Nie cenią już łowców bramek

Robert Lewandowski zakończył stary rok dwoma golami strzelonymi Bayerowi Leverkusen w wygranym przez Bayern Monachium 2:1 meczu 13. kolejki Bundesligi i także dwoma trafieniami rozpoczął nowy rok w wygranym 3 stycznia przez monachijski zespół 5:2 spotkaniu 14. kolejki z FC Mainz.

Lewandowski ma teraz na koncie 19 bramek zdobytych w 13 ligowych występach i jest zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy z przewagą dziewięciu trafień nad drugim w zestawieniu norweskim napastnikiem Borussii Dortmund Erlingiem Haalandem. „Lewy” był najskuteczniejszym strzelcem w Europie w 2020 roku, chociaż zaliczył najmniej występów od 13 lat. Po raz pierwszy raz w karierze zdobył w jednym roku więcej bramek niż rozegrał meczów (strzelił 47 goli w 44 spotkaniach). Nie jest to jego osobisty rekord, bo w 2019 roku miała na koncie 54 trafienia, ale w poprzednim po raz pierwszy w karierze przekroczył średnią jednej bramki na mecz. Dokonał tej sztuki w najdziwniejszym roku w nowożytnej historii futbolu. Na dodatek zaczął rok 2020 praktycznie bez okresu przygotowawczego, bo w przerwie zimowej poprzedniej sezonu rehabilitował się po operacji pachwiny, a potem doznał pęknięcia kości strzałkowej i był wyłączony z treningów przez kolejnych kilka tygodni. To miał być jego najdłuższy rozbrat z futbolem w profesjonalnej karierze, lecz ostatecznie z powodu przerwy w rozgrywkach opuścił tylko trzy mecze. Po lockdownie snajper Bayernu strzelił aż 38 goli. Nikt nie zdołał mu dorównać – kolejni w zestawieniu Cristiano Ronaldo z Juventusu i Romelu Lukaku z Interu zdobyli w tym samym okresie po 31 bramek, a trzeci Erling Haaland 27. W sumie w 2020 roku „Lewy” strzelił 32 gole w Bundeslidze, pięć w Pucharze Niemiec, osiem w Lidze Mistrzów i dwa w reprezentacji Polski, a do 47 trafień dorzucił jeszcze 14 asyst. Te jego indywidualne dokonania walnie przyczyniły się do zdobycia przez Bayern mistrzostwa i pucharu Niemiec, wygrania Ligi Mistrzów, a jemu utorowały drogę do tytułu piłkarza roku UEFA i FIFA oraz wielu innych indywidualnych wyróżnień.
Najlepszym strzelcem roku Lewandowski został we wtorek 22 grudnia, gdy swój ostatni mecz przed przerwą zimową rozegrał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk miał na koncie 44 gole i był jedynym z konkurentów, który mógł dogonić kapitana reprezentacji Polski. Musiał jednak w spotkaniu z Fiorentiną zdobyć co najmniej hat-tricka, ale zakończył mecz bez trafienia, bo Juventus nieoczekiwanie przegrał 0:3. Tym samy Lewandowski obronił tytuł najskuteczniejszego napastnika na świecie. W minionej dekadzie Polak jest drugim graczem po genialnym Portugalczyku, któremu udało się dokonać takiego wyczynu dwukrotnie z rzędu. Cristiano Ronaldo wciąż jednak jest pod tym względem lepszy, bo on tak naprawdę to triumfował trzykrotnie z rzędu – w latach 2013, 2014 i 2015, a ponadto był najlepszy także w 2011. Argentyńczyk Lionel Messi wygrał tę nieformalną klasyfikację w 2012 i 2018 roku, zaś w 2017 triumfował Anglik Harry Kane. I to są osiągnięcia, których nie da się w żaden sposób podważyć i z tego choćby powodu powinno się też odpowiednio doceniać autorów.
Z tym bywa jednak różnie, czego dowodzi choćby opublikowany niedawno przez Międzynarodowe Centrum Badań Sportowych (CIES) najnowszy ranking najdroższych piłkarzy na świecie w 2021 roku. Analitycy CIES biorą pod uwagę wiek, formę piłkarza w ostatnich meczach, dotychczasowe osiągnięcia oraz długość aktualnego kontraktu z klubem. I wyszło im, że najdroższym piłkarzem na świecie jest obecnie Anglik Marcus Rashford. Napastnika Manchesteru United wyceniono na 166 mln euro. Kolejne miejsca w zestawieniu CIES zajęli: Norweg Erling Haaland (Borussia Dortmund) – 152 mln euro, Anglik Trent Alexander-Arnold (FC Liverpool) – 152 mln euro, Portugalczuk Bruno Fernandes (Manchester United) – 151 mln euro. Dopiero na piątym miejscu znalazł się Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), którego wartość wyceniono na kwotę 149,5 mln euro, a warto podkreślić, że przed rokiem to on był liderem tego rankingu. Według CIES na świecie jest obecnie 25 piłkarzy wartych więcej niż 100 milionów euro, ale w tym elitarnym wg CIES gronie nie ma żadnego Polaka. Lewandowski został bowiem wyceniony na 72,1 mln euro i znalazł się dopiero na 55. miejscu, a wyrastający na gwiazdę SSC Napoli Piotr Zieliński, którego wartość ustalono na 67,9 mln euro, został umieszczony na 62. pozycji. Co ciekawe, na odległym 97. miejscu znalazł się Argentyńczyk Leo Messi z wyceną na poziomie 54 mln euro, zaś analitycy CIES nie uznali za stosowne umieścić Cristiano Ronaldo nawet w pierwszej setce rankingu.

