Rachunek do wyrównania

Reprezentacja Polski wraca do walki o awans do mistrzostw Europy. W piątek 6 września nasi piłkarze zagrają na wyjeździe ze Słowenią. Z tym rywalem ostatni raz biało-czerwoni mierzyli się 10 lat temu i przegrali wtedy sromotnie 0:3. W obecnej kadrze zostało tylko dwóch graczy, którzy grali w tamtym meczu – Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski.

Mecz ze Słowenią sprzed dekady zapisał się w historii polskiego futbolu także z innego powodu – był ostatnią potyczką reprezentacji Polski pod wodzą holenderskiego trenera Leo Beenhakkera. Ówczesny prezes PZPN Grzegorz Lato ogłosił dymisję selekcjonera w mało elegancki sposób, bo niemal tuż po zakończeniu rozgrywanego w Mariborze spotkania, w emocjonalnej wypowiedzi udzielonej przed kamerami TVP. Urażony takim potraktowaniem Beenhakker nie wrócił już z kadrą do Polski. Tym razem nic takiego się nie wydarzy, oczywiście wyłącznie w odniesieniu do dymisji trenera. Obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek, nawet gdyby miał wystarczający powód do zwolnienia Jerzego Brzęczka, to przecież nie zmarnowałby takiej wyśmienitej okazji do poprawienia swoich wskaźników oglądalności na Twitterze i potrzymałby kibiców w niepewności przez jakiś czas.

Matjaż Kek powrócił

Powtórki wyniku 0:3 wykluczyć jednak nie można, choć jest on raczej mało prawdopodobny. Przypomnijmy, że reprezentacja Polski po czterech kolejkach gier prowadzi z kompletem 12 punktów i bilansem bramkowym 8:0. Tymczasem Słoweńcy wygrali tylko jedno spotkanie (z Łotwą na wyjeździe 5:0), zremisowali po 1:1 z Izraelem i Macedonią Północną oraz przegrali 0:1 z Austrią. Z pięcioma punktami na koncie zajmują dopiero czwarte miejsce w grupie G.

Jeśli coś powinno nas niepokoić, to osoba selekcjonera słoweńskiej kadry. Po sześciu latach przerwy funkcję tę ponownie sprawuje bowiem Matjaż Kek, ten sam, pod wodzą którego reprezentacja Słowenii w 2009 roku zlała ekipę Beenhakkera i pozbawiła ją resztek szans na awans do mundialu w RPA. Słoweńców natomiast Kek po barażach z Rosją wprowadził do finałów mistrzostw świata w 2010 roku, gdzie wygrali z Algierią, zremisowali z USA i przegrali z Anglią, żegnając si,ę z turniejem na trzecim miejscu w grupie. Potem jednak przyszły nieudane eliminacje do Euro 2012, po których Kek stracił posadę selekcjonera. Na krótko znalazł pracę w Arabii Saudyjskiej, ale wrócił do Europy, konkretnie do Chorwacji i przez pięć sezonów pracy z zespołem HNK Rijeka przełamał z nim hegemonię Dinama Zagrzeb i zdobył pierwsze w historii klubu mistrzostwo Chorwacji.

Dołożył do tego dwa krajowe puchary.

W tym czasie reprezentację Słowenii ponownie prowadził Srecko Katanec, ale bez powodzenia – przegrał eliminacje do trzech kolejnych wielkich turniejów – MŚ 2014, Euro 2016 i MŚ 2018. Po ostatnim niepowodzeniu został zdymisjonowany, a jego miejsce latem 2018 roku zajął Tomaz Kavcić. Pod jego wodzą Słoweńcy słabo wypadli w Lidze Narodów UEFA. W grupie C rywalizowali z Norwegią, Bułgarią i Cyprem. Po trzech remisach i trzech porażkach spadli do Dywizji D. W trakcie dokonano zmiany selekcjonera i kadrę na chwilę przejął Igor Benedejcić, lecz w listopadzie 2018 roku działacze słoweńskiej federacji uznali, iż lepszym rozwiązaniem będzie ponowne zatrudnienie Keka.

