Spotkanie Trzech (Część II) – Konferencja w Pułtusku

Anonsowałem w poprzednim tekście – „Spotkanie Trzech – zmarnowana szansa” – zwrócenie Państwu uwagi na skutki niewykorzystania szansy, jaką to spotkanie było.

Dotarły do mnie po tym tekście różne, głównie krytyczne sygnały. Sprowadzały się do „zubożenia oferty” Solidarności, przed i po tym spotkaniu. Faktycznie, celowo nie pisałem o jej propozycjach, odkładając do późniejszego tekstu. W ten sposób niejako (ze wstydem przyznaję), chciałem „podlizać się” Czytelnikom, sugerującym rozważną krytykę działań Solidarności w okresie od porozumień sierpniowych do stanu wojennego. Mają tu wiele racji. Dlaczego? Warto dostrzegać postawy i zachowania tzw. szeregowych członków Solidarności. Prawdą jest – wielu spośród nich uległo „wzniosłym” apelom i gromkim okrzykom działaczy zakładowych i terenowych (niektórych cytowałem w poprzednim tekście). To ich „zapał” do „walki z komuną” – głównie poprzez nieustanne strajki i protesty – gasił Lech Wałęsa, jeżdżąc po kraju jesienią 1981 r. Pamiętamy jego bezsilność w stwierdzeniu – „ja jeden strajk ugaszę, a 10 ekip jeździ i nowe rozpala”. Dziś, z dozą „słusznej racji” można mówić – miał to, do czego sam nawoływał. Ale oddajmy sprawiedliwość – w porę zrozumiał swoją pomyłkę, którą wcześniej już wskazywali doradcy, np. prof. Karol Modzelewski, Tadeusz Mazowiecki, szczególnie po I Zjeździe Solidarności (napiszę o nim nieco później). Sprawiedliwość też oddajmy przytłaczającej większości członków, którzy nie poparli strajków we wrześniu i październiku, ze zrozumieniem podeszli do racji i argumentów władzy (cytowałem wcześniej przykład kolejarzy), a potem do stanu wojennego. Wielu spośród nich boleśnie dotknęło znane powiedzenie – „jedni się tłoczą na świeczniku, inni przy śmietniku”, gdy po 1989 r. ekipy Solidarności obejmowały w Polsce władzę i metodą nędzy i biedy milionów Polaków wzmagały nienawiść do „słusznie minionego okresu”. Jeśli uznał ktoś tę ocenę reformy Balcerowicza za krzywdzącą – poważnie radzę wycieczkę do Czech, na Słowację, Węgry, gdzie też zrzucano „jarzmo komunizmu”, a gospodarczo kraje te dalece lepiej wyszły na tym od nas. Dlaczego tak się stało – zechciejcie Państwo przypomnieć sobie, czyich słuchaliśmy rad, jak „komuszą” gospodarkę sprzedawaliśmy, czytaj rozdawaliśmy, marnotrawiliśmy. Na czym np. polegało uwłaszczenie? Kto, które partie polityczne będące i zmieniające się przy – powiem brzydko – „korycie władzy” stały się nowobogackimi, mając od tego czasu „słusznie dobrych” członków. Jeśli ktoś poczuł się tymi słowami dotknięty – proszę, niech zastanowi się, zapyta, za czyje pieniądze został zbudowany i utrzymywany gmach KC PZPR? – w dużej części ze składek członków PPR, PZPR. Czyją własnością stał się po 1989 r. – przecież nie SLD! Kto uwłaszczył się (zawłaszczył), Wydawnictwo RSW Prasa-Książka-Ruch – przecież nie SLD! Czy mam podawać inne przykłady i głupio dowodzić, iż wszystko było, jest „w porządku”? O skali marnotrawstwa uwłaszczeniowego i sprzedaży „za psi grosz”, piszą: prof. Paweł Bożyk, Grzegorz Kołodko oraz Andrzej Karpiński z Zespołem. Książka pt. „Od uprzemysłowienia w PRL do deindustrializacji kraju”, to „kompendium głupoty” niszczenia gospodarki, naukowo zbadane i udowodnione. Gdyby Redakcja zechciała niektóre przykłady przedrukować – byłyby powodem do chwały dla budowniczych i wstydu dla „reformatorów”. Kłaniam się Zespołowi Autorskiemu – dziękuję za lekcję „gospodarczego patriotyzmu i myślenia” dla nas – Polaków. Jednocześnie dla Czytelników mam taką zachętę – sięgnijcie pamięcią, by znaleźć i przypomnieć sobie otrzeźwiające głosy, że nie była to „gospodarka komusza”, a podniesiona z guzów i ciężko wypracowana rękoma milionów Polaków, partyjnych i bezpartyjnych, wierzących i niewierzących, z tysięcy „spalonych wsi i głodujących miast”.

