Głos lewicy

SLD odniósł sukces

Przemówienie Marcina Kulaska, sekretarza generalnego SLD podczas zebrania Rady Krajowej 9 czerwca 2019:
Koleżanki i Koledzy!
26 maja Sojusz Lewicy Demokratycznej odniósł sukces.
Jako partia, która od blisko czterech lat jest poza Sejmem i Senatem, wprowadziliśmy do Parlamentu Europejskiego pięciu eurodeputowanych, doskonale przygotowanych, mądrych, z których dumni będziemy nie tylko my, zgromadzeni na tej sali, ale także wszyscy Polacy. Pięć mandatów dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Parlamencie Europejskim to tyle samo, ile udało nam się zdobyć pięć lat temu, w 2014 r. Ktoś może powiedzieć, że nie jest to w końcu tak dużo. Tak, to prawda. Są w Polsce dwie partie, którym udało się zdobyć lepszy wynik: to Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. Ta sztuka jednak nie udała się innym formacjom parlamentarnym: Polskiemu Stronnictwu Ludowemu, które zdobyło tylko trzy mandaty, ruchowi Kukiz ‚15 i Nowoczesnej, które – mimo tego, że mają swoich przedstawicieli na Wiejskiej, że codziennie obecni są w mediach – nie wprowadziły ani jednego posła do Parlamentu Europejskiego.
Ten sukces to jednak nie tylko wybory i ciężka praca wszystkich kandydatów w kampanii, ale także praca, którą wykonaliśmy przed ogłoszeniem powstania Koalicji Europejskiej.
Stało przed nami zadanie podwójnie trudne. Musieliśmy usiąść do rozmów z partnerami, których dotychczas mieliśmy za swoich przeciwników, z partnerami, którzy mają inne niż nasze biografie polityczne, inny styl uprawiania polityki. Musieliśmy też zmierzyć się z kalendarzem. Czasu, jak nigdy, mieliśmy bardzo mało. Ale udało się.
Udało się wynegocjować dobre miejsca na listach dla naszych kandydatek i kandydatów. Lepsze niż mieli kandydaci PSL, Nowoczesnej i Zielonych, ale też często lepsze niż te, z których startowali obecni europosłowie Platformy Obywatelskiej. Jedynki, dwójki, trójki z SLD zrobiły dobre wyniki i nie mówię tu tylko o obecnych europosłach. 15 przedstawicielek i przedstawicieli rekomendowanych przez SLD zdobyło 23% głosów na Koalicję Europejską. Ten wynik mówi sam za siebie, bo koledzy z PSL zebrali tylko 12%, a z Nowoczesnej – 1%, mniej niż zdobyła Partia Zieloni.
Udało się wynegocjować dobre warunki finansowe naszego udziału w koalicji.
To wszystko, co powiedziałem pokazuje, że Koalicja Europejska miała realnie dwa filary: Platformę Obywatelską i Sojusz Lewicy Demokratycznej. To te dwie partie zdobyły lwią część głosów, to te dwie partie sfinansowały wspólną kampanię Koalicji Europejskiej. Byliśmy dla siebie trudnymi, ale odpowiedzialnymi partnerami.
26 maja Sojusz Lewicy Demokratycznej odniósł sukces. Pokazaliśmy, że jesteśmy formacją, która ma dobrą, mądrą ofertę dla społeczeństwa, która ma świetnych kandydatów, cenionych i szanowanych przez wyborców. Pokazaliśmy też, że jesteśmy sprawdzonym i poważnym partnerem dla naszych koalicjantów. To bardzo dużo. Dużo, jak na dobry początek drogi, która – o czym jestem przekonany – za niewiele ponad cztery miesiące zaprowadzi nas z powrotem do Sejmu i Senatu!

