Wyniki 2. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 2. kolejki:
Stal Mielec – Górnik Zabrze 0:2

Gole: Paweł Bochniewicz (36), Alasana Manneh (47). Żółte kartki: Kościelny, Tomasiewicz – Sobczyk, Wiśniewski.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 3420.
Zagłębie Lubin – Warta Poznań 1:0
Gol: Damjan Bohar (88). Żółte kartki: Wójcicki, Jończy, Żubrowski – Kuzimski. Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk).
Widzów: 2486.
Lechia Gdańsk – Raków Częstochowa 1:3
Gole: Omran Haydary (45) – Marcin Cebula (46), Vladislavs Gutkovskis (55, 76).
Żółte kartki: Sopoćko, Nalepa, Kuciak, Fila – Gutkovskis. Czerwona kartka: Nalepa (39. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 5424.
Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 1:3
Gole: Mariusz Pawelec (40 samobójcza) – Robert Pich (17 karny), Waldemar Sobota (85 karny). Żółte kartki: Szot – Puerto, Celeban. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 5044
Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok 1:2
Gole: Tomas Pekhart (60) – Jakov Puljić (19), Jesus Imaz (28).
Żółte kartki: Camara – Sobczak.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 9109.
Lech Poznań – Wisła Płock 2:2
Gole: Mikael Ishak (56), Jakub Kamiński (68) – Mateusz Szwoch (17 karny), Patryk Tuszyński (88 karny). Żółte kartki: Szwoch, Michalski, Uryga (Wisła).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 8226.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Cracovia 2:2
Gole: Karol Danielak (16), Aleksander Komor (58) – David Jablonsky (45), Tomas Vestenicky (81). Żółte kartki: Mroczko, Biliński, Ubbink (Podbeskidzie).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 4308.
Piast Gliwice – Pogoń Szczecin 0:1
Gol: Alexander Gorgon (66).
Żółte kartki: Lipski, Świerczok, Huk – Frączczak, Smoliński, Matynia.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2578.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

Górnik 2 6 6:2
Śląsk 2 6 5:1
Zagłębie 2 6 3:1
Jagiellonia 2 4 3:2
Raków 2 3 4:3
Legia 2 3 3:3
Pogoń 2 3 2:2
Lechia 2 3 2:3
Wisła P. 2 2 3:3
Lech 2 1 3:4
Podbeskidzie 2 1 4:6
Wisła K. 2 1 2:4
Stal 2 1 1:3
Warta 2 0 0:2
Piast 2 0 0:3
Cracovia 2 -1 4:3

48 godzin sport

Kolejne rezygnacje z US Open
Dwie czołowe tenisistki – piąta w światowym rankingu Ukrainka Jelina Switolina i siódma Holenderka Kiki Bertens – ogłosiły w piątek rezygnację z wielkoszlemowego turnieju US Open, który w Nowym Jorku ma się rozpocząć 31 sierpnia. To kolejne liczące się zawodniczki, które ze względu na pandemię koronawirusa nie zdecydowały się wybrać do Stanów Zjednoczonych. Wcześniej podobną decyzję podjęły m.in. liderka klasyfikacji tenisistek Australijka Ashleigh Barty czy Rosjanka Anastazja Pawliuczenkowa.

Kobieta w męskim zespole
Holenderska Federacja Piłkarska (KNVB) wyraziła zgodę na grę Ellen Fokkemy w męskim zespole piłkarskim. To precedensowa decyzja. Ellen Fokkema ma 19 lat i do tej pory grała w mieszanej drużynie juniorskiej IV-ligowego klubu VV Foarut. W Holandii piłkarki do lat 19 mogą występować w zespołach mieszanych, ale później muszą jednak zdecydować, czy chcą dalej grać w kategorii B, czyli mieszanej, czy kobiecej. O grze w zespołach męskich dotąd nie było mowy. Ale teraz ta sytuacja może się zmienić, jeśli Fokkema w rywalizacji z mężczyznami. „KNVB wspiera różnorodność i równość. Uważamy, że w piłce nożnej powinno być miejsce dla wszystkich, którzy chcą grać. Doświadczenie pokaże, jak to zadziała” – powiedziała Art Langeler, dyrektor ds. Rozwoju piłki nożnej holenderskiej federacji piłkarskiej.

Głowacki na gali z Joshuą
Walka Anthony’ego Joshuy (23-1, 21 KO) z Kubratem Pulewem (28-1, 14 KO) odbędzie się 5 lub 12 grudnia. Na tej samej gali ma dojść do potyczki Lawrence’a Okolie (14-0, 11 KO) z Krzysztofem Głowackim (31-2, 19 KO) o wakujący tytuł mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBO. Jeśli do imprezy dojdzie, dla naszego pięściarza będzie to powrót do ringu po półtorarocznej przerwie i kontrowersyjnej porażce z Mairisem Briedisem. Ponieważ Łotysz nie zgodził się na rewanż, Polak zyskał prawo do stoczenia walki o wakujący pas World Boxing Organization w limicie 90,7 kilograma z drugim w rankingu Okolie. Przypomnijmy, że Głowacki już dwukrotnie zdobywał mistrzowski pas federacji WBO. Gala w Londynie ma się odbyć w hali O2 Arena.