„Oferty” Solidarności

Z poprzedniego tekstu Państwo pamiętają, że Lech Wałęsa – w swoim stylu – poddał krytyce propozycje Generała o utworzeniu Rady. Zapewnił o „dobrych radach” ale panna „S”, ani sama ani nie chciała ich wdrażać, a raczej – delikatnie mówiąc – przeszkadzała władzy w realizacji 21 postulatów. Taka jest prawda, znana od blisko 40 lat. Solidarność naciskana przez Kościół oraz władzę, wreszcie zgłosiła (znowelizowany, sprzed kilkunastu tygodni) pomysł Społecznej Rady Gospodarki Narodowej. Co było istotnego? Była reprezentacją tylko członków Solidarności. Dlaczego o stanie i rozwoju gospodarki miał decydować taki „skład” – kto zechce wyjaśnić nawet dziś? Rada ta, wyposażona w specjalny status – w zamyśle kierownictwa Solidarności – miała: kontrolować działania rządu i administracji terenowej, z jednoczesnym prawem weta wobec ich decyzji; dysponować prawem rozpisania referendum w najtrudniejszych sprawach; wezwać władzę do zgody na przeprowadzenie wolnych wyborów parlamentarnych, a przy sprzeciwie – wybrać „drugi parlament”.
Kuriozalność pomysłu widać gołym okiem. O powody do korzystania z takich „praw” było wówczas bardzo łatwo. A co weto oznaczało w praktyce, jak nie ubezwłasnowolnienie rządu, władzy, paraliż administracji? Byłoby formą zalegalizowania istniejącej dwuwładzy: legalna władza oraz Solidarność. Ten specjalny status dodatkowo stawiał Radę w randze „nadrządu”. Solidarność zgłaszając ten pomysł – w przypadku jego odrzucenia – zastrzegła możliwość ogłoszenia strajku generalnego.
Jak Państwu podoba się ten pomysł, nawet po blisko 40 latach? Redaktor Naczelny Trybuny, Pan Piotr Gadzinowski napisał (1-3 marca br.), że„Rada Dialogu Społecznego, niedawne miejsce negocjacji reprezentantów mas pracujących, właścicieli firm i polskiego rządu, stała się ciałem martwym”. Dziś sprawujący władzę wywodzą się ze „słusznego pnia”, mają usta pełne demokracji i „dobra narodu” – niech więc zastosują w praktyce ten pomysł, jakże „genialny” na tamte lata. A może wypraktykują pomysł RPN. Przecież wyposażenie w inicjatywę ustawodawczą dzisiejszej „Rady Dialogu”… nie byłoby grzechem a ubogacaniem naszej demokracji Kto taką inicjatywę zgłosi i zaakceptuje? – może Państwo zabawią się w „towarzyskie zakłady”.

Konferencja w Pułtusku

Próby ponownego zorganizowania Spotkania Trzech, „po latach”, były czynione kilka razy. Zainspirowali go w 20 rocznicę (2001 r.), Prezesi: Związku Kombatantów i Byłych Więźniów Politycznych RP; Związku Inwalidów Wojennych RP oraz Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Powtórzył tę inicjatywę Instytut Badań Naukowych im. Edwina Rozłubirskiego i Związek Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, która przyjęła formę konferencji naukowej. Odbyła się w Pałacu Staszica, 3 listopada 2005 r. – w obu przypadkach z udziałem Generała (bez Prymasa i już b. Prezydenta RP Lecha Wałęsy, który pytany o absencję odparł, że „jacyś kombatanci coś chcieli”, ale nie miał czasu). Uczestniczyli, m.in. członkowie rządów z dekady lat 80. z Mieczysławem Rakowskim, wśród nich przedstawiciele ZSL, SD i kilkunastu uczonych. Ale prof. Leon Kieres, wówczas prezes IPN, nie znalazł czasu, zbytnio nie kryjąc swej niechęci (ujawnił prezes Instytutu Badań… płk Zbigniew Kumoś) „Trybuna” i „Przegląd” opublikowały obszerne omówienia.
