Partia Pracy o Guaidó

Polityczka typowana na szefową dyplomacji w przyszłym rządzie Jeremy’ego Corbyna jest krytyczna wobec Maduro, za duży błąd jednak uznaje udzielanie poparcia Juanowi Guaidó. Stawia na dialog wewnętrzny, potępia próby rozwiązania kryzysu w Wenezueli za pomocą zewnętrznej interwencji, a ku temu niestety skłaniają się państwa UE.

Emily Thornberry, szefowa dyplomacji Wenezueli w laburzystowskim gabinecie cieni, skrytykowała rząd Theresy May i inne rządy europejskie za pośpieszne uznanie Juana Guaidó za demokratycznego przywódcę Wenezueli. Polityczka Partii Pracy skrytykowała rządy Nicolása Maduro, zasugerowała jednak, że pochopne udzielanie mandatu jego rywalowi bez pomysłu na to, co ma w Wenezueli nastąpić potem, jest dyplomatyczną nieodpowiedzialnością.
Zdaniem Thornberry kluczowe dla Wenezueli jest teraz zapewnienie warunków do przeprowadzenia nowych wyborów „we właściwym czasie”, a nie do odgórnego określania przez siły zewnętrzne, kto jest „właściwą stroną” konfliktu politycznego wewnątrz kraju.
– Nie wydaje mi się, żeby można było stawiać żądania bez wiedzy, co robić w następnej kolejności. Nie chodzi o przybieranie pozy, tylko o postępowanie w sposób realistyczny i praktyczny. – powiedziała.
Labourzystka twierdzi, że rozwiązanie kryzysu w Wenezueli musi mieć przede wszystkim charakter wewnętrzny i europejska dyplomacja musi temu sprzyjać. Tymczasem o swoim poparciu dla Guaidó, który ogłosił się „tymczasowym prezydentem”, zapewniły już rządy Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Hiszpanii oraz Parlament Europejski. Brytyjska Partia pracy oficjalnie więc wyłamała się z tego szeregu.
– Potrzeba dialogu i taka propozycja padła na obszarze wewnętrznym i zewnętrznym – mówiła Thornberry nawiązując zapewne do propozycji prezydenta Maduro, by w tym roku ogłosić nowe wybory parlamentarne oraz obrad tzw. międzynarodowej grupy kontaktowej ds. Wenezuali – Potrzeba czasu i taka propozycja też padła. Musimy zobaczyć, co będzie dalej – to najlepszy sposób postępowania, w przeciwieństwie do powiedzenia: już wystarczy, uznajemy X, a nie Y. To nie jest sposób, w jaki należy traktować inne kraje, nawet znajdujące się w tak trudnej sytuacji jak Wenezuela.
Thornberry jednak, w przeciwieństwie do przewodniczącego Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna, opowiedziała się za częściowymi sankcjami wobec Wenezueli. Za właściwe uznała „wszelkie środki”, które mogą przynieść zmianę na lepsze, z wyjątkiem interwencji zbrojnej.
W oględny sposób skrytykowała okres rządów Maduro z lewicowych pozycji:
– Mogę również zagwarantować, że za rząd Partii Pracy nie będzie tolerował łamania praw człowieka tylko dlatego, że są one popełniane przez mniejsze i słabsze państwa, lub przez rządy, które chcą uchodzić za „socjalistyczne”, ale poprzez swoje działania sprzeniewierzyły się wszelkim socjalistycznym ideałom.
Podkreśliła jednak przede wszystkim, że jeżeli powstanie labourzystowski rząd, jego priorytetem w polityce zagranicznej będą prawa człowieka, a nie tak jak w przypadku rządu konserwatystów – krótkoterminowe interesy. Z ich powodu, zdaniem Thornberry, brytyjska dyplomacja uprawiana przez Torysów i poprzednie gabinety Partii Pracy zbyt tendencyjnie przymykały oczy na łamanie praw człowieka w liczących się krajach, które traktowane były jako strategiczni geopolityczni partnerzy Wielkiej Brytanii: w Turcji, Arabii Saudyjskiej i Egipcie.
W zeszłym tygodniu Jeremy Corbyn zamieścił na Twitterze stanowisko krytyczne wobec konserwatywnego ministra decyzji Jeremy’ego Hunta o poparciu dla Guaidó. Corbyn uznał ją za opowiedzenie się za interwencją zagraniczną w Wenezueli, za którą stoi USA.