Formuła 1: Hamilton rozbija rywali na torze

Wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii rozegrany na słynnym torze Silverstone wygrał broniący mistrzowskiego tytułu Lewis Hamilton. Było to zwycięstwo kontrowersyjne, bo zaraz na początku wyścigu brytyjski kierowca Mercedesa wykluczył z walki lidera klasyfikacji generalnej Holendra Maxa Verstappena z Red Bull Racing.

Tegoroczny zmagania o Grand Prix Wielkiej Brytanii odbyły się w nietypowym formacie – po piątkowych kwalifikacjach, w których najlepszym kierowcą okazał się Hamilton, w sobotę odbył się tzw. sprint kwalifikacyjny, mający wyłonić porządek startowy. W tej konfrontacji najlepszy okazał się Max Verstappen, który wywalczył tym samym swoje czwarte z rzędu pole position. Ale tym razem Hamilton nie zamierzał oddawać pola młodszemu i coraz śmielej zagrażającemu mu rywalowi. Wyścig ruszył gdy panował już piekielny upał, a nawierzchnia toru była nagrzana do ponad 50 stopni Celsjusza. Hamilton zaatakował pozycję Verstappena i w ferworze walki na zakręcie nr 9 uderzył w prawą tylną oponę jego samochodu, przez co holenderski kierowca stracił panowanie nad pojazdem i wypadł z toru uderzając z dużym impetem w bandę. Z początku kraksa nie wyglądała groźnie, bo Verstappen o własnych siłach opuścił auto i doszedł do karetki, ale lekarz po oględzinach podjął decyzję o odwiezieniu go do szpitala na szczegółowe badania.
Hamilton za spowodowanie kolizji dostał od sędziów 10-sekundowy karny postój w alei serwisowej i wydawało się, że także wyścig na Silverstone będzie musiał spisać na straty. Siedmiokrotny mistrz świata pokazał jednak wielka klasę i na kolejnych okrążeniach odrabiał żmudnie dystans do czołówki, którą tworzyli obaj kierowcy Ferrari – Charles Leclerc i Carlos Sainz jr oraz Lando Norris z McLarena i kolega Hamiltona z ekipy Mercedesa Valtteri Bottas.
W trakcie 32. okrążenia Hamilton prześcignął Norrisa i znalazł się na trzeciej pozycji. Przed nim pędzili już tylko Leclerc i Bottas, ale podczas 41. okrążeniu fiński kierowca Mercedesa dostał polecenie, żeby przepuścił Hamiltona, do którego się zastosował i do końca wyścigu o zwycięstwo bili się już tylko Hamilton z Leclercem. Na 50. okrążeniu Brytyjczyk zaatakował i po fantastycznej szarży po wewnętrznej wyprzedził Monakijczyka i metę minął na pierwszej pozycji, budząc niepohamowany entuzjazm wypełniającej szczelnie trybuny brytyjskiej publiczności. Leclerc, który prowadził niemal przez cały wyścig, po zawodach z trudem ukrywał irytację doznaną na samym finiszu porażką. Na najniższym stopniu podium stanął Valtteri Bottas i wreszcie po serii niepowodzeń ekipa Mercedesa miała co świętować. Dla Hamiltona był to pierwszy triumf od majowego wyścigu o Grand Prix Hiszpanii. Dzięki wygranej Brytyjczyk zmniejszył punktową stratę do prowadzącego w klasyfikacji generalnej Verstappena i teraz dzieli go od Holendra już tylko osiem punktów. Także Mercedes poprawił swoją pozycję w klasyfikacji konstruktorów i do zajmującej pozycję lidera ekipy Red Bull Racing ma stratę czterech punktów.
Hamilton wygrał wyścig i rozpoczął celebrowania zwycięstwa bezpośrednio po przekroczeniu linii mety. W wywiadach natomiast przekonywał, że nie czuje się winny, bo „Verstappen mógł zostawić mu więcej miejsca”. Szef zespołu Red Bulla Christian Horner ironicznie zauważył, że patrząc na radość Hamiltona trudno jest stwierdzić, z czego raduje się bardziej – z wygrania zawodów czy bezpośredniego wyeliminowania z walki najgroźniejszego konkurenta.
Kolejny wyścig odbędzie się 1 sierpnia na węgierskim torze Hungaroring.
Wyniki GP Wielkiej Brytanii:

  1. Lewis Hamilton (Mercedes) – 52 okr.
  2. Charles Leclerc (Ferrari) + 3.871s
  3. Valtteri Bottas (Mercedes) + 11.125s
  4. Lando Norris (McLaren) + 28.573s
  5. Daniel Ricciardo (McLaren) + 42.624s
  6. Carlos Sainz (Ferrari) + 43.454s
  7. Fernando Alonso (Alpine) + 72.093s
  8. Lance Stroll (Aston Martin) + 74.289s
  9. Esteban Ocon (Alpine) + 76.162s
  10. Yuki Tsunoda (Scuderia AlphaTauri Honda) + 82.065 s
  11. Pierre Gasly (Scuderia AlphaTauri Honda) + 85.327s
  12. George Russell (Williams) + 1 okr.
  13. Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo) + 1
  14. Nicholas Latifi (Williams) + 1 okr.
  15. Kimi Raikkonen (Alfa Romeo) + 1 okr.
  16. Sergio Perez (Red Bull Racing) + 1 okr.
  17. Nikita Mazepin (Haas) + 1 okr.
  18. Mick Schumacher (Haas) + 1 ok.

Klasyfikacja generalna kierowców:

  1. Max Verstappen (Red Bull) – 185 pkt
  2. Lewis Hamilton (Mercedes) – 177
  3. Lando Norris (McLaren) – 113
  4. Valtteri Bottas (Mercedes) – 108
  5. Sergio Perez (Red Bull) – 104
  6. Charles Leclerc (Ferrari) – 80
  7. Carlos Sainz jr (Ferrari) – 68
  8. Daniel Ricciardo (McLaren) – 50
  9. Pierre Gasly (Alpha Tauri) – 39
  10. Sebastian Vettel (Aston Martin) – 30
  11. Fernando Alonso (Alpine) – 26
  12. Lance Stroll (Aston Martin) – 18
  13. Esteban Ocon (Alpine) – 14
  14. Yuki Tsunoda (Alpha Tauri) – 10
  15. Kimi Raikkonen (Alfa Romeo) – 1
  16. Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo) – 1

Klasyfikacja generalna konstruktorów:

  1. Red Bull – 289 pkt
  2. Mercedes – 285
  3. McLaren – 163
  4. Ferrari – 148
  5. AlphaTauri – 49
  6. Aston Martin – 48
  7. Alpine – 40
  8. Alfa Romeo – 2.

Hamilton wciąż wygrywa

Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał pierwsze w tym roku wyścig Formuły 1 – Grand Prix Bahrajnu na torze w Sakhir. Do samego końca walczył z nim o zwycięstwo Holender Maks Verstappen (Red Bull).

Verstappne na pięć okrążeń przed końcem zbliżył się do Hamiltona na niespełna sekundę, a na na następnym kółku Holender wyprzedził rywala atakiem po zewnętrznej. Zrobił to jednak poza torem i szefostwo zespołu kazało mu oddać pierwsze miejsce, żeby nie został ukaranym. Walka o zwycięstwo trwała do ostatniego okrążenia, ale siedmiokrotny mistrz świata nie dał się już wyprzedzić. Hamilton wygrał więc po raz 96. wyścig w Formule 1.
Trzecią lokatę zajął Fin Valtteri Bottas (Mercedes), a kolejne punktowane miejsca zajęli: 4. Lando Norris (McLaren), 5. Sergio Perez (Red Bull), 6. Charles Leclerc (Ferrari), 7. Daniel Ricciardo (McLaren), 8. Carlos Sainz (Ferrari), 9. Yuki Tsunoda (AlphaTauri), 10. Lance Stroll (Aston Martin). Kierowcy Alfa Romeo Racing Orlen, którego kierowcą rezerwowym jest Robert Kubica, zajęli lokaty na początku drugiej dziesiątki – Fin Kimi Raikkonen był 11., a Włoch Antonio Giovinazzi 12.

