Flaczki tygodnia

Uff! Dziewiątego października w końcu powstała Nowa Lewica. Po dwóch latach od pierwszych zapowiedzi. Idzie nowe.

Idzie nowe, wzdychają teraz melancholijnie „Flaczki”, które obserwowały to polityczne weselisko zza stolika redakcji „Trybuny”. Dzierżawiącej owe miejsce razem z redakcją portalu internetowego „Wpunkt.” Tak to lewica, ta w wieku 50+ i 60 +, bawiła się na weselisku z lewicą w wieku 20+. Czasem i wieku 30+, jeśli jakiś młodzieżowy dziaders przylazł i przysiadł się.

Na każdym weselu, nawet tym polityczny, zwykle jest podobnie. Bo każda ceremonia zaślubin odbywa się wedle standardowego, odwiecznego scenariusza. Trudno wtedy mówić o zaskoczeniu, bo wszyscy mówią to co powinno być wtedy powiedziane. Tylko w komediach romantycznych któraś ze strona niespodziewanie ucieka spod ołtarza. Dziś spod telewizyjnych kamer. Nawet prześmiewcze przemowy – niespodzianki na dzisiejszych weseliskach nie odbiegają od kanonu standardowych zaskoczeń. Takie są prawa globalizacji.

Zatem i na tymże weselisku było podobnie. W radosnym kanonie mieściły się deklaracje- przysięgi składane publicznie przez wiążących się dwóch współprzewodniczących Nowej Lewicy: Roberta Biedronia i Włodzimierza Czarzastego. Podobnie, jak wspominki o nich, ich politycznych przyjaciół z łączących się partii i zaproszonych na uroczystość kolegów z bratniej Partii „Razem”.

Rolą świeckiego księdza zaszczycił ceremonię prezydent Aleksander Kwaśniewski. Przypomniał politycznym nowożeńcom o ich przyszłych, publicznych obowiązkach. Godnie i sprawiedliwie, jak na prawdziwego dobrodzieja przystało.

Prawdziwe skandale dzieją się na zapleczu weselnych uroczystości. A bez skandalu, nie ma przyzwoitego wesela, mawiała „Flaczków” babcia. Niestety bójki weselników „Flaczki” nie odnotowały, co zdecydowanie obniża towarzyską rangę imprezy. Na pocieszenie rzec można, że zgłoszony z sali kandydat Piotr Rączkowski miał ten potencjał. Rokował przynajmniej. Za to w roli przybyłej, choć niezaproszonej na weselisko, ciotki dobrze wypadła posłanka Joasia Senyszyn. Nudno nie było, tak będą wspominać imprezę „Flaczki”.

Dziewiątego października „Nowa Lewica” zaczęła pisać swą historię. Biedroń w październiku, i Czarzasty w październiku, wzdychają melancholijnie „Flaczki”. Zastanawiając się, czy ów październikowy dzień będzie kolejnym „punktem zwrotnym” w historii polskiej lewicy? Czy „Nowa Lewica” stworzy naprawdę nową jakość na polskiej scenie politycznej, czy pozostanie tylko mieszaniną dwóch, rożnych pokoleniowo i kulturowo partii?

Dziewiątego października kończy się kilkuletnia polityczna historia Wiosny i ponad dwudziestoletnia historia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ponieważ „Flaczki” należały do tej partii, to i na niej się skupią. SLD była i jest formacją pokolenia polskich lewicowców, którzy zwykle zaczynali swe polityczne kariery w PZPR. Potem współtworzyli przemiany zapoczątkowane „Okrągłym Stołem”. Potem współtworzyli obecną Konstytucję RP. Wprowadzali III Rzeczpospolitą do Unii Europejskiej i do NATO. To formacja historycznych sukcesów. Ale tylko do roku 2004.

Potem przegrywaliśmy już wszystkie kolejne wybory. Bo potem nie potrafiliśmy zaproponować nowym pokoleniom nowych horyzontów rozwojowych i politycznych.I naszym rówieśnikom też. Przegrywaliśmy, bo broniliśmy III Rzeczpospolitej, choć dla kolejnych jej pokoleń nie była ona już sprawiedliwa socjalnie, a czasami też już niedemokratyczna.

Bo bezmyślnie broniliśmy obecnej Konstytucji i systemu politycznego III Rzeczpospolitej. Choć zauważaliśmy, że przyjęty w czasie „Okrągłego Stołu” model rządzenia państwem polskim poprzez równoważenie i hamowanie nadmiernych wpływów prezydenta, premiera i parlamentu staje się w ostatnich latach coraz mniej funkcjonalnym. Nieodpornym dodatkowo na neofaszyzmy. I już nie tak skutecznym jak autorytarne rządy w szybko modernizujących się państwach azjatyckich.

Przegrywaliśmy, jako SLD, kolejne wybory,bo nie potrafiliśmy, i nadal nie potrafimy, zreformować naszej Unii Europejskiej. Pozwoliliśmy aby była postrzegana jedynie jako twór nieefektywny,zbiurokratyzowany, nieludzki. Ciało obce. Trzeba było globalnej pandemii,żeby nasza Unia wzięła się w garść i udowodniła, że pomimo tych wad najlepiej na świecie potrafi rozwiązań problem powszechnych szczepień.

Wcześniej jednak pozwoliliśmy, aby nasza Unia Europejska została zredukowana do roli bankomatu i „brukselskiej stajni”, którą dwójka polsko- węgierskich koniokradów zamierza cwanie opróżnić. Ku radości milionów Węgrów i Polaków. Zachwyconych taką „sprawiedliwością dziejową”.

Pozwoliliśmy też na „śmierć mózgową NATO” zamiast i tam dokonywać koniecznych zmian i reform. Uwierzyliśmy, że nasza „Belle epogue” zapoczątkowana upadkiem ZSRR i systemu jałtańskiego będzie trwać wiecznie. I już nigdy nie zaznamy wojen, głodu, poniewierki. Dalej z roku na rok będziemy się tylko bogacić. Przynajmniej statystycznie.

Pozwoliliśmy, aby fabryki świata wyemigrowały do Chin i innych krajów Azji. Bo uwierzyliśmy, że tylko ludzie Zachodu potrafią opracowywać nowe technologie. Pozwoliliśmy na recydywę szkodliwych, XIX wiecznych pojęć „suwerenności” państwa, idei „Europy Ojczyzn”. Kiedy globalnymi i realnymi stały się problemy „suwerenności technologicznej”, „suwerenności innowacyjnej” , „suwerenności produkcyjnej”.

Dziewiątego października 2021 roku powstała Nowa Lewica. Po dwóch latach od pierwszych zapowiedzi. Czyli – „Idzie nowe”. A stare gdzie się ma podziać, wzdychają „Flaczki”.

Wszystkim entuzjastom powrotu do świata starych wartości „Flaczki” polecają znakomitą monografię „Maoizm. Historia globalna” napisaną przez Julię Lovell. Wydaną przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Lektura tej fascynującej książki uświadomi, jak daleko współczesne Chiny odeszły już od „rewolucji przy pomocy książeczki”. Jak rewolucjonizują teraz przy pomocy sztucznej inteligencji i najnowszych technologii. Tymczasem polscy politycy, zwłaszcza ci prawicowi, dalej walczą z wykreowanymi przez siebie „ideologiami” ze zbójeckich „książeczek”.