Przekop Mierzei jak diabeł rogaty

Po raz kolejny jesteśmy świadkami histerycznych lamentów w ogólnopolskich mediach i internecie, dotyczących kolejnej odsłony budowy najsłynniejszej już chyba inwestycji rządowej w Polsce po 1989 roku – osławionego przekopu na Mierzei Wiślanej. Ostatni akt dramatu związany jest z podjętą 15 lutego decyzją wojewody pomorskiego o wydaniu zgody na budowę i decyzją o rozpoczęciu wycinki drzew w miejscu przeznaczonym pod inwestycję.

Historii tego projektu przypominać nie ma potrzeby, jest ona dość powszechnie znana – po odgrzebaniu przez Prawo i Sprawiedliwość starych, przedwojennych i peerelowskich jeszcze planów przekopu Mierzei Wiślanej (a niektórzy odwołują się tu nawet do decyzji Stefana Batorego i wspominają krzyżackie projekty udrożnienia tego szlaku morskiego) i otworzenia Elbląga na żeglugę morską na blokowanym do tej pory przez Rosję Zalewie Wiślanym, oraz ogłoszeniu tego faktu przez Jarosława Kaczyńskiego w 2006 roku w Elblągu, do projektu zapaliła się również przerażona utratą poparcia Platforma Obywatelska, która przygotowała swój projekt tej inwestycji. W międzyczasie jednak neoliberałowie z PO władzę w Polsce utracili. Na placu boju pozostali kościelni konserwatyści z PiS, którzy chcąc nie chcąc za robotę wziąć się musieli, bo akurat tych głośnych obiecanek wyborcy i przeciwnicy w całym kraju zapomnieć im nie chcieli.
Tak dochodzimy do ostatniego weekendu, na początku którego zapadła decyzja o budowie. Krótko po niej w las ruszyły ochraniane przez dziesiątki policjantów harvestery do ścinania drzew, a internetową Polskę obiegły zdjęcia i filmiki, pod którymi wylewa się dziś morze hejtu na „barbarzyńców wycinających lasy” i zwolenników „debilnego projektu, który nic dobrego Elblągowi i Polsce nie przyniesie”. Jako mieszkaniec Elbląga, bynajmniej nie zwolennik rządzącego reżimu, ale za to zwolennik budowy przekopu i otwarcia Elbląga po latach na morze, chciałbym tę kwestię – sensowności projektu lub jej braku – w tym artykule przeanalizować.
Zacznijmy więc od faktów. Elbląg jest nieco ponad 120-tysięcznym miastem położonym nad rzeką Elbląg, znajdującym się w bezpośrednim sąsiedztwie Zalewu Wiślanego.
Mieści się tu od wieków funkcjonujący port rzeczny, w ostatnich latach rozbudowany kosztem ponad 21 mln zł o przejście graniczne czy punkt odpraw fitosanitarnych.
Są celnicy, jest plac przeładunkowy, nabrzeża pasażerskie i towarowe. Działają parkingi, jachtkluby, mariny, elewator zbożowy, tereny inwestycyjne przy porcie, obrotnica 120 metrowa; do portu doprowadzona jest kolej (zaniedbana wprawdzie w ostatnich dekadach wolnorynkowej Polski i wymagająca wyremontowania kilkukilometrowego łącznika port-szlak Gdańsk-Olsztyn) oraz dopiero co oddana do użytku autostrada S7. Przebiega ona w bezpośrednim sąsiedztwie elbląskiego portu. Jednym słowem, wbrew temu, co utrzymuje propaganda przeciwników budowy przekopu, infrastruktura portowa i transportowa w Elblągu od dawna jest.
Przeciwnicy budowy przekopu mówią: „Ale co wy tam będziecie z tego Elbląga wozić?”, „Chcecie z rzecznego Elbląga drugą Gdynię robić?”. Już odpowiadam. Nikt nie chce z Elbląga robić drugiej Gdyni, bo Elbląg miałby być w tych planach portem tzw. feederowym (pomocniczym – od ang. „feed”, karmić), gdzie docierają ładunki już rozładowywane np. na trójmiejskich redach. Nie jest to pomysł pozbawiony podstaw.
W Elblągu znajduje się kilka sporych zakładów przemysłu meblarskiego, mieści się tu duży browar, znajduje się siedziba i zakłady produkcyjne dużego koncernu maszynowego.
Dawny Zamech dziś funkcjonuje jako General Electric Power i ma notorycznie ogromne problemy z transportem swoich ładunków wielkogabarytowych. W ostatnich latach realizował on np. zamówienia na turbiny parowe i generatory dla elektrowni Opole, których ze względu na gigantyczny ciężar (ponad 166 ton) nie można przewieźć inaczej, niż z wykorzystaniem drogi śródlądowej właśnie. Wtedy odbyło się to przy nadłożeniu czasu i drogi przez rosyjską Cieśninę Piławską.
