Upadek Białej Gwiazdy

Wisła Kraków przegrała w 16. kolejce ze Śląskiem Wrocław 1:2. Była to ósma z rzędu ligowa porażka „Białej Gwiazdy”, a licząc z przegraną w Pucharze Polski z II-ligowymi Błękitnymi Stargard – już nawet dziewiąta. Wiślacy okupują ostatnie miejsce w tabeli ekstraklasy i nawet w ich obozie mało kto już wierzy, że zdołają uniknąć degradacji.

Podczas dwutygodniowej przerwy dla reprezentacji prowadzenie zespołu po zwolnionym Macieju Stolarczyku przejął Artur Skowronek, a sztab medyczny przywrócił do gry leczących wcześniej kontuzje Jakuba Błaszczykowskiego, Pawła Brożka i Vullnetę Bashę. Przeciwko Śląskowi krakowski klub wystawił zatem do walki najsilniejszy skład, na jaki obecnie go stać. Wiślacy zaczęli spotkanie z animuszem, a ich wiarę w zwycięstwo wzmocniła zdobyta już w 9. minucie bramka. Pomogli przy tym trochę gracze gospodarzy, zwłaszcza stoper Wojciech Golla, który sprokurował „jedenastkę” zamienioną na gola przez Błaszczykowskiego. Potem jednak odezwały się wszystkie grzechy ekipy „Białej Gwiazdy”, przez które doznała serii ośmiu porażek i zjechała w ligowej tabeli na ostatnią pozycję.

Przez błędy spadli na dno

Gracze Wisły popełniają mnóstwo żenujących błędów w grze defensywnej, szczególnie przy stałych fragmentach gry. We Wrocławiu kolejny raz nie popisał się weteran Marcin Wasilewski, który spóźnił się z interwencją przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego i dzięki temu Golla mógł się zrehabilitować zdobywając wyrównującą bramkę. Jeszcze gorzej od Wasilewskiego spisywał się grający z nim w duecie w środku obrony Likas Klemenz, który mimo 191 cm wzrostu nie radzi sobie w pojedynkach o podawane górą piłki. Był to już dwunasty straconym w ten sposób przez wiślaków gol w obecnym sezonie.

Nie lepiej wygląda kadrowy potencjał ekipy „Białej Gwiazdy” w linii środkowej i w ataku: Błaszczykowski, Basha, Pawłowski, Jean Carlos, Boguski i Brożek nie sprostali odpowiednikom w zespole Śląska, z których szczególną aktywność wykazywali Michał Chrapek i Krzysztof Mączyński. Tak się składa, że ci dwaj zawodnicy to wychowankowie Wisły. Mączyński zdobył nawet zwycięską bramką na 2:1 i tym trafieniem odebrał dawnemu klubowi cenne punkty. Dwa tygodnie wcześniej trzy „oczka” w spotkaniu z Arką Gdynia skradł Wiśle jej inny były piłkarz, Maciej Jankowski, którego gol zapewnił gdyńskiej drużynie cenną wygraną w Krakowie 1:0.

Tak więc zespół „Białej Gwiazdy” utknął na samym dnie ligowej tabeli i będzie mu trudno poprawić to niekomfortowe położenie, bo w najbliższej perspektywie czekają go potyczki albo z zespołami aspirującymi do zajęcia miejsc dających prawo gry w europejskich pucharach (Lechia Gdańsk i aktualny lider Pogoń Szczecin), albo z bezpośrednimi konkurentami ze strefy spadkowej (Górnik Zabrze oraz ŁKS Łódź), z którymi na dodatek gra na wyjeździe.

