Bigos tygodniowy

Formalnie rzecz biorąc Francuzi bigosu nie znają, chyba że mają polskie żony. Nie znaczy to, ze nie jadają kapusty. Jadają, ale w postaci soupe de choux ( kapuśniak) oraz choucroute (kiełbasa z kiszoną kapustą). Nie jest to złe, ale bigos jest lepszy. Tym kulinarnym wstępem rozpoczynam okolicznościową, polsko-francuską tym razem porcję bigosu. Dodałem do niego nieco choucroute i soupe de chox – zobaczymy, co z tego wyjdzie.

W piątek na Pola Elizejskie zjechali się traktorami rolnicy. W sobotę przy Ecole Miltaire była demonstracja związkowców przeciwko bezrobociu. Trochę słabe to hasło, zwłaszcza że we Francji kłopotów bez liku. Wyraźnie słabną też „żółte kamizelki”. Nie mniej na 5 grudnia spodziewany jest strajk prawie generalny. Były tu czasy, kiedy słodycz „słodkiej Francji” docierała mocniej do poziomu świata pracy. Dziś niewiele po tym zostało, w słodkiej Francji dominuje gorycz i rozczarowanie. Widać to gołym okiem – po tym, jak skromnie, jeśli nie nędznie odziana jest znaczna cześć Paryżan, jak pustawe są pełne kiedyś kawiarnie i bary. Legendarny splendor Paryża jakby się gdzieś ulotnił i to nie od wczoraj. Nie jest to powrót do czasów „Nędzników” Wiktora Hugo, ale generalna pauperyzacja świata pracy jest ewidentna i naoczna. Po raz pierwszy widziałem Paryż w 1981 roku i różnica in minus jest wprost uderzająca. Inna sprawa, ze taki Paryż skromniejszy odbieram jako bardziej sympatyczny.

Za to bogaci są coraz bogatsi i to jest jest problem, który bardzo drażni nastawionych tradycyjnie bardzo egalitarnie Francuzów. Złośliwi mówią nawet o Francji, jako o „Związku Radzieckim, któremu się udało. Świat pracy bardzo drażni prezydent Macron. Gdy jako czterdziestolatek został wybrany, pisano o nim protekcjonalnie „kid” i serwowano niewybredne żarty z różnicy wieku miedzy nim, a jego żona. Teraz uchodzi za dyktatora, autokratę z ambicjami „cesarza Europy”. Bardzo nielubiana jest jego narracja, jego język – abstrakcyjny, intelektualny, hermetyczny, słabo zrozumiały przez przeciętnego Francuza. Słowem, jego język, styl retoryki uważany jest za nowomowę elity, która gardzi nie tylko ludem, ale nawet jego prostota. To odwrócenie polskiej sytuacji, gdzie władza szczyci się, że trafia do ludu, a elity piętnuje, jak zalecił Przewodniczący Mało.

W Polsce, jak czytam i słyszę w globalnej wiosce, inne problemy niż we Francji, ale te same co u nas zawsze, tradycyjne jak bigos. Nergal znów ścigany za obrazę uczuć religijnych. Macierewicz Antoni chce Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Nie wróżę mu powodzenia. ONR-owi też się nie udało. Z kim on to KPNP zrobi? Z młodym pokoleniem wychowanym na luziku, internecie i grach komputerowych? Wolne żarty. Pisowscy publicyści obudzili się u progu 2020 roku z krzykiem, że nie będzie pomnika bitwy warszawskiej 1920, czyli łuku triumfalnego nad Wisłą i znaleźli winnego – władze Warszawy, w tym Pawła Rabieja, który trochę tylko bardziej oględnie napisał, że wobec wielu ważniejszych potrzeb ten łuk potrzebny jest jak dziura w moście. Uznano to za oznakę braku polskiej duszy. Szanowni Państwo! Miejcie pretensje do władzy PiS. Przez cztery lata mieli nieskrepowaną większość i stawiali pomniki jakie i gdzie chcieli. Skoro dotąd nie wystawili łuku, to do nich miejcie pretensje, nie do Rabieja. Poza tym – był taki fajny łuk tęczowy na placu Zbawiciela. Po coście podjudzali do spalenia go? Byłby teraz jak znalazł. Francuzi są kompletnie inni. Oni nie wystawili pomnika nawet Wielkiej Rewolucji Francuskiej, choć ma ona w dziejach świata rangę pierwszorzędną. A co do publicystów pisowskich, to uśmiechają się przez łzy i robią dobrą minę do gorszej gry. Jeszcze wczesną wiosną pletli o szansie na 50 procentowy, czyli konstytucyjny wynik wyborczy PiS. Teraz przerzucili się na biadanie, że po drugich rządach PiS władze obejmie lewica. Popadają w skrajne nastroje, jak dzieci.

Z rzeczy poważniejszych. Sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna został zawieszony za to, że zażądał ujawnienia list poparcia dla członków neo-KRS. Ale sędziowie to betka, bo jest ich garstka. Bigos to będzie wtedy, jak większość przegranych z sadach, zwykli ludzie, ludu pisowskiego nie wyłączając, rzuca się kwestionować niekorzystne dla siebie wyroki. Przecież wiadomo, że każdy Polak ma się za niewinnego i skrzywdzonego. Wtedy dopiero PiS połapie się, jakiego bigosu nawarzył, jakiego potwora Frankensteina sobie ulepił. I wtedy dopiero Przewodniczący Mało rzuci Ziobrę na pożarcie. Na razie nie daje się rzucić na pożarcie Banaś, „pancerny Marian”. Będzie trwał dopóki się da. Banasiowi pecunia non olet, forsa się do niego klei, ma dar spotykania na ulicy akowców z kamienicą, jak tragarzy, a i skromna pensyjka prezesa NIK piechotą przecież nie chodzi.