Rok 2010, 9 października, Pułtusk. Rektor Akademii, prof. Adam Koseski – witając wszystkich zaproszonych, wyraził ubolewanie z braku osób, które wówczas – jak powiedział – „miały głos ważący” (Józef Glemp i Lech Wałęsa). Trudno też, jako Rektorowi Akademii Humanistycznej – było zrozumieć „stałą niechęć” (mimo ponawianej prośby) uczonych IPN, „nowocześnie badających” naszą przeszłość.
Podczas Konferencji zabrali głos i złożyli wystąpienia (układ alfabetyczny) – Andrzej Celiński, Zbigniew Ciećkowski, Stanisław Długosz, Andrzej Gąszczołowski, Joanna Hanson, Wojciech Jaruzelski, Bogusław Kołodziejczak, Marceli Kosman, Kazimierz Łastawski, Aleksander Merker, Włodzimierz Nawrocki, Andrzej Palimąka, Franciszek Puchała, Andrzej Strabel, Tadeusz Szaciło, Kazimierz Szarski, Jan Widacki, Gabriel Zmarzliński. Kierując się koniecznością, jaką są ramy tekstu, prezentację ograniczam do kilku wypowiedzi. Osoby, którym tu swoiście „nie udzieliłem głosu” – serdecznie przepraszam
Jako pierwszy zabrał głos gen. Wojciech Jaruzelski. Na wstępie Generał oświadczył, iż „odczuwa dyskomfort strzelca do pustej bramki, a właściwie dwóch pustych bramek. Absencja zaproszonych przedstawicieli IPN jest też bardzo wymowna… dziś żałuję szczególnie, iż nie udała się – co podkreślę – kolejna próba, aby po latach, podzielić się wiedzą z pierwszej ręki, skonfrontować i zweryfikować nasze oceny, znaleźć wspólną wykładnię. Nieobecni nie mają racji. Ale niestety, rację ma biologia, która dawała nam chyba ostatnią szansę”. Przypomniał, że „wciąż bije się w piersi, ubolewa, przeprasza. Polska Ludowa nie była czarną dziurą w historii. Miała ustrojowe wady wrodzone, ciężkie błędy popełnione, ale też niewątpliwy dorobek”. I postawił pytanie – „czy porozumienie w ówczesnych realiach wewnętrznych i zewnętrznych dawało gwarancję? Nie dawało. Stwarzało jednak taką możliwość. Mądrość etapu polegała na tym, aby spróbować wykorzystać każdy zysk na czasie, zdjąć rosnące napięcie, zahamować rozkład gospodarki… zwłaszcza, że alternatywą była wielowymiarowa katastrofa”.
Generał Tadeusz Szaciło przypomniał ówczesną sytuację wewnętrzną, poddając krytycznej ocenie odrzucenie przez Kierownictwo Solidarności apelu 35 intelektualistów. Wtedy – „Porozumieniu nie sprzyjała międzynarodowa atmosfera wokół Polski. USA i niektóre państwa Europy Zachodniej, organizacje pozarządowe zdecydowanie wsparły Solidarność politycznie, materialnie i finansowo. USA były zainteresowane w demontażu socjalizmu w Polsce i w innych krajach – w Solidarności dostrzegły siłę, która jest w stanie tego dokonać. Nie nawoływały więc do umiaru w żądaniach i sensu prowadzenia rozmów… Z tego właśnie powodu socjaldemokratyczny rząd RFN na czele z Kanclerzem Helmutem Schmidtem nie akceptował amerykańskiej polityki wobec Polski. Wymownym tego świadectwem była wizyta w Polsce, Ministra Spraw Zagranicznych RFN Hansa Dietricha Genschera, w dniach 19-20 marca 1981r. Jednak społeczeństwo zachodnioniemieckie na tle stosunku do spraw polskich było podzielone… Z kolei kraje socjalistyczne, paktowanie z Solidarnością oceniały jako największy błąd. Naciski na rozwiązanie siłowe szły po linii partyjnej, rządowej i wojskowej”. Co Państwo Czytelnicy o tym myślicie?