Mało optymistyczna perspektywa

Statystyki nie są przy tym optymistyczne, bo w poprzednim sezonie po 16 ligowych kolejkach więcej punktów na koncie niż teraz ma Wisła mieli nawet dwaj późniejsi spadkowicze – Zagłębie Sosnowiec (12) i Miedź Legnica (13). A przecież w obecnych rozgrywkach z PKO Ekstraklasy spadną trzy zespoły. Dla zadłużonego po uszy krakowskiego klubu coraz bardziej prawdopodobna degradacja do I ligi będzie klęską podwójną, bo oznacza stratę 15 mln złotych z tytułu praw telewizyjnych oraz kolejnych milionów jakich nie zarobi na sprzedaży biletów i reklam.

Jeśli coś może intrygować bezstronnych obserwatorów upadku istniejącego od 1906 roku klubu, to fakt, że widmo nadciągającej katastrofy zamiast mobilizować wiślackie środowisko, coraz mocniej je antagonizuje. Fani „Białej Gwiazdy” z rosnącym niepokojem patrzą na to, co dzieje się przy Reymonta 22, a ponieważ nikt im tego wprost nie chce wyjaśnić, w naturalnym odruchu zaczynają się odwracać do klubu plecami, słusznie rozumując, że jak nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o pieniądze.

Przepychanki między działaczami wciąż zdominowanego przez nieformalne organizacje kibicowskie Towarzystwa Sportowego Wisła a ekipą tzw. ratowników, których filarami są Jakub Błaszczykowski i dwóch krakowskich biznesmenów – Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński, dotyczą przejęcia pełnej kontroli nad wszystkimi aktywami SSA Wisła Kraków, w tym do nazwy klubu i wszystkich znaków towarowych. Także długami, których ciążący garb wedle różnych źródeł ma wartość w optymistycznej wersji 40-45 mln złotych, a pesymistycznej nawet 80 milionów.

Dłużnik na górze forsy

Z drugiej jednak strony klub ma niebagatelny atut, bo w 2006 roku na stulecie powstania Wisły prezydent Krakowa Jacek Majchrowski obdarował jubilata kawałkiem gruntu, którego aktualna wartość szacowana jest na blisko 100 mln złotych i wciąż rośnie. Ktokolwiek zatem uzyska całkowitą kontrolę nad klubem i prawo podejmowania wiążących decyzji, będzie mógł spieniężyć ten dar i nie tylko uwolnić „Białą Gwiazdę” od ciężaru zadłużenia, ale jeszcze odłożyć z tego pokaźny kapitał obrotowy.

Jeśli tylko o to toczy się spór, to piłkarskiej części Wisły nie grozi zagłada, lecz co najwyżej oczyszczająca kwarantanna na zapleczu ekstraklasy, po której może wrócić do ligowej elity silniejsza, zdrowsza i wolna od ciężaru zadłużenia. Na pewno jednak już nie z tymi zawodnikami, którzy dzisiaj stanowią jej trzon. Przy całym szacunku dla dokonań Wasilewskiego, Brożka, Boguskiego czy nawet Błaszczykowskiego, to nie jest ich najlepszy czas na boisku, nawet w naszej słabej pod względem sportowym ekstraklasie.

Po 16. kolejce ponownie doszło w niej do zmiany lidera. Po porażce 1:3 w Szczecinie stołeczna Legia straciła prowadzenie i zjechała w tabeli na czwarte miejsce, a na podium rozsiadły się zwycięska Pogoń, za nią Cracovia, a na najniższy stopień wskoczył Śląsk. Po następnej kolejce kolejność w czołowej piątce może znów ulec radykalnej zmianie, bowiem piąty Piast ma do prowadzącej Pogoni trzy punkty straty, do Cracovii i Śląska dwa, zaś do Legii tylko jeden.

