Mediolan.

Oprócz Leo Messiego każdy z wymienionych jest wymieniany w gronie potencjalnych nabytków Realu Madryt. Sęk w tym, że żaden z tych zawodników nie gwarantuje tylu goli, ile co sezon strzelał Cristiano Ronaldo. Poza tym każdy z tych graczy jest usidlony długoterminowymi kontraktami przez kluby, w których aktualnie występują. Wykupić ich nie będzie ani łatwo, ani tym bardziej tanio.

 

Krezus wśród ubogich

Cristiano Ronaldo też nie będzie miał lekko w nowym otoczeniu. Jego kontrakt z Juventusem, gwarantujący mu rocznie 30 mln euro, jest kosmiczny w porównaniu z zarobkami czołowych graczy włoskiej Serie A. W turyńskim klubie najwyżej opłacani gracze, Paulo Dybala i Gozalo Higuain, kasują za sezon na rękę po 7,5 mln euro. Ta dysproporcja w zarobkach może zrodzić problem, bo pozostali gracze Juve, wśród nich bramkarz reprezentacji Polski Wojciech Szczęsny, mogą teraz domagać się od władz klubu podwyżek. Na boisku takie przesadne kominy płacowe potrafią zdezintegrować najbardziej nawet zdyscyplinowany zespół, a sam Cristiano Ronaldo, choć jest bez wątpienia piłkarzem najwyższej klasy, nie zapewni Juventusowi nie tylko upragnionego triumfu w Champions League UEFA, ale nawet kolejnego mistrzostwa Włoch. Trzeba pamiętać, że Portugalczyk ma już 33 lata i chociaż dba o swoja fizyczną formę jak mało który sportowiec, to czasu nie oszuka. Lepszy już raczej nie będzie, a tego właśnie wszyscy od niego będą teraz oczekiwać.

MŚ Rosja 2018: Zostało osiem najlepszych drużyn

Za nami wszystkie spotkania 1/8 finału mistrzostw świata. Do kolejnej fazy awansowało osiem najlepszych zespołów turnieju, które rywalizację w ćwierćfinałach rozpoczną 6 lipca. Pierwszą rundę fazy pucharowej pomyślnie przeszły reprezentacje Francji, Urugwaju, Rosji, Chorwacji, Brazylii, Belgii, Szwecji i Anglii.

 

Dla przypomnienia: z 32 finalistów tegorocznych mistrzostw świata po fazie pucharowej udział w turnieju zakończyła połowa. W gronie pokonanych znalazła się reprezentacja Polski, a oprócz niej jeszcze ekipy Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Iranu, Maroka, Peru, Australii, Nigerii, Islandii, Serbii, Kostaryki, Korei Południowej, Niemiec, Tunezji, Panamy i Senegalu. Największą sensacją była obecność w tym gronie obrońców tytułu Niemców, dla których była to pierwsza w historii sytuacja, że z mundialu musieli wracać do domu już po tej fazie rywalizacji.

Największe straty poniosła Afryka, bo do 1/8 finału nie awansował żaden zespół z tego kontynentu. Wśród 16 drużyn które przeszły do następnej rundy 10 było z Europy (Anglia, Belgia, Francja, Hiszpania, Portugalia, Szwecja, Szwajcaria, Rosja, Chorwacja i Dania), cztery z Ameryki Południowej (Argentyna, Brazylia, Kolumbia, Urugwaj) oraz po jednej z Azji (Japonia) i strefy CONCACAF (Meksyk).

 

Francja na drodze Brazylii

Z ośmiu spotkań 1/8 finału trzy zostały rozstrzygnięte w konkursach rzutów karnych. Najlepsze wrażenie swoja grą wywarli Brazylijczycy, którzy po kapitalnym i wyrównanym meczu pokonali znakomicie grającą drużynę Meksyku 2:0. Bohaterem w zespole zwycięzców był znowu Neymar, który zdobył pierwszą bramkę, a przy drugiej zaliczył asystę.
Teraz czekają jednak Brazylijczyków jeszcze poważniejsze wyzwania, bo w ćwierćfinale na ich drodze stanie reprezentacja Belgii, nie bez powodu uznawana za „czarnego konia” tych mistrzostwa, a w przypadku zwycięstwa w półfinale ekipa canarinhos może trafić na Francję.