Ćwierćfinały w Lidze Europy
Wyniki 1/8 finału:FC Kopenhaga – Istanbul Basaksehir 0:1 i 3:0, Szachtar Donieck – VfL Wolfsburg 2:1 i 3:0, Manchester United – LASK Linz 5:0 i 2:1, Bayer Leverkusen – Glasgow Rangers 3:1 i 1:0, Wolverhampton Wanderers – Olympiacos Pireus 1:1 i 1:0, FC Basel – Eintracht Frankfurt 3:0 i 1:0. FC Sevilla – AS Roma 2:0, Inter Mediolan – Getafe 2:0 (w tych meczach dezycja UEFA o awansie rozstrzygnęło tylko jedno spotkanie rozegrane na neutralnym stadionie). Dalsza rywalizacja toczyć się będzie w formule turniejowej w Duesseldorfie, Duisburgu, Kolonii i Gelsenkirchen. Mecze ćwierćfinałowe zostaną rozegrane 10 i 11 sierpnia. Zestaw par: Inter – Bayer, Manchester United – FC Kopenhaga, Wolverhampton – FC Sevilla, Szachtar – FC Basel. Półfinały odbędą się 16 i 17 sierpnia, a finał 21 sierpnia w Kolonii.

Świątek pokonała Pliskovą
Iga Świątek pokonała trzecią w światowym rankingu czeską tenisistkę Karolinę Pliskovą 6:1, 6:7(11), 10:4 (super tie-break). Mecz odbył się w ramach pokazowego turnieju Tipsport Elite Trophy w Pradze. Dla Świątek, która jest sklasyfikowana na 49. miejscu w rankingu WTA, wygrana z zawodniczką z pierwszej trójki rankingu WTA to znaczący sukces.

Rekord w biegu godzinnym
Norweski biegacz Sondre Nordstad Moen w miniony piątek ustanowił nowy rekord Europy w biegu godzinnym. Lekkoatleta dokonał tego wyczynu na stadionie w Kristiansand – w ciągu 60 minut pokonał dystans 21 131 metrów. Poprzedni rekord należał od maja 1976 roku do Holendra Josa Hermensa i wynosił 20 944 m. Rekord świata natomiast dzierży Etiopczyk Haile Gebrselassie, który w godzinę przebiegł 21 285 metrów.

Zenit lepszy od Lokomotiwu
Lokomotiw Moskwa z Grzegorzem Krychowiakiem i Maciejem Rybusem w składzie przegrał 1:2 z Zenitem Petersburg w rozegranym w miniony piątek meczu o Superpuchar Rosji. Dla zwycięskiej drużyny gole strzelili Artiom Dziuba i Magomied Ozdojew, a dla pokonanych Vedran Corluka. Obaj nasi piłkarze rozegrali po 90 minut.

Tragiczna śmierć żużlowca
W wieku 47 lat zmarł znany przed laty rosyjski żużlowiec Siergiej Jeroszyn. Polkim kibicom „czarnego sportu” dał się poznać startując w latach 2000-2002 w zespołach Śląska Świętochłowice oraz KKŻ Krosno. Przyczyny jego śmierci nie podano.

Kontuzja trenera PSG
Thomas Tuchel, niemiecki trener piłkarzy Paris Saint-Germain przygotowujących się do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, doznał skręcenia lewej kostki i pęknięcia piątej kości śródstopia – poinformował francuski klub. 46-letni Tuchel urazu nabawił się podczas „zajęć sportowych” w czwartek, a jego szczegóły stały się jasne po piątkowych badaniach. Paryski klub zapewnił jednak w oświadczeniu, że kontuzja szkoleniowca ‚nie wpłynie na jakość przygotowań drużyny do środowego meczu w Lizbonie w ćwierćfinale LM z Atalantą Bergamo”.

Wirus w argentyńskiej lidze
Dziesięciu piłkarzy argentyńskiej ekstraklasy (Primera Division) ma pozytywne wyniki testów na koronawirusa przeprowadzonych w związku z rozpoczęciem treningów przed wznowieniem sezonu. Przypadki zakażenia SARS-CoV-2 odnotowano wśród piłkarzy River Plate, Independiente, Godoy Cruz, Argentinos Juniors, Patronato i Newell’s Old Boys. W najwyższej klasie rozgrywek występują 24 ekipy. Rozgrywki najwyższej klasy w Argentynie zostały przerwane pięć miesięcy temu z powodu pandemii. W tabeli po 23 kolejkach prowadziła drużyna Boca Juniors (48 pkt), przed River Plate (47). W poniedziałek część zespołów ekstraklasy i 2. ligi ma wznowić treningi w grupach po sześciu zawodników.

Trudny czas dla polskich drużyn

W utworzonym na podstawie wyników oficjalnych rozgrywek klubowych rankingu UEFA, obejmującym sezony od 2015/2016 do 2019/2020, polska piłka klubowa znalazła się na 29. miejscu, najniższym w historii. Niestety, w najbliższej przyszłości lepiej nie będzie.