PiS się rozmyśliło i zamierza zabrać Magdzie Biejat przewodnictwo sejmowej komisji rodziny. Cnotliwej zonie i matce dwójki dzieci, ale z lewicy. PiS-owi się taka nie ostoi. Ma ją zastąpić trzeciorzędna aktorka Chorosińska, nowa pisowska Maria Magdalena.

A lubelski Paruch nie jest już szefem Centrum Analiz Strategicznych. Uznano, że żaden z niego strateg, bo PiS przegrało Senat. Zastąpił go Maliszewski Norbert. Ma wystrategować wygraną Adriana.

Na polskich paszportach pojawiło się hasło „Bóg Honor Ojczyzna”. W sam raz dla Banasia i Banasiowej Republiki.

Manifestują mimo zakazów

Mimo krwawych represji reżimu Macrona, skierowania wojska przeciw manifestantom i zakazom manifestowania w licznych miastach, w „akcie XX” protestów „żółtych kamizelek” wzięły znów udział dziesiątki tysięcy ludzi. Pragnienie sprawiedliwości społecznej i demokracji było silniejsze, niż totalitarne zakazy.

W Awinionie, gdzie władze zadekretowały zakaz manifestowania sprzeciwu wobec neoliberalnej polityki Emmanuela Macrona i oligarchii, którą reprezentuje, ludzie skandowali „Nie dla dyktatury, mamy prawo manifestować, jesteśmy we Francji”. W „zakazanym” Bordeaux wielka manifestacja skończyła się starciami z policją, podobnie w Paryżu i kilku innych miejscowościach. Jak zwykle było dużo aresztowań, są kolejni ranni.
Na polecenie prezydenta prefektury wydały łącznie zakazy protestów w 27 miastach, ale we wszystkich i tak ludzie wyszli na ulice. Rząd zadekretował mandaty za uczestniczenie w nielegalnych manifestacjach (135 euro), ale policja z reguły nie mogła ich wlepiać z powodu dużej liczby protestujących.
W Montpellier kilku policjantów zostało rannych, gdy tłum przeciwstawił się policyjnej szarży. W Paryżu zakazem protestów objęto jedynie część miasta (Pola Elizejskie, wokół siedziby prezydenta, Plac Zgody, parlament), więc manifestacje wystartowały z czterech innych miejsc. Do starć z policją doszło na Placu Trocadero (naprzeciw Wieży Eiffla), gdy protestujący próbowali iść w kierunku Placu Gwiazdy i Pól Elizejskich.
Na transparentach królował postulat demokratyzacji kraju poprzez wprowadzenie referendów z inicjatywy obywatelskiej (RIC), domagano się dymisji Macrona i jego rządu oraz poprawy poziomu życia, sprawiedliwego podziału bogactw, które w tej chwili są wchłaniane przez bezkarną oligarchię. Ruch „żółtych kamizelek” nie słabnie, ciągle popiera go większość Francuzów.

Popis prezydenckiej arogancji

Wyjątkowym cynizmem popisał się francuski prezydent Emmanuel Macron, komentując sytuację, do jakiej doszło podczas XIX aktu protestów Żółtych Kamizelek w ostatnią sobotę. Mówił o 73-letniej aktywistce Geneviève Legay, która po demonstracji trafiła do szpitala z poważnym urazem czaszki.

Fotografie starszej kobiety, obalonej na ziemię, gdy policja rozpędzała zgromadzenie Żółtych Kamizelek w Nicei, obiegły w weekend media społecznościowe. Sprawą ciężkiego uszkodzenia ciała 73-letniej Geneviève Legay zajął się też prokurator, ale najprawdopodobniej nikt zarzutów nie usłyszy – śledczy skłaniają się ku uznaniu, że działania policjantów były prawidłowe, a uczestniczka manifestacji sama nieszczęśliwie uderzyła głową o beton.
Wcześniej podczas demonstracji Legay trzymała w dłoniach tęczową flagę z napisem „Pokój”. Uczestnicy protestu zgodnie twierdzą, że policja agresywnie rozpędzała Żółte Kamizelki, nie przejmując się, czy ktoś nie ucierpi.
Dziś do sprawy odniósł się Emmanuel Macron, który odwiedział Niceę razem z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem. Co prawda złożył 73-latce życzenia szybkiego powrotu do zdrowia (na łamach pisma „Nice-Matin”), ale nie omieszkał zasugerować, że sama jest sobie winna.
– Kiedy ktoś jest wrażliwy i ryzykuje uszczerbek na zdrowiu (…) to nie stawia się w takiej sytuacji – powiedział prezydent Francji o udziale kobiety w demonstracji. Jeszcze przed oficjalnym zamknięciem śledztwa stwierdził również, że Legay z pewnością nie została skrzywdzona przez policjantów, a jedynie znalazła się w ogarniętym paniką tłumie. Na koniec oznajmił, że porządek publiczny musi być respektowany zawsze i wszędzie, a aktywistce można życzyć nie tylko zdrowia, ale i tego, by „trochę zmądrzała”.
Reprezentująca Legay prawniczka Arié Alimi zapowiada, że złoży pozew przeciwko policjantom, którzy w sposób nieproporcjonalny interweniowali przeciwko starszej aktywistce. Twierdzi, że kobieta została celowo przewrócona na ziemię. Prawniczka wytknęła także Macronowi brak taktu – wszak osoba, której życzył „więcej rozsądku”, w tej chwili walczy o zdrowie i życie.
Także Jean-Luc Mélenchon, lider Nieuległej Francji, zasugerował Macronowi, by to raczej on uczył się od demonstrantki z Nicei, niż ją krytykował. – Ona walczy o dobro innych. A pan uderzył ją w imię czego? – napisał na Twitterze.
Na arogancki komentarz Macrona odpowiedziały również same Żółte Kamizelki. Starsze aktywistki i aktywiści umieszczają w mediach społecznościowych swoje zdjęcia, podkreślając, że wiek nie przeszkadza im w walce o równość i lepsze jutro. Inni zwracają uwagę, że nikt nie sprawdza metryki np. członkom Rady Konstytucyjnej…
W ostatnim akcie protestów Żółtych Kamizelek ulicami Francji maszerowało, według szacunków aktywistów, ponad 126 tys. osób. Policja jest skłonna przyznać, że było ich 40 tys., jednak zaniżanie szacunków frekwencji na demonstracjach jest w tym wypadku praktyką powszechną.

