Niemoralna moralność premiera

W premierem Morawieckim razem byliśmy radnymi Sejmiku Dolnośląskiego w latach 1998-2002. Nie przypominam sobie jakiejś znaczącej aktywności ówczesnego radnego Morawieckiego. Uaktywnił się kiedy radni Sejmiku mieli dokonać wyboru banku do obsługi konta Urzędu Marszałkowskiego. Wtedy aktywnie lobbował, z dobrym skutkiem, aby radni zagłosowali za Bankiem Zachodnim WBK. Wtedy tam właśnie pracował radny Morawiecki.
Teraz, za sprawą Gazety Wyborczej, wyszła na jaw sprawa zakupu w tamtych czasach sporej ilości atrakcyjnej ziemi, za niewielkie pieniądze, na obrzeżach Wrocławia. Radny Morawiecki postanowił, że się uwłaszczy na gruntach państwowych oddanych za darmo kościołowi. Bo w tamtych czasach kościół pełną garścią brał od państwa grunty i inne dobra, które podobno były rekompensatą za poniewierkę kościoła za komuny. Potem te grunty szybko upłynniał i ślad po transakcjach najczęściej ginął. Tak było i w tym przypadku. Teraz te grunty warte są kilkadziesiąt milionów.
Na takim właśnie upłynnieniu postanowił się wzbogacić radny Morawiecki. Niestety sprawa, po kilkunastu latach, wyszła na światło dzienne. Ksiądz, który tę ziemię premierowi sprzedał został, za premierowania Morawieckiego, generałem.
Kiedy sprawa się rypła, żona premiera mówi, że jak miasto będzie tej ziemi potrzebowało, to ona sprzeda ją po cenie zakupu. To znaczy, że kilkanaście lat temu Morawieccy kupili ziemię i teraz, mając na celu dobro Wrocławia, oddadzą ziemię wartą kilkadziesiąt milionów, za bezcen miastu. Nie, oni widząc, że ta pazerność jest fatalnie odbierana przez społeczeństwo postanowili ratować sytuację. Premier Morawiecki tak się zagonił w wyborczej propagandzie, tak pokazuje jak to nie dbano o wpływy z WAT (to niestety prawda), tak pokazuje jak to PiS dobrze rządzi, że zapomniał, iż sam bardzo aktywnie dorobił się milionów w owych czasach, a inni, w dużej części wyborcy PiS, nie. Teraz, on milioner i do tego prawie spekulant gruntowy poucza nas, że trzeba być uczciwym jak to jest w PiS-ie właśnie. Ten grunt stał się teraz gorącym kartoflem w rękach Morawieckich i dlatego chcą oni oddać go miastu. Za kilka dni wybory, premier tyle się nakłamał o uczciwości w polityce, a tu nagle wychodzi szydło z worka. Ale pech.

Bigos tygodniowy

Kolegom i Koleżankom z bratniej Koalicji Obywatelskiej uprzejmie donoszę, że w majowym, numerze tygodnika „Gazeta Polska”, w artykule „Zdrada”, napisał m.in.: „Tusk zdradzał nas wielokrotnie, kiedy zgadzał się na niszczenie polskiej gospodarki na rzecz niemieckiej, kiedy rozbrajał armię, kiedy rozluźniał sojusz z USA, odsłaniając polskie granice. Zdradzał nas w sprawie Smoleńska i naszych interesów w Europie. To prawdziwy nowoczesny zdrajca”. W moim odczuciu, ale niech to ocenią prawnicy, to się kwalifikuje do sądu jako zniesławienie. Skoro Dorota Wellman zażądała od pewnego propisowskiego wyjca z gitarą jakieś pół miliona złotych za kretyński seksistowski żart, to co powiedzieć o otwartych, gołosłownych obelgach i oskarżeniach ze strony Sakiewicza. Można by go za to puścić z kijem i torbą.

„Czym jest dla człowieka wolność?” – to maturalny temat wypracowania z języka polskiego na tegorocznej naturze, nawiązujący do mickiewiczowskich „Dziadów”. Biorąc pod uwagę, że matura to egzamin państwowy, można to uznać za temat ryzykowny. Stworzył bowiem możliwość dojścia przez część uczniów do wniosku, że polska wolność pod rządami PiS zeszła na dziady, a wokół niej krążą nowe Nowosilcowy z Nowogrodzkiej. Tym bardziej, że w tym samym niemal czasie, gdy uczniowie biedzili się nad wypracowaniem i gryźli długopis, szef MSWiA Brudziński nie tylko jak się zdaje kazał kohorcie policyjnej zatrzymać i wiele godzin przetrzymywać autorkę wizerunku Matki Boskiej Tęczowej, Elżbietę Podleśną, która w bardzo łagodny sposób skorzystała z – nomen omen – wolności słowa, ale powiedział później o „bajaniu o wolności i tolerancji”. Prostoduszny i nie nazbyt lotny „Jojo” puścił farbę i szczerze wyznał, czym dla tej władzy jest wolność i tolerancja: „bajaniem”.

Trzeba było rządów PiS, by mieć pierwszą w historii maturę „pod bombami”, na szczęście tylko pozorowanymi. Jak na razie policja, która błyskawicznie namierzyła Elżbietę Podleśną, autorkę Matki Boskiej Tęczowej, nie może namierzyć sprawców fałszywych alarmów bombowych. A gdyby tak Matka Boska Tęczowa objawiła się na tym nieuchwytnym serwerze, z którego poszły fałszywe alarmy, to też by ją figę, a nie namierzyli.

Zbigniew Mikołejko odnosząc się do afery z Matką Boską Tęczową stwierdził, że „krystalizuje się i krzepnie, niemal na stary rosyjski wzór, polskiego „carskosławia”, czyli ścisłego i wielostronnego mariaż ołtarza z władzą”.

Holecka jak Hańba. Danuta Holecka już nie tylko jako prezenterka, lecz jako dyrektorka głównej propagandowej szczujni czyli „Wiadomości”, zapisze się najciemniejszymi zgłoskami w historii Telewizji Polskiej. Jako gorliwa rzeczniczka reżymu PiS oraz jako gloryfikatorka pasożytniczej i głoszącej religijną brednię organizacji, jaką jest Kościół kat. Gratulacje dla Pani Redaktor od jej niegdysiejszego rozmówcy przed kamerami TVP.

Mniej na rękę jest natomiast afera „tęczowa” PiS-owi. Co prawda na potęgę wykorzystuje ją w bieżącej propagandzie, ale per capitam może ona przynieść straty. PiS bowiem wyraźnie sposobił się do przywdziania jagnięcej skóry i wyłagodzenia kampanii wyborczej, licząc na przyciągnięcie części umiarkowanego, centrowego elektoratu, bardzo potrzebnego zwłaszcza w wyborach europejskich. I ten plan legł w gruzach, m.in. podczas „suportu” Jażdżewskiego i o szóstej rano w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej Jak mawia pewien mój znajomy: i chuj w bombki strzelił. Teraz nie ma już odwrotu i trzeba iść na konfrontację, tym bardziej, że Konfederacja dyszy za plecami.

