Stal Mielec dołączyła do Podbeskidzia

Zespół Podbeskidzia Bielsko-Biała zapewnił sobie awans do ekstraklasy w minioną środę, pokonując w 33. kolejce Odrę Opole 4:3. Dwa dni później osiągnięcie bielszczan powtórzyli gracze Stali Mielec, którzy w ramach 33. kolejki wygrali na wyjeździe z Zagłębiem Sosnowiec 3:0. Podbeskidzie zagra w najwyższej klasie rozgrywkowej po czterech latach przerwy, natomiast mielecka Stal, dwukrotny mistrz Polski, aż po 24 sezony.

Na ten dzień kibice w Mielcu czekali 24 lata, bo tyle czasu minęło od spadku zespołu z ekstraklasy. Stal Mielec to jeden z najbardziej utytułowanych polskich klubów. Dwukrotny mistrz kraju – w sezonie 1972/1973 i 1975/1976, a także wicemistrz z sezonu 1974/1975 roku. W 1976 mielczanie do mistrzowskiego tytułu w lidze dorzucili triumf w Pucharze Polski oraz awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Piłkarzami Stali byli w tamtych czasach wybitni reprezentanci Polski, m.in. Andrzej Szarmach, Grzegorz Lato, Henryk Kasperczak i Jan Domarski.
W wygranym 3:0 spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec gole dla mieleckiego zespołu strzelili Michał Żyro (dwa) oraz Mateusz Mak. Obaj ci piłkarze mają za sobą występy w klubach ekstraklasy – Żyro to były piłkarz Legii Pogoni i ostatnio Korony, natomiast Mak grał w Piaście Gliwice. Po tym zwycięstwie Stal ma na koncie 64 punkty i na kolejkę przed końcem rozgrywek cztery „oczka” przewagi nad trzecią w tabeli Wartą Poznań. Dla przypomnienia – bezpośredni awans do ekstraklasy uzyskują dwa pierwsze zespoły w I lidze, natomiast o trzecie bój w barażach stoczą zespoły, które na koniec rozgrywek zajmą miejsca od trzeciego do szóstego.
Po 33. kolejce było też przesądzone, że zespół Warty zakończy zmagania na trzecim miejscu, bo poznański zespół miał bezpieczną przewagę punktową nad czwartym w tabeli Radomiakiem Radom i piątą Miedzią Legnica. Te dwa zespoły też miały zapewnione udział w barażach o ekstraklasę. Ostatnią niewiadomą było to, która drużyna ostatecznie zajmie szóstą lokatę – szansę na to miały jeszcze Bruk-Bet Nieciecza, Chrobry Głogów, Puszcza Niepołomice i GKS Tychy. Z I ligi już wcześniej spadły Wigry Suwałki i Chojniczanka Chojnice, a ich los wciąż może podzielić jeden z sześciu zespołów – Odra Opole, Olimpia Grudziądz, GKS Bełchatów, GKS Jastrzębie i Zagłębie Sosnowiec.

Restart się udał, teraz pora na ekstraklasę

We wtorek po 76 dniach przerwy wznowiono piłkarskie rozgrywki na polskich boiskach. Restart zapoczątkowały mecze Miedzi Legnica z Legią Warszawa (1:2), a w środę Stali Mielec z Lechem Poznań (1:3) w 1/4 finału Pucharu Polski. W piątek do rywalizacji przystąpią natomiast zespoły ekstraklasy.

