Wiślacy szukają jelenia

Wisła Kraków jest bankrutem i przez normalnie działający związek piłkarski klub powinien zostać zdegradowany karnie do ligi amatorskiej. Taki los spotkał we Włoszech AC Parmę, a w Szkocji Glasgow Rangers.

PZPN normalnym związkiem widocznie nie jest, skoro wbrew oczywistym faktom przez ostatnie dwa lata przyznawał Wiśle licencję na występy w Lotto Ekstraklasie. Gdy pod koniec ubiegłego roku wybuchła afera ze sprzedażą akcji międzynarodowym hochsztaplerom, związek zawiesił licencję pod pretekstem niemożności ustalenia, kto jest rzeczywistym właścicielem klubu. Tymczasem w mediach już huczało od wieści, że piłkarze nie otrzymywali wynagrodzeń od lipca, a krakowski klub jest zadłużony na ponad 40 mln złotych. Ludzie, którzy do tego doprowadzili, z prezes Marzeną Sarapatą na czele, złożyli rezygnację z funkcji i rozpłynęli się we mgle, ale jeszcze w ostatnich godzinach urzędowania potrafili bezkarnie ogołocić klubowe konto z ostatnich pieniędzy.

Złodzieje uciekli, a długi pozostały. Można zrozumieć intencje kilku zamożnych facetów, którzy dla przyszłych korzyści zdecydowali się zainwestować swoje oszczędności w udzielenie Wiśle pożyczki. Wiadomo, że jeśli „Biała Gwiazda” przetrwa, to za jakiś czas będą mogli te pieniądze odzyskać. Tylko że zebrane przez nich cztery miliony złotych nie starczyły nawet na wypłacenie zaległych wynagrodzeń dla wszystkich piłkarzy. Ale pozwoliły powstrzymać masowy exodus zawodników, z których kilku już odeszło, a reszta złożyła wezwania do zapłaty. I co najważniejsze, dało też pretekst do odwieszenia licencji, chociaż przecież dług Wisły z powodu tej operacji bynajmniej nie zmalał. Nadal przekracza 40 mln złotych, tyle że teraz cztery „bańki” z tej kwoty klub wisi tercetowi pożyczkodawców. Trwają więc poszukiwania jelenia, który to spłaci.

 

Zamęt w Wiśle

Sytuacja Wisły Kraków jest dramatyczna. PZPN zawiesił klubowi licencję, policzone pobieżnie zadłużenie przekracza 40 mln złotych, sytuacja prawna jest niejasna, bo nie wiadomo gdzie są akcje przekazane niedoszłemu inwestorowi z Kambodży.

 

Z tymi problemami muszą się zmierzyć nowo wybrane władze „Białej Gwiazdy”. Na nowego prezesa Wisły Kraków wybrano 32-letniego Rafała Wisłockiego. Wcześniej trenował w tym klubie drużyny młodzieżowe, był dyrektorem zarządzającym Akademii Piłkarskiej, a także koordynatorem ds. szkolenia. Od 27 czerwca 2018 roku był członkiem zarządu Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Przewodniczącym nowej rady nadzorczej został Łukasz Przegon, a jego zastępcami Piotr Pątko i Kazimierz Lenczowski.

Nowi włodarze na specjalnie zwołanej w miniony piątek konferencji prasowej z rozbrajającą szczerością przyznali, że klub faktycznie ma ponad 40 mln złotych długu i że część zawodników złożyła w klubie wezwania do zapłaty zaległości. W przypadku sześciu z nich terminy zostały już przekroczone – są to Zoran Arsenić, Tibor Halilović, Marko Kolar, Jakub Bartkowski, Dawid Kort i Vullnet Basha. Pozostali, Martin Kostal, Jakub Bartosz, Rafał Pietrzak, Maciej Sadlok, Mateusz Lis, Rafał Boguski, Marcin Grabowski i Michał Buchalik, za niespełna dwa tygodnie także będą mogli rozwiązać kontrakty z winy klubu.
Nowy prezes wyjawił, że nie ma żadnego kontaktu z pełniącą przed nim tę funkcję Marzeną Sarapatą, nie omieszkał też ujawnić, iż pani była prezes wraz z dwoma członkami poprzedniego zarządu z klubowej kasy wypłacili sobie ponad 900 tys. złotych tytułem wynagrodzenia. Dla siebie jak się okazuje potrafili znaleźć w kasie pieniądze, a na pensje dla piłkarzy i trenerów jakoś nie.