Natomiast jeden z przybocznych Adriana, Krzysztof Szczerski ma taką koncepcję, by powstał „paszport katolicki, który miałby zawierać polskie modlitwy, by wyjeżdżający za granicę nie ulegali lewicującym modom intelektualnym”. Serio. Nie żartuję. Ciekawy jestem dalszego losu tego pomysłu.

Nastrój politycznego wzmożenia wzbogacił poseł PiS Żalek, który podczas programu Agnieszki Gozdyry „Polityka na ostro” w Polsat News puszczał głową gazy.

Wybrałem się na konferencję o polityce nienawiści zorganizowaną przez Fundację Otwarty Dialog i jej szefa Bartosza Kramka, dla PiS – „czarnego luda” i jednego z głównych wrogów publicznych, męża nie mniej znienawidzonej, demonicznej Ludmiły Kozłowskiej, którą władza PiS wyrzuciła z Polski. Ponieważ uwielbiam hejtować, a jeszcze bardzie być obiektem hejtu (czuję się dalece niezaspokojony pod tym względem), liczyłem, że po korek nasycę się na tejże konferencji antyrządowym hejtem. Nic bardziej błędnego. Atmosfera i treść konferencji była tak łagodna, humanistyczna i pełna miłości, że aż momentami mnie mdliło. I jak FOD może dokopać PiS-owi z tą swoją działalnością spod znaku białego gołąbka pokoju? Jak może nawiązać walkę z drapieżcami takimi jak Ziobro czy „Jojo” Brudziński? Następnym razem, gdy najdzie mnie apetyt na seans nienawiści, przylepię sobie brodę i wąsy, a następnie chytrze wśliznę się na jakieś zebranie pisiorów, n.p. na jakieś spotkanie Klubu
„Gazety Polskiej”.

Po emisji filmu Sekielskich o pedofilnym klerze polskim można o nim mówić tylko najgorszymi słowami. „Nienawidzę Was, kościelne potwory spod znaku omerty. Zgnijecie w pierdlu, a Wasze pomniki spadną Niech się Wam wszystkim do końca życia śni Wasze katolickie piekło. Lękajcie się. Lękajcie się, jak cholera” – napisała Marta Lempart. „Kościół to pozór ukryty za obłudą” – to z kolei Jan Hartman, a ktoś inny określił Watykan jako „zboczony burdel i siedlisko mafii”. Eurodeputowany SLD Andrzej Szejna wezwał do zatrzymania i postawienia zarzutów jednemu z księży-pedofilów, o których mowa w dokumencie Sekielskich, a Robert Biedroń i Adrian Zandberg do wejścia policji do siedzib kurii biskupich o wczesnej porze. Na razie jednak policja nie powtórzyła wyczynu z wejściem do mieszkania Elżbiety Podleśnej. Znalazła za to czas na rozpędzenie pokazu filmu na ścianie warszawskiej katedry polowej WP. Może wzięli na serio słowa Głodzia, że nie warto „oglądać byle czego”. Niestety właśnie w tym momencie dzisiejszy garnek bigosu się przepełnił i resztę muszę zachować na przyszły tydzień.

Flaczki tygodnia

Wszyscy mówią o „Tylko nie mów nikomu”. Czyli filmie Tomasza Sekielskiego o pedofilii w polskim kościele kat. Film, dostępny w Internecie, stał się już tak popularny, że przerwał wyniosłe milczenie hierarchów polskiego kościoła kat. Prymas Wojciech Polak zdobył się nawet na skromne przeprosiny!.

Ochrona pedofilii przez hierarchów polskiego kościoła kat. stanie się jednym z głównych tematów tegorocznych kampanii wyborczych. Sztabowcy PiS zaplanowali wcześniej kampanijny spór o kościół katolicki. Chcieli wywołać podział społeczeństwa polskiego na patriotycznych obrońców kościoła, czyli ostoi polskości i krytykujących ten kościół wrogów Polski. Chcieli, pod hasłem obrony kościoła kat. przez podnoszoną na niego wrażą ręką, skupić i zmobilizować jak największe grono swych wyborców.

Ale w życiu tak jest, że przysłowiowy człowiek strzela, a pan bóg kule nosi. Filmu Sekielskiego sztabowcy PiS nie zaplanowali. A film raz jeszcze potwierdził, że polski kościół katolicki jest organizacją skorumpowaną i zgniłą moralnie. Korporacją, która chroni ludzi łamiących prawo, aby dalej czerpać miliardowe zyski ze swej zakłamanej działalności. A pan prezes Kaczyński, i jego PiS, wpisując się w grono obrońców tego kościoła zostaje obrońcą pedofilii. Broni ludzi krzywdzących polskie dzieci. Wpada w medialną, polityczną pułapkę, którą jego ludzie przygotowali dla opozycji z Koalicji Europejskiej.

Na pomoc panu prezesowi ruszyła narodowo-katolicka TVP. W zeszłą sobotę z nadawanych tam „Wiadomości” mogliśmy się dowiedzieć, że Grzegorz Schetyna „wziął na celownik Kościół katolicki” i „próbuje wpisać w kampanię wyborczą antykościelną retorykę”, by oskarżać kościół o „grzechy popełnione i przede wszystkim niepopełnione”. Dopiero na końcu w Wiadomościach pojawił się temat pedofilii. O filmie Sekielskiego rzecz jasna nie wspomniano. Pokazano za to Piotra Z., byłego radnego PO ze Słupska, który został skazany w 2012 roku za czyny pedofilskie oraz Rafała P., byłego działacza PO z Gniezna, skazanego za to samo w 2016 roku. Nie wspomniano, że Rafał P. był katechetą prowadzącym lekcje katolickiej religii, ani że kierownictwo PO zaraz po aresztowaniu podejrzanych, wyrzuciło ich partii.

Na koniec dowiedzieliśmy się, że prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf dostała taką samą nagrodę, jaką sześć lat temu otrzymał francusko-niemiecki polityk Daniel Cohn-Bendit. Krytykowany kiedyś przez niemiecką dziennikarkę Bettinę Röhl za rzekome akceptowanie pedofilii, za co nigdy nie sądzony. Przyjęcie tej nagrody oznaczało, wedle kłamców z „Wiadomości”, akceptację pedofilii przez polską prezes Sądu Najwyższego.

