Sierpniowe porozumienia – lekcja dla myślących

Tworząc niezależne samorządne związki zawodowe. MKS stwierdza, że będą one przestrzegać zasad określonych w Konstytucji PRL… bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej… uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie… (z Protokołu Porozumienia… 31 sierpnia 1980 r.)

Liczyłem, że można będzie się porozumieć z „Solidarnością”, zwłaszcza – jak wówczas mówiliśmy – z jej robotniczym nurtem. Skala, masowość strajków sierpniowo-wrześniowych, a w ich rezultacie pojawienie się potężnego, niezależnego związku było dla nas, dla władzy, ogromnym szokiem. Mówię o tym otwarcie. Robiliśmy dobrą minę – słuszny protest klasy robotniczej. Pocieszaliśmy się hasłem: „Socjalizm tak – wypaczenia nie”. Odrzucając myśl o użyciu siły, liczyliśmy jednocześnie, że to się jakoś ułoży. (gen. Wojciech Jaruzelski)

 

Można śmiało powiedzieć, iż od chwili podpisania porozumień sierpniowych (31 sierpnia 1980 r.) do dnia dzisiejszego, jest to „temat gorący”. Z wielu powodów: społecznych, politycznych, międzynarodowych i oczywiście związkowych. Jest wielopoziomową lekcją dla całej Europy, co z niej nauczyli się Polacy przez 38 lat – zostawiam Czytelnikom do wnikliwego namysłu. Istotę, sedno porozumień wyraża 21 postulatów. Załączam licząc, iż będą Państwu przydatne, staną się inspiracją na czas wyborów – termin samorządowych to 21 października. W dyskusjach z przyszłymi samorządowcami i parlamentarzystami.

Swoistą preambułą do nich, było czytelne potwierdzenie przestrzegania Konstytucji. Jak było realizowane w dekadzie lat 80. oraz po 1989 r. przez partie polityczne sprawujące władzę, wywodzące się przecież ze zdrowego „pnia” „Solidarności” (poza SLD i PSL), warto się zastanowić i ocenić. Miliony Polaków pamiętają tamten czas, a dziś – w roku 2018 – legitymują się dojrzałym wiekiem, co najmniej 60+, bogatym doświadczeniem z lat osiemdziesiątych, „urozmaiconym” społeczno-gospodarczymi „ćwiczeniami na sobie” po 1989 r. „Jak to było”, a „jak teraz jest” z tą naszą Konstytucją i oczywiście kierowniczą rolą partii – o czym wspomniałem w tekście pt. „Operacja Dunaj”. Zachęcam do namysłu i udzielenia sobie szczerej odpowiedzi.

 

Realizacja 21 postulatów…

Sugeruję Państwu, osobistą, prywatną analizę 21 postulatów, głównie takich:

Punkt 2: prawo do strajków – jest gwarantowane, a jednocześnie wykorzystywane i nadużywane. Macie Państwo inną ocenę? W połowie 1981 r. wartość wystrajkowanych ok. 700 umów dwukrotnie przekroczyła dochód narodowy. Stała się rzecz paradoksalna, lecz przewidywalna. Ilość zawartych umów, podważyła ich realność. Fala strajków poczyniła wielkie spustoszenia moralne, obniżyła dyscyplinę społeczną. Kraj poniósł niepowetowane straty gospodarcze” – ocenił prof. Jan Szczepański, przewodniczący Sejmowej Komisji ds. realizacji porozumień sierpniowych. Ekonomiści ocenili spadek produkcji na ok. 18 proc. w 1981 roku. Proszę, wskażcie Państwo kraj, który zdołałby udźwignąć i spełnić takie żądania! Jak bardzo nasze strajkowe przykłady okazały się pouczające, np. u naszych sąsiadów? Po Okrągłym Stole w Pradze, strajk komunikacji miejskiej planowany na 2 godziny – na apel Vaclava Havla (lidera opozycji) odwołano i zamieniono na akcję plakatową. „Aksamitnej rewolucji” towarzyszył bojkot telewizji, ogłoszony tylko przez orkiestrę symfoniczną. Akcje protestacyjne w NRD organizowano po pracy. Nie wierzycie Państwo, że dla innych byliśmy aż tak przekonujący! Generał oceniał, że „Znajdowaliśmy się w „okrążeniu” zagniewanych rządów, również i społeczeństw, krytycznych wobec „polskiego bałaganu”. Konsolidowało to tamte władze i uodporniało społeczeństwa na naśladownictwo „polskiej drogi”;

Punkt 9: automatyczny wzrost płac – podwyższono najniższą płacę (łącznie podwyżki i skrócenie czasu pracy wyniosą rocznie 255-260 mld zł). „Mimo starań rządu, realizacja rozmija się z intencjami sygnatariuszy”. Jak postępuje „Solidarność”? Strajki „o byle co”. Czemu nie – przecież rząd, zgodnie z pkt. 7, ciągle wypłaca wynagrodzenia za strajk. W listopadzie 1981 r. Lech Wałęsa jeździ po kraju i „gasi strajki”. Jak sam mówi – „ja jeden strajk gaszę, a dziesięć innych ekip jeździ i nowe rozpala”. Sądzę, że tę „anarchię strajkową” Państwo pamiętacie. Niektórzy, zadowoleni z tego działacze Związku, ten czas – 16 miesięcy – nazwali „karnawałem Solidarności”. Rzeczywiście była to „wyborna zabawa”. Kto z Państwa, szczególnie ówczesnych i po 1989 r. autentycznych robotników ma żal do Pani prof. Danuty Waniek za cytowaną w poprzednim tekście opinię, którą tu ponownie przywołuję. W tekście „Polska na zakręcie” („DT”z 10-12 sierpnia 2018 r.) m.in. napisała: Nikt tak nie zrobił polskiej klasy robotniczej w przysłowiowego konia, jak błyskawicznie udało się to na początku lat 90. kierownictwu NSZZ „Solidarność”! Jestem skłonna stwierdzić, że w tamtym oszustwie tkwią źródła dzisiejszego konfliktu politycznego. Czy klasa robotnicza „zapracowała” sobie na tę ocenę? Proszę, jeśli macie Państwo argumenty – zanegujcie.

Punkt 10: zaopatrzenie ludności – rynek żywnościowy całkowicie się załamał. Dochodzi do tego nagminne zjawisko spekulacji. Minister Rolnictwa na posiedzeniu rządu (początek grudnia 1981 r.) mówi, że mąki wystarczy do lutego przyszłego roku. Zapytam, kto w tej sytuacji chciałby być premierem, albo tym ministrem? Są chętni? A czy za ten stan odpowiada tylko rząd?;

Punkt 11: wprowadzić bony żywnościowe – objęto inne asortymenty. „Rzecz nie tylko w tym, jak dzielić to co mamy, ale co zrobić, by żywności do podziału było więcej” – mówił w Sejmie Generał. Władza z powodów oczywistych je spełniła, wprowadzając ten system od 1 kwietnia 1981 r. Wówczas ono było słuszne, sytuacyjnie konieczne i społecznie pożądane. Z dystansu 25 lat Czesław Rychlewski w artykule pt. „Producenci i cwaniacy” („Trybuna” z 3 listopada 2006 r.) m.in. pisze: Aż wierzyć się nie chce, ale fakt jest faktem. W PRL, gdy istniał nieustająco problem zaopatrzenia w mięso i jego przetwory, przeciętny Polak spożywał ich więcej niż obecnie. W roku 2005 na głowę mieszkańca Polski przypadało 71,8 kg rocznie, a w 1980 – 74 kg. Nawet w czasie, gdy doszło do załamania gospodarki i gdy produkty te można było kupić wyłącznie na kartki, Polacy jedli mięsa więcej niż w roku 1995. Warto tu przy okazji zauważyć, czy tylko zmiana „filozofii żywienia” ma tu decydujący wpływ?

Punkt 13: wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej – obraziłbym Państwa, próbując cokolwiek w tej materii wyjaśniać. Proponuję np. przejrzeć Przeglądy z tego roku;

Punkt 14: obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55 lub przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek – wówczas rząd wyjaśniał, iż postulat ten nie jest możliwy do spełnienia w aktualnej sytuacji gospodarczej i demograficznej kraju; podjęto sukcesywne obniżanie wieku emerytalnego górników. A jak sprawa wygląda w 2018 r.? Czym jest tłumaczona? Czy działaczy „pierwszej Solidarności” i ich wychowanków nie stać, by przynajmniej kobietom zagwarantować wiek 50 lat jako podstawę emerytury. Przecież pracują „od zawsze” na co najmniej dwóch etatach! Ostatnio słyszałem taką opowiastkę: Dwóch emerytów przechodzi obok gmachu Sejmu i słyszą sto lat, sto lat. Jeden z nich mówi – chyba któryś poseł świętuje urodziny. Na co drugi – raczej uchwalają nową granicę wieku emerytalnego. Rządzący dziś Polską mają przecież właściwe, bo „solidarnościowe korzenie”. Za koronny argument służą kalkulacje kosztów emerytur. Czy 38 lat temu te same koszty nie miały żadnego znaczenia dla autorów 21 postulatów, światłych doradców i samego Kierownictwa „Solidarności”?

Punkt 16: poprawić warunki pracy służby zdrowia – wspomniany prof. Jan Szczepański ocenił, że realizacja przebiega terminowo. Dla 30 postulatów szczególnych, przekazano 177 obiektów administracyjnych (czerwiec 1981);

Punkt 17: zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących – w tekście „Popychadło” („DT” z 16-19 sierpnia 2018 r.) przeczytałem taką informację: „Nie ma też bezpłatnych przedszkoli i pewnie do końca tej kadencji nie będzie”. Sprawdzicie Państwo w kampanii samorządowej, czy to prawda;

Punkt 19: skrócić czas oczekiwania na mieszkanie – program na lata 1981-85 przewidywał budowę 1,2 – 1,3 mln. mieszkań, w tym 650-700 tys. spółdzielczych, koszt ok. 900 mld. zł. Na koniec 1985 r. deficyt mieszkań nie zmniejszy się i wyniesie ok. 1,7 mln. Tak wynikało z analizy rządu przedłożonej związkowi do końca 1980 r. Sprawę mieszkań, obok spraw wyżywienia, uznać należy za podstawową – ocenił wspomniany Profesor. A jak sprawa wygląda dziś, po prawie 40 latach? Tu poddaję Państwu pod uwagę taką informację. W 1980 r. żyło 36 mln. obywateli. Było to 35 lat po wojnie, kończono usuwanie gruzów ze zniszczeń wojennych i budowano domy. W 2018 r. jest nas 38, 5 mln., przybyło więc 2,5 mln;

Lech Wałęsa na wiecu kończącym strajk w Stoczni Gdańskiej, gdzie widniało hasło „Socjalizm tak, wypaczenia nie” (początkowo akceptowano ustrój!) – wezwał wszystkich „do roboty”. Mówiono o „drugiej Japonii”, że „bułkę z szynką jeść będziecie”, że „wszyscy mają jednakowe żołądki” (później strajkując zapomniano, że także wszyscy powinni dbać o ich napełnienie). To właśnie strajki mają główny udział w spadku produkcji o 18 proc. i wzroście płac o 25 proc. w 1981 r. To przecież przedstawiciele „Solidarności” w komisji reformy odmówili końcowych uzgodnień treści ustaw, skutkiem czego reformę od początku 1982 r. wdrażano na podstawie prowizorium. Proponuję, zapytajcie działaczy „Solidarności”, jak oni wyobrażali sobie w 1980-81 r. porozumienie się z partią i rządem, czyli personalnie ze Stanisławem Kanią i Wojciechem Jaruzelskim. Cóż, trzeba będzie włożyć pewien wysiłek intelektualny, by nie dać sobie wmówić banałów, bałamutnych tez i „konstrukcji myślowych”, zrozumieć sens wywodów, wpływu sąsiadów. Zachęcam wszystkich do przeczytania książki „Niszczący dualizm”. Lech Mażewski dokonał w niej wnikliwej oceny działalności „Solidarności” w okresie 16 miesięcy „karnawału” przed stanem wojennym.

Jarosław Kaczyński w rozmowie z Teresą Torańską („My”, wyd. Przedświt, 1994) m.in. mówi: Nieporęczna w istocie od początku była „Solidarność”. Ty możesz mi wierzyć lub nie, ale już w 1981 roku dobrze o tym wiedziałem. Żartowałem wtedy, że gdybym nawet nie był pełnomocnikiem Moskwy, a musiał tutaj rządzić, to bym z „Solidarnością” jakoś się rozprawił, bo razem z nią rządzić by się nie dało, ponieważ ten monstrualny ruch ze względu na swój charakter i konstrukcję, także organizacyjną do demokracji się nie nadawał. Przede wszystkim z dwóch powodów. Oparty był na strukturze przedsiębiorstwa, a wyrażał w istocie ambicje polityczne, co jest klasyczną cechą komunizmu oraz był z samego założenia, w swoich intencjach ruchem wszechogarniającym, czyli źle tolerującym jakikolwiek pluralizm. Poza tym, reprezentował sposób widzenia rzeczywistości zupełnie nie przystający do gospodarki rynkowej (…) Trzeba było coś z nim zrobić, jakoś go podzielić, uporządkować. Bo zapewniam Cię, gdyby „Solidarność” z 1989 r. miała siłę z 1981 roku, to w ogóle żadnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało. I dalej: Powiedziałem – słuchajcie, my nie możemy ciągle żyć w świecie pewnego mitu, który może był piękny, ale nigdy nie był prawdziwy. „Solidarność” zawsze była wewnętrznie skłócona, rozgrywały się w niej różne walki, podchody, trochę rzeczy ginęło, np. pieniądze i dokumenty.