Oprócz tego Elbląg i okolice są zagłębiem rolniczym, tędy przechodzi także szlak handlowy do Kaliningradu, chociaż z nim akurat obroty w ostatnich latach, ze względu na zawirowania w polityce polsko-rosyjskiej, spadają. Zauważyć też trzeba, że z portu nie korzystają przecież tylko firmy z terenu miasta i okolic. Służy on również podmiotom z całego kraju, a także zagranicy – zainteresowanie korzystaniem z usług elbląskiego portu wyrażały już władze Ukrainy czy Białorusi, dla których ta właśnie droga jest interesującą i tańszą (oraz bardziej ekologiczną) alternatywą dla transportu drogowego np. z niemieckiego Hamburga.
Kolejną grupą argumentów przeciwników przekopu są kwestie ekonomiczno-gospodarcze, czyli najkrócej mówiąc: czy to nam się będzie opłacać i czy możemy sobie na taki wydatek pozwolić. Przypomnę, że koszt planowanego przekopu ma wynieść 880 mln zł, choć bardziej realistycznie będzie to kwota ok. 1 mld zł, plus koszty późniejszego utrzymania szlaków wodnych i podejść do portu elbląskiego oraz portów w całym akwenie Zalewu Wiślanego.
Pozwolić to sobie nie możemy raczej na pozostawienie miast takich jak Elbląg, Frombork czy Braniewo i regionów takich jak warmińsko-mazurskie, bez inwestycji stymulujących rozwój i dających mieszkańcom szansę na normalne życie i pracę.
Elbląg jest jednym ze 122 ośrodków ujętych w niedawnej (2017) analizie Polskiej Akademii Nauk, którym grozi zapaść społeczno-gospodarcza i docelowo wyludnienie. To z miast takich jak moje uciekają do wielkich ośrodków młodzi ludzie, to tu mieszkańcy nie widzą swojej przyszłości, bezrobocie należy do jednego z najwyższych w kraju, a zarobki kształtują się w okolicach krajowego minimum.
Wszelkie duże inwestycje przez ostatnich 30 lat postsolidarnościowej, neoliberalnej Polski skierowane były do wielkich ośrodków miejskich (Gdańsk, Wrocław, Kraków, Warszawa, Poznań). To tam budowano nieekonomiczne i bezsensowne stadiony na Euro 2012, to tam pompowano pieniądze na drogi, autostrady i obwodnice, to tam wznoszono estakady i mosty, budowano drapacze chmur, modernizowano sieć kolejową i przepłacano Pendolino, podczas gdy jednostki mniejsze zostawiano całkowicie samym sobie, licząc że podniesie je z upadku „niewidzialna ręka rynku”. Otóż nie podniosła. Miasta takie jak nasze popadły w jeszcze większy marazm i biedę, a owoce transformacji konsumuje kilka największych w kraju metropolii.
Przekop Mierzei Wiślanej jest w tym kontekście odejściem od tej polityki pasienia najbogatszych i próbą przekierowania środków oraz inwestycji rządowych do ośrodków mniejszych, dużo bardziej takich inwestycji potrzebujących.
Warto przy tej okazji również wznieść się nieco ponad przyziemny, typowo polski horyzont i spojrzeć w nieco dalszej, wieloletniej perspektywie i przeanalizować skutki powstania takiej inwestycji – oraz przede wszystkim szanse dla regionu – już nie w najbliższych 5, 10 czy 20 latach, ale w perspektywie całych dekad, żeby nie powiedzieć wieków. Zauważmy – bez takich inwestycji jak przekop nie ma szans na rozwój gmin okołozalewowych i samego Elbląga, po jego zaś powstaniu taka szansa się pojawia. Pojawia się możliwość zwiększenia ruchu towarowego i turystycznego w elbląskim i okolicznych portach oraz tutejszych przystaniach (obecnych i przyszłych), której bez niego nie będzie wcale. Dzięki przekopowi zwiększamy ruch turystyczny w samym mieście oraz gminach na całej Mierzei Wiślanej, włączając w to oporną dziś projektowi, z bardzo egoistycznych pobudek, Krynicę Morską; przekop i kanał same w sobie będą (już są) atrakcją turystyczną na skalę krajową i europejską, każdy bowiem przebywający w okolicy będzie chciał na własne oczy sprawdzić, jak to Kaczyński spieprzył/genialnie doprowadził do końca projekt osławionego przekopu.
