„Czterdzieści lat minęło”…

„Siłę kraju wyznacza nie tylko jego potencjał militarny, system sojuszów obronnych, poziom cywilizacyjny i stan gospodarczy, lecz w tej samej mierze określa ją stan umysłów, poczucie narodowej wspólnoty interesów i dążeń. Jątrzenie, skłócanie i dzielenie narodu, podsycanie nieufności i nienawiści, żadnym polskim interesom służyć nie mogą”

gen. Wojciech Jaruzelski

Któż z Państwa Czytelników, w statecznym i sędziwym wieku, w tych „Sierpniowych dniach” nie zanucił za Andrzejem Rosiewiczem tej piosenki? Szkoda, jeśli głośne medialnie obchody nie wywołały takiego natchnienia. A inżynier Stef Karwowski z „Czterdziestolatka”, ze swą uroczą „filmową żoną Madzią”- Anną Seniuk, z „kobietą, która żadnej pracy się nie boi” czyli Ireną Kwiatkowską, z plejadą budowniczych dworca centralnego, zmagających się z realnymi i domniemanymi problemami, też nie wywołał uśmiechu? Co przypomina „po latach”, gdy patrzycie Państwo na naszą rzeczywistość i słuchacie opowieści tamtych działaczy?

Świadomie, w poprzednim tekście „Protokoły sierpniowe” (DT., 28-30 sierpnia 2020), do minimum ograniczyłem komentarz, by właśnie Państwo Czytelnicy po wysłuchaniu wielu różnych wywiadów, debat, kłótni „na wizji” zaproszonych gości i dziennikarzy, po przeczytaniu tekstów okolicznościowych – mieli teraz własne zdanie, swoją ocenę tego, co stało się 40 lat temu.

W dniach tego jubileuszu, uroczyście przyznawano, że robotnicy zgłaszali postulaty, a panowie działacze posłusznie je zapisali na pilśniowych deskach. Kto wspomniał, jaki to wysiłek fizyczny i umysłowy wnieśli ci działacze w ich realizację od września 1980 do 13 grudnia 1981 r. Tu zapanowała „zgodna cisza”. Nawet Lech Wałęsa zapomniał o swoim wezwaniu- „do roboty” na wiecu kończącym strajk. Hasło „Socjalizm tak, wypaczenia nie”, widniejące na bramie Stoczni Gdańskiej, też okazało się niezbyt miłe do przypomnienia, choć – jak widać- początkowo ustrój akceptowano. Nikt nie miał odwagi wspomnieć, że w sierpniu-wrześniu po podpisaniu porozumień mówiono o „drugiej Japonii”, że „bułkę z szynką jeść będziecie”, że „wszyscy mają jednakowe żołądki”- później strajkując zapomniano, że także wszyscy powinni dbać o ich napełnienie. Czyżby już wtedy miały pozostać „ładnym okrzykiem” dla przypodobania się robotnikom? Dlaczego teraz, po 40 latach o tym nie mówiono, kto z Państwa zna odpowiedź? Przecież Solidarność jest „owocem poczęcia” 21 postulatów. Powstała na fali społecznego niezadowolenia z istniejących wówczas warunków socjalnych, bytowych ludzi pracy. Zachodnie kredyty przynosiły odczuwalne skutki, a robotnikom żyło się ciężko. Widoczny populizm ich treści podobał się, miał w nich mocne oparcie.