Pan premier Morawiecki prowadził kampanię wyborczą w Mławie. Jak w każdym odwiedzanym przez siebie miejscu pochwalił napotkanych mieszkańców za patriotyzm i posiadaną „piękną historią”. Odnosząc się do przegranej bitwy pod Mławą w 1939 roku, przypomniał, że w całej Polsce były podobne miasta i wsie, gdzie „niemiecki okupant maltretował lokalnych mieszkańców”. Obiecał mieszkańcom Mławy i okolic, że nie dopuści aby znowu musieli płacić Niemcom za tamtą wojnę. Co prawda Niemcy nie wysuwają takich roszczeń, ale gdyby kiedyś je wysunęli, to pan premier na pewno Mławę przed ich agresją skutecznie obroni. Na takich to kłamstwach i niedopowiedzeniach, na strachu przed kreowanymi, fałszywymi zagrożeniami, elity PiS stworzą wspólnotę
swych wyborców.

Licznym innym, jeszcze nie powszechnie znanym, kłamstwom pana premiera Morawieckiego poświęcone są dwie nowe publikacje książkowe. Tomasza Piątka oskarżającego pana premiera o związki z rosyjską mafią i agenturą. Oraz „Delfin. Mateusz Morawiecki” Piotra Gajdzińskiego i Jakuba N. Gajdzińskiego. Treści książki Piątka „Flaczki” jeszcze dobrze nie znają, zatem odniosą się do niej po wnikliwym zapoznaniu się.

W „Delfinie”, napisanej przez Piotra Gajdzińskiego, byłego rzecznika banku WBK, pojawia się inny zarzut. Pan premier Morawicki, były prezes zagranicznego banku WBK, kłamał w sprawie kredytów bankowych. Twierdził, że zarządzany przez niego bank nie udzielał takich kredytów. Były rzecznik banku dowodzi, że to właśnie prezes Morawiecki wprowadził je do bankowej oferty. Bo kredyty frankowe wciskane naiwnym klientom były korzystne dla bankowej kadry, bo wiązały się z dużymi prowizjami dla tychże „banksterów”.

W czasie kiedy pan premier obiecywał obronę Mławy przed ewentualną niemiecka agresją, przed jego siedzibą w Warszawie odbył się protest zorganizowany przez nacjonalistyczne, prawicowe Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Przeciwko podpisanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa „Ustawie 447”, która daje amerykańskiemu Departamentowi Stanu możliwość wspierania organizacji zrzeszających ofiary Holokaustu w sprawach roszczeń majątkowych.

Treść ustawy nie jest precyzyjna, stwarza możliwości interpretacji i kłamstw, zwłaszcza przedwyborczych. Dlatego prawicowa, narodowo-katolicka Konfederacja, konkurencja polityczna PiS na prawicy, postanowiła pójść drogą pana prezesa i pana premiera. Też zbudować wspólnotę swych wyborców na strachu i kłamstwach. Konfederaci uważają, że antypolskie elity PiS chcą zapłacić prezydentowi Trumpowi za zgodę na bazę wojskową „Fort Trump” miliardowymi polskimi odszkodowaniami dla żydowskich organizacji wspieranych przez Departament Stanu i zięcia prezydenta Trumpa.

W odpowiedzi na kampanię Konfederacji zjednoczony front propagandowy PiS, czyli „Gazeta Polska” + TVP info, przystąpił do wojny z Konfederacją. Bezpardonowej, bo kilka procent poparcia zyskanych przez Konfederację może odebrać zwycięstwo PiS w wyborach. Aby ostatecznie rozwiązać kwestię Konfederacji, elity PiS oskarżyły jej liderów o agenturę i współpracę z Kremlem. Ochrzczono Konfederatów ksywką „Ruskie onuce”.

I teraz warto zadać fundamentalne pytanie: Skoro związany z liberalnym koncernem Agora Tomasz Piątek oskarża pana premiera Morawickiego o współpracę z rosyjską mafią, a w poprzedniej książce o rosyjskie powiązania pana ministra Antoniego Macierewicza i skoro ludzie Tomasza Sakiewicza, szefa prawicowego, narodowo-katolickiego koncernu medialnego „Gazeta Polska”, oskarżają liderów również prawicowej i narodowo-katolickiej Konfederacji o rosyjską agenturę, to po co głosować na PiS i Konfederację?

Czy nie lepiej od razu zagłosować na Jedyną Rosję i prezydenta Putina?

Bigos tygodniowy

Po co ta gra pozorów z przeprowadzaniem ustaw przez tzw. parlament? Dlaczego PiS nie rządzi bez osłonek rozporządzeniami rządu? Byłoby prościej, szybciej i bez zarywania nocek. I tak to z czym mamy do czynienia, to już nie jest prawo, bo ono nie polega na tym, że zmienia się je co tydzień pod dowolnym pretekstem. Skoro w trybie ekspresowym wprowadzili tzw. ustawę maturalną, zastępującą uprawnienia rad pedagogicznych uprawnieniami urzędników (niech uczniów klasyfikuje jednoosobowo miejscowy starosta), że tylko oplucie pisowca i księdza jest przestępstwem, a już oplucie niepisowca i nieksiędza nim nie jest. Nic nie stoi na przeszkodzie.

Widok młodego w końcu posła prawicy Bortniczuka, jak z wielkim wysiłkiem walczy z sennością, wywracając białkami oczu, był nie do przecenienia. Paweł Kukiz ostrzegł, że to się kiedyś może źle skończyć, bo wśród posłów są ludzie starsi i niezdrowi. Jak ktoś kojfnie na sali sejmowej w czasie nocnych obrad zaordynowanych przez PiS – to dopiero będzie jazda. Co na to PIP?

Po zakończeniu strajku nauczycieli władza zorganizowała tzw. debatę o edukacji czyli fasadowy show na Stadionie Narodowym przy okrągłym stole. Okrągły stół miał kształt prostokąta, a przykryty białym obrusem z falbaną wyglądał jak stół weselny. Młody Morawiecki, Szydło, Kopcińska, Gowin, Zalewska bardzo słabo skrywali silne znudzenie udziałem w tej fikcji, tej litanii pobożnych życzeń i siedzieli z ponurymi minami. Sama Zalewska milczała jak grób i nie uśmiechała się. Była zamyślona? Może jej myśli krążyły wokół brukselskiego Sikającego Chłopca (Manneken – nomen omen – Pis). Głos zabierało – na ogół, poza nielicznymi wyjątkami – lizusostwo, a wśród niego jeden młodzian, którego wypowiedź składała się głównie z hołdowniczych podziękowań kierowanych m.in. do Młodego Morawieckiego i Zalewskiej. Ciekawe, czy chłopakowi złożono już propozycję?

Natomiast wyśmiewane przez pisowską propagandę lekkie formy nauczycielskiego strajku w postaci amatorskiej twórczości wokalno-muzycznej, fragmentami nawet luzackie i delikatnie kontrkulturowe w treści, podobały mi się. W moich szkolnych czasach nauczycielstwo było, na ogół, bardziej sieriozne i tę zmianę obyczajowo-kulturową w tym środowisku uważam generalnie za pozytywną. Może dzięki nim szkoła coraz mniej będzie przypominać tę z „Ferdydurke” Gombra. A propos sztuki – dyrektor Muzeum Narodowego Miziołek usunął z ekspozycji kobietę z bananem. Nie będzie miziania i seksualizacji na narodowej niwie. Tym bardziej, że banan nie członek, usta nie pochwa, więc poczęcia tam nie ma.

