Łotwa coraz bardziej antyrosyjska

Funkcjonariusze łotewskiej Państwowej Służby Bezpieczeństwa wtargnęli do prywatnych mieszkań siedmiorga rosyjskojęzycznych dziennikarzy dokonując przeszukania i rekwirując komputery w tym będące własnością ich rodzin. Zdarzenie to wywołało ostrą reakcję zarówno ze strony niektórych łotewskich działaczy politycznych, jak również rosyjskiego MSZ.

Po zakończeniu przeszukania dziennikarze zostali odwiezieni na przesłuchanie. Następnie zostali zwolnieni, jednak nie zwrócono im nie tylko zabranego sprzętu, lecz także kart bankomatowych i pieniędzy w gotówce.
W uzasadnieniu akcji łotewska bezpieka w oficjalnym oświadczeniu twierdzi, iż powodem interwencji było nieprzestrzeganie antyrosyjskich sankcji wprowadzonych m. in. przez Unię Europejską i Republikę Łotwy. Podejrzewano bowiem, że środki pieniężne uzyskiwane przez portal internetowy Baltnews trafiają następnie do kieszeni rosyjskiego biznesmena Dmitrija Kisieliowa. Jego nazwisko znajduje się na liście osób objętych sankcjami w związku z tym, że „podważał integralność terytorialną, suwerenność i niepodległość Ukrainy” czyli mówiąc wprost miał swoje zdanie na temat przyłączenia Krymu do Rosji.
Oprócz absurdalności wprowadzania sankcji za ominięcie których grozi kara nawet do czterech lat więzienia warto zwrócić uwagę na fakt, że Kisieliow nie jest właścicielem portalu a jedynie jednym z menadżerów, natomiast Baltnews stanowi część holdingu medialnego Russia Today, który nie jest objęty sankcjami.
Zatem, jak wnioskują w artykule opublikowanym na stronie internetowej defenddemocracy.press łotewska eurodeputowana Tatjana Ždanoka i członek Rady Miejskiej Rygi Mirsoslavs Mitrofanovs, nie ma logicznego uzasadnienia dla przypuszczeń, iżby praca dziennikarzy dla państwowych mediów miała służyć dostarczaniu środków pieniężnych jednemu z menadżerów.
Ždanoka i Mitrofanovs przypominają, że od początku bieżącego roku łotewskie władze zdecydowanie nasiliły działania zmierzające do rugowania z przestrzeni publicznej rosyjskojęzycznych, w tym także uznawanych za prozachodnie i związane z rosyjską opozycją oraz politycznie neutralnych mediów w tym nadających programy kulturalne i edukacyjne.
Władze zakazały państwowej telewizji LTV-7 nadawania audycji w języku rosyjskim a inne rosyjskojęzyczne kanały telewizyjne zostały usunięte z głównego pakietu operatorów kablowych. Ponadto na skutek utrudnień ze strony władz wiele wydawanych po rosyjsku lokalnych gazet zniknęło z rynku a pracujący w nich dziennikarze musieli sobie szukać zatrudnienia w Rosji.
Komentując akcję przeciwko dziennikarzom jedna z przesłuchiwanych przez służbę bezpieczeństwa osób Ałła Bieriezowskaja pyta: Jak to się mogło zdarzyć w demokratycznej Łotwie w XXI wieku? Zadaje też retoryczne pytanie, czy czy dziennikarzy należy karać dziennikarzy za pisanie informacji i analiz.
Bieriezowskaja twierdzi wprost, że władze wydały dziennikarzom wojnę i w związku z tym zwraca się do społeczności międzynarodowej o wywarcie presji na łotewskie władze aby „zamiast politycznego zastraszania wstąpiły na drogę dialogu z posługującą się językiem rosyjskim mniejszością”.
W podobnym tonie wypowiada się też rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa mówiąc podczas niedawnego briefingu, iż Rosja zauważa systematyczne działania łotewskich władz w kierunku agresywnego wypierania rosyjskich środków masowego przekazu podając jako przykład zablokowanie retransmisji siedmiu kanałów rosyjskiej telewizji. Skomentowała też powoływanie się Łotwy na sankcje jako podstawę do dyskryminacji dziennikarzy. „Okażcie męstwo i powiedzcie, że wyrzucacie z przestrzeni medialnej Łotwy język rosyjski (…), który wam się nie podoba. I co mają do tego sankcje?” – mówiła Zacharowa.
Za podstawę prawną działań wymierzonych w rosyjskojęzyczne media służy przyjęta przez parlament poprawka do ustawy o mediach elektronicznych zgodne z którą w programach telewizyjnych udział audycji nadawanych w innym niż łotewski języku zostaje ograniczony do 20 proc. czasu antenowego.
Jest rzeczą oczywista, że ma to na celu ograniczenie dostępu do informacji przekazywanych przez rosyjskojęzyczne media i niezgodnych z linią oficjalnej propagandy. Językiem rosyjskim posługuje się ok. 40 proc. mieszkańców Łotwy. Występując w programie TVP info Studio Wschód prof. Andrzej Pukszto z uniwersytetu w Wilnie przyznał, że rosyjskie programy telewizyjne są chętnie oglądane na Łotwie nad czym oczywiście ubolewał.
Praktyka autorytarnych rządów, które z braku argumentów polega na tym, że ograniczają swoim obywatelom możliwość dostępu do różnorodnych źródeł informacji.