Powody strajków

Wszyscy wiemy jak potoczyła się nasza historia przez te 40 lat. Zachęcam więc- mając w ręku „Protokół sierpniowy” a w pamięci „lekcję historii” (pełną mitomaństwa i fałszu) sprzed kilku dni- do wspólnego zastanowienia się nad ich realizacją. Warto spróbować odpowiedzieć sobie na kilka pytań- oto jedno z nich- czy 21 postulatów opisanych w „Protokole” zawierały powody do strajków, jak Państwo myślicie? Otóż moja odpowiedź jest dwojaka – tak i nie! Dlaczego „tak” – proszę spójrzcie na pkt. 7, gdzie zapisano, że za czas strajku należy „wypłacić wszystkim pracownikom wynagrodzenie…jak za urlop wypoczynkowy”. Pytam- kto nie chciałby strajkować mając taki argument w ręku? Przecież o powody nie było trudno, strajkowano o byle co, proszę sobie przypomnieć. Swoisty zapał do strajków podsycali działacze terenowi, jeszcze są wśród nas, żyją mitem „dobrodziejstwa” jaki dawali robociarzom! Na skutki nie trzeba było długo czekać. Są liczne tego dowody – wspomnę dwa. Pierwszy- „Robotnik” nr. 78 z 27 sierpnia 1981 roku (czyli rok później) opublikował fragmenty dyskusji, zorganizowanej przez redakcję. Mówią m.in. – Jan Lityński: „obserwujemy rozpad gospodarki i państwa. Solidarność ten rozkład przyspieszyła, paraliżując niejako organy władzy. W tej sytuacji powstają wielorakie niebezpieczeństwa. Jednym z nich jest radykalizm typu KPN-owskiego. Drugie niebezpieczeństwo, któremu Związek już uległ, to rozprzestrzenienie się ruchu walki o żywność”; Jacek Kuroń: „po raz pierwszy zaczynam myśleć, że mogła by nam grozić wojna domowa”; Bronisław Geremek: „kraj znajduje się w sytuacji zagrożenia narodowego, jakich było niewiele w historii Polski. Grozi nie tylko interwencja, ale i upadek z przyczyn wewnętrznych … Katastrofa jest faktem oczywistym. Jest to katastrofa wciągająca. Nikt, z siedzących przy tym stole nie wie jak wyjść z kryzysu”. A panowie nie mają nic sobie do zarzucenia, nie ponoszą tu odpowiedzialności – chciałoby się zapytać.

I drugi dowód- prof. Jan Szczepański, Przewodniczący Nadzwyczajnej Komisji Sejmu do spraw kontroli realizacji porozumień sierpniowo-wrześniowych, w lipcu 1981 r. informował, że wartość około 700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów przekroczyła dwukrotnie poziom dochodu narodowego kraju(protokół liczy 50 stron). Proszę wskazać dziś, w 2020 r. gospodarkę, kraj na świecie, który mógłby je szybko zrealizować. Ponadto, lawina pieniądza pustoszyła rynek. Związana z tym panika poprzez wykupywanie „na zapas”, pojawiających się niektórych towarów, pogłębiała niedobory. Szalała spekulacja. W konsekwencji nie kończące się kolejki, puste półki, brak elementarnych artykułów, zakłócenia nawet w zaopatrzeniu kartkowym. W tym miejscu trzeba przypomnieć długotrwałe protesty i strajki, żądające niezwłocznego wprowadzenia wszystkich wolnych sobót. Zachęcam świat nauki, polityki i publicystyki, którym idee Solidarności są bliskie, by – mówiąc wprost – wzięli do ręki kalkulatory oraz te dokumenty, naukowe opracowania, pokryte kurzem archiwalnym i zechcieli skrupulatnie policzyć, skalkulować możliwości realizacyjne ówczesnej gospodarki, w zakresie 21 postulatów (sprawozdania za lata 1982 – 1985, publikowane były każdego roku w sierpniu, są do wglądu w „Trybunie Ludu”). Wszystkich, którzy dają wiarę wówczas rozpowiadanym i od lat powtarzanym różnym insynuacjom, pomówieniom i oskarżeniom władzy, że bojkotowała realizację 21 postulatów – odsyłam do tych „Sprawozdań”. To właśnie strajki mają główny udział w spadku produkcji o 18% i wzroście płac o 25% w 1981 r. Łącznie podwyżki i skrócenie czasu pracy wyniosą rocznie 255 -260 mld. zł). „Mimo starań Rządu, realizacja rozmija się z intencjami sygnatariuszy”, ocenił Profesor.

