Sezon na klątwy i pytony

W Słupsku PiS rzuciło klątwę na „Klątwę”, która w tamtejszym teatrze ma być gościnnie pokazana pod koniec września. Żądają odwołania przedstawienia i podobno zebrali już tysiąc podpisów pod petycją.

 

Zakładam, że jeśli warszawski Teatr Powszechny w Warszawie powędruje z „Klątwą” Oliviera Frljicia – a powinien – po województwach, to będziemy świadkami 16 pisowskich klątw na „Klątwę”. Że też mnie nie przyszło nigdy dotąd do mózgownicy, żeby zebrać podpisy pod petycją z żądaniem odwołania ulicznych procesji Bożego Ciała. One cholernie obrażają moje uczucia niereligijne i drażnią mnie jak jasna cholera. Może odpowiedzieć PiS-owi pięknym za nadobne i podobnie potraktować ich uroszczenia?

 

PiS w teatrze czyli lis w kurniku

Tym razem – dokładnie mówiąc – w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego. Wicepremier Gliński przymierza się do rozpisania konkursu na stanowisko dyrektora, choć kierująca obecnie IT Dorota Buchwald cieszy się uznaniem środowisk teatralnych, nikt jej niczego nie zarzuca ani nie kończy się żadna kadencja. List protestacyjny podpisało ponad tysiąc ludzi teatru, ale tak naprawdę po raz ostatni listem protestacyjnym artystów, konkretnie pisarzy, przejął się w 1964 roku Władysław Gomułka. Może profesor Gliński ukłuje obecną dyrektorkę szpilką? A poza tym, PiS nie powinno pchać swoich brudnych łap do teatru.

 

„Jaka to melodia?” „Żeby Polska była Polską”

„Dobra zmiana” dotarła do studia Roberta Janowskiego. Szła powoli, ale doszła. Ktoś musiał rzucić na niego klątwę, bo wróciła sprawą zmiany formuły programu „Jaka to melodia?”. Nie gustuję w tej audycji, bo jest moim zdaniem jest badziewiasta, ale pomysł by do popowych tematów muzycznych eksploatowanych przez prowadzącego dodać piosenki patriotyczne, w tym „wyklętych”, był jak żywcem wzięty z Barei. Janowski poprzednio obstał przy swoim, formuła pozostała po staremu, ale ktoś wyraźnie napiera na przeforsowanie „dobrej zmiany”. Wygląda to na samego Kurskiego, bo w sprawie ostatecznie nie tak w końcu strategicznej raczej mu się nikt do menu nie wtrąca, a na pewno nie Prezes. Jeśli się i tym razem Janowski nie ugnie, to tym razem ryzyko odebrania mu audycji jest większe. Podobno miałby ja przejąć po nim Jan Pietrzak. Wtedy w każdej audycji odgadywany będzie jakiś fragment „Żeby Polska była Polską”, a do tego dojdą brodate antykomunistyczne dowcipy pana Jana o partyjnych kacykach powiatowych z lat 50-tych.

 

Czy wojsko polskie obroni Westerplatte?

Tym razem „dobra zmiana” sama została zaskoczona dobrą zmianą. Na ogół wilk niesie, ale zdarza się, że czasem poniosą i wilka, gdy refleks zawodzi. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, pomny tego, jak rok temu, 1 września na Westerplatte PiS ukradł mu imprezę, tym razem postanowił uprzedzić wydarzenie i zrezygnował, jako organizator, z reprezentacji Wojska Polskiego. Błaszczak z oburzenia aż zaskowyczał i zażądał zmiany decyzji. Tak jakby Adamowicz ukłuł jego figurkę szpilką. W odpowiedzi, Adamowicz oświadczył, że on, owszem, wojsko polskie zaprasza, ale tylko w roli gości na widowni. Honory domu będą więc pełnić harcerze, rok temu wykolegowani przez wojskowych na cacy, a właściwie przez pewną panią bodaj od Macierewicza, mistrzynię tej ceremonii rozpoczynanej o nieludzkiej porze 4.45. Tak czy inaczej, na półwyspie Westerplatte najwyraźniej ciąży klątwa od 1 września 1939. To tam sanacyjne wojsko Rydza po raz pierwszy wzięło manto od Niemiachów. Czy warto więc aż tak drzeć koty o ten pechowy skrawek ziemi?

