Mueller w cieniu Lewandowskiego

Niemieckie media w minionym tygodniu żyły plotką, że Bayern Monachium chce przedłużyć o dwa lata wygasający w 2021 roku kontrakt z Robertem Lewandowskim. Ten temat został wyparty przez wieści, że trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew skreślił definitywnie trzech graczy bawarskiego klubu – Thomasa Muellera, Jerome’a Boatenga i Matsa Hummelsa.

Działacze Bayernu przygotowują się do gruntownej przebudowy zespołu. Po zakończeniu obecnego sezonu z klubu mają odejść m.in. Franck Ribery i Arjen Robben, ale wśród nowych nabytków wymienia się napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera. Ten 21-letni piłkarz nie jest jednak szykowany na następcę Lewandowskiego. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że szefowie bawarskiego potentata chcą zbudować nowy zespół wokół polskiego piłkarza. Stąd wzięła się oferta przedłużenia kontraktu, co jak wiadomo zawsze wiąże się z solidna podwyżką. „Lewy” już teraz należy do najlepiej opłacanych graczy Bayernu, bo jeśli wierzyć medialnym plotkom zarabia rocznie ponad 15 mln euro, mniej więcej tyle samo co Thomas Mueller, bramkarz Manuel Neuer i środkowi obrońcy Mats Hummels i Jerome Boateng.

Według dziennika „Sport Bild” Bayern chce przedłużyć umowę z kapitanem reprezentacji Polski w nagrodę za jego rezygnację z planów zmiany barwa klubowych. Poza tym szefowie klubu zauważyli radykalna zmianę z zachowaniu „Lewego” względem klubu i docenili jego deklaracje, że jest gotów zakończyć w monachijskim zespole karierę.

Lewandowski obecny kontrakt z mistrzem Niemiec podpisał jesienią 2016 roku. Podobnie jak w poprzednich, także i w tym sezonie jest najlepszym strzelcem zespołu i dla nikogo nie ulega wątpliwości, że bez jego goli drużyna Nico Kovaca nie byłaby w stanie walczyć o najwyższe trofea w Niemczech i w europejskich pucharach. We wszystkich rozgrywkach „Lewy” zdobył już 27 bramek i na spółkę z Luką Joviciem jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (15 goli) i najlepszym strzelcem Ligi Mistrzów (8).

Na tle osiągnięć polskiego piłkarza dokonania jego niemieckich kolegów wypadają blado, ale działacze Bayernu mają świadomość, że dokładając Lewandowskiemu wywołają płacowe żądania rodzimych gwiazd. Nieoczekiwanie w sukurs przyszedł im selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew, który definitywnie skreślił z niej Muellera, Boatenga i Hummelsa. Oficjalnie władze bawarskiego klubu wyraziły oburzenie z tego powodu, ale raczej kruszyć kopii z tego powodu długo nie będą. Mają powód, żeby odmówić im, gdy zażądają podwyżki.

 

Lewandowski zbierał siły na Liverpool?

Bayern Monachium w 22. kolejce Bundesligi z trudem pokonał Augsburg 3:2. Robert Lewandowski gola nie strzelił, może zbierał siły na wtorkowy mecz w Lidze Mistrzów z Liverpoolem.

Przed meczem z Liverpoolem Bayernu Monachium opublikował w mediach społecznościowych pozowane zdjęcie z udziałem czterech największych gwiazd zespołu – Manuela Neuera, Thomasa Muellera, Matsa Hummelsa i Roberta Lewandowskiego. Fotografia nawiązuje do jednej z najsłynniejszych okładek w historii rocka, do płyty zespołu The Beatles z 1969 roku „Abbey Road”. Na oryginale słynna czwórka muzyków z Liverpoolu, John Lennon, Paul McCartney, Ringo Starr i George Harrison, w przerwie między nagraniami pozowali do okładkowego zdjęcia przechodząc gęsiego przez pasy na London Street. Piłkarze Bayernu w lekko stylizowanych na lata 60. ub. wieku fryzurach też maszerują jeden za drugim po pasach, tyle że namalowanych na murawie boiska.