List Marka Falenty

– Kiedy przeczytałem ten list, to pomyślałem, że on jest tak napisany, żeby prezydent Duda nie mógł ułaskawić autora tego listu. To wygląda na szantaż i gdyby prezydent postąpił zgodnie z intencją autora tego listu, to by się naraził na bardzo poważną krytykę – mówił Leszek Miller na antenie TVN24.
Na uwagę prowadzącego program, że w założeniu list nie miał być publikowany, Miller odpowiedział: – Nigdy nie można zakładać, że jak coś się napisze, to to nigdy nie ujrzy światła dziennego, zwłaszcza jeżeli list ma przejść całą procedurę. Jeśli pan Falenta uważał, że to nigdy nie zostanie podane do publicznej wiadomości, to tylko potwierdzał swoją naiwność – dodał. Miller przypomniał też, że „Falenta jest skazany na 2,5 roku więzienia”. – W tej sytuacji każdy robi wszystko to co może, żeby się z tego więzienia wydostać przed terminem – podkreślił.
W ocenie gościa „Rozmowy Piaseckiego” „dwie możliwości są w miarę realne”. – Albo Falenta zaczął to [nagrywanie w aferze podsłuchowej – przyp. red.], bo liczył na profity w biznesie, bo dobrze wiedzieć, co biznesmeni czynią, jakie mają plany, albo miał jakiś kontakt ze służbami specjalnymi. Tylko jest pytanie, jakimi – skomentował eurodeputowany SLD.
Źródło: sld.org.pl
– Jeżeli by się okazało, że zleceniodawcy są jasno określeni, że był to czynnik polityczny, który użył tej sprawy do walki politycznej, to by był bardzo poważny problem dla PiS-u – ocenił były premier.

tytuł do lewicy
tekst

Bigos tygodniowy

Jakkolwiek zakończy się kryzys związany z ewentualnością dymisji ministerki finansów Teresy Czerwińskiej, to jeden oczywisty wniosek z tego wynika: to sygnał do opinii publicznej, że nowe, kolosalne obietnice socjalne PiS stoją na glinianych nogach i wymagają zwiększenia deficytu budżetowego, co Młody Morawiecki już zapowiedział. Czerwińska jest uczoną od finansów i najwyraźniej wzdraga się przed rzuceniem swojego dorobku naukowego i renomy zawodowej na fale greckiej choroby PiS. Po spotkaniu z Prezesem, którego odwiedziła z Młodym Morawieckim, rozchorowała się, poszła na zwolnienie, ale już wróciła. Kobieta pod presją? A nie lepiej uwolnić się od tej presji i uczciwie podać się do dymisji?

Każdej sensownej polityce socjalnej należy przyklasnąć, ale ten jaskrawy kontrast między opętanym rozdawnictwem po uważaniu wyborczym, a niedopłaceniem pracowników sfery budżetowej z nauczycielami na czele, jest doprawdy skandaliczne.

Nielegalny neo-Trybunał Konstytucyjny pani Przyłębskiej uznał legalność nielegalnego doboru do neo-KRS. Ot, pisowska „filozofia prawa”.

Adrian podjął próbę puczu pałacowego w TVPiS, ale mu nie wyszło. Wepchnął dwoje swoich ludzi, ale Kura jednego, niejakiego Pałkę, utrącił mu już na wejściu. Żeby jednak kto nie myślał, że chodzi mu o zwiększenie obiektywizmu TVPiS i odejście od koszmarnie topornej propagandy. Po prostu Adrianowi nie podoba mu się, że za mało o nim w TVPiS za mało, a poza tym ma pretensje, że w szopce noworocznej pokazano go jako Adriana właśnie.

Rząd przy pomocy aparatu propagandy z TVPiS na czele próbuje wszelkimi sposobami rozbić mobilizacje strajkową nauczycieli. Miejmy nadzieję, że się nie dadzą.

Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet zadała słuszne pytanie, dlaczego protestujący pod warszawskim Ratuszem przeciw Karcie LGBT nie poszli później pod siedzibę – jak się barwnie wyraziła – pedopiskopatu, aby zaprotestować przeciw tej najprawdziwszej seksualizacji dzieci, jaką uprawia kler katolicki pod osłoną swoich biskupów. Natomiast Prezes do swoich słów: „Wara od naszych dzieci” powinien dodać słowa: „drodzy księża i biskupi”.