Hamilton nie zwalnia

Nie było niespodzianki w wyścigu Formuły 1 o Grand Prix Belgii. Na torze Spa-Francorchamps znów dominowała ekipa Mercedesa. Wygrał obrońca mistrzowskiego tytułu Lewis Hamilton, przed kolegą z temu Valtterim Bottasem.

Cały weekend na torze Spa-Francorchamps przebiegał pod dyktando Hamiltona i Bottasa. Obaj rządzili na treningach i byli też najlepszi w kwalifikacjach. Z pole position startował Brytyjczyk, z drugiego pola startowego Fin. Podobnie było w niedzielnym wyścigu. Z kierowcami Mercedesa próbował nawiązać walkę tylko Holender Max Verstappen z Red Bulla, ale ostatecznie minął metę ze strata do zwycięskiego Hamiltona 15,455 s. Brytyjczyk powiększył swój dorobek w klasyfikacji generalnej tego sezonu do 157 punktów i rzecz jasna umocnił się na pozycji lidera. Drugi w zestawieniu Verstappen traci już do niego 47 punktów, ale trzeci Bottas ma od Holendra tylko trzy „oczka” mniej”. Kolejny w klasyfikacji Alexander Albon (Tajlandia/Red Bull) na na koncie 48 pkt, piaty Charles Leclerc (Monako/Ferrari) 45, szósty Lando Norris (W. Brytania/McLaren) 45, siódmy Lance Stroll (Kanada/Racing Point) 42, ósmy Daniel Ricciardo (Australia/Renault) 33, dziewiąty Sergio Perez (Meksyk/Racing Point) 33, a dziesiąty Esteban Ocon (Francja/Renault) 26. Stawkę zamyka kierowca sponsorowanej przez PKN Orlen ekipy Alfa Romeo Kimi Raikkonen (Finlandia/Alfa Romeo) z zerowym dorobkiem. Drugi z zawodników Alfa Romeo, Włoch Antonio Giovinazzi, jest 15. z dwoma punktami na koncie. Ale podczas GP Belgii stracił panowanie nad swoim bolidem i roztrzaskał go o barierki. Przy okazji „załatwił” też byłego kolegę Roberta Kubicy z zespołu Williamsa, George’a Russella, który jechał tuż za Włochem i z impetem zderzył się kołem które odpadło z samochodu Giovinazziego. Na szczęście obaj opuścili rozbite pojazdy o własnych siłach.
Drugi z kierowców Alfa Romeo, Raikkonen, tym razem zajął 12. miejsce, wyprzedzając m.in. oba bolidy Ferrari. Stajnia z Maranello przechodzi ostatnio głęboki kryzys – Sebastian Vettel zajął dopiero 13. lokatę, a Charles Leclerc 14.

Pożegnanie Kubicy

Robert Kubica w swoim ostatnim występie w barwach Williamsa zakończył wyścig o Grand Prix Abu Zabi na 19. miejscu. Kończącą sezon imprezę na torze Yas Marina wygrał tegoroczny mistrz Lewis Hamilton (Mercedes).

Kubica jak zwykle w tym sezonie był najsłabszy w kwalifikacjach, ale po raz kolejny zaczął wyścig znakomicie i w jego pierwszej fazie przesunął się do przodu o kilka pozycji. Po 20 okrążeniach Polak zajmował nawet 15. miejsce i miał za plecami m. in. swojego partnera z zespołu George’a Russella oraz kierowcę Alfa Romeo Antonio Giovinazziego. Włoch na 24. okrążeniu próbował wyprzedzić Kubicę i podczas ataku doprowadził do lekkiej kolizji z jego bolidem. W efekcie w aucie Alfa Romeo uszkodzeniu uległo przednie skrzydło, natomiast z maszyny Polaka odpadł spory fragment podłogi. W tym momencie było już jasne, że polski kierowca z takim ubytkiem nie będzie w stanie utrzymać dotychczasowego tempa jazdy. Przebieg wydarzeń na kolejnych okrążeniach potwierdziły te przypuszczenia i Kubica minął metę na 19. pozycji. Ostatnie miejsce zajął Lance Stroll z ekipy Racing Point, ale on nie ukończył wyścigu.