Proszę- niech Państwo przeczytają raz jeszcze te dowody, przypomną sobie także podobne, zapytają rodziców i dziadków, proszę o zastanowienie i odpowiedź- kto za to odpowiada? Jakie stąd wynikają wnioski, które powinna znać i rozumieć nasza młodzież?

Za odpowiedzią na „tak” jest pkt. 8 – „podnieść wynagrodzenie zasadnicze pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensata za wzrost cen”! Zastanówcie się Państwo, jak Historia finezyjnie zakpiła po 40 latach. Posłowie opozycji poparli projekt ustawy o podwyżkach dla posłów. W porę zareagował Senat. Podwyżki będą, ale dla pracowników Kancelarii Prezydenta RP. Oczywiście, każdy z obywateli widzi i na sobie doświadcza powolny wzrost cen artykułów, także spożywczych. Kto słyszał rekompensatach? Okazuje się, że w Polsce ciężko pracuje tylko władza! Nie wierzycie- to porównajcie sobie pensje np. nauczycieli i urzędników tej Kancelarii (Przegląd nr36 z 31.8-6.9.2020). Trzeba nie mieć krzty wstydu ani „Boga w sercu”, by tak świętować 40 lat!

Za odpowiedzią na „nie” przemawia cały „Protokół”, choćby wspomniane „Sprawozdania” prof. Jana Szczepańskiego, światowej sławy uczonego oraz jego pamiętniki, nie mówiąc o danych GUS. Wobec tego czas na drugie pytanie- co Kierownictwo Solidarności uczyniło by te postulaty zrealizować?

Rola Kierownictwa Solidarności

Władza, podpisała „porozumienia”, co oczywiste, że przyjęła do realizacji. To ona miała „znaleźć” środki na pokrycie zapisanych oczekiwań i roszczeń, kolejnych żywiołowo zgłaszanych żądań. Jeśli nie była w stanie im podołać – jej zmartwienie.

Kierownictwo Solidarności uznało, że „porozumienia” obowiązują tylko stronę rządową. Samo nie czuło się współodpowiedzialne za ich spełnianie, przynajmniej w części społeczno – gospodarczej. Społeczeństwo zarzucało patriotyczno – religijnymi wezwaniami, różnymi okrzykami i hasłami. Swoją rolę w tej sferze sprowadziło do funkcji nadzorczo – kontrolnych, spełnianych poprzez wyjątkowej skali i dolegliwości „narzędzia” – strajki, akcje strajkowe, protesty, pogotowia, okupacje budynków, nie kończące się żądania. Lech Wałęsa w wywiadzie opublikowanym w „Sztandarze Młodych” z 1-3maja 1981 roku mówi: „Jeśli będziemy szli na zwady, bez przerwy do konfrontacji, jeżeli będziemy atakować – nie tak, jak powinniśmy – to znaczy frontalnie milicję, SB, urzędy, to przecież ktoś nie wytrzyma. I zacznie się chaos, bałagan, bijatyka między nami. I wtedy ktoś trzeci będzie błogosławiony, jeśli nas rozbroi, to jest największe niebezpieczeństwo – nie interwencja. Interwencja, to będzie wtedy nawet wybawienie. I tego się boję”. Czy znacie Państwo bardziej wiarygodną, dosłownie bardziej prawdziwą opinię o „codziennej robicie” Kierownictwa panny „S”? Ta ocena jest i sugestywna, i celna. Z jednym wyjątkiem. Nie byłoby „wybawienia”, ale wręcz niewyobrażalna -wychodząca poza wewnętrzny konflikt – konfrontacja. W tym miejscu należałoby postawić trzecie pytanie- czy Kierownictwo Solidarności ma udział w doprowadzeniu do stanu wojennego? Kto podczas tego jubileuszu słyszał o tym- panowała „zgodna cisza”. A prof. Andrzej Friszke – apologeta panny „S” twierdził, że „potrafiło tym ruchem tak pokierować, że w konsekwencji doprowadzili do zbudowania niepodległego i demokratycznego państwa”. Wstyd tę profesorską błazenadę ze zdrowego rozsądku, z rozumu komentować.

