Mama ma raka

Polki mają wyraźnie mniejsze szanse na przeżycie niż większość Europejek.

Rak piersi jest najczęstszym nowotworem u kobiet na całym świecie. W Polsce stanowi także drugą (po raku płuca) przyczynę ich zgonów. W roku 2015 (w stosunku do roku 1980) liczba nowych zachorowań u kobiet wzrosła w naszym kraju o 251 proc., a liczba zgonów o 83 proc.
– W krajach o wysokiej jakości opieki zdrowotnej rak piersi jest głównie chorobą przewlekłą. W krajach o niskiej jakości przeważnie śmiertelną. Polki mają nadal istotnie niższe szanse na przeżycie pierwszych pięciu lat po zdiagnozowaniu raka piersi niż większość Europejek – stwierdziła Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń „Amazonki”.
– Wskaźnik pięcioletnich wyleczeń jest w Polsce niższy o ok. 5 – 15 proc. od średniej europejskiej dla większości nowotworów złośliwych. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy wskazuje się na niedostateczną edukację prozdrowotną, nieskuteczną profilaktykę oraz późne rozpoznanie nowotworu złośliwego, co z kolei wynika m.in. z utrudnionego dostępu do radioterapii – dodał prof. dr hab. n. med. Krzysztof Składowski, Konsultant Krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej, dyrektor gliwickiego oddziału Centrum Onkologii. Skuteczniejsze leczenie byłoby możliwe dzięki szerszemu stosowaniu radioterapii – uważają przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Radioterapii Onkologicznej oraz Konsultant Krajowy w tej dziedzinie radioterapii.
Ich zdaniem, zakres zastosowania radioterapii w leczeniu onkologicznym często znacznie przekracza możliwości pozostałych metod, czyli chirurgii i chemioterapii.
– Radioterapia to skuteczna, bezpieczna i precyzyjna metoda leczenia, która stała się już nieodzownym elementem. Zastosowanie radioterapii jest leczeniem oszczędzającym i pozwala na uniknięcie przeprowadzenia bardzo rozległej operacji u pacjentek – podkreślił prof. dr hab. n. med. Jacek Fijuth, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Radioterapii Onkologicznej.
Z uwagi na to, że standardem są już operacje oszczędzające pierś, radioterapia jest nieodzowna. Polega ona na leczeniu promieniowaniem jonizującym, którego celem jest dostarczenie możliwie jak największej dawki promieniowania do obszaru, w którym znajdują się komórki nowotworowe, przy jednoczesnej ochronie tkanek zdrowych.
Według ostatnich opracowań, ok. 53 proc. pacjentów onkologicznych poddawanych jest radioterapii. Ta metoda pozwala zmniejszyć odczuwanie bólu, wpływając na poprawę komfortu życia chorych. Zyskują oni więcej czasu na rekonwalescencję. W trakcie napromieniania pacjent nie odczuwa, że jest poddawany takim zabiegom. Promieniowanie nie wydziela ciepła, podobnie jak wykonywanie zdjęcia rentgenowskiego czy tomografii komputerowej. Radioterapia nie wymaga też zastosowania narkozy. Większość pacjentów podczas leczenia może prowadzić normalny tryb życia, w tym pracować w pełnym wymiarze godzin.
Jedną z form radioterapii jest tzw. brachyterapia, która umożliwia podawanie wyższej dawki. – Jest ona formą radioterapii od środka a nie od zewnątrz. U niektórych chorych brachyterapia pozwala skrócić leczenie raka piersi do tygodnia, co jest znaczącym osiągnięciem – podkreślił dr med. Piotr Wojcieszek, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Brachyterapii.
Eksperci zapowiedzieli przeprowadzenie kampanii dedykowanej radioterapii, której start zapowiadany jest na pierwszy kwartał 2020. Jej celem będzie zwiększenie świadomości na temat stosowania tej metody wśród pacjentów oraz specjalistów z innych dziedzin medycyny. Zaapelowali też do pacjentek z rozpoznanym rakiem piersi, aby konsultowały swój przypadek ze specjalistami ds. radioterapii onkologicznej.
– Poddając chorego zabiegom napromieniania w precyzyjnie zaplanowanych i podawanych dawkach, skutecznie i konsekwentnie eliminujemy wszystkie komórki nowotworowe znajdujące się w obrębie guza pierwotnego i jego otoczenia – stwierdził prof. dr hab. n.med. Julian Malicki, dyrektor Wielkopolskiego Centrum Onkologii.
To chyba jednak nadmierny optymizm, bo gdyby rzeczywiście wszystkie komórki nowotworowe były likwidowane, oznaczałoby to pełne zwycięstwo nad rakiem. A do niego wciąż niestety daleko.