Dysponujecie Państwo Czytelnicy wiedzą o Polsce z 1980 r., więc zechciejcie z namysłem raz jeszcze przeczytać te myśli, zastanowić się, wyciągnąć wnioski, jaka byłaby Polska w 1989 r. i później! Zwróćcie uwagę – „trochę rzeczy ginęło, np. pieniądze”. Na I Zjeździe „Solidarności” działacze terenowi mówili, że chodzą „słuchy” o ginięciu pieniędzy, jakie Związek otrzymuje z Zachodu, wręcz zażądano rozliczenia się. Głos zabrał ks. Henryk Jankowski, który oświadczył, że żadnego problemu nie ma, wszystko jest rozliczone. Prosił, by tej sprawy nie podnosić w dyskusjach i prasie związkowej. Jest to temat o posmaku sensacyjnym na inną okazję, zważywszy, że CIA próbowała „wmontować” Jana Pawła II w kanał pomocy dla Związku, drogą przez Watykan.

Profesor Karol Modzelewski w książce „Dokąd od komunizmu”, napisał: Do dziś jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką elity, wyłonione przez pracowniczy ruch, dokonały zwrotu o 180 stopni, porzucając wartości uznawane dotąd za naczelne kryterium polityki społeczno-gospodarczej. Czy to nie chichot historii na oczach milionów Polaków tamte czasy pamiętających, nie kompromitacja „elyty”? Czy to nie nauka „historycznego myślenia” dla młodych Polaków? Czy nie ma nad czym zastanowiać się w roku wyborczym?

 

Jakie były początki?

Generał w książce „Stan wojenny. Dlaczego…”, pisząc o protestach na Wybrzeżu w 1980 r., zawarł taką ocenę: Detonatorem strajku w Gdańsku było zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz. Teraz doszliśmy do tego, że wyżala się ona na łamach opozycyjnego pisma „NIE”, a jej ówcześni obrońcy milczą jak głazy. Ot, ironia losu. Wyjaśniam Panu Piotrowi Walentynowiczowi, wnukowi, iż tę książkę wydał w 1992 r.(wyd. BGW). Jest wśród pism wybranych, wydanych przez Adama Marszałka w 2013 r., z okazji 90. urodzin Generała. Zachęcam do jej przeczytania, mając nadzieję, że zrozumiał Pan zwrot „Ot, ironia losu” w kontekście tamtej i obecnej sytuacji. Powiem Panu, że 20 kwietnia 2010 r. Generał na dziedzińcu MON pokłonił się w zadumie Pańskiej Babci, przechodząc przed zdjęciami wszystkich tragicznie zmarłych osób w katastrofie smoleńskiej (byłem świadkiem, są zdjęcia). Nie przewidział, że jej wnuczek w 2018 r., krytykując Prezydenta RP za weto na ustawę degradacyjną Generała i innych osób, uznał, że Duda stanął po stronie osób, które nie koniecznie naciskając na spust, ale wydając rozkazy, były odpowiedzialne za największe tragedie, męczeństwa i zbrodnie powojennej Polski. („GW” z 3 kwietnia 2018 r.). Wsparł go taką „światłą” myślą pewien poseł (z litości pominę nazwisko): „Polski suweren ma prawo do ustawowego wymierzania, zwłaszcza symbolicznej, historycznej sprawiedliwości – odpłaty w formie degradacji”. Czyżby, dla Pana Piotra wiąż trudnym było zrozumienie, że rozkazy jakie wydał Generał 13 grudnia 1981 r. uratowały życie jego Babci? Może ta konstatacja skłoni do rozwagi – prof. Ryszard Reiff w nocy 12-13 grudnia był przeciw decyzji o stanie wojennym. Z biegiem czasu zmieniał – nie tylko on – optykę widzenia stanu wojennego. Na posiedzeniu Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, 22 września 1992 r., m.in. zeznał: Natomiast wiadomo, co znaczy wkroczenie wojsk radzieckich do Polski. To znaczy ogromna ilość cierpień, to ogromna liczba wywózek, tak jak z małego węgierskiego kraiku, gdzie zginęło 60 tys. osób, ale 300 tys. było wywiezionych. Tu trzeba byłoby wywieźć z półtora miliona na 2-3 lata. Do czasu, zanim nowa władza okrzepłaby i można byłoby dawkami tych ludzi zwracać. Domyślam się, że Pan Piotr ma na tyle wyobraźni, iż wśród wywiezionych mogła być jego Babcia. Czy przeżyłaby i kiedy wróciła? I w jakim stanie zdrowia? A może „po latach” miałby pragnienie odnaleźć jej grób gdzieś na Syberii?

Jeśli mowa o grobach. Zbigniew Domino, przez lata dzielił ból dziecka, syna, który zostawił Matkę na Syberii. Jako dorosły mężczyzna po latach, z pomocą Rosjan odnalazł jej grób w Kaluczem, co opisał w książce „Zaklęty krąg”. Niech ta przejmująca faktami i wymową lektura skłoni Pana Piotra – opluwacza Generała – ale i jemu podobnych do refleksji. A może ich rodzice i oni sami dzięki właśnie „takim rozkazom” uniknęli podobnego losu. Nie muszą szukać, ani wyobrażać sobie grobu „gdzieś tam”. Kiedy chcą, mogą pójść na groby swoich najbliższych – niech ta świadomość …

 

Co na to sąsiedzi?

Że sytuacja wewnętrzna w Polsce była ciągle obserwowana przez naszych sąsiadów, a po wybuchu protestów i strajków latem 1980 r. szczególnie i wnikliwie – dla nikogo trzeźwo myślącego nie jest żadną tajemnicą. Jak głęboka, rozległa i „twórcza” była ta czujność, niech posłuży ten dowód. Podczas międzynarodowej konferencji w Jachrance (8-10 listopada 1997) zajmującej się wewnętrznymi i zewnętrznymi uwarunkowaniami kryzysu lat 1980-1982 w Polsce, ujawniono wiele różnych dokumentów, m.in. wywiadu USA oraz z archiwów ZSRR, w tym ściśle tajny dokument. O jego szczególnej tajemnicy świadczą wykropkowane miejsca, gdzie odręcznie wpisane były daty, liczby, nazwy, itp. Cóż więc tam było? Dla przykładu – po słowach „w przypadku wystąpienia”, odręcznie wpisano „po stronie sił kontrrewolucyjnych, zasadniczych sił Wojska Polskiego” – dalej maszynopis – „zwiększenie zgrupowania naszych wojsk jeszcze o” – znów odręcznie – „pięć – siedem” – dalej maszynopis – „dywizji”. Świadczy to, że:

– dokument był przygotowany, z uwagi na bieg wydarzeń w Polsce, potrzebne dane były wpisywane ręcznie przed podjęciem decyzji. By poza jego autorami i decydentami nikt nie znał treści. Czego się obawiano? Może zbędnej dyskusji w ścisłym gronie BP KC KPZR, a może „przecieku”? Nie zapominajmy, że wśród nich były osoby sympatyzujące z Polakami, np. Bajbakow (nazwisko po babce Bajbakowska), a wywiady zachodnie, np. USA. Zbigniew Brzeziński kilka razy mówił, że „w Sztabie Generalnym mieliśmy swojego człowieka” ;

– „siły kontrrewolucyjne”. Pamiętacie Państwo jak oceniano wystąpienia w CSRS? Co to oznaczało dla inicjatorów „Praskiej Wiosny” i czym się skończyło. Jak mogło być u nas?
– liczono się, iż Wojsko Polskie wystąpi „po stronie” (czytaj – w obronie) strajkujących. To też uwaga dla wszystkich „degradatorów” Generała i oficerów b. LWP, którzy służbę w tym Wojsku pogardliwie oceniają jako „służalczą” Moskwie, pozbawioną patriotyzmu;

Dokument został napisany już 28 sierpnia 1980 r., Tak, to nie błąd., czyli na 2-3 dni przed podpisaniem porozumień sierpniowych w Szczecinie – 30, w Gdańsku – 31 sierpnia. Tak byli czujni. Czy to nie „nauka” dla Kremla z „Praskiej wiosny”? Co więcej – gotowość użycia wojsk inwazyjnych z Nadbałtyckiego i Białoruskiego okręgów wojskowych wyznaczono na godz. 18.00, 29 sierpnia.

Autorami tego dokumentu dla KC KPZR, wraz z projektem decyzji, było pięciu czołowych działaczy: Michaił Susłow, Andriej Gromyko, Jurij Andropow, Dimitrij Ustinow i Konstantin Czernienko. Dwaj spośród nich – Andropow i Ustinow  w dniach 3-4 kwietnia, w Brześciu, przeprowadzili ze Stanisławem Kanią i Generałem długą, rzeczową i poważną rozmowę. Pisze o niej Generał w książce „Stan Wojenny”(rozdział „Lot i lądowanie”), gdzie m.in. zwarł taką refleksję: Bardzo wielu Polakom można postawić piątkę za brawurę. Natomiast wielu polskich polityków – jak wykazały nasze dzieje – zasłużyło na dwójkę z historii i geografii. Płaciliśmy za to nieraz najwyższą cenę. My nie chcieliśmy jej zapłacić. Jakie jest Państwa zdanie, czy Generał myli się w tej ocenie? Proszę zwrócić uwagę, iż ta rozmowa poprzedzona była grudniową naradą szefów partii w Moskwie, podczas której Stanisław Kania rozmawiał z Breżniewem (pisałem w tekście „Operacja Dunaj”), sprzeciwiając się z Generałem otwarciu granic – czego zażądał Kulikow na początku grudnia 1980 r. – dla wejścia wojsk, celem odbycia „ćwiczeń”. Ponadto, była ona w trakcie ćwiczenia „Sojusz-81”. Rozpoczęły się one 16 marca, a 19 marca wybuchł incydent bydgoski. Gdy kilka tygodni temu w transmisji z obrad Senatu, zobaczyłem przemawiającego senatora Jana Rulewskiego ubranego w uniform więzienny, przypomniałem sobie co „robił” podczas tego incydentu. Zachęcam Państwa – zapytajcie Pana senatora, czy miał świadomość, iż jego i kolegów postępowanie mogło być iskrą do odbycia „praktycznych ćwiczeń” na jego i kolegów plecach? Czy dziś ma poczucie, przynajmniej moralnej odpowiedzialności za groźbę ofiar w ludziach, członkach „Solidarności”, którą sam na nich sprowadziłby? Odpowiedzialności za ten incydent oczekiwał Pan dzisiejszy senator kilka lat temu od Generała, pisząc stosowny list (znam jego treść). Stan zdrowia i czas konieczny do przygotowania obrony w Sądzie, a tu brak miejsca nie pozwala go podjąć.

Ćwiczenia kolejne – „Zapad-81″. Co charakterystyczne. Przeprowadzone na Białorusi, a zadania ćwiczących wojsk sięgały po Trójmiasto, Warszawę, Radom, Kielce. Jedyne takie w Układzie. Obserwowali je: Generał, gen. Eugeniusz Molczyk i ówczesny płk (dziś gen. dyw.) Franciszek Puchała, którego książka „Kulisy stanu wojennego” ze znajomością strategii m.in. opisuje przygotowania sojuszników do interwencji. Taki szczegół z tego ćwiczenia: o godz. 9.20 w dniu 10 września 1981 r. siły główne 7. DPD w ciągu 48 minut były zrzucone w 3 rejonach położonych na wschód od Mińska Białoruskiego. Było to 6100 spadochroniarzy i około 300 jednostek sprzętu bojowego, w tym BWP. W 11 lub 12 dniu operacji 7. DPD miała być desantowana w rejonie położonym na wschód od Warszawy, na kierunku działań Operacyjnej Grupy Manewrowej,utworzonej na bazie Armii Pancernej. Co Państwo myślicie?