Na szczęście, krajowe rozgrywki zakończyły się rozstrzygnięciami optymalnymi pod względem szans polskich zespołów w rozgrywkach europejskich. Mistrzem Polski została Legia Warszawa, która będzie rozstawiona w pierwszej i drugiej z 4 rund eliminacji Ligi Mistrzów ( w pierwszej rundzie eliminacji rozstawiony byłby również Lech), Lech Poznań będzie rozstawiony w pierwszej i drugiej z 4 rund eliminacji Ligi Europy, żadna inna polska drużyna nie byłaby rozstawiona w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy. Zdarzyło się kilkakrotnie, że mistrz Polski nie był rozstawiony w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, nigdy jednak nie zdarzyło się, aby polski klub znalazł się w tzw. dolnym koszyku podczas losowania par pierwszej rundy eliminacji Pucharu UEFA lub Ligi Europy. Tymczasem już w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy będzie można trafić na tak mocne zespoły jak APOEL Nikozja, Malmoe, Partizan Belgrad, Steaua Bukareszt, Maribor, Hapoel Beer Szewa, Rosenborg, Apollon Limassol. Jeżeli Legia znajdzie się w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów i pokona wyżej notowanego zapewne przeciwnika, to zagwarantuje sobie, że w najgorszym wypadku zagra w fazie grupowej Ligi Europy. Jeżeli nawet Legia w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów przegra, awansuje do czwartej, ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy i będzie rozstawiona podczas losowania.
Gdyby nie spowodowane przez pandemię opóźnienie rozgrywek europejskich sezonu 2019/2020, zakończyłyby się one przed rozpoczęciem eliminacji rozgrywek europejskich sezonu 2020/2021. Przy wygraniu Ligi Europy przez klub, który w krajowych rozgrywkach zapewnił sobie awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów kolejnego sezonu (Sevilla, Manchester United, Inter Mediolan, Szachtar Donieck, Istanbul), Cracovia jako zdobywca Pucharu Polski zakwalifikowałaby się bezpośrednio do drugiej rundy eliminacji Ligi Europy. Z drugiej strony, jeśli w Lidze Mistrzów zwycięży klub, który w krajowych rozgrywkach zapewnił sobie awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów kolejnego sezonu (a od sezonu 1997/98, kiedy to w Lidze Mistrzów zaczęło grać więcej zespołów z państw zajmujących kilka najwyższych miejsc europejskiego rankingu, nie zdarzyło się tak tylko raz), Ajax Amsterdam awansuje bezpośrednio do fazy grupowej Ligi Mistrzów, zaś Slavia Praga oraz ewentualnie Olympiakos Pireus (zależy to od wyników 1/8 finału Ligi Mistrzów sezonu 2019/20) zostaną przesunięte z trzeciej do czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Jeżeli w pierwszej i drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów odpadną co najmniej 3 z 6/7 klubów mających więcej punktów rankingowych od Legii Warszawa (Celtic Glasgow, Astana, Łudogorec Razgrad, Young Boys Berno, Crvena Zvezda Belgrad, Qarabag Agdam oraz Dinamo Zagrzeb, jeśli nie zostanie przesunięte z drugiej do trzeciej rundy eliminacji), to Legia będzie rozstawiona w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.
UEFA poinformowała, że kluby, które nie poinformują o restrykcjach w podróżowaniu obowiązujących w ich krajach, zostaną ukarane walkowerami, jeśli z tego powodu nie dojdzie do meczu w kwalifikacjach europejskich pucharów. Przed losowaniem każdego etapu rywalizacji UEFA będzie publikowała listę znanych jej restrykcji w podróżowaniu między krajami. Kluby najpóźniej 48 godzin przed losowaniem muszą poinformować o ewentualnych innych obowiązujących obostrzeniach. Runda wstępna Ligi Mistrzów 2020/2021 rozpocznie się 8 sierpnia, a 20 sierpnia zacznie się rywalizacja w Lidze Europy.
Wszystkie rundy kwalifikacji, poza ostatnią w Lidze Mistrzów, odbędą się w formie jednego spotkania. UEFA poinformowała także, że klub-gospodarz, który zostanie skojarzony z drużyną niemogącą do niego przyjechać, będzie zobowiązany do znalezienia odpowiedniego obiektu na neutralnym terenie. Jeśli tego nie zrobi, zostanie ukarany walkowerem.

Nie będzie finału LM w Stambule?

Zdumiewającą informację zamieścił dziennik „New York Times”. Powołując się na swoje źródła w Komitecie Wykonawczym UEFA amerykański dziennik podał, że jeśli odbędzie się w tym roku finał Ligi Mistrzów, to raczej nie w Stambule. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść 17 czerwca.

Pierwotnie dwie najlepsze drużyny obecnej edycji Ligi Mistrzów miały zmierzyć się w finale zmagań 30 maja w Stambule, a trzy dni wcześniej planowano rozegrać w Gdańsku finał Ligi Europy. Rozgrywki w obu tych europejskich pucharach zostały jednak jak powszechnie wiadomo przerwane w połowie marca z powodu wybuchu pandemii koronawirusa. Władze UEFA chcą je dokończyć, ale w tej chwili priorytet mają rozgrywki w krajowych ligach. Dokończenie rywalizacji w Lidze Mistrzów i Lidze Europy planuje się w momencie, gdy już wszystkie ligi, które nie ogłosiły zakończenia rozgrywek, dokonają ich restartu. Finałowe mecze natomiast UEFA chce zorganizować w dniach 27 i 29 sierpnia. Okazuje się jednak, że o ile z Gdańskiem jako gospodarzem finału Ligi Europy nie ma problemów, to Stambuł jako arena finału Ligi Mistrzów nie jest już jedyną opcją. Hiszpańskie media wcześniej spekulowały, że działacze UEFA mają problem w porozumieniu się ze stroną turecką i rozważają zmianę gospodarza meczu finałowego. Ponoć rozważano już kandydaturę Lizbony, lecz „NYT” twierdzi, że więcej opcji jest branych pod uwagę. Rozpatruje je powołana w tym celu specjalna grupa robocza, składająca się z przedstawicieli wszystkich lig i klubów. Potwierdził to nawet rzecznik prasowy UEFA.
Ostateczna decyzja ma zapaść 17 czerwca, bo na ten dzień zaplanowane jest posiedzenie Komitetu Wykonawczego UEFA.

Euro 2020 dopiero za rok

Zgodnie z oczekiwaniami UEFA po wtorkowej naradzie z krajowymi federacjami przeniosła mistrzostwa Europy na przyszły rok. Priorytetem będzie teraz dokończenie rozgrywek krajowych oraz w Lidze Mistrzów i Lidze Europy.

