Nie ma żartów?

Znając specyfikę tygodnia „Nie”, podejrzewałam, że z racji momentu, w którym ukazało się wydanie z tekstem o seksaferze marszałka Kuchcińskiego, mógł to być primaaprilisowy żart.
Gazeta Urbana jest znana z tego, że w wydaniu poprzedzającym 1 kwietnia lubi robić sobie jaja: raz był to reportaż z przegrzebywania śmieci pod domem Jarosława Kaczyńskiego, raz fałszywe stenogramy z rzekomych rozmów Donalda Tuska na Stadionie Narodowym.
Za ten żart redakcja musiała się naprzepraszać: Donald Tusk poszedł do sądu, ponieważ poczuł się urażony faktem, że Urban przedstawił go jako rzucającego nieparlamentarnymi sformułowaniami w prywatnych rozmowach.
Teraz jednak sprawa kompletnie nie wygląda na śmieszną, a przerażającą. Medialne doniesienia o nieletniej ukraińskiej prostytutce obsługującej polityków partii rządzącej mrożą krew w żyłach. 15-latka to jeszcze dziecko. Nawet jeśli była starsza rok, dwa – to nadal jeszcze dziecko, które ktoś zmusił do używania swojego ciała.
Marszałek Kuchciński uruchomił Informacyjne Sejmu, które oświadczyło: „Marszałek Sejmu będzie stanowczo bronił swojego dobrego imienia, powagi reprezentowanego urzędu, oraz swoich bliskich. Oszczerstwa i pomówienia, kolportowane w szczególności w mediach społecznościowych, to rzecz w najwyższym stopniu skandaliczna, wobec której nie można pozostać obojętnym oraz bezbronnym. Marszałek Sejmu zapowiedział zdecydowane działania na drodze prawnej, z wykorzystaniem wszelkich możliwości postępowania karnego oraz cywilnego”.
Słowem – marszałek będzie pozywał.
Tymczasem z informacji dziennikarza Radia Zet wynika, że adresowany do premiera Morawieckiego „raport” byłego oficera CBA informujący między innymi o zatuszowaniu w CBA seks skandalu z ważnym politykiem PiS, nigdy nie trafił do KPRM.
CBA dyskredytuje swojego dawnego pracownika i również nie potwierdza jego wersji. „Nie potwierdzono opisywanych przez b. funkcjonariusza wydarzeń. Co więcej, sam autor pisma nie dostarczył żadnych dowodów w opisywanej przez siebie sprawie. Z dotychczas wykonanych czynności wynika jednoznacznie, że informacje zawarte w piśmie b. funkcjonariusza CBA są nieprawdziwe”.
Zapytałam więc u źródła. W redakcji. Odpowiedziano mi, że tekst nie jest „jajcarski” i że nie ma nic wspólnego z datą 1 kwietnia. Czekamy więc na rozwój wypadków. Jeśli seksafera podkarpacka rzeczywiście miała miejsce i zamieszani są w nią kluczowi politycy, może to być sprawa, która pogrąży partię Kaczyńskiego.

Podniebny szał

Marszałka Kuchcińskiego. Kto by nie chciał lecieć na weekend na Podkarpacie… odrzutowcem.

40 tys. zł – tyle według „Faktu” kosztowała podróż Marszałka Kuchcińskiego do Rzeszowa rządowym odrzutowcem, Gulfstream G550. Na pokład zabrał przy okazji dwoje partyjnych kolegów: posłankę Krystynę Wróblewską i posła Stanisława Piotrowicza. Opozycja nie ma wątpliwości: mamy do czynienia z aerotaxi!
Internauci natomiast zwracają uwagę na cnoty takie jak skromność, umiar, służba państwu i wyborcom. Leżą one dość daleko od wykorzystystywania maszyn dla VIP-ów na wyjazd do remizy. Bo tam właśnie zdążała posłanka Wróblewska na spotkanie z samorządowcami z Lipia spod Rzeszowa. Jak podała WP, „przy herbatnikach, butelce napoju i wodzie mineralnej dyskutowano o dużym natężeniu ruchu samochodowego we wsi”.
Cały Facebook i Twitter oszalały, kiedy posłanka wrzuciła do społecznościówki pamiątkowe zdjęcie z Gulfstreama. Ponieważ celu swojej wizyty marszałek Kuchciński nie chciał zdradzić, a na jego stronie nie znaleziono żadnych informacji o eventach z jego udziałem w okolicy Rzeszowa – Wirtualna Polska zrobiła swoje śledztwo. I redaktorom wyszło, że nawet nie jeden, ale dwa odrzutowce brały udział w głośnej wyprawie!
Informację tę potwierdził suweren: miłośnicy fotografowania samolotów, czatujący pod lotniskiem w Rzeszowie. Okazało się, że jeden samolot wrócił do Warszawy, a drugi skoczył jeszcze na chwilkę do Wrocławia.
Koszty podróży mogły sięgnąć nawet 100 tys. zł.
Natomiast Centrum Informacyjne Sejmu podało w oficjalnym oświadczeniu, że była to podróż służbowa – i że w zasadzie o co wam pismaki chodzi, w końcu podróż odrzutowcem do remizy „jest to najbezpieczniejszy i najkorzystniejszy logistycznie sposób na pogodzenie licznych obowiązków drugiej osoby w państwie”.
Od połowy 2017 r. odrzutowce Gulfstream 550 są do dyspozycji prezydenta, premiera i marszałków Sejmu i Senatu.
„W niemal każdej podróży służbowej Marszałkowi Sejmu towarzyszą reprezentanci Izby, pracownicy Kancelarii Sejmu oraz funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. Takie rozwiązania nie wpływają na koszt przelotu, a umożliwiają sprawną realizację programu” – upierało się Centrum Informacyjne. Ale sama posłanka Wróblewska nie była tak pewna siebie. Szybko usunęła zdjęcia z Facebooka, gdyż, jak stwierdziła, „padła ofiarą hejtu, a nic złego nie zrobiła”.
Nikomu nie chodzi o to, czy Kuchciński oszczędził, zabierając kolegów czy koleżanki na pokład – czy wręcz przeciwnie. Powstaje pytanie, czy wybór akurat takiego środka transportu w ogóle był adekwatny w momencie, gdy w zasadzie nie wiemy, po co marszałek udał się w rodzinne strony i czy na pewno służbowo.