 

Czarownice, wiedźmy i czarochy

Niedawno pisiorkowie oburzali się na Marię Nurowską, że przekłuwała szpilkami, w czarnoksięskim czy czarowniczym akcie, woskową figurkę Stanisława Piotrowicza, żeby go szlag trafił. Bez szpilek, ale jak czarownica postępuje Jadwiga Staniszkis w stosunku do Kaczora i jego Adriana. Po tym pierwszym, którego „Matka „Solidarności” rani regularnie, z wprawą sadystycznej pielęgniarki z horroru, zajęła się tym drugim. Dla niej Duda Andrzej, to jegomość „o błyszczących policzkach, bardzo z siebie zadowolony”. Duda to dla niej „karykatura prezydenta, aktor który gra prezydenta”. „Duda jest irytujący dla ludzi ceniących mocne kręgosłupy, nawet dla tych łamiących kręgosłupy innym” – dodaje Staniszkis. Przy Czarownicy Jadwidze, czarownica Maria ze swoimi szpilkami i woskową figurką, to prowincjonalna czaroszka, jak świętokrzyski Boruta przy Belzebubie, Władcy Wczechciemności. I z „Niezłomnego” została kupka nieszczęścia.

 

Koncert życzeń

W „New York Times” ukazał się artykuł, którego treścią były czarne spekulacje co do stanu zdrowia Najwyższego Prezesa. Jest tam między innymi wypowiedź politologa z Warszawy, dr Olgierda Anusewicza, który twierdzi, że ów stan jest bardzo zły i że „partia rządząca ukrywa prawdę bardziej niż ZSRR prawdę o stanie zdrowia Breżniewa”. Artykuł przywołał portal „Do Rzeczy”, na co ochoczo zareagowali jego czytelnicy. To co poniżej, to nie są bynajmniej wyłuskane wypowiedzi mniejszości. Podobny ton ma zdecydowana większość wypowiedzi. A oto niektóre z nich:
„PiS skończy na dnie bez Kaczyńskiego, tak jak wszystkie wodzowskie partie kończą. Przykład macie z PO, bez Tuska nie są w stanie zrobić niczego, ciągle przepychają się między sobą. A w PiS jest więcej chętnych do przejęcia władzy. To jedyne pocieszenie, że ta socjalistyczna rewolucja zaraz się skończy”.
„Dlaczego Jarosław Kaczyński trzyma w szafie truchło zdechłego w zeszłym roku kota?”
„Bez Kaczyńskiego to się rozsypie jak domek z kart. Żaden z wymienionych nie ma charyzmy. Imperium Hunów nie ma racji bytu bez Attyli”.
„Stasiek Bareja”: „O, oczko mu się odkleiło, temu pisiu”.
Gosposia: „Prezes umiera na naszych oczach. Nie pozostawił po sobie dzieci, żony, brata czy matki. Nigdy nie poznał ojca. Jego bratanica okazała się naiwną lafiryndą obracaną przez pechowych agentów obcych służb i płodzącą kolejne bękarty. Prezesowi trudno utrzymać koncentrację, logikę wypowiedzi czy jasność myśli. Przebąkuje tylko coś czasem do swojego kota: „To moja wina, moja. Nie musiałem go zabijać”. Życzę mu jak najszybszego spotkania z braciszkiem”.

 

„Alleluja”

„Ćwir, ćwir”: „My tu gadu gadu, a tam Błaszczak z Dudą rozmowy prowadzą, pociski w magazynach liczą”.
„Oby Jarosław K. doczekał procesu za zniszczenie Polski”
„PO-Bożny”: „Największy drań i szkodnik w dziejach Polski od upadku komuny od 1989 roku. Od 1989 roku pcha kij w szprychy, intryguję, mąci, uwstecznia, skłóca, szkodzi, niszczy. Niech zatem Pan dokończy dzieła, które rozpoczął na chrzcie świętym”.
„Kleryk”: „Prezes umiera na naszych oczach, jest coraz słabszy, ledwo może mówić. Każda najprostsza decyzja wymaga od niego niezwykłego wysiłku, do czego nie jest przyzwyczajony, wszystko zawsze otrzymywał od mamy na talerzu. Męczą go też koszmary. Nie rozstaje się ze swoim pistoletem, który dostał od SB w 1987 roku. Zalała go jego własna żółć”
„Godbye Coordoopel”: „Nie jest ważne, czy umrze za dzień, miesiąc czy kwartał. Kiedykolwiek to nastąpi, na drugi dzień PiS nie będzie. Rozerwą go wojny pretendentów. Tak sobie to zbudował, że wszystko wisi na nim i od tego padnie. Zatem, oby jak najszybciej. Modlę się o to każdego dnia”
„Niecierpliwy”: Oby jak najszybciej”.
„Im szybciej go nie będzie, tym lepiej dla Polski. Skończy się ten polski cyrk i może Polski nie wyrzucą z UE. Cały świat ma dosyć polskiego chamstwa”.
„Świadek historii”: „Znaczy się, tow. Jarosław jak Lonia Breżniew. Nadal przewodniczy obradom KCPiS, nie odzyskując przytomności. A co będzie jak USA wstrzymają dostawę części zamiennych?”
„Zniesmaczony”: „Wkrótce będzie się działo!!! Jasnowidz Jackowski przewidział gorący wrzesień. Oj, będzie się działo”
„Vox populi”: „To nie jest ścisła informacja, że z ch… na kaczych nogach nie jest dobrze. Z nim jest bardzo niedobrze. Oby jak najgorzej”.
„Horacy”: „Amerykanie wiedzą co piszą, maja dobry wywiad. Czołowi działacze PiS, pazerni na władzę i pieniądze niedługo skoczą sobie do gardeł”.
„Domowa pomoc” (treść usunięta)
Przypomina mi się oglądany w młodości francuski film kryminalny pod tytułem „Niech bestia zdycha” Claude Chabrola.
Niedawno pochowano na Powązkach powstańca warszawskiego, generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego, ps. „Motyl”. Pisowska tłuszcza tym razem nie wyła, bo „Motyl” nie przemawiał, lecz milczał sproszkowany w urnie. Z tego samego powodu „Wiadomości” Holeckiej-Adamczyka-Ziemca nie lustrowały go i jakby nigdy nic unosiły się nad jego cnotami, choć pogrzebu nie zaszczycili ani Duda ani Morawiecki, ani nawet szef MON, choć generała chowali.