Jeszcze kilka dni temu prezydent UEFA Aleksander Ceferin zapewniał, że turniej Euro 2020 odbędzie się w zaplanowanym terminie i że rozpocznie się 12 czerwca 2020 roku meczem otwarcia w Rzymie. Mocno tą absurdalna wypowiedzią się skompromitował, bo w tym momencie koronawirus był już obecny we wszystkich dwunastu krajach w których miały być rozgrywane mistrzostwa, a we Włoszech przeobraził się już w pandemię. Niemal wszystkie kraje w Europie wprowadziły obostrzenia na swoich granicach, wprowadza się wszędzie zakazy zgromadzeń, wręcz nakazuje ludziom siedzenie w domach, a tu poważny zdawałoby się człowiek, szef jednej z największych na naszym kontynencie organizacji sportowych, wyjeżdża publicznie z takim absurdalnym tekstem. Wizerunkowo Ceferin mocno stracił, ale na szczęście nie od niego tylko zależała decyzja.
Podczas wtorkowej wideokonferencji z udziałem przedstawicieli wszystkich 55 zrzeszonych w UEFA federacji krajowych zapadła decyzja o przeniesieniu finałów mistrzostw Europy na przyszły rok. Nowy termin to 11 czerwca – 11 lipca 2021. Ta decyzja wymusiła kolejne. I tak: zaplanowane na marzec tego roku mecze towarzyskie oraz baraże o cztery ostatnie miejsca w stawce 24 finalistów mistrzostw Europy zostały przełożone na czerwiec tego roku. Ponadto postanowiono, iż zaplanowane na czerwiec 2021 roku mecze eliminacyjne do mistrzostw świata 2022 zostaną rozegrane w innym terminie, podobnie jak zaplanowane także w tym terminie finały Ligi Narodów, mistrzostwa Europy drużyn do lat 21, mistrzostwa Europy kobiet. Kluby zobligowano do zwalniania swoich zawodników na wszystkie mecze reprezentacji narodowych wyznaczone w nowych terminach.
Poczyniono też istotne ustalenia w sprawie zawieszonych z powodu epidemii koronawirusa rozgrywek klubowych. Postanowiono, że jeśli sytuacja epidemiologiczna na to pozwoli, wszyscy podejmą maksymalne wysiłki, że rywalizacja ligowa i pucharowa została dokończona w nieprzekraczalnym terminie do 30 czerwca tego roku. Dla ułatwienia realizacji tego zadania UEFA zniosła ekskluzywności terminów dla poszczególnych rozgrywek, dzięki temu ligi krajowe będą mogły być rozgrywane w środku tygodnia, a mecze w europejskich pucharach w trakcie weekendów. Na wznowienie rozgrywek krajowych lig, Ligi Mistrzów i Ligi Europy przewidziano 14, 21, 28 kwietnia oraz 3 i 15 maja. W zależności od tego, w którym z tych terminów uda się je wznowić, będą do tych terminów dostosowywane odpowiednie wersje terminarzy gier.
Wstępnie przyjęto, iż finał Ligi Mistrzów odbędzie się 27 czerwca, natomiast trzy dni wcześniej, 24 czerwca, zostanie rozegrany mecz finałowy Ligi Europy. Ponieważ jednak niewiadomą jest rozwój epidemii koronawirusa, UEFA nie wyklucza też skorzystania z turniejowej formuły dokończenia rywalizacji w obu europejskich pucharach. I tak finałowy turniej Ligi Mistrzów odbył by się w Stambule, a Ligi Europy w Gdańsku.
Wstrzymano się też z ustalaniem terminów rozpoczęcia kwalifikacji w europejskich pucharach w nowym sezonie do czasu zakończenia tegorocznych zmagań. Ustalono tylko, że ligi od 44. do 55. miejsca w rankingu UEFA muszą skończyć swoje rozgrywki do 20 czerwca, by wystartować w eliminacjach. Natomiast ligi poniżej 12. miejsca, a do 43., wśród których mieści się polska PKO Ekstraklasa, będą musiały rozegrać ostatnią kolejkę przed 28 czerwca. Może się zdarzyć, że nie będzie przerwy między zakończeniem sezonu ligowego a startem eliminacji do europejskich pucharów. Sytuacja jest jednak na tyle wyjątkowa, że nawet związek zawodowy piłkarzy nie oponuje, chociaż wiadomo już, że w każdym z proponowanych rozwiązań czeka zawodników straszliwa orka.

UEFA przegrywa z koronawirusem

Z powodu rozszerzającej się epidemii koronawirusa, władze FIFA przełożyły na wrzesień kongres tej organizacji, który pierwotnie miał się odbyć w 5 czerwca w Etiopii. Tymczasem UEFA wciąż odrzuca sugestie, żeby przenieść na inny termin mające rozpocząć się 12 czerwca mistrzostwa Europy.