Stanisław Długosz, wystąpienie rozpoczął przypomnieniem raportu CIA z czerwca 1981, w brzmieniu – „Ekonomiczna kondycja Polski będzie w najbliższych sześciu miesiącach pogarszać się z powodu złych zbiorów, niskiej wydajności pracy, skróconego tygodnia pracy, trwającego ekonomicznego dryfu. Nie można wykluczyć szybkiego i drastycznego spadku standardu życiowego – zdolnego wywołać takie zaburzenia, które mogą spowodować sowiecką interwencję. Oceniamy, że Sowieci… interweniować będą siłami co najmniej 30 dywizji” – dziś chciałoby się zapytać, co USA uczyniły, by do tej interwencji nie doszło. Następnie dość szeroko przedstawił skutki zapowiedzianej blokady w sferze dostaw surowców i płatności za dostarczone towary. Podkreślił, że „eksperci polscy jak i eksperci ZSRR doskonale zdawali sobie sprawę, że oba wyżej wymienione warunki nie mogły być spełnione przez stronę polską z uwagi na ówczesną gospodarczą i społeczną sytuację. Koncepcja blokady gospodarczej i sprzężonym z nią ryzykiem interwencji wojskowej miała na celu wywarcie bezwzględnego nacisku na ówczesne polskie władze, by przywróciły „socjalistyczny porządek” naruszony przez Solidarność w Polsce, która według prof. Zbigniewa Brzezińskiego była kluczem do kontrolowania przez ZSRR Europy Wschodniej… wiedziano powszechnie, że ze strony państw zachodnich w 1982 r. nie pojawi się dla Polski żadna znacząca pomoc towarowa lub finansowa”. A co o tym Państwo Czytelnicy myślicie?
Profesor Jan Widacki, mówiąc o kilku aspektach wewnętrznych, dążył do uzyskania odpowiedzi na pytanie – czy porozumienie było możliwe. W konkluzji, m.in. stwierdzał, że w 1981 r. „polski romantyzm z polskim pozytywizmem pracą organiczną, w rzeczywistość przekuć nie było możliwe”.
Generał Franciszek Puchała – gruntowną oceną sytuacji strategiczno-operacyjnej w roku 1981 wokół Polski, niejako „otworzył oczy”, na skalę grozy i skalę „sojuszniczej pomocy”. Mówił, iż „służąc wśród bardzo doświadczonych oficerów obserwowałem ich nastroje. Okres poprzedzający stan wojenny był dla kadry SG WP, IC MON oraz dowództw OW i RSZ niezwykle trudny i stresogenny, pełen trosk, obaw, dylematów i wątpliwości. Zdawano sobie sprawę, że niekontrolowane wystąpienia wielu tysięcy zdesperowanych ludzi mogą przerodzić się w poważne zamieszki, w których działa prawo tłumu i jego agresja”. I dalej – „Z aplauzem spotkało się powołanie Generała na stanowisko Prezesa Rady Ministrów w 1981 r. Exposé i apel o 90 spokojnych dni oficerowie przyjęli z dużym zadowoleniem. Określano je jako nieco „dramatyczne, ale programowo wyważone, a zarazem stanowcze”. Natomiast bardzo źle przyjęto informację o nominacji na stanowisko I Sekretarza KW PZPR w Warszawie Stanisława Kociołka”. Kończąc wystąpienie stwierdził – „na zachowania i postawy kadry wpływały coraz to nowe zdarzenia. Tuż po Spotkaniu Trzech, oficerowie SG WP w dniu 9 listopada 1981 r. z wielkim zaskoczeniem odebrali informację o absencji płk Ryszarda Kuklińskiego w służbie. Był kolegą wielu z nich, aktywnym członkiem komisji ideologicznej Komitetu PZPR w IC MON i co najważniejsze – uczestnikiem całego procesu przygotowań, do ewentualnego wprowadzenia stanu wojennego. Gdy dezercja okazała się faktem, oficerowie wyrażali zdumienie, że zrobił to tak hołubiony, faworyzowany, a nawet przeceniany przez przełożonych oficer”. Z uwagi na wiąż pomijane, by nie powiedzieć lekceważone kwestie polityczno – militarne, referat gen. Franciszka Puchały wymaga odrębnej prezentacji.