Leonid Breżniew 11 listopada 1981 r. na posiedzeniu BP KC KPZR, powiedział: Wczoraj zapoznałem się z Posłaniem do narodów Europy Wschodniej, uchwalonym na zjeździe polskiej „Solidarności”. To niebezpieczny i prowokacyjny dokument. Słów w nim niewiele, lecz wszystkie biją w jeden punkt. Jego autorzy chcieliby posiać zamęt w krajach socjalistycznych, zdopingować grupki różnego rodzaju odszczepieńców. „Prawda”, nazwała Zjazd „antysocjalistyczną i antyradziecką orgią”. Można się nie zgadzać z tą oceną, ale należy przyjąć do wiadomości, że tam – w Moskwie była „siła” i leżała decyzja jej użycia przeciwko Polsce, Polakom, „pannie S”. Można toczyć spór o skuteczność inspiracji Berlina i Pragi, gdzie narastało przekonanie, iż „Polacy nie pracują, wciąż strajkują, awanturują się, a my musimy jeszcze im pomagać”. Niech mitologizujący rzeczywistość „uczeni” to zauważą.
Skutek „Posłania”, Generał oceniał tak: Dla przywódców ZSRR i innych krajów bloku była to przysłowiowa kropla, która przepełniła kielich. Przeczuwałem to już wówczas. Dotąd „Solidarność” zagrażała socjalizmowi tylko w Polsce. Teraz rzucono wyzwanie całemu obozowi socjalistycznemu. Zajadli nasi przeciwnicy, ortodoksyjni i nieprzejednani obrońcy marksistowsko – leninowskich dogmatów, mieli już wystarczające podstawy, by domagać się usunięcia kierownictwa PZPR. Ich zdaniem okazaliśmy się niezdolni do pohamowania nawet takich działań, które mogły zagrozić całej wspólnocie realnego socjalizmu.
Profesor Jerzy Holzer, w książce „Solidarność 1980-1981. geneza i historia”.(wyd. Instytut Literacki, Paryż 1984 r.) pisze: Jeśli zastanowić się z jakim dorobkiem rozjeżdżali się na ponad dwa tygodnie delegaci zjazdowi, dojrzeć można zjawiska niepokojące. Za takie uznać trzeba nie tyle radykalne wystąpienia i uchwały (…) Ważniejsze było, iż ów radykalizm wynikał z błędnej oceny sytuacji, tak jak z błędnej oceny sytuacji wynikały ostre starcia wewnątrz „Solidarności”. Poczucie siły, optymizm, nieraz wręcz demagogiczna tromtadracja, nie stanowiły dobrego przygotowania społeczeństwa na trudną przyszłość. Może Pan senator Rulewski rzeczowo udowodni „poczucie odpowiedzialności delegatów”. Poda argumenty obalające oceny Profesora, szczególnie zarzut „demagogicznej tromtadracji” i tego skutków.

 

Co mówił Generał w 1981 r.

1. Zwracam się z tej wysokiej trybuny (sejmowej – przyp. GZ) do związków zawodowych, do wszystkich ludzi pracy z apelem, z wezwaniem do zaniechania wszelkich akcji strajkowych. Zwracam się o trzy pracowite miesiące – 90 spokojnych dni. Czas ten pragniemy wykorzystać dla porządkowania najbardziej elementarnych spraw naszej gospodarki, dla dokonania remanentu „pozytywów” i „negatywów”, podjęcia najpilniejszych problemów socjalnych, nakreślenia i zapoczątkowania realizacji programu stabilizacji gospodarki kraju oraz dalekosiężnej reformy gospodarczej.

2. W obliczu gigantycznego nawisu inflacyjnego i spustoszenia na rynku, w obliczu malejącej produkcji – znów mnożą się postulaty, żądania podwyżek płac, dodatkowych urlopów, premii, itd. Po kilku tygodniach względnego spokoju, powstają coraz to nowe ogniska zapalne. Niestety, IX Zjazd ma pod tym względem przykry akompaniament. Na tym tle nie sposób postawić pytania: Komu to służy? Dokąd zmierzają Polacy?

3. Pogłębia się dezorganizacja procesów produkcyjnych. Straty spowodowane strajkami, napięciem, obniżeniem dyscypliny – nieustannie rosną. Dotyczą one w podstawowej mierze towarów o podstawowym znaczeniu dla zaopatrzenia ludności, rolnictwa, eksportu. Nie sposób w tym miejscu nie przypomnieć wielokrotnie już powtarzanej prawdy, że koszty strajków obciążają całe społeczeństwo, że ich ceną jest dalsze pogarszanie warunków życia.

4. Skromne środki materialne, jakimi dziś dysponuje państwo, nie mogą być marnotrawione. Jest to szczególnie ważne w obliczu nadchodzącej zimy. Nigdy dotąd nie wchodziliśmy w ten okres w warunkach spadku produkcji, zrywających się więzi kooperacyjnych, niepewności zaopatrzenia. Toteż warunkami, które zadecydują o tym jak przeżyjemy zimę, będą dobra organizacja i dyscyplina, umiejętność pobudzania i wykorzystywania inicjatyw produkcyjnych, konstruktywne współdziałanie wszystkich społecznych sił.

5. Liczyłem, że można będzie się porozumieć z „Solidarnością”, zwłaszcza – jak wówczas mówiliśmy – z jej robotniczym nurtem. Skala, masowość strajków sierpniowo-wrześniowych, a w ich rezultacie pojawienie się potężnego, niezależnego związku było dla nas, dla władzy, ogromnym szokiem. Mówię o tym otwarcie. Robiliśmy dobrą minę. Przyjęliśmy formułę – słuszny protest klasy robotniczej. Pocieszaliśmy się hasłem: „Socjalizm tak – wypaczenia nie”. Odrzucając myśl o użyciu siły, liczyliśmy jednocześnie, że to się jakoś ułoży. Emocje miną, a związek – chociaż kłopotliwy, chociaż pozostający „na bakier” w stosunku do modelu tradycyjnego, będzie mimo wszystko funkcjonować w naszej, socjalistycznej rzeczywistości. Nawet ukułem takie powiedzenie: „Lepiej mieć dziesięć małych konfliktów dziennie, niż jeden wielki konflikt raz na dziesięć lat”. Tak też tłumaczyliśmy to sojusznikom.

Zapytam – kto ma dowody kwestionujące rzetelność ocen Generała, niech przedstawi do publicznego wglądu i osądu. Cytowane wypowiedzi (dalece nie wszystkie), pozwalają „spojrzeć” na rolę „Solidarności”, upiększanej od lat hasłami walki o wolność i niepodległość, szczególnie w Roku 100. lecia odzyskania Niepodległości.

 

Co o tym myśleć?

„Owocem poczęcia” 21 postulatów jest „Solidarność”. Powstała na fali społecznego niezadowolenia z istniejących wówczas warunków socjalnych oraz bytowych ludzi pracy. Żyło im się ciężko, choć zachodnie kredyty przynosiły odczuwalne skutki. Stąd szeroka sympatia i członkostwo robotników oraz poparcie dla 21 postulatów. Władza, je podpisała – oczywiste, że przyjęła do realizacji. Kierownictwo „Solidarności” uznało, że obowiązuje tylko stronę rządową. Swoją rolę w tej sferze sprowadziło do funkcji nadzorczo-kontrolnych, spełnianych poprzez wyjątkowej skali i dolegliwości „narzędzia” – strajki, akcje strajkowe, protesty, pogotowia, okupacje budynków, nie kończące się żądania

Na 21 postulatów warto spojrzeć z refleksem, od innej strony. Widoczny populizm ich treści podobał się robotnikom, miał w nich mocne oparcie. Ale uderzył w gospodarkę, przekraczał jej realizacyjne możliwości. Ona miała „znaleźć” środki na pokrycie zapisanych oczekiwań i roszczeń, kolejnych żywiołowo zgłaszanych żądań. Jeśli nie była w stanie im podołać – zmartwienie władzy.
Władza podpisując 21 postulatów miała świadomość skrajnie krótkiego czasu na realizację niektórych zapisów, kosztów finansowych jakie należy z tego tytułu ponieść i również tego, że niektóre będą wymagać renegocjacji, gdyż terminowe spełnienie nie jest możliwe. Można tu postawić banalne pytanie – to dlaczego wicepremier Mieczysław Jagielski nie negocjował, podpisał? Zakończenie trwających 1,5 miesiąca strajków było koniecznością. To nie sprawa „dobrego samopoczucia” władzy, oceny skuteczności w oczach Polaków i zagranicy. Głównym problemem były straty produkcyjne i finansowe w gospodarce, rwanie się więzi kooperacyjnych między zakładami pracy, nie dotrzymywanie umów eksportowych, a stąd straty, głównie dewiz. Rozszerzające się strajki, problem wyostrzały także w aspekcie psychicznym, etyczno-moralnym. Mądrze sygnalizował to Prymas Polski w homilii, mówiąc: W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku. Jeśli się obudzi w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa.

Odpowiedzialność jest wspólna, bo wspólna jest i wina (Jasna Góra, 26 sierpnia 1980 r.) Kontynuował tę myśl i uczulał biskupów, we wrześniu 1980 r. na posiedzeniu Rady Głównej Episkopatu Polski, mówiąc: Nawet w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się naród, trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby nas doprowadzić do krwawych porachunków wewnętrznych i do obcej interwencji. Wolę utrzymywać, że interwencja obcych sił – tanków sowieckich – jest możliwa, choćbym miał się omylić, niż narazić się na to, by choć jeden chłopiec Polski zginął podniecony pewnością, że Moskale nie naruszą granic Polski. Proszę pomyśleć – wrzesień 1980 r., a roztropny, przewidujący Kardynał ma aż takie obawy. Wskażcie Państwo biskupa, który dziś – wzorem Kardynała – potrafi mądrze oceniać przeszłość.

 

Na zakończenie…

Może, z inspiracji Państwa Redakcja zapyta o refleksje osoby znające tamten czas, np. prof. Hieronima Kubiaka, Bronisława Łagowskiego, Karola Modzelewskiego, Andrzeja Werblana, Jana Widackiego, Jerzego Wiatra, Stanisława Kanię, Stanisława Cioska, Andrzeja Celińskiego, Józefa Piniora, Janusza Onyszkiewicza.

Zachęcam Państwa do sięgnięcia po wspomnienia i refleksje Polaków, uczestników tamtych faktów i wydarzeń na środowiskowe spotkania, właśnie teraz, gdy znany jest termin wyborów samorządowych. Zapytajcie Państwo znanych działaczy „Solidarności”, co zrobili konkretnie, by postulaty sierpniowe zrealizować? Popatrzcie, co po takim „karnawale” trzeba naprawić, po 38 latach i teraz właśnie nadchodzi po temu okazja! A co budować na realnych podstawach z myślą, iż „ludzie starsi powinni być darzeni szczególnym szacunkiem. To dzięki ich pracy i dokonaniom żyjemy w takim państwie… jest pakiet rozwiązań dla nich” – mówił Andrzej Rozenek w wywiadzie („DT” z 13-15. sierpnia 2018 r.). Zaś 22 sierpnia „Dziennik Trybuna” tekstem Zygmunta Tasjera szkicuje program wyborczy – spójny i obejmujący różnorodne aspekty rozwoju miejskiej infrastruktury, troskę o sądeczan, o tych, którym bez pomocy samorządu ciężko jest żyć – Rafała Skąpskiego, osoby odpowiedzialnej i doświadczonej dla Nowego Sącza.

Pomyślcie Państwo Czytelnicy, udzielcie mądrej rady, jak „lekcję Sierpnia” uczynić mocą sprawczą Lewicy, przy wyborze Andrzeja Rozenka Prezydentem Warszawy, a Pana Rafała Skąpskiego – Prezydentem Nowego Sącza. Zechciejcie poświęcić czas na spotkania z kandydatami Lewicy. Uczyńcie to dla dobra własnego, swoich rodzin, nie dla „jakiś nich”

 

21 POSTULATÓW GDAŃSKIEGO MKS

1. Akceptacja niezależnych od Partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych.
2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.
3. Przestrzegać zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku i publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.
4. Przywrócić do poprzednich praw:
a) ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 roku – studentów wydalonych z uczelni za przekonania;
b) zwolnić (wszystkich) więźniów politycznych: (w tym) Edmunda Zadrożyńskiego, Jana Kozłowskiego i Marka Kozłowskiego;
c) znieść represje za przekonania.
5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu się Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego oraz opublikować jego żądania.
6. Podjąć realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez:
a) podawanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno – gospodarczej;
b) umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenia w dyskusji nad programem reform.
7. Wypłacić wszystkim strajkującym wynagrodzenie za okres strajku – jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ.
8. Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł. na miesiąc, jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.
9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.
10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko i wyłącznie nadwyżki.
11. Wprowadzić na mięso i jego przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku).
12. Znieść ceny komercyjne i sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.
13. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez:
– zrównanie zasiłków rodzinnych;
– zlikwidowanie specjalnej sprzedaży, itp.
14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat a mężczyzn do lat 55 lub przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek.
15. Zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.
16. Poprawić warunki pracy Służby Zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym.
17. Zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.
18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres 3 lat na wychowanie dziecka.
19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkanie.
20. Podnieść diety z 40 do 100 zł i dodatek za rozłąkę.
21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i w systemie 4 – brygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy.

31 sierpnia 1980 r. w Stoczni Gdańskiej.

Rozwichrzone myśli

Spodziewałem się, że „alehistoria” (20.8.18, dodatek GW), znany z krytycznych opisów i komentarzy historycznych faktów i wydarzeń, napisze interesujący i pouczający tekst o „Praskiej wiośnie”. Krótka notka, tydzień wcześniej zapowiadała, że tekst będzie o zabójstwie Miałem świadomość, iż dotychczas publikowane teksty, są zabarwiane różnymi odcieniami czerni, gdy pisze się o okresie PRL. Po lekturze „Zbrodnia na skrzyżowaniu w Jicinie”, jestem zbulwersowany.