Liczba zarażonych wirusem Covid-19 systematycznie rośnie, podobnie jak liczba śmiertelnych ofiar pandemii. Skutki epidemii dotykają także futbolu. Rozgrywki włoskiej Serie A, jednej z najsilniejszych lig europejskich, zostały zawieszone do kwietnia, a w innych krajach, w tym w Polsce, spotkania odbywają się bez udziału publiczności. Także niektóre mecze w Lidze Mistrzów rozegrano przy pustych trybunach, a dwa czwartkowe spotkania w Lidze Europy, FC Sevilla – AS Roma i Inter Mediolan – Getafe CF w ogóle się nie odbyły, ponieważ Hiszpania zamknęła ruch lotniczy z Włochami.
To nie jedyne problemy, z jakimi musi uporać się UEFA. Pod koniec marca zaplanowane zostały mecze barażowe o ostatnie cztery miejsca w gronie 24 finalistów Euro 2020. W tej chwili nie ma zagrożenia, że się nie odbędą, chociaż spotkanie w Bratysławie Słowacji z Irlandią ma zostać rozegrane przy pustych trybunach. Organizatorzy meczu Bośni i Hercegowiny z Irlandią Północną wstrzymali sprzedaż biletów.
Problem w tym, że nie tylko we Włoszech rozgrywki ligowe zostały zawieszone do kwietnia, także w Szwajcarii i Austrii. Znalezienie wolnych terminów na ich dokończenie przed Euro 2020 wydaje się niemożliwe, ale władze UEFA nie chcą nawet słyszeć o przesunięciu terminu rozpoczęcia mistrzostwa Europy. „Turniej Euro 2020 rozpocznie się w Rzymie 12 czerwca 2020 roku. UEFA jest w kontakcie z odpowiednimi władzami międzynarodowymi i lokalnymi w sprawie koronawirusa i rozwoju choroby. W tej chwili nie ma potrzeby zmiany zaplanowanego harmonogramu imprezy” – oświadczył prezydent UEFA Aleksander Ceferin w wypowiedzi udzielonej Niemieckiej Agencji Prasowej (DPA). Zważywszy na coraz bardziej wstrząsające wieści docierające z Włoch, upór działaczy europejskiej federacji zaczyna powoli rodzić irytację.
Zagrożenie rośnie z dnia na dzień
Warto przypomnieć, że z 51 meczów mistrzostw Europy w okresie od 12 czerwca do 12 lipca trzy mecze fazy grupowej i jedno ćwierćfinałowe mają się odbyć w Rzymie, tyle samo w Monachium. Inne lokalizacje to Amsterdam, Kopenhaga, Bilbao, Petersburg, Bukareszt, Budapeszt, Baku, Glasgow, Dublin i Londyn, gdzie zostaną rozegrane oba półfinały i finał. Jak donosi agencja AP, UEFA chce przeprowadzić mistrzostwa Europy w ustalonym terminie mimo wybuchu epidemii koronawirusa, bo „wierzą, iż miasta-gospodarze mistrzostw mają wystarczająca infrastrukturę medyczną do leczenia pacjentów z COVID-19, a jednocześnie są w stanie zapewnić bezpieczeństwo dla tysięcy przemieszczających się na mecze fanów futbolu”.
Na szczęście coraz mniej ludzi uważa, że turniej Euro 2020 koniecznie musi zostać rozegrany w ustalonym dawno temu terminie, gdy nie istniało jeszcze zagrożenie pandemią. Z rozważanych ostatnio w futbolowych kręgach scenariuszy najmniej sensowny wydaje się wariant z rozegraniem turnieju bez udziału kibiców. Także radykalne skrócenie do minimum okresu przygotowawczego dla uczestniczących w impresie drużyn rodzi mnóstwo wątpliwości związanych z wytrzymałością zawodników.
Najbardziej racjonalne wydaje się zatem przeniesienie europejskiego czempionatu na przyszły rok, chociaż takie rozwiązanie generuje masę problemów z wygospodarowaniem terminu. Ale przełożenie Euro o rok dałoby krajowym ligom czas na dokończenie rozgrywek nawet przy uwzględnieniu okresów zawieszenia, jak ma to teraz miejsce już w kilku krajach, a także na sprawiedliwe rozstrzygnięcie rywalizacji w Lidze Mistrzów i Lidze Europy.
Ponieważ sytuacja jest wyjątkowa, UEFA musiałaby znaleźć nowe terminy dla przeprowadzenia w 2021 roku mistrzostw Europy U-21 oraz dla Final Four Ligi Narodów, a ponadto przekonać FIFA, by zrezygnowała z organizacji pierwszych w historii klubowych mistrzostw świata w nowej formule z udziałem 24 zespołów. Nie są to przeszkody niemożliwe do przeskoczenia. Działacze UEFA nie mają zresztą zbyt wielkiego pola manewru, bo w obliczu zagrożenia rządy w poszczególnych krajach coraz mniej przejmują się opinią europejskiej federacji i zmuszają swoje krajowe związki sportowe, czyli także piłkarskie, do respektowania wprowadzanych w życie restrykcyjnych zakazów organizowania imprez masowych.
Desperacka decyzja Interu
A przykłady karności w tym względzie dają nawet najpotężniejsze ligi na świecie, jak choćby ostatnio koszykarska NBA, która po pozytywnym wyniku badań na obecność koronawirusa u gracza Utah Jazz Rudy’ego Goberta zawiesiła do odwołania całe rozgrywki. Gwałtowny wzrost zachorowań na Covid-19 w Hiszpanii skłonił szefów Primera Division do zawieszenia rozgrywek, czyli powtórki rozwiązania zastosowanego m.in. przez włoska Serie A. W tym kraju koronawirus zbiera jednak największe żniwo, nie dziwi zatem radykalna decyzja, jaka podjęli szefowie Interu Mediolan, którzy wycofali wszystkie swoje zespoły z rozgrywek i ogłosili dla nich definitywny koniec sezonu. To oznacza, że Inter wycofał się z gry w Serie A (rozgrywki zawieszone przynajmniej do 3 kwietnia), Ligi Europy (w czwartek miał rozegrał mecz z Getafe, ale ten i tak nie doszedłby do skutku, gdyż Hiszpanie odmówili przylotu do Mediolanu) oraz z Pucharu Włoch (czekało ich rewanżowe starcie z Napoli w półfinale rozgrywek). Inter zawiesił także treningi, a piłkarzy odesłał na kwarantannę.
Kwarantannie została też poddana kadra Juventusu, bo u jednego z graczy tego klubu wykryto koronawirusa. To oznacza, że mecz juve z Olympique Lyon w Lidze Mistrzów, który miał się odbyć w przyszłym tygodniu, zostanie prawdopodobnie odwołany. Nie uda się go też rozegrać szybko po okresie kwarantanny, bo zespół musi przecież wrócić do pełni treningów, żeby powalczyć o ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Terminarz nie pozwoli na rozegranie tego spotkania, chyba że zostanie całkowicie zmodyfikowany. I tak wracamy do punktu wyjścia, czyli decyzji UEFA dotyczącej Euro 2020, Ligi Mistrzów i Ligi Europy.