Wracając po sześcioletniej przerwie Kek zastał w kadrze nowe pokolenie piłkarzy. Z ekipy, z którą pracował przed odejściem w 2012 roku, zostało tylko pięciu graczy (Jokić, Krhin, Ilicić i Matavz). Gwiazdą zespołu jest najbardziej znany dzisiaj słoweński piłkarz, Jan Oblak, bramkarz Atletico Madryt. W dotychczasowych spotkaniach pod wodzą Keka słoweńska drużyna grała w takim samym ustawieniu, w jakim gra najczęściej reprezentacja Polski, czyli 1-4-2-3-1, ale dało się zauważyć próby z ustawieniami 1-4-3-3 oraz 1-4-4-2. Sądząc po personalnych preferencjach ujawnionych już przez obecnego selekcjonera kadry Słowenii, w piątkowym spotkaniu z ekipą Jerzego Brzęczka powinniśmy zobaczyć taki mniej więcej skład: Jan Oblak (Atletico Madryt) – Petar Stojanović (Dinamo Zagrzeb), Miha Mevlja (Zenit Petersburg), Aljaż Struna (Houston Dynamo), Bojan Jokić (FK Ufa) – Jasmin Kurtić (SPAL), Jaka Bijol (CSKA Moskwa) – Josip Ilicić (Atalanta Bergamo), Miha Zajc (Fenerbahce Stambuł), Benjamin Verbić (Dynamo Kijów) – Andraż Sporar (Slovan Bratysława), ale równie dobrze w wyjściowym składzie może znaleźć się któryś z rezerwowych – Rene Krhin (FC Nantes), Denis Popović (FC Zurich), Robert Berica (Saint-Etienne), Luka Zahovic (NK Maribor), Miha Mevlja (Zenit Petersburg), Martin Milec (NK Maribor), Jure Balkovec (Empoli), Uros Korun (Piast Gliwice), Jaka Bijol (CSKA Moskwa) czy Tim Matavż (Vitesse Arnhem).

Najgroźniejszym w tym towarzystwie graczem wydaje się być Josip Ilicić, który w poprzednim sezonie był motorem napędowym Atalanty Bergamo , walnie przyczyniając się do jej awansu do Ligi Mistrzów. Ale znakomicie grał też w drużynie narodowej. W czterech meczach eliminacyjnych policzono mu dziesięć strzałów, dwa gole i udział przy pozostałych pięciu zdobytych przez Słowenię.

Dobra okazja do rewanżu

Piątkowy mecz w Lublanie będzie 11. występem reprezentacji Polski pod wodzą Jerzego Brzęczka. W dotychczasowych meczach biało-czerwoni pod jego kierunkiem wygrali cztery mecze, trzy zremisowali i doznali trzech porażek. Trzeba jednak podkreślić, że wszystko co złe za jego rządów wydarzyło się w ubiegłym roku. W Lidze Narodów nasz zespół nie wygrał spotkania, zaliczając po remisie i porażce z Włochami i Portugalią, a ponadto towarzysko przegrali z Czechami i zremisowali z Irlandią. W tym okresie Brzęczek nie miał dobrej prasy i z wielu stron spadała na niego lawina krytyki. W 2019 roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. W marcu reprezentacja udanie zaczęła eliminacje do mistrzostw Europy pokonując w Wiedniu Austrię 1:0 po golu Krzysztofa Piątka, a trzy dni później na w Warszawie biało-czerwoni pokonali Łotwę 2:0 po trafieniach Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika. Jeszcze lepiej spisali się w czerwcowych potyczkach – najpierw po bramce Piątka wygrali na wyjeździe z Macedonią Północną 1:0, a następnie na Narodowym rozbili ekipę Izraela 4:0 po golach Piątka, Lewandowskiego, Kamila Grosickiego i Damiana Kądziora.