 

Nie wiem, jak odczytać ten tekst, jak rozumieć jego przesłanie, choćby w wymiarze przyziemnym – ludzkim, człowieczym i tym wielkim, polityczno-militarnym, państwowym. Autorzy (z litości pomijam ich nazwiska), korzystając z materiałów sądowych odtwarzają przebieg zabójstwa dwóch osób, syna i matki, postrzelenie ojca (męża), kilku innych osób. Przeprowadzają – po 50 latach-rozmowy z członkami rodziny i świadkami zabójstwa. Opisują proces sądowy, gdzie po odczytaniu wyroku, kara śmierci dla sprawcy, żołnierza zasadniczej służby wojskowej – jego zemdloną matkę wyniesiono z sali rozpraw. Dalej kilka faktów z życia skazanego(są zdjęcia), który starając się o łaskę, później przedterminowe zwolnienie, po 15 latach wychodzi z więzienia i układa sobie życie, dziś ma 70 lat i rodzinę. Stawiam więc banalne pytanie – po co ten tekst? Co ma dziś, po 50 latach od popełnienia zbrodni powiedzieć czytelnikowi w wymiarze ludzkim, o cierpieniu rodzin i przyjaciół zabitych, zabójcy przez te 50 lat życia? Czego mamy się z tekstu nauczyć, co zrozumieć, przed czym być ostrzeżeni.

 

Przywrócić cenzurę…

Trudno liczyć, by Czesi – rodzina zabitych, świadkowie i czytelnicy – jeśli poznają ten tekst, przyjęli go „spokojnie”. Cytują więc Autorzy ich ordynarne, nienawistne słowa jakie padają pod adresem Polaków. Czy Autorom tekstu chodziło właśnie o to? Niestety, ale nie znalazłem w tekście, czytelnego, wyraźnego przesłania, że jest on hołdem dla zabitych, wyrazem współczucia, jakie dziennikarze-Polacy (przedstawiciele przecież czwartej władzy) – podkreślam – chcą tą rozmową, tym tekstem przekazać, wyrazić Czechom. Niestety, tego nie ma. Pytam – po co więc tekst? By podtrzymać nienawiść, wrogość do Polaków, wyrosłe na zadanej śmierci i bólu przez pijanego żołnierza-o to chodzi? Jeśli tak, rozumiem jako pogardę wobec ludzkich uczuć, Czechów jak i polskiej rodziny zabójcy. Przecież rodzina żołnierza, przez 50 lat nasłuchała się wiele o popełnionym barbarzyństwie. Jest znana w okolicy. Nietrudno zgadnąć, że były przypadki pokazywania palcem – to żona i dzieci zabójcy oraz rodziny ich synów, które zgodziły się na „takich zięciów”. To tak wobec nich należało uczcić 50-lecie tej tragedii? Kolejną porcją, tym razem dziennikarskiej pogardy dla sprawcy i rodziny? Przypomina mi to homilię na Jasnej Górze z 8 lipca 2018. Kardynał Zenon Grocholewski do pielgrzymki Radia Maryja (czyli także i dziennikarzy), m.in. wołał: „Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli. Używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości”. Tłumaczcie sobie Państwo te słowa jak chcecie, ja zaś wołam: „Maryjo przywróć niewolę cenzury, celem ograniczenia nienawistnej publicystyki na rzecz autentycznego dobra, na rzecz dziennikarzy, by nie pisali moralnie skarlałych tekstów”.

 

Mądrość Czechów

Haniebny czyn żołnierza zasadniczej służby wojskowej – co zrozumiałe – wywołał szok wśród kadry i żołnierzy, także u czeskich władz. Liczono się z reakcją miejscowej ludności, szczególnie podczas pogrzebu tragicznie zmarłych. Dzięki mądrości i rozwadze lokalnych władz czeskich i współdziałającego dowództwa 2 AWP, żałobna uroczystość przebiegła w ciszy i powadze majestatu śmierci. Autorzy piszą, że „wojsko za swój sukces uznaje również i to, że zablokowało wszelkie publikacje na temat pogrzebu w czechosłowackiej prasie”. Nie chcę być zgryźliwy, czepiać się słowa „sukces”. A czy byłoby „lepiej”, gdyby doszło do akcji o różnej skali negatywnego, wprost wrogiego nastawienia do naszych żołnierzy. Jak rozumieć i tłumaczyć to „dziennikarskie chciejstwo”, by wtedy ofiar śmiertelnych było jak najwięcej? Ze wstydem przyznaję, po lekturze tego tekstu odniosłem wrażenie, iż chce on „powiedzieć” polskim czytelnikom, że w 1968 r. Polska wysłała zabójców, zbrodniarzy w mundurach Wojska Polskiego. To ohydne odczucie. Skłania mnie ten tekst, by raz jeszcze zastanowić się nad wnioskami wynikającymi z „Praskiej wiosny”.

 

„Ludzkie” wnioski

Dobitnie i wyraźnie pragnę powiedzieć wszystkim Państwa Czytelnikom, że użycie broni w sytuacjach ekstremalnych w Polsce Ludowej przez siły bezpieczeństwa i Wojsko było ograniczane do bezwzględnego minimum. Oto kilka charakterystycznych przykładów:

1. Grudzień ’70. Wojsko kilkanaście razy użyło broni. Z polecenia gen. Wojciecha Jaruzelskiego, przede wszystkim strzelano na postrach. Zużyto w sumie ok. 46 tys. sztuk amunicji strzeleckiej, w tym ok. 5,5 tys. amunicji ślepej. Gdyby – w sytuacji napięcia, stresu, strzelano do ludzi, pytam, ile mogłoby być ofiar? Jest 44, o te „mickiewiczowskie 44” za dużo, podkreślam dobitnie!

2. Stan wojenny. Wojsko nie używało broni. Żołnierze służby zasadniczej nie mieli amunicji, dowódcami patroli miejskich byli żołnierze zawodowi, uzbrojeni w broń krótką, z amunicją bojową. Znam przypadki, gdy żołnierze pytali dlaczego nie dostają amunicji. Na takie pytania były odpowiedzi w formie pytań-do kogo szeregowy Kowalski chcecie strzelać? Do ojca waszego kolegi, także żołnierza, który być może chce protestować na ulicy, w pracy? Wszystkim, którzy uważają, że Wojsko z czołgami wyszło na ulice by „walczyć” z Solidarnością – odpowiadam, mają zdewastowane mózgi, nie nadające się do „naprawy”. Słyszałem nie jeden raz, że żołnierze zasadniczej służby wojskowej nie mieli amunicji, bo kadra oficerska bała się o własne życie. Mówili to „znawcy”, którzy nie wąchali smrodu onuc żołnierskich. Kadra nigdy nie obawiała się swoich podwładnych. Nie było takiej potrzeby, ani żadnych podstaw. Po pierwsze – do Polski nie weszli sojusznicy z „bratnią pomocą”. Po drugie – napięta atmosfera wewnętrzna dyktowała przezorność, rozwagę. Przestrzegali przed tym przełożeni, począwszy od najwyższych szczebli, także oficerowie polityczni, wielka chwała im za mądre myślenie i przewidywanie. Znam kilka przypadków zaczepek ze strony wyrostków, wyśmiewanie się z żołnierzy, że nawet nie mają ślepaków. Mogło się zdarzyć, że żołnierz mógł użyć broni. Przecież, szczególnie w pierwszych dniach stanu wojennego intensywnie myślał o swoich najbliższych, nie miał z nimi kontaktu, później gdy otrzymywał listy, także różne myśli do głowy przychodziły, mógł sięgnąć po broń. Co wtedy? Czy Autorzy tego tekstu, jako matki i ojcowie wyobrazili siebie w sądzie, gdzie ich syn, żołnierz zasadniczej służby wojskowej jest sądzony za zabójstwo niewinnych osób, postronnych. Albo, ich najbliżsi zginęli z ręki pijanego żołnierza, jak w Jicinie? Czy przeklinanie generałów – Jaruzelskiego, Kiszczaka byłoby zadośćuczynieniem właściwym, po takiej tragedii, niewyobrażalnym bólu i rozpaczy? Gdyby Autorzy mieli na tyle wyobraźni, taki tekst nie powstałby. Mam poczucie upokorzenia po jego przeczytaniu.

Inne przykłady. 16 grudnia, Kopalnia Wujek. Pluton ZOMO, używa broni palnej, strzela w ziemię, w odległości 40-50 m. i bliżej ludzi, jak ustalił Sąd. Zginęło 9 górników. Funkcjonariusze wystrzelili 156 pocisków. Gdyby chcieli zabijać, ile osób mogłoby zginąć?

Na 17 grudnia jest w Warszawie zapowiedziana wielka manifestacja (różne podawane są liczby, zależnie od intencji – 200, może 300, nawet 600 tys. ludzi). Próby odwiedzenia od niej organizatorów nie przynoszą skutku. Jerzy Filipowicz, były żołnierz AK, delegat na II walne Zgromadzenie Regionu „Mazowsze” (6.12.81), m.in. mówi: „Tu namawia się do konfrontacji, a jeszcze nie dokończono budowy pomników ofiar z 1956 i 1970 r.” Profesor Ryszard Reiff (książka Czas „Solidarności”, Editio Spotkania, Paryż 1988) napisał: „11 grudnia w godzinach rannych złożył mi wizytę w moim gabinecie w PAX-ie, z ramienia Solidarności Zbigniew Romaszewski, zapraszając mnie, jako jednego z mówców na wiec, który planowano w dniu 17 grudnia o godzinie szesnastej na Placu Defilad. Gdy dowiedziałem się, że to wszystko ma odbyć się o tej porze i w tym miejscu, zaprotestowałem przeciwko takiej lekkomyślności. Wielkie tłumy w ciemności – mówiłem (grudzień, godzina szesnasta), to zachęta do prowokacji. Zaplanowanej lub nie, czy przypadkowego tumultu, który wywoła panikę i może spowodować nawet śmiertelne wypadki. Jedna petarda, jeden pojemnik z gazem łzawiącym i sytuacja wymknie się spod kontroli”.

Lech Mażewski na taką okoliczność ma przestrogę: „gdy tłumy wychodzą na ulicę, śmierć spaceruje po chodniku”. Groźba tej manifestacji i podobnych w kilku miastach Polski, o nieobliczalnych następstwach była „kroplą”, przesądzającą o dacie wprowadzenia stanu wojennego. Miliony Polaków „w duchu” i poprzez różnego rodzaju wypowiedzi i zachowania dziękują Generałowi, że w 1981 r. nie tylko Warszawa, Katowice, Trójmiasto nie spłynęły krwią. O tym także świadczą ciągle palące się znicze na grobie.

Bydgoszcz. Kilka lat temu (nie pamiętam daty), podczas juwenaliów na uniwersytecie wybuchła panika. W korytarzu stratowanych zostało kilkunastu studentów, dwie osoby poniosły śmierć. Nie było przecież stresu, zagrożenia pobiciem itp. Jakie z tego i powyższych przykładów nasuwają się wnioski?

 

Pod rozwagę

Czytam w tym wydaniu „alehistoria”, tekst pt. „O pralce Frani i sprawiedliwych ‘68”. Autor, Paweł Smoleński pisze: „Gomułka ogłosił w Dreźnie, tzw. doktrynę ograniczonej suwerenności (zwaną doktryną Breżniewa)”. Otóż nie – w Dreźnie 23 marca koncepcje KPCz oraz zaistniałe już wydarzenia oceniono jako „kontrrewolucja. Breżniew doktrynę ogłosił na naradzie szefów partii w Warszawie (pisałem w tekście „Operacja Dunaj”). Dziennikarzom, o sytuacji w CSRS, Władysław Gomułka m.in. powiedział: „My oceniamy, że odbywa się tam pokojowy proces przekształcania państwa socjalistycznego w republikę typu burżuazyjnego. Na obecnym etapie proces ten znajduje się w stadium początkowym… trwa proces odchodzenia KPCz od zasad marksizmu – leninizmu i przekształcenia jej w partię typu socjaldemokratycznego. I proces ten jest już daleko posunięty”.

Autor, m.in. pisze, że „Przeciwko interwencji nie zaprotestował Kościół, za to Prymas Stefan Wyszyński przekonał posłów katolickiego koła Znak, którzy planowali napisanie listu protestacyjnego, by milczeli, bo Gomułka działał w stanie wyższej konieczności”. Zwróćcie Państwo uwagę – stan wyższej konieczności! Czy to nie roztropność w myśleniu i działaniu tego wybitnego Hierarchy Kościoła? Macie wątpliwości, czy słusznie od grudnia 2017 r. jest błogosławionym – sługą Bożym (Generał złożył zeznanie w procesie beatyfikacyjnym).