Oczywiście pod warunkiem, że trójkolorowi w ćwierćfinale uporają się z Urugwajem. Ten mecz także zapowiada się na ekscytujące widowisko. Francuzi błysnęli formą pokonując Argentynę 4:3, zaś Urugwajczycy odesłali do domu aktualnych mistrzów Europy Portugalczyków, wygrywając z nimi 2:1. Oba gole w tym spotkaniu strzelił Edinson Cavani, który jednak swój znakomity występ okupił kontuzją i jego występ w ćwierćfinałowym starciu z Francuzami stanął po wielkim znakiem zapytania. Już teraz można jednak powiedzieć, że w tej fazie rosyjskiego turnieju każdy z zabójczego tercetu Paris Saint-Germain, czyli Neymar, Kylian Mbeppe i właśnie Cavani, wspięli się na wyżyny piłkarskiego kunsztu. Niewykluczone, że jeden z nich po wakacyjnej przerwie wejdzie do szatni paryskiej drużyny w glorii mistrza świata.

 

Rosjanie celują w medale

Chętnych na zdobycie tytułu jest jednak więcej. Gdy po jednej stronie drabinki w drodze do finału dwie ostatnie ekipy spoza Europy, czyli Brazylia i Urugwaj, bić się będą o awans z Francją i Belgią, po drugiej stronie o to samo powalczą cztery europejskie drużyny: Rosja z Chorwacją i Szwecja z Anglią. Największym zaskoczeniem jest obecność w tym wąskim gronie reprezentacji gospodarzy mundialu. Ich baza treningowa w Nowogorsku, oddalona kilkanaście kilometrów od centrum Moskwy, przeżywa ostatnio prawdziwy najazd dziennikarzy. Treningi Rosjan ogląda międzynarodowe towarzystwo, bo trener Stanisław Czerczesow lubi kontakty z mediami, a takiego ogromnego zainteresowania ekipa gospodarzy wcześniej nie doświadczała.

Teraz jednak w Rosji zapanowało istne szaleństwo na punkcie „Sbornej”, jej piłkarzy i ich trenera. Wyeliminowanie Hiszpanii w 1/8 finału, w co przed meczem mało kto wierzył, zrodziło nadzieję, że w tych mistrzostwach rosyjska drużyna może powalczyć o medale. Ten nastrój udziela się też piłkarzom. „Po wygranej z Hiszpanami zrozumiałem, że możemy dotrzeć do finału. I mówiąc szczerze, teraz także i my, piłkarze, taki cel przed sobą stawiamy” – zapewnia jeden z filarów „Sbornej” Aleksandr Gołowin.
Szansę na zdobycie drugiego w historii mistrzowskiego tytułu zwietrzyli także Anglicy, którzy w spotkaniu z Kolumbią przerwali pasmo niepowodzeń po przegranych konkursach rzutów karnych (półfinał MŚ ’90), półfinał Euro ’96), 1/8 finału MŚ ’98), ćwierćfinał Euro 2004, ćwierćfinał MŚ 2006) i ćwierćfinał Euro 2012). Najbardziej szczęśliwy był trener angielskiej drużyny Gareth Southgate, doskonale pamiętający, że w półfinale Euro ’96 jego przestrzelona „jedenastka” przyczyniła się do porażki z Niemcami.

 

Wyniki MŚ 2018:

 

1/8 finału:

Francja – Argentyna 4:3
Urugwaj – Portugalia 2:1
Hiszpania – Rosja 1:1 k. 3:4
Chorwacja – Dania 1:1 k. 3:2
Brazylia – Meksyk 2:0
Belgia – Japonia 3:2
Szwecja – Szwajcaria 1:0
Kolumbia – Anglia 1:1 k. 3:4

 

Następne mecze

Ćwierćfinały:
6 lipca
Urugwaj – Francja
(Niżny Nowogród, godz. 16:00);
Brazylia – Belgia
(Kazań, godz. 20:00);
7 lipca
Szwecja – Anglia
(Samara, godz. 16:00);
Rosja – Chorwacja
(Soczi, godz. 20:00).

