Wszystko dla pacjenta

Pracodawcy z branży aptecznej chcą – oczywiście dla dobra polskich rodzin – wywalczyć złagodzenie zakazu reklamy aptek.

Z projektu nowelizacji Prawa Farmaceutycznego skierowanego pod obrady rządu zniknął zapis ułatwiający aptekom udział w programie rządowym Karta Dużej Rodziny.
W ramach tego programu rodziny wielodzietne miałyby otrzymać zniżki na zakup szeregu medykamentów.

Róbcie swoje ale się nie chwalcie

Dotychczas uczestnictwo aptek w Karcie Dużej Rodziny jest niemożliwe, ponieważ jest uznawane za niedopuszczalną reklamę. W praktyce sądowo – administracyjnej utarło się bowiem traktowanie każdego wyróżnienia się apteki jako naruszenia zakazu reklamy.
Bardzo to nie podoba się sieciom aptecznym, które chciałyby móc uczestniczyć w programie i sprzedawać dzięki temu więcej leków po obniżonej cenie, otrzymując dopłaty od państwa. Dlatego organizacje pracodawcze apelują o: „powrót do prac umożliwiających udział aptek w programie”.
Jesienią 2018 r., projekt zmian w prawie farmaceutycznym przewidywał złagodzenie zakazu reklamy aptek i punktów aptecznych. Potem jednak z tego zrezygnowano.   Zdaniem pracodawców, złagodzenie byłoby konieczne, aby apteki mogły honorować Karty Dużej Rodziny.
W praktyce, polegałoby to na tym, że apteki ogłaszałyby na różnych nośnikach reklamowych mniej więcej takie teksty: „Nasza apteka honoruje Kartę Dużej Rodziny. W związku z tym, można u nas kupić tanio to, to i to…”.
Wydaje się oczywiste, że takie anonse łamałyby, znany w Unii Europejskiej, zakaz reklamy aptek – a przede wszystkim, łamałyby polskie prawo.
Nie ma jednak żadnego problemu. Aptekom, które chcą wejść do programu Karta Dużej Rodziny, nikt nie będzie tego zakazywał. Wystarczy, by nie ogłaszały żadnych informacji mówiących o tym, że uczestniczą w Karcie Dużej Rodziny. Zainteresowani klienci sami się o tym dowiedzą od innych, prędzej czy później. Mogą również po prostu zapytać w aptece, czy dana placówka honoruje Kartę Dużej Rodziny?. Takie informacje szybko będą się rozchodzić wśród mieszkańców, mimo braku stosownych reklam.
Związek Pracodawców Aptecznych od wielu lat zgłaszał resortowi zdrowia i resortowi rodziny gotowość uczestniczenia aptek w programie Karta Dużej Rodziny, wskazując na przepis blokujący taką możliwość.
W istocie jednak, przepis o zakazie reklamy absolutnie tego nie blokuje. Po prostu, niech apteki uczestniczą w KDR – ale się tym nie chwalą. Pracodawcom się to jednak nie podoba

Nasz cel to pomaganie

Stanowisko Związku Pracodawców Aptecznych jest mocno popierane przez Business Centre Club, Konfederację Lewiatan, Pracodawców RP oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
Zdaniem tych organizacji, obecna rygorystyczna interpretacja zakazu reklamy aptek jest „antypacjencka i antyspołeczna”, gdyż doprowadziła do ograniczenia działań prospołecznych i prozdrowotnych, do których apteka jako placówka zdrowia publicznego jest wręcz zobowiązana.
Pracodawcy wskazują, że apteki w Europie poszerzają ofertę usług dla pacjentów i mogą o tym swobodnie informować, natomiast w Polsce są karane m.in. za informowanie pacjentów o akcjach profilaktycznych związanych z pomiarem ciśnienia czy poziomu cukru, albo za udostępnianie informatorów na temat zamiennictwa droższych refundowanych leków na tańsze.
Wydaje się jednak, że te zarzuty są niesłuszne. Ktoś, kto jest zainteresowany profilaktyką związaną z ciśnieniem krwi lub poziomem cukru, doskonale dowie się o tym w przychodni, bez konieczności aptecznych reklam.
Zawsze też, gdy zabraknie leku zapisanego przez lekarza, aptekarz zapytany o klienta, poinformuje go o możliwości zakupu zamiennika. Złagodzenie zakazu reklam doprowadzi zaś do walki o klientów pomiędzy aptekami i i do zachęcania ich, by coraz chętniej sięgali po różne, niepotrzebne im specyfiki.