Profesor Stanisław Kwiatkowski m.in. dokonał interesującej analizy kalendarza działań Solidarności w 1981 r. – jej apologetów zachęcam do odświeżenia pamięci. Profesor przypomniał wypowiedzi prasy socjalistycznej i zachodniej, przed i po Spotkaniu Trzech. Dla milionów Polaków istotna jest ocena tego Spotkania– „było faktem, którego nie sposób zakwestionować. Tym, którzy są zainteresowani wykreśleniem go z pamięci, udało się z powodzeniem przysłonić go zmową milczenia, zbyć upominających się o prawdę, odsunąć w zapomnienie. Stąd zapewne przypominanie b. działaczom Solidarności o zaprzepaszczonych szansach (w różnych rocznicowych obchodach) musi uwierać jak wyrzuty sumienia, nie pasuje do przyjętej w propagandzie wersji historii lat 80., do opowiadań o wojnie z narodem, dyktatorze Jaruzelskim i podobnych mitów”. Także, nie mniej istotna odpowiedź na pytanie-„dlaczego nie podjęto nawet próby dogadania się z Jaruzelskim? Przez wszystkie kolejne rocznice jakoś nikt z tamtego kierownictwa Solidarności nie chce wiarygodnie odpowiedzieć na to pytanie. Wręcz przemilcza się Spotkanie Trzech, przecież ważne historyczne wydarzenie! Unika się dyskusji na ten temat, albo stosuje dziwne tłumaczenia i zwykłe wykręty. Że chodziło tylko o czysty chwyt osłonowy i propagandowy a to, że ówczesne władze z Jaruzelskim na czele były przekonane, że może uda się tą drogą spacyfikować Solidarność i przynajmniej częściowo ją kontrolować… Kaczyński wspomina o jeszcze innej przyczynie odrzucenia oferty Generała. Że są tacy, którzy twierdzą, jakoby Geremek i spółka od początku torpedowali całe przedsięwzięcie, gdyż przewidziano w nim zbyt wielką rolę Kościoła. Sprawa ta do dzisiaj nie jest wyjaśniona – według Kaczyńskiego czeka na rzetelne opracowanie przez historyków”. W końcowej części referatu, Profesor powiedział – „Dziś nie wypada wątpić w intencje Generała w sprawie powołania Rady Porozumienia Narodowego. Zweryfikował czas, ziściły się w następnych latach. W ocenie motywacji Generała, liczy się rezultat końcowy. Z dzisiejszej perspektywy patrząc – widać cały proces stopniowo narastającej demokratyzacji w latach 80., dochodzenia do pluralizmu politycznego. Bagatelizuje się, kwestionuje lub przemilcza ten kilkuletni proces i jego uwarunkowania”.
Andrzej Celiński – wyraził nadzieję, że konferencja nie jest sądem nad „głupościami” polskimi i korzystając z obecności Generała m.in. pytał, dlaczego do tego spotkania doszło. Dlaczego doszło do stanu wojennego w 1981 r. a nie doszło w 1989. Podzielił się ocenami krytycznymi władzy i spotkania w KKS. Generał „na gorąco” odpowiedział na te pytania.