Legia odzyskała tron

W 19. kolejce prowadząca Pogoń Szczecin nieoczekiwanie przegrała z ostatnią w tabeli Wisłą Kraków 0:1, z czego skorzystała Legia Warszawa, która u siebie pokonała Wisłę Płock 3:1 i odzyskała pierwsze miejsce. Dwie bramki dla stołecznej drużyny zdobył Jarosław Niezgoda, który z 13 golami przewodzi w klasyfikacji strzelców.

W tym sezonie Legia objęła prowadzenie w ekstraklasie po raz drugi. Poprzednim razem legioniści wyskoczyli na czoło na początku listopada, ale pozycję lidera utrzymali tylko przez jedną kolejkę, a stracili ją po porażce w Szczecinie z Pogonią. W tym sezonie Legia jest już szóstym liderem rozgrywek. Oprócz niej i Pogoni, na szczycie ligowej tabeli plasowały się jeszcze zespoły Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań, Śląska Wrocław i Wisły Płock.

Na finiszu jesiennej części ligowego sezonu wyniki stołecznego zespołu mogą budzić uznanie. W ostatnich 10rozegranych meczach, wliczając w to spotkania w Pucharze Polski, legioniści odnieśli dziewięć zwycięstw, strzelając 31 goli i tracąc zaledwie sześć. A już w swoim mateczniku na Łazienkowskiej podopieczni trenera Aleksandra Vukovicia stali się postrachem dla rywali. W minioną sobotę przekonali się o tym także płocczanie, którzy tylko swojej nadzwyczajnej waleczności w defensywie zawdzięczają, że przegrali tylko 1:3.

Silni w ofensywie

Legia obecnie wyraźnie przewyższa inne zespoły skutecznością. Mając w składzie tak skutecznych w ofensywie graczy, jak lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda, Gwinejczyk Jose Kante, Paweł Wszołek i Brazylijczyk Luquinhas, wspomaganych przez Portugalczyków Andre Martinsa i Cafu oraz Chorwata Domagoja Antolicia, legioniści w 19 kolejkach strzelili już 39 goli, a dla porównania drugi pod względem skuteczności zespół Lecha Poznań jedynie 32, a trzecie Zagłębie Lubin tylko 29.
Niezgoda opuszczał w sobotę boisko na Łazienkowskiej przy owacjach na stojąco. Niewykluczone, że było to jego pożegnanie ze stołeczna publicznością, bo w ostatniej tegorocznej kolejce stołeczny zespół zagra w Lubinie z Zagłębie, a wiele wskazuje, że w przerwie zimowej Niezgoda odejdzie z Legii. Co prawda ten 24-letni napastnik w publicznych wypowiedziach zapewniał, że „nie ma parcia na transfer”, ale takie deklaracje nie mają większego znaczenia, jeśli do klubu wpłynie atrakcyjna finansowo oferta. Jak kwota mogłaby skusić właściciela Legii Dariusza Mioduskiego do wydania zgody na transfer najskuteczniejszego gracza zespołu? Na pewno nie niższa niż pięć milionów euro.

A skoro już o transferach mowa, Legia ma w kadrze jeszcze dwóch graczy budzących zainteresowanie zagranicznych klubów. Mowa o 20-letnim bramkarzu Radosławie Majeckim oraz 18-letnim lewym obrońcy Michale Karbowniku. Za całą trójkę, licząc z Niezgodą, warszawski klub życzy sobie łącznie nie mniej niż 20 milionów euro.

Kwota robi wrażenia, ale na tle europejskiej średniej już taka wygórowana się nie wydaje. Wiadomo, że Legia, chociaż z polskich klubów dysponuje najwyższym budżetem, także musi w swoim budżecie uwzględniać przychody z transferów. Zwłaszcza jeśli nie zarabia odpowiednio dużych pieniędzy w europejskich pucharach. A z tym, jak wiadomo, wszystkie polskie zespoły klubowe od kilku sezonów mają poważny kłopot.

Bogata liga, ale słaba

Efekty tej pucharowej mizerii widać w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich, w którym PKO Ekstraklasa spadła już na 32. miejsce. Nic dziwnego, że polska liga jest tak nisko, skoro w tym sezonie po raz trzeci z rzędu żadna nasza drużyna nie zakwalifikował się fazy grupowej europejskich pucharów. Cracovia odpadła w kwalifikacjach Ligi Europy już w lipcu, a Piast Gliwice i Lechia Gdańsk pożegnały się z rozgrywkami 1 sierpnia. Najdłużej walczyła Legia, lecz w IV rundzie nie sprostała Glasgow Rangers (0:0 i 0:1).