To czytelne nawiązanie do czekającego monachijska jedenastkę wtorkowej potyczki w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem. W opinii futbolowych ekspertów faworytem jest angielski zespół, którego obrońcy są co najmniej o klasę lepsi od defensorów FC Augsburg, którzy w miniony piątek nie pozwolili Lewandowskiemu na zdobycie choćby jednej bramki. A wypada przypomnieć, że polski napastnik w potyczkach z tą drużyną zaliczył wcześniej aż 18 trafień.
Kapitan reprezentacji Polski stracił zatem okazję na poprawienie bramkowego dorobku w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi, w której ze 193 golami na koncie jest drugi za grającym w Werderze Brema 40-letnim Claudio Pizzaro na liście najskuteczniejszych obcokrajowców. Peruwiańczyk w miniony weekend zdobył swoją 194. bramkę i znów jest samodzielnym liderem.

 

Im to się opłaca kopać

Francuski dziennik „L’Equipe” opublikował raport o zarobkach piłkarzy w pięciu najsilniejszych ligach europejskich. Z zestawienia wynika, że najmniej płacą kluby niemieckie, a najlepiej opłacanym graczem jest gwiazdor FC Barcelona Leo Messi.

Informacje podane przez „L’Equipe” ze zrozumiałych względów najbardziej zbliżone do prawdy są w przypadku klubów francuskich, ale w opublikowanej przez dziennik klasyfikacji najwyżej wynagradzanych zawodników występujących w pięciu najlepszych ligach na naszym kontynencie w czołowej dziesiątce nie ma ani jednego gracza z niemieckiej Bundesligi. A w niej najlepiej opłacanym graczem, oczywiście według nieoficjalnych źródeł, jest Robert Lewandowski. Najskuteczniejszy strzelec w drużynie Bayernu zarabia miesięcznie 1,33 mln euro, czyli rocznie prawie 16 mln euro. Niewiele mniej kasują dwaj reprezentanci Niemiec – Manuel Neuer i Thomasz Mueller. Obaj miesięcznie zarabiają po 1,25 mln euro. Inne niemieckie kluby mogą pomarzyć o takich honorariach.

Lewandowski, Neuer i Mueller to jednak w porównaniu z najlepiej opłacanymi zawodnikami z lig hiszpańskiej, angielskiej, francuskiej i włoskiej ubodzy krewni. Dla porównania: w Hiszpanii krezusami na liście 10 najbogatszych są Leo Messi, który w Barcelonie zarabia miesięcznie 8,3 mln euro, as Atletico Madryt Antoine Griezmann, otrzymujący w Atletico Madryt miesięcznie 3,3 mln euro, drugi z graczy Barcelony Luis Suarez (2,9 mln euro), gwiazdor Realu Madryt Gareth Bale (2,5 mln euro) i trzeci z asów „dumy Katalonii” Philippe Coutinho (2,3 mln euro). Z ligi włoskiej w gronie najwyżej opłacanych graczy jest oczywiście gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo. Na jego konto turyński klub co miesiąc przelewa 4,7 mln euro. Z angielskiej Premier League więcej od Lewandowskiego zarabiają chilijski gwiazdor Manchesteru United Alexis Sanchez (2,28 mln euro) i niemiecki rozgrywając Arsenalu Londyn Mesut Oezil (1,6 mln euro), a z francuskiej Ligue 1 gwiazdorzy Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar (3,06 mln euro), Francuz Kylian Mbappe (1,73 mln euro) i Urugwajczyk Edinson Cavani (1,5 mln euro miesięcznie).