Strzelać do żółtych!

Nadszedł dzień, w którym obowiązują nowe, obostrzone rozwiązania przeciwko ulicznym protestom, zaproponowane przez prezydenta Macrona.

I tak: zakazane są wszelkie zgromadzenia na Polach Elizejskich w Paryżu i okolicach Pałacu Prezydenckiego i siedziby Zgromadzenia Narodowego. Podobne ograniczenia wprowadziła policja innych większych miast m.in. Bordeaux, Metzu, Tuluzy, Nicei i Marsylii.
Po ostatnim, bardzo burzliwym weekendzie zmieniono władze policji paryskiej, na czele której stoi obecnie Didier Lalman. To do niego zwrócił się bezpośrednio minister spraw wewnętrznych Francji z apelem, by okazał „zero tolerancji” w stosunku do protestujących. Zapowiada to kolejne brutalne interwencje policji wobec rozgniewanych ludzi walczących o swoje prawa. Policja zapowiada użycie całego arsenału środków przeciwko demonstrującym: dronów, znaczenia farbą uczestników protestów w celu późniejszej ich identyfikacji, jeszcze więcej gładkolufowej broni strzelającej gumowymi kulami, które do tej pory okaleczyły już setki ludzi.
Do tego doszła decyzja Macrona o wyprowadzeniu na ulice oddziałów wojskowych. Chodzi o 7 tysięcy żołnierzy i oficerów, które od 2015 roku w Paryżu uczestniczą w operacji Sentinelle, skierowaną początkowo przeciwko terrorystom. Obecnie mogą używać siły przeciwko „Żółtym Kamizelkom”. I choć minister obrony Francji Florence Parly zapowiedziała, że wojsko będzie unikało kontaktu z manifestującymi, to obserwatorzy obawiają się, że będzie to niemożliwe, a skutki mogą być tragiczne.
Przewodniczący frakcji parlamentarnej „Republikanie” wezwał Macrona do zmiany tej „strasznej decyzji”, podobne wezwania opublikowali inni politycy, w tym były kandydat na prezydenta partii socjalistycznej Benoit Hamon, wcześniej lider Nieuległej Francji Jean-Luc Melenchon w swoim liście wskazał, że Macron zaczyna być niebezpieczny.
Obserwatorzy są zgodni w ocenie, że odwołanie się do armii świadczy o słabnącej pozycji Macrona i braku umiejętności porozumienia się ze społeczeństwem. I wszyscy w napięciu czekają na rozwój wypadków.

Macron straszy

Sobotnie manifestacje „żółtych kamizelek“ miały być „ultimatum“ dla prezydenta Emmanuela Macrona, zapowiadano wielkie demonstracje, ale prezydent to zlekceważył, pojechał sobie na weekendowe narty w Pireneje. Musiał przedwcześnie wracać, bo w Paryżu protest przybrał szczególnie gwałtowne oblicze. Ogłosił, że podejmie „silne decyzje“, które mają temu zaradzić. Wczoraj w stolicy Francji policja aresztowała pond 200 osób.

Wielu francuskich polityków krytykowało prezydenta, że wolał pojechać na narty, niż śledzić przebieg manifestacji na miejscu. Macron kazał jednak strzec pustego Pałacu Elizejskiego 12 kompaniom policji i wyjechał się zabawić, podczas gdy setki tysięcy ludzi w kraju domagało się jego dymisji.
Po przyśpieszonym powrocie ogłosił, że wszyscy, którzy wczoraj manifestowali, są „wspólnikami wandali“, którzy doprowadzili do pożarów i demolowania oraz plądrowania sklepów na Polach Elizejskich. „To już się nie nazywa manifestacją. Ci ludzie chcieli zniszczyć Republikę, mogli kogoś zabić“ – mówił zdenerwowany. „Wiele rzeczy zostało zrobionych od listopada [tj. od początku protestów „żółtych kamizelek“], ale dzień dzisiejszy pokazuje, że to za mało.“
Macron nie powiedział nic więcej na temat przyszłych „zdecydowanych środków“, lecz ich ogłoszenie nadchodzi jeszcze przed wejściem w życie bardzo kontrowersyjnej „ustawy przeciw chuliganom“ przegłosowanej przez jego partię, która miała być odpowiedzią na przemoc, która towarzyszy czasem manifestacjom „żółtych kamizelek“. Według krytyków, ustawa niesie ryzyko poważnego ograniczenia prawa do manifestacji, będzie ją badać Rada Konstytucyjna (odpowiednik Trybunału Konstytucyjnego).
„Żółte kamizelki“ odpowiadają, że ministerstwo policji źle zarządzało podległymi oddziałami – nie interweniowaly one przeciw „chuliganom“, bo było ich za mało, a minister nie pozwolił użyć jednostek pilnujących opuszczonego Pałacu. „Wypaczenie autorytarne“ Macrona, krytykowane przez lewicę, może jeszcze zaostrzyć sytuację we Francji.