Nasza rodzima ekstraklasa wyprzedza już tylko ligi takich krajów, jak Liechtenstein, Luksemburg, Litwa, Armenia, Estonia czy Łotwa, a zdołały ją wyprzedzić z pewnością nie bardziej od niej zamożne ligi m. in. Bułgarii, Białorusi, Azerbejdżanu, Słowacji czy Słowenii.

Słabnąca pozycja PKO Ekstraklasy w Europie może dziwić, bo przecież z roku na rok nasza najwyższa liga rozgrywkowa ma coraz więcej pieniędzy. W 2919 roku zarobiła o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Jej przychody sięgają 300 milionów złotych rocznie, co daje jej ósme miejsce w Europie.

Finansową pomyślność zapewnia klubom ekstraklasy podpisana rok temu umowa na sprzedaż praw telewizyjnych, za które Canal+ i TVP zapłaciły rekordową kwotę 250 mln złotych rocznie. Dodatkowym efektem komercyjnym, ważnym dla sponsorów i reklamodawców, jest wzrost oglądalności o 30 procent dzięki transmisjom spotkań w ogólnodostępnej TVP 2. To główny powód obecności na liście sponsorów spółek z udziałem Skarbu Państwa, jak Lotto, Bank PKO BP czy PKN Orlen. Na współpracy z nimi ekstraklasa zyskuje 30 milionów złotych rocznie i dochody z tego tytułu będą rosły.

Problemem są niesforni kibice

Oprócz słabości sportowej ekstraklasa ma jeszcze poważny problem z kibicami. Komisja Ligi po 18. kolejce ukarała z powodu niezgodnego z regulaminem rozgrywek i porządkiem prawnym zachowania fanów Legię, Śląsk i Lecha. Na warszawski klub za wybryki jego kibiców we Wrocławiu nałożono najmniejszą karę, bo tylko 5 tys. złotych grzywny oraz zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na jeden mecz ekstraklasy. Zdecydowanie surowiej ukarano gospodarza spotkania, czyli Śląsk, który musi zapłacić za pirotechniczne wygłupy swoich fanów grzywnę w wysokości 40 tys. złotych, a dodatkowo na klub nałożono zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na trzy mecze ekstraklasy (24. kolejka z Zagłębiem Lubin, 26. kolejka z Jagiellonią Białystok oraz 28. kolejka z Arką Gdynia). Dodatkowo nałożono karę zakazu wejścia na dwa mecze we Wrocławiu dla wszystkich osób, które w trakcie meczu z Legią znajdowały się na trybunie B. Kara ta jest zawieszona na pół roku.

Nie przeszkodziło to jednak wojewodzie dolnośląskiemu zamknąć stadion na jeden mecz, akurat w 19. kolejce, gdy do Wrocławia przyjechał Lech Poznań. A może właśnie dlatego, że Śląsk grał z Lechem, którego Komisja Ligi także z powodu zachowaniem kibiców w meczu z ŁKS Łódź ukarała grzywną w wysokości 40 tys. złotych.

 

UEFA skubie angielskich kibiców

Obecny sezon w europejskim futbolu zwieńczą stuprocentowo angielskie finały pucharowych rozgrywek. W Lidze Mistrzów 1 czerwca w Madrycie zmierzą się FC Liverpool z Tottenhamem Hotspur, a 29 maja w Baku o triumf w Lidze Europy powalczą w derbach Londynu Arsenal i Chelsea.

Kibice wszystkich czterech angielskich finalistów póki co solidarnie protestują przeciwko nieuczciwemu ich zdaniem potraktowaniu przez UEFA. Jako pierwsi europejską federację skrytykowali fani Liverpoolu i Tottenhamu, a powodem ich niezadowolenia była liczba przyznanych im wejściówek. Stadion Wanda Metropolitano w Madrycie, na którym 1 czerwca zostanie rozegrany finał Ligi Mistrzów, może pomieścić 67 tysięcy widzów, tymczasem kibice Liverpoolu i Tottenhamu otrzymali jedynie po 16 tysięcy wejściówek. Reszta wejściówek trafiła do otwartej sprzedaży.

Jeszcze mniej biletów UEFA przyznała fanom finalistów Ligi Europy, bowiem sympatykom Arsenalu i Chelsea wydzieliła zaledwie po sześć tysięcy biletów, chociaż pojemność stadionu w Baku jest zbliżona do pojemności obiektu w Madrycie. Oba angielskie kluby złożyły już wnioski o zwiększenie puli wejściówek.

Niesprawiedliwa dystrybucja biletów to nie jedyny zarzut angielskich kibiców pod adresem UEFA. Mają pretensje także o to, że europejska federacja chce na nich zbyt dużo zarobić. Obie londyńskie drużyny, czyli także ich kibiców, dzieli od Azerbejdżanu prawie 2,5 tysiąca kilometrów, nic zatem dziwnego, że Anglicy krytykują UEFA za wybór organizatora finału. Mają też pretensje o zawyżone ceny noclegów oraz biletów lotniczych. Nawet ci, którzy rezerwacji dokonali dużo wcześniej, są zmuszeni do dokonania dopłat. „UEFA nie szanuje kibiców i jest nastawiona wyłącznie na zysk. Ta sytuacja wymaga zmiany” – piszą angielscy fani. Trudno nie przyznać im racji.

 

UEFA bogata jak nigdy

Na kongresie UEFA w Rzymie wybrano obecnego przewodniczącego tej organizacji Aleksandra Cefferina na kolejną kadencję. Słoweniec był jedynym kandydatem. Dostał pełne poparcie, bo zapełnia kasę jak nikt przed nim.