 

Na zakończenie

Redaktorzy „alehistorii”, uznali – pisząc na stronie tytułowej – że to 60. rocznica operacji „Dunaj”. Rozumiem to jako skutek „polityki historycznej”. Stawiając pytanie „Jak zabito Praską Wiosnę?” Sprawców tego „zabójstwa” wskazano w tekście. Zgodnie z powszechnie znaną zasadą postępowania dowodowego, poszukuje się i analizuje wszystkie okoliczności, by uzyskać obiektywną, zgodną z rzeczywistością ocenę zdarzenia. Niech więc Redakcja „alehistorii” opublikuje teksty audycji dla Czechów, Polaków, innych narodów, płynące z Radia Swoboda, Wolnej Europy, Głosu Ameryki. „Cenne” rady, myśli i wskazania zapewne „ograniczyły” skalę ofiar – dlaczego więc pomijać, zapominać o takim doniosłym udziale? Istotna także była reakcja państw zachodnich, głównie USA, które – zdaniem ówczesnego przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR Aleksieja Kosygina – namawiały władze radzieckie do wejścia CSRS. Mieczysław Rakowski (Dzienniki), oceniał to jako „wolną rękę” dla USA do działań w Wietnamie.

Ich poznanie, pozwoli czytelnikom nie tylko odświeżyć pamięć.

Operacja „Dunaj” – doświadczenia i wnioski dla Polski (część II)

Dla nas główną rzeczą jest to, aby… nie dopuścić do oderwania Czechosłowacji od obozu socjalistycznego, nie dopuścić do osłabienia Układu Warszawskiego, do zmiany układu sił w Europie, gdyż to wszystko godzi w nasze żywotne interesy. I my musimy widzieć i patrzeć nie tylko na dzień dzisiejszy, … nie tylko czekać na to, czy jutro, nawet może za parę miesięcy nic nam nie będzie groziło, żadna wojna, czy jeszcze nam nie zabrano Ziem Odzyskanych. (Władysław Gomułka)

Sierpniowy dramat sześćdziesiątego ósmego roku stanowi „zadrę moralną” – bez względu na nasze ówczesne poglądy i pełnione funkcje. Wciąż wraca więc pytanie o istotę tamtych wydarzeń. Ówczesne uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne, atmosfera podejrzliwości i wrogości między Wschodem i Zachodem, jej doktrynalna, nierzadko wsparta dezinformacją wykładnia zrobiły swoje. (gen. Wojciech Jaruzelski)

 

Przegląd politycznych wydarzeń w CSRS, głównie reform w strukturze KPCz, zmian w gospodarce i społeczeństwie skłania do kilku istotnych wniosków. Kierownictwo KPCz – podobnie jak PZPR w 1970 r. i latach 1980-1981, było poddane surowej i bezpardonowej krytyce sojuszników, nie mówiąc o „życzliwych podpowiedziach” Zachodu, co ma uznanie dziś, gdyż ustrój upadł. Zaś rzeczowe oceny przyczyn tego upadku zbywane są pokrętną falą nienawiści i oszczerstw, często ubieranych w kostium patriotyzmu i wolności. Mimo to, należy otwarcie powiedzieć – sytuacja PZPR była o wiele trudniejsza.

 

1968-1970

Spójrzmy na Grudzień 1970 r. Byłoby dużym uproszczeniem stwierdzenie, iż to wyłączny skutek „Praskiej Wiosny”. W części zapewne tak, jeśli idzie o żądania zniesienia cenzury, wprowadzenia swobód obywatelskich i praw człowieka, eksponowane przez środowiska inteligencji i kultury.

Istotą był podatny grunt – poparcie klasy robotniczej, wzburzonej fatalną decyzją o podwyżkach cen artykułów żywnościowych. Wyraziło się to niespotykaną dotąd w Polsce skalą strajków na Wybrzeżu. Zwrócę uwagę na reakcję ZSRR i CSRS. Mieczysław Moczar na posiedzeniu Kierownictwa Partii o godz. 12.00 17 grudnia przekazał informację, „że w Czechosłowacji wprowadzono pogotowie w milicji i bezpieczeństwie oraz rozpoczęło się przegrupowanie wojsk radzieckich w kierunku Polski”. Generał Wojciech Jaruzelski, oskarżony o sprawstwo kierownicze, zeznał przed Sądem – Byłem członkiem Rządu, Ministrem Obrony Narodowej. Jako profesjonalista wojskowy, miałem pełną świadomość, iż dalszy burzliwy rozwój wydarzeń, destabilizacja kraju nieuchronnie doprowadzi do interwencji czynnika zewnętrznego. Znamienna jest, znajdująca się w aktach sprawy relacja z wypowiedzi Władysława Gomułki na posiedzeniu w gronie kierowniczych w państwie osób, w dniu 17 grudnia o godz. 13.30. Zapis brzmi: „tow. Gomułka poinformował, że dzwonił do niego tow. Breżniew, pytając, jak wygląda sytuacja i czy nie ma obaw, że wydarzenia rozprzestrzenią się na cały kraj. Oświadczył, że się bardzo niepokoją, spać nie mogli całą noc. Zwrócił uwagę na szeroki zakres podwyżki cen. Pytał, jaka jest sytuacja w Wojsku i czy wystarczą nam własne środki dla przywrócenia porządku”. Pytania te, w realiach ówczesnego, podzielonego antagonistycznie świata, były logiczne i aż nadto czytelne. Na kolejnym spotkaniu Kierownictwa o godz. 18.00 Gomułka mówi „Jeśli zamieszki rozpoczną się w innych miastach, trzeba będzie użyć broni. W przeciwnym razie wejdą wojska radzieckie… Nasza sytuacja będzie jeszcze gorsza niż w Czechosłowacji. Generał tak skomentował przed Sądem te wypowiedzi i fakty – Nie należy je traktować w sposób uproszczony – w duchu „Ruscy” tylko marzyli o tym, aby do Polski wkroczyć. Dla nich byłby to także „czarny scenariusz”, chociaż w skrajnej sytuacji nieuchronny (Przed Sądem, Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2003). Zachęcam do tej lektury, choć finał Grudnia’70 jest znany.

Lata 1980-1981 w PZPR. Sprawa na ogół znana, więc skrótowo. W Kierownictwie Partii (BP, KC) istnieje tzw. reformatorskie skrzydło, na czele z Generałem. Opowiada się za zmianami w Partii, demokratyzacją życia politycznego i społecznego, reformą zarządzania gospodarką oraz pluralizmem związkowym i porozumieniem narodowym wokół żywotnych interesów Polski. Niektóre z tych działań są zbieżne z oczekiwaniami Solidarności, co jednak nie osłabia znanej skali żądań i siły wciąż wzniecanych strajków oraz odmowy współpracy z rządem, np. poparcia programu reform i apelu o 90 dni spokoju (luty 1981), fiasko Spotkania Trzech (listopad 1981). W Kierownictwie Partii (podobnie jak w KPCz) jest grupa działaczy, tzw. beton partyjny, nazywanych przez sojuszników „dobrymi towarzyszami”. Mają u nich okresowo rosnące poparcie i posłuch. Ich opinie o sytuacji wewnętrznej w Polsce są często argumentami za siłowym jej rozwiązaniem i w krytyce poczynań tandemu Kania-Jaruzelski. W samej PZPR funkcjonują tzw. struktury poziome, np. forum katowickie, kontestujące dość często decyzje i zalecenia centrali. W tych kwestiach warto sięgnąć po opinie – z dystansu czasu – prof. Hieronima Kubiaka, prof. Andrzeja Werblana, Stanisława Cioska i Stanisława Kani. Tu podam dwa charakterystyczne przykłady.

Pierwszy. Stanisław Kania w grudniu 1980 r. – I Sekretarz KC PZPR, po naradzie I sekretarzy partii w Moskwie, odbył rozmowę w cztery oczy z Breżniewem. Mówi: Zacząłem rozmowę bez żadnych wstępów odnoszących się do sytuacji, intencji, obaw czy prognoz. Uważałem, że nie jest to już potrzebne, że jasne jest wszystko. Powiedziałem, że wiemy o zamiarze interwencji, znana nam jest ogromna koncentracja wojsk i wystąpienie marszałka Wiktora Kulikowa o otwarcie naszych granic. Jeszcze raz podkreśliłem, że i my mamy surową ocenę tego, co dzieje się w Polsce, ale nic nie uzasadnia takiego kroku, jak interwencja. Trzeba się też liczyć – powiedziałem – z gwałtowną reakcją społeczną, wręcz powstaniem narodowym. Pójdą na czołgi młodzi chłopcy, jak w Powstaniu Warszawskim, z butelkami benzyny, popłynie morze krwi. Nawet gdyby przyszli do Polski sami aniołowie, to i tak muszą zostać krwawymi okupantami, i to na całe lata. Przypomniałem, że wrażliwość Polaków na suwerenność, na gwałcenie niepodległości nie ma równej w Europie. Wreszcie – interwencja sprawi, że w stosunkach między naszymi narodami przekreślone zostanie wszystko, co dotąd zbliżało, a więc i wspólnota walki z caratem, współdziałanie naszych ruchów rewolucyjnych i żywa pamięć o wspólnych walkach z hitleryzmem i zasługach Armii Radzieckiej w wyzwoleniu naszego kraju. Wróci wszystko, co tworzyło przepaść w stosunkach Polski z Rosją i Związkiem Radzieckim. I dalej: W odpowiedzi usłyszałem po chwili słowa, które chyba pozostaną we mnie na całe życie. Przytoczę je tak, jak brzmiały po rosyjsku: „No charaszo, nie wajdiom” i po pauzie: „A kak budiet usłażniatsia, wajdiom, wajdiom” I wreszcie: „No biez tiebia – nie wajdiom”. Leonid Breżniew dodał jeszcze coś o mojej osobistej odpowiedzialności. Rozmowa była zakończona. Rozstaliśmy się bez wymiany grzecznościowych słów, które zwykle padają przy pożegnaniach na tego typu spotkaniach. (S. Kania, „Zatrzymać konfrontację”, Wyd. BGW1991). I co Państwo myślicie o tym?

Drugi. Breżniew – jak zapamiętał Generał – „z naciskiem” nie zgadzał się z oceną sytuacji wewnętrznej w Polsce, jaką mu przedstawił na Krymie (sierpień 1981). Tu taka ciekawostka dla „lepiej wiedzących”, prawoskrętnych historyków i polityków, jaką usłyszałem od Generała w lipcu 2008 r. Breżniew uważał Solidarność za organizację na wskroś wrogą Polsce, ale też dostrzegał patriotyczne postawy Polaków, pracujących dla własnego kraju, życzliwie nastawionych do sąsiadów – ma się rozumieć głównie do ZSRR. Natomiast w Solidarności widział „samo zło”, nienawiść, podłość i wrogość – tych określeń używał często. Wprost naciskał, by tę kwestię „rozwiązać” (czytaj zlikwidować Solidarność) jak najszybciej, gdy nie jest za późno. Będziecie mieli z tym wiele problemów (bolszoj trud). Racje, które już wyłożyłem i częściowo powtórzyłem, nie trafiły do niego – pamiętał Generał. (to samo Andropow i Ustinow mówili Generałowi i Kani 3-4 kwietnia w Brześciu). Jak mówił mi Generał – był bezradny, nic sensownego nie przychodziło do głowy. Wreszcie, nie mając nic innego, sięgnął do naszej historii. Opowiedział Breżniewowi o liście biskupów polskich do niemieckich. Z tego powodu przez Polskę, przez PZPR, przeszła fala krytyki Kościoła, duchowieństwa, a biskupów i Prymasa w szczególności. Wówczas na jednym ze spotkań aktywu partyjnego, Władysław Gomułka stanął w obronie biskupów, m.in. mówiąc, że nie można ich posądzać o najgorsze, powiedział wprost – biskupi też są patriotami, list napisali w trosce o przyszłość Polski, która leży im na sercu. (przypomniał ten fakt Andrzej Werblan, jest w książce „Polska Ludowa”, autor Robert Walenciak). A przecież Stefan Wyszyński został uwięziony, gdy zlekceważono radę Ławrientija Berii. W rozmowie z Bermanem, żalącym się na problemy z Kościołem, odradzał stanowcze kroki wobec Prymasa (podobno miał powiedzieć – „po co wam wojna z Kościołem, macie inne problemy”). Prymas został uwięziony w dwa tygodnie po straceniu Berii. Po tym wywodzie – jak zapamiętał Generał, usłyszał: „No, No”, wreszcie trafiło, mógł podjąć „temat Solidarności” Mówił więc, że część działaczy terenowych i Kierownictwa oraz podstawowe środowiska członkowskie to ludzie pracy, też są patriotami i to w najlepszym rozumieniu tego słowa. Chcą Polski gospodarnej, nie politykierskiej, rozumieją sojusz ze Związkiem Radzieckim, pamiętają i cenią pomoc (tu podał znane fakty z okresu wojny i późniejsze, które Breżniew bardzo lubił słuchać, a wiedział to Generał z poprzednich rozmów). Oczywiście, potwierdził Breżniewa słowa, które wcześniej padły – są grupy, ogniska ekstremalne, które coraz bardziej nadają ton, są głośne, trzeba przyznać – narzucają sposób myślenia i działania w Związku, opartego głównie na żądaniach i strajkach. Każda krytyka postępowania władzy z ich strony pada na podatny grunt, ludzie chcą tego słuchać, dla nich to nowość, ma smak sensacji, wcześniej tego nie było. Tych ludzi trzeba zrozumieć, trzeba rozmawiać, wyjaśniać im. Wcześniej wydawało się Kierownictwu Partii, że klasa robotnicza jest uświadomiona. To było chciejstwo, dalekie od rzeczywistości. Powiedział, że w Solidarności są członkowie, aktywiści partii, którzy rozumiejąc emocjonalne podejście ludzi do krytyki, starają się tłumaczyć złożoność naszej sytuacji gospodarczej, w znacznej części związanej umowami z Zachodem, co uzależnia nas z uwagi na potrzebne nam dewizy (tu wspomniał o „dewizowym wsadzie” do statków, jakie budujemy dla ZSRR). Breżniew z sarkazmem wtrącił-dlatego tak nas „kochają” w Gdańsku. Powiedział, że rząd to widzi, podejmuje kroki na gruncie gospodarczym, znów wspomniał o radzieckich dostawach surowców, jakie są niezbędne, na co usłyszał – „no, padumajem”. Breżniew znał nasze potrzeby przestawione na piśmie. W toku dalszej rozmowy powiedział m.in., żeby je spełnić, muszą ograniczyć o 250 gramów dzienne dostawy chleba dla żołnierzy (szczegół ten, Generał kilkakrotnie przypominał później na spotkaniach, jako bolesny dla osobistego, żołnierskiego poczucia). Jakie stąd wyciągacie Państwo wnioski?