Piłkarz z honoris causa

Piłkarz Manchesteru United i reprezentacji Anglii Marcus Rashford zebrał wielkie pieniądze na posiłki dla biednych dzieci, za co od miejscowego uniwersytetu otrzymał tytuł doktora honoris causa.

Rashford zainicjował społeczną kampanię przeciwko ubóstwu. Rozpropagowana przez niego zbiórka pieniędzy na posiłki dla dzieci z ubogich rodzin zgromadziła ponad 20 milionów funtów. Piłkarzowi to jednak nie wystarczyło – kontynuował swoja misję naciskając na brytyjski rząd, aby cofnął decyzję o nieprzedłużaniu bonów na bezpłatne posiłki szkolne na okres wakacyjny. Tym samym uratował wielu uczniów z rodzin o najniższych dochodach przed niedożywieniem w miesiącach letnich, gdy szkoły są zamknięte.
Jego aktywność została doceniona nie tylko przez rodziny, którym jego działalność pomogła. Uniwersytet w Manchesterze postanowił uhonorować go tytułem doktora honoris causa. Rashford będzie najmłodszym posiadaczem tego wyróżnienia w historii tej uczelni. „To wielki dzień dla mnie, ale przed nami jeszcze długa droga w walce z ubóstwem dzieci w naszym kraju” – powiedział piłkarz na łamach strony internetowej Manchesteru United.

Wybryki bułgarskich kibiców

Do skandalicznych wydarzeń doszło w Sofii podczas meczu eliminacji Euro 2020 Bułgarii i Anglii (0:6). Bułgarscy kibice skandowali rasistowskie przyśpiewki i naśladowali małpie odgłosy, gdy tylko przy piłce znajdowali się ciemnoskórzy gracze angielskiej reprezentacji – Raheem Sterling, Marcus Rashford lub Tyrone Mings.

Na publikowanych przez światowe media zdjęciach i filmach wideo widać, że wielu kibiców podnosiło też ręce w nazistowskim salucie. Jeszcze przed przerwą spotkanie było dwukrotnie przerwane przez chorwackiego sędziego Ivana Bebeka. Trener reprezentacji Anglii Gareth Southgate przyznał, że w szatni on i jego gracze ustalili, że jeśli w drugiej połowie takie incydenty się powtórzą, zespół na znak protestu zejdzie z boiska.

W przerwie kapitan reprezentacji Bułgarii Iwelin Popow zaapelował do kibiców o zaprzestanie takich nagannych zachowań i jego prośba poskutkowała na tyle, że mecz dokończono. Ale premier bułgarskiego rządu Bojko Borisow polecił ministrowi sportu Krasenowi Kralewowi zawieszenie wszelkich kontaktów z federacją piłkarską, także w kwestiach finansowych, do czasu aż do dymisji poda się prezes bułgarskiej federacji piłkarskiej Borisław Michajłow.

UEFA będzie miała teraz poważny dylemat, bo zgodnie z zasadami ustalonymi przez FIFA ma w swoim statucie regulacje zabraniające ingerowania przez władze państwowe w niezależność piłkarskich stowarzyszeń. Wątpliwe zatem by zaakceptowała wymuszoną dymisję Michajłowa.

Może jednak nie mieć skrupułów w kwestii wykluczenia bułgarskiej drużyny z eliminacji Euro 2020, czego domaga się angielska federacja piłkarska w opublikowanym po meczu oświadczenie. Anglicy żądają od UEFA wszczęcia natychmiastowego i wskazują, że nie był to pierwszy wybryk bułgarskich kiboli. Już wcześniej Bułgarzy zostali ukarani częściowym zamknięciem stadionu po rasistowskich zachowaniach kibiców w meczach z Czechami i Kosowem.

Przedstawicieli UEFA na Europę Wschodnią Pavel Klimenko nie wyklucza takiej decyzji. „Uważamy, że po tym, co się wydarzyło w meczu z Anglia, UEFA ma możliwość wyrzucenia Bułgarii z kwalifikacji Euro 2020. Zdarzyło się zbyt wiele incydentów, zbyt wiele zaniedbań ze strony federacji piłkarskiej tego kraju, że więcej pobłażania być już nie może” – stwierdził. Komisja dyscyplinarna decyzję podejmie po analizie raportu sędziego Bebeka.