„Cie choroba”

Media nie tak dawno rozpisywały się o chorobie Prezesa. Fakt, jakiś czas nie było widać Prezesa w mediach i w publicznych wystąpieniach, no a co ważne nie był też na oddaniu do użytku, czyli odsłonięciu pomnika jego skądinąd słynnego brata.

 

Domysły, co do rodzaju choroby były różne, ale przeważał domysł choroby kolana, choć nie było żadnego oficjalnego komunikatu co do choroby i jej rodzaju. Cóż w pewnym wieku kolana i inne stawy bolą, szczególnie tym, co to w latach młodych nie żłopali mleka. Tak czy siak, choroba była, był szpital, było wyjście ze szpitala, co wścibskie, a nieprzychylne Prezesowi media wyniuchały, a teraz to chyba jakaś rehabilitacja czy inna rekonwalescencja trwa, choć oficjalnie nic nie wiadomo. Też nie wiadomo, czy już po tej chorobie, czy jest jakieś zwolnienie lekarskie i w ogóle, wszystko tajne jakieś. A sprawa chyba była poważna, bo i zaczęto w niektórych kręgach na wszelki wypadek, dzielić skórę na niedźwiedziu, czyli typować następcę Prezesa wśród potencjalnych kandydatów, co było dość zabawne w swej wymowie.

 

Cóż Prezes, nie Prezes,

jak każdemu trzeba życzyć zdrowia, czy też powrotu do zdrowia i tyle. Ale co innego w tym jest istotne.
Bo to nie wiadomo, a przynajmniej dla ogółu, co to za choroba, czy pacjent to pracownik, który to opłaca wszystkie składki i ubezpieczenia, czy może to emeryt, który prawie nic nie płaci, czy też tzw. poseł etatowy, czy kim tam jeszcze jest. Nie mówiąc już o takich drobiazgach, czy był u lekarza pierwszego kontaktu, czy dostał skierowanie na leczenia, no i czy czekał w kolejce do lekarzy, w kolejce do szpitala, nie mówiąc o takich tam duperelach jak to, jak się do tego szpitala udał; piechotą, tramwajem, taxi, czy limuzyną rządową, no a jeśli tak, to dlaczego?

 

Lekarz politycznego kontaktu

No, a co najistotniejsze w tym wszystkim, to w jakim to szpitalu pacjent był, czy to był szpital normalny dla ludu pracującego miast i wsi, czy w szpitalu dla wybranych, z czym to ta opcja podobno związkowa, a teraz nam panująca tak walczyła zaciekle z tzw. komuną?

 

Kabaret

Tak czy owak, wszystko to razem nadaje się do mistrzowskiego przedstawienia, przez mistrzów prześmiewców, satyryków, jak ten który, nomen omen, prezentował właśnie „Cie choroba”, ale już takich dzisiaj nie ma, nie licząc kilku błaznów przy dworze. Co ciekawe, od pewnego czasu, tak w zasadzie to dzisiaj nie ma u nas czasopism satyrycznych. Nie ma, bo teraz, po zmianach i dobrej zmianie, to życie stało się satyrą. Cie choroba.