Dobrze, że nawet rządowi nie szafowali nadmiernie argumentem misji nauczycielskiej, bo nic mnie tak nie wpienia, jak gadanie, że wykonawcom misji nie trzeba rzetelnie płacić. Nauczyciel to zawód jak każdy inny. Spróbujcie nie zapłacić hydraulikowi czy stolarzowi. Z miejsca bierzecie w dziób.

Nauczycielski strajk zawieszony do września. Na horyzoncie rysuje się natomiast protest płacowy fizjoterapeutów i Poczty Polskiej. Ten pierwszy to dla władzy pikuś, skoro poradzili sobie z niepełnosprawnymi. Z pocztowcami, którzy chcą połowę tego, co nauczyciele, czyli 500 złotych, nieco trudniej, ale w razie potrzeby do roznoszenia przesyłek można będzie zmobilizować tysiące pisowskich wolontariuszy. PiS da radę.

Natomiast radzę nie wierzyć Schetynie, że gdyby wrócił do władzy, to bez bicia podwyższyłby pensje nauczycielskie o ten tysiąc złotych. Gustlik z „Pancernych” mawiał: „Jedzie mi tu czołg?”. Panie Przewodniczący SLD, być może przyszły współkoalicjancie PO do wyborów jesiennych: nie wątpię, że ma Pan to na uwadze. Zatem „Sława, panie Włodzimierzu” – jak pisał Wyspiański w „Weselu”.

Po zbesztaniu ministra spraw wewnętrznych Brudzińskiego za jego krytyczną ocenę epizodu z biciem Judasza („Odwal się pan, panie Brudziński”), jeden z najgorliwszych funkcjonariuszy szczujni TVPiS Klarenbach został schowany do szafy, nie wiadomo na jak długo. „Dosyć, ile można znosił te połajanki od Żydów!?” – nie, to już nie Klarenbach, to Robert Winnicki, jeden z liderów Konfederacji. Po koleżeńsku wyręczył Klarenbacha, który tego jednak wprost wyrazić się nie odważył. Na – pewnie chwilowej odstawce starszego kolegi – zyskał gorliwy młody, uliczny żołnierz TVPiS, Bartłomiej Graczak, bo to on go teraz zastępuje. Ale kudy Graczakowi do tej charakterystycznej, jowialnej, fajniackiej, „z waszecia za pan brat” swady Klarenbacha. Ot, taki młody, sztywny, przylizany krawaciarz.

Radosław Sikorski to dalece nie jest mój bohater, ale gdy stwierdził: „Reżimowe radio zaprosiło mnie do regionalnej debaty, w której bezstronnym moderatorem ma być p. Michał Rachoń, bezwstydny pisowski propagandysta. Sami sobie debatujcie w takim gronie. Kandyduję między innymi po to, aby kiedyś media publiczne uwolnić od takich kreatur”, to nie mogę nie przyznać mu racji”. Właśnie: „bezwstydny pisowski propagandysta”. Taki jak Klarenbach, Holecka, Świątek i inni.

Doskonali się elokwencja i metaforyka propisowskich propagandystów. W portalu „Do rzeczy” zareagowano na kpinki jednego z tygodników z książki „Utopia europejska”, napisanej przez Krzysztofa Szczerskiego. W owym tygodniku napisano, że z tego pełnego mesjanistycznych bredni wypracowania nacjonalistyczno-klerykalnego „ubaw mieli internauci”. Na to publicysta Sosnowski: „Media są armatami XXI w. Żadne państwo nie pozwoliłby na to, by na jego terytorium buszowało, siało spustoszenie obce, wrogie wojsko”. Witold Gadowski napisał w „karnowskich sieciach”, że „dziś księżowska sutanna coraz częściej staje się rycerską zbroją”.

W Poznaniu odbyła się konwencja PiS. Z entuzjazmem skandowano „Jarosław, Jarosław” i „Mateusz, Mateusz”. Tym razem Wódz obiecywał tylko lepsze proszki do prania, jak u Niemców. Popieram. To się Polsce należy. Także lepsza herbata ekspresowa niż ta sprzedawana u nas, siano bez smaku i zapachu.

Ja tam nic nie wiem w tej sprawie, ale na moje psychologiczne wyczucie (absolwent psychologii 1982) reakcja Kuchcika na rewelacje Wojciecha J. ujawnione przez tygodnik „Nie”, to reakcja człowieka zdrętwiałego ze strachu i zaskoczonego, że to po latach jednak wyszło. Mogę się mylić, ale nie mogę uwolnić się od takiego wrażenia.

I jeszcze o zawieszonym strajku nauczycielskim. Wymiana argumentów między strajkującymi a rządem przypominała grę w „pomidora”. Na kolejne korekty postulatów płacowych, rząd odpowiadał: „pomidor”. Z zamierzchłych czasów pochodzi wierszyk-wyliczanka: „Zupa – pomidorowa, demokracja – ludowa, nie damy – Odry Nysy, Cyrankiewicz – łysy”.

Spotkania zamiast

Solidaryzując się ze stanowiskiem Polski, państwa Grupy Wyszehradzkiej wycofały się z udziału ze szczytu bloku, który miał odbyć się 18-19 lutego w Jerozolimie. Ale nie z wizyty w Izraelu.

Czarne chmury gromadziły nad szczytem grupy V-4 od pewnego czasu. Przynajmniej od momentu, gdy w czwartek przebywając w Warszawie na nieszczęsnej konferencji bliskowschodniej premier Izraela Benjamin Netanjahu spotykając się z izraelskimi dziennikarzami miał powiedzieć – jak poinformował o tym dziennik „Jerusalem Post” – że Polacy pomagali mordować Żydów. Już wtedy premier Mateusz Morawiecki rzucił myśl, że może spotkanie grupy raczej powinno odbyć się w Wiśle. Stronie izraelskiej udało się jednak załagodzić obrazę – ze strony „Jerusalem Post” doniesienie znikło, a izraelska ambasador Anna Azari oświadczyła, że premier Netanjahu nie powiedział co powiedział, tylko powiedział coś trochę innego. Wystarczyło wówczas, aby Warszawa przyjęła to – choć z oporami – za dobrą monetę, ale okazało się że sprawa została załagodzona nie na długo. Wypowiedź pełniącego obowiązki szefa izraelskiej dyplomacji Israela Katza, który stwierdził, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki” spowodowała, że tym razem już strona Polska nie mogła nie zareagować ostro. Premier Morawiecki odwołał udział w szczycie. Przyłączyły się do niego pozostałe stolice grupy – Bratysława, Budapeszt i Praga.