Inwestycja tego rodzaju, wcale przecież nie taka kosztowna, porównując ją choćby do niesławnych stadionów pobudowanych na Euro 2012, które nigdy się społeczeństwu nie zwrócą, nie jest ani jakimś kolosalnym wydatkiem dla budżetu. Także koszty jej późniejszego utrzymania (przede wszystkim pogłębiania dróg wodnych, szacowane na ok. 6 mln zł rocznie – choć moim zdaniem wyjdzie jednak nieco więcej; dla porównania, za pogłębienie nieco większego i głębszego toru wodnego Szczecin-Świnoujście zagraniczny kontrahent zażyczył sobie kwotę 1.336 mld zł) nie są nadzwyczajne, podobnie jak nadzwyczajny nie jest sposób ich finansowania. Utrzymaniem wszelkich dróg i podejść morskich w kraju zajmują się bowiem Urzędy Morskie (podlegające Ministrowi Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej) i to one odpowiedzialne będą za utrzymanie również torów na Zalewie Wiślanym. Tak, z pieniędzy podatnika, dopowiem ciekawym, dając zatrudnienie i zarobek polskim firmom i pracownikom.
Przeciwnicy budowy przekopu wysuwają także argumenty natury przyrodniczo-ekologicznej. Przyjrzyjmy się im bliżej: „Przekop to ekologiczny bezsens, zniszczy stanowiska rzadkich gatunków”, „Przekop spowoduje zaburzenie stosunków wodnych na Zalewie Wiślanym, przez niego Elbląg zaleje cofka”, „Przekop to ingerencja człowieka w naturę”, „Przez niego zginą tarliska śledzia i sandacza w Zalewie”, „Przekop spowoduje wymycie plaż w Krynicy Morskiej”, „Tak poważna inwestycja będzie ingerować w środowisko – zaburzy krajobraz Mierzei, wyciętych zostanie tysiące drzew, krzewów, a także zniszczone siedliska roślin chronionych”, „Kanał przerwie ciągłość Mierzei, zostaną odcięte zamieszkujące ją gatunki”, „Pogłębianie torów wodnych podniesie z dna zalegające tam toksyczne odpady”. To tylko garść najważniejszych z nich.
Większość z tych zarzutów została obalona już w trakcie prac prowadzonych od lat w ramach kilku do tej pory zrealizowanych tzw. badań środowiskowych do tej inwestycji.
I tak np. w miejscu wybranym ostatecznie na budowę (w miejscowości Nowy Świat) stanowisk rzadkich gatunków nie ma, co było m.in. jedną z przyczyn wyboru tegoż miejsca właśnie (były takie w kilku innych lokalizacjach, z których zrezygnowano). Przekop zaburzenia stosunków wodnych w Zalewie Wiślanym i okolicy nie spowoduje, bo nie dość, że byłaby to operacja na miarę próby napełnienia basenu olimpijskiego przez słomkę do napoju, to w dodatku właśnie z tego powodu zaplanowano (nadgorliwie) aż dwie śluzy przy przekopie, które ewentualnym przelewom mają zapobiegać.
Siedliska śledzia i sandacza nie znajdują się na trasie planowanego toru wodnego, w dodatku jest ich tam więcej, na całym akwenie, niż alarmowali w tej sprawie ekolodzy. Również nie zostaną wymyte plaże Krynicy Morskiej, co podnoszono w początkach tej debaty, bowiem – jak udowodniły badania specjalistów z Instytutu Budownictwa Wodnego Polskiej Akademii Nauk – ruchy rumowiska odbywają się w tej części Mierzei w całkiem odwrotnym kierunku, właśnie nanosząc piasek na inkryminowane plaże. Mierzeja Wiślana nie jest też zamieszkiwana przez żadne gatunki, które z przeszkodą wodną o szerokości 80 metrów by sobie nie poradziły, ale i na ten argument przeciwników zdecydowano się w odpowiedzi na umieszczenie w projekcie dodatkowych przejść dla zwierzyny leśnej. Do tego ruch przez kanał ma być kierowany przez aż dwa obrotowe mosty, które również z powodzeniem wykorzystywać będzie leśna brać.
Ciekawym argumentem jest natomiast sprawa podnoszenia z dna Zalewu zalegających tam osadów podczas pogłębiania torów i niebezpieczeństwo zamulania zbiornika. Jak dowiedziałem się w kapitanacie elbląskiego portu, takie prace prowadzone są wyłącznie poza okresem tarła i w okresie zimowym, kiedy akwen skuty jest lodem, właśnie po to, żeby niebezpieczeństwo zamulania i rozprzestrzeniania się osadów dennych oraz ich szkodliwość dla środowiska zminimalizować. Zwykle też w okresie najdalej tygodnia nie ma po nich w zbiorniku o tej charakterystyce i głębokości śladu, wzburzone osady opadają zwyczajnie po kilku dniach z powrotem na dno.
Warto tu też zauważyć rzecz cokolwiek dla niektórych niepojętą, że planowany przekop to projekt w istocie pro-ekologiczny (tak!). Powracamy dzięki niemu do natury, która kilka takich „przekopów” wykonała sobie na Mierzei w ostatnim tysiącu lat sama – znamy co najmniej sześć takich miejsc, wykorzystywanych później przez całe wieki m.in. do żeglugi handlowej; jednym z nich jest istniejąca do dziś Cieśnina Piławska.