Europejskie marzenie lewicy

Profesor Tadeusz Iwiński, w Trybunie z 8 marca, w artykule „Europejskie marzenie prezydenta Francji” opisał różne marzenia polityków, które były zrealizowane oraz plan prezydenta Francji Emanuela Macrona zaprezentowany w tekście „Na rzecz europejskiego odrodzenia”. Zachęca do poważnej dyskusji nad przyszłością Unii Europejskiej.

Nasuwa się pytanie: Jakie jest marzenie lewicy o przyszłości Unii Europejskiej?

Nie spotkałem publikacji dającej odpowiedź na to pytanie, a jest ona bardzo potrzebna, szczególnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Najwyższy czas żeby polska lewica sformułowała polskie i zaproponowała europejskie marzenia lewicy.
Polskie marzenie lewicy i drogę do niego zaproponowałem w opracowaniu: Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego, opublikowanym w czerwcu 2016 roku na stronie internetowej Pomorskiego Klubu Współczesnej Myśli Politycznej
Od Października 2018 roku, pod tym adresem, dostępne jest 2 wydanie tego opracowania, zaktualizowane i udoskonalone. Jest ono oparte o polskie i międzynarodowe doświadczenia oraz zawiera projekty i uzasadnienia:
1 Uchwał Kongresu Polskiej Lewicy, inicjujących nowe otwarcie lewicy, określone w polityce lewicy, którą można uznać za polskie marzenie lewicy.
2 Polskiej Społecznej Gospodarki Rynkowej, zgodnej z Art. 20 Konstytucji, która zastąpi kapitalizm.
3 Sposobów jej wprowadzania i wykorzystania, w celu coraz lepszego zaspokajania potrzeb społecznych oraz działań lewicy w tym zakresie.
Opracowanie to przesłałem do znanych mi kierownictw krajowych i terenowych organizacji i działaczy lewicowych oraz naukowych, związanych z polityką.
W opracowaniu tym, w rozdziale 5 Polityka lewicy, zaproponowałem treść Uchwał Kongresu Polskiej Lewicy, a w tym polityki lewicy, określającej zamierzenia i kierunki działań lewicy, działającej w interesie milionów pracowników i twórców, ich rodzin oraz grup społecznych wyzyskiwanych i dyskryminowanych przez właścicieli, niedemokratyczne władze i przestępców. Działanie takie może zapewnić lewicy szerokie poparcie społeczne.
Zachęcam kierownictwa polskich organizacji lewicowych do:
– Zorganizowania Kongresu Polskiej Lewicy na początku kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego oraz uchwalenie proponowanej polityki lewicy – polskiego marzenia lewicy, szeroko rozpowszechnionej w kręgach lewicy i nauki, wraz z jej uzasadnieniem.
– Zaproszenia na Kongres przedstawicieli organizacji lewicowych z innych krajów Unii Europejskiej, w celu umożliwienia lewicy europejskiej wykorzystanie polskiej inicjatywy dla sformułowania europejskiego marzenia lewicy.
– Szerokiego rozpowszechnienia wśród wyborców do Parlamentu Europejskiego informacji o kongresie, polityce i inicjatywie europejskiej polskiej lewicy.

Władysław Bujwid

Wyjdźcie z głupich traktatów

Lider francuskiej lewicy, ekosocjalista Jean-Luc Mélenchon, skrytykował tekst prezydenta Macrona o «odrodzeniu Unii Europejskiej» ogłoszony w europejskiej prasie. Mélenchon jest przewodniczącym grupy Nieuległej Francji (LFI) w Zgromadzeniu Narodowym, posłem Delty Rodanu (Marsylia). Autor książki o niemieckim ordoliberalizmie Śledź Bismarcka (niemiecka trucizna).

Sprawiedliwość społeczna i ambicja ekologiczna nakazują odejść od ordoliberalizmu bronionego przez Emmanuela Macrona w jego liście do Europejczyków.

