Gospodarka 48 godzin

Głodzenie gastronomii
W branży gastronomicznej w Polsce funkcjonowało (do czasu pandemii) 76 tys. lokali, które wypracowywały prawie 37 mld zł do naszego produktu krajowego brutto. W letnim szczycie sezonowym liczba zatrudnionych wynosiła niemal milion. Jak spróbowała ustalić wywiadownia gospodarcza Bisnode, po dziewięciu miesiącach 2020 roku działalność zawiesiło 4,3 tys. podmiotów – czyli drobny procent wszystkich lokali gastronomicznych. Teraz jednak ma być gorzej. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej oświadczyła, iż przedsiębiorcy doszli już do granic wytrzymałości finansowej i grozi, że 30 listopada właściciele lokali prewencyjnie wręczą swym pracownikom 200 tys. wypowiedzeń. Ten krok jest reakcją na przeciągający się stan niepewności i brak konkretnych rozwiązań ze strony rządu PiS. IGGP wskazuje, że w przepisach mających pomóc branży, które wciąż są jeszcze w parlamencie, znalazły się niezrozumiałe błędy. W zasadach wsparcia nie uwzględniono np. firm, które działają krócej na rynku niż 12 miesięcy, bo to uniemożliwia im wykazanie ewentualnych strat rok do roku. Nie ma też zapisu dotyczącego pomocy dla firm kateringowych. Branża gastronomiczna zwróciła się do rządu, aby pomoc była przyznawana na podstawie utraty przychodu, co umożliwi skorzystanie z pomocy właścicielom nowych lokali. Dotychczas rządzący nie wzięli tego pod uwagę – wskazuje Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej.

Najem w zadyszce
Pandemia i praca zdalna sprawiły, że zmniejszył się popyt na wynajmowane mieszkania. W rezultacie ceny najmu zaczynają spadać, a liczba internetowych ogłoszeń wynajmu i sprzedaży mieszkań była w październiku 2020 r. większa o prawie jedną trzecią niż przed rokiem. Zdaniem specjalistów z Expandera i Rentiera, być może z inwestycji mieszkaniowych rezygnuje część osób, która kupiła mieszkania z myślą o zarabianiu o najmie – a obecnie nie mogą oni znaleźć najemców. Wzrost liczby ofert wpłynął też na lekkie spadki cen mieszkań używanych. W dziewięciu na szesnaście badanych największych miast ceny spadły. Na spadek cen oprócz wzrostu liczby ofert sprzedaży wpływają także nowe utrudnienia, nakładane w tym roku przez banki przy kredytach hipotecznych. Wiele z banków komercyjnych próbuje ograniczać swoje ryzyko, zaostrzając kryteria kredytowe i tworząc zwiększone rezerwy. Kłopoty z uzyskaniem kredytu oznaczają zaś niemożność kupna mieszkania. Jak podają Expander i Rentier, coraz trudniejsza robi się zwłaszcza sytuacja osób chcących zaciągnąć kredyt hipoteczny przy niskim (10 proc.) wkładzie własnym. Takich ofert jest w Polsce bardzo mało oraz nieustannie rosną ich marże. Przeciętna marża takich kredytów wynosi już 3,17 proc. i jest najwyższa od jedenastu lat. Ceny używanych mieszkań najbardziej spadły w Katowicach – o 3 proc. rok do roku. Analitycy sugerują, że sugeruje, że na zwiększenie motywacji do sprzedaży mieszkań mogą mieć wpływ rosnące problemy gospodarcze Górnego Śląska, czyli tradycyjnie, kopalń węgla kamiennego. Najdrożej jak zwykle jest w Warszawie, gdzie mimo pandemii ceny mieszkań w porównaniu z październikiem 2019 r. wzrosły o 10 proc. Sprzedający chcą średnio 10 945 zł za metr kwadratowy.