Czas Sobolewskiego

Radosław Sobolewski przyćmił swoimi trenerskimi osiągnięciami w Wiśle Płock nawet Jerzego Brzęczka. Obecny selekcjoner reprezentacji nie zdołał wywindować „Nafciarzy” na szczyt ligowej tabeli, a Sobolewskiemu to się udało. To pierwszy taki wyczyn w 72-letniej historii płockiego klubu.

Niewykluczone, że właśnie na naszych oczach w osobie Sobolewskiego objawił się wielki trenerski talent. Jeśli w dalszej części sezonu zdoła utrzymać ekipę „Nafciarzy” w czołówce ekstraklasy, szefowie krakowskiej Wisły będą sobie pluć w brodę, że w sierpniu dali mu odejść. Inna sprawa, że Sobolewski nigdy nie dostał pod Wawelem szansy całkowicie samodzielnego poprowadzenia zespołu. Gdy w Górniku Zabrze w wieku blisko 38 lat w 2016 roku zakończył karierę piłkarską, wrócił do Wisły Kraków i w tym klubie, w którym grał w latach 2005-2013, dostał posadę asystenta Dariusza Wdowczyka, który był wtedy pierwszym trenerem „Białej Gwiazdy”. Po jego odejściu w listopadzie 2016 roku Sobolewski wraz z Kazimierzem Kmiecikiem prowadzili tymczasowo zespół. W styczniu 2017 został asystentem nowego trenera Wisły Hiszpana Kiko Ramíreza, którego w grudniu tego roku zastąpił tymczasowo w dwóch meczach. Potem był przez pół roku asystentem kolejnego hiszpańskiego szkoleniowca, Joana Carrillo, a od 18 czerwca ubiegłego roku pomagał w tej roli Maciejowi Stolarczykowi.

W piłkarskim światku o trenerskim talencie Sobolewskiego krążyły pozytywne relacje, więc gdy w Płocku na początku obecnego sezonu pilnie szukano szkoleniowca na miejsce Leszka Ojrzyńskiego, który zrezygnował z pracy z powodów osobistych, działacze postanowili zaryzykować i jemu zaproponowali tę posadę. Sobolewski nie od razu przyjął ofertę, bo jako piłkarz nie miał najlepszych wspomnień związanych z „Nafciarzami”. Ostatecznie podjął wyzwanie i od 5 sierpnia tego roku jest pierwszym trenerem Wisły Płock.

Przejął zespół znajdujący się w trudnej sytuacji, bo po trzech kolejkach miał jeden punkt na koncie i zajmowali w tabeli przedostatnie miejsce. Swoje trenerskie rządy w płockim klubie Sobolewski zaczął od porażki 0:1 z Piastem Gliwice, ale potem wygrał dwa mecze z rzędu – z Pogonią Szczecin (2:1) i ŁKS Łódź (2:1). Potem zaliczył jednak ciężkie lanie w Lubinie, przegrywając z Zagłębiem 0:5. Trzy dni po tej klęsce (18 września) „Nafciarze” pokonali jednak u siebie w zaległym spotkaniu Legię 1:0, co było epokowym wydarzeniem, bo płocczanie pokonali u siebie stołeczny zespół po raz pierwszy od 16 lat.
Od tej pory jeszcze w ekstraklasie Wisła Płock nie przegrała, pokonując kolejno: Wisłę Kraków 2:1, Raków Częstochowa 2:1, Arkę Gdynia 4:1, Koronę Kielce 1:0 i Jagiellonię Białystok 3:1. Po serii sześciu zwycięstw z rzędu „Nafciarze” w 13. kolejce wywindowali się na pierwsze miejsce w tabeli. W swojej 72-letniej historii płocki zespół nigdy nie był liderem ekstraklasy, więc jest to wielki sukces.

Sobolewski w naszym futbolu jest nietypową postacią. Całą piłkarską karierę spędził w polskich klubach. Zaczynał w Jagiellonii Białystok (1994-1997), potem grał w Petrochemii Płock (1998-2002), Groclinie Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski (2003-2004), Wiśle Kraków (2005-2013) i zakończył w Górniku Zabrze (2013-2016). W sumie zaliczył w naszej ekstraklasie 512 występów, w których strzelił 60 goli. Ma też w swoim dorobku 32 mecze w reprezentacji Polski i jedną zdobytą bramkę, ale mało kto pamięta, że w 2007 roku wieku 31 lat sam z własnej woli zrezygnował z gry w drużynie narodowej.