Chcemy się z Wami podzielić

Można jednak zrozumieć pracodawców aptecznych. Widząc coraz bardziej nachalne reklamy branży farmaceutycznej, bezczelnie wylewające się ze wszystkich mediów, też chcieliby mieć choć część takich możliwości.
Bardzo pozytywnie przyjęli więc projekt nowelizacji Prawa Farmaceutycznego, który wprowadzał wyjątek od zakazu reklamy umożliwiający udział aptek w programie KDR. Ale w najnowszej wersji projektu takiego zapisu już nie ma.
Pracodawcy apteczni, w szlachetnej trosce o dobro rodzin wielodzietnych, wskazują na korzyści z obniżenia cen płaconych przez rodziny wielodzietne za niektóre produkty. Mówią, że to istotne i co więcej, „społecznie oczekiwane”. Byłoby też działaniem świetnie uzupełniającym rządowe programy takie jak m.in. „500+”.
Skarżą się również, że w Polsce, w wyniku obecnego brzmienia art. 94a Prawa farmaceutycznego, praktycznie zabroniona jest jakakolwiek forma komunikacji apteki z pacjentem – i to się musi zmienić. Apelują do decydentów o „nieuleganie presji korporacji aptekarskiej”, czyli Naczelnej Izbie Aptekarskiej.
Wzywają, ze polskie aptekarstwo nie może działać w realiach XIX wieku, bo najbardziej stracą na tym pacjenci – na dobru których tak bardzo zależy pracodawcom aptecznym.
Jedyne bowiem, czego ci pracodawcy pragną, to pragnienie podzielenia się marżą w rodzinami wielodzietnymi i chęć zmiany polskiego rynku na nowocześniejszy, bardziej przyjazny pacjentom.
Tak wielkiemu altruizmowi trudno się oprzeć. Pod adresem pracodawców aptecznych można więc tylko powiedzieć: Kochani! Jesteście wspaniali! Róbcie wszystko co chcecie dla dobra pacjenta – tylko tego nie reklamujcie! Jak pacjent będzie potrzebował, to sam się o tym dowie.

Można i bez reklamy

Naczelna Izba Aptekarska nie do końca jednak wierzy w altruistyczne deklaracje Związku Pracodawców Aptecznych i wspierających go innych organizacji pracodawców.
Izba wskazuje, nie bez racji, że istnieją rozwiązania prawne, które umożliwiają aptekom, także i placówkom sieciowym, uczestnictwo w programie Karty Dużej Rodziny, bez konieczności zmian obecnego zakazu reklamy aptek.
Taką możliwość daje po prostu dopisanie aptek do listy podmiotów już uczestniczących w programie KDR. Wcale nie potrzeba do tego złagodzenia zakazu reklamy.
Obecnie blisko 17 tys. różnych placówek w Polsce honoruje Kartę Dużej Rodziny. Wśród nich są przychodnie oraz kancelarie prawne, w stosunku do których obowiązuje zakaz reklamy. W kancelariach adwokackich i radcowskich zakaz reklamy obowiązuje od 85 lat, w gabinetach lekarskich – od 28 lat. Zmiana przepisów nie jest tu konieczna, bo zakaz reklamy nie stanowi przecież przeszkody w wykonywaniu zawodu zaufania publicznego takiego jak prawnik czy lekarz.
Naczelna Izba Aptekarska wskazuje, że każda inicjatywa prowadząca do złagodzenia obowiązującego zakazu reklamy aptek może stanowić zachętę do tworzenia komercyjnych programów lojalnościowych, prowadzących do nadmiernej konsumpcji różnych preparatów, co byłoby szkodliwe dla pacjenta.
Przypomina, że swego czasu program – dostępny w jednej z największych sieci aptek i nazywany „Programem Opieki Farmaceutycznej” – okazał się zwykłym programem lojalnościowym, łamiącym obowiązujące przepisy. Dostrzegł to sąd administracyjny, który w 2014 r. ostatecznie zakazał jego prowadzenia.