Wyraźny spadek temperatury znacząco osłabił frekwencję na stadionach. W 16. kolejce tylko we Wrocławiu przekroczono barierę 10 tysięcy widzów. Mecz Śląska z Wisłą przyciągnął na stadion 13 155 osób, w Poznaniu trzybramkowe zwycięstwo Lecha nad Piastem obejrzało 8241 widzów, w Zabrzu remis Górnika z Wisłą Płock 8202. Czwartą lokatę pod względem frekwencji zajęło spotkanie Lechii Gdańsk z ŁKS łódź (7674 widzów), a piątą kończące kolejkę poniedziałkowe spotkanie Cracovii z Zagłębiem Lubin, na które mimo chłodu przybyło 7235 kibiców. Średnia wypadnie jednak słabo.

 

Wiślacka kanonada

Takie wyniki w naszej piłkarskiej ekstraklasie to rzadkość. W 25. kolejce Wisła Kraków rozgromiła w Kielcach Koronę aż 6:2. Rezultat jest zdumiewający, bo kielczanie w tym sezonie na swoim boisku w poprzednich 12 występach stracili tylko 12 bramek.

Trener Korony Gino Lettieri nie wyciągnął chyba należytych wniosków po ubiegłotygodniowej porażce 1:4 z Zagłębiem Sosnowiec i nie dokonał rewolucji w składzie. Teraz będzie musiał zrobić solidną korektę, zwłaszcza w ustawieniu defensywy, bo dziesięć straconych goli w dwóch kolejnych meczach nie wystawia graczom tej formacji dobrego świadectwa. Szkoleniowiec wiślaków Maciej Stolarczyk był znacznie odważniejszy, bo od pierwszej minuty wystawił do gry trzech piłkarzy, którzy w przegranym 2:3 meczu z Pogonią Szczecin weszli na boisko dopiero w końcówce – Łukasza Burligę, Vukana Savicevicia i Krzysztof Drzazgę. Miał nosa, bo ten tercet strzelił Koronie aż pięć goli, a królem polowania okazał się trzeci z wymienionych, który ustrzelił hat-tricka. Szóstą bramkę wiślaków na swoje konto zapisał Jakub Błaszczykowski, dla którego było to drugie trafienie po powrocie do „Białej Gwiazdy”.

Pierwsza połowa starcia w Kielcach była niezwykle emocjonująca. Pierwszego gola strzelili gospodarze po niespełna kwadransie gry. Pomógł im w tym trochę Burliga, który sprokurował rzut wolny, z którego Gruzin Wato Arweładze zaskoczył bramkarza Wisły Mateusza Lisa i zdobył bramkę na 1:0.

Wiślacy zrewanżowali się rywalom w 24. minucie. Burliga zrehabilitował się za wcześniejszy błąd i po jego dośrodkowaniu Drzazga wpakował piłkę do bramki kielczan. Cztery minuty później Korona znów objęła prowadzenie, a na listę strzelców ponownie wpisał się Arweładze. Radość kieleckich kibiców nie trwała długo, bo w 37. minucie Błaszczykowski płaskim strzałem z kilku metrów wyrównał na 2:2.

Nic nie zapowiadało, że po zmianie stron wiślacy urządzą sobie taką kanonadę. Zespół Korony po przerwie przestał istnieć na boisku i w 55. minucie przegrywał już 2:4. Najpierw trafił Drzazga z podania Błaszczykowskiego, a potem sam zaliczył asystę przy golu Savicevicia. Piątą bramkę zapisał na swoje konto Burliga, a asystował mu Sławomir Peszko, zaś w końcówce spotkania dzieła zniszczenia dopełnił Drzazga, który wykorzystując podanie Marcina Wasilewskiego skompletował hat-tricka.

Wyniki 25. kolejki:
Górnik Zabrze – Piast Gliwice 0:2, Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 2:0, Cracovia – Zagłębie Sosnowiec 2:1, Korona Kielce – Wisła Kraków 2:6, Arka Gdynia – Legia Warszawa 1:2,  Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 0:3. Niedzielny mecz Miedzi Legnica z Lechem Poznań zakończył się po zamknięciu wydania. Spotkanie Lechii Gdańsk z Wisła Płock odbędzie się w poniedziałek 11 marca, początek godz. 18:00.