Polska może ten gest solidarności uznać za sukces dyplomatyczny – potrzebny jej bardzo, bo polska dyplomacja w ostatnich latach zalicza głównie wpadki albo przynajmniej usiłuje robić dobrą minę do złej gry, przez co Warszawa stawała się tak w Europie, jak i na świecie coraz bardziej osamotniona. Powiedzmy sobie jednak szczerze – nie jest to sukces wielkiej miary, raczej uniknięcie wpadki jeszcze gorszej, bo gdyby tego gestu solidarności nie było, oznaczałoby to, że pozycja Polski nawet w swoim subregionie nie tylko sięgnęła dna, ale znalazła się poniżej niego. Bo jak by miał wyglądać szczyt, w którym brakuje jednej czwartej uczestników? Gest solidarności, którym napawa się polska propaganda był więc w gruncie rzeczy wymuszony.

Dodajmy także – że odwołanie szczytu nie przełożyło się na zdystansowanie się szefów rządów pozostałych państw grupy w stosunku do Tel Awiwu. Szczyt zastąpiła seria spotkań bilateralnych premiera Netanjahu z Peterem Pellegrini, Andrejem Babišem i Viktorem Orbanem oraz wspólny obiad. Zatem to, co premier Netanjahu chciał ugrać, zapraszając premierów V-4 do Jerozolimy i tak w znacznej mierze osiągnął, stwarzają kolejny fait accompli, który można zinterpretować jako pośrednie uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela. Że dzięki ministrowi Katzowi do tego niepotrzebnego zupełnie gestu Polska się nie przyłączyła – pozostaje się tylko cieszyć.

Zresztą, na koniec postawmy sobie pytanie, czy im interesom miało służyć zorganizowanie szczytu V-4 w Izraelu? Nawet nie izraelskim, ale wyłącznie premierowi Netanjahu i jego partii przed kwietniowymi wyborami. I powiedzmy – ubił dwa ptaki jednym kamieniem: i gościł trzech premierów, i zgromił Polaków za jednym zamachem

Komentarz: Żydowski ostry Katz, czyli polski kac narodowy

Tylko mnie nie zabijcie za oczywiste fakty.

Nowy minister Izraela nagadał bzdur opowiadając – trzymam się tu relacji medialnych – że Polacy w porozumieniu z Niemcami eksterminowali Żydów na terenach okupowanej Polski. Jest to oczywiste kłamstwo. W tej sprawie Polacy nigdy nie współpracowali z hitlerowcami – natomiast różne chore psychicznie grupy Polaków robiły to na własną rękę. I nie ma co zaprzeczać, bo to jest opisane od dawna w polskiej literaturze historycznej.

Z jednej strony politycznej barykady – komunistycznej – był np. Mieczysław Moczar (głównie z powodów merkantylnych, ale pospolity antysemityzm też mógł wchodzić w grę – znając późniejsze działania Moczara) , z drugiej – zwłaszcza po 1944 roku – głównie różne odłamy zbrojne ruchu narodowego – choć twierdzili, że nie zabijają Żydów, tylko Żydów jako komunistów., (co nie miało potwierdzenia w faktach, bo równocześnie ginęli Żydzi którzy komunistami nie byli).

Faktom nie można zaprzeczać, zwłaszcza, że są opisane przez polskich historyków po 1989 roku bez żadnej cenzury.

Tym bardziej jestem zły, że nikt po polskiej stronie nie wstał i nie powiedział „tak, my to wiemy i nasi historycy o tym od lat normalnie dyskutują, ale są to dyskusje o zjawiskach marginalnych”
Dlaczego żaden polski dyplomata nie zdał pytania izraelskim politykom pytania: „Czy Pan wie ilu jest Polaków wśród Sprawiedliwych i ilu ma swoje drzewka i jak to się ma do innych narodów?” To są liczby, to są fakty, a nie publicystyka.

Grzegorz Ilka

Polski neoliberalizm na śmietniku historii? MY, SOCJALIŚCI

Polityka kolejnych rządów po 1990 roku przyczyniała się do umacniania w Polsce doktryny neoliberalnej przyjętej w ramach Konsensusu Waszyngtońskiego pod koniec lat 80. XX wieku. Twarzą polskiej wersji neoliberalizmu jest Leszek Balcerowicz blisko związany z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

 

Obydwie te instytucje służą od blisko 40 lat do upowszechniania i wdrażania idei neoliberalnych w świecie. W sferze ekonomicznej sprowadzają się one do powszechnej prywatyzacji, w sferze politycznej do deregulacji ograniczającej rolę państwa. W sferze stosunków międzyludzkich sankcjonują chciwość i brutalną konkurencję na wszystkich polach.

Polska Partia Socjalistyczna przeciwstawiała się polityce gospodarczej i społecznej, która była realizowana w Polsce od początku lat 90.. Polityka ta była i jest sprzeczna z interesem mas pracujących i jak się po kilku latach okazało, również z interesem Polski. Wielokrotnie podczas demonstracji socjaliści wołali: „Balcerowicz musi odejść”, wskazując na błędną strategię gospodarczą i społeczną.

Mimo jednak, że ten w końcu odszedł, polityka nasycona neoliberalizmem była realizowana w najlepsze. Polska, jako jeden z pierwszych krajów w ramach transformacji poddana została tzw. terapii szokowej, z której zrodziło się postępujące rozwarstwienie społeczne, upadek powstającej w latach 70. zaczątków klasy średniej, transfer ogromnych kapitałów za granicę. Narodziła się, mimo ograniczeń, klasa wielkiego kapitału, z drugiej strony rzesza bezrobotnych i bezdomnych. Urosło wiele setek instytucji charytatywnych, których istnienia i działalności jako społeczeństwo kierujące się zasadą sprawiedliwości społecznej, powinniśmy się wstydzić.

Neoliberalizm, jako idea konstruktywistyczna, wdraża w życie społeczne zasady sprzeczne z demokracją liberalną. Uznaje on, że cała sfera decyzji gospodarczych państwa wyłączona jest z procesu negocjacji politycznych, a jedynym kryterium ich podejmowania jest zysk lub strata i powszechne prawa rynku. Kwalifikacja ta przenosi się niestety w praktyce na sferę społeczną, politykę państwa, łamie podstawowe zasady demokracji. Mamy w związku z tym dziś do czynienia w skali naszej strefy cywilizacyjnej z poważnym kryzysem demokracji. M.in. w Polsce upada demokracja przedstawicielska, którą kolejne ekipy rządzące próbują pudrować pyłem populizmu walcząc brutalnie o władzę w państwie. Widać to było także w walce o samorządy w 2018 roku.