Podczas kongresu przedstawiono nowy budżet europejskiej federacji na sezon 2019-2020. Jeśli zostanie w pełni zrealizowany, do kasy UEFA wpłynie rekordowa kwota 5,72 miliardów euro. Oznacza to wzrost w porównaniu z budżetem na sezon 2018-2019 o 48 procent. Wpływy w 57 procentach pochodzić będą z rozgrywek klubowych, a w 43 procentach z Euro 2020, które wyjątkowo zorganizowane zostaną w 12 krajach.

UEFA staje się coraz bogatsza głównie dzięki wpływom ze sprzedaży praw telewizyjnych. Stanowią one 73 procent zysków organizacji. Najwięcej pieniędzy zapewniają rozgrywki Ligi Mistrzów. Po obecnym sezonie UEFA otrzyma środki z nowego kontraktu telewizyjnego, który przysporzy jej 2,85 mld euro. Dla porównania, poprzednia umowa gwarantowała piłkarskiemu molochowi 2,13 mld euro. Wpływy ze sprzedaży praw medialnych do Ligi Europy wzrosną symbolicznie. W sezonie 2017-2018 było to 372 mln euro, a w prognozowanym sezonie 2018-2019 UEFA dostanie z tego tytułu 381 mln euro.

Dobre wyniki finansowe europejskiej federacji piłkarskiej to w głównej mierze zasługa sprawnie działającej maszyny urzędniczej, stworzonej i kierowanej przez Aleksandra Cefferina. Dlatego też 51-letni Słoweniec, z zawodu prawnik, w czwartkowych wyborach na prezesa UEFA nie miał żadnego przeciwnika i był jednym kandydatem na to stanowisko. Podobna sytuacja szykuje się też w FIFA, bo obecny przewodniczący Gianni Infantino jest jedynym kandydatem w wyborach.

 

Legia jest teraz portugalska

Portugalczyk Ricardo Sa Pinto został nowym trenerem Legii Warszawa. To już czwarty szkoleniowiec, który w tym roku będzie sposobił do gry piłkarzy stołecznego klubu. Podpisał trzyletni kontrakt, ale wątpliwe by dotrwał w Legii do końca umowy.

 

Sa Pinto podpisał z mistrzami Polski trzyletni kontrakt. Na stanowisku pierwszego trenera Legii zastąpił Serba Aleksandara Vukovicia, który tymczasowo prowadził zespół po zwolnieniu z posady chorwackiego szkoleniowca Deana Klafuricia. Pod wodza Vukovicia legioniści zremisowali 0:0 z Lechią Gdańsk, przegrali w 3. rundzie kwalifikacji Ligi Europy z luksemburskim F91 Dudenlage (1:2) oraz dość nieoczekiwanie pokonali na wyjeździe niepokonanego w tym sezonie w ekstraklasie Piasta Gliwice 2:1. 45-letni Portugalczyk zadebiutuje w roli trenera Legii już w czwartek, w rewanżowym meczu z F91 Dudenlage, miał zatem niewiele czasu na poznanie możliwości poszczególnych piłkarzy i całej drużyny. Mimo to jest całkiem możliwe, że zestawiony przez niego ad hoc zespół pokona półzawodowców z luksemburskiej drużyny i awansuje do 4. rundy kwalifikacji LE.

Jeśli jednak Legia pod wodzą Sa Pinto odpadnie, stołeczny zespół czeka kolejna rewolucja i fala związanych z tym konfliktów. Nieuniknionych, bo portugalski trener znany jest ze swoich dyktatorskich zapędów. Nie zagrzał przez to długo miejsca m.in. w Sportingu Lizbona (którego prowadził przeciwko Legii w 2012 roku), Belenenses (grał z Lechem Poznań w fazie grupowej Ligi Europy w 2015 roku), Crvenej Zvezdy Belgrad, a ostatnio Standardu Liege. Od 2012 roku zdążył poprowadzić już osiem zespołów, a Legia jest jego 9 klubem w niezbyt długiej trenerskiej karierze. Sa Pinto ściągnął do Warszawy swoich ludzi – asystentem został 39-letni Rui Mota, trenerem bramkarzy Ricardo Pereira, a trenerem przygotowania fizycznego 38-letni Guilherme Gomes. A zatem po erze bałkańskich rządów na Łazienkowskiej nastała era rządów Portugalczyków. Właściciel Legii Dariusz Mioduski nie przestaje zadziwiać.

Tymczasem na czele tabeli Lotto Ekstraklasy rozsiadł się z kompletem punktów Lech Poznań. Niezwyciężony w rodzimej lidze „Kolejorz” w kwalifikacjach Ligi Europy przegrał pierwszy mecz z KRC Genk 0:2 i choć w rewanżu gra u siebie, ma iluzoryczne szanse na awans. Podobnie jak Jagiellonia Białystok, która u siebie przegrała z innym belgijskim zespołem KAA Gent 0:1 i w czwartek zapewne odpadnie z rywalizacji. Pokonane w europejskich pucharach nasze trzy eksportowe zespoły w 4. kolejce łatwo uporały się z krajowymi rywalami. To najlepszy dowód sportowej słabości polskiej ligi.

 

Zestaw par 5. kolejki

Piątek: Cracovia – Zagłębie Lubin, godz. 18:00; Miedź – Korona, 20:30. Sobota: Wisła Płock – Arka, 18:00; Górnik – Lechia, 20:30. Niedziela: Legia – Zagłębie Sosnowiec, 15:30; Jagiellonia – Piast, 18:00; Lech – Wisła Kraków, 18:00. Poniedziałek: Śląsk – Pogoń, 18:00.