Profesor Marceli Kosman – istotę i sens Spotkania Trzech, postrzega jako ogniwo w procesie ewolucji ustrojowej. Stąd proces ten zobrazował swoistym „przeglądem” życiorysu Generała, uwieńczonym Okrągłym Stołem i godnością Prezydenta Polski. Wieloletnie badania naukowe nad istotą i filozofią sprawowania władzy w Polsce, w tym i Generała, opublikowane w kilku poczytnych pracach – wsparł ocenami kilku wybitnych historyków (też z poznańskiego środowiska naukowego), m.in. prof. Gerarda Labudy, Andrzeja Chwalby, Tadeusza Manteuffla, Aleksandra Gieysztora, Stanisława Herbsta, Andrzeja Skrzypka czy Karola Modzelewskiego. Przypomniał, że kilku z nich było członkami Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa. Że Generał cenił i często korzystał z ich dorobku naukowego. Profesor zobrazował to kilkoma cytatami. Czytając to wystąpienie Profesora, poleciłbym je wielu „piaskowym znawcom” naszych dziejów i dokonań Generała, a którzy mienią się „historykami” (nazwiska z litości pominę). Może „coś” nauczyliby się z reguł bezstronności postępowania badacza-naukowca. To m.in. oni spowodowali, że o Spotkaniu Trzech „cicho w piśmiennictwie spod znaku „polityki historycznej”…W tej koncepcji nie ma miejsca na eksponowanie faktów przemawiających za dążeniem ówczesnego przywódcy państwowego do pokojowych przemian ustrojowych w Polsce czasami nazywanymi zniewoleniem i odzyskaną wolnością. Tymczasem matadorzy owego baśniowego obrazu z ochotą obarczają Generała odpowiedzialnością za wyolbrzymiany z biegiem czasu do apokaliptycznych rozmiarów ponury stan wojenny, skrzętnie pomijając rzecz zasadniczą: to przecież Wojciech Jaruzelski był głównym architektem pokojowych przeobrażeń ustrojowych, które zostały rozpoczęte wkrótce po jego zawieszeniu i wprowadzane były stopniowo, aż do końcowego akordu, jaki nastąpił 4 czerwca 1989 r.” Dziękuję serdecznie Profesorowi za ten tekst.
Profesor Kazimierz Łastawski – wewnętrzne dylematy Polski 1981 r., których bieg podsycany z zewnątrz-zdaniem Profesora-zmierzał do rozwiązania siłowego, czemu sprzyjały różne siły i „zaszłości”, niwecząc szanse na pokojowe współdziałanie. Tak, np. „władze najwyraźniej dostrzegały rosnące zagrożenia. W trudnej sytuacji społecznej próbowały tworzyć front wszystkich środowisk opowiadających się za stabilizacją państwa. Poszukiwały wsparcia stronnictw sojuszniczych, kombatantów i branżowego ruchu związkowego. W złożonej sytuacji politycznej silniej eksponowały wartości polskiej wspólnoty narodowej, aniżeli treści ideologiczne. Czyniły wysiłki, by doprowadzić do porozumienia i oddalić groźbę konfliktu bratobójczego. Wśród ogniw władzy występowały również kręgi zachowawcze, ale nie miały one wpływu na strategię działania rządu. Zaś – „w opozycji sytuacja była złożona, z wyraźną nieufnością wobec władzy. Największe atuty sprzyjające kierownictwu NSZZ Solidarność to: bezkompromisowość zachowań wielu młodych działaczy; rozwijająca się moralna krucjata przeciwko siłom „totalitarnej” władzy; nasilająca się konfrontacyjno-powstańcza atmosfera w wielu środowiskach kraju. Na korzyść wielomilionowego Związku NSZZ Solidarność, oddziaływało naturalne „zużycie się” władzy w latach PRL-u, a zwłaszcza jej obciążenie trudnymi kryzysami społeczno-politycznymi… Większość ekspertów i kierownictwa Solidarności usiłowała utrzymać linię umiarkowaną, ale… radykalne hasła zdobywały większy poklask, aniżeli kompromisowe i umiarkowane stanowisko. Po początkowych postulatach ekonomicznych wśród działaczy związku rozwinęły się coraz dalej idące żądania polityczne, zmierzające faktycznie do przejęcia władzy, Wałęsa miał wówczas coraz większe trudności z powstrzymywaniem ambicji politycznych wpływowych radykałów. Inicjatywa trójstronnego spotkania znalazła zrozumienie i poparcie u Prymasa Glempa, ale napotykała radykalne nastroje części duchowieństwa i sprzeciwy wśród wojowniczych ogniw Solidarności. Z uwagi na wielość aspektów i Profesora sztukę oceny, tekst zasługuje na wnikliwe przestudiowanie. Dziękuję!