Duma Łotwy

Od dawna wiadomo, że bałtyckie kraje maja problem z właściwą oceną roli najbardziej ponurych i krwawych symboli nazistowskiego reżimu.

Tym razem z okazji do kompromitacji ochoczo skorzystał Artis Pabriks, łotewski minister obrony. Oświadczył on otóż dziennikarzom, że żołnierze łotewskiego Legionu Waffen SS, sformowanemu w 1943 roku i podporządkowanemu dowództwu 6 korpusu SS, to „duma łotewskiego narodu i państwa. Naszym obowiązkiem jest głęboko czcić tych patriotów Łotwy”, mówił minister obrony państwa, będącego członkiem NATO, werbalnie opowiadającym się za demokracją. Minister dodał też, że nikomu nie wolno pozwalać „bezcześcić” pamięci o nich.
Warto uświadomić sobie, że minister sojuszniczego z Polską państwa łotewskiego tak wzruszająco mówi o pamięci wobec jednostki, która brała udział w zbrodni wojennej w Podgajach, w której spalono żywcem polskich żołnierzy I Armii Wojska Polskiego.
W 2017 roku były deputowany łotewskiego Sejmu, w przeszłości esesman wspomnianej jednostki wydał ponownie książkę „Łotewski legion w prawdziwym świetle”, w której usprawiedliwiał zbrodnicze działania swoich kolegów i swoje własne. Komitet Śledczy Rosji wszczął w tej sprawie śledztwo. Nie słychać, by jakikolwiek inny kraj europejski w jakikolwiek sposób na poziomie oficjalnym zareagował na tą gloryfikację formacji SS.
Jest hańbą polskiej polityki zagranicznej, że polskie władze nie reagują na wielokrotne przypadki gloryfikacji morderców polskich żołnierzy. Wszystko to zapewne w imię jedności przeciwko „agresywnej Rosji”.

Rywale pod Brzęczka

Fot. Reprezentacja Polski była losowana z pierwszego koszyka

 

 

W niedzielę w Dublinie rozlosowano grupy eliminacyjne mistrzostw Europy w 2020 roku.
Biało-czerwoni trafili do grupy G z zespołami Austrii, Izraela, Łotwy, Słowenii i Macedonii. Awans wywalczą dwie najlepsze ekipy. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w marcu 2019 roku.

 

Mistrzostwa Europy 2020 zostaną po raz pierwszy rozegrane w aż 12 państwach. Miastami-gospodarzami będą Kopenhaga (Dania), Amsterdam (Holandia), Bukareszt (Rumunia), Dublin (Irlandia), Bilbao (Hiszpania), Budapeszt (Węgry), Glasgow (Szkocja), Monachium (Niemcy), Baku (Azerbejdżan), Sankt Petersburg (Rosja), Rzym (Włochy) i Londyn (Anglia). Turniej zostanie rozegrany od 12 czerwca do 12 lipca. Finał odbędzie się na Wembley w Londynie.
Kibice w Polsce się cieszą, bo losujący drużyny Robbie Keane oszczędził naszą reprezentację i nie wpakował jej do towarzystwa najmocniejszego zespołu z drugiego koszyka, Niemców, którzy wylądowali w grupie C, gdzie znów przyjdzie im mierzyć się z Holandią, z którą przegrali rywalizacje w Lidze Narodów.

Zamiast ekipy Joachima Loewa biało-czerwoni z drugiego koszyka Polacy wylosowali Austriaków. To z kolei wymarzony rywal dla obecnego selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka, który w Austrii spędził większość swojej piłkarskiej kariery (grał tam w latach 1995-2007, z roczną przerwą na występy w izraelskim Maccabi Haifa).

Na mistrzostwa awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Pozostałe cztery miejsca na mistrzostwach przysługują zwycięzcom barażów. Na turnieju zagrają 24 zespoły. I po raz pierwszy bezpośredni awans nie przysługuje państwom-gospodarzom, one także muszą walczyć w eliminacjach.

