Odeszła legenda polskiego sportu

Zmarła Irena Szewińska, najbardziej utytułowana z polskich sportowców. Mnóstwo medali z imprez międzynarodowych i krajowych, długotrwała kariera na najwyższym światowym poziomie. Była sportowcem o wielkiej klasie i równie wielkiej skromności.

 

Do dzisiaj pamiętam, jak Szewińska rozgrzewała się razem z nami, tłumem sportowego planktonu, na bocznym żużlowym boisku Skry przed pierwszym rzutem lekkoatletycznych drużynowych mistrzostw Polski. Ani to była ważna impreza, ani szczególnie istotna dla jej klubu, Polonii Warszawa, przynajmniej na tym pierwszym etapie, zresztą i sama Polonia, z całym szacunkiem, nie mogła wiele namieszać w tabeli. Szewińska była wówczas już bezdyskusyjną gwiazdą, ze złotymi medalami olimpijskimi i rekordami świata. Uznała jednak, że jej obowiązkiem jest wesprzeć swoją drużynę.

I rozgrzewała się na tym prymitywnym bocznym stadionie, razem z tłumem nikomu nieznanych zawodników z równie nieznanych klubów z całej Polski, którzy z rozdziawionymi ustami patrzyli nie rozumiejąc, co taka wielkość tutaj robi razem z nimi. Kiedy człowiek popatrzy na dzisiejsze sportowe celebryckie gwiazdy (z nielicznymi chlubnymi wyjątkami), szastające ostentacyjnie milionami, których zwykły człowiek nie zarobi przez całe swoje pracowite życie, otoczone ochroniarzami, nie zniżające się do tego bydła, którego zadaniem jest tylko wiwatować na ich cześć, to nachodzi go refleksja, że sport w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej miał jednak może nieco przaśny, ale bardziej ludzki wymiar.

W telewizji usłyszałem w telewizji Andrzeja Persona, niegdyś sportowego dziennikarza, a po 1989 r. senatora Platformy Obywatelskiej, który nie przepuścił okazji, by próbować zdeprecjonować czasy PRL, w których, nawiasem mówiąc, miał się znakomicie, jako znany sportowy żurnalista. Powiedział Person mianowicie: „Tamte czasy (PRL – przyp. MW) były inne. My, tamto społeczeństwo, nie miało takich szans jak my dzisiaj…”.

Pan senator kłamie i na dodatek robi to świadomie. Sport w PRL dawał nie tylko możliwość zrobienia kariery na poziomie międzynarodowym, ale też, przede wszystkim, dawał za darmo dzieciakom i młodzieży szansę trenowania dla zdrowia i kształtowania społecznych zachowań. Był bezpłatny. Owszem, niekiedy siermiężny, ze słabą infrastrukturą, szczególnie wtedy, kiedy wymagała ona dużych nakładów finansowych, ale jednak powszechny i darmowy.

Za pracę trenera, sprzęt i opiekę lekarską nie płaciło się ani grosza. Najlepsi dostawali stypendia. Wiem, co mówię, całe dorosłe życie trenowałem. Zresztą nie tylko o sporcie mowa. Awans społeczny w PRL stał się udziałem milionów. Może Szewińska dokładnie to wiedziała i dlatego zgodziła się kandydować do Sejmu w 1989 r. z list PZPR, choć przecież nie mogła nie zdawać sobie sprawy, że stoi po przegranej stronie? Tym bardziej wzbudza mój szacunek.

Czego o Andrzeju Personie powiedzieć nie mogę.

Sport w PRL dawał nie tylko możliwość zrobienia kariery na poziomie międzynarodowym, ale też, przede wszystkim, dawał za darmo dzieciakom i młodzieży szansę trenowania dla zdrowia i kształtowania społecznych zachowań. Był bezpłatny.

 

Irena Szewińska
(urodzona 24 maja 1946 r. w Leningradzie, zmarła 29 czerwca 2018 r. w Warszawie).
Mistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w sztafecie 4×100 metrów
Mistrzyni olimpijska z Meksyku 1968 r. w biegu na 200 m
Mistrzyni olimpijska z Montrealu 1976 r. w biegu na 400 m
Wicemistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w biegu na 200 m
Wicemistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w skoku w dal
Brązowa medalistka IO Meksyk 1968 r. w biegu na 100 m
Brązowa medalistka IO Monachium 1972 r. w biegu na 200 m.