I to jest największa zagadka w całej tej smutnej historii, bo nie bardzo w tej chwili wiadomo, kto tu kogo oszukał. Aż nie chce się wierzyć, żeby dwóch biznesowych cwaniaków zdecydowało się przejąć akcje klubu, którego jedynym majątkiem są piłkarze, a następnie nie zrobili nic, żeby ten majątek im nie przepadł. Do tego nie trzeba było nawet owych mitycznych już dzisiaj 12,2 mln złotych na pokrycie tzw. długu licencyjnego. Wystarczyło zaspokoić roszczenia zawodników i sztabu szkoleniowego.
Przyszłość Wisły rysuje się w czarnych kolorach. Licencja klubu raczej nie zostanie odwieszona, zespół przegra więc trzy mecze walkowerem i zostanie karnie przesunięty na ostatnie miejsce w tabeli, a potem zdegradowany o dwie klasy rozgrywkowe. Ale ponieważ te sankcje nie niwelują ciążących na klubie długów, możliwy jest jeszcze bardziej radykalny w skutkach scenariusz – wycofanie drużyny z rozgrywek i zawiązanie nowego tworu oraz próba wystartowania w rozgrywkach najniższego szczebla, czyli powtórka rozwiązań zastosowanych ostatnio w Widzewie i Polonii Warszawa.

 

Biała Gwiazda gaśnie w oczach

Próba zmiany właścicielskiej w Wiśle Kraków zakończyła się skandalem. Prosta w sumie operacja biznesowa została przez jej uczestników zamieniona w żenującą farsę. Po dwóch tygodniach akcji „ratowania Wisły” ten zasłużony dla polskiego futbolu klub znów stoi na krawędzi przepaści, choć coraz więcej faktów wskazuje, że z tego miejsca nie ruszył się nawet na moment.

 

Przypomnijmy najważniejsze fakty. Gdy w listopadzie ub. roku stało się jasne, że zadłużona po uszy Wisła Kraków może nie dotrwać do końca rozgrywek, a już na pewno nie otrzyma licencji na kolejny sezon i zostanie zdegradowana do czwartej ligi, z ofertą przejęcia należących do Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków akcji piłkarskiej spółki wystąpiła grupa krakowskich przedsiębiorców, którą zmontował właściciel sieci aptek „Słoneczna” Wojciech Kwiecień. Wraz z nim wolę ratowania zasłużonego klubu wyrazili jeszcze Wiesława Włodarskiego, właściciela koncernu spożywczego „FoodCare” oraz właściciele firm „Antrans” (spedycja) i „Dasta Invwest” (budownictwo).

Wystarczył jednak tylko pobieżny audyt żeby Kwiecień i spółka wycofali się z pomysłu przejęcia Wisły Kraków SSA. To wtedy do publicznej wiadomości przedostały się informacje, że nad „Białą Gwiazdą” ciąży wciąż powiększający się garb zadłużenia, który już wówczas przekraczał kwotę 40 mln złotych. Takiego ciężaru finansowego krakowscy biznesmeni udźwignąć nie byli w stanie.

 

Biała Gwiazda za symboliczne euro

Informując o końcu rozmów z koalicją stworzoną przez Wojciecha Kwietnia, prezes zarządu spółki Wisła SSA Marzena Sarapata ogłosiła zarazem, że są „kontynuowane rozmowy z innymi podmiotami zainteresowanymi przejęciem akcji klubu”. A w przededniu ostatniej w tym roku ligowej kolejki gruchnęła wieść, że władze klubu potajemnie podczas krótkiego wypadu do Zurychu sprzedały sto procent akcji piłkarskiej spółki Wisła SSA zagranicznym funduszom inwestycyjnym. Fakt ten ujawnił prezydenta Krakowa Jacek Majchrowski w wywiadzie udzielonym oficjalnemu profilowi miejskiemu na Facebooku. Powiedział w nim m.in. „Z tego, co wiem, podpisano umowę z funduszem inwestycyjnym, za którym, jak się dowiedziałem, stoją kambodżańscy inwestorzy. Ten fundusz specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw”.

I tak pan prezydent, zapewne w dobrej wierze, uwiarygodnił działania międzynarodowej grupki spekulantów ukrytych pod nieźle brzmiącymi nazwami zarejestrowanej w Wielkiej Brytanii spółki Noble Capital Partners Ltd i zarejestrowanego w Luksemburgu funduszu inwestycyjnego Alalega SARL. Krótkotrwałą sławę zdobyło trzech przedstawicieli tych podmiotów – mieszkający na stałe w Berlinie Polak Adam Pietrowski, działający na Wyspach Brytyjskich Szwed Mats Hartling i posiadający francuskie obywatelstwo Kambodżanin Vanna Ly.

Władze TS  Wisła, nawiasem mówiąc te same, co Wisły SSA, potwierdziły ten fakt w lakonicznym w treści komunikacie: „We wtorek 18 grudnia doszło do spotkania przedstawicieli Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków z luksembursko-brytyjskim konsorcjum funduszy inwestycyjnych, podczas którego podpisano warunkową umowę sprzedaży 100 procent akcji Wisły Kraków SA. Szczegóły umowy są objęte ścisłą klauzulą poufności”.

Podano jedynie, że akcje klubu oddano za symboliczne euro, ale nowi właściciele wzięli na siebie spłatę całego zadłużenia oraz podjęli zobowiązanie zainwestowania w ciągu roku w Wisłę 130 milionów złotych.

W polskich mediach natychmiast zaroiło się od coraz bardziej bulwersujących wieści o nowych właścicielach „Białej Gwiazdy”. Z dostępnych informacji wynikało bowiem, że w 2017 roku aktywa Noble Capital Partners Ltd były wycenione na 338 tys. funtów, a nie jest to kapitał, który pozwoliłby na spłatę nawet tzw. długu licencyjnego Wisły szacowanego na 12,2 mln złotych. Pietrowski, który aktywnie udzielał się w mediach, tłumaczył jednak, że głównym inwestorem jest tajemniczy Vanna Ly i należące do niego konsorcjum inwestycyjne Alallega. I wciskał dziennikarzom opowieści, że główny inwestor jest członkiem kambodżańskiej rodziny królewskiej, że chciał kupić włoską Genoę, turecki Fenerbahce, portugalską Vitorię Guimaraes, że ma udziały w Chelsea Londyn.

 

Niepoważny Vanny Ly

Tymczasem po dokładniejszym zbadaniu okazało się, że Alalega, poprzez którą Ly został współwłaścicielem Wisły SA, istnieje od 2013 roku, ale do niego należy dopiero od 2017 roku. Nie zatrudnia żadnego pracownika, a od wielu miesięcy nie ma nawet stałej siedziby. Mimo tych hiobowych wieści kibice Wisły z nadzieją czekali na zapowiedzianą na piątek 21 grudnia wizytę tercetu nowych właścicieli na Reymonta. Wyobraźnię fanów „Białej Gwiazdy” pobudzały kolportowane plotki, że zgodnie z umową do 28 grudnia maja oni przelać na klubowe konto 12,2 mln złotych na spłatę długu licencyjnego, do końca lutego spłacić resztę 40-milionowego zadłużenia, zaś do końca roku zainwestować w klub kolejne 130 milionów złotych.

Warunkiem uprawomocnienia się zmiany właścicielskiej był jednak wymóg zapłacenia do 28 grudnia nieszczęsnego długu licencyjnego, bo z owych 12,2 mln złotych klub miał zapłacić zaległe wynagrodzenia piłkarzom i trenerom, co powstrzymałoby ich od zerwania umów i zapobiegło nieuchronnemu rozpadowi dobrze funkcjonującego w rozgrywkach zespołu.

Ustalony termin minął, a na koncie Wisły Kraków obiecane miliony się nie pojawiły. Prezes Sarapata złożyła rezygnację funkcji prezesa klubu, ale na odchodnym jeszcze wyczyściła konto z pieniędzy, tych 700 tysięcy złotych, które Wisła zarobiła ze sprzedaży biletów za ostatni w tym roku ligowy mecz, z Lechem Poznań, na który przybyło ponad 22 tysiące widzów. Zadbała jednak głównie o siebie i współpracującą z klubem firmę męża, ale chociaż swoim postępkiem wzburzyła krew w fanach „Białej Gwiazdy”, jej rujnująca Wisłę dwuletnia działalność prawdopodobnie ujdzie jej na sucho. Nie pierwszy to przecież taki przypadek w polskim futbolu i na pewno nie ostatni. Pojawiła się jednak szansa wymierzenia sprawiedliwości nieuczciwym działaczom, bo sprawą zainteresowała się polskie organy wymiaru sprawiedliwości.

 

Koniec farsy czy początek końca?

W środę 2 stycznia działacze Wisły Kraków w końcu przerwali farsę i ogłosili, że transakcja sprzedaży akcji została anulowana, co oznacza, że ponownie sto procent akcji piłkarskiej spółki należy do Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Jego zarząd wydał oświadczenie: „W środę 2 stycznia 2019 roku unieważniono umowę przejęcia Wisły Kraków SA przez Panów Vanna Ly i Matsa Hartlinga. Oznacza to, że prawnie jedynym akcjonariuszem piłkarskiej spółki jest Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków. Jednoczenie informujemy, że na stanowisko Prezesa Zarządu Wisły Kraków SA powołano Tadeusza Czerwińskiego, który od dziś będzie pełnił rolę sternika klubu” –napisano. Ostatecznie jednak Czerwiński nie przyjął funkcji prezesa Wisły SSA zasłaniając się złym stanem zdrowia.

Tymczasem uaktywnili się dwaj wspólnicy Vanna Ly – Mats Hartling i Adam Pietrowski. Na razie wypowiedział si co prawda tylko ostatni z wymienionych, Pietrowski, którego Ly i Hartling mianowali pod koniec grudnia p.o. prezesa Wisły. On w oświadczeniu skierowanym do polskich mediów wyraził głębokie oburzenie ostatnimi decyzjami TS Wisła: „Na jakiej podstawie puszcza się taki komunikat? Przecież prima aprilis mamy w kwietniu. To jest w pełni nielegalne. Są stosowne klauzule w umowie. Przecież w środę działacze TS Wisła wysłali do pana Hartlinga e-maila, że chcą jak najszybciej podpisać nową umowę z nami, tylko już bez pana Vanna Ly. Dlatego jestem zdziwiony, gdy kilka godzin później czytam komunikat, że jest nowy prezes i TS ma ma na powrót sto procent akcji klubu. To nieprawda, to jest fejk, to jest nielegalne. Nie wiem, jakich oni mają prawników. Pan Hartling się z tego śmieje i powiedział, że wszystkie klauzule w umowie zostały złamane”.
Pietrowski dał tym samym do zrozumienia, że on i jego szwedzki wspólnik nadal uważają się za właścicieli Wisły, co w praktyce jeszcze bardziej skomplikuje już i tak niemiłosiernie zagmatwaną sytuację prawną krakowskiego klubu.
Do rozgrywki włączył się w końcu PZPN. Do Komisji Licencyjnej został przesłany wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie Wisły Kraków, o czym na Twitterze poinformował dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN Łukasz Wachowski. Wszczęcie procedury zakończy się prawdopodobnie zawieszeniem licencji na występy w ekstraklasie. Zwłaszcza że gniewnie odezwał się w tej kwestii prezes związku Zbigniew Boniek, pisząc na Twitterze: „Zamiast sygnałów na razie same kłamstwa. Dosyć tego”.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. W czwartek 3 stycznia Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN postanowiła zawiesić Wiśle Kraków licencję „ze względu na niejasną sytuację prawną klubu oraz w związku z licznymi naruszeniami postanowień Podręcznika Licencyjnego”. Jeśli licencja nie zostanie odwieszona przed wznowieniem rozgrywek, wówczas zespół Wisły zostanie usunięty z ligi.

Po tej decyzji piłkarze, którzy wciąż nie otrzymali wynagrodzeń za ostatnie pół roku i dług spółki wobec nich wynosi już z tego tytułu ponad sześć milionów złotych, zaczną zapewne hurtowo składać wezwania do zapłaty, a po dwóch tygodniach wystąpią o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. I to będzie gwóźdź do wiślackiej trumny, która w 2019 roku zapewne na długi czas wyląduje na dalekich peryferiach polskiego futbolu.

 

Handlowanie Wisłą

Fot. Wisła Kraków upadnie, jeśli jej nowi właściciele nie spełnią finansowych obietnic

 

 

Wydarzeniem ostatnich dni jest zmiana właścicielska w Wiśle Kraków. Sto procent akcji upadającego klubu kupiły dwie zagraniczne firmy, ale transakcja dojdzie do skutku, jeśli do 28 grudnia przeleją na konto Wisły 12,2 mln złotych na spłatę najpilniejszych długów.

 

Do tego czasu Wisła Kraków nadal jest własnością Towarzystwa Sportowego Wisła i rządzą nią prezes Marzena Sarapata, wiceprezes Szymon Michlowicz i członek zarządu Rafał Wisłocki. Pod ich rządami klub znalazł się na krawędzi przepaści, bo ciąży na nim blisko 40-milionowe zadłużenie i perspektywa nieuchronnego upadku, jeśli nowi właściciele okażą się niewiarygodni i niewypłacalni. Na razie wiadomo, że akcje krakowskiego klubu kupiły dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne – Alalega i Noble Capital Partners, płacąc za nie symbolicznie jedno euro, ale podejmując się spłaty całego zadłużenia.

Transakcje zostanie sfinalizowana w momencie, gdy nabywcy przeleją na konto krakowskiego klubu pierwszą transzę – 12,2 mln złotych tzw. długu licencyjnego. Maja na to czas do 28 grudnia tego roku. Potem muszą jeszcze spłacić pozostałe wierzytelności, szacowane na 27-28 mln złotych, a w ciągu 2019 roku mają zainwestować w „Białą Gwiazdę” kolejne 130 mln złotych. Te kwoty wyglądają imponująco i jeśli rzeczywiście Wisła te pieniądze otrzyma, będzie to jedna z największych, o ile nie największa inwestycja zagranicznego kapitału w polskim sporcie.

 

Tajemnicze interesy nabywców

W imieniu nowych właścicieli na łamach polskich mediów wypowiedział się na razie tylko ich polski wspólnik, Adam Pietrowski, mieszkający na stałe w Berlinie agent piłkarski. „Zapraszam wszystkich na piątkowy mecz Wisły z Lechem Poznań. Wspólnie z fanami chcemy odbudować potęgę Wisły, aby jak dawniej rywalizowała z takimi firmami, jak Barcelona czy Real” – powiedział Pietrowski, który w nowych władzach ma objąć funkcję dyrektora sportowego. Zapewnił, że nowi właścicieli klubu pojawią się w piątek na konferencji prasowej i potwierdzą, że jeszcze w zimowym okienku transferowym przeprowadzą cztery duże transfery. Pietrowski liczy też na powrót na Reymonta Jakuba Błaszczykowskiego, który zadeklarował to dwa tygodnie temu i niedawno potwierdził gotowość przejścia już w przerwie zimowej. „Kibice mogą być spokojni o przyszłość Wisły” – zapewnia Pietrowski.

W polskich mediach od środy pojawiło się jednak mnóstwo mało optymistycznych informacji o nowych właścicielach „Białej Gwiazdy”. Zdobycie informacji o obu firmach jest bardzo trudne, a te dostępne raczej nie powinny skłaniać fanów Wisły do mrożenia szampanów. Przejąć akcje krakowskiego klubu chcą 59-letni Szwed Mats Uno Hartling i 53-letni obywatel Francji kambodżańskiego pochodzenia Vanna Ly . Pierwszy reprezentuje fundusz inwestycyjny Noble Capital Partners Ltd. W 2017 roku aktywa spółki były wycenione na 338 tys. funtów, a to raczej nie jest to kapitał gwarantujący środki na spłatę zadłużenia Wisły. Hartlinga próżno szukać na publikowanej rokrocznie liście 180 najbogatszych Szwedów, na której dolna granica majątku to miliard koron (ok. 417 mln złotych). Nazwisko Hartlinga pojawia się też w innych zarejestrowanych w Anglii spółkach, których działalność polega na skupowaniu akcji i udzielaniu pożyczek. To z nim powiązany jest biznesowo Pietrowski, licencjonowany agent FIFA, prowadzący zarejestrowaną w Berlinie agencję ABP Sports Management zajmującą się transferowaniem do Niemiec młodych polskich piłkarzy.

Drugi z nabywców, nawiasem mówiąc większościowy, bo kontrolowany przez Vanna Ly fundusz Alelega ma przejąć 60 procent udziałów, został zarejestrowany w 2013 roku w Luksemburgu. Mający też francuskie obywatelstwo Ly powiązany jest również z francuskimi firmami Media Spirit, Vauban 1 i Axell Informatique, które są zarejestrowane w Lyonie i Montesson, prowadzi też jakieś interesy w Rumunii i Szwajcarii. Według włoskich mediów na przełomie 2017 i 2018 roku Ly prowadził wstępne rozmowy w sprawie przejęcia klubu Genoa, ale do transakcji ostatecznie nie doszło. Dziennik „La Repubblica” opisał go wówczas jako biznesmena prowadzącego interesy w Luksemburgu i Dubaju.

 

Obietnice są obiecujące

Wokół krakowskiej Wisły zapanowała atmosfera nerwowego wyczekiwania. Na pojawienie się nowych właścicieli czekają piłkarze, którym klub zalega z wypłatami za pół roku. Obietnica uregulowania zaległych płatności jeszcze w tym roku nie zmieniła jednak decyzji najskuteczniejszego napastnika Zdenka Ondraszka o odejściu z końcem roku. Czterech innych graczy „Białej Gwiazdy” postanowiło jednak złożyć wezwanie do zapłaty, co w razie niewywiązania się da im prawo rozwiązania kontraktów z winy klubu. Na nowych włodarzy wiślaków czekają też władze Krakowa z prezydentem Jackiem Majchrowskim na czele. Do rozwiązania jest przecież sprawa umowy wynajmu stadionu i zaległych płatności z tego tytułu wynoszących sześć milionów złotych. Działaczy, których na czele nowych władz postawią panowie Hartling i Ly czeka też wyprawa do siedziby PZPN w Warszawie, gdzie przyjdzie im stoczyć walkę z Komisją Licencyjną. Jak widać gdzie tylko przyjdzie im się pojawić, wszędzie będą musieli mieć ze sobą worek z pieniędzmi. I musi być w nim co najmniej 40 milionów złotych. Taniej się nie da.

 

Na ratunek Wiśle Kraków

Fot. Niechciany w VfL Wolfsburg Jakub Błaszczykowski zadeklarował, że jest gotów już tej zimy przenieść się do Wisły Kraków

 

 

Wisła Kraków upada po ciężarem zadłużenia, które już przekroczyło kwotę 30 milionów złotych. Mimo to przed sobotnim meczem z Jagiellonią Jakub Błaszczykowski ogłosił, że jest gotów grać wiosną w tym zespole. I to za darmo.

 

Błaszczykowski w miniony piątek odbył spotkanie z zarządem krakowskiego klubu, w trakcie którego zadeklarował, że jest gotów w rundzie wiosennej grać w zespole „Białej Gwiazdy” za darmo. Piłkarz, który jedenaście lat temu odszedł z Wisły do Borussii Dortmund za trzy miliony euro, teraz chce w taki niecodzienny sposób pomóc zadłużonemu po uszy klubowi. 105-krotny reprezentant Polski postawił jednak warunek – kadra zespołu nie może w przerwie zimowej ulec poważnemu osłabieniu. Niestety, ze spełnieniem tego warunku władze Wisły mogą mieć problem. Już w tej chwili klub zalega piłkarzom z wypłatą pięciu miesięcznych pensji, a to oznacza, że każdy z nich może w przerwie zimowej rozwiązać kontrakty z winy pracodawcy.

Fani Wisły podczas meczu z Jagiellonią w niezbyt wybrednych słowach domagali się ustąpienia Marzeny Sarapaty z funkcji prezesa zarządu, którą sprawuje od sierpnia 2016 roku. Władzę przejęła z ramienia Towarzystwa Sportowego „Wisła”, które wtedy przejęło piłkarską spółkę z rąk Jakuba Meresińskiego, który kilka tygodni wcześniej odkupił udziały w klubie od Bogusława Cupiała. Towarzystwo przejęło Wisłę z bagażem kilkunastomilionowego długu, ale potem klub zarobił na transferach Richarda Guzmicsa, Bobana Jovicia, Denisa Popovicia, Petara Brleka, Krzysztofa Mączyńskiego i Carlitosa około 20 mln złotych. Te pieniądze powinny nie tylko rozwiązać problem zadłużenia, ale też ustabilizować finanse „Białej Gwiazdy”. Tymczasem okazuje się, że chociaż Wisła nie płaci swoim piłkarzom od pięciu miesięcy, to jej obecne zadłużenie przekroczyło kwotę 30 mln złotych i wciąż rośnie. Nic dziwnego, że potencjalni nabywcy akcji klubu, gdy tylko dowiadują się jak wygląda faktyczna sytuacja finansowa Wisły, rezygnują z zakupu.

Piłkarzy Wisły nie stać na gest w stylu Błaszczykowskiego, który jest gotów przez rundę wiosenną grać w Wiśle za darmo. Klub już jest im winny 3,5 mln złotych zaległych wynagrodzeń. Trzeba przyznać, że zachowują się z klasą, bo mogliby już dawno odejść, ale umówili się, że dograj do przerwy zimowej i dopiero wtedy podejmą decyzję co do swojej przyszłości. Wiadomo jednak, że jeśli do połowy grudnia władze Wisły im nie zapłacą, w rundzie wiosennej Wisła będzie musiała wystawić do gry juniorów. Klub potrzebuje pilnie blisko 10 mln złotych, żeby dokończyć ten sezon.

 

18. kolejka Lotto Ekstraklasy:

Wyniki piątkowych i sobotnich meczów: Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok 2:2, Korona Kielce – Wisła Płock 2:2, Lech Poznań – Śląsk Wrocław 2:0, Pogoń Szczecin – Zagłębie Sosnowiec 1:0, Zagłębie Lubin – Piast Gliwice 2:2.

 

Lotto Ekstraklasa: Wisła na górze, Pasy na dole

W hicie 8. kolejki piłkarskiej ekstraklasy Wisła Kraków rozbiła Lechię Gdańsk 5:2 i jest nowym liderem rozgrywek. Zdecydowanie gorzej wiedzie się lokalnemu rywalowi wiślaków. Cracovia notuje najgorszy ligowy start w historii.

 

Wisła wróciła na ligowy szczyt po 390 dniach przerwy. Ostatni raz była liderem ekstraklasy po 5. kolejce poprzedniego sezonu – w kolejnej serii spotkań z pierwszego miejsca strąciło ją Zagłębie Lubin, które pokonało ją w bezpośrednim pojedynku. Teraz to Biała Gwiazda sama zdetronizowała lidera i to sposób niepozostawiający wątpliwości co do tego, kto jest najlepszą drużyną początku sezonu. Efektowny triumf nad niepokonaną dotąd Lechią to kolejna po rozbiciu Lecha w Poznaniu (5:2) demonstracja siły drużyny Macieja Stolarczyka.

 

Kibole rządzą na Reymonta?

Sukces krakowian jest zaskakujący, bo przed startem sezonu ekipa „Białej Gwiazdy” była lokowana w grupie drużyn skazanych na walkę o utrzymanie. Klub był na skraju bankructwa, a z zespołu odeszli kluczowi gracze, jak Carlitos, Tomasz Cywka, Pol Llonch, Fran Velez. Latem do obozu wiślaków dołączyli jedynie Mateusz Lis z I-ligowego Rakowa Częstochowa oraz niechciany w Pogoni Szczecin Dawid Kort. Ze skleconego naprędce zespołu trener Maciej Stolarczyk stworzył zespół, który jak na razie na boisku zwycięża.

Nie ustrzegło to „Białej Gwiazdy” przed wizerunkową katastrofą jaką bez wątpienia była emisja przez TVN reportażu dziennikarza śledczego „Superwizjera” Szymona Jadczaka, w którym pokazano jaki ogromny wpływ na działania Wisły Kraków mają kibole zrzeszeni w nieformalnej grupie szalikowców Wisły nazywanej „Sharks”. To tak naprawdę są brutalni przestępcy, którzy swoich wrogów atakują maczetami, a od członków własnej grupy potrafią wyegzekwować posłuszeństwo nie mniej okrutnymi metodami. Jednemu z działaczy, który buntował się przeciwko przejęciu klubu przez chuliganów, spalono samochód. Jadczak postawił też tezę, że gangsterzy po przejęciu kontroli nad Wisłą osadzili w klubie na fotelu prezesa „swojego człowieka” Marzenę Sarapatę. Jedna ze zorganizowanych akcji mających wprowadzić w chaos i ułatwić przejęcie kontroli na Reymonta 22, była słynny atak na stadion racami podwieszanymi pod balony, którą dowodził Damian Dukat, późniejszy wiceprezes klubu. Dukat zrezygnował ze stanowiska jeszcze przed emisją materiału, ale pozostał w zarządzie Towarzystwa Sportowego Wisła, które jest właścicielem klubu.

Jak to się stało, że stadionowy chuligan stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych działaczy piłkarskich w naszym kraju? Na to pytanie Szymon Jadczak jednoznacznej odpowiedzi nie znalazł. A zarząd Wisły Kraków w oficjalnym oświadczeniu napisał, że wszystko co pokazano w programie TVN to „kłamstwa i bezpodstawne oskarżenia”.

 

Fatalny start Cracovii

Po drugiej stronie krakowskich Błoń kłopotów też nie brakuje. Cracovia w 8. kolejce przegrała na wyjeździe z Jagiellonią Białystok 1:3 i chyba na dobre ugrzęzła na dnie ligowej tabeli. Ten najgorszy ligowy start „Pasów” w historii obala mit Michała Probierza jako najlepszego polskiego trenera. Obecny sezon jest już jego drugim w Cracovii i zgodnie z jego obietnicami zespół miał włączyć się do walki o europejskie puchary. Ba, tuż przed startem rozgrywek Probierz zaszarżował jeszcze śmielej ogłaszając, że jego celem na ten sezon jest mistrzostwo Polski. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te nader odważne deklaracje 45-letniego szkoleniowca. Po ośmiu kolejkach Cracovia ma na koncie zaledwie trzy punkty i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Lotto Ekstraklasy. Na ten skromny dorobek składają się trzy remisy i aż pięć porażek. Do tego krakowianie mają najgorszy stosunek bramek straconych do zdobytych (4:13) w całej lidze.

Rozmiar katastrofy najlepiej obrazuje fakt, że nigdy wcześniej Cracovia nie zaczęła rozgrywek tak źle, a trwający sezon jest już jej 40. w najwyższej lidze. Nawet po ośmiu kolejkach edycji 2011-2012, w której po raz ostatni spadła z ekstraklasy, miała korzystniejszy bilans (1-2-5, 6:11) i nie zamykała ligowej tabeli. Rok wcześniej było gorzej (1-1-6, 7:15), ale i tak lepiej niż teraz, co oznacza, że zespół Probierza pod tym względem jest najgorszy w historii krakowskiego klubu. Żaden inny zespół nie spadał z ekstraklasy częściej od Cracovii (8), ale nawet w innych sezonach, po których krakowianie żegnali się z najwyższą ligą, nie mieli tak skromnego dorobku po ośmiu pierwszych kolejkach. Ten falstart to także porażka Probierza, który w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej pracuje już od 12 lat i w żadnym z ośmiu klubów, w których był trenerem, nie zaczął sezonu w tak fatalnym stylu.

 

Wyniki 8. kolejki:

Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 4:0
Gole: Filip Starzyński (40), Filip Jagiełło (45), Marcin Robak (84 samobójcza), Dawid Pakulski (88).
Jagiellonia Białystok – Cracovia 3:1
Gole: Bartosz Kwiecień (44), Cillian Sheridan (53 i 70) – Airam Cabrera (74).
Wisła Płock – Miedź Legnica 2:1
Gole: Alan Uryga (30), Bartłomiej Sielewski (49) – Rafał Augustyniak (10), Pet Forsell (45).
Piast Gliwice – Arka Gdynia 1:0
Gol: Michal Papadopulos (62).
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 5:2
Gole: Zdenek Ondrasek (18), Jakub Bartkowski (45), Dawid Kort (64), Kamil Wojtkowski (75), Rafał Boguski (83) – Patryk Lipski (6), Flavio Paixao (38 karny).