Rywalizację na torze Yas Marina wygrał świeżo upieczony mistrz świata Lewis Hamilton. Brytyjski kierowca ekipy Mercedesa wyprzedził na podium Maxa Verstappena (Red Bull Racing) i Charlesa Leclerca (Ferrari). W klasyfikacji generalnej dwa kolejne miejsca za Hamiltonem zajęli jego kolega z zespołu Valtteri Bottas oraz oraz holenderski kierowca Red Bulla Max Verstappen.

 

Cyrk Williamsa na torze Interlagos

Przedostatni w tym sezonie wyścig Formuły 1, Grand Prix Brazylii na torze Interlagos w Sao Paulo, wygrał kierowca ekipy Red Bulla Max Verstappen. Niewiele brakowało, a Holendrowi szanse na triumf zniweczyłby Robert Kubica, którego techniczy Williamsa wypuścili z pit-stopu niemal pod koła bolidu Verstappena. To nie był jedyny paskudny numer jaki brytyjski zespół wyciął Polakowi w Brazylii.

Kubica ukończył wyścig o Grand Prix na 16. pozycji, ale był ostatnim z kierowców, którzy ukończyli zmagania. Do mety tym razem nie dojechali Lance Stroll z Racing Point, Valtteri Bottas z Mercedesa i obaj jeźdźcy Ferrari – Sebastian Vettel oraz Charles Leclerc, którzy w bratobójczym pojedynku na torze rozbili swoje bolidy. Na Interlagos rządził tym razem Verstappen, który prowadził od startu do mety, a jego zwycięstwo stanęło pod znakiem zapytania tylko raz, gdy Holender wyjeżdżał na tor po pierwszej zmianie opon. Niemal w tym samym momencie do pit-stopu zjechał Kubica, ale z jakiegoś powodu, notująca we wcześniejszych wyścigach najlepsze czasy przy zmianach ogumienia obsługa techniczna Williamsa, tym razem przytrzymała auto Polaka przez kilka sekund dłużej i wypuściła go w najmniej odpowiednim momencie, nie informując przy tym o nadjeżdżającym właśnie aucie Red Bulla. Nieświadomy tej sytuacji Kubica w alei serwisowej wpakował się holenderskiemu kierowcy niemal pod koła i zmusił go do gwałtownego zjazdu w bok, co groziło uderzeniem w bandę i rozbiciem auta.

Wściekły Verstappen klął jak szewc, bo na chwilę utknął za Polakiem i gdy obaj w końcu wrócili na tor, na prowadzenie wyszedł Lewis Hamilton. Holender był jednak tego dnia znakomicie dysponowany i świetnym manewrem wyprzedził świeżo upieczonego mistrza świata, odzyskując utraconą pozycję lidera wyścigu. Williams za ten incydent został ukarany pięcioma sekundami przymusowego postoju w kolejnym pit-stopie, zaś Kubicy wlepiono dwa punkty karne do licencji.

Kubica po wyścigu przeprosił holenderskiego kierowcę. „Nie widziałem go, a gdy usłyszałem, że nadjeżdża, było już za późno na reakcję. Jest mi przykro, bo sam wiem jak denerwujące są takie incydenty, gdy walczy się na czele stawki. Przepraszam” – powiedział Kubica. Co ciekawe, sędziowie ostatecznie uznali, że to Polak z własnej winy pozostał dłużej w boksie i przez to wyjechał z opóźnieniem prowokując niebezpieczną sytuację.