A zatem w tym roku nasze piłkarska reprezentacja jak na razie jest niepokonana, zaś po serii czterech zwycięstw trenerskie statystyki obecnego selekcjonera kadry prezentują się już całkiem znośnie: 10 meczów; 4 zwycięstwa, 3 remisy, 3 porażki, bramki 13:8. Najskuteczniejszym strzelcem kadry w erze Brzęczka jest w tej chwili Krzysztof Piątek, który ma na koncie cztery gole. Dwa trafienia zaliczył Robert Lewandowski, a po jednym Jakub Błaszczykowski, Kamil Glik, Kamil Grosicki, Damian Kądzior, Mateusz Klich, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński.

Jakie szanse mają Polacy na zwycięstwo w Lublanie? W przededniu starcia ze Słoweńcami forma kadrowiczów jest dość zróżnicowana. Zdecydowanie pod tym względem wyróżnia się Lewandowski, najlepiej oceniany w sierpniu piłkarz w pięciu czołowych ligach europejskich, ale solidnie zaczęli sezon też inni kluczowi gracze – Wojciech Szczęsny (także jego rywal w bramce Łukasz Fabiański), Jan Bednarek, Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki czy Piotr Zieliński. Do kadry wrócili nieobecni w niej w marcu i czerwcu z powodu kontuzji Maciej Rybus, Jakub Błaszczykowski i Dawid Kownacki. Problemy selekcjonera to nieobecność kontuzjowanego Arkadiusza Milika, problemy zdrowotne Kamila Glika (ostatecznie nie zagra w piątek) oraz słabsza forma strzelecka Krzysztofa Piątka. Mimo wszystko w piątek mamy prawo oczekiwać kolejnego zwycięstwa i rewanżu za porażka 0:3 sprzed dziesięciu lat.

 

Co w debiucie pokaże Brzęczek?

Jerzy Brzęczek już w swoim debiucie w roli selekcjonera biało-czerwonych może zapisać się w historii polskiego futbolu. Wystarczy, że w piątek 7 września wygra z Włochami, a okaże się lepszy od ośmiu swoich poprzedników na tej posadzie. Żadnemu z nich w debiucie nie udało się wygrać.

 

Brzęczek w XXI wieku jest dziewiątym selekcjonerem naszej piłkarskiej reprezentacji. Przed nim funkcję tę sprawowali: Jerzy Engel, Zbigniew Boniek, Paweł Janas, Leo Beenhakker, Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik i Adam Nawałka. Wszystkich tych szkoleniowców łączy wspólne niepowodzenie, bo żadnemu nie udało się wygrać meczu w swoim debiucie w roli trenera biało-czerwonych.

 

Engel zaczął od 0:3 z Hiszpanią

Jerzy Engel przejął kadrę po Januszu Wójciku i do pierwszego meczu poprowadził ją 26 stycznia 2000 roku w wyjazdowej potyczce z Hiszpanią. Porażka 0:3 była najłagodniejszym wymiarem kary dla biało-czerwonych. Żaden z kolejnych selekcjonerów już tak dotkliwie w debiucie nie przegrał. Mimo tej klęski Engel zdołał potem zmontować solidną ekipę i wywalczył z nią awans do finałów mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii. Był to niewątpliwy sukces, bo nasza reprezentacja była nieobecna na tej największej piłkarskiej imprezie od 1986 roku. W azjatyckim czempionacie Engel jako trener zupełnie się jednak pogubił. Do dzisiaj tak naprawdę nie znamy przyczyn tej mundialowej klęski, bo raport Engela, o ile w ogóle takowy powstał, nigdy nie został upubliczniony.