Podczas dyskusji panelowej w Redakcji „Gazety Wyborczej”, Generał tak tłumaczył ówczesne uwarunkowania. Ciążył nam czynnik zewnętrzny, ale nigdy nie wysuwam go na pierwszy plan. Rachunek sumienia trzeba zawsze zaczynać od siebie. Dziś osądzani są ci, którzy oddali władzę. A przecież – zarówno ówczesna władza, jak i ówczesna opozycja – powinni posypać głowę popiołem. W zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej, nasza polska bijatyka, była igraniem z ogniem. Rozmowy z przedstawicielami Kremla, były dla nich częstokroć badaniem skuteczności ich nacisku, dla nas – ich skłonności do interwencji. Było to wzajemne sondowanie, w jakimś sensie obustronna gra. Mieliśmy wciąż wrażenie, że jakieś karty mają ukryte. Jak to Państwu się podoba, co o tym myślicie?

 

Doktryna Breżniewa

Na wspomnianej naradzie w Warszawie (14-15 lipca), Leonid Breżniew wygłosił dość osobliwe przemówienie, którego cytowana część nosi nazwę „Doktryny Breżniewa”: Jeżeli realna stała się groźba przekształcenia partii komunistycznej Czechosłowacji w jakąś inną organizację – w partię socjaldemokratyczną czy drobnoburżuazyjną – to już godzi w interesy nie tylko komunistów czechosłowackich, nie tylko narodu czechosłowackiego, ale godzi w interesy całego systemu socjalistycznego, całego ruchu komunistycznego. Taki bieg wydarzeń mamy prawo rozpatrywać jako bezpośrednie niebezpieczeństwo dla światowych pozycji socjalizmu, niebezpieczeństwo dla wszystkich naszych krajów i próby przeciwstawienia się temu nie mogą być rozpatrywane jako ingerencja w sprawy wewnętrzne Czechosłowacji. Jest to wyraz naszego obowiązku internacjonalistycznego wobec całego światowego ruchu komunistycznego, wobec komunistów, mas pracujących Czechosłowacji. W obliczu postępującego niebezpieczeństwa odstępstw od socjalizmu w jednym z krajów wspólnoty socjalistycznej, nie możemy zamykać się w swoich mieszkaniach narodowych. Byłaby to zdrada interesów socjalizmu i komunizmu.

Przeczytajcie Państwo uważnie, raz jeszcze – tekst. Naiwnością byłyby pytania, kto Breżniewowi dał takie „prawo” rozpatrywania i interpretacji sytuacji w CSRS; przyjmowania na siebie takiego „obowiązku” i „ingerencji”. Od wielu lat nie brak krytyków „doktryny”, zarówno wśród polityków i naukowców. Jej podstawą, fundamentem był po II-ej wojnie światowej podział na strefy wpływów – USA i ZSRR, zadekretowany w Poczdamie. To była realność, często nawet dotkliwie odczuwalna przez kraje bloku. Można jej było nie lubić! W roku 1968 trzeba nam spojrzeć na Polskę, na Zachód z kierunku wschodniego. Co wówczas zobaczymy? Że Polska i sąsiednie kraje dla ZSRR stanowiły swego rodzaju pas ochronny przed inwazją NATO. Mówiąc wprost – tu, na tych terytoriach, spadałyby bomby i pociski rakietowe, jądrowych nie wykluczając, kosztem tubylczej ludności i jej majątku. Ktoś może dziś uznać ten wywód za śmieszny. Odpowiem krótko – niech zajrzy i poczyta strategie USA, NATO z lat 50-70 i zastanowi się, czy były to „propagandowe wybiegi” dla naiwnych Ruskich i dajmy na to Polaków, Czechów, czy założenia strategiczne na wypadek wojny – podkreślam – rzeczywistej. Niech każdy krytyk poczyta opisy ćwiczeń Bundeswehry czy innych armii NATO, w tym USA, prowadzonych na europejskich poligonach, a opisywanych w Wojskowych Przeglądach Zagranicznych z tamtego okresu. Niech się zastanowi jako Polak tu żyjący, a nie jako ślepy krytyk „komunizmu” w Polsce. Dlatego skuteczność tego „pasa”, głównie na kierunku zachodnim, czyli kraje: NRD, CSRS i Polska, miały dla ZSRR znaczenie priorytetowe. Z tym należało się bezwzględnie liczyć. Co to w praktyce dla nich oznaczało? Swoje żywotne interesy i racje stanu należało oceniać z punktu widzenia ZSRR. Inaczej mówiąc – patrzeć „oczami Moskwy”.

Filozofowie dowodzą, że nie jest sztuką patrzeć, ale widzieć. W tym przypadku, co na danym etapie historycznego rozwoju można uczynić dla siebie, nie wyrządzając sobie krzywdy. Dobitnie przekonały się o tym Węgry w 1956 r. i CSRS w 1968. Polska, uniknęła „krwawej nauki” w 1956 r. (Październik) i drugi raz w 1981 r. (stan wojenny). Było to możliwe dzięki mądrym rozmowom z przywódcami ZSRR, z sąsiadami; realnej ocenie zaistniałych sytuacji – „dziś i na jutro”; rozumnej argumentacji, bez kłamstwa i krętactwa, szczególnie dwóch osób – Władysława Gomułki i gen. Wojciecha Jaruzelskiego, ich najbliższych współpracowników, cechujących się wyobraźnią i myśleniem perspektywicznym. A czy dziś, w roku 100. lecia Odzyskania Niepodległości nie powinniśmy myśleć i patrzeć na Polskę „oczami” Brukseli, Berlina, Paryża, Waszyngtonu, Budapesztu, Pragi, Londynu – także Moskwy, Kijowa, Mińska? Z tych stolic „oglądać” teraźniejszość Polski i przewidywać jej przyszłość? Pomyślcie Państwo-zbliżają się wybory, czas decyzji.

Podczas spotkania intelektualistów z Michaiłem Gorbaczowem na Zamku Królewskim w Warszawie 14 lipca 1988 r., prof. Marcin Król zapytał gościa o zakres suwerenności Polski i czy doktryna Breżniewa jest nadal stosowana względem Polski i krajów sąsiadujących („Dziennik Trybuna” 6-8.08.2018). Proszę zwrócić uwagę – rok 1988: upłynęło 20 lat od inwazji na CSRS; trzeci rok rządzi Gorbaczow, wdrażana jest pierestrojka. Zaś w Polsce rok 1988: dwa lata po całkowitej amnestii więźniów politycznych (1986), powstaniu i działaniu Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa; rok po ogłoszeniu Planu Jaruzelskiego (1987), zaakceptowanego przez Układ Warszawski; jest po III pielgrzymce Papieża, podczas której w rozmowie z Generałem, dojrzewa myśl o porozumieniu z opozycją przy wspólnym stole. A jak silne są obawy nie tylko przecież Profesora, ale trzeba powiedzieć, że ludzi nauki, środowiska intelektualistów, także w Kierownictwie PZPR, stronnictw politycznych, nie wykluczam, że wśród rozsądnej grupy doradców podziemnej Solidarności. Gorbaczow wtedy nie odpowiedział na pytanie Profesora, przysłał list. Może Panowie Rafał Skąpski i Sławomir Tabkowski, sprawią Czytelnikom przyjemność poznania treści otrzymanej poczty. Zachęcam.

 

Refleksje Generała…

Zabierając głos na spotkaniach, w wywiadach, Generał podzielił się takimi myślami:

1. W 1968 roku nie rozumieliśmy niektórych posunięć „praskiej wiosny”. Przez lata współpracowaliśmy blisko, przyjaźnie z kierowniczą kadrą Czechosłowackiej Armii Ludowej. Minister Obrony gen, Bohumír Lomský i Szef Sztabu Generalnego, gen. Otokar Ritiż byli oficerami zawodowymi przedwojennej armii czechosłowackiej. W 1939 roku znaleźli się w Polsce, w legionie czechosłowackim. Później na terenie ZSRR w Korpusie gen. Ludwika Swobody. Była więc wspólnota frontowej drogi. Nagle, właśnie na wiosnę 1968, odeszli. Przyczyn nikt rzeczowo nie wyjaśnił.

2. O Dubčeku i postępowaniu przywódców czechosłowackich rozmyślałem, zwłaszcza pod koniec 1980 i w 1981 roku. Wiedząc, ile kosztowała ich słabość, przysięgałem sobie, że nigdy nie damy poznać po sobie, iż nie panujemy nad sytuacją. Dla przywódców czechosłowackich, interwencja stanowiła grom z jasnego nieba. Generał Svoboda mógł tylko wydać armii czechosłowackiej rozkaz nie opuszczania koszar i zachowania spokoju.

3. Wyciągnąłem z wydarzeń czechosłowackich dwa ważne wnioski. Pierwszy: nigdy nie wolno lekceważyć pierwszych ostrzeżeń. Drugi: kiedy powiedziano „a”, to należy oczekiwać, że wkrótce zostanie powiedziane „b”, a zaraz potem „c”. Nie zapomniałem tej lekcji. Nigdy. Tym bardziej wówczas, gdy sam znalazłem się po latach w bardzo zbliżonej, lecz znacznie bardziej niebezpiecznej sytuacji.

4. Historia nie daje prezentów. Wcześniej czy później, ale nieuchronnie, nagradza rozwagę i pracę, karze słabość i rozprzężenie…Nigdy nie wybacza błędów. Nie pozwala bezkarnie lekceważyć praw ekonomii. Ale obciąża winą także za „zły słuch”, za odrywanie się od nastrojów, od myśli i dążeń ludzi pracy.
Witając 25 stycznia 1990 r. Prezydenta Czech, Waclava Havla, m.in. powiedział:

5. Dziś również jestem winien Panu, jako najwyższemu reprezentantowi swego kraju słowa zadośćuczynienia w związku z wydarzeniem bliższym nam w czasie…Sierpniowy dramat sześćdziesiątego ósmego roku stanowi „zadrę moralną” – bez względu na nasze ówczesne poglądy i pełnione funkcje. Wciąż wraca więc pytanie o istotę tamtych wydarzeń. Ówczesne uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne, atmosfera podejrzliwości i wrogości między Wschodem i Zachodem, jej doktrynalna, nierzadko wsparta dezinformacją wykładnia zrobiły swoje.

Zeznając przed Sądem, jako oskarżony o wprowadzenie stanu wojennego – przytoczył fragment swojego oświadczenia przed SKOK, z 9 marca 1993 r., w brzmieniu: Wysuwany bywa argument, że nie było decyzji o interwencji (ZSRR, CSRS, NRD w Polsce – moje, GZ). Co więcej, jakoby wiedziano, że jej nie będzie. Na początku sierpnia 1968 roku, w Bratysławie, Dubczek wymieniając z Breżniewem przyjacielskie uściski, wiedział tyle samo. To, że decyzja w sprawie interwencji nie zapadła, nie jest żadnym odkryciem. Gdyby stało się inaczej, spotkalibyśmy się dziś nie przy tym stole, ale być może na seansie spirytystycznym. Tu taka ciekawostka. Na początku grudnia 1981 r. komendant czeskiej placówki granicznej w Cieszynie, przyjechał do polskiego komendanta WOP z osobliwą prośbą. By go zrozumiał – ze względu na wieloletnią przyjaźń ich rodzin, uzyskał zgodę swoich przełożonych, by mógł internować jego z rodziną w swoim domu. Poinformował go, kogo jeszcze ma internować spośród polskich władz terenowych („Przegląd”, grudzień 2016). Czy obok innych informacji, nie utwierdza to w przekonaniu, że decyzje wykonawcze były wtedy doprowadzone do najniższych szczebli w jednostkach CSRS, ZSRR i NRD, gotowych do wejścia z „bratnią pomocą”? Brak tylko było decyzji politycznej, komendy – naprzód. A Państwo co myślą?