Nie jest futbolowym celebrytą. Jeszcze jako piłkarz unikał kontaktów z mediami i pod tym względem nie zmienił nastawienia także jako szkoleniowiec. Ogranicza je do minimum, czyli do zwyczajowych konferencji prasowych. Prawie każdą swój występ zaczyna od wygłoszenia peanów pod adresem podległych sobie piłkarzy. Może właśnie dlatego ma dobre relacje drużyną, co jest wyczynem, bo przecież przejął już ukształtowaną przez poprzedników kadrę, z której okiełznaniem nie poradzili sobie ani Dariusz Dźwigała, ani Hiszpan Kibu Vicuna, ani nawet Leszek Ojrzyński.

Wisła Płock jest dobrym miejscem do pracy dla piłkarzy – dzięki mecenatowi PKN Orlen jest klubem stabilnym finansowo, a nie ma nad głową falangi fanatycznych kibiców, przed którymi trzeba się kryć po porażkach. W klubowej kadrze jest siedmiu cudzoziemców – Niemiec, Serb, Kosowianin, Brazylijczyk, Gruzin, Hiszpan i Litwin, ale szatnię trzymają Polacy, wśród których jest kilku weteranów, jak 35-letni Cezary Stefańczyk i Bartłomiej Sielawski, 33-letni Jakub Rzeźniczak, 32-letni Grzegorz Kuświk i Piotr Tomasik, ale liderem zespołu jest 27-letni Dominik Furman. Czy jest to zespół zdolny do walki o najwyższe laury w lidze? Raczej nie, ale w naszej słabej sportowo ekstraklasie gorsze kadrowo zespoły sięgały po laury.

Widząc, jak krakowska Wisła płynie w odwrotnym kierunku, Sobolewski pewnie nie żałuje, że z niej odszedł. W 13. kolejce „Biała Gwiazda” przegrała w Warszawie z Legią aż 0:7. Była to najwyższa ligowa wygrana stołecznej drużyny od 51 lat, zaś dla ekipy „Białej Gwiazdy” najwyższa porażka w XXI wieku. Co gorsze, było to też piąte przegrane spotkanie wiślaków w obecnym sezonie ekstraklasy, przez co zespół Macieja Stolarczyka stoczył się do strefy spadkowej.

Marnym pocieszeniem dla fanów krakowskiego klubu jest to, że Sąd Okręgowy w Poznaniu zdecydował we wtorek o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące byłej prezes Wisły Kraków Marzeny S. i byłego wiceprezesa klubu Roberta Sz. pod zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej działającej na szkodę klubu.

 

Biała Gwiazda się sypie

Dobrze grające w pierwszej części sezonu ekstraklasy drużynie Wisły Kraków nie zostało już wiele. Z zespołu trenowanego przez Macieja Stolarczyka odeszło już siedmiu kluczowych zawodników.

Wiśle nie udało się zatrzymać Zorana Arsenicia (odszedł do Jagiellonii Białystok), Jakuba Bartkowskiego (do Pogoni Szczecin), Tibora Halilovicia i Dawida Korta (do Atromitosu Ateny) – ci gracze po wezwaniu do zapłaty zaległych wynagrodzeń rozwiązali swoje kontrakty z winy klubu. Z kolei czołowy snajper zespołu Zdenek Ondrasek jeszcze w grudniu postanowił nie przedłużać wygasającego z końcem roku kontraktu i przeniósł się do za ocean do zespołu MLS Dallas FC.

Jagiellonia chce ponadto pozyskać Jesusa Imaza i Martina Kostala, oferując za nich 750 tys. euro, a potrzebująca pieniędzy jak kania dżdżu Wisła jest gotowa zgodzić się na transfer. Bez tych siedmiu podstawowych graczy wiślacka drużyna, która jesienią zdobyła 29 punktów, w zasadzie przestała istnieć. „Zgadza się, ale wiadomo, w jakiej sytuacji jest klub. Szukamy zawodników do uzupełnienia składu i rywalizacji, bo jest nas teraz po prostu za mało. Musimy się wzmocnić, ale będziemy czekać na okazje, czyli graczy z kartą na ręku” – przyznaje trener Stolarczyk.

Na razie jedynym pewnym wzmocnieniem Wisły przed rundą wiosenną jest Jakub Błaszczykowski, chociaż 105-krotny reprezentant Polski nadal kontraktu nie podpisał. Z wypożyczeń do I-ligowych klubów wrócili Kacper Chorążka (Raków Częstochowa), Krzysztof Drzazga (Puszcza Niepołomice) i Wojciech Słomka (GKS Katowice). Z wiślakami trenuje też Łukasz Burliga, który odszedł z Jagiellonii, a z białostockiego klubu a w ramach rozliczenia za transfer Imaza i Kostala do Wisły ma trafić Lukas Klemenz. Dobrą informacją jest to, że Marko Kolar, który już wypowiedział kontrakt z winy klubu, zdecydował się zostać i podpisał nową, półtoraroczną umowę.