Francuski prezydent zwraca się do Europejczyków. Deszcz frazesów, potoki zużytych cytatów i rusofobicznej paranoi. Ale istnieje inne francuskie słowo. Powszechny interes ludzi na Starym Kontynencie zasługuje na coś więcej niż rozpłynięcie się w strategii gadaniny Emmanuela Macrona. W Europie czas mówić jedym prawdziwie międzynarodowym językiem, zdolnym zmotywować do wspólnego działania narody bardzo różne pod względem historii, języka i kultury. To język wspólnego dobra, którego należy bronić. Wspólnych planów życiowych. Praw socjalnych i usług publicznych. Trzeba je odbudować po trzydziestu latach grabieży «wolnej i uczciwej
konkurencji».
Wszystkim nam zagraża system produkcji i wymiany, który niszczy Ziemię i ludzi. Czy nie nadszedł najwyższy czas, by prowadzić politykę solidarności, która nas uratuje z postępującej katastrofy ekologicznej? Finansowe monstrum dosyć już się nażarło ze szkodą dla wszystkich prostych radości życia. Jeśli Europie potrzeba odrodzenia, niech to będzie odrodzenie suwerenności ludu, zwycięstwa oświecenia nad obskurantyzmem pięniędzy i religijnych namiętności. Gdyby Francja chciała być wszystkim użyteczna, zaproponowałaby herkulesową pracę, którą trzeba szybko wykonać.
Tak, narody europejskie mogą w 20 lat nauczyć się «zielonej reguły»: nie brać z przyrody więcej, niż ona może odrodzić. Możemy od razu zrezygnować ze stosowania pestycydów zabójczych dla bioróżnorodności. Potem wykorzenić biedę na kontynencie, zagwarantować każdemu przyzwoitą płacę, ograniczyć różnice między dochodami, by zahamować nieskończoną epidemię nierówności. Jesteśmy zdolni rozszerzyć prawa kobiet na całą Europę. Możemy zatrzymać rękę okradających fiskusa. Tysiąc miliardów euro rocznie znika poprzez nieodpowiedzialną działalność, zamiast służyć wspólnemu dobru.
Krótko mówiąc, możemy zacząć nową erę ludzkiej cywilizacji. To się da zrobić na najlepiej wykształconym i najbogatszym kontynencie. Jeśli uzna protekcjonizm negocjowany ze światem, uczyni z tak humanistycznych norm nową linię wspólnego horyzontu dla miliardów ludzi.
Coś jednak trzeba najpierw zrobić: wyjść z traktatów organizujących Unię Europejską. Nasza mizeria ekologiczno-socjalna jest konsekwencją zawartości tych traktatów. Zamroziły one całą politykię gospodarczą w absurdalnym dogmacie ordoliberalizmu i atlantyzmu, drogim rządowi prawicy i socjalistów Angeli Merkel. Organizują brak inwestycji w transformację ekologiczną, rozkład państwa socjalnego, oddają demokracje finansistom. Pomyślane, by zaoferować finansom wieczne święto, uniemożliwiają pomoc wzajemną i ludową solidarność.
W godzinę masowych społecznych cierpień i katastrofy ekologicznej narody europejskie mają dość władzy, która mówi jedno, a robi na odwrót. List Emmanuela Macrona jest tego przykładem. Domaga się on od Unii, by zrealizowała globalny cel redukcji stosowania pestycydów o połowę do 2025 r. Dlaczego więc odmówił uchwalenia planu wyjścia z glifosatu, jak wielokrotnie proponowali posłowie Nieuległej Francji (LFI)? Na początku kadencji mówił, że nie chce już układów wolnej wymiany, jeśli nie respektują umów COP21. Dlaczego zaakceptował później układy z Kanadą i potem Japonią? Czemu zgodził się zabronić parlamentom państwowym wypowiadania się na temat tych traktatów?
Domaga się «tarczy socjalnej gwarantującej to samo wynagrodzenie na tym samym miejscu pracy». To samo mówił w czasie rewizji dyrektywy o pracownikach delegowanych! System pozwala ciągle na dumping socjalny, składki socjalne płaci się w krajach ich pochodzenia. I kiedy LFI proponowała abolicję statusu pracowników delegowanych, bądź klauzulę najkorzystniejszego reżimu socjalnego dla nich, partyjne roboty partii prezydenckiej (LREM) głosowały przeciw.
Macron stał się niebezpieczny. Nie tylko dla manifestantów i swoich opozycjonistów politycznych. Jego antyrosyjska fobia każe mu zbliżać się do granicy wojny. Jej ryzyko pojawiło się w Europie wraz z ogłoszeniem przez Stany Zjednoczone instalacji w Polsce rakiet skierowanych w Rosję. Władimir Putin zapowiada odpowiedź. Należy jak najszybciej wyrwać się z tej eskalacji uniezależniając się od NATO. To sprzeczne z «Europą obrony», którą Macron i Merkel prezentują jako nowe europejskie marzenie.
Strach przed Rosjanami jest absurdalny! To nasi naturalni partnerzy. Jeśli demokracja jest zagrożona, to raczej przez tyranię finansjery i brutalne metody kierowania narodami. To one zamęczyły Grecję, doprowadziły do ścigania opozycji, jak w Polsce i na Węgrzech. I jak we Francji, gdzie problem naszej demokracji nie pochodzi z Moskwy, lecz z Paryża. Prezydent wprowadził zaciekłe represje przeciw 17-tygodniowej mobilizacji żółtych kamizelek. Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka ogłosił otwarcie śledztwa w sprawie policyjnej przemocy. Jest poruszony, bo mamy 12 zabitych, 2 tys. rannych, 22 pozbawionych oka, 5 ręki, 8. tys. zatrzymań i półtora tysiąca przyśpieszonych procesów.
Tyle żyć rozbitych, gdyż pragnęły swojej części słońca. Egzystencja jest nie do wytrzymania, więc Macron obłudnie ulega morderczej iluzji Europy-fortecy, która chroniłaby się przed uchodźcami utonięciami w Morzu Śródziemnym! Viktor Orban pochwalił list Macrona – to nie powinno zaniepokoić Francuzów? Przecież Macron deklarował walkę z polityką węgierskiego prezydenta? À rebours tym gwałtom, należy zaraz wprowadzić politykę przeciw źródłom przymusowych migracji: wojnom, zmianom klimatycznym, rabunkom gospodarczym.
Zmiana kierunku jest dla europejskich narodów nagląca. Angela Merkel i Emmanuel Macron wcielają stare, ponure i głupie recepty. Powiedzmy zresztą bez owijania w bawełnę: co nas obchodzi pseudo «para francusko-niemiecka», to pretensjonalne kondominium kontrolowane przez CDU. Upokarza ono pozostałe 26 krajów. Izoluje Francuzów od ich naturalnych krewnych z Południa. Odrodzenie, którego Europa potrzebuje, to wolność polityczna jej ludów. Jeśli Francja zechce być użyteczna do czegoś, niech prezentuje się jako partner, a nie nauczyciel.