Rozczarowanie kibiców i mediów słabym występem biało-czerwonych było tak duże, że władze PZPN dla uspokojenia nastrojów poświęciły Engela dymisjonując go z posady. Jego miejsce zajął człowiek o najmocniejszej pozycji w polskiej piłce, czyli Zbigniew Boniek. Była to zadziwiająca roszada, bo żeby zostać selekcjonerem kadry narodowej i spełnić swoje największe trenerskie marzenie, Boniek musiał zrezygnować z dającej mu potężną władzę w PZPN funkcji wiceprezesa ds. marketingu. Nie była to jednak najlepsza decyzja w jego życiu, o czym przekonał się już w debiucie. Wprawdzie 21 sierpnia 2002 roku zestawiony przez niego zespół zremisował 1:1 z zawsze mocną Belgią, ale stylem gry nie zachwycił i fali pomundialowej krytyki nie stłumił. Boniek poprowadził zespół jeszcze w czterech spotkaniach i niespodziewanie rzucił posadę pod jakimś wymyślonym ad hoc pretekstem. Na poprzednie stanowisko wiceprezesa jego towarzysze z zarządu PZPN już go nie przywrócili i musiał potem przez dziesięć lat tkwić na uboczu, zanim w 2012 roku wreszcie zdobył niepodzielną władzę w związku, z owoców której czerpie przyjemność do dzisiaj.

Po rezygnacji Bońka ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz posadę trenera kadry powierzył Pawłowi Janasowi, który po długich wahaniach porzucił dla nowego wyzwania wygodne życie dyrektora sportowego Amiki Wronki. Zaczął jednak tak sobie, bo 12 lutego 2003 roku biało-czerwoni pod jego wodzą wywalczyli bezbramkowy remis z Chorwacją. Potem „Janosik” przegrał eliminacje do Euro 2004, ale za to wywalczył awans do mistrzostw świata 2006 roku w Niemczech. Na tej imprezie wypadł jednak nie lepiej od Engela i po mundialu został zwolniony.

 

Beenhakker przegrał 0:2 z Danią

Jego miejsce zajął słynny holenderski szkoleniowiec Leo Beenhakker, światowa sława, chociaż w 2006 roku już mocno przyblakła. O polskim futbolu pojęcie miał niewielkie i zanim sam zdobył niezbędną wiedzę, kadrę na swój debiutancki mecz powołał na podstawie podpowiedzi swoich współpracowników. Nie były one trafne, bo 12 sierpnia 2006 roku nasza reprezentacja pod wodzą Beenhakkera w kiepskim stylu przegrała na wyjeździe z Danią 0:2. Potem Holender, który dostał najwyższą gażę w historii polskiego futbolu (ok. 900 tys. euro rocznie) już tak doradcom nie ufał i jako pierwszy w historii wprowadził biało-czerwonych do finałów mistrzostw Europy. Na turnieju w Austrii i Szwajcarii sukcesu nie odniósł, mimo to prezes Listkiewicz nie pozbawił go posady. Zrobił to dopiero jego następca Grzegorz Lato, ale dopiero wtedy, gdy nasz zespół stracił szanse na awans do MŚ 2010 w RPA. Eliminacje dokończył Stefan Majewski, który na dzień dobry 10 października 2009 roku przegrał z Czechami 0:2.

Polska już wtedy miała zapewniony udział w kolejnych finałach mistrzostw Europy, jako współgospodarz turnieju. Prezes Lato na selekcjonera wybrał Franciszka Smudę i jak się potem okazało, był to wybór kompletnie nietrafiony. Nowy trener kadry zadebiutował 14 listopada 2009 roku, a biało-czerwoni pod jego wodzą przegrali u siebie z Rumunią 0:1. Co było potem wciąż doskonale pamiętamy.

 

Debiut Brzęczka: 7 września 2018

Po dymisji Smudy Lato funkcję selekcjonera powierzył Waldemarowi Fornalikowi, ale on też zaczął pracę z kadrą od porażki, przegrywając 15 sierpnia 2012 roku na wyjeździe ze słabiutką Estonią 0:1. Fornalik nie zdołał wywalczyć awansu do mistrzostw świata 2014 roku w Brazylii, a że prezesem był już wtedy nie Lato, tylko Boniek, było oczywiste iż na posadzie się nie utrzyma. Miejsce Fornalika zajął Adam Nawałka i na początku nic nie zapowiadało, że reprezentacja pod jego wodzą awansuje do Euro 2016, gdzie dojdzie aż do ćwierćfinału, a potem w cuglach wygra też eliminacje do mistrzostw świata 2018 roku w Rosji. Nawałka w roli selekcjonera zadebiutował 15 listopada 2013 roku, a zestawiony przez niego zespół przegrał we Wrocławiu w żenującym stylu ze Słowacją 1:3. Dla Jerzego Brzęczka pamiętną datą będzie 7 września 2018 roku, bo tego dnia w Bolonii zadebiutuje jako selekcjoner biało-czerwonych w spotkaniu z Włochami o pierwsze punkty w rozgrywkach Ligi Europy.