Natomiast najlepiej opłacanym trenerem wg. „L’Equipe” jest argentyński szkoleniowiec Atletico Madryt Diego Simeone, który zarabia miesięcznie tyle samo, co najlepiej opłacany zawodnik w drużynie Griezmann, czyli 3,3 mln euro. Za jego plecami znalazł się hiszpański trener Barcelony Ernesto Valverde (2 mln euro), kolejny Hiszpan, prowadzacy Manchester City Pep Guardiola (1,9 mln euro) oraz włoski szkoleniowiec Juventusu Turyn Massimiliano Allegri (1,14 mln euro). Trener Bayernu Niko Kovacz zarabia miesięcznie „zaledwie” 580 tysięcy euro.

 

Bundesliga wznawia rozgrywki

Piątkowy mecz Hoffenheim – Bayern Monachium zainauguruje rundę rewanżową niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Po 17 kolejkach liderem rozgrywek jest Borussia Dortmund, która wyprzedza drugi w tabeli Bayern o sześć punktów.

Rozpoczynająca się w najbliższy weekend runda rewanżowa niemieckiej Bundesligi zapowiada się na jedną z najbardziej pasjonujących w ostatnich latach. Sprawił to kryzys formy jaki dopadł w połowie rundy jesiennej bawarskiego potentata, z którego skorzystała znakomicie grająca Borussia Dortmund, która w pewnym momencie miała już nad Bayernem nawet dziewięć punktów przewagi. Ostatecznie Robertowi Lewandowskiemu i spółce udało sie nieco zniwelować straty, lecz wielu futbolowych ekspertów uważa, że monachijska drużyna może w tym sezonie nie wywalczyć mistrzowskiego tytułu. Po raz pierwszy od sezonu 2010-2011 zespół Bayernu przystępuje do rundy rewanżowej nie jako lider Bundesligi.

Wygląda jednak na to, że trener bawarskiej jedenastki Niko Kovac w trakcie zimowego zgrupowania w Katarze doszedł do porozumienia z piłkarzami, a to było najważniejszą przyczyną ich słabszej gry w rundzie jesiennej. „Jesteśmy gotowi na pościg za liderem i nie odpuścimy Borussii nawet jednego meczu. Naszym celem jest siedemnaście zwycięstw” – zapowiedział Thomas Mueller. Oczywiście w Monachium nikt nie odważy się powiedzieć publicznie, że stracił wiarę w obronę tytułu. Ale w trakcie zgrupowania w Katarze i po powrocie do Niemiec każdy zawodnik mistrza Niemiec otwarcie mówi o dogonieniu Borusii.

Skąd taki optymizm w zespole? Do zespołu wrócili kontuzjowani gracze, m. in. James Rodrigueza, którego Bayern zamierza jednak wykupić z Realu Madryt. Ale ważniejszym powodem jest zmiana w postępowaniu trenera Kovaca. Szkoleniowiec przyznał rację starszyźnie drużyny, że ustawieniu 1-4-2-3-1 jest najlepszym rozwiązaniem i obiecał już nie kombinować. Zapowiedział też koniec z rotacją i obiecał, że będzie wystawiał tylko graczy w aktualnie najwyższej formie. Kovac dopieścił też Lewandowskiego, mianując go trzecim kapitanem drużyny, po Manuelu Neuerze i Thomasie Muellerze. Już w piątek w meczu z Hoffenheim się przekonamy, co te wszystkie zmiany dały.

 

W Bayernie znów lubią Lewego

To chyba koniec medialnego zamieszania wokół niedoszłego transferu Roberta Lewandowskiego. Ostatecznie „Lewy” wrócił do Monachium i wznowił treningi, czyli nie poszedł drogą bojkotu wybraną przez wielu innych piłkarskich gwiazdorów.