Gdy tylko zapadła decyzja o restarcie rozgrywek, wszyscy zaczęli się zastanawiać jak ponaddwumiesięczna przerwa odbije się na formie piłkarzy i poszczególnych drużyn. Pierwsze informacje na ten temat miały dać dwa zaległe spotkania ćwierćfinałowe Pucharu Polski. Legia wyruszyła do Legnicy piętrowym autokarem, w hotelu zajęła dwa piętra, żeby każdy członek ekipy miał pokój tylko dla siebie. Na boisku też respektowano wszystkie wytyczne wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa. Regulują one nawet takie drobiazgi, jak to, że z jednej butelki może pić wodę tylko jedna osoba. Wszystkie osoby w strefach technicznych (na ławkach rezerwowych) muszą zasłaniać usta i nos maskami, z wyjątkiem trenerów. Zrezygnowano też z obecności chłopców do podawania piłek. Piłkarze dostali do użytku 24 piłki ustawione wzdłuż linii boiska, ale sami muszą po nie chodzić. Nie będzie też noszowych, a ich obowiązki w razie poważnych kontuzji przejmie obsługa obecnej na meczu karetki pogotowia.
Udane przetarcie Legii i Lecha
W takich też realiach rozegrano mecze w Legnicy i w Mielcu. Starcie dwóch zespołów z PKO Ekstraklasy z czołowymi drużynami I ligi nie przyniosło sensacji. Legia zdominowała zespół Miedzi – jej piłkarze byli szybsi, lepsi technicznie, sprawnie też konstruowali akcje zaczepne, a nawet przewyższali rywali agresywnością. Momentami można było nawet odnieść wrażenie, jakby podopieczni trenera Aleksandara Vukovicia w ogóle nie mieli przerwy w rozgrywkach.
A przecież lider ekstraklasy rozpoczął spotkanie bez swoich kluczowych graczy – Artura Jędrzejczyka i Luquinhasa, zaś w bramce stał wyciągnięty z głębokich rezerw Wojciech Muzyk, bo obaj golkiperzy z podstawowego składu, Radosław Majecki i Radosław Cierzniak, są kontuzjowani. Dopiero czerwona kartka dla stopera Igora Lewczuka za brutalny faul wyrównała nieco siły i dzięki temu gospodarze strzeli nawet kontaktowego gola, ale na wyeliminowanie Legii byli za słabi. Stołeczny zespół awansował więc bez trudu do półfinału Pucharu Polski. Z równą łatwością awans wywalczył też Lech Poznań, który w środę w Mielcu pokonał Stal Mielec 3:1.
Ponieważ już wcześniej awans do tej fazy pucharowych rozgrywek uzyskały zespoły broniącej trofeum Lechii Gdańsk i Cracovii, wiadomo już, że w tym sezonie 24 lipca w finale zmierza się na pewno dwa zespoły PKO Ekstraklasy. W przeprowadzonym w czwartek losowaniu par półfinałowych Cracovia zmierzy się z Legią, a Lech z Lechią. Te mecze zostaną rozegrane 8 lipca i nie będzie rewanżów, zatem Cracovia i Lech mogą uznać losowanie za korzystne.
Ile warte są zwycięstwa Legi i Lecha nad zespołami z niższej ligi, przekonamy się już w sobotę, bo tego dnia w ramach 27. kolejki ligowej „Kolejorz” podejmie legionistów na swoim boisku. I to dopiero będzie prawdziwy sprawdzian aktualnych możliwości obu drużyn oraz faktycznego zainteresowania restartem rozgrywek w Polsce. Oba mecze Pucharu Polski były transmitowane w Polsacie Sport, który pochwalił się, że mecze Miedzi z Legią obejrzało przed telewizorami 170 tysięcy widzów. Dla porównania – średnia oglądalność meczów ekstraklasy przed zawieszeniem rozgrywek w stacjach Canal+, Canal+Sport, nSport i Canal+Sport3 wynosiła 89,5 tys. widzów, zaś rekordową widownię miał rozegrany na inaugurację sezonu mecz ŁKS Łódź z Lechią Gdańsk, który obejrzało 204 tys. telewidzów.
Piłkarze Legii i Lecha jako pierwsi w PKO Ekstraklasie przekonali się jak wyglądają mecze w czasie pandemii. Wszyscy zostali przebadania na obecność koronawirusa, wszyscy mieli wyniki negatywne, zatem nie ma możliwość, aby uczestnicy meczów zarazi się jeden od drugiego. Na razie ryzyko jest minimalne, lecz przecież ta wyselekcjonowana grupa ludzi nie będzie wiecznie tkwić w totalnej izolacji społecznej. Będą wchodzić w kontakty również z ludźmi spoza tej grupy, członkami rodziny, sąsiadami itd. Dlatego wkrótce te wszystkie obostrzenia na stadionach stracą sens, zwłaszcza gdy rząd wyda zgodę na limitowaną obecność kibiców, na co mocno naciska PZPN.
Brakuje jedynie kibiców
I pewnie dopnie celu, zwłaszcza że może podeprzeć się przykładem Węgier, gdzie władze zezwoliły na wznowienie rozgrywek od razu z udziałem kibiców, chociaż w limitowanej liczbie i z obowiązkiem zachowania surowych przepisów sanitarnych. Z jednej strony obecność widzów na trybunach jest kluczowym elementem każdego widowiska piłkarskiego i wszyscy o tym wiedzą. Ale dla wielu zawodników ich brak paradoksalnie wcale nie musi być przeszkodą, wręcz przeciwnie, mogą grać nawet lepiej nie słysząc wyzwisk i nie czując presji widowni. Tego jednak nie wiemy i trzeba poczekać przynajmniej do zakończenia ostatniego spotkania w 27. kolejce, żeby wyrobić sobie w tej kwestii jakiś pogląd. Na razie trzeba przyjąć, że nic jeszcze w ekstraklasie nie zostało przesądzone, nawet sprawa spadku, bo chociaż trzy ostatnie zespoły, ŁKS Łódź, Arka Gdynia i Korona Kielce są teraz w trudnej sytuacji, to każdy zespół w lidze ma jeszcze do zdobycia 33 punkty, zatem każdy scenariusz jest możliwy. Także taki, że Legia, chociaż prowadzi z przewagą ośmiu punktów nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, nie powinna jeszcze mrozić szampanów. Z czterech ostatnich spotkań w fazie zasadniczej sezonu, legioniści aż trzy rozegrają na wyjeździe, z Lechem, Wisłą Kraków i Górnikiem Zabrze, a tylko jedno, z Arką Gdynia, u siebie.

