Wygrajmy Senat!

Najwyższa izba w parlamencie, do tej pory marginalizowana przez polityków, może stać się w przyszłej kadencji języczkiem u wagi.

Po rozbiciu szerokiej koalicji do Sejmu, notowania PiS w sondażach poprawiły się na tyle, że w społeczeństwie, jak i wśród polityków pojawiło się zwątpienie czy jeszcze da się wygrać z Prawem i Sprawiedliwością.
W koalicyjnych układankach do izby niższej parlamentu kompletnie przestano zajmować się Senatem. Pojawiały się od czasu do czasu wypowiedzi polityków, że władze poszczególnych partii zamierzają w sposób komplementarny potraktować wybory do Senatu. Grzegorz Schetyna publicznie zadeklarował, że zrobi wszystko, żeby opozycja wystawiła wspólnych kandydatów i żeby nie pójść przeciwko sobie. Tymczasem brak wspólnych rozmów w tym zakresie przeczy słowom szefa PO.
Gdyby partyjne interesy odłożyć na bok i pomyśleć o Polsce w kategoriach, że warto walczyć o praworządną i demokratyczną ojczyznę, to cała opozycja powinna wystawić w każdym okręgu jednego, wspólnego kandydata do Senatu przeciw jednemu kandydatowi Zjednoczonej Prawicy. Wyborcy odzyskaliby wiarę w to, że liderzy opozycji potrafią się jednak dogadać, co przyniosłoby dodatkowy bonus w postaci głosów w wyborach. To istotny efekt psychologiczny, zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy coraz więcej osób jest zdegustowanych działaniami polityków. Siła każdego ugrupowania zależy od zdolności nawiązywania porozumień, więc skoro nie udało się zbudować jednego silnego bloku do Sejmu, to może wygrajmy Senat?
Propozycję Lewicy dotycząca Paktu Senackiego należy więc przyjąć z zadowoleniem. To dobry pomysł, aby nie oddać Sejmu i Senatu w ręce jednej partii.
Senat daje możliwość przyjmowania poprawek do ustaw i uchwalania własnych projektów. PiS nie mógłby w trybie ekspresowym przepychać ustaw wcześniej przyjętych przez Sejm i bez poprawek przepuszczać je przez Senat. Pisowska zmiana w ustawie o oświacie, dzięki której wójt decyduje o dopuszczeniu do matury, nie byłaby możliwa z dnia na dzień.
Mieć własnego marszałka Senatu, od którego zależy porządek obrad, otwartego na obywateli, aranżującego rozmaite społeczne wydarzenia w Senacie, chociażby konferencje dotyczące ważnych zagadnień, w których braliby udział przedstawiciele rożnych środowisk, jest ważnym elementem w budowaniu pluralizmu, konsolidacji, przyjaznej przestrzeni, która mogłaby zaowocować blokowaniem autorytarnych zapędów PiSu.
Przypomnę także, że Rzecznika Praw Obywatelskich wybiera Sejm „za zgodą Senatu”. W momencie wakatu na to stanowisko Adam Bodnar, któremu kończy się kadencja we wrześniu, zostanie pełniącym obowiązki RPO.
Przyjęcie Paktu Senackiego to szansa na ukrócenie zakusów dyktatorskich, które mogą przybrać na sile w momencie całkowitego zwycięstwa i obsadzenia parlamentu większością posłów i senatorów tylko ze zjednoczonej prawicy.
Wygrajmy Senat dla nas wszystkich po to, aby po wyborach mieć poczucie, że coś się nam jednak wspólnie udało zrobić dla Polski, a nie tylko dla rozbujanych ambicji partyjnych kolegów.