W dodatku umożliwiamy natlenienie wód Zalewu Wiślanego, które od dopływu tlenu do zbiornika zostały odcięte po wybudowaniu jazu i śluzy oraz przekierowaniu wód Wisły/Nogatu do Gdańska na początku ubiegłego wieku.
Do tego ruch statków, zwłaszcza w zachodniej, najbardziej poddanej antropopresji części zbiornika, spowoduje spowolnienie (być może nawet cofnięcie) procesu zarastania i wypłycania zbiornika – zjawiska, które obserwowaliśmy całkiem niedawno na zarastającym Jeziorze Drużno, części historycznego Zalewu Wiślanego, które zaczęło się wypłycać i zamulać dużo szybciej, kiedy remontowane były pochylnie Kanału Elbląskiego (lata 2011-2015) i w związku z tym ustał wtedy zupełnie ruch na jeziorze. Przekop i zwiększenie ruchu na Zalewie Wiślanym, zwłaszcza w jego zachodniej, odciętej od wód Wisły i Nogatu części, może wyjść zbiornikowi i przyrodzie tam tylko na dobre. Warto również zaznaczyć, że w przypadku tej inwestycji przewidziana jest kompensacja środowiskowa w stosunku 1:10 (za 1 ha terenu budowy 10 ha terenu przekazanego na poszerzenie rezerwatu przyrodniczego ), podczas gdy normy unijne mówią o kompensacji w stosunku zaledwie 1:3 – świadczy to więc raczej o wrażliwości przyrodniczej twórców projektu, niż o ich niszczycielskiej pasji i chęci budowy „po trupach” braci naszych mniejszych.
Władze samorządowe woj. pomorskiego, zdominowane przez PO, wypuściły w ostatnich dniach również serię dość kłamliwych memów, w których – pomijając już wierutne bzdury o „Elblągu jako drugiej Gdyni” – podnoszą sprawę żeglugi przez Szkarpawę, jako alternatywy dla przekopu Mierzei. Otóż warto tu wyjaśnić, że taki wariant był również analizowany jeszcze przez poprzednią ekipę z czasów Platformy i wnioski komisji senackich i ministerialnych były jednoznaczne – ruch towarowy przez Szkarpawę byłby niemożliwy bez kolosalnych inwestycji polegających na poszerzeniu, pogłębieniu i wyprostowaniu praktycznie całego, ponad 70-kilometrowego odcinka rzeki, zburzenia i przebudowania kilku mostów po drodze, przebudowania kilku trakcji energetycznych przebiegających nad rzeczką, wykopania co najmniej kilku basenów i budowy zwrotnic do mijania/zawracania barek etc. Krótko mówiąc, projekt jest nierealny i kosztować musiałby wielokrotnie więcej, niż wariant z przekopaniem Mierzei Wiślanej.
Innym ciekawym argumentem w sprawie jest przykład niemal bliźniaczej inwestycji w szwedzkim Falsterbo – znajdujący się w południowo-zachodniej części Skanii, szwedzkiej prowincji położonej nad Bałtykiem i cieśniną Sund, kanał łączy cieśninę z Morzem Bałtyckim, przecinając półwysep Falsterbo i tym samym skracając dystans, jaki dzieli Morze Bałtyckie od miejscowości i portów zachodniej Skanii.
Powstały w latach 1940-1941 kanał i przekop parametry mają bardzo zbliżone do projektowanego przekopu Mierzei, nie spowodowały żadnych strat w środowisku naturalnym, okazały się zaś projektem bardzo użytecznym.
Świadczy o tym fakt, że dziś pokonuje je corocznie około 15 tys. jednostek, przy czym są to przede wszystkim jachty i łodzie turystyczne.
Nie taki przekop straszny, jak go przeciwnicy malują. Przyrodzie on w żaden poważniejszy sposób nie zaszkodzi, zaś ludziom, o których również powinniśmy pamiętać, może tylko pomóc. Nie wykorzystując dziejowego momentu i nie robiąc w tej sprawie nic, nie zmienimy niczego; nie dajemy regionowi żadnej szansy, pozostawimy zapomnianą przez rządzących okolicę jej własnemu losowi – inwestując w przekop dajemy natomiast lokalnej społeczności i regionowi historyczną możliwość nie tylko powrotu do odtworzenia zapomnianych sposobów gospodarczego wykorzystania potencjału regionu, ale również, na dziś jeszcze nawet nieprzewidziane, możliwości rozwojowe, których wykorzystanie będzie już zależało wyłącznie od nas samych. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą i niech przy okazji politycznych rozgrywek w tej sprawie rozum nie polegnie po raz kolejny przed demagogią – tylko o tyle w imieniu sporej części mieszkańców regionu, zwolenników powstania przekopu, proszę.