Zestaw par 27. kolejki PKO Ekstraklasy:
Piątek: Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa, godz. 18:00; Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin, godz. 20:30.
Sobota: ŁKS Łódź – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Piast Gliwice – Wisła Kraków, godz. 17:30; Lech Poznań – Legia Warszawa, godz. 20:00.
Niedziela: Wisła Płock – Korona Kielce, godz. 12:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Arka Gdynia, godz. 17:30.

Najpierw Puchar Polski

Jeśli pandemia koronawirusa nie wybuchnie nagle z większą siłą, pierwszy mecz piłkarski po wznowieniu rywalizacji zostanie rozegrany 26 maja w ramach rozgrywek o Puchar Polski.

Zmagania w Pucharze Polski zostały przerwane w fazie ćwierćfinałowej. Przed zawieszeniem rozgrywek udało się rozegrać dwa z czterech meczów. Do kolejnej rundy awans zdążyły wywalczyć zespoły Cracovii (wyeliminowała GKS Tychy) i Lechii Gdańsk (okazała się lepsza od Piasta Gliwice). Do rozegrania pozostały natomiast mecze Miedzi Legnica z Legią Warszawa oraz Stali Mielec z Lechem Poznań. Pierwszy z nich wyznaczono na wtorek 26 maja, drugi odbędzie się dzień później – w środę 27 maja. Oba spotkania rozpoczną się o 20:10, a transmisję z nich Pucharu Polski przeprowadzi Polsat Sport.
Po tym przetarciu do gry wróci PKO Ekstraklasa. Pierwsze mecze 27. kolejki wyznaczono na piątek 29 maja. Zagrają w nich Śląsk Wrocław z Rakowem Częstochowa oraz Pogoń Szczecin z Zagłębiem Lubin, ale hitem będzie sobotni mecz Lecha z Legią. Tę serię gier zakończy poniedziałkowa potyczka Wisły Płock z Koroną Kielce.

