Lewica: niech NIK przyjrzy się ministerstwu

Klub sejmowej Lewicy proponuje, by Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła działalność Ministerstwa Aktywów Państwowych w sprawie importu węgla do Polski, a także zweryfikowała funkcjonowanie rad nadzorczych w spółkach skarbu państwa oraz skontrolowała działalność rządu na kilku innych obszarach.

Lewica chce postawić rząd PiS w kłopotliwej sytuacji. Wiedząc, jak trudne są stosunki obecnej władzy z prezesem NIK Marianem Banasiem, klub zamierza doprowadzić do szeroko zakrojonej kontroli działalności ekipy premiera Morawieckiego przez Izbę.

Lewica chce, by Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę w Ministerstwie Aktywów Państwowych ws. importu węgla do Polski. Jest zainteresowana, na jakiej postawie podjęto decyzję o zagranicznych zakupach surowca w sytuacji zalegania na hałdach węgla wydobywanego w Polsce.

Na konferencji posłowie Lewicy – Krzysztof Gawkowski oraz Przemysław Koperski mówili również o sytuacji polskich szpitali – zadłużonych, ograniczających działalność, często na granicy upadku. Pandemia i obietnice Mateusza Morawieckiego, mówiącego o wzmocnieniu finansowania służby zdrowia jeszcze w zapowiedziach pierwszej tarczy, nic w tej kwestii nie zmieniły. Parlamentarzyści Lewicy chcą, aby NIK skontrolowała prawidłowość finansowania i likwidacji zadłużenia polskich placówek ochrony zdrowia.

Do przewodniczącego sejmowej komisji ds. kontroli państwowej trafił też wniosek o zbadanie działań Ministerstwa Aktywów Państwowych w zakresie prawidłowości realizacji programu „Czyste powietrze” w latach 2018-2020, a także polityki nadzoru właścicielskiego nad spółkami Skarbu Państwa w zakresie wynagradzania zarządów i rad nadzorczych w latach 2017-2020, w tym dodatków, premii i nagród, które osiągały za czasów PiS rekordowe pułapy.

Według Gawkowskiego kontrolerzy NIK powinni mieć zapewnioną pełną autonomię, nikt z rządu nie ma prawa ograniczać im dostępu do informacji.
Poseł przypomniał też o innej ważnej kontroli – tej dotyczącej działań wybranych podmiotów w związku z przygotowaniem wyborów na prezydenta RP zarządzonych na 10 maja 2020 r. Przypomnijmy, że poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek złożył wniosek do NIK o przeprowadzenie kontroli takiej kontroli w KPRM i Ministerstwie Aktywów Państwowych „celem dokładnego przedstawienia i analizy wydatków i działań KPRM i Ministerstwa związanych z przeprowadzeniem wyborów prezydenta RP w 2020 r.”.

W uzasadnieniu zauważono, że „zlecenie druku kart i pakietów wyborczych bez istnienia podstawy prawnej stanowi nie tylko przekroczenie uprawnień, ale także wyrządza skarbowi państwa znaczne straty finansowe”. Jak pamiętamy, minister Jacek Sasin przyznał – nawet bez specjalnego naciskania – iż przygotowanie nigdy niewykorzystanych pakietów wyborczych kosztowało blisko 70 mln złotych.

Związki piętnują patologie

Przeciwko łamaniu praw pracowniczych w spółkach skarbu państwa i antypracowniczym zapisom w kolejnych tarczach antykryzysowych wyszli protestować działacze Związkowej Alternatywy, Inicjatywy Pracowniczej i organizacji lewicy społecznej. Symbolicznie wsparła ich Lewica parlamentarna.

Pod monumentalny gmach Ministerstwa Aktywów Państwowych przybyło około stu protestujących. Ich główne bolączki nakreślił, otwierając zgromadzenie, Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy. Przypomniał, że rząd, przedstawiający się jako prospołeczny, uzależnił przyznawanie pomocy przedsiębiorstwom od cięcia pracowniczych wynagrodzeń. W tym zaś segmencie rynku pracy, gdzie w pełni kontroluje sytuację, zapowiada nie stabilizację miejsc pracy i gwarancje dla pracowników, ale zwolnienia. Chodzi o planowane cięcia w administracji państwowej, podwójnie absurdalne, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że w sytuacji kryzysowej państwo potrzebuje sprawnie działającego aparatu i doświadczonych urzędników.

Po Szumlewiczu głos zabrała Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego w PLL LOT. Jej organizacja toczy obecnie kolejny spór zbiorowy z zarządem państwowej spółki. Charyzmatyczna działaczka przypomniała, że bez pracowników nie działa żadna gospodarka i czas najwyższy, by ludzie obudzili się i przypomnieli sobie tę prostą prawdę.

Organizujmy się!

O tym, że pracownicy dysponują potężną broni, jaką jest strajk, przypomniała Justyna Samolińska z Inicjatywy Pracowniczej. Wezwała, by organizować się w związkach zawodowych, gdyż wspólne działanie pozwala skuteczniej dochodzić swoich praw. Dowiodło tego np. porozumienie zawarte z kierownictwem swojego zakładu pracy przez komisję IP w zakładzie Avon w Garwolinie, dające pracownikom podstawowe gwarancje na czas kryzysu, o którym pisaliśmy na łamach „Dziennika Trybuna”. .

O działania na zasadzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, zaapelował Piotr Ikonowicz, który przybył na demonstrację razem z grupą aktywistek i aktywistów Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Większość z nich to zwykli ludzie pracy, w tym tacy, którzy na własnej skórze odczuli efekty „antykryzysowych” programów rządu. Przez to, że pracownicy są podzieleni, żaden z pierwszoplanowych polityków nie czuje, że musi się z nimi liczyć. Gdzie są kandydaci na prezydenta, zapytał nieco retorycznie działacz.

Politycy nie dopisali

Jedynie klub Lewicy uznał za stosowne przysłać swoich delegatów na demonstrację. Jako że w tym samym czasie odbywała się konwencja Roberta Biedronia, socjaldemokratów reprezentowali Adrian Zandberg i Maciej Konieczny. Przemówił ten drugi, wyrażając uznanie dla walki związkowców. Przypomniał również, że i parlamentarnej Lewicy udało się, w miarę jej ograniczonego pola manewru, wywalczyć pewne korekty w tarczach antykryzysowych. Jeszcze w maju jej parlamentarzystom udało się wpisać do tarczy limit zarobków i premii zarządów firm, które otrzymają pomoc państwową, by z pieniędzy tych naprawdę ratowano miejsca pracy. Dosłownie na dniach natomiast Lewica skutecznie wprowadziła możliwość samodzielnego występowania o skromne postojowe przez osoby zatrudniane na „śmieciówkach”. Dotąd musieli to robić pracodawcy, a jak pokazała praktyka, niektórzy woleli nie przyznawać się do takich form zatrudnienia.