 

Lewandowski od wielu miesięcy znajdował się pod bezpardonowym ostrzałem niemieckich mediów, które wrogo reagowały na każdą spekulację dotyczącą jego rzekomych planów odejścia z Bayernu Monachium. Nagonka odniosła ten skutek, że nawet kibice monachijskiego klubu zaczęli w internetowych ankietach domagać się transferu polskiego napastnika. „Lewy” z jakiegoś powodu nie uciszał tego medialnego zgiełku, choć zapewne wystarczyłby do tego jakaś nawet drobna manifestacja lojalności wobec Bayernu, kolegów z drużyny czy choćby stwierdzenie, że nie zamierza nigdzie się z ruszać. Nie zrobił tego jednak, chociaż nawet pobieżna analiza transferowego rynku pokazuje, że od strony czysto sportowej tego lata zupełnie nie opłacało się ruszać z Bayernu. Mógłby na ewentualnym transferze skorzystać jedynie finansowo, ale szefowie bawarskiego potentata, Uli Hoeness i Karl-Heinz Rummenigge, znaleźli i na to sposób. Obaj odbyli spotkanie z polskim piłkarzem i można jedynie przypuszczać, że w jego trakcie podsunęli mu do podpisania aneks do obowiązującego jeszcze trzy lata kontraktu, w którym w znacznej części zrekompensowali „Lewemu” utracone korzyści z niedoszłego transferu.

Potem rozmowę z cztery oczy z Lewandowskim odbył nowy trener Bayernu Niko Kovac. „Robert jest jednym z trzech najlepszych środkowych napastników na świecie, ma z Bayernem ważny kontrakt i w moich planach ogrywa kluczową rolę. Powiedziałem mu, że to dlatego władze klubie nie chciały podejmować żadnych rozmów transferowych. Robert moje stanowisko zaakceptował, co bardzo mnie ucieszyło. Teraz możemy skupić się na czysto piłkarskich sprawach i jak najlepiej przygotować się do nowego sezonu” – powiedział Kovac w wypowiedziach dla niemieckich mediów. W najbliższą niedzielę Bayern zainauguruje nowy sezon meczem o Superpuchar Niemiec z Eintrachtem Frankfurt. Ale wcześniej Uli Hoeness zaprosił cała kadrę na wystawną kolację do swojej restauracji nad jeziorem Tegernseez. Stoły uginały się od wykwintnych potraw, a biesiadującym przygrywała hiszpańska orkiestra. Hoeness miło witał wszystkich zawodników, lecz ostentacyjnie najwięcej uwagi poświęcał Lewandowskiemu, co odnotował tabloid „Bild”.

Te splendory z pewnością nie wszystkim graczom Bayernu się podobały, a na pewno nie tym, którzy są emocjonalnie związani z bawarskim klubem, jak Thomas Mueller, Manuel Neuer, Mats Hummels, Franck Ribery czy Arjen Robben. A „stara gwardia” pamięta, że w maju „Lewy” chciał zmiany klubu. Czy mu wybaczyli „zdradę”, przekonamy się już w najbliższą niedzielę w meczu o Superpuchar. Bez dokładnych podań od kolegów „Lewy” traci połowę swojej piłkarskiej wartości.

 

MŚ 2018: Kara dla Meksykanów

FIFA ukarała grzywną w wysokości 10 tys. franków szwajcarskich federację Meksyku za zachowanie kibiców tego kraju podczas meczu z Niemcami. Poszło o obelżywe przyśpiewki pod adresem bramkarza Manuela Neuera.

 

Meksykańscy kibice dopingujący swój zespół podczas zwycięskiego meczu z Niemcami (1:0) podpadli działaczom FIFA, bo niemal przez całe spotkanie skandowali pod adresem Neuera przyśpiewkę, w której bramkarza nazywali „puto”, co w języku hiszpańskim oznacza obraźliwe określenie męskiej prostytutki. To nie pierwszy taki wybryk kibiców z tego kraju. Wcześniej w eliminacjach do rosyjskiego mundialu za ich homoseksualne wyzwiska meksykańska federacja otrzymała ostrzeżenia i kary finansowe. FIFA ostrzegła też Meksykanów, że jeśli w kolejnym meczu dojdzie do recydywy, nałoży jeszcze surowsze sankcje, nie wykluczając wypraszania „śpiewaków” ze stadionów lub wręcz niewpuszczania ich na mecze.