Pułkownik dr Andrzej Gąszczołowski – referat uczynił „spojrzeniem” na Spotkanie Trzech, jako instrument „polityki historycznej”. Inaczej mówiąc – historii PRL, pisanej „od nowa”. Stąd Spotkanie w badaniach naukowych jest „białą plamą” lub tematem do „czarnej legendy” PRL i prokuratorsko-medialnych wyroków na Generała. To jednowymiarowa klisza: totalitaryzm, zdrada, władza z obcego nadania, komunizm. Jako mit założycielski lustracyjno-dekomunizacyjnego szaleństwa, stoi na straży stereotypu, że stan wojenny to „grom z jasnego nieba”. Dlatego wg Autora – „Nie dopuszcza bezstronnych, wyważonych ocen, tym bardziej uznania, czy dopatrzenia się dobra w myśli politycznej gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W tym świetle patriotycznie umotywowana idea z 4 listopada 1981 r. nie pasuje do stereotypu i ma zostać wymazana z pamięci, wykluczona z dyskursu historyczno-politycznego”. Tu Autor cytuje kilka jakże wówczas trafnych, ale i po blisko 40 latach aktualnych sugestii i myśli, m.in. Mieczysława Rakowskiego i prof. Jerzego Wiatra. Autor z estymą odnosi się do środowiska Wielkopolan, którzy okazali zrozumienie i poparcie idei RPN, a później dla stanu wojennego, ratującego przed „większym złem”. Oddaje należny szacunek i uznanie wielu wielkopolskim działaczom reformatorskiego ruchu socjalistycznej odnowy, m.in. Edwardowi Skrzypczakowi, Janowi Kołodziejczakowi, gen. Edwardowi Łukasikowi, prof.: Wacławowi Wilczyńskiemu, Henrykowi Łowmiańskiemiu, Alfonsowi Klafkowskiemu oraz Zdzisławowi Krasińskiemu. Będę wielce rad, Jeśli Panowie i Autor tekstu – przyjmą moje wyrazy wdzięczności i poważania.
Uczestnicy Konferencji z nieskrywaną ciekawością słuchali informacji o postawie prof. Feliksa Siemieńskiego, znanego poznańskiego prawnika, który początkowo sceptycznie odnosił się do Spotkania Trzech i idei RPN. Profesor, w Czempiniu (1996 r.), podczas spotkania Generała z Czytelnikami wygłosił z uznaniem przyjęty pogląd, że „ gdyby nie stan wojenny, to doszłoby do walk bratobójczych i interwencji zewnętrznej.” Dlatego ekstremę „S” nazwał „faktycznymi twórcami stanu wojennego: to oni są winni tej sytuacji, jaka wówczas zaistniała, że stan wojenny musiał być wprowadzony. Oni też przede wszystkim powinni dziękować gen. Jaruzelskiemu, że stan wojenny. Jemu też, a nie tylko Lechowi Wałęsie należało przyznać Pokojową Nagrodę Nobla.”
Niezwykle interesujące było wystąpienie Generała, które kończyło Konferencję, jako oficjalną debatę, przenosząc ją na długie godziny w kuluary i na środowiskowe spotkania.
Uczestników, tej pamiętnej Konferencji, których nie cytuję fragmentów wypowiedzi, raz jeszcze przepraszam, za brak „publicystycznego miejsca”. Podniesione przez Panów kwestie szczegółowe, a które z konieczności pominąłem są ważkim źródłem uzupełniającym wiedzę o przedmiocie tej publikacji i tym okresie naszej historii. Wszystkich z Państwa Czytelników gorąco zachęcam do pozyskania książki o tej Konferencji. Naprawdę warto.

Na zakończenie

Pokłosiem konferencji jest książka-„Spotkanie Trzech. Ostatnia szansa porozumienia” (Wyd. AH Pułtusk, 2012). Rektor Akademii, prof. Adam Koseski w tekście „Do Czytelnika”, podkreślił, że stawiane pytania „nie pozwalają na obojętne pominięcie dorobku Konferencji (…) skłaniają do zastanowienia się nad stanem Polski dziś, w 2012 r. (także w 2019 – moje, GZ)… Odpowiedzi nie są jednoznaczne, nawet przeciwstawne. Czy nie kryje się w nich złożoność historycznego czasu i ludzkich przeżyć, doznań? A zatem zachęta, wręcz intelektualny przymus, by sięgnąć po tę książkę i poznać ten istotny, ważny epizod współczesnej polskiej historii”. To przecież ważna część, może epizod naszych życiorysów, dorobku przydatnego dla przyszłościowo myślących naszych dzieci, naszej młodzieży.
Dziękując Panu Profesorowi, Jego Magnificencji – za przygotowanie Konferencji, jej naukową i organizacyjną oprawę, proszę o przyjęcie słów uznania od wielu jej uczestników i Czytelników książki, z którymi utrzymuję kontakty.