Napiszę o tym w grudniu

Wracam do głównego wątku. Przed grożącą katastrofą społeczno-gospodarczą ostrzegał Kierownictwo Solidarności prof. Wacław Wilczyński. W liście otwartym do doradców i ekspertów Solidarności (Polityka, 11 lipca 1981), m.in. pisał: „Wypada stwierdzić, że Wasza działalność prowadzi obiektywnie do wyobcowania społeczeństwa. Jest to jednocześnie działanie stwarzające sztuczne zapotrzebowanie na centralne decyzje, na które rząd – w trosce o uspokojenie umysłów – daje się niestety >nabierać<, nie wykorzystując możliwości przesuwania na niższe szczeble i inne organizacje – załatwiania konkretnych spraw. Tak więc wypada postawić Wam pytanie zasadnicze: dokąd idziecie, dokąd zmierzacie? Czy do przezwyciężenia zbiorowym wysiłkiem wielkiego kryzysu społeczno-gospodarczego, w oparciu o socjalistyczne podstawy ustrojowe i istniejący układ stosunków politycznych w świecie? Czy też może do porażki socjalistycznego państwa na rzecz systemu, w którym Polsce na pewno nikt nie zagwarantuje niczego? Nie chcę dopuścić myśli, że o to Wam właśnie chodzi”. A co Państwo myślicie, o tych – można powiedzieć proroczych słowach, o cytowanych w poprzednich wypowiedziach Papieża i Prymasa, o ich ostrzeżeniach i wezwaniach do odpowiedzialności za Naród, za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, za to wielkie wspólne dobro, jakim jest nasza Ojczyzna. Kierownictwo Solidarności po Spotkaniu Trzech (4 listopada 1981), zgłosiło pomysł by powołać Społeczną Radę Gospodarki Narodowej, reprezentowaną tylko przez jej przedstawicieli. Dlaczego o stanie i rozwoju gospodarki miał decydować taki „skład”, bez udziału innych związków czy przedstawicieli Sejmu, rządu, trudno zrozumieć. Rada byłaby wyposażona w specjalny status – w zamyśle Kierownictwa – miała: kontrolować działania rządu i administracji terenowej, z jednoczesnym prawem weta wobec ich decyzji; dysponować prawem rozpisania referendum w najtrudniejszych sprawach; wezwać władzę do zgody na przeprowadzenie wolnych wyborów parlamentarnych, a przy sprzeciwie – wybrać „drugi parlament”. Kuriozalność pomysłu widać gołym okiem. O powody do korzystania z takich „praw” było wówczas bardzo łatwo. A co weto oznaczało w praktyce, jak nie ubezwłasnowolnienie rządu, władzy, paraliż administracji? Byłoby formą zalegalizowania istniejącej już dwuwładzy: legalna władza oraz Solidarność. To mogło tylko pogłębić chaos wewnętrzny. Specjalny status dodatkowo stawiał Radę w randze „nadrządu”. Solidarność zgłaszając ten pomysł – w przypadku odrzucenia, zastrzegła możliwość ogłoszenia strajku generalnego. Czy władza – atakowana, krytykowana niemal ze wszystkich stron – mogła zgodzić się na takie rozwiązanie? Proszę uważnie wczytać się w ten cenny pomysł. Czy Państwo nie uważają – znając obecne nasze uwarunkowania gospodarcze, w tym różne afery i przekręty, że ta „Rada” byłaby nam bardzo przydatna? Wreszcie – po 40 latach, można byłoby w praktyce sprawdzić przydatność tamtego pomysłu, „lepiej późno, niż wcale” – głosi ludowa mądrość i tak chwalebnie uczcić jubileusz! Może warto zachęcić obecną opozycję, związki zawodowe, wśród nich Solidarność, OPZZ i inne do reaktywowania takiej „Rady”, proszę pomyślcie Państwo i zainspirujcie właściwe gremia i ciała. Wartość postulatów Domyślam się, że Państwo możecie oczekiwać oceny wszystkich 21 postulatów. Ramy tego tekstu to ograniczają. Skrótowo odpowiem na niektóre. Zgodnie z pkt.13 wprowadzono kartki na żywność. Objęto też inne asortymenty, ale „rzecz nie tylko w tym, jak dzielić to co mamy, ale co zrobić, by żywności do podziału było więcej”, zapisano w rządowej ocenie. Jaką pomoc w tej sferze otrzymał rząd od Kierownictwa Solidarności – kto z Państwa zna odpowiedź? Udało się terminowo realizować pkt.16- na potrzeby służby zdrowia(30 postulatów szczególnych) przekazano 177 obiektów administracyjnych. Natomiast problem mieszkaniowy (pkt.19) okazał się nie do przezwyciężenia. Program na lata 1981- 85 przewidywał budowę 1,2 -1,3 mln. mieszkań, w tym 650 – 700 tys. spółdzielczych; koszt ok. 900 mld. zł. Na koniec 1985 r. deficyt mieszkań nie zmniejszy się i wyniesie ok. 1,7 mln. „Sprawę mieszkań, obok spraw wyżywienia, uznać należy za podstawową”, oceniał rząd. Tu proszę mnie dobrze zrozumieć. W każdej dekadzie lat 1944-1989, przybywało ok. 3 mln. Polaków. W1990 r. było nas 38 mln. i ta demograficzna stagnacja utrzymuje się przez 30 lat, a problem mieszkaniowy wciąż istnieje – słyszymy o różnych pomysłach jego rozwiązania. Co o tym myśleć „przy okazji” jubileuszu? Postulat nr 14- w 2013 r. wydłużono wiek emerytalny do 67 lat.