Ta sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak złe relacje ma obecnie polski kierowca z brytyjska ekipą. Podczas piątkowego trening samochód Kubicy przy wyjściu z zakrętu przestał reagować na ruchy kierownicy i wyleciał z toru rozbijając się o bandę. Mechanicy poskładali bolid, ale użyli do tego części zapasowych w starszej specyfikacji, co oznaczało, że polski kierowca znów będzie się ścigał niekonkurencyjnym bolidem. Mimo to Kubica w niedzielę jak zawsze wystartował wybornie i wyprzedził drugiego z kierowców Williamsa, George Russella i dosyć długo jechał przed Brytyjczykiem, ale oba auta brytyjskiej ekipy zamykały stawkę. Sytuacja zmieniła się po pierwszej wizycie w alei serwisowej. Młody Brytyjczyk wyprzedził naszego kierowcę w najmniej spodziewanym momencie.

Niebieska flaga w wyścigach Formuły 1 oznacza, że zawodnik lub zawodnicy zaraz zostaną zdublowani. Dobrym obyczajem jest, że przepuszcza się kierowców walczących o czołowe lokaty. Tymczasem niebieską flagę postanowił wykorzystać Russell, żeby wskoczyć przed Kubicę. Polak nawet się nie bronił przez atakiem kolegi z zespołu, ale był zdziwiony jego zachowaniem. „Z reguły jak się jedzie na dwóch ostatnich miejscach i ma się niebieskie flagi, to puszcza się gości, którzy o coś się ścigają, a nie walczy z kolegą z zespołu” – cierpko skomentował zachowanie Russella polski kierowca.

Na swoim złomie Kubica i tak nie miał szans na wyprzedzenie żadnego z rywali, natomiast dysponujący lepszą wersją bolidu FW42 Russell awansował na 12. pozycję tylko dlatego, że w końcówce dwukrotnie na torze pojawiał się samochód bezpieczeństwa. Punktów do klasyfikacji konstruktorów jednak nie zdobył, a zatem na koncie brytyjskiego zespołu nadal pozostaje jeden punkt wywalczony przez Kubicę. I pewnie tak już pozostanie do końca sezonu. Nie zmienia to jednak wrażenia, że ekipa Williamsa u schyłku współpracy pogrywa sobie z polskim kierowcą już na całego, lekceważąc przy tym także interesy sponsorującego brytyjski team PKN Orlen. Dobrze, że ta farsa wkrótce się skończy.

 

W Williamsie bez zmian

Kierowca Ferrari Charles Leclerc wygrał niedzielny wyścig o Grand Prix Włoch na torze Monza. Na drugiej pozycji finiszował Fin Valtteri Bottas (Mercedes). Robert Kubica zajął 17. lokatę, ale przyjechał jako ostatni.

Emocje na torze Monza zaczęły się na długo przed startem. Sędziowie z różnych powodów ukarali aż czterech kierowców (najpierw Lando Norrisa i Pierre’a Gasly’ego, a już w niedzielę Kimiego Raikkonena i Sergio Pereza), dzięki czemu Robert Kubica wystartował z 15. miejsca. Na szóstym okrążeniu błąd popełnił jadący na 5. miejscu Sebastian Vettel (Ferrari), który po najechaniu na krawężnik wylądował na poboczu. Niemiec przed powrotem na tor przepuścił nadjeżdżających rywali, ale nieoczekiwanie wyjechał w momencie, gdy zbliżał się do niego Lance Stroll (Racing Point). Vettel uszkodził zarówno swój bolid, jak i auto Kanadyjczyka. Wściekły Stroll niedługo potem popełnił ten sam błąd, a jego ofiarą był Pierre Gasly (Toro Rosso), w tym samym momencie wypadł z toru w innym miejscu Romain Grosjean (Haas).

W klasyfikacji doszło do sporej rewolucji i gdyby Robert Kubica dysponował lepszym samochodem, być może skorzystałby z prezentu od losu i zajął lepsze miejsce. Niestety, Polak jechał najgorszym bolidem w stawce, a jeszcze na dodatek miał w nim mocno wyeksploatowany silnik. Nic dziwnego, że minął metę jako ostatni z kończących wyścig, na 17. pozycji. Zawodów nie ukończyli Kevin Magnussen (Haas), Daniił Kwiat (Toro Rosso) i Carlos Sainz (McLaren). Partner Polaka z Williamsa, George Russell, zajął 14. miejsce.

W klasyfikacji generalnej liderem nadal jest Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes, 221 pkt), przed Bottasem (Mercedes, 221 pkt) i Holendrem Maxem Verstappenem (Red Bull Racing, 185 pkt).

 

W Williamsie nadal bez zmian

Nie potwierdziły się optymistyczne zapowiedzi szefów ekipy Williamsa o skuteczności wprowadzonych poprawek. Oba bolidy brytyjskiego teamu znowu były najwolniejsze w stawce, a ich jedynym atutem było to, że Robert Kubica i George Russell dojechali nimi do mety, co nie udało się pięciu kierowcom z innych ekip.

Podczas treningów Kubica dwukrotnie wyprzedził Russella, lecz w kwalifikacjach to Brytyjczyk znów okazał się lepszy. Ale podczas niedzielnego wyścigu nasz kierowca w zmieniających si jak w kalejdoskopie warunkach pogodowych zdołał nawiązać z nim walkę. Z innymi rywalami obaj jeźdźcy Williamsa nadal jednak nie byli w stanie nawiązać choćby wyrównanej walki, a w klasyfikacji przesuwali się w górę jedynie wtedy, gdy z rywalizacji wypadali kolejni z nich. A wyścigu nie ukończyło w sumie aż siedmiu zawodników. I tylko dzięki ich pechowi oba wolne, ale wytrzymałe auta Williamsa osiągnęły najlepszy wynik w tym sezonie – Kubica minął metę na 12., a Russell na 13. pozycji. Wygrał Max Verstappen (Red Bull), przed Max Verstappenm (Ferrari) i Daniiłem Kwiatem (Toro Rosso). To pierwszy wyścig od dawna, po którym na podium nie stanął kierowca Mercedesa.

Wyniki Grand Prix Niemiec:

1. Max Verstappen                    Red Bull Racing
2. Sebastian Vettel                    Ferrari              +7.333
3. Daniił Kwiat                           Toro Rosso      +8.305
4. Lance Stroll                           Racing Point    +8.956
5. Carlos Sainz                         McLaren           +9.583
6. Alexander Albon                  Toro Rosso       +10.052
7. Kimi Raikkonen                    Alfa Romeo      +12.214
8. Antonio Giovinazzi               Alfa Romeo      +13.849
9. Romain Grosjean                  Haas                 +16.838
10. Kevin Magnussen               Haas                 +18.765
11. Lewis Hamilton                  Mercedes          +19.667
12. Robert Kubica                    Williams            +24.987
13. George Russell                   Williams            +26.404
14. Pierre Gasly                        Red Bull Racing nie ukończył
15. Valtteri Bottas                    Mercedes nie ukończył
16. Nico Hulkenberg               Renault nie ukończył
17. Charles Leclerc                   Ferrari nie ukończył
18. Lando Norris                      McLaren nie ukończył
19. Daniel Ricciardo                 Renault nie ukończył
20. Sergio Perez                       Racing Point nie ukończył

 

Formuła 1: Żółwie tempo Kubicy

Wyścig o Grand Prix Austrii dość nieoczekiwanie wygrał Max Verstappen (Red Bull-Honda), który w końcówce wyprzedził prowadzącego od startu Charlesa Leclerca (Ferrari). Po raz pierwszy w tym sezonie nie triumfowali kierowcy Mercedesa – Valtteri Bottas był trzeci, a lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton dopiero piąty. Tradycyjnie ostatni linię mety minął Robert Kubica.

Broniący w Austrii tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton został cofnięty o trzy pozycje na starcie niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii, ósmej rundy mistrzostw świata Formuły 1. To oznacza, że drugi w kwalifikacjach kierowca Mercedesa GP ruszy z piątej pozycji. Sędziowie nałożyli na Hamiltona karę za zajechanie drogi Finowi Kimiemu Raikkonenowi (Alfa Romeo-Ferrari) podczas pierwszej części kwalifikacji. Pole position na torze w Spielbergu wywalczył reprezentant Monako Charles Leclerc (Ferrari). Z pierwszej linii zamiast Hamiltona wystartował Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda), a za nimi ustawieni byli Fin Valtteri Bottas (Mercedes GP) i Brytyjczyk Lando Norris (McLaren-Renault).

Robert Kubica tradycyjnie już zajął w kwalifikacjach ostatnie miejsce, tuż przed nim sklasyfikowany został jego kolega z teamu Brytyjczyk George Russell, który jednak najpierw został przesunięty niżej za utrudnienie jazdy Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi (Toro Rosso-Honda), a potem sędziowie odesłali go do alei serwisowej. Była to kara za wymianę przedniego skrzydła w bolidzie brytyjskiego kierowcy. Ekipa Williamsa nie miała zapasowego w takiej samej specyfikacji i stąd ten kłopot.

Dzięki perypetiom rywali Kubica w niedzielnym wyścigu wystartował z 17. pozycji, przed Russelem, Carlosem Sainzem jr i Alexandrem Albonem. Zaczął dobrze i nawet awansował na 16. lokatę, lecz już po pięciu okrążeniach spadł na ostatnie, 20. miejsce. Potem los znowu wyciągnął do Polaka pomocną dłoń, bo za nieprawidłowy start sędziowie przesunęli Kevina Magnussena (Haas) na ostatnie miejsce. Duńczyk musiał karnie przejechać przez aleję serwisową i wrócił na tor ze stratą aż 27 sekund do Kubicy, który z kolei po 10 okrążeniach tracił już do 18. Russella ponad cztery sekundy.

Polski kierowca nie utrzymał długo przewagi na Magnussenem i ponownie znalazł się na końcu stawki. Różnica między nim a pozostałymi kierowcami jest wręcz zatrważająca na tym poziomie rywalizacji. Do przedostatniego w stawce Duńczyka po 50 okrążeniach tracił już ponad pół minuty.

A na czele wyścigu prowadzący od startu Charles Leclerc toczył zaciętą walkę z duetem kierowców Mercedesa – Maxa Verstappenm. Pod koniec do walki włączył się drugi z zawodników Ferrari Sebastian Vettel, ale ostatnie słowo należało do Holendra Maxa Verstappena (Red Bull-Honda), który jednak przy wyprzedzaniu Leclerca przyblokował rywala. Trzecie miejsce przypadło Bottasowi, czwarte Vettelowi, a piąte Hamiltonowi. Długo po nich linię mety minął w żółwim jadący w żółwim tempie Kubica.

 

Przed Kubicą bardzo długi sezon

Fot. Robert Kubica znów jest pełnoprawnym kierowcą F1

 

 

Władze FIA oficjalnie zatwierdziły kalendarz na sezon 2019. Nie różni się on niczym od wstępnej wersji, opublikowanej w październiku. Tym samym rywalizacja rozpocznie się 17 marca w Australii, a zakończy 1 grudnia w Abu Zabi.

 

Sezon 2019 w Formuły 1 składać się będzie z 21 wyścigów. Rywalizacja rozpocznie się 17 marca na Albert Park w Australii, a zakończy 1 grudnia na torze Yas Marina w Abu Zabi. Trzecia runda sezonu, czyli Grand Prix Chin, będzie dokładnie 1000 wyścigiem w historii Formuły 1. FIA zrezygnowała z rozgrywania trzech rund z rzędu. Zespoły bardzo narzekały na to, że wyścigi we Francji, Austrii i Wielkiej Brytanii są tydzień po tygodniu. Było to wyjątkowo męczące i trudne logistycznie. Ostatecznie rywalizację na Silverstone oddalono od Red Bull Ringu o dwa tygodnie. Jedyną zmianą, jeśli chodzi o kolejność rund, jest zamiana Grand Prix Meksyku z Grand Prix Stanów Zjednoczonych. Wcześniej zawodnicy rywalizowali najpierw w USA. Tym razem wcześniej zmierzą się na obiekcie Autodromo Hermanos Rodríguez.

