Bigos tygodniowy

Pandemia koronawirusa to jedno, a epidemia sprzecznych komunikatów to drugie. Już ponad pół roku męczmy się z pandemią, a do tej pory lekarze chorób zakaźnych nie potrafili uzgodnić, czy noszenie maseczek chroni – przynajmniej do pewnego stopnia – przed zakażeniem czy nie. W sytuacji, w jakiej wszyscy jesteśmy, stwarza to daleko idący dyskomfort, który pogłębia i tak silne poczucie zagrożenia. Na chłopski rozum maseczki muszą chronić noszącego, choćby w niewielkim stopniu przed wirusem, ale wśród części społeczeństwa niepewność była tak silna, że skutkowało to widocznym oporem czyli ich nienoszeniem. Przykre, że dopiero ustanowienie stref żółtej i czerwonych, a co za tym idzie nakazanie noszenia maseczek w przestrzeni publicznej pod groźbą kary, kończy ten spór. Z tym, że ci którzy nie wierzą w koronawirusa i tak i tak nie zamierzają nosić maseczek, traktując nakaz ich noszenia jak zamach na swoją wolność. Protesty antycovidowców, jakie miały miejsce w minioną sobotę w różnych miastach polskich, są tego najlepszym dowodem. Brak masek, brak dystansu, wykrzykiwane hasła „walczące” z koronaściemą, jednoznacznie świadczą, że wiedza przekazywana przez naukowców, lekarzy nie do wszystkich dotarła, a szkoda.

Niedawno opinia publiczna uzyskała informację, że wiosną tego covidowego roku kilku wyższych urzędników Ministerstwa Zdrowia uzyskało sute nagrody. Bigos tygodniowy uważa, że dobra praca winna być godziwie wynagradzana, a bardzo dobra czy wzorowa nawet nagradzana. Jednak czas jest niezwykły i na pierwszej linii walki z zarazą stoi nie np: rzecznik prasowy czy dyrektor generalny tego resortu, ale lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, salowe czy laboranci, których poziom wynagrodzeń jest od lat żenująco niski. Czy faktycznie tak powinno być, że urzędnicy choćby najlepsi, winni otrzymywać finansowe frukta w czasie pandemii? Czy może należałoby pieniądze jakie trafiły do ich rąk, przekazać na rzecz medyków? Czy może należałoby znaleźć dodatkowe źródło sfinansowania pilnych podwyżek dla ludzi narażających dla nas wszystkich, pisząc górnolotnie, życie? Bez wątpienia nowy minister zdrowia ma materiał do przemyślenia…

Jeszcze o pandemii…W minioną sobotę Mateo wraz z nowym ministrem zdrowia przