Jemioła, czosnek, dziurawiec – zamiast

1.
Kiepsko się poczułam, zatem pierwszy raz od kilkunastu lat zdecydowałam się zasięgnąć porady lekarza zwanego „rodzinnym”. W Wieleniu, jak już pisałam, na 12,5 tys. mieszkańców, rozsianych po odległych o 5,10,15 km wioskach, jest trzech pełnoetatowych lekarzy rodzinnych, jedna siostra-doktor, która sprawuje opiekę głównie nad podopiecznymi miejscowego domu pomocy społecznej i na tym koniec. Dla blisko 3-4 tysięcy mieszkańców brakuje lekarza na miejscu. Na dodatek – wszyscy lekarze rodzinni zgromadzeni są w tej samej, południowej części miasteczka. A transportu zbiorowego nie ma. I pewnie nie będzie, bo miejscowy „establishment” – zmotoryzowany, że hej!
Zapisałam się zatem do lekarza w Trzciance, odległej o ponad 40 km (7 motorowerem, reszta szynobusem, zachęcam seniorów do jazdy, bo bilet bardzo, bardzo tani).
Na miejscu – miło, czysto, ładnie – doktor przyjemny w obejściu. Popatrzył na adres i delkatnie nadmienił, że na wizyty domowe – z racji odległości – liczyć nie mogę.
– E, do stwierdzenia zgonu to wystarczy i pogotowie..- mruknęłam
Ale głośno nic nie rzekłam, z wiadomych powodów.
Potem zbadane zostało ciśnienie (ho, ho, wysokie jak diabli), nastąpiło osłuchanie i wywiad i skierowanie na badania. Klopot z tymi badaniami – bo na czczo trzeba będzie się przejechać tym motorowerkiem i szynobusem tam i z powrotem, i to ze dwa razy. Koszt – 30 zł. Niby nic.
Lekarstw żadnych doktor nie przepisał, a tu łepetyna boli jak diabli, ciśnieniomierz wariuje, zatem przeszłam się do miejscowej apteki z zapytaniem, co by tu zażyć z leków bez recepty. Albo z ziół. Ale w aptece sami absolwenci technikum farmaceutycznego, nawet o jemiole nic a nic nie słyszeli.
Po nieprzespanej nocy, z widmami udaru albo zawału oraz tego, komu w testamencie mam przepisać kota Benia -Trampka, Franusia, Felusia, Stefcię oraz Remika, i po godzinie spędzonej nad stronami: „Nadciśnienie, przyczyny, objawy, leczenie” kupiłam kropelki z jemioły, owoce głogu i dziurawiec, czosnek i takie tam, oraz potroiłam czas spędzony z pieskami na ostrochodzonym spacerze.
I jest dobrze. Głowa nie boli, ciśnienie lekko tylko podwyższone z tendencją spadkową.
Jak zachce mi się znów do doktora, to raczej tak towarzysko.

2.
Tak po drodze doktor zadał mi kilka pytań: Dlaczego zamieszkaliśmy z Mężem tak daleko (czy w Trzciance nie było nic do wynajęcia) i takie tam różne. No właśnie, dlaczego – jak ten krasnoludek, który budził się co rano, przeciągał i mamrotał: K…a, jak ja daleko mieszkam, nie dałam rady odpowiedzieć. Bo jak rozmawiać ma dziś senioralny pacjent z „końca wsi”, ofiara uwolnienia miejskich czynszów z przedstawicielem zamożnej middle-class, bo do takiej lekarzy rodzinnych (3 tysiące zapisanych pacjentów razy comiesięczna składka kapitacyjna od każdego z nich) należy dziś zaliczyć.

3.
Gdyby ktoś pragnął naprawdę dokonać reformy służby zdrowia, musiałby zacząć od „przyszpilenia” lekarzy rodzinnych do określonych obszarów (gabinet w centrum okręgu z równie odległym dojazdem i podobną ilością potencjalnych pacjentów). Czyli – należałoby wrócić do dawnej rejonizacji, a to oznaczałoby zdjęcie z lekarzy rodzinnych dumnego tytułu „wolnego przedsiębiorcy”, który umiejscawia swój gabinet tam, gdzie jemu, a nie pacjentom wygodnie.
Ale dziś się już nikt nie odważy tego uczynić.
Podobnie jak nie będzie wśród polityków takiego śmiałka, który przypomni absolwentom polskich uczelni medycznych, skąd im nogi wyrastają, czyli – kto zapłacił za ich studia, które posłużą niemieckim, angielskim, holenderskim pacjentom.

4.
Na koniec opowieść… Są lata 90-te, rodzi się pomysł zastąpienia lekarzy rejonowych – rodzinnymi. W salach hotelu „Poznań” odbywa się konferencja, na której niemiecki lekarz rodzinny mówi o swojej pracy, jego słuchaczami jest poznańska profesura medyczna.
Gość jest wyjęty jakby z serialu o doktorach z alpejskiej wioski – miły, kulturalny, doskonale ułożony. Opowiada o swoim dniu pracy: Wstaje o 6-ej, pije kawę, je śniadanie, idzie do gabinetu, gdzie jego pielęgniarko-rejestratorko-księgowa porobiła już podstawowe badania (RTG, pobranie krwi i inne) – teraz następuje czas wizyt, 30 minut na pacjenta. W południe – obiad, drzemka i wyjazdy do chorych. W soboty i niedziele – zastępuje go kolega, specjalnie do obsługi weekendów – wynajęty.
Na sali – śmieszek.
Niespeszony prelegent brnie dalej – opowiada o swoich dochodach, wydatkach, posiadanym domku z ogródkiem i 8-letnim samochodzie.
Na sali – śmiech.
Na końcu drżącym głosem gość nieśmiało prawi o swym hobby – majsterkuje. Na ekranie pojawia się zdjęcie skromnego, schludnie utrzymanego warsztaciku – półeczki, blaty, w specjalnych skrzyneczkach narzędzia.
Na sali – ryk z gatunku „rubaszny”.
I wtedy nasz skromny i dobrze ułożony doktor z alpejskiej wioski pyta zdenerwowany, czym sobie zasłużył na taką reakcję. I oczami omiata salę pełną tłuściutkiej, poznańskiej profesury.
I wtedy wstaje jakiś śmiałek, ucisza salę i grzecznie tłumaczy:
– Panie doktorze, nie z pana się śmiejemy. Po prostu zachęca pan nas do dokonania wielkiej reformy w wyniku której będziemy mieli wszystko to, co ma pan. Klopot w tym, że my już to wszystko mamy… Po co zatem nam reforma?

5.
Jak się Państwo z pewnością domyślają, pytanie nadal czeka na odpowiedź.
A póki co – jemioła, dziurawiec, czosnek i spacery z małym schroniskiem dla psów.
Zamiast.

PE nie ma w Polsce „dobrej marki”

O kwestie ważne dla przyszłości Polski w Europie, „Dziennik Trybuna” pyta doktora Riada Haidara, Radnego Sejmiku Województwa Lubelskiego, ordynatora Oddziału Neonatologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej.

Czy eurodeputowany powinien być przede wszystkim reprezentantem Polski, czy reprezentantem swojej opcji politycznej. A może jest to opozycja pozorna?
I to pytanie kierujesz do Syryjczyka z urodzenia (śmiech), Polaka z wyboru i lekarza z powołania. Mówiąc zupełnie serio, sądzę, iż poseł PE powinien reprezentować interesy krajowe, uwzględniając potrzeby, w moim przypadku, województwa lubelskiego. Najlepszą i najskuteczniejszą platformą realizacji jest praca w liczącej się grupie politycznej. Na szczęście podziały polityczne w Brukseli, są na drugim planie.
Polska stoi z boku dyskusji o dalszej ewolucji europejskiego systemu. Wpisany w traktaty stan równowagi pomiędzy Unią jako związkiem państw członkowskich i Unią jako wspólnotą jej obywateli wydaje się ulegać zachwianiu. Jak byśmy go chcieli widzieć? Czy poprzez większą centralizację, jako superpaństwo? Czy europejskie instytucje powinny mieć większy wpływ, bardziej bezpośredni na nasze życie?
Niestety obecne, rządzące elity polityczne, wypchnęły Polskę poza nawias głównego nurtu dyskusji o przyszłości i kształcie UE. Wspólnota, jak pokazuje historia, konsekwentnie ewoluuje w kierunku wytworzenia organów charakterystycznych dla państwa (wspólna waluta, parlament, przywództwo). Wydaje mi się, że od tej drogi nie ma już raczej odwrotu. Jeżeli Unia jako projekt polityczny, nie będzie w stanie przekonać swoich eurosceptycznych partnerów, to istnieje ryzyko powstania organizacji o 2 prędkościach, kosztem ograniczenia praw państw, które z przyczyn populistycznych opóźniają procesy integracyjne.

Pojawiają się cały czas koncepcje reformy UE w duchu albo „Europy dwóch prędkości”, albo takie jak plan Macrona. Dzielące Unię ja jej centrum i peryferie. Czy to nie regres europejskiej idei? Z drugiej strony nawet największe gospodarki unijne zdają sobie sprawę, że samotnie nie mają szans w rywalizacji z Chinami, Stanami Zjednoczonymi, a może nawet i z Rosją. Którędy zatem wiedzie droga do przekształcenia UE w jeden organizm, który w stosunku do zewnętrznych partnerów będzie mówił jednym głosem.
Jeżeli Unia nie będzie konsekwentna w realizacji swoich postanowień politycznych (kwestia ułożenia stosunków gospodarczych z Chinami i USA, relacji z państwami bliskowschodnimi, uchodźcy, tykająca bomba wojenna na wschodzie Ukrainy) to faktycznie, grozi nam ewidentnie co najmniej brak spójności, który w konsekwencji doprowadzić może do głębokiej erozji UE.

Parlament Europejski jest ważną, ciężko pracującą instytucją. Zatrudniająca wielu pracowników, posiadającą fundusze na promocje. Ale w Europie, a zwłaszcza w Polsce, postrzegany jest jedynie jak dom spokojnej, politycznej starości, rozgadane niewiele znaczące ciało. Czemu grono tak znakomitych, doświadczonych ludzi zgromadzonych w PE akceptuje tak kiepską politykę informacyjną?
Niestety PE nie ma również w Polsce zbyt dobrej „marki”. Świadczy o tym konsekwentnie bardzo niska frekwencja w wyborach. Dla wielu z nas PE to daleka, wirtualna instytucja. Być może część winy spoczywa na samej Brukseli, która nie potrafi zapracować na pozytywny wizerunek. Widzę też duże pole do popisu dla szkół, zwłaszcza nauczyciele mogą zrobić dużo dobrych rzeczy na rzecz PE, zachęcając uczniów do głębszego zainteresowania polityką europejską. | oczywiście sami deputowani powinni aktywniej pracować na swój i parlamentu wizerunek.

Wspólne, europejskie instytucje obronne. W tym zakresie integracja europejska jest dość słaba. Czego by nie mówić, UE nie jest systemem zbiorowego bezpieczeństwa. Ten projekt to uzupełnienie czy alternatywa dla NATO? Czy Europa może taki system zbiorowego bezpieczeństwa zbudować, bez Stanów Zjednoczonych?
Od zakończenia II wojny światowej, USA są jedynym, przewidywalnym partnerem militarnym Europy. Tak po prostu ułożyła ten los historia. Obecnie nie widzę możliwości wypchnięcia USA w ramiona polityki izolacjonizmu, wiemy jak to się skończyło w XX w. Dzisiaj gwarancją naszego i sąsiadów bezpieczeństwa jest ułożenie poprawnych stosunków z Rosją (PiS oczywiście tego nie zrobi, bo jest zbyt krótkowzroczny). Ważna jest też bliższa współpraca z krajami aspirującymi do członkostwa w pakcie. NATO jest dzisiaj w mojej ocenie jedynym, pewnym, żyrantem pokoju na kontynencie.

UE stworzyła wspólną przestrzeń gospodarczą. Ale – nazwijmy to tak – głębokość tej przestrzeni jest taka, że jej beneficjentami są przedsiębiorcy. Pracownicy w mniejszym stopniu – o ile nie wybiorą emigracji do bardziej rozwiniętych krajów UE. Co europejska lewica chciałaby zrobić, aby Europa stała się również przestrzenią wspólnych standardów socjalnych i standardów zatrudnienia.
W sferze socjalnej SLD proponuje minimalną płacę w wysokości 50 procent średniej krajowej, to raz. Po drugie należy dążyć do osiągnięcia zbliżonego do zachodu modelu opieki państwa nad obywatelem. Nie mogę się zgodzić z tym, że młodzi Polacy, zmuszeni są opuszczać Polskę, bo kraj nie jest w stanie zapewnić im bytu nawet na poziomie minimum socjalnego. To są realne problemy, z którymi stykam się na co dzień na Lubelszczyźnie i przyznaję, że głęboko się przeciwko temu buntuję.

Czy europejska płaca minimalna jest na to rozwiązaniem? Jak powinna być konstruowana — czy jako konkretna kwota, czy też dla różnych krajów, a może i regionów ważona w oparciu o ceny koszyka podstawowych artykułów?
Europejska płaca minimalna jest na pewno pożądanym punktem odniesienia. Niestety, nie łudźmy , ten poziom jeszcze długo będzie nieosiągalny dla polskich rodzin. Mamy już praktycznie ceny europejskie, natomiast zarobki nadal ciągną się w ogonie Europy.
Wiadomo, że praca europarlamentarzysty wymaga specjalizacji. W jakich dziedzinach widziała/by Pani/Pan swoją rolę? W jakich komisjach. Wokół jakich spraw obracają się pani/pana główne zainteresowania związane z Unią?
Najbliższe są mi problemy społeczne. Nie ukrywam, że chciałbym skupić się na tym obszarze. Ponadto, z racji zawodu, jestem zainteresowany podnoszeniem standardów opieki medycznej w odniesieniu do najmłodszych pacjentów. Realnym problemem jest również brak spójnej polityki senioralnej. Europa, niestety, starzeje się. Musimy już dziś pomyśleć o tym co będzie za 10-15 lat.

Unia Europejska to także unia regionów. Jakie najważniejsze potrzeby mają wyborcy pańskiego regionu wyborczego. Jak będzie pan, jako euro deputowany, pomóc im?
Województwo lubelskie oparte jest w dużym stopniu na produkcji rolnej. Wydarzenia z ASF (afrykański pomór świń) pokazały, że nasze państwo radzi sobie z problemami rolników niezbyt szczęśliwie. Do dziś, w moim rodzinnym Południowym Podlasiu jest duży żal do PiS. Musimy także pamiętać, że chcąc osiągnąć dobrobyt, nasza gospodarka musi być konkurencyjna i powinna stawiać na innowacje. Widzę duży potencjał, zawarty w bazie uczelni wyższych mojego regionu. W rodzinnej Białej Podlaskiej, PWSZ konsekwentnie podnosi swoją ofertę edukacyjną i stanowi zachętę do studiowania nie tylko dla młodych Polaków, ale także studentów z sąsiedniej Białorusi. Lublin, stolica regionu posiada świetne kadry inżynierskie, lekarskie i gospodarcze. Niestety region nie jest w stanie wchłonąć wszystkich absolwentów, dlatego dużą szansę upatruję we wspieraniu innowacyjnego biznesu we współpracy ze środowiskiem akademickim.

PAD w Łomży

Nagłe Zatrzymanie Krążenia (NZK) dotyka w Polsce  ok. 40 tys. osób rocznie.  Z tej liczby udaje się uratować zaledwie 2-5 proc. pacjentów. Dlaczego tak mało? Ponieważ podstawowym czynnikiem warunkującym przeżycie jest szybkość działania.

 

lek. med. Dariusz Janicki – specjalista Medycyny Ratunkowej; WSPR Łomża. kandyduje na Prezydenta Miasta Łomży i na radnego Rady Miasta Łomży z listy nr 5 SLD – Lewica Razem.

 