Półfinały:
10 lipca
Urugwaj/Francja – Brazylia/Belgia
(Petersburg, godz. 20:00)
11 lipca
Szwecja/Anglia – Rosja/Chorwacja
(Moskwa, godz. 20:00);

Mecz o trzecie miejsce
14 lipca, godz.16:00, Petersburg

Finał
15 lipca, godz .17:00, Łużniki, Moskwa.

MŚ Rosja 2018: Giganci futbolu w cieniu Kyliana Mbeppe

Do 1/8 finału awansowało dziesięć zespołów z Europy i pięć z Ameryki Południowej. W pierwszej wymianie ciosów obie futbolowe potęgi poniosły równe straty – Francja wyeliminowała Argentynę, a Urugwaj Portugalię.

 

Reprezentacja Francji jeszcze przed mundialem wymieniana była w gronie największych faworytów turnieju, ale w spotkaniach grupowych trójkolorowi specjalnie nie błyszczeli i chociaż pewnie zajęli pierwsze miejsce, to ich szanse na zwycięstwo w turnieju zaczęto szacować z większym umiarem. Po sobotnim meczu z Argentyną, chyba najlepszym jak do tej pory piłkarskim widowisku na rosyjskich boiskach, akcje ekipy trenera Didiera Deschampsa ponownie wystrzeliły w górę. Francuzi wygrali 4:3, a do ich zwycięstwa najbardziej przyczynił się niespełna 19-letni napastnik Paris Saint-Germain Kylian Mbeppe. W historii mistrzostw świata tylko brazylijski „król futbolu” Pele był młodszy gdy strzelał dwa gole w jednym meczu. Miało to miejsce w finałowym spotkaniu MŚ 1958 ze Szwecją, a Pele miał wtedy 17 lat i 8 miesięcy. Mbeppe już tego rekordu legendarnego gracza nie pobije, ale sądząc po tym co pokazał w starciu z Argentyną można prorokować, że ten nastolatek już po mistrzostwach w Rosji może dołączyć do tercetu największych obecnie gigantów światowego futbolu – Leo Messiego, Cristiano Ronaldo i Neymara.

Tak się złożyło, że gdy w sobotę gwiazda Mbeppe zajaśniała pełnym blaskiem, w jej cieniu z mundialem w Rosji żegnali się Messi i Cristiano Ronaldo. Porażki zespołów Argentyny i Portugalii, których gra była ustawiona całkowicie pod tych dwóch gwiazdorów, dowodzą niezbicie, że w światowym futbolu wraca do łask zespołowość jako fundament wszelkich koncepcji taktycznych. Argentyńczycy zbyt późno zrozumieli, że sam Messi w pojedynkę nie wygra im mistrzostw, a Portugalczycy nawet nie próbowali zmienić cokolwiek w układzie, w którym dziesięciu z nich przede wszystkim pilnuje dostępu do własnej bramki, zostawiając zadanie strzelania goli rywalom na głowie Cristiano Ronaldo. W potyczce z Urugwajczykami gwiazdorowi Realu Madryt strzeleckiej weny już nie starczyło, za to Luisowi Suarezowi z FC Barcelona i Edinsonowi Cavaniemu z Paris Saint-Germain wręcz przeciwnie. Ale obaj po starcie piłki natychmiast stawali się pierwszymi obrońcami w swojej drużynie i robili to, czego nie robił w ogóle Cristiano Ronaldo i tylko sporadycznie Leo Messi – walczyli zawzięcie o przejęcie piłki na równi z resztą kolegów z zespołu.

Francuska drużyna miała z przodu trzech ofensywnych graczy – poza Mbeppe jeszcze Antoine Griezmanna i Oliviera Giroud. Żaden z nich po stracie piłki nie robił obrażonej miny i nie czekał na środku boiska aż koledzy z tylnych formacji odbiorą rywalom piłkę. I dlatego reprezentacja Francji jest w tej chwili największym faworytem mundialu w Rosji, a nie przez to, że ma w swoich szeregach Kyliana Mbeppe. Choć bez wątpienia to także jest jej wielkim atutem.