Trzech panów ze słupkiem

Słupek w miejscu planowanego kanału wkopano na parę dni, po czym zabrano.

 

Minęły wybory, więc skończył się także tradycyjny przedwyborczy spektakl, związany z rzekomym przekopywaniem kanału przez Mierzeję Wiślaną. Poprzednio, przekopanie kanału zapowiadał Jarosław Kaczyński w 2006 r., także przed wyborami samorządowymi.
Tegoroczna inscenizacja była niestety skromniejsza, niż należało oczekiwać. „Trybuna” miała nadzieje, że w ramach działań teatralnych zostanie ogrodzony kawałek terenu, przyjedzie parę ciężarówek, przywiozą jakiś sprzęt budowlany.
Jednak nic z tych rzeczy. Przywieziono – ale tylko prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który tuż przed wyborami dał się ściągnąć na plażę, aby pomóc PiS-owskiemu kandydatowi na prezydenta Elbląga. Prezes pojawił się tam razem z kandydatem oraz ministrem gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Markiem Gróbarczykiem.
Trzej panowie symbolicznie wbili słupek w miejscu planowanego przekopu. A gdy wybory minęły, słupek z powrotem wykopano i zabrano. To godna pochwały oszczędność, bo słupek przyda się w 2019 r., gdy spektakl z przekopywaniem Mierzei Wiślanej powróci na scenę.
Teraz będzie kilka miesięcy przerwy, a kurtyna ponownie pójdzie w górę przed wyborami w 2019 r. Wypada mieć nadzieję, że przyszłoroczna inscenizacja będzie nieco efektowniejsza od tegorocznej – bo publiczność może być lekko znudzona, jeśli spektakl ograniczy się do ponownego wbijania w plażę tego samego słupka przez tego samego prezesa oraz tego samego ministra. Niech więc w przyszłym roku władza sprowadzi choć jakiś spychacz, który symbolicznie wykopie parę dołów w piasku.

Flaczki tygodnia

Kampania wyborcza skończyła się. Ściślej plebiscyt wyborczy. A ściślej jego pierwsza runda. Nietrudno przewidzieć, że druga runda rozpocznie się przed 11 listopada. Plebiscytem na największego patriotę.

***

Tylko Święto Zmarłych może jeszcze być wolne od wojny polsko-polskiej toczonej przez PiS z koalicją PO+. W Polsce nie wypada robić polityki na cmentarzach. Jeszcze nie wpada.

***

Hitler straszył użyciem Wunderwaffe, która miała zmienić wynik przegrywanej wojny. Japończycy rzucili do boju samobójczych kamikadze. Amerykanie bomby atomowe. To one ich zwycięstwo przypieczętowało. Nie wiem kogo naśladowali sztabowcy PiS rzucając w końcówce kampanii wyborczej swoją bombę. Telewizyjny spot znowu straszący Polaków uchodźcami. Robiący politykę na grobach. Tyle, że cudzych. Na razie.