Pojawia się tu pytanie- czy nie należało wobec kobiet zachować tamten wiek (50 lat) szczególnie dla pracujących zawodowo, fizycznie. Bez badań naukowych wiadomo, iż pracują na dwóch etatach-zawodowym i domowym. Rządzący dziś Polską mają przecież właściwe, bo „solidarnościowe korzenie”, nawet tego nie potrafili zrealizować? Za koronny argument służyły kalkulacje kosztów emerytur. Czy wtedy, w 1980 r. te same koszty nie miały żadnego znaczenia dla autorów 21 postulatów, doradców i Kierownictwa Solidarności? Całościową, naukowo uzasadnioną ocenę realizacji tych postulatów, znajdą Państwo w książce „Zagrabiona historia Solidarności”, gdzie Autor Bruno Drwęski m.in. pisze-„Z podmiotu historii, którą odgrywała przez krótką chwilę w latach 1980-1981, Solidarność w wymiarze czysto ludzkim- została zdegradowana do rangi masy upadłościowej, po realnym socjalizmie…By skutecznie odwrócić uwagę milionowej rzeszy związkowców od klęski, jaka okazała się jej udziałem, stworzono legendę Solidarności, która stała się mitem założycielskim nowej władzy”. A może Solidarność od początku zbudowano na kłamstwie, oszustwie Polaków – warto zapytać Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza, Władysława Frasyniuka. Dziękuję Panu Władysławowi za celne odniesienia do obecnych działań władzy z „właściwego pnia”. Czas na publiczną, szczerą spowiedź – zamiast „jubileuszowych głupstw” o strachu, komunie, SB – odwagi panowie! Nie bójcie się ciemnego ludu, roboli. Patrzą na was ze zdjęć publikowanych przy okazji jubileuszu, wreszcie chcą znać prawdę o waszym myśleniu, osobistej wyobraźni i odpowiedzialności za nich i ich rodziny! Jesteście im to winni, tak po ludzku, także ku przestrodze młodego pokolenia, ich dzieci i wnuków! Profesor Bronisław Łagowski- „ludzie pierwszej Solidarności zostali wystawieni do wiatru, do czego wstyd im się przyznać. O tym jest ta książka”. (Przegląd nr 34 z 17-23.8.2020).