 

Powrót starego pytona?

Potwierdza się sygnalizowany przeze mnie charakter afery wokół odsunięcia prezesa Polskiego Radia Jacka Sobali. To wojna „sakiewiczowszczyny” (Kluby „Gazety Polskiej”) z „kurszczyzną”, która reprezentuje jakoby bardziej „liberalną” część elektoratu PiS, zblatowaną z cyniczną „karnowszczyzną”. Coś jest na rzeczy, bo te orgie libertyńskiej swobody obyczajowej, jakie odbywają się w „Pytaniu na śniadanie” (Dwójka TVP), z tym gadaniem jak gdyby nigdy nic o „partnerach życiowych” (niesakramentalnych!!!), z tym iście francuskim hedonizmem kulinarnym, z tym brakiem odwołań do Boga i patriotyzmu, muszą „sakiewiczowszczyznę” drażnić, choć przede wszystkim drażni ją brak jawnego, formalnego dostępu do TVP. No i ten ten niesakramentalny ślub cywilny rozwodnika Kurskiego (Jacka) pobłogosławiony obecnością przez Karnowskich (biznes is biznes) oraz wicemarszałków Sejmu, Beatę Mazurek i Ryszarda Terleckiego, (podobno kolejną niesakramentalną parę w PiS, jak donosi jeden z tabloidów). Jaki „Kura” daje przykład? „Sakiewszczyzna” by to zniosła, bo i sam Sakiewicz nie jest bez grzechu, gdyby ją dopuszczono do telewizyjnego tortu na stole. A tu nie dość że nie, to jeszcze jej wyrywają państwowe radio. Sakiewicz otwartym tekstem i publicznie zadeklarował, że nie daruje ludziom, którzy „wkradli się w szeregi dobrej zmiany”, żeby szkodzić jemu i jego Klubom „Gazety Polskiej”. Zagroził, że będzie ich ścigał. W tej sytuacji bardziej czytelny staje się sens dwóch faktów. Po pierwsze, MSZ popiera projekt Ordo Iuris mający zastąpić wrażą, „genderową” konwencję antyprzemocową. Po drugie, zasygnalizowano możliwość powrotu do gry „starego pytona”, idola „Klubów „Gazety Polskiej” czyli Antoniego Macierewicza. Ma on podobno robić jakiś audyt w MON czyli grzebać tam Błaszczakowi po szufladach. Oba te fakty wyglądają na próbę udobruchania radykalnych, wpływowych klubów „sakiewiczowszczyzny”, na której utratę nie może sobie przecież Prezes pozwolić.

 

„Kler” zbliża się czyli worek, korek i rozporek

Z braku parlamentarzystów po Warszawie i po kraju snują się pytony. Jednak niedługo już tego dobrego. Parlamentarzyści wrócą na Wiejską, a inauguracja nowego, wyborczego sezonu politycznego zbiegnie się z premierą filmu Wojciecha Smarzowskiego „Kler”, w którym polskie duchowieństwo katolickie, od skromnego księżula na wsi do biskupa-flaszki w wykonaniu dawnego Janka Kosa, jawi się jako ruja, poróbstwo, chciwość, sodoma, gomora i ścierwo ostatnie. Słowem, worek, korek i rozporek. Jak powiedział pewien uczeń referując treść „Monachomachii” biskupa Ignacego Krasickiego: „Obżarstwo duchowieństwo opanowało”. Oj, będzie się działo.