***

Straszenie hordami uchodźców na zdrowy chłopski rozum jest w Polsce nieproduktywne. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza kiedy zewsząd słyszymy coraz głośniejsze postulaty, gniewne pomruki nawet, polskich przedsiębiorców żądających kontyngentów złożonych z migrantów. Bo polscy przedsiębiorcy odczuwają strach przed brakiem rąk do pracy.

***

Słyszymy zewsząd, nawet w mediach narodowo-katolickich, że bez importu siły roboczej, najlepiej z Azji, polska gospodarka nie utrzyma zaplanowanego, ambitnego tempa wzrostu gospodarczego. Bez azjatyckich rąk do pracy nie wybuduje się obiecanych przez pana premiera-milionera Mateusza Morawieckiego setek tysięcy mieszkań z programu Mieszkanie +.
Bez ludów z Azji jutro nie wybuduje się dziesiątków tysięcy mostów obiecanych przez pana premiera-milionera w czasie wczorajszej kampanii wyborczej. Nie wybuduje się też Centralnego Portu Komunikacyjnego imienia Lecha Kaczyńskiego, ani żadnej z Wielkich Budów Kaczyzmu obiecywanych przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
No może Mierzeję Wiślaną uda się bez emigrantów przekopać. Jeśli tylko PiS wygra przyszłoroczne wybory parlamentarne i zagoni do kopania przegraną opozycję.

***

Jeśli wierzyć elitom intelektualnym PiS, prawdziwi Polacy nie akceptują uchodźców, ale gotowi są zaakceptować ekonomicznych migrantów. Czyli nie chcą przyjąć, pomoc, podzielić się chlebem z osobami pokrzywdzonymi przez los. Ofiarami wojny. Nie chcą podzielić się z nimi swoim dostatkiem.
Zaakceptują zaś pobyt w Polsce osób, które zgodzą się pracować dla dalszego pomnożenia dostatku Polaków. Zaakceptują ludzi, którzy zgodzą się być ofiarami polskiego wyzysku ekonomicznego. Gotowych pracować za przysłowiową „miskę ryżu”. Za minimalną płace ustanowioną im przez pana premiera-milionera.

***

Przy okazji. Określenie „za miskę ryżu” to echo chińskiego „tie fan wan”, czyli „żelaznej miski ryżu”.
Tak w maoistowskich Chinach nazywano niskie robotnicze płace w państwowych przedsiębiorstwach. Ale gwarantujące też dożywotnie zatrudnianie oraz bezpłatne mieszkanie, opiekę zdrowotną, edukację, czasem posiłki w zakładowych stołówkach. Zapoczątkowany w 1978 rok przez Deng Xiaopinga marsz ku gospodarce wolnorynkowej łączył się z likwidacją systemu „żelaznych misek ryżu” i masowymi zwolnieniami robotników z pracy w państwowych przedsiębiorstwach. Po to aby rozbić ich solidarność klasową i zatrudniać w skomercjalizowanych przedsiębiorstwach państwowo-prywatnych. Za ryż bez gwarancji dożywotniego zatrudnienia i bez świadczeń socjalnych.
Teraz pan premier-milioner proponuje polskie wizy w zamian za pobyt w polskim obozie pracy.

***

W czasie kiedy elit PiS straszyły obywateli IV RP hordami uchodźców, te same elity PiS celebrowały rocznicę pontyfikatu papieża-Polaka. Celebrowano na kolanach, bo dla ludzi związanych z polskim kościołem katolickim Karol Wojtyła jest nie tylko papieżem, ale też świętym ich kościoła. W Polsce zasług świętego nie można kwestionować. Czynów jego, nawet tych dokonanych w stanie nie-świętości, też krytykować nie wolno.

***

Dlatego trudna jest w Polsce dyskusja o pedofilii w kościele katolickim, zwłaszcza w polskim kościele. Bo choć wiele faktów wskazuje, że papież z Polski nie zwalczał pedofilskiej plagi w swym kościele, to polskie media wspominać o tym nie chcą. W Polsce mamy kosztowne, utrzymywane przez wszystkich podatników instytucje kreujące się na instytuty naukowe. Zajmujące się badaniem, propagowaniem myśli Jana Pawła II-go. Redukujące nauczanie papieskie do kilku formułek w rodzaju „Prawda nas wyzwoli” i konserwatywnej, obskuranckiej wizji ludzkiego życia seksualnego.