W obronie działaczki

Środowiska dziennikarskie, naukowe i kulturalne protestują przeciwko skandalicznemu wyrzuceniu z Polskich Linii Lotniczych LOT przewodniczącej związku zawodowego. „Sprawa Moniki Żelazik urasta do rangi symbolu kolosalnego regresu praw pracowniczych i związkowych w Polsce” – czytamy w liście do szefa polskiego rządu.

 

Wygląda na to, że sprawa Moniki Żelazik może zakończyć postrzeganie gabinetu Mateusza Morawieckiego jako władzy „propracowniczej”. Po tym, jak pod koniec maja prezes LOT Rafał Milczarski zadecydował o dyscyplinarnym zwolnieniu przewodniczącej Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, temat ten wywołuje sporo emocji, szczególnie, że głównym nadzorcą spółki lotniczej jest przyjaciel premiera, sekretarz stanu w ministerstwie infrastruktury Mikołaj Wild.

To właśnie ten człowiek tuż przed zwolnieniem działaczki nawoływał do rozliczenia winnych strat, jakie poniosła spółka poprzez przymierzanie się do strajku, czyli związkowców. – Trzeba się pochylić nad szkodami, które LOT poniósł, w wyniku nawoływania do bezprawnych działań – mówił Wild. Warto pamiętać, że według obowiązujących przepisów, nie ma możliwości ukarania pracowników za działania nagłaśniające warunki zatrudnienia czy informowanie opinii publicznej o nadchodzącym strajku. Wkrótce po tych słowach Żelazik została zwolniona, a prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie prowadzenia przez nią… działalności terrorystycznej.

W piątek na biurko Morawieckiego trafił list podpisany przez znane osobistości. Sygnatariusze, czyli Marek Borowski, Jarema Dubiel, Piotr Ikonowicz, Olgierd Łukaszewicz, Sławomir Sierakowski, Jadwiga Staniszkis, Maciej Wiśniowski, Henryk Wujec i Jacek Żakowski zwracają uwagę szefa rządu na to, że w państwowej spółce „doszło do skandalicznego złamania prawa”. „To, że dziś pan premier sprawuje swoją funkcję, że mamy demokratyczne wybory, to wszystko zaczęło się od strajku powszechnego z jednym zasadniczym żądaniem, żądaniem wolności związkowej” – przypominają.

– W sytuacji tak drastycznego łamania podstawowych praw pracowniczych każdy przyzwoity człowiek, a na pewno każdy człowiek lewicy powinien wesprzeć Monikę Żelazik – powiedział redaktor naczelny Strajku.eu Maciej Wiśniowski, jeden z sygnatariuszy listu.

Nie jest to jedyna inicjatywa wsparcia dla represjonowanej związkowczyni. Na stronie Nasza Demokacja każdy może podpisać petycję z żądaniem przywrócenia do pracy Moniki Żelazik i zakończenia antypracowniczych represji w LOT.

Jednym z pomysłodawców tej akcji jest Jakub Baran z krakowskiego okręgu Partii Razem.

– Zwolnienie Moniki Żelazik za działalność związkową to symbol tego, jak wygląda »narodowy kapitalizm«, który chce budować nad Wisłą Mateusz Morawiecki – mówi działacz w rozmowie ze Strajk.eu. – Prawo i Sprawiedliwość twierdzi, że jest »najbardziej prospołecznym rządem po 89 roku«, a w praktyce zachowuje się tak jak wszystkie ekipy w III RP, przykłada rękę do łamania praw pracowniczych, represji za działalność związkową, do wyzysku i folwarcznych stosunków pracy. Monika Żelazik to Anna Walentynowicz naszych czasów, walcząc o przywrócenie jej do pracy, walczymy o prawa nas wszystkich – dodaje Baran.

„Monika Żelazik miała stanąć na czele strajku przeciwko śmieciowemu zatrudnieniu u narodowego przewoźnika. Kierownictwo kontrolowanej przez Skarb Państwa spółki stosuje nielegalne represje za działalność związkową. Wyrzucenie przewodniczącej związku jest próbą zastraszenia pracownic i pracowników LOT” – czytamy w petycji.