Tłum Jerzy Szygiel (strajk.eu)

Europejskie marzenie prezydenta Francji

We współczesnym świecie targanym tyloma konfliktami oraz sprzecznościami,przepełnionym coraz wyraźniejszymi zjawiskami chaosu,rośnie zarazem tęsknota za planami i wizjami dalekosiężnymi. W istocie tak było zawsze, toteż Georges Duhamel, znany francuski pisarz,słusznie akcentował, że „nie ma wielkiego czynu,który by nie powstał z jakiegoś wielkiego marzenia”. Z drugiej strony Nikołaj Gogol znany jest z gorzkiej refleksji, iż „nie ma nic bardziej żałosnego od niespełnionych marzeń”.

Jaką ogromną karierę zdobyło pojęcie „American dream”, którego jednym z symboli stała się nowojorska Statua Wolności! A przed kilku laty zrodził się ruch – obecnie partia – „Gruzińskie marzenie”, założony przez miliardera Bidzinę Iwaniszwiliego, który niespodziewanie (pamiętam rozmowę z nim w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy w Strasburgu) zwyciężył w 2012 r. w wyborach formację Michaiła Saakaszwiliego. Co więcej, to „Marzenie” do dziś sprawuje władzę w Tbilisi, choć jego lider (trochę podobnie jak Jarosław Kaczyński) nie pełni obecnie żadnych funkcji państwowych.
Piszę o tym dla banalnego przypomnienia wagi i sukcesu wspaniałego powojennego projektu „Ojców Założycieli” obecnej Unii Europejskiej – Konrada Adenauera, Jean Monneta, Roberta Schumana, Paul-Henri Spaaka i Altiero Spinelliego. UE bez wątpienia znajduje się dziś w sytuacji kryzysu, którego symbolami stały się Brexit oraz rosnące tendencje nacjonalistyczne i populistyczne. Tym bardziej znaczący wydaje się ciekawy i śmiały plan, jaki Emmanuel Macron zaprezentował właśnie w mediach 28 państw członkowskich w tekście „Na rzecz europejskiego odrodzenia”. Zasługuje on na poważną dyskusję, gdyż widać iż jest dość spójny i stanowi zapewne rezultat szerszej analizy teoretyków oraz praktyków francuskich.
Ta dyskusja powinna toczyć się zarówno przed niezwykle ważnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w końcu maja br., jak i po ich rozstrzygnięciu.
Prezydent Francji (w czasie wyborów upłyną pierwsze 2 lata jego kadencji) – często bezzasadnie wyśmiewany przez polską prawicę – wskazuje,że zdaniem wielu obywateli Europa stała się jedynie „RYNKIEM BEZ DUSZY”. Podziela de facto ten punkt widzenia, bo przecież „rynek jest użyteczny, ale nie może nam pozwolić zapomnieć o konieczności granic, które chronią i wartości, które łączą”. Macron pisze dalej tak: „Nacjonaliści mylą się, kiedy udają, że wycofaniem się z Europy bronią naszej tożsamości, ponieważ to właśnie cywilizacja europejska nas łączy, nas wyzwala, nas chroni (…) MUSIMY WYMYŚLIĆ FORMY NASZEJ CYWILIZACJI W ZMIENIAJĄCYM SIĘ ŚWIECIE. Jest to czas europejskiego odrodzenia. Dlatego też, odporny na pokusy zamknięcia się w sobie i pokusy podziałów, PROPONUJĘ WSPÓLNĄ BUDOWĘ TEGO ODRODZENIA WOKÓŁ TRZECH AMBICJI: WOLNOŚĆ, OPIEKA I POSTĘP”.
Przedstawiony tekst jest „gęsty” i zawiera wiele (może nawet zbyt dużo) ciekawych oraz konkretnych propozycji. Są wśród nich: utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, odnowa strefy Schengen, wspólna policja graniczna, Europejski Urząd ds. Azylowych, Europejska Rada Bezpieczeństwa Granicznego, nowe rozwiązania w zakresie polityki obronności, reforma polityki konkurencji i polityki handlowej. Co ważne – ustanowienie osłony społecznej gwarantującej każdemu pracownikowi takie samo wynagrodzenie w tym samym miejscu pracy oraz „EUROPEJSKIE WYNAGRODZENIE MINIMALNE dostosowane do każdego kraju i omawiane zbiorowo każdego roku”. Jak widać, niektóre z tych propozycji są NIEMAL REWOLUCYJNE i nasuwa się naturalnie pytanie o ich realność w dającej się przewidzieć perspektywie.
Ambitne plany odnoszą się ponadto do imperatywu ochrony środowiska i właściwej polityki klimatycznej (m.in. powołanie Europejskiego Banku Klimatycznego oraz Europejskiej Inspekcji Sanitarnej). Za trafną uważam propozycję ukierunkowania polityki Unii, „o ile zamierza ona odgrywać rolę światową ,NA AFRYKĘ, z którą . powinniśmy zawrzeć pakt przyszłości” .Od siebie dodam, że na Czarnym Lądzie mamy obecnie 54 państwa z populacją 3-krotnie większą od tej w UE po Brexicie, zaś wyzwania związane np. z polityką migracyjną dotyczyć będą tego właśnie kontynentu.
Francuski prezydent chciałby „kuć żelazo póki gorące” i idzie jeszcze dalej. Proponuje więc, aby do końca tego roku, wspólnie z przedstawicielami instytucji europejskich i państw członkowskich zwołać Konferencję dla Europy. Miałaby ona „zaproponować wszystkie zmiany niezbędne dla naszego projektu,bez tabu,nawet bez tabu rewizji traktatów. Konferencja ta powinna zaangażować panele obywatelskie, wysłuchiwać pracowników akademickich, partnerów społecznych, przedstawicieli religijnych i duchowych. Zdefiniuje ona harmonogram działań dla Unii Europejskiej, przekładając te główne priorytety na konkretne działania”.
W tym miejscu ponownie rodzi się pytanie o wykonalność takiego założenia, zwłaszcza w przewidywanym czasie, nie mówiąc o wymaganej zgodzie przyszłych uczestników na takie procedowanie. Wystarczy przypomnieć, iż do tej pory nie udało się osiągnąć porozumienia np. ws. ostatecznych warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Nie chcę przeto być nadmiernym sceptykiem, ale lubię powiedzenie Johna F. Kennedy’ego że „lepsze są nieprzyjemne prawdy niż przyjemne iluzje”.
Zbyt mało czasu upłynęło, by zanalizować reakcje na propozycje Macrona. Są one zróżnicowane, choć raczej pozytywne, ale w sumie nie ma ich zbyt wielu, szczególnie jeśli chodzi o oficjalne stanowiska.
Donald Tusk poparł zwłaszcza propozycje mające na celu ograniczanie wpływów zagranicznych na procesy wyborcze w UE i wskazał, że kilka innych jest już „na tapecie” Komisji Europejskiej. Wicekanclerz Niemiec Olaf Scholz wyraził zadowolenie, iż nie dominuje sceptycyzm, a akcent położony jest na zwiększenie spójności unijnej i potrzebę konkretnych działań. Niektórzy uważają, iż proponuje się tworzenie zbyt wielu nowych instytucji. Wiceszef parlamentarnej frakcji SPD w Bundestagu Achim Post (od lat blisko współpracujący z SLD) skrytykował pasywność kanclerz Merkel w obszarze polityki unijnej i nieco złośliwie zauważył,że „w przeszłości nierzadko hamowała ona inicjatywy Macrona”.
Zupełnie nie dziwi mnie,że najbardziej krytycznie, a nawet obraźliwie o planie prezydenta Francji wypowiadają się politycy PiS i z pewnością podobna będzie reakcja całej nacjonalistycznej europejskiej prawicy. Przecież wyjściowa teza autora jest następująca: „nigdy od czasów II wojny światowej Europa nie była tak bardzo potrzebna. A jednocześnie nigdy nie była tak bardzo zagrożona”, a ma na myśli jednoznacznie siły nacjonalistyczne i populistyczne, Wprawdzie nie wymienia on żadnych nazwisk,ale europoseł prof. Ryszard Legutko odczytał je w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl bezbłędnie: .To Jarosław Kaczyński, Victor Orbán i Matteo Salvini. A propozycje Macrona są dlań : „ekspresją jakiegoś niezrównoważenia”.
Ten ogromny kontrast uświadamia znaczenie stawki, o jaką toczyć się będą najbliższe wybory europejskie!