Ostatnio w „Spieglu” Romain Leick, niemiecki dziennikarz pisze, że „narody Zachodu rozpadają się na dwa światy. Naprzeciw siebie stoją dwa obozy, które mają ze sobą niewiele wspólnego. Po jednej stronie znajdują się metropolie, błyszczące wystawy globalizacji i jej brata bliźniaka – wielokulturowości, gdzie obok siebie mieszkają: nowa burżuazja i kolorowa różnorodność migrantów.

Po drugiej stronie są peryferie małych i średnich miast, dawnych obszarów przemysłowych i dalekich regionów wiejskich. Tam koncentrują się środowiska, które dawniej niewiele łączyło: robotnicy, zwykli urzędnicy, zatrudnieni na śmieciowych umowach, rolnicy, drobni przedsiębiorcy i emeryci; wszyscy złączeni wspólnym poczuciem podwójnej niepewności – finansowej i kulturowej”.

Powodem tego przypomnienia są narastające problemy społeczne i trwające ostatnio w Polsce przepychanki na temat cen prądu elektrycznego. Metoda zastosowana przez państwo (ekipę rządzącą) odbiega w tym wypadku wyraźnie od dotychczasowego, wolnorynkowego standardu, lansowanego przez neoliberałów. Łamie zasady nadrzędności ekonomi nad polityką, przywraca władcze funkcje państwa wygaszane od lat. Jeśli nie jest ona wyłącznie napędzana interesem politycznym lub też strachem przed „polskim Majdanem”, to stanowi przełom, czego wydaje się, nikt nie zauważył.

Mamy bowiem do czynienia z przełamaniem w praktyce państwa polskiego doktryny, która uznawana była dotychczas za „świętą”. Jakie to rodzi skutki na przyszłość? Bardzo poważne – powstaje akceptowana przez praktykę państwa możliwość przeciwstawienia się nadrzędnej roli rynków, co było niemożliwe dotychczas z powodów doktrynalnych.

Nie należy oczywiście fascynować się tym zdarzeniem, które miało miejsce w naszym Sejmie w przededniu Nowego Roku 2019, podczas dyskusji nad ustawą dotyczącą cen energii elektrycznej. Dopiero następne wydarzenia tej rangi mogą wskazać nam skrywane dotychczas plany ekipy premiera Mateusza Morawieckiego.

Przed kilkoma laty w jednym z esejów dotyczących tego tematu pytałem „dokąd od neoliberalizmu?”. Uważam, że pytanie jest nadal zasadne, szczególnie w skali Polski. Świat bowiem, jak widać po wielu przykładach, odsyła neoliberalizm na śmietnik historii i szuka nowych, sprawiedliwych systemów społecznych. U nas są nadal i tacy, którzy z werwą pokrzykują za Balcerowiczem: więcej prywatyzacji, więcej deregulacji! Jest to jednak już tylko śmieszne i tragiczne.

Nie ulega wątpliwości, że Polska po okresie nieudanej transformacji lat 90. powinna zmierzać do zmiany systemu społeczno-ekonomicznego na taki, który przywróci sprawiedliwość społeczną do rangi obowiązującej doktryny i pozwoli na stworzenie na nowo strategii rozwojowej opartej o szerokie porozumienie wszystkich sił społecznych i politycznych w kraju. Elity muszą ponownie nauczyć się współżyć ze społeczeństwem.

Politycznym wyzwanie na przyszłość jest to, czy polska lewica jest zdolna wyjść ze stanu alienacji i zbudować sobie właściwe miejsce na scenie politycznej.

Fatalny rok Morawieckiego

Minął rok rządów Mateusza Morawieckiego, jednego z najgorszych premierów po 1989 roku. Jeżeli ktokolwiek miał przekonanie o socjalnej twarzy Prawa i Sprawiedliwości czy przypisywał obecnej władzy propracownicze cele, to ostatni rok powinien pozbawić go złudzeń.

 

PiS od wielu miesięcy nie wprowadził żadnego sensownego rozwiązania w polityce rodzinnej czy polityce rynku pracy. Wciąż mamy zachwycać się programem Rodzina 500+, chociaż liczba jego odbiorców lawinowo maleje. Między czasie wyszło natomiast na jaw, że program Mieszkanie+ od samego początku był propagandowym kłamstwem, gdyż w jego ramach miało powstać ponad 100 tys. mieszkań, a powstało mniej niż 500. Poza tym nie dość, że mieszkania objęte programem są drogie i często niefunkcjonalne, to na dodatek ich ceny zazwyczaj wcale nie są niższe od rynkowych. Mało kto pamięta też o programie darmowych leków dla seniorów. Już nawet rząd przestał się nim chwalić, bo skala wsparcia jest mikroskopijna. Kolejna lata nie ma waloryzacji płac w budżetówce, a rząd podnosi pensje tylko pracownikom wskazanym przez kierowników jednostek budżetowych, co w praktyce często oznacza wsparcie dla ludzi posłusznych władzy.
Płaca minimalna wciąż rośnie wolno, a w przyszłym roku wręcz zmniejszy się jej proporcja do średniej. Nie ma żadnych rozwiązań mających na celu ograniczenie umów niestandardowych, a wręcz rząd wprowadził ustawę o pracy sezonowej, która pozwala płacić pracownikom stawki poniżej ustawowego minimum. Polityka senioralna wciąż praktycznie nie istnieje, a rząd wprowadził zarządzane przez prywatne fundusze Pracownicze Plany Kapitałowe, które oznaczają radykalne wsparcie państwa dla komercyjnego filaru systemu emerytalnego.Na tak liberalne gospodarczo rozwiązanie nie zdecydowała się nawet Platforma Obywatelska.
Rząd wprowadza natomiast różne rozwiązania korzystne dla drobnego biznesu, w którym płace są najniższe, a warunki pracy najgorsze. Mamy więc zakaz handlu w niedzielę, który ma uderzyć głównie w duże sieci handlowe, obniżkę podatku CIT dla małych firm czy zwolnienia od płacenia składek dla najmniejszych przedsiębiorstw. Premier postanowił też, aby cała Polska stała się specjalną strefą ekonomiczną, choć wiele badań dowodzi, że SSE źle wpływają na warunki pracy i poziom wpływów podatkowych. Nie ma też dobrej zmiany w spółkach skarbu państwa i instytucjach publicznych. Ma tam miejsce gigantyczna skala kolesiostwa, a warunki pracy wcale nie uległy poprawie. Świetnym przykładem jest tutaj sytuacja w transporcie lotniczym, gdzie PiS-owskie zarządy Polskich Linii Lotniczych LOT i Państwowych Portów Lotniczych prowadzą skrajnie antypracowniczą politykę, a jednym z ich głównych celów jest osłabienie związków zawodowych.
Rządy Morawieckiego to nieudolny, nacjonalistyczny zamordyzm, którego głównym wyznacznikiem jest błyskawiczne zawłaszczanie kolejnych instytucji przez ludzi posłusznych władzy oraz zaściankowa i pełna kompleksów wizja Polski jako mesjasza narodów. Stąd coraz bardziej żenujące wykreślanie mrocznych kart z historii kraju, grożenie procesami wobec krytycznych badaczy, niszczenie postępowej kultury i sztuki czy zastraszanie antyrządowych dziennikarzy. PiS przestaje też nawet ukrywać, że celem zawłaszczenia wymiaru sprawiedliwości było prześladowanie opozycji i parasol ochronny nad swoimi ludźmi.
Innym elementem rozpoznawczym ekipy Morawieckiego jest porażająca wręcz ignorancja. Głupoty wygadywane przez przedstawicieli polskich władz na szczycie klimatycznym odbierają Polsce wiarygodność i ośmieszają na arenie międzynarodowej. Ale też nie jest to jedynie niechlubny wyjątek, a jedynie część irracjonalnej polityki międzynarodowej, która skłóca Polskę ze wszystkimi sąsiadami i zniechęca do prowadzenia z nami jakichkolwiek rozmów.
Jedyne sensowne działania rządu w ciągu ostatniego roku polegały na wycofywaniu się z wcześniejszych, kompromitujących działań. Tak było ze zmianą autorytarnej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i z niekonstytucyjnego skoku na Sąd Najwyższy. Ale odejście od dwóch, fatalnych ustaw to za mało, aby rządowi przyznać choćby ocenę mierną. To był fatalny rok dla kraju i najlepiej by się stało, gdyby Mateusz Morawiecki jak najszybciej zniknął z polskiej polityki wraz z całą swoją nieudolną ekipą.