Wydarzenia w CSRS związane z „Praską Wiosną” już w maju skłoniły władze ZSRR, po partyjno-państwowej naradzie z innymi krajami, w tym z Polską, do podjęcia politycznej decyzji o ew. zbrojnej interwencji. Wynikła stąd konieczność rozpoczęcia przygotowań w Śląskim Okręgu Wojskowym (ŚlOW), w tym ćwiczeń na mapach, dowódczo-sztabowych oraz z wydzielonymi wojskami, pk. „Szumawa” (18-30 czerwca, przedłużone do 10 lipca), pk. „Pochmurne Lato-68” (29-lipca-20 sierpnia) na terytorium CSRS. Nawiasem mówiąc, proszę sobie przypomnieć ćwiczenia wojsk ZSRR i Układu Warszawskiego (UW) w Polsce 1981 r.

Znany bieg zdarzeń spowodował, iż 20 sierpnia wydzielone siły UW do operacji „Dunaj” (ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii), weszły na terytorium CSRS (armia nie stawiała oporu). Dowódca 7 Armii Polowej USA w Europie gen. James Hilliard Polk na podstawie różnych źródeł uznał, że to operacja wojskowa „najwyższej klasy”, dobrze zorganizowana i skoordynowana, właściwie zamaskowana i szybka. Był to zmasowany pokaz potęgi militarnej ZSRR. Jakie – zdaniem Państwa – wynikają stąd wnioski dla Polski, gdyby nie stan wojenny?

Jednostki wydzielone ze ŚlOW: ok. 24,5 tys. żołnierzy, 640 czołgów i 450 dział, zajęły ok. 16 proc. terytorium CSRS (20 500 km kw.) i przebywały tam do 11 listopada 1968 r. W kilku wypadkach zginęło 10 żołnierzy. Za wyrządzone szkody materialne, Polska zapłaciła 8,7 mln. zł oraz 320 tys. koron za transport kolejowy, wykorzystany przez nasze jednostki podczas powrotu. Szkody w kraju – ok. 7 mln. zł, łącznie 15,7 mln. zł.. Władysław Gomułka ową decyzję polityczną tłumaczył dziennikarzom 21 sierpnia jako „niedopuszczenie do oderwania Czechosłowacji od obozu socjalistycznego, /…/ osłabienia Układu Warszawskiego”. Podkreślał, iż „niebezpieczeństwo ze strony niemieckiego rewanżyzmu i militaryzmu… wynika z istoty /…/ oficjalnej polityki rządowej RFN”. Oceniał, że „zagrożona była cała nasza południowa flanka, że imperializm chciał w pierwszym etapie osłabić pozycje socjalizmu w Czechosłowacji, aby w następnym etapie oderwać ją od obozu socjalistycznego /…/ Zmiana układu sił stworzyłaby niebezpieczeństwo dla pokoju w Europie, a pierwszymi ofiarami mogłyby stać się NRD i Polska”. Macie Państwo „mocne dowody” by ośmieszyć te poglądy?

 

Czego nauczyły nas wydarzenia w Czechosłowacji?

Na posiedzeniu DKP w Moskwie, 4 grudnia 1989 r. Michaił Gorbaczow zgłosił wniosek: „Jest okazja dla ogłoszenia wspólnego oświadczenia w sprawie 1968 r. Mamy tu projekt”. Po jego przeczytaniu Ceaușescu mówi: „Nie przyłączam się do tego oświadczenia. Jeśli mielibyście być konsekwentni, to trzeba byłoby wyprowadzić wojska radzieckie z Czechosłowacji”. Polska, ustami MSZ K. Skubiszewskiego, zgłosiła poprawkę by dopisać zdanie wykluczające interwencję wojsk Układu w przyszłości, ponieważ nie odpowiada ona zasadom. Zgadnijcie Państwo, kto zaprotestował – NRD, CSRS.

W tamtym uwarunkowaniu geopolitycznym, w prowadzonym wyścigu zbrojeń, którego głównym promotorem było USA, NATO (jeśli się nie podoba, proszę zobaczyć jak rozwijała się produkcja broni jądrowej w USA i ZSRR – to osobny i rozległy temat), Polska i sąsiednie kraje powinny były czynić wszystko, co możliwe, by zmniejszać napięcie polityczno-militarne na linii Wschód – Zachód, szukać form obniżenia zasobów arsenałów jądrowych i konwencjonalnych w Europie. Jednocześnie, na miarę możliwości politycznie zabiegać o terytorialne status quo w Europie. To było wówczas polską racją stanu, miarą politycznej wyobraźni i rozumu. A czy dziś w 2018 roku, te tezy straciły sens, praktyczne znaczenie?

8 września 1968 r. przy Stadionie Dziesięciolecia podpalił się Ryszard Siwiec (jest pomnik), na znak protestu wobec interwencji w CSRS. Był to wyraz solidaryzmu z takim czynem Jana Palacha, popełnionym wcześniej w Pradze. Co Państwo myślicie o naukach płynących dla polityków i parlamentarzystów z tych świadomie desperackich śmierci, przez minione 50 lat. Czy po blisko roku czasu, mogą Państwo wskazać przykład wpływu samopodpalenia Piotra Szczęsnego przed Pałacem Kultury i Nauki na decyzje obecnej władzy?

Nie udajmy naiwnych, swego rodzaju „historycznych dziewic”. Sięgnijmy do własnej pamięci, odświeżmy rozum, nie wstydźmy się. Nam, Polakom, w Polsce XXI w. – a przy okazji tej 50. rocznicy wejścia do CSRS i kolejnych rocznic stanu wojennego – rozum, rozsądek, głęboki namysł nad własną historią jest wciąż potrzebny. Idzie tu zarówno o obiektywną, oczywiście momentami bolesną prawdę, ocenę własnych błędów i pomyłek – podkreślam. O wychowanie młodego pokolenia – znów podkreślę – na tej właśnie prawdzie. By „lepiej wiedzący” nie zrobili z nas, naszych dzieci i wnuków, nowoczesnych plujów na Gomułkę, na Jaruzelskiego. Byśmy sami – po takiej lekcji „polityki historycznej” – nie pluli we własne życiorysy. By młode pokolenie – biorąc z nas przykład – potrafiło obiektywnie oceniać i wnioskować okres III RP, w interesie swoim i swoich następców. Bo taka jest nieubłagana logika Historii.

 

Operacja „Dunaj” – doświadczenia i wnioski dla Polski (część I)

Dla nas główną rzeczą jest to, aby… nie dopuścić do oderwania Czechosłowacji od obozu socjalistycznego, nie dopuścić do osłabienia Układu Warszawskiego, do zmiany układu sił w Europie, gdyż to wszystko godzi w nasze żywotne interesy. I my musimy widzieć i patrzeć nie tylko na dzień dzisiejszy, … nie tylko czekać na to, czy jutro, nawet może za parę miesięcy nic nam nie będzie groziło, żadna wojna, czy jeszcze nam nie zabrano Ziem Odzyskanych. (Władysław Gomułka)

Sierpniowy dramat sześćdziesiątego ósmego roku stanowi „zadrę moralną” – bez względu na nasze ówczesne poglądy i pełnione funkcje. Wciąż wraca więc pytanie o istotę tamtych wydarzeń. Ówczesne uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne, atmosfera podejrzliwości i wrogości między Wschodem i Zachodem, jej doktrynalna, nierzadko wsparta dezinformacją wykładnia zrobiły swoje. (gen. Wojciech Jaruzelski)

 

Kryptonim „Dunaj” radziecki Sztab Generalny nadał procesowi planowania użycia wojsk operacyjnych pięciu państw Układu Warszawskiego (ZSRR, Bułgarii, Polski, Węgier i NRD), które weszły na terytorium Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej (CSRS) 20 sierpnia 1968 r. Właśnie mija 50 lat. Wydarzenia i fakty, które poprzedziły wprowadzenie sojuszniczych wojsk oraz mające miejsce w Polsce po 1968 r., skłaniają do refleksji, wręcz do wyciągnięcia wniosków w aspekcie „naszych (polskich) żywotnych interesów”, jak określił to Władysław Gomułka – wówczas i z dystansu półwiecza. Pamiętacie Państwo określenie „Praska wiosna” i zawołanie „Polska czeka na swojego Dubčeka”? Zastanówcie się, przeczytajcie raz jeszcze z namysłem tytuł publikacji i te charakterystyczne wypowiedzi. Zachęcam Państwa do „przeniesienia się” myślą i wyobraźnią do 1968 r. w CSRS i Polsce.

 

„Praska wiosna”

Wydarzenia, określone przez polityków i dziennikarzy mianem „Praskiej wiosny”, poprzedziły wystąpienia studentów(grudzień 1967 r.), częściowo poparte przez intelektualistów. Były one swoistym echem podobnych wystąpień we Francji i NRF oraz w Polsce (u nas były chwilowo zdominowane tzw. problemem żydowskim), domagających się na Zachodzie większych swobód obywatelskich, reform gospodarczych i społecznych. Rozmowa Leonida Breżniewa z Antonínem Novotným (szef KPCz) niewiele miała wspólnego z rozważną oceną sytuacji, ani nie wskazała racjonalnych kierunków zmian.

Pewnego rodzaju odpowiedzią na te oczekiwania stały się uchwały Plenum KC Komunistycznej Partii Czechosłowacji (KPCz). Kto pamięta oficjalne nazwy partii sprawujących władzę w Bułgarii, Rumunii, ZSRR oraz na Węgrzech i w Polsce, u nas pogardliwie nazywanych „komunistami” – mówi to Państwu coś? Plenum, obradując w dniach 3-5 stycznia 1968 r. podjęło uchwałę o rozdzieleniu stanowisk prezydenta państwa i I Sekretarza KC, zwolniło z nich Antonína Novotnego oraz wybrało I Sekretarzem KC KPCz Alexandra Dubčeka. Zapowiedział rezygnację z kierowniczej roli partii oraz dyktatury proletariatu; utworzenie państwa federacyjnego (Czechy i Słowacja); reformę gospodarki, demokratyzację życia wewnętrznego, w tym przywrócenie wolności i praw obywatelskich, mniejszości narodowych, rehabilitację osób represjonowanych, ograniczenie cenzury. Zmiany te nazwano „socjalizmem z ludzką twarzą”(określenia tego użył Papież w rozmowie z Generałem na Wawelu, później również do niego nawiązywano). Z dzisiejszej perspektywy patrząc, można powiedzieć – słuszne decyzje. Przecież rozliczenia z przeszłością, po Październiku ‘56 przeprowadził Władysław Gomułka, Czesi po prawie 12 latach wzięli z nas przykład. „Poluzowanie” cenzury u nas było odczuwalne początkowo, później miało społecznie odwrotny skutek, „pomogły” tu ataki środowiska kultury. Podobnie z reformą zarządzania gospodarką (za chwilę), ze stosunkami państwo – Kościół, obciążonymi postawą duchowieństwa wobec zbrojnego podziemia (temat na inną okazję); skomplikowaną spuścizną stalinizmu. Ta została ponownie oceniona krytycznie, podczas różnych konferencji naukowych w 60. rocznicę Października.
Jednakże, sprawa kierowniczej roli partii i dyktatury proletariatu, dla całego obozu socjalistycznego stała się fundamentalną.

Dlaczego? Na tym oparta była cała struktura władzy i życia wewnętrznego państwa. Dziś można to zbyć uśmiechem, wzruszeniem ramion – ale nie do końca. Transformacja ustrojowa, w tym głównie gospodarki w Polsce, pozostałych krajach bloku po 1989 r., wykreśliła z pamięci i struktury społeczeństwa dyktaturę proletariatu czyli klasy robotniczej, jako pojęcie i „grupę zawodową”, zastępując np. klasą średnią, najemną, bezrobotną. Zwrócę uwagę na taką refleksję Danuty Waniek. W tekście „Polska na zakręcie” („DT” z 10-12.08.2018) m.in. pisze: Nikt tak nie zrobił polskiej klasy robotniczej w przysłowiowego konia, jak błyskawicznie udało się to na początku lat 90. kierownictwu NSZZ Solidarność! Jestem skłonna stwierdzić, że w tamtym oszustwie tkwią źródła dzisiejszego konfliktu politycznego. Czy klasa robotnicza nie „zapracowała” sobie na tę tezę Pani Profesor podczas porozumień sierpniowych (zaraz 37. rocznica) i w dekadzie lat 80? Oceńcie Państwo sami.

A kierownicza rola partii? Fakt, demokratyzacja życia politycznego wprowadziła zasadnicze i wiadome zmiany. Proszę pokazać kraj (poza Watykanem oraz Grenlandią, gdzie rządzi lód), czy partia która wygra wybory i obejmie władzę nie spełnia roli kierowniczej, swoistej „dyktatury”, jakby oględnie nie nazwać, np. w Polsce. Czy nie chce jej sprawować dłużej niż kadencję? Warto się zastanowić. Przed nami wybory, pomyślmy „historycznie” na jaką partię oddamy głos, by na własne życzenie nie być zawiedzionymi „nową dyktaturą”.

 

Właśnie gospodarka

Czesi zakładali reformę zarządzania gospodarką, opartą na kryteriach rynkowych oraz znacznej samodzielności zarządzania i aktywności przedsiębiorstw (ograniczenie centralnego planowania). Ponadto, reorientację handlu zagranicznego i współpracy gospodarczej z krajów RWPG, w tym głównie ZSRR, na kraje zachodnie.