Macron zmieni UE?

W przerwach od obserwowania jak organy jego państwa masakrują ludzi na ulicach, prezydent Francji uznał, że Europa potrzebuje jego porad dotyczących reformowania wspólnoty.

Macron wzywa do „renesansu” kontynentu. Chce dogłębnych zmian w Europie i, co ciekawe, rewizji traktatów. To wszystko miałoby się odbyć podczas specjalnie zwołanej europejskiej konferencji. Wynurzenia prezydenta Macrona przedrukowało jednocześnie 28 najważniejszych europejskich gazet.
Macron podkreślił, że Europa jeszcze nigdy nie była w takim niebezpieczeństwie od drugiej wojny światowej, ale jednocześnie zauważa, że jeszcze nigdy nie była tak potrzebna sama sobie jak teraz.
W opinii francuskiego przywódcy symbolem europejskiego kryzysu stał się Brexit, który, jak uważa Macron, udowodnił, że UE nie jest w stanie odpowiedzieć na oczekiwania ludzi, by ochronić ich przed globalnymi wstrząsami współczesnego świata. A zamykanie się przed tymi problemami poszczególnych krajów to „pułapka, która zagraża całości Europy”. Nie wolno pozwolić nacjonalistom wykorzystać gniew ludzi do swoich celów.
„Znajdujemy się w momencie, kiedy wszyscy razem musimy od nowa politycznie i kulturowo określić naszą cywilizację w zmieniającym się świecie”, napisał Macron. Uważa on też, że zagrożona jest demokracja europejska, ponieważ obserwuje się „próby niektórych mocarstw wpływania na każde głosowanie europejskie”. Aby temu zapobiec, Macron proponuje powołanie europejskiej agencji ds. obrony demokracji, która będzie walczyć z cyberatakami i manipulacjami. Nie wyjaśnił, kto i jak będzie określał, co agencja uzna za manipulację, a co nią nie będzie i czy to właśnie nie stanie się kolejną manipulacją. Wspomniał też o wspólnej polityce obronnej w porozumieniu z NATO.
Francuski prezydent proponuje też rewizję traktatu z Schengen i powołanie ogólnoeuropejskiej służby granicznej i stworzenie biura do spraw przyznawania
pobytu.
„Wszyscy, którzy zechcą uczestniczyć w tym projekcie, powinni wykonywać swoje zobowiązania dotyczące odpowiedzialności (dokładna kontrola graniczna) i solidarności (taka sama polityka przyznawania prawa pobytu, takie sama reguły przyjęcia i odmowy przyjęcia)” – uważa Macron.
W Europie, proponowanej przez francuskiego przywódcę, również Wielka Brytania miałaby swoje miejsce.
„Będą różnice zdań. Ale co lepsze – zastygła Europa czy Europa idąca naprzód, niechby nawet niekiedy z różną prędkością, ale otwarta dla wszystkich?” – pyta prezydent.
W pomysłach francuskiego polityka jest próba rozwiązania wszystkich problemów Francji, wciągnięcie Wielkiej Brytanii dla zrównoważenia rosnącej siły Niemiec i próba wprowadzenia Europy dwóch prędkości, by nie oglądać się na takie kraje jak Polska, i zamiar rozwiązania krytycznej własnej sytuacji wewnętrznej poprzez oskarżenie ich o poddawanie się nacjonalistycznym wpływom i wiele innych. Czy i jak Europa odpowie na wezwania reprezentanta neoliberalnej Europy, pokażą najbliższe dni.