Zachęcam również do przeczytania i posiadania na własność, do stawiania pytań, żądania prawdy! Redaktor Naczelny Przeglądu Jerzy Domański-ocenia, że „Masowy ruch protestu został przejęty przez grupy zorientowane na całkowitą likwidację socjalizmu. 21 postulatów w większości o charakterze socjalistycznym, trafiło do muzeum. Robotników oszukano w najbardziej ordynarny sposób. Okazało się, że walczyli o prywatyzację całych branż, wielkich zakładów i ziemi. O zwrot majątków, budynków i mieszkań przedwojennym właścicielom. I o państwo klerykalne na każdym kroku” (Przegląd nr 36, z 31.8-6.9.2020). Zachęcam do czytania, wręcz studiowania Przeglądu! Profesor Karol Modzelewski w książce „Dokąd od komunizmu”, napisał: „Do dziś jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką elity, wyłonione przez pracowniczy ruch, dokonały zwrotu o 180 stopni, porzucając wartości uznawane dotąd za naczelne kryterium polityki społeczno-gospodarczej.” Czy to nie chichot historii na oczach milionów Polaków, pamiętających tamte czasy, nie kompromitacja obecnej „elyty”? Czy to nie nauka „historycznego myślenia” dla młodych Polaków? Oceny Generała Spośród wielu ocen, jakie gen. Wojciech Jaruzelski opublikował w książkach, wypowiedział podczas wielu konferencji, wywiadów i spotkań środowiskowych, zamieszczam kilka osobliwych. 1. Solidarność stanowiła wielki ruch społeczno-polityczny, który na drodze rozpoczętej w sierpniu-wrześniu 1980 roku, osiągnął ogromne sukcesy. Mimo, iż daleko wykroczył poza ramy ówczesnych porozumień, to nie osiągnął jeszcze wszystkiego. Obalanie systemu „na raty” wynikało z realiów, a nie z celów. Te zaś, dla uzyskującego przewagę nurtu radykalnego, sięgały daleko. Jednocześnie Solidarność wiedziała i widziała, że jej polityczno-psychologicznym atutem jest dynamizm, impet, ofensywa. Te zaś są paliwem do kolejnej ofensywy.

Wszelkie rokowania, pertraktacje z władzą, z natury rzeczy „rozmagnesowują”, rozmiękczają, stępiają ostrze różnych roszczeń i żądań, przenoszą szczytne hasła i stanowcze, w tym populistyczne żądania, na grunt rzeczowej rozmowy. Ta zaś, w większości wypadków, ujawnia realne możliwości, sprowadza sprawy na ziemię, co więcej-„uczłowiecza” władzę. W rezultacie wytworzył się niechętny stosunek do wspólnych komisji, do „mebla”, jakim jest stół obrad. 2. Wielkim historycznym kompromisem były porozumienia sierpniowe 1980 roku. Jak wiadomo bazowały one na konstytucyjnych fundamentach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Później 10 listopada 1980 roku, podczas rejestracji Związku przez Sąd Najwyższy, Przewodniczący – Lech Wałęsa powiedział: „Nie kwestionujemy socjalizmu. Na pewno nie wrócimy do kapitalizmu, ani nie skopiujemy żadnego wzorca zachodniego, bo tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie, ale kontrolowany. Współudział związków powinien być pełniejszy. Niech panowie zapiszą, że nie będziemy wysuwać programów politycznych, a w żadnym wypadku ich realizować”.