 

Terminarz Formuły 1 na 2019:

1. GP Australii (17 marca)
2. GP Bahrajnu (31 marca)
3. GP Chin (14 kwietnia)
4. GP Azerbejdżanu (28 kwietnia)
5. GP Hiszpanii (12 maja)
6. GP Monako (26 maja)
7. GP Kanady (9 czerwca)
8. GP Francji (23 czerwca)
9. GP Austrii (30 czerwca)
10. GP W. Brytanii (14 lipca)
11. GP Niemiec (28 lipca)
12. GP Węgier (4 sierpnia)
13. GP Belgii (1 września)
14. GP Włoch (8 września)
15. GP Singapuru (22 września)
16. GP Rosji (29 września)
17. GP Japonii (13 października)
18. GP Meksyku (27 października)
19. GP USA (3 listopada)
20. GP Brazylii (17 listopada)
21. GP Abu Zabi (1 grudnia)

 

Składy zespołów F1 na sezon 2019:

Williams:
Robert Kubica, George Russell

Racing Point:
Sergio Perez, Lance Stroll

Haas:
Romain Grosjean, Kevin Magnussen

Sauber:
Antonio Giovinazzi, Kimi Raikkonen

Toro Rosso:
Daniił Kwiat, Alexander Albon

McLaren:
Lando Norris, Carlos Sainz

Mercedes:
Lewis Hamilton, Valtteri Bottas

Ferrari:
Sebastian Vettel, Charles Leclerc

Red Bull Racing:
Max Verstappen, Pierre Gasly

Renault:
Nico Hulkenberg, Daniel Ricciardo

 

Formuła 1: Hamilton znów najlepszy

Świeżo upieczony mistrz świata Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał kończący sezon Formuły 1 wyścig o Grand Prix Abu Zabi. Było to jego 73. zwycięstwo w karierze, a 11. w tym sezonie.

 

Na drugim miejscu w Abu Zabi finiszował Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari), na trzecim Holender Max Verstappen (Red Bull), ale w klasyfikacji generalnej trzecie miejsce na podium zajął Fin Kimi Raikkonen (Ferrari). W klasyfikacji konstruktorów już wcześniej mistrzostwo zapewniła sobie ekipa Mercedesa, drugą lokatę zajął zespół Ferrari, a trzecią Red Bull Racing (ostatnią, 10. pozycję przypadła Williamsowi).

Na początku rywalizacji na torze w Abu Zabi doszło do groźnie wyglądającego wypadku z udziałem Nico Hulkenberga. Bolid niemieckiego kierowcy Renault przekoziołkował lądując do góry kołami na bandach ochronnych i zaczął sie palić, ale na szczęście Hulkenbergowi nic się nie stało. Na siódmym okrążeniu pech dopadł też Kimiego Raikkonena z Ferrari. Bolid Fina odmówił posłuszeństwa i Raikkonen musiał zakończyć wyścig.

Hamilton, który startował z pole position, pewnie wygrał i tym zwycięstwem przypieczętował zdobyty już wcześniej tytuł mistrza świata, piąty w jego kolekcji. Było to też 73. zwycięstwo Brytyjczyka w karierze, a 11. w tym sezonie. Na drugim miejscu finiszował Sebastian Vettel (Ferrari), a trzeci był Max Verstappen z Red Bulla.

Tradycyjnie słabo spisali się kierowcy Williamsa. Ostatnie miejsce zajął Siergiej Sirotkin, a trzeci od końca do mety dojechał Lance Stroll. W czwartek szefowie Williamsa oficjalnie ogłosili, że w przyszłym sezonie kierowcą tego zespołu będzie Robert Kubica. Tym samym Polak wrócił do elity kierowców po ośmiu latach przerwy.