 

Lechia daleko od Lecha

Fot. W meczu na szczycie ekstraklasy Lechia Gdańsk pokonała Jagiellonię Białystok 3:2

 

 

W 16. kolejce były trzy hity. Lechia pokonała wicelidera Jagiellonię 3:2 i umocniła się na prowadzeniu. Porażkę białostocczan wykorzystała Legia, która wywiozła z Lubina komplet punktów i awansowała na drugą pozycję. A w Poznaniu rządy w Lechu objął Adam Nawałka.

 

Były selekcjoner reprezentacji Polski zaraz na przywitanie zaznaczył, że „to nie jest ten czas i ten dzień, żeby mówić o zdobywaniu trofeów”. Ożeż ty orzeszku – chciałoby się rzec. Jeśli nie teraz, na 21 kolejek przed końcem sezonu, gdy do zdobycia są jeszcze 63 punkty, no to kiedy? Nawałka może teraz mówić, co mu ślina na język przyniesie, bo od właścicieli Lecha, kibiców tej drużyny oraz dziennikarzy były selekcjoner naszej reprezentacji dostał ogromny kredyt zaufania. Niemal tak samo duży, jak zakres przyznanej mu w klubie władzy.

„Praca w reprezentacji ma zupełnie inny profil. Mało jest czasu na pracę organiczną. Chcemy rozwijać piłkarzy i skupić się też na rozwoju zawodników z klubowej akademii. Na dzisiejszy trening zaprosiłem pięciu młodych zawodników, żeby wzięli udział w zajęciach teoretycznych i treningu. Chcę się im przyjrzeć, bo zawsze dla mnie wyzwaniem było wprowadzenie młodych zawodników do drużyny i tutaj chcę ten kierunek kontynuować” – przekonywał Nawałka, który został dokooptowany do składu tzw. komitetu transferowego, na dodatek z prawem weta. „Jeśli jakiś piłkarz mu sie nie spodoba, to nie zostanie sprawdzony” – zapewniał dyrektor sportowy Lech Tomasz Rząsa.

Przybyłych na prezentacje nowego trenera „Kolejorza” dziennikarzy bardziej jednak interesowała kwestia, czy Nawałce postawiono za cel walkę o mistrzostwo Polski już w tym sezonie. „To nie jest odpowiedni czas, żeby mówić o trofeach. Chcemy się skupić na najbliższym meczu. Taka będzie nasza strategia. Pamiętamy jednak, że Lech zawsze gra o trofea i z tym nie dyskutujemy” – odpowiedział nowy szkoleniowiec lechitów.

 

W Poznaniu chcą sukcesu od zaraz

Problem w tym, że wszyscy oczekują, że pod wodza Nawałki lechici od razu zaczną zmiatać rywali z boiska. Pierwsi z potęga trenerskiego geniuszu byłego selekcjonera zmierzą się piłkarze Cracovii, którzy podejmą drużynę Lecha na własnym stadionie 2 grudnia. Poznaniacy będą już wtedy znać wyniki spotkań Lechii (zagra 30 listopada na wyjeździe ze Śląskiem) i wicelidera Legii Warszawa (podejmie 1 grudnia Koronę Kielce) oraz trzeciej w tabeli Jagiellonii, która także 30 listopada zmierzy się u siebie z Arką Gdynia. I tak naprawdę to wynik tego spotkania będzie chyba Nawałkę najbardziej interesował, bowiem gdynianie otwierają tabelę grupy spadkowej, a Lech jest w ogonie grupy mistrzowskiej, ale dzieli ich różnica zaledwie jednego punktu. Możliwy jest zatem scenariusz, że w razie niekorzystnego wyniku z Cracovią i wygranej Arki w Białymstoku były selekcjoner zacznie swoja ponowną przygodę z ekstraklasą od zjazdu do grupy spadkowej. Byłby to potężny cios wizerunkowy, więc co by Nawałka nie mówił, już od początku będzie poddany potężnej presji. W Poznaniu nikt nie będzie chciał czekać na sukcesy.

Ostatnio w mediach głośno było o planach powrotu Jakuba Błaszczykowskiego do Wisły Kraków, z której w 2007 roku wykupiła go Borussia Dortmund. Dla 105-krotnego reprezentanta Polski byłaby to szansa na regularną grę i być może odbudowanie podupadłej w VfL Wolfsburg kariery. Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo „Biała Gwiazda” w ostatnich tygodniach stoczyła się na skraj przepaści i klubowi grozi nawet upadek. Powrót Błaszczykowskiego byłby z pewnością wielkim wydarzeniem nie tylko dla Wisły, ale też całej ekstraklasy. Rzecz w tym, że w tej chwili chyba nikt na Reymonta 22 w Krakowie nie ma pojęcia, co się stanie z wiślakami w przyszłym roku. Działacze szukają rozpaczliwie chętnego na wykupienie klubu, ale nie jest to łatwe ze względu na ciążące na nim długi.