***

Nie spotkałem żadnej publikacji dotyczącej problemów uchodźców i emigracji w myśli papieża Jana Pawła II-go. Choć był to papież często podróżujący po świecie i z uchodźcami, emigrantami często obcujący. Nie liczę, że taka publikacja zostanie w IV Rzeczpospolitej upubliczniona, bo tamten papież miał zupełnie inny pogląd na przyjmowanie uchodźców niż pan prezes Kaczyński.

***

Papież Jan Paweł II jest w Polsce martwy jako humanista. I zapomniany w mediach. Istnieje w zbiorowej przestrzeni jako popularny model. Wyrzeźbiony i odlany w setkach pomników. Zwykle niezwykle kiczowatych i zwyczajnie brzydkich. Służy też jako patron wspomnianych już instytucji. Dających zatrudnienie licznym osobom pragnących bezpiecznej pracy w dobrych warunkach. Za więcej niż „miska ryżu”.

 

PS. Piotr Gadzinowski dziękuje wszystkim, którzy oddali na niego głos w wyborach do Rady Miasta Warszawy.

Przedwyborcze wpuszczanie w kanał

Rząd PiS najprawdopodobniej będzie jednak musiał zacząć przekopywanie Mierzei Wiślanej. Dopiero po wyborach prezydenckich w 2020 r. ten pomysł może zostać odłożony ad acta.

 

W miarę zbliżania się wyborów samorządowych, coraz częściej, tradycyjnie już, pojawia się temat kanału przez Mierzeję Wiślaną.
Rząd wykorzystuje obietnicę przekopania Mierzei w kampanii przedwyborczej. Dlatego właśnie podczas niedawnego spotkania z mieszkańcami Ostródy (warmińsko-mazurskie) minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk zapewnił, iż przekop przez Mierzeję Wiślaną „da wielkie możliwości rozwojowe dla regionu”.
Wprawdzie nie do końca wiadomo, dlaczego Ostróda, oddalona o 75 km od Elbląga, ma się wielce rozwinąć w wyniku przekopu mogącego skrócić drogę z małego portu w Elblągu na Bałtyk, ale oba te miasta są w tym samym województwie, więc ważne, by zgodnie zagłosowały na kandydatów samorządowych z PiS.
Dziś w woj. warmińsko-mazurskim rządzi koalicja PSL-PO. Taka sama koalicja rządzi w województwie pomorskim, do którego należy Mierzeja Helska – toteż minister Marek Gróbarczyk nie szczędził słów krytyki pomorskiemu urzędowi marszałkowskiemu.

 

Rosjanie utrudniają jak mogą

Minister oświadczył, iż: „jest ogromne oddziaływanie strony rosyjskiej na tę inwestycję, by ona nie powstała” – i oskarżył urząd marszałkowski woj. pomorskiego, że wpisuje się w te działania. Zabrzmiało to niemal jak oskarżenie o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosjan. Wiadomo, że Rosja nie jest państwem przyjaznym Polsce, ale dobrze by było, aby minister przedstawił jakieś dowody na poparcie swoich słów o wpisywaniu się polskiego samorządu w rosyjskie działania. Trudno jednak na to liczyć, bo minister oczywiście nic nie wie o żadnych ogromnych naciskach ze strony Rosji, mających zablokować kanał przez Mierzeję – a to co mówi, mówi w ramach kampanii wyborczej.
Słowa ministra Gróbarczyka mają wszelako pewne uzasadnienie, bo rząd wielokrotnie obiecywał, iż budowa kanału przez Mierzeję rozpocznie się w listopadzie tego roku, czyli całkiem niedługo – więc potrzebne jest jakieś dobrze brzmiące uzasadnienie tego, że budowa się jednak nie rozpocznie.
Dlatego też, na wspomnianym spotkaniu w Ostródzie minister mnożył trudności stojące przed tą inwestycją, którą określił jako „ryzykowną” (wcześniej PiS-owscy decydenci nie mówili tak o przekopie przez Mierzeję). To nie tylko Rosjanie oraz wraży pomorski urząd marszałkowski stanowią problem, lecz i konieczność czekania na opinię oddziaływania tej inwestycji na środowisko – co musi potrwać, bo dopiero niedawno inwestor czyli Urząd Morski w Gdyni, złożył do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie raport na ten temat.

 

Co zrobić, żeby nie robić?