Co zostało z tego po roku – jesienią 1981? Czy Solidarność była tym związkiem, z którym porozumienia zostały zawarte? W istocie rzeczy już nie. Nie przypadkowo nazywany nieraz „insurekcją”. Naturę tego nastroju znakomicie ilustruje Waldemar Kuczyński w książce pt.: „Burza nad Wisłą” (Wyd. Iskry- 2002 rok): „Dziennikarzowi z >Financial Times< tłumaczę, że lewicująca, rewolucyjna Europa słabo rozumie mechanizm rewolucji, skoro ma do nas pretensje, że tyle zdobyliśmy, a ciągle przemy do przodu. A to przecież naciera rewolucja i często ciągnie nas za sobą, dając bardzo małe pole wyboru”. 3. Związkowy był kostium, a w treści ,Solidarność szybko przestała być związkiem zawodowym, przekształcając się – wbrew rzeczywistym intencjom wielu jej członków – w potężny ruch społeczno – polityczny, o ogromnej dynamice. W tamtej atmosferze, każda, nawet w pełni uzasadniona reakcja władz na różne nieodpowiedzialne wyczyny, ekscesy, kończyła się z reguły większą lub mniejszą awanturą.

Umiarkowani, realistyczni działacze czy doradcy Solidarności, których po latach poznałem -i dziś wielu szanuję-byli wobec tych sytuacji bierni lub bezsilni. 4. Solidarność” miała nadmierne poczucie siły, potęgi, była w ofensywie. Padały nawet ze związkowego wysoka słowa ,,czapkami was nakryjemy”.Władzę widziała jako słabą, rozkojarzoną, w istocie bezradną. Taki pogląd, taka ocena stosunku sił nie stanowi zachęty do kompromisu. Chcąc do niego doprowadzić, niejako go wymusić – my, władza, też musieliśmy prężyć muskuły, a więc i przygotowywać, zbyt zresztą tego nie kryjąc, siłowy wariant. W ten sposób dawaliśmy również sygnał: porozumienie, kompromis- tak, destabilizacja, degradacja państwa- nie. Do ostatniej chwili, był to koszmar wahań, bolesnych rozterek, oporów. I wciąż nadziei. Nie przebieraliśmy nogami do skrajnego rozwiązania. 5. Liczyłem, że można będzie się porozumieć z Solidarnością, zwłaszcza – jak wówczas mówiliśmy – z jej robotniczym nurtem. Skala, masowość strajków sierpniowo – wrześniowych, a w ich rezultacie pojawienie się potężnego, niezależnego związku było dla nas, dla władzy, ogromnym szokiem. Mówię o tym otwarcie. Robiliśmy dobrą minę. Przyjęliśmy formułę – słuszny protest klasy robotniczej. Pocieszaliśmy się hasłem: „Socjalizm tak – wypaczenia nie”. Odrzucając myśl o użyciu siły, liczyliśmy jednocześnie, że to się jakoś ułoży. Emocje miną, a związek – chociaż kłopotliwy, chociaż pozostający „na bakier” w stosunku do modelu tradycyjnego, będzie mimo wszystko funkcjonować w naszej, socjalistycznej rzeczywistości. Nawet ukułem takie powiedzenie: „Lepiej mieć dziesięć małych konfliktów dziennie, niż jeden wielki konflikt raz na dziesięć lat”. Tak też tłumaczyliśmy to sojusznikom. 6. Staram się rozumieć różne obawy, opory, nieufność, Solidarności co do intencji władz. Paradoksalnie, ale skrajne skrzydła- konserwatywne, tzn. beton w obszarze władzy oraz radykalny nurt ekstremalny w „Solidarności”: „żywiły się” nawzajem, tworzyły i upowszechniały atmosferę obustronnej podejrzliwości. Obiektywnie rzecz biorąc, wspólnie budowali mur antagonizmu. Trudno jednak nie zauważyć, że to władze wysuwały różnego rodzaju propozycje, inicjatywy, zmierzające do znalezienia jakiegoś modus vivendi, chociażby tymczasowego, ograniczonego kompromisu. 7. Solidarność była ruchem, który nie używał przemocy. Jednakże „można nie wybić szyby, a podpalić dom”. Są bowiem pewne procesy, zjawiska społeczne i psychologiczne, które niezależnie od woli ludzi, ich rzeczywistych intencji, na zasadzie żywiołu czy prowokacji, przerastają w dramatyczną, bratobójczą postać. O tym trzeba było pamiętać. O tym dzisiaj nie chce się pamiętać. 8. Mam pełną świadomość historycznej roli ,Solidarności, szanuję wielu jej działaczy, rozumiem gorzką pamięć represjonowanych, tych wszystkich, którzy narażając się na różnego rodzaju niebezpieczeństwa, cierpienia, dokuczliwości – walczyli w imię demokratycznej idei. Ale też pragnę, ażeby lepiej zrozumiane zostały uwarunkowania oraz intencje decyzji i działań w imię ,,mniejszego zła”.