 

Wiśle grozi upadek na dno

W kasie brakuje ośmiu milionów złotych żeby dokończyć obecny sezon, a piłkarze już od trzech miesięcy nie otrzymują wynagrodzeń, co daje im prawo do składania wniosków o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Na razie tego nie robią, bo jak twierdzi na łamach katowickiego „Sportu” świetnie zorientowany w wiślackich realiach Mateusz Miga, zawodnicy zawarli porozumienie, że będą do dyspozycji trenera Macieja Stolarczyka we wszystkich meczach jakie zostały Wiśle do rozegrania w tym roku. Wiadomo jednak, że rozglądają się już jednak za innymi pracodawcami. Jeśli nic się nie zmieni, jest przesądzone, że Wiusła nie otrzyma licencji na przyszły sezon i będzie musiała wycofać się z rozgrywek i wyląduje w IV lidze.

Możliwość ściągnięcia Błaszczykowskiego do Wisły już w przerwie zimowej to niezły argument w negocjacjach z potencjalnymi nabywcami akcji krakowskiego klubu. Ten piłkarz mimo gorszego okresu w karierze wciąż może wnieść wielki potencjał sportowy i marketingowy. Błaszczykowski ma co prawda kontrakt z VfL Wolfsburg ważny do czerwca 2019 roku, ale jego transferowa wartość szacowana jest przez branżowy niemiecki portal „Transfermarkt” ledwie na milion euro. Niemiecki klub musi wydawać więcej na roczne wynagrodzenie dla Błaszczykowskiego, więc z pewnością chętnie zgodziłby się na jego odejście nawet bez kwoty odstępnego, ale też bez konieczności płacenia mu jakiegokolwiek wynagrodzenia.

W piłkarskim biznesie nikt nie kieruje się sentymentami, Błaszczykowski także, więc mimo deklarowanego przywiązania do Wisły może wybrać finansowo korzystniejszą dla siebie opcję.

 

Wisła Kraków już nie chce być hiszpańska

W krakowskim klubie ponownie postawiono na polską myśl szkoleniową. Władze klubu zwolniły hiszpańskiego trenera Joana Carrillo i powierzyły prowadzenie zespołu Maciejowi Stolarczykowi.

 

To koniec hiszpańskiego pomysłu na budowę Wisły Kraków. Z krakowskim klubem pożegnał się też dyrektor sportowy Manuel Junco, którego zastąpił Arkadiusz Głowacki. Teraz on wraz z Maciejem Stolarczykiem będą mieli największy wpływ na kształtowanie sportowego oblicza „Białej Gwiazdy”. Obaj to byli środkowi obrońcy wiślackiej drużyny. Głowacki jeszcze w poprzednim sezonie był czynnym zawodnikiem, ale po zakończeniu rozgrywek postanowił w wieku 39 lat zakończyć sportową karierę. Nie zdążył się jednak nawet pożegnać z krakowskim klubem. Zmieni tylko miejsce w szatni na dyrektorski gabinet, a dres na garnitur. „To nie była dla mnie łatwa decyzja, zresztą wciąż mam wiele obaw. Wiem, że będzie mi stawiany zarzut braku doświadczenia w roli dyrektora sportowego, ale mimo to uznałem, że warto wsiąść do tego pociągu. Nie traktuję tej posady jako szansy na nową zawodową karierę, tylko jak misję którą należy wypełnić” – przekonywał Głowacki podczas zapoznawczego spotkania z dziennikarzami.

Z kolei dla Stolarczyka jest to powrót do Wisły, bo przez ostatnie lata był związany z Pogonią Szczecin. Jako zawodnik „Białej Gwiazdy” w latach 2002-2007 zaliczył w jej barwach ponad sto ligowych meczów, potem wrócił w rodzinne strony. Przez ostatnią dekadę zajmował się jednak głównie szkoleniem zespołów młodzieżowych, w tym także juniorskich reprezentacji Polski. Nie bardzo wiadomo dlaczego po zwolnieniu Joana Carrillo akurat Stolarczyk stał się głównych kandydatów do przejęcia zespołu Wisły. Za jego kandydaturą opowiedzieli sie ponoć drugi trener Radosław Sobolewski, wspomniany Głowacki, a nawet Manuel Junco, chociaż był już na wylocie. Dostał jednak kontrakt tylko na rok. Jego asystentami będą wspomniany Sobolewski oraz inny z dawnych środkowych obrońców wiślackiej drużyny Mariusz Jop, który do tej pory prowadził drużynę juniorów. Klub ma w planach reaktywację zespołu rezerw i zamierza teraz stawiać na polskich piłkarzy. Na razie jednak chce zatrzymać hiszpańskiego napastnika Carlitosa i poszukać piłkarzy, którzy będą w stanie zastąpić graczy, którzy odeszli latem.