Dotarcie przez zespół ratownictwa medycznego (ZRM) w odległe miejsce w mieście może zająć nawet kilkanaście minut, Może się zdarzyć, że nie ma wolnych zespołów i trzeba zadysponować ZRM spoza rejonu i wtedy czas dojazdu może być jeszcze dłuższy. Dlatego nie wahajmy się wezwać ZRM, jeżeli jest to konieczne, ale zastanówmy się czy warto, jeżeli nie ma zagrożenia życia i jesteśmy w stanie sami dotrzeć do szpitala.
Defibrylacja jest kluczowym ogniwem łańcucha przeżycia. Wykonanie defibrylacji w jak najszybszym czasie jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o przeżyciu podczas zatrzymania krążenia w mechanizmie migotania komór(VF) i częstoskurczu komorowego (VT) Migotanie komór i częstoskurcz komorowy bez tętna to sytuacja, w której mięsień sercowy kurczy się w sposób nieskoordynowany i nieefektywny. Krew nie jest pompowana przez serce i dostarczana do tkanek i narządów oraz do płuc. Dochodzi do niedotlenienia, na które szczególnie narażony jest mózg. W normalnej temperaturze w ciągu 3-6 minut dochodzi do śmierci mózgu. Istotne jest to, że u dorosłych najczęstszą przyczyną NZK poza szpitalem (około 75 proc.) jest migotanie komór lub częstoskurcz komorowy. Są to tzw. rytmy do defibrylacji. Użycie defibrylatora w tym przypadku może przywrócić prawidłowy rytm. W pozostałych przypadkach występuje asystolia (około 15 proc.) lub aktywność elektryczna (bez tętna) około 10 proc.. Są to rytmy, przy których nie wykonujemy defibrylacji. W każdym przypadku NZK należy zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999 i rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO), chyba że jesteśmy sami, a defibrylator AED jest w pobliżu, wtedy rozpoczynamy od jego podłączenia.
Automatyczne defibrylatory zewnętrzne (Automated External Defibrylator-AED) są wysoce specjalistycznymi, niezawodnymi, skomputeryzowanymi urządzeniami, które za pomocą poleceń głosowych prowadzą zarówno osoby z wykształceniem medycznym, jak i bez niego przez procedurę bezpiecznej defibrylacji w zatrzymaniu krążenia.
W krajach wysoko rozwiniętych wdraża się setki lokalnych programów PAD (ang. Public Access Defibrillation), czyli publicznego lub powszechnego dostępu do defibrylatorów AED, których celem jest stworzenie gęstej siatki AED w miejscach publicznych oraz zaangażowanie jak największej liczby wolontariuszy gotowych do niesienia pomocy. Zgromadzone dane pokazują, że podjęcie przez świadków zdarzenia samego RKO zwiększa szanse przeżycia do 9 procent, a przy użyciu dodatkowo defibrylatora AED – do ponad 50 procent, ale gdy urządzenia AED były dostępne na miejscu zdarzenia w czasie 3-5 minut, szanse na przeżycie wzrastały do ponad 70 procent. Urządzenia AED coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej i są instalowane w wielu zakładach pracy, urzędach, szkołach, lotniskach, dworcach kolejowych, pociągach, hotelach, centrach handlowych i pływalniach. Jeden z pierwszych programów poprawy bezpieczeństwa mieszkańców, zgodnie ze standardami PAD, wprowadziło miasto i gmina Trzebinia pod hasłem „Trzebinia Miastem Bezpiecznego Serca”. W ramach programu na terenie całej gminy w miejscach publicznych umieszczono 20 urządzeń AED. Przede wszystkim to ludzie ratują ludzi. Dlatego program budowy PAD powinien zawierać przynajmniej 6 podstawowych elementów, tak, aby defibrylator nie był tylko powszechny/publiczny, ale również aktywny. Dlatego powinniśmy zadbać o analizę projektu PAD według następujących punktów:
• sieć ogólnodostępnych defibrylatorów AED – 24 h,
• identyfikacja i wizualizacja lokalnego programu PAD,
• wolontariusze i program edukacji społecznej,
• system zarządzania AED i wolontariuszami,
• dobór sprzętu i sposobu montażu,
• finansowanie programu i jego utrzymanie.
Niedawno ideę PAD zaczęto realizować w Białymstoku, w ramach budżetu obywatelskiego. Chcielibyśmy wprowadzić system PAD w Łomży. Wiemy jak to zrobić, jak zaplanować lokalizację, jakiej aplikacji użyć do stworzenia mapy rozmieszczenia defibrylatorów w naszym mieście, jakie szkolenia zorganizować, jak zarządzać defibrylatorami i wolontariuszami. Mamy też kilka pomysłów na sfinansowanie projektu.
Aktualnie jest w Łomży kilka defibrylatorów AED, ale praktycznie żaden z nich nie jest ogólnie dostępny.
Mieszkańcy Łomży mają prawo czuć się bezpiecznie i mają prawo mieć dostęp do skutecznych narzędzi służących ratowaniu życia.