Jest taki, stary, z 1924 roku, radziecki film Lwa Kuleszowa „Niezwykłe przygody Mister Westa w krainie bolszewików”. „Niezwykłe przygody herr Birgfellnera w krainie pisowców”, to w sam raz tytuł na film, dajmy na to, w reżyserii Juliusza Machulskiego czy Wojciecha Smarzowskiego. Może w koprodukcji z Austriakami, bo pożal się boże minister kultury narodowej Gliński nie dałby na taką produkcję ani grosza.

Pisowska TVP Kultura pokazała dwa razy, dzień po dniu, „Urząd” Janusza Majewskiego z 1969 roku, film według głośnej kiedyś powieści Tadeusza Brezy. Cóż za uderzająca aktualność! Cóż za aktualność tego obrazu mechanizmów działania kościelnych instytucji, ich przebiegłości, sprytu w odsuwaniu od siebie odpowiedzialności, biegłości w manipulowaniu ludźmi ze świętoszkowatymi minami. Jednak pokazanie „Urzędu” w niszowej stacji dla koneserów kultury nic nie znaczy. O, gdyby „Urząd” pokazano o 20.20 w Jedynce po „Wiadomościach albo nawet Dwójce. To by było coś.

Włodzimierz Majakowski, gdyby jeszcze żył i zajrzał do Polski, mógłby napisać taką oto parafrazę swej starej frazy poetyckiej z poematu „Lenin”: „Srebrna i Partia, bliźnięta bracia, kogo z nich bardziej matka historia ceni? Mówimy – Srebrna a w domyśle – Partia, mówimy – Partia a domyśle – Srebrna”. Na koniec zabrakło rymu, ale sens pozostał.

Nadal w rejestrach kulturalnych. Grzegorz Braun, dokumentalista i prawicowiec skrajny aż do skrajności, domaga się karania homoseksualistów i „homoseksualizmu jako takiego”. A pomyśleć, że jego ojciec, wybitny reżyser teatralny Kazimierz Braun, to naprawdę światły, rozsądny i porządny człowiek. Syn Grzegorz odziedziczył po nim tylko teatralną dykcję. Bywa, że daleko pada jabłko od jabłoni.

Marek Falenta, organizator podsłuchów z „Sowy i przyjaciół” nadal jest nieuchwytny dla polskiej policji. Uchwytny jest dla niej natomiast mieszkaniec Szczecina, który swego czasu przywdział pomnik Lecha Kaczyńskiego w koszulkę z napisem „konstytucja”. Mimo rezygnacji z zarzutu o „znieważenie” przez prokuraturę, teraz policja nęka szczecinianina z paragrafu dotyczącego nielegalnych reklam, banerów, etc. Z kolei w Warszawie policja wylegitymowała dwóch nastolatków, którzy jeździli na hulajnogach w niebezpiecznej odległości od pomnika smoleńskiego przy placu Zwycięstwa, a nawet wchodzili z nim w styk. Brawo polska policja! Niech żyje!

Jest coś z prawdy w powiedzeniu Jarosława Marka Rymkiewicza, że Jarosław Kaczyński „ugryzł polskiego żubra w dupę”. W sensie – leniwego żubra zmusił do ruchu. Przez całe lata rozmaite aspiracje wolnościowe w społeczeństwie polskim skrywały się pod korce: prawa kobiet, prawa mniejszości seksualnych, potrzeby płacowe nauczycieli, prawa osób molestowanych przez kler, aspiracje zwolenników świeckiego państwa, legalizacji związków partnerskich i wiele innych. Za nijakich, leniwych rządów „ciepłej wody w kranie” Platformy Obywatelskiej („przez osiem ostatnich lat…”) nic nie mogło się przebić do szerszego nurtu i wegetowało w niszach. Wystarczyło, by nastały rządy Kaczyńskiego i wszystko to przebudziło się i wyszło na główny szlak.

Polski baron Münchhausen czyli Młody Morawiecki zaczyna chyba wątpić w swoje nieograniczone zdolności wyciągania się za własne włosy. Zaapelował do ludu pisowskiego o pomoc w walce z wrogiem, w warunkach rzekomego braku należytych mediów własnych i rzekomej medialnej przewagi przeciwnika . To „Pomożecie” jest policzkiem wymierzonym Jackowi Kurskiemu, bo ten w tej swojej TVPiS zwija się jak w ukropie, żeby wyszło na pisowskie i rządowe.