 

Kadra Polski już bez Piszczka

Łukasz Piszczek ogłosił, że definitywnie rezygnuje z gry w reprezentacji Polski. Zadebiutował w niej 3 lutego 2007 roku w wygranym 4:0 towarzyskim meczu z Estonią, po raz ostatni wystąpił w przegranym na mundialu w Rosji 0:3 spotkaniu z Kolumbią.

 

Piszczek był jednym z kluczowych zawodników naszej kadry przez jedenaście lat. W sumie w biało-czerwonych barwach wystąpił w 65 meczach i zdobył trzy bramki, zagrał też w czterech wielkich piłkarskich turniejach – Euro 2008, Euro 2012, Euro 2016 i mistrzostwach świata 2018 w Rosji. O swojej rezygnacji poinformował za pośrednictwem Facebooka.

„W życiu czasami trzeba podejmować ciężkie, ale racjonalne decyzje. Po długich przemyśleniach ja taką podjąłem. Moja przygoda z reprezentacją dobiegła końca. 11 lat zawsze z dumą reprezentowałem Polskę w seniorskiej reprezentacji. Był to wyjątkowy czas. Będę go zawsze bardzo miło wspominał. Dziękuję przede wszystkim Kibicom za wsparcie, Trenerom: Leo Beenhakkerowi, Franciszkowi Smudzie, Waldemarowi Fornalikowi i Adamowi Nawałce dziękuję za zaufanie. Zawsze starałem się nauczyć od nich jak najwięcej, czerpać z ich doświadczenia i wiedzy. Dziękuję wszystkim osobom związanym z każdym sztabem szkoleniowym i moim kolegom z boiska, z którymi wspólnie miałem zaszczyt reprezentować Polskę w tych 65 meczach z orłem na piersi. Zostawię w swojej pamięci mecze, w których swoją grą dawaliśmy wszystkim Kibicom wiele radości. Trenerowi Jerzemu Brzęczkowi i naszej reprezentacji życzę przede wszystkim dużo sukcesów” – napisał w swoim poście Piszczek (pisownia oryginalna).

Jego decyzja nie jest wielkim zaskoczeniem, bo zapowiadał rezygnacji jeszcze przed mundialem w Rosji. Co prawda Jerzy Brzęczek po przejęciu reprezentacji w wywiadach zapewniał, że żaden z piłkarzy kadry Adama Nawałki nie zamierza rezygnować z gry w narodowej drużynie, także Piszczek, tyle że on potrzebuje trochę więcej czasu na odreagowanie nieudanego występu w mistrzostwach świata.

Piłkarz Borussii Dortmund w opublikowanym na łamach portalu SportoweFakty.pl wywiadzie stanowczo jednak tej opinii nowego selekcjonera zaprzeczył i zapewnił, że jego decyzja jest ostateczna i nie przewiduje w przyszłości powrotu do reprezentacji nawet w trybie alarmowym. „W każdej kadrze po mundialu ktoś decyduje się o zakończeniu kariery. Mesut Oezil, Andres Iniesta, z różnych powodów. W dzisiejszej piłce to powszechne. Mam 33 lata, na Euro za dwa lata na pewno nie dam rady zagrać. Teraz są eliminacje i musi stworzyć się nowa drużyna, więc nie ma sensu, by miejsce w niej zajmował ktoś, kto na turniej na pewno nie pojedzie. Robię miejsce innym” – powiedział Piszczek.

Piłkarz ma jeszcze do wypełnienia dwa lata kontraktu z Borussią Dortmund. W tym klubie zamierza też zakończyć karierę.