 

Podział na grupy el. Euro 2020:

Grupa A: Anglia, Czechy, Bułgaria, Czarnogóra, Kosowo.
Grupa B: Portugalia, Ukraina, Serbia, Litwa, Luksemburg.
Grupa C: Holandia, Niemcy, Irlandia Północna, Estonia, Białoruś.
Grupa D: Szwajcaria, Dania, Irlandia, Gruzja, Gibraltar.
Grupa E: Chorwacja, Walia, Słowacja, Węgry, Azerbejdżan.
Grupa F: Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Rumunia, Wyspy Owcze, Malta.
Grupa G: Polska, Austria, Izrael, Słowenia, Macedonia, Łotwa.
Grupa H: Francja, Islandia, Turcja, Albania, Mołdawia, Andorra.
Grupa I: Belgia, Rosja, Szkocja, Cypr, Kazachstan, San Marino.
Grupa J: Włochy, Bośnia i Hercegowina, Finlandia, Grecja, Armenia, Lichtenstein.

 

Ramowy terminarz eliminacyjny:

21-23 marca 2019: kolejka 1
24-26 marca 2019: kolejka 2
7-8 czerwca 2019: kolejka 3
10-11 czerwca 2019: kolejka 4
5-7 września 2019: kolejka 5
8-10 września 2019: kolejka 6
10-12 października 2019: kolejka 7
13-15 października 2019: kolejka 8
14-16 listopada 2019: kolejka 9
17-19 listopada 2019: kolejka 10

Losowanie grup finałów turnieju odbędzie się 1 grudnia 2019 roku.

 

Zmiana na Łotwie?

Zmęczenie i rozczarowanie rządami centroprawicowej koalicji zademonstrowali głosujący w wyborach parlamentarnych na Łotwie. Zwyciężyła w nich partia z socjaldemokratycznym, głoszącym porozumienie ponad podziałami etnicznymi programem. Na dalszych miejscach – sami nowi, „alternatywni” gracze.

 

Podobnie jak cztery lata temu, pierwsze miejsce z poparciem niecałych 20 proc. (według wstępnych wyników) zajęła Zgoda – partia socjaldemokratyczna, akcentująca również potrzebę wygaszenia sporów na tle etnicznym i pełnego włączenia 25-procentowej mniejszości rosyjskojęzycznej w życie polityczne kraju, postulująca utrzymywanie członkostwa w NATO i UE przy zachowaniu możliwie dobrych relacji z Rosją. Po poprzednich wyborach Zgoda nie tworzyła rządu, gdyż nie zdołała pozyskać koalicjanta – partie łotewskiej prawicy zgodnie odrzucały dotąd współpracę z formacją, której stosunek do Rosji nie był odpowiednio negatywny.

Dla odmiany żadna z formacji tworzących do tej pory rząd nie odnotowała sukcesu. Partia premiera Marisa Kučinskisa, Związek Zielonych i Farmerów (liberalno-konserwatywny z akcentami ekologicznymi) straciła, według wstępnych szacunków, ponad połowę mandatów (miała 21, dostanie 11). Również liberalno-konserwatywna Jedność (z dodatkiem narodowym) uratowała 8 mandatów z posiadanych 23. Najlepiej obronili się nacjonaliści – Sojusz Narodowy, który w ostatnich latach do tradycyjnych haseł antykomunistycznych i antyrosyjskich dołożył retorykę antyimigracyjną, miał 16 mandatów, zachowa 13.

Zgodę i rządzące do tej pory „tradycyjne” partie przedzieliły trzy nowe formacje. Nieoczekiwany sukces odniosła eklektyczna Nowa Partia Konserwatywna, kierowana przez niegdysiejszego nacjonalistycznego ministra sprawiedliwości Jānisa Bordānsa, który kusił mieszanką haseł socjalnych (podwyżka kwot wolnych od podatku oraz podniesienie płacy minimalnej z 430 do 500 euro), neoliberalnych (poprawa warunków dla biznesu), narodowych (całkowity prymat języka łotewskiego w życiu społecznym) i zawsze dobrze brzmiącą walką z korupcją.

Łotewskie wybory pokazały więc – wbrew alarmistycznym komentarzom zachodniej prasy – nie wzrost rosyjskich wpływów, a potężne rozczarowanie ekonomiczną stagnacją i złą sytuacją społeczną w państwie. Jednoznacznie prorosyjski, gospodarczo lewicujący Łotewski Związek Rosjan nie przekroczył progu wyborczego mimo sporej aktywności w ostatnim roku i organizacji szeregu ulicznych protestów przeciwko reformie edukacji niemal całkowicie eliminującej z oświaty języki mniejszości.