Przemoc i pogarda Francja

Mało kto wie, że dzisiaj Francuzi manifestują podwójnie. Wszystkie kamery są skierowane na barykady „żółtych kamizelek” w ogniu, na Polach Elizejskich, skąd policja próbuje przemocą wyrzucić manifestantów, ale w Paryżu kilka kilometrów dalej, jak w blisko w 50 innych miastach, przeszły dziś pochody kobiet i mężczyzn, którzy w rok po pojawieniu się planetarnego ruchu #metoo domagają się „skończenia z seksistowską przemocą ”. „Jesteśmy kurewskimi feministkami” – skandowały kobiety przy Placu Opery, przejmując to pogardliwe określenie na znak swej determinacji.

 

Francuskie media oligarchiczne i prorządowe skupiają się naturalnie na przemocy „żółtych kamizelek” w Paryżu, tej przemocy, która jest odpowiedzią na przemoc władzy. Nie chodzi tu nawet o te granaty hukowe, te gazy łzawiące, pałki i wozy bojowe, które rząd Macrona wystawił zamiast jakiejś odpowiedzi politycznej na niezadowolenie (łagodnie mówiąc) 77 proc. społeczeństwa. Chodzi o przemoc przez nie przemilczaną, która wyciska łzy kobiet i mężczyzn nawet bez gazów łzawiących: przemoc wielkiego kapitału, uosobioną przez neoliberalny ekstremizm Emmanuela Macrona.
Kto wie, może gdyby okradaniu klas najniżej uposażonych, tych milionów ludzi, którzy ledwie wiążą koniec z końcem lub wcale ich nie wiążą, nie towarzyszyła jawna dla nich pogarda ze strony młodego bankiera-milionera, gdyby ekonomicznej przemocy nie towarzyszyły słowa o „ludziach, którzy są niczym”, może wtedy Macronowi by się udało. W wielu państwach klasa wielkich posiadaczy dzięki swym pieniądzom i wpływom opanowała prawodawstwo, by je przystosować do swoich interesów kosztem reszty społeczeństwa, ale potrafiła lepiej dbać o pozory, niczym ten pijany mąż, który po pobiciu żony i wytrzeźwieniu mówi „kocham cię”, aż do następnego razu.
Ale Macron, ten „idealny zięć” z czasów kampanii wyborczej, nie dość, że nazwał się Jowiszem (Dzeusem), tj. bogiem, to po zrobieniu bezprecedensowych prezentów dla klasy możnych, która w niego zainwestowała („uwolnienie” od podatków miliarderów, milionerów, wielkich przemysłowców, akcjonariuszy, rentierów itp.) postanowił odbić budżetowe straty na klasach, o których mówił, że to „leniwi alkoholicy” lub „palacze”, którym „nie chce się przejść na drugą stronę ulicy, by znaleźć pracę i kredyt” . Na tych, którzy zarabiają pensję minimalną lub mniej, na emerytach, bezrobotnych, studentach i nawet na tej niższej klasie średniej, która go poparła w wyborach.
Przemocowy „czaruś” rzeczywiście okazał się „antysystemowy”, jak twierdził: obala francuski system socjalny i kodeks pracy, wszystko, co pomagało jeszcze hamować neoliberalny wzrost nierówności społecznych. Już dziewięć milionów ludzi we Francji żyje poniżej progu ubóstwa. Przemoc klasowa czy seksistowska, wynikają z poczucia bezkarnej siły, lecz gdy podbija ją jeszcze widoczna pogarda, może zostać wywołany bardzo gwałtowny opór. Jeśli Macron tego nie zrozumie, może nie dotrwać do końca kadencji. Walka przeciw przemocy silniejszych wymaga nierzadko długiego czasu, o czym doskonale wiedzą bite, czy gwałcone kobiety. Ale dzisiaj w Paryżu obie manifestacje miały tę samą nadzieję, że jeśli nawet nie wygra się od razu, to trzeba próbować.