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Koniec walki w pierwszej lidze

W miniony weekend zakończyły się rozgrywki w I lidze piłkarskiej. Już wcześniej awans do ekstraklasy zapewniły sobie zespoły Miedzi Legnica i Zagłębia Sosnowiec. Do II ligi spadają ekipy Ruchu Chorzów, Olimpii Grudziądz i Górnika Łęczna.

 

Największym zaskoczeniem pierwszoligowych rozgrywek jest degradacja obu zespołów, które w poprzednim sezonie spadły z Lotto Ekstraklasy. Ruch Chorzów pogrzebał swoje szanse na utrzymanie już wcześniej i w ostatnim spotkaniu z Wigrami Suwałki trener Dariusz Fornalak wystawił do gry zespół złożony z zawodników, na których chorzowski klub będzie stawiał w II lidze, czyli młodzieżowców. Porażka 0:6 nie wróży jednak „Niebieskim” najlepiej.

Górnika Łęczna miał jeszcze matematyczne szanse na uniknięcie spadku, ale musiał wygrać na wyjeździe z GKS Katowice i liczyć na porażkę Pogoni Siedlce z Rakowem Częstochowa. Rachuby okazały sie próżne, bowiem łęcznianie przegrali w Katowicach 0:1 i podzielili los Ruchu Chorzów. Górnik kończył rozgrywki pod wodzą Bogusława Baniaka, który był trzecim trenerem zespołu w obecnym sezonie. Zespół zaczynał rywalizacje z Tomaszem Kafarskim w roli szkoleniowca, którego zastąpił na krótko Sławomir Nazaruk. Baniak poprawił wyniki drużyny, przede wszystkim na własnym stadionie, ale przed spadkiem uratować jej nie zdołała. O degradacji Górnika przesądził przede wszystkim okres od 23 września do 24 kwietnia, w którym łęcznianie nie potrafili wygrać w 16 kolejnych meczach. Przełamali się dopiero w spotkaniu z Chrobrym Głogów, a potem jeszcze pokonali Chojniczankę Chojnice, Olimpię Grudziądz i Raków Częstochowa.

Na miejscu barażowym uplasowała się Pogoń Siedlce, która zremisowała z Rakowem 1:1, a utrzymanie zapewnił sobie Stomil Olsztyn wygrywając z Chrobrym Głogów 1:0. Pogoń ma jednak szanse uniknąć nerwowych potyczek barażowych, bowiem po rezygnacji firmy Drutex z dalszego sponsorowania Bytovii ten klub prawdopodobnie wycofa się z rozgrywek w I lidze. Decyzja ma zapaść jeszcze w tym tygodniu i jeśli te pogłoski się potwierdzą, Pogoń zostanie na zapleczu Lotto Ekstraklasy bez konieczności rozgrywania meczów barażowych z Garbarnią Kraków, czwartą drużyną II ligi, która awansuje bez gry. Na ostateczne decyzje PZPN trzeba jednak poczekać. Pewne występu w nowym sezonie I ligi są natomiast zespoły GKS Jastrzębie, Łódzkiego KS i Warty Poznań, które zapewniły sobie bezpośredni awans.

Wyniki 34. kolejki:
Chojniczanka Chojnice – Bytovia Bytów 4:0, Chrobry Głogów – Stomil Olsztyn 0:1, Stal Mielec – Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:4, Wigry Suwałki – Ruch Chorzów 6:0, Zagłębie Sosnowiec – GKS Tychy 0:2, Odra Opole – Olimpia Grudziądz 1:0, GKS Katowice – Górnik Łęczna 1:0, Raków Częstochowa – Pogoń Siedlce 1:2, Puszcza Niepołomice – Miedź Legnica 1:1.