Lekkoatleci obiecują grad medali w Berlinie

Do najważniejszej w tym roku lekkoatletycznej imprezy, mistrzostw Europy w Berlinie, coraz bliżej. Pu Pucharze Świata w Londynie i mistrzostwach Polski w Lublinie apetyty kibiców „królowej sportu” wyostrzyły się. Działacze PZLA nie stonują tych oczekiwań i śmiało obiecują dwucyfrową liczbę medali.

 

Z dwóch ostatnich czempionatów Starego Kontynentu – w 2014 roku w Zurychu i 2016 roku w Amsterdamie – biało-czerwoni przywozili po dwanaście medali. W Berlinie, w dniach 6-12 sierpnia, ta liczba jest możliwa do osiągnięcia po raz trzeci z rzędu. Po krajowym czempionacie w Lublinie nasi lekkoatleci rozjechali się do ośrodków treningowych, żeby w nich doszlifować formę. Ostateczną kadrę na mistrzostwa Europy PZLA ogłosi wkrótce, ale jej kluczowi zawodnicy nie muszą obawiać się o nominacje. W jakich konkurencjach mamy prawo oczekiwać medali? Na pewno w konkurencjach rzutowych.

Anita Włodarczyk już w Lublinie pokazała, że uporała się z lekkim kryzysem z początku sezonu i uzyskała najlepszy wynik w tym roku na świecie (79,59 m). Nasza mistrzyni olimpijska tym zwycięstwem stłumiła falę krytyki, jaka na nią ostatnio spadła po rezygnacji z zawodów ku pamięci Kamili Skolimowskiej we Władysławowie i Chorzowie. „W Berlinie chcę ponownie poprawić rekord świata” – obiecuje Włodarczyk. Ale na medalowy łup liczą też dwie pozostałe młociarki w naszej ekipie – Joanna Fiodorow (w Lublinie rzuciła 74,25 m) i Malwina Kopron, która ma na koncie rzuty powyżej 75 metrów. Przy odrobinie szczęście w tej konkurencji nasza ekipa może zgarnąć komplet medali.

O kolejne dwa krążki, w tym ten z najcenniejszego kruszcu, z pewnością powalczą też nasi młociarze – Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. W mistrzostwach Polski o 12 centymetrów lepszy był ten pierwszy, ale na rzutni w Berlinie równie dobrze kolejność może być odwrotna. Oby tylko nie dali się pokonać zawodnikom z innych krajów.
W pchnięciu kulą znakomitą formę w tym sezonie demonstruje Michał Haratyk. 26-letni kulomiot z Cieszyna wygrał w Lublinie wynikiem 21,85 m, ustanawiając nowy rekord mistrzostw Polski. To także czwarty wynik w tym roku w Europie. W Berlinie stuprocentowej gwarancji na medal nie daje, ale Haratyk już w tym roku przekroczył barierę 22 metrów.

W coraz lepszej formie jest też drugi z naszych mistrzów kuli Konrad Bukowiecki. W mistrzostwach Polski przegrał co prawda z Haratykiem, ale też przekroczył granicę 21 metrów (21,04 m). Piotr Małachowski mimo 35 lat na karku zdobył 12. tytuł mistrza Polski w rzucie dyskiem. Wynik 65,78 m pozwala z optymizmem czekać na jego występ w Berlinie, gdzie będzie bronił tytułu mistrza Europy.

Liczymy też na medale dwóch naszych najlepszych średniodystansowców – Adama Kszczota w biegu na 800 m i Marcina Lewandowskiego na 1500 m, sztafetę mężczyzn 4×400 m, tyczkarzy.
Dwa lata temu w ME Amsterdamie po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy zajęliśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. Jak będzie tym razem?

 

Popis biało-czerwonych w Londynie

Reprezentacja polskich lekkoatletów zajęła w Londynie drugie miejsce w pierwszej edycji Pucharu Świata. Pierwsze miejsce wywalczyła ekipa Stanów Zjednoczonych, a za plecami biało-czerwonych znalazły się zespoły Wielkiej Brytanii, Jamajki, Francji, Niemiec, Republiki Południowej Afryki i Chin.

 

Lekkoatletyczny Puchar Świata odbywał się po raz pierwszy w nowej formule. Osiem najlepszych ekip narodowych z klasyfikacji punktowej zeszłorocznych mistrzostw świata zostało zaproszonych do rywalizacji w Londynie. Oprócz biało-czerwonych startowali lekkoatleci z Wielkiej Brytanii, USA, Niemiec, Francji, Jamajki, Chin i RPA. Ale tylko Polska wyznaczyła do startu niemal same największe gwiazdy. Czołowi zawodnicy zespołów rywali zdecydowali się na start w piątkowym mityngu Diamentowej Ligi w Rabacie i odpuścili występ w stolicy Wielkiej Brytanii.

Zasady punktacji w Pucharze Świata są proste – zwycięzca konkurencji otrzymuje osiem punktów, za drugie miejsce przyznawane jest siedem punktów, za trzecie sześć, a za zajęcie ostatniej w stawce ósmej lokaty jeden punkt. Im wyższe miejsce w końcowej klasyfikacji zbiorczej, tym większa finansowa nagroda. W Londynie w puli nagród organizatorzy zmagań przygotowali dwa miliony dolarów. Najwięcej z tego tortu uszczknęła oczywiście zwycięska ekipa USA (450 tys. dolarów), ale nasi lekkoatleci też nieźle się obłowili inkasując 400 tys. dolarów.

Biało-czerwoni w 34 konkurencjach zdobyli 162 punkty. Więcej od nich uzbierali tylko Amerykanie (219). Drugie miejsce nasza reprezentacja wywalczyła jednak trochę w szczęśliwych dla niej okolicznościach, bo dzięki dyskwalifikacji brytyjskiej sztafety 4×400 metrów. To była niezwykła sytuacja. Jednego z Brytyjczyków złapał skurcz i stwierdził, że nie da rady pobiec. A kiedy rezerwowy dotarł na miejsce, zaczynała się już trzecia zmiana. Przed tą konkurencją Polacy i gospodarze imprezy mieli tyle samo punktów. Brytyjczycy przez wpadkę w sztafecie zmarnowali szansę na wyprzedzenie Polaków.

Władze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki zapewniają, że około 60 procent z wygranych w Londynie 400 tys. dolarów trafi do kieszeni zawodników. „Wypłacimy według zdobytych punktów. Dla niektórych zawodników będzie to pewnie najwyższa premia w życiu. Pozostałe 40 procent przeznaczmy na nagrody dla zespołu trenerskiego i zadania statutowe” – wyjaśnia wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

Nasz znakomity przed laty kulomiot, dwukrotny mistrz olimpijski, z zadowoleniem przyjął zwycięstwo w konkursie pchnięcia kulą swego młodszego kolegi Michała Haratyka. Oprócz niego swoje konkurencje wygrali też Anita Włodarczyk i Wojciech Nowicki w rzucie młotem, Marcin Lewandowski w biegu na 1500 m, Sofia Ennaoui na 1500 m i Karol Hoffman w trójskoku.
W najbliższy weekend naszych lekkoatletów czeka rywalizacja w mistrzostwach Polski, które odbędą się w Lublinie. W tej trzydniowej imprezie wyłoni się zapewne ostateczny skład reprezentacji Polski na rozpoczynające się 6 sierpnia w Berlinie mistrzostwa Europy. Sympatycy „królowej sportu” mają prawo oczekiwać gradu medali biało-czerwonych w tej imprezie.