Co gorsza, planowane koszty przekopania Mierzei rosną, czemu winien jest oczywiście poprzedni rząd z Platformy Obywatelskiej, gdyż, jak powiedział minister Gróbarczyk, tamten rząd nie zbudował kanału przez Mierzeję. W ten sposób minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej uznał, że rząd PO zbudowałby ten kanał taniej niż rząd PiS – i jako fachowcowi, należy mu wierzyć.
Problemem jest też stopień skomplikowania projektu przekopu (co trochę dziwi, bo jeszcze dwa lata temu PiS uznawał, że jest to sprawa w miarę prosta i nie nastręczająca większych kłopotów). Będzie to bowiem, jak wyjaśnił minister Gróbarczyk, inwestycja kompleksowa: najpierw układ drogowy, budowa mostów zwodzonych, a potem przekop, budowa śluzy i toru podejściowego wraz z falochronami.
W związku z tym wszystkim, prace nad projektem jeszcze więc trwają – a dopiero wtedy gdy się zakończą, będzie można ogłosić przetarg na budowę kanału przez Mierzeję, co powinno nastąpić jesienią tego roku. Wiadomo zaś, że przetarg też musi potrwać, a jego zwycięzca będzie potrzebował czasu, by rozpocząć prace.
W ten sposób minister przygotowuje tzw. opinię publiczną do tego, że budowa kanału się jednak nie rozpocznie – co trzeba wszakże robić delikatnie, by publiczność nie potraktowała pomysłu przekopu Mierzei jako kolejnej lipy ze strony PiS.

 

Symbol wstawania z kolan

Projekt budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną to jeden z najgłośniejszych propagandowo pomysłów PiS. Ma liczyć ok. 1300 m długości i 5 m głębokości, dzięki czemu do portu w Elblągu będą mogły łatwiej wpływać większe statki.
Kanał ma jednak dla PiS znaczenie przede wszystkim propagandowe i polityczne. Powinien pomóc temu ugrupowaniu w wygraniu tegorocznych wyborów samorządowych. Przede wszystkim zaś, ma stanowić widomy przejaw naszej niezależności od Rosji. Dotychczas bowiem najdogodniejsze wyjście z Elbląga na Bałtyk wiedzie przez cieśninę Pilawską, której oba brzegi należą właśnie do Rosji. Rosjanie nie czynią wprawdzie trudności w ruchu polskich statków przez tę cieśninę (bardzo zresztą ograniczonym, bo przeładunki w elbląskim porcie spadły ze 168 tys. ton w 2016 r. do zaledwie 100 tys. ton w roku ubiegłym). Nie przystoi jednak, by jednostki z biało-czerwoną banderą musiały pokonywać obce, nieprzyjazne terytorium.
Jest też wprawdzie inne wyjście z Zalewu Wisłanego na Bałtyk, leżące całkowicie w Polsce, przez Szkarpawę i Wisłę. Jest ono jednak mniej dogodne, płytsze, a przede wszystkim nie ma takiego wydźwięku symbolicznego, jak budowa nowego kanału.
Druga Rzeczpospolita budowała port w Gdyni, konkurencyjny wobec Wolnego Miasta Gdańsk – więc rząd PiS opowiada, że chciałby zbudować chociaż kanał, konkurencyjny wobec cieśniny Pilawskiej. Różnica polega na tym, że port w Gdyni rzeczywiście powstał i działa, natomiast budowa kanału przez Mierzeję, a także późniejsze utrzymanie go w stanie żeglowności, są mocno wątpliwe.

 

Nikt się nie chce śpieszyć

Ta inwestycja nie ma w pełni jednoznacznego poparcia także i w kręgach PiS. Słychać więc sygnały, iż dalszy scenariusz może wyglądać tak, że jeśli wybory samorządowe odbędą się wcześniej, czyli w drugiej połowie października, to rząd będzie mógł z czystym sumieniem odłożyć budowę kanału. Skoro bowiem rozpoczęcie prac zapowiedziano na listopad, nikt nie powinien mieć pretensji, że nie rozpoczną się w październiku.
Po wyborach samorządowych nie będzie się już pamiętać o kanale, potem przyjdzie zima – i dopiero w 2019 r., przed wyborami parlamentarnymi trzeba będzie zamarkować jakieś prace, żeby opozycja się nie czepiała, że PiS zapomina o swych obietnicach. Jeśli zaś wybory zostaną zaplanowane na listopad, to niewykluczone, iż na kilka dni wcześniej odbędą się jakieś działania pozorowane: zostanie ogrodzony teren, przyjadą geodeci, ciężarówki coś przywiozą itp.
Niezależnie od terminu tegorocznych wyborów, wiadomo, że dopiero po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a niewykluczone, że i po prezydenckich w 2020 r., budowa kanału przez Mierzeję będzie mogła być odłożona ad calendas graecas.