Żeby nie objadać się lekami

Tymczasem zaś, zasadność wprowadzenia zakazu reklamy aptek zauważono już wiele lat temu. Wskazywano, że pacjent łatwo może ulec manipulacji opartej na przeświadczeniu o atrakcyjności oferty handlowej – i zacznie łykać nadmierne ilości medykamentów. Branża będzie zaś wyłudzać z Narodowego Funduszu Zdrowia znaczne kwoty, jakie na leki refundowane wykłada państwo.
Ponadto, zakaz reklamy aptek nie narusza swobody prowadzenia działalności gospodarczej i jest zgodny z Konstytucją RP. Tak uznało Biuro Analiz Sejmowych Sejmu, w stanowisku skierowanym jeszcze 9 listopada 2017 r. do Trybunału Konstytucyjnego.
Jak podkreślono, zakaz ten wpisuje się w cały mechanizm obrotu lekami, umożliwiający ochronę konsumentów przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu – i stanowi gwarancję prawidłowego funkcjonowania aptek jako placówek ochrony zdrowia publicznego.
Podobnego zdania była Prokuratura Generalna, która wskazała, że przedsiębiorca decydujący się na prowadzenie apteki ma świadomość, że wchodzi na rynek regulowany, a zatem powinien się zgodzić na respektowanie istniejących ograniczeń dla swobody działalności gospodarczej.
Wszystko to nie znaczy jednak, że walka o usunięcie zakazu reklamy aptek została już zakończona. Do przyjęcia znowelizowanego Prawa Farmaceutycznego jeszcze daleko i po drodze niejedno może się wydarzyć.

Dobra zmiana zabija Polaków

Jak policzył Główny Urząd Statystyczny, w 2017 r. ogółem 88 330 osób padło ofiarą wypadków przy pracy, z czego wypadkom śmiertelnym uległo 269 osób. To więcej niż w roku ubiegłym. W 2016 r. tylko 87 886 osób doznało wypadków przy pracy, a zginęło w nich 239 osób. Tradycyjnie, najwięcej wypadków śmiertelnych wydarzyło się w budownictwie. PIP twierdzi, że za większość wypadków przy pracy winę ponoszą pracodawcy.

Obecna ekipa ani nie umie zadbać o dobro pracowników, ani jej na tym nie zależy. Tragiczna statystyka wypadków jest tylko częścią ogólnopolskiego trendu, polegającego na tym, że coraz większej ludzi traci życie pod rządami PiS. W 2017 zmarło nas 403 tys., podczas gdy w 2016 r. odnotowano tylko 388 tys. zgonów. W rezultacie, Polska ma ujemny przyrost naturalny, bo w ubiegłym roku zarejestrowano 402 tys. urodzeń żywych.
Powody wymierania Polaków są oczywiste: coraz gorsze zarządzanie ochroną zdrowia i coraz gorszy dostęp do świadczeń medycznych. Najwyższa Izba Kontroli tak ocenia działalność Narodowego Funduszu Zdrowia: „Pomimo zwiększenia w 2016 r. wartości umów zawartych ze świadczeniodawcami o 3,2 mld zł, dostęp pacjentów do świadczeń nie poprawił się”. Wyników działania NFZ w 2017 jeszcze nie ma, ale obraz jest ponury: „Polski pacjent nie może korzystać z porównywalnego do mieszkańców innych krajów zachodniej Europy zakresu dostępnych opcji terapeutycznych w leczeniu nowotworów: ma ograniczony dostęp do nowoczesnych urządzeń i technologii, w tym nowoczesnych leków”
Ograniczony jest dostęp do nowoczesnych urządzeń, technologii, w tym nowoczesnych leków, wykorzystywanych w onkologii. Eksperci zwracają uwagę, że spośród 19 nowotworów, które są najczęstszą przyczyną śmierci, tylko w jednym przypadku (rak jajnika) pacjenci w Polsce mogą mieć pewność, że ich leczenie będzie zgodne z najbardziej aktualną, światową wiedzą medyczną. Ponad połowa (53 proc. z 94 substancji) nowoczesnych leków onkologicznych zarejestrowanych w Europie (od 2004 r.) nie jest dostępna w Polsce. Z kolei do 70 proc. leków występujących w standardach europejskich polscy pacjenci nie mają dostępu lub dostęp ten jest znacznie ograniczony. Skuteczność leczenia onkologicznego w Polsce jest gorsza niż w większości pozostałych krajów Unii Europejskiej. A według najnowszych prognoz istnieje ryzyko, że stan ten będzie się pogarszał” – stwierdza NIK w tegorocznym raporcie „Dostępność i efekty leczenia nowotworów”.
Trudno skomentować te tragiczne dane – i to, jak niszczący wpływ na życie Polaków wywierają rządy PiS. Jedyne co można powiedzieć, to zacytować „Obławę” Jacka Kaczmarskiego: Brońcie się, nim wszyscy wyginiecie!