Zachęcam Państwa Czytelników do takiej historycznej refleksji. Przecież wzorem tej gospodarczej części „Wiosny” poszedł Edward Gierek. Już 2 lata później, od 1971 r., kierując naszą „uwagę gospodarczą” właśnie na Zachód. I co? Za znanym aktorem chciałoby się powiedzieć: „byczo było!” Breżniew nie szczędził Gierkowi pocałunków, a niektóre rządy zachodnie wykładały przed nim czerwone dywany. Dostaliśmy kredyty. Przez 10 lat Polska została zadłużona na 23 mld dolarów USA. Były oprocentowane, zależnie które, na 18-20 proc. (tak mocno Zachód nas „pokochał”).
Prawie 30 lat żyjemy w kapitalistycznej Polsce, więc nie trzeba tłumaczyć, co to jest kredyt, oprocentowanie, pożyczka. Zachęcam do przeczytania tekstu pt. „Nie przepraszamy za PRL” („DT” z 1-2.08.2018), gdzie prof. Paweł Bożyk, promując swoją książkę „Apokalipsa według Pawła – jak zniszczono nasz kraj” (warto poznać jej treść), m.in. mówi, że na 1650 zakładów zbudowanych w okresie Gierka, w „dobrej Polsce” zniszczono 650. Wiodącą rolę w tym „dziele” spełnili uczeni, czego klasycznym przykładem zdaniem Bożyka są: prof. Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski i Wiesław Kaczmarek – uczący siebie jak „dobrze” prywatyzować (czytaj niszczyć) gospodarkę. Natomiast Eugeniusz Jakubowski mówił na konferencji zorganizowanej dla uczczenia 74 rocznicy „22 Lipca” o stratach w majątku przemysłowym i rolnym b. woj. koszalińskiego.

Nie mniej interesujący jest wywiad Andrzeja Ziemskiego z Pawłem Bożykiem („DT”, z 23-24.07.2017). Zachęcam, namawiam wręcz Państwa do przestudiowania książki „Transformacja”, prof. Grzegorza Kołodki, przedstawiającej ten proces na tle gospodarek innych państw. Wprost wierzyć się nie chce, jak doszło do tak piramidalnych błędów! A tak dla własnej ciekawości – porównajcie sobie Państwo jak dziś, w 2018 r. prezentuje się kondycja gospodarki i rolnictwa Czech – też po transformacji, a jak nasza. Nie będziecie żałować.

 

Sprawa granicy na Odrze i Nysie

Władysław Gomułka, zaniepokojony oficjalnymi doniesieniami z Pragi oraz różnymi komentarzami zachodnich rozgłośni radiowych, 7 lutego 1968 r. spotkał się w Ostrawie z Alexandrem Dubčekiem. Liczył na rzeczowe wyjaśnienie istoty zapowiadanych zmian oraz ostrzegał przed rewizjonizmem. Usłyszał znane formuły z teorii marksizmu, bagatelizowanie kwestii bezpieczeństwa Polski widzianej przez pryzmat najazdu hitlerowskiego z południa w 1939 r. oraz kwestii granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Dziś można zapytać – skąd takie obawy? Otóż, wspomniane rozgłośnie już zaczynały sugerować wyjście CSRS z bloku, w tym z Układu Warszawskiego.

Wprawdzie Dubček i współpracownicy mówili Gomułce znane zwroty – dziś powiedzielibyśmy slogany – o trwałej przyjaźni i jedności, także „blokowej”, zaprzeczali domysłom zachodnich radiostacji, ale nie przekonali. Wręcz przeciwnie, Gomułka utwierdził się w obawach.

Ktoś, z młodszego pokolenia Polaków może zapytać – o co szło, na czym polegało to w praktyce? Skrótowo odpowiem. O nienaruszalność granicy na Odrze i Nysie, o nasze Ziemie Odzyskane. Mocą traktatu w Poczdamie z 1945 r. były nam „dane w administrowanie”, a ziomkostwa niemieckie wciąż przypominały o ich „niemieckości”. Kraje Zachodu nie miały zamiaru ostatecznie tego uregulować po myśli Polski. (fragmentarycznie ją podnosiłem w poprzednich publikacjach). Gwarancja nienaruszalności przez ZSRR (nie tylko Gomułka miał wątpliwości do jej wiarygodności) czyniła z nas „zakładnika” Kremla. Granica stała się „kartą przetargową” od 1949 r., gdy NRF zaczęła już podnosić kwestię zjednoczenia Niemiec. Kanclerz Konrad Adenauer eksponował ją podczas wizyty Nikity Siergiejewicza Chruszczowa w NRF, który po temu czynił różne obiecujące gesty, co Gomułka uważnie śledził i analizował. Pamiętał zdjęcie Adenauera w krzyżackim płaszczu(marzec 1958 r.), jego konsekwentnie wrogi stosunek do Polski, czym wywołał u nas „alarm”. (Radio Wolna Europa uznało to za „wymysł komunistycznej propagandy”). W sprawie zjednoczenia i kwestii granicy, Gomułka jasno wypowiedział się 12 września 1967 r. w Sejmie, odpowiadając na koncepcję „Europy od Atlantyku po Ural”, którą sondował gen. de Gaulle, składając wizytę w Polsce. Wtedy to przeprosił Polaków, że Francuzi „nie chcieli umierać za Gdańsk”. W Zabrzu wygłosił pamiętne słowa: „Niech żyje Zabrze najbardziej polskie z polskich miast, najbardziej śląskie ze śląskich miast”. Słowa te, nasza władza odczytała jako jednoznaczne opowiedzenie się Francji za polską zachodnią granicą na Odrze.

Władysław Gomułka wiele razy na różnych wiecach i spotkaniach mówił „nie ma problemu granicy zachodniej, jest tylko problem pokoju”. „Nie ma problemu wojny, jest problem pokoju” – starsze pokolenie Polaków powinno to pamiętać, choćby z lat szkolnych. Pamiętacie Państwo Polski Komitet Obrońców Pokoju?

Czy „coś takiego” istnieje obecnie w demokratycznej Polsce, a może nie jest już potrzebne, pomyślcie. Traktat podpisany przez Willego Brandta i Józefa Cyrankiewicza w Warszawie 7 grudnia 1970 r. regulował tę sprawę tylko między NRF i Polską. W 15-lecie tego Traktatu Willy Brandt składał wizytę w Polsce. Podczas jednej z rozmów, pytając Generała o tę kwestię, wspomniał, iż interwencja w CSRS była dla Brandta jednym z istotnych sygnałów za słusznością „Realpolitik” i rozwiązaniem jej na gruncie Poczdamu – to pod rozwagę różnym krytykom. Zaś wybrzydzających na cytowaną wyżej wypowiedź jako „obronę Gomułki i komunizmu” – zachęcam. Niech wysilą mózg i wyobrażą sobie kształt terytorialny Polski bez Ziem Odzyskanych, tj. ok.100 tys. km. kw. mniej. Niech pomyślą – łatwo krytykować decyzje polityczne, mając mizerne pojęcie o odpowiedzialności za państwo – opartej także na przewidywaniu przyszłości jako następstwie podjętej lub zaniechanej decyzji.

 

Partyjne rozmowy, listy…

Wydarzenia w Czechosłowacji od momentu upadku Antonína Novotnego (styczeń 1968 r.), Plenum KPCz i wystąpienia Dubčeka, były uważnie śledzone i oceniane przez partie obozu socjalistycznego. Zdecydowanie krytyczne analizy i oceny – z jednej strony nie trafiały do przekonania Czechom, z drugiej, niezbyt sensownie były przez nich wyjaśniane. Dla przykładu – podczas spotkania w Dreźnie (23 marca), szefowie partii z ZSRR, Polski i NRD ocenili sytuację u południowego sąsiada jako „kontrrewolucję”. Obecni Czesi nie przedstawili racjonalnych argumentów ani uzasadnienia wprowadzanych zmian w życiu partii (KPCz) oraz państwa. Zapewnienia o lojalności przyjmowano jako puste słowa. Podobnie było w Moskwie (8 maja). János Kádár po wysłuchaniu i ocenie racji CSRS, był przeciw stosowaniu określenia „kontrrewolucja”. Ostra dyskusja niewiele zmieniła. Wyjaśnienia Czechów były rozbieżne z ocenami ich czynów. Cóż, że nieustannie powtarzali „dogmatyczne zaklęcia” marksizmu, zapewniali o jedności i przyjaźni. Ale procesy rozłamowe w partii, wspierane przez ośrodki zachodnie oraz pogłębiający się chaos i dezorientacja ideowa, polityczna społeczeństwa, wciąż narastała.

Robotnicy, choć byli za reformami, nie tworzyli odrębnych związków zawodowych, a pojawiające się grupy protestu, mimo poparcia Zachodu nie uzyskiwały szerszych wpływów. A co robili nasi robotnicy w 1970 r., w latach 1980-81, w dekadzie lat 80.? Pamiętacie Państwo? Natomiast coraz wyraźniej uwidaczniało się rozchwianie i dezorientacja w samej KPCz.

Kolejne spotkanie – w Warszawie (14-15lipca). Sojusznicy informowali szefów partii, że oficerowie Bundeswehry jako turyści po cywilnemu penetrują obszary CSRS, że znaleziono ukryte, tajemnicze magazyny broni. Stąd surowe oceny, szczególnie Breżniewa, Ulbrichta, Żiwkowa, Gomułki, nieco stonowane – Kádára i Ceaușescu. Wyjaśnienia Czechów – podobne do poprzednich, byli zagubieni, mieli poczucie „oblężonej twierdzy”. Aprobowali niektóre pomysły „uzdrowienia partii”, bronili „racje” podsuwane przez zachodnie rozgłośnie. Przywódcy partii, widząc niewielki skutek rozmowy, skierowali list, utrzymany w tonie ultymatywnym, nazywając m.in. KC KPCz „wrogami socjalizmu”.

Spotkanie 29 lipca w Czernej nad Cisą (Breżniew-Dubček), potwierdzało pogubienie się Dubčeka, choć nie szczędził partyjnych sloganów. Odpowiedzią na list było zaproszenie przywódców na dwustronne rozmowy. Zaś znaną mu zapowiedź wejścia wojsk sojuszniczych nie potrafił rozsądnie odeprzeć.

Za 5 dni (3 sierpnia) – kolejna narada w Bratysławie, z udziałem pozostałych partii. Ceaușescu jest przeciw skrajnie surowej ocenie sytuacji w CSRS. „Czułe” uściski Breżniewa z Dubčekiem nie zapowiadają najgorszego. Komunikat prasowy z narady głosił, że uczestniczące partie „nie pozwolą nigdy i nikomu wbić klina między socjalistyczne państwa, podważyć podstaw socjalistycznego rozwoju społecznego”. Wypowiedź prezydenta Jugosławii, Josipa Broz Tito dla arabskiej gazety z 20 lipca jest dość znamienna: Nie wierzę, by w Związku Radzieckim byli tak krótkowzroczni ludzie, którzy zdecydowaliby się na politykę siły dla rozwiązania wewnętrznych problemów Czechosłowacji. Trudno też ustalić, czy szef KPCz wiedział, że zachodnie radiostacje na początku sierpnia –mówiąc oględnie – „imputują” CSRS, że chce wyjść z Układu, wspólnie z Jugosławią i Rumunią utworzyć Małą Ententę, a poparcie już zgłosiła NRF. A może była to faktyczna a nie „podrzucona” prawda, zaś obaj rozmówcy woleli o tym milczeć. To zmieniałoby obraz sytuacji w bloku wschodnim.

Jest tu właściwy moment, by powiedzieć o „zabójczej” dla Czechów „robocie” Radia Svoboda i Wolna Europa, w mniejszym stopniu Głosu Ameryki. Nie zapominajmy, że trwała – jak określił Generał – „atmosfera podejrzliwości i wrogości między Wschodem i Zachodem”. Do tego – trzeba wyraźnie powtórzyć – wrogość i podejrzliwość wobec Zachodu w naszym obozie była doktrynalną regułą. Zapytajmy „szczerze do bólu” – czy Zachód nie dawał po temu żadnych powodów?

„Wykładnia” tej doktryny – jak mówi Generał – „nierzadko wsparta dezinformacją zrobiły swoje.” Półwiecze od tych wydarzeń, jest właściwym czasem, by przypomnieć treści i rady sączone nie tylko do CSRS, ale także Polski i innych krajów. To byłaby niezwykle pouczająca lektura, nie tylko dla „prostolinijnych polityków”, głównie dla racjonalnie myślących milionów Polaków.
Kolejne spotkanie przywódców ZSRR, Polski, NRD, Węgier i Bułgarii – 18 sierpnia w Moskwie. Informacja Breżniewa o sytuacji w CSRS jest druzgocąca. Omówił też dokument 9 komunistów czechosłowackich, proszących o interwencję. Podpisze go więcej osób i zostanie „opublikowany rano 21 sierpnia, kiedy nasze wojska rozpoczną akcję”, oznajmił.
Znacie Państwo podobny pomysł u nas?

 

Część II w następnym wydaniu.