Przeciwstawiam się więc tworzeniu czarno – białego wizerunku: ,,anielskie hufce Solidarności” i ,,diabelskie hordy władzy, komuny”. Przeciwstawiam się i odwrotnej klasyfikacji. Pozostaję z nadzieją, że Państwo z powyższych wypowiedzi i ocen wyciągną wnioski, które pozwolą racjonalnie oceniać pojawiające się publikacje, choćby o „sukcesie” I Zjazdu Solidarności. Napiszę o tym w najbliższych publikacjach.

Kończąc solidarnościowe archeologizmy…

… przyznam szczerze, że swoiście kuriozalne wydają mi się opowieści o zdradzie robotników przez kilkanaście osób z góry.

Tak, miliony zorganizowanych robotników, świadomie walczących o socjalizm bez wypaczeń zostały błyskotliwie oszukane przez geniusza – Lecha Wałęsę – i kilkunastu ludzi, których dałoby się przejechać jedną taczką. Jest to chyba najbardziej infantylna, jednocześnie antyrobotnicza i antyklasowa próba interpretacji tej historii. Zgodnie z tym (jakby rzekł Hegel kamerdynerskim) widzeniem to jednostki tworzą historię, a klasy oszukuje się jak przy grze w domino; jak dzieci w sprawie istnienia Św. Mikołaja i trwa to dosłownie krótką chwilę.

Gdyby Solidarność rzeczywiście była lewicowa, czy socjalistyczna, to żaden z ludzi pokroju Wałęsy, Jurczyka i całej prawicowej świty nie byłby liderem ruchu, bo zostałby wyrzucony przez świadomych robotników w kilka minut po rozpoczęciu bełkotania. Na podobnej zasadzie Krzysztof Bosak raczej nie ma szans na zostanie liderem Razem lub przewodniczącym OPZZ. Za teksty o konieczności prywatyzacji, deregulacji i nie tylko Michnik, Kuroń i inne czołowe postacie „S” nie utrzymałyby się nawet w zbiorowej świadomości jako liderzy takiego ruchu. W prasie i na ulicach nie dominowałyby antykomunistyczne hasła, a prawicowo zorientowany kościół katolicki ze wsparciem finansowym od CIA nie zostałby uznany za ideowego guru ruchu. Mielibyśmy do czynienia ze zorganizowanym oporem związku zawodowego przeciwko chociażby – efektom transformacji i triumfowi dzikiego kapitalizmu. Ale nie, w walce z kapitalizmem nie zatrzymano nawet jednego tramwaju. Istniałyby wyraźne publikacje socjalistyczne i marksistowskie w głównym nurcie publikacji związkowych i rejestry takich wypowiedzi… Robotnicy z „S” nie czytali Marksa, tylko (niestety) prawicowo-kościelną papkę, a lewicowi działacze wewnątrz ruchu stanowili marginalne skrzydło i byli mniej więcej tak samo kluczowi i decyzyjni, jak obecnie prawdziwi socjaliści na Białorusi.

Oczywiście dalej można posługiwać się mitem „S”, jeśli dla kogoś jest to biograficznie/osobiście istotne. Od zawsze jestem za totalnym pluralizmem historycznych korzeni. Natomiast nie róbmy jednego ołtarzyka. Tak samo nie róbmy ołtarzyka z historii PRL-u, no bo po co?