 

WYNIKI

 

Faza grupowa

 

Grupa A

1. kolejka: Rosja – Arabia Saudyjska 5:0; Egipt – Urugwaj 0:1
2. kolejka: Rosja – Egipt 3:1, Urugwaj – Arabia Saudyjska 1:0
3. kolejka: Urugwaj – Rosja 3:0; Arabia Saudyjska – Egipt 2:1

1. Urugwaj       3     9     5:0|
2. Rosja            3     6    8:4
3. Arabia S.      3     3    2:7
4. Egipt            3     0    2:6

 

Grupa B:

1. kolejka: Maroko – Iran 0:1,  Portugalia – Hiszpania 3:3
2. kolejka: Portugalia – Maroko 1:0,  Iran – Hiszpania 0:1
3. kolejka: Hiszpania – Maroko 2:2; Iran – Portugalia 1:1

1.  Hiszpania    3     5     6:5
2. Portugalia    3     5     5:4
3. Iran                3    4     2:2
4. Maroko         3     1     2:4

 

Grupa C:

1. kolejka: Francja – Australia 2:1, Peru – Dania 0:1
2. kolejka: Francja – Peru 1:0, Dania – Australia 1:1
3. kolejka: Dania – Francja 0:0, Australia – Peru 0:2

1. Francja                3     7      3:1
2. Dania                  3     5      2:1
3. Peru                    3     4     2:2
4. Australia            3      1    2:5

 

Grupa D

1. kolejka: Argentyna – Islandia 1:1, Chorwacja – Nigeria 2:0
2. kolejka: Argentyna – Chorwacja 0:3, Nigeria – Islandia 2:0
3. kolejka: Islandia – Chorwacja 1:2, Nigeria – Argentyna 1:2

1. Chorwacja         3          9       7:1
2. Argentyna         3          4       3:5
3. Nigeria              3           3      3:4
4. Islandia            3           1       2:5

 

Grupa E:

1. kolejka: Kostaryka – Serbia 0:1, Brazylia – Szwajcaria 1:1
2. kolejka: Brazylia – Kostaryka 2:0, Serbia – Szwajcaria 1:2
3. kolejka: Serbia – Brazylia 0:2, Szwajcaria – Kostaryka 2:2

1. Brazylia                3          7         5:1
2. Szwajcaria           3         5          5:4
3. Serbia                  3          3         2:4
4. Kostaryka           3          1         2:5

 

Grupa F:

1. kolejka: Niemcy – Meksyk 0:1, Szwecja – Korea Płd. 1:0
2. kolejka: Niemcy – Szwecja 2:1, Korea Płd. – Meksyk 1:2
3. kolejka: Meksyk – Szwecja 0:3, Korea Płd. – Niemcy 2:0

1. Szwecja            3       6       5:2
2. Meksyk           3       6       3:4
3. Korea Płd       3       3       3:3
4. Niemcy           3       3      2:4

 

Grupa G:

1. kolejka: Belgia – Panama 3:0, Tunezja – Anglia 1:2
2. kolejka: Belgia – Tunezja 5:2, Anglia – Panama 6:1
3. kolejka: Anglia – Belgia 0:1, Panama – Tunezja 1:2

1. Belgia             3       9     9:2
2. Anglia            3      6      8:3
3. Tunezja         3      3      5:8
4. Panama        3      0      2:11

 

Grupa H:

1. kolejka: Polska – Senegal 1:2,  Kolumbia – Japonia 1:2
2. kolejka: Japonia – Senegal 2:2, Polska – Kolumbia 0:3
3. kolejka: Senegal – Kolumbia 0:1, Japonia – Polska 0:1

1. Kolumbia    3      6     5:2
2. Japonia       3     4     4:4
3. Senegal       3     4     4:3
4. Polska         3     3     2:5