Głos prawicy

Parkingowy

PiS relacjonuje odsłonicie pomnika najwybitniejszego Polaka wszech czasów:
– Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do budowy Pomnika śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Śp. Lech Kaczyński dobrze zasłużył się Ojczyźnie. Bez niego nie byłoby dobrej zmiany, nie byłoby próby uczynienia polskiego państwa sprawiedliwym i podmiotowym – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas uroczystości odsłonięcia Pomnika śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Warszawie.
Dodał, że działalność Lecha Kaczyńskiego przyczyniła się decydująco do tego, iż można było przeciwstawić się temu, co zostało nazwane postkomunizmem.
– System ten był lepszy od poprzedniego, ale wciąż obciążony ogromnymi wadami – stwierdził.
Zwrócił uwagę, iż Lech Kaczyński pełnił wiele funkcji państwowych i samorządowych – był m.in. posłem, senatorem, ministrem sprawiedliwości, prezydentem Warszawy a wreszcie prezydentem Polski.
– Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu powstało Porozumienie Centrum, a jako szef NIK pokazał, że potrafił być znakomitym szefem ważnej instytucji państwowej. Odbudował On jej znaczenie, odbudował jej działanie, odbudował jej prestiż. Był skutecznym politykiem, potrafił kierować się w swoim życiu dobrocią i względami moralnymi – oznajmił.
Przypomniał m.in., że jego Brat uczestniczył w wydarzeniach marcowych i w tym, co przyczyniło się do powołania Solidarności.
– Odsłonięcie Pomnika Śp. Prezydenta to dowód na nasze zwycięstwo, dowód na to, że chcieć to móc – powiedział Prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Info: pis.org.pl

 

Biznes is biznes

– Kongres 590 jest bardzo ważnym wydarzeniem dla ewolucji gospodarczej Polski. Model wzrostu gospodarczego, który zaproponowaliśmy, jest modelem zrównoważonym. Gospodarka idzie w dobrym kierunku, a części społeczeństwa dotąd będące na marginesie, teraz są wśród nas – powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas Kongresu 590 w Jasionce.
– Konstytucja Dla Biznesu działa, wspieramy specjalne strefy ekonomiczne, zmniejszamy obciążenia podatkowe. Chcemy, aby wynagrodzenia pracowników szybko rosły. Wierzymy, że wtedy przedsiębiorcy będą ich jeszcze bardziej doceniać. Na taki model gospodarczy stawiamy – na naszych oczach przynosi nam bardzo dobre rezultaty – oznajmił.
Info: pis.org.pl

I w koło Macieju

Straszą tymi uchodźcami i straszą. I nie dociera do nich, że nawet żelazny elektorat powoli staje się elektoratem zażenowanym.

 

Już chyba tylko Beata Mazurek broni spotu „Bezpieczny samorząd”, chociaż piekło zamarzło a prosiaki zaczęły fruwać w momencie, kiedy okazało się, że prymitywną nagonką na uchodźców zniesmaczony był nawet Krzysztof Bosak. Ok, od biedy można jeszcze uznać, że jego oburzenie jest dyktowane wymogiem chwili, żeby przywalić PiS-owi w chwilowo miękkie podbrzusze.
Stwierdzenie, że Adam Bodnar jest napędzany nienawiścią do PiS też nikogo raczej nie zaskoczyło. Ale jak wytłumaczyć oburzenie szefa Ordo Iuris Jerzego Kwaśniewskiego? Jak wytłumaczyć gniew Justyny Śliwowskiej, wmontowanej w materiał dziennikarki TVP Info, która zażądała usunięcia swojego wizerunku ze spotu? Jak wytłumaczyć krytyczne komentarze własnych ministrów – Gowina, Emilewicz?

Beata Mazurek wczoraj wydała kuriozalne oświadczenie, w którym podniosła absurd całej sytuacji do sześcianu. Rzeczniczka partii dowodzi mianowicie, że w spocie jedynie napiętnowano niebezpieczne działania samorządowców PO-PSL, którzy podpisali „Deklarację prezydentów o współdziałaniu miast Unii Metropolii Polskich w dziedzinie migracji”. Deklarację tę rzeczywiście podpisało swojego czasu 12 prezydentów: Warszawy, Białegostoku, Bydgoszczy, Krakowa, Lublina, Katowic, Gdańska, Poznania, Łodzi, Rzeszowa, Wrocławia oraz Szczecina. Sprawdziłam: w niemal wszystkich tych miastach opozycyjni bądź bezpartyjni kandydaci wygrali właśnie w pierwszej turze. Wyjątkami są Adamowicz, Krzystek i Majchrowski, którzy szykują się do zwycięstwa w drugiej. Biorąc pod uwagę ten stan rzeczy, oświadczenie Beaty Mazurek powinno skłonić ogólnopolskie redakcje do uruchomienia nagrody już nie tylko w kategorii „złotych ust”, ale w kategorii specjalnej dla rzeczników prasowych, którzy przypadkiem spuścili bombę na siedzibę własnej instytucji.

Według Wirtualnej Polski przez straszenie zamieszkami, gwałtami i miasteczkami namiotowymi ku czci Allacha PiS stracił przewagę w 2-3 sejmikach, a w partii trwa teraz „szukanie winnych”. Ale winny tak naprawdę jest jeden: to premier Morawiecki. Jeżeli prawdą jest informacja ujawniona przez WP, że za klip odpowiadają byli właściciele spółki Solvere, zatrudnieni w KPRM Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, to cała sprawa jest grubym skandalem. Matczuk jest obecnie szefem Centrum Informacyjnego Rządu, a Plakwicz – departamentu obsługi medialnej. Zajmowała się nimi prokuratura i CBA, kiedy okazało się, że krążą pomiędzy sektorem rządowym i prywatnym, jako naczelni PR-owcy prawicy na państwowych zleceniach. Dziś informatorzy WP twierdzą, że mają dowody na ich zaangażowanie w spot w postaci korespondencji ze sztabem wyborczym. Ponoć właśnie zapoznaje się z nimi Jarosław Kaczyński, natomiast wyborcom do dziś nie było dane dowiedzieć się, kto de facto jest twórcą rasistowskiego chłamu, bo rzeczniczki, zarówno rządu, jak i partii pytane o nazwiska solidarnie nabierają wody w usta.

Anna Plakwicz w mediach społecznościowych ogłosiła, że „nie potwierdza”, jakoby spot wymyśliło „byłe Solvere”. Czy w takim razie Wirtualna Polska kłamie? Jaki jest rzeczywisty udział rządowych spin doktorów w rasistowski wykwit? Jaki jest wreszcie udział samego Morawieckiego? Czy o sprawie wiedział? Czy może sam wskazał „fachowców?”. Czas, by wyjaśniono to nie tylko na dywaniku u prezesa.

Na dywaniku

Prezes LOT Rafał Milczarski prawdopodobnie cofnie cześć decyzji o zwolnieniu dyscyplinarnym z pracy uczestników strajku. Protest trwa nadal, a jego skutki są coraz bardziej bolesne dla spółki.

 

Wygląda na to, że Milczarski został postawiony do pionu przez premiera, który obawiał się wizerunkowego uszczerbku w związku z bezprawnym zwolnieniem pracowników LOT, którzy od sześciu dni prowadzą akcję strajkową. Wczoraj pojawiła się informacja o wręczeniu pracownikom dyscyplinarek, co wykonywał osobiście prezes LOT. Jak donosi Piotr Szumlewicz z OPZZ, podczas doręczenia zwolnienia szefowi związku zawodowego pilotów, Adamowi Rzeszotowi, Milczarski przy okazji szarpał ubranie związkowca.
Efektem rozmowy Morawiecki-Milczarski ma być przywrócenie do pracy części z 80 zwolnionych wczoraj związkowców. Dziś w rozmowie z radiową Trójką Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, stwierdził, iż „usłyszał, że te rozmowy, które są prowadzone, mają na celu rozładowanie napięcia i prezes nie wyklucza powrotu części z tych osób do pracy”.
O tym, że Morawiecki zajmuje się sprawą, mówiła również rzeczniczka rządu. – Premier rządu polskiego czuje na sobie zawsze odpowiedzialność za cały obszar, ale proszę dać szansę tym, którzy są bezpośrednio odpowiedzialni za dany obszar, aby ze swoich obowiązków się wywiązali. Jeżeli zapadną jakiekolwiek decyzje, co do zaangażowania bezpośredniego pana premiera, przekaże państwu te informacje – powiedziała Joanna Kopcińska. Z tej wypowiedzi można wywnioskować, że Milczarski dostał odpowiednią dyspozycje, do której ma się zastosować.
Przypomnijmy, że 22 października w PLL LOT doszło do sytuacji bez precedensu. Zarząd spółki zwolnił uczestników strajku, próbując w ten sposób zdławić bunt. „Nie mieliśmy innego wyjścia – zwolniliśmy dziś dyscyplinarnie ze skutkiem natychmiastowym 67 osób, które oświadczyły, że odmawiają wykonania obowiązków służbowych w związku z przyłączeniem się do nielegalnego strajku. Odbyło się to w trybie prawnym umożliwiającym zrobienie tego bez konieczności konsultacji ze Związkami Zawodowymi” – oświadczyła spółka.
Związkowcy domagają się ukrócenia procederu umów śmieciowych, a także przywrócenia regulaminu wynagradzania z 2010 roku, jak również odwołania prezesa firmy Rafała Milczarskiego, który zdaniem związkowców źle zarządza spółką, stosuje mobbing i toleruje niesprawiedliwą politykę zatrudniania.
Zarząd LOT postępuje nerwowo, bo strajk odnosi coraz bardziej odczuwalny skutek. Tylko dziś LOT odwołał 17 przylotów do Warszawy – między innymi z Hamburga, Berlina, Moskwy, Paryża, Chicago, Tokio czy Seulu.

 

***

Zarząd spółki sięga po drastyczne metody. Poza zastraszaniem i naciskami 22 października wręczył strajkującym zwolnienia dyscyplinarne.
– Międzyzwiązkowy komitet strajkowy został zaproszony przez prezesa na rozmowy w celu rozwiązania obecnej sytuacji na 11.30, przyszedł prawie cały zarząd negocjować z nami. Naszym pierwszym warunkiem przed przystąpieniem do rozmów było żądanie, by prezes wszystkich strajkujących wpuścił do budynku. Nie odniósł się do tego, a po kilku minutach przyszły do nas nasze koleżanki i koledzy, by poinformować nas, że zostały im wysłane zwolnienia dyscyplinarne na maila. A później się okazało, że takie zwolnienia zostały przygotowane również dla mnie i dla kapitana Adama Rzeszota. Uważamy, że to były negocjacje w złej wierze i że to jest wszystko bezprawne. Ten prezes musi po prostu odejść. – powiedziała Strajkowi.eu wiceprzewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i. Lotniczego Agnieszka Szelągowska.
Strajkujący alarmują, że łatając braki kadrowe zarząd LOT sięga po ludzi niedoświadczonych, bez odpowiedniego przeszkolenia, stwarzając tym samym zagrożenie dla bezpieczeństwa lotów.
Dziś, jak podaje „Gazeta Wyborcza” na pokład samolotu lecącego do Toronto, weszli inspektorzy Urzędu Lotnictwa Cywilnego i zakwestionowali uprawnienia trzech członków załogi, po interwencji PLL LOT jednak swoje zastrzeżenia cofnęli. Sprawa wymaga pilnego wyjaśnienia.
Zarząd LOT stosuje zasadę kija i marchewki ogłaszając dzisiaj, że podpisał porozumienie płacowe ze związkami, które nie biorą udziału w strajku: Związkiem Zawodowym Pracowników PLL LOT i Związkiem Zawodowym NSZZ „Solidarność”. Ściągani są pracownicy przebywający na zwolnieniach lekarskich, zastrasza się pracowników na samozatrudnieniu i zmusza do wykonywania pracy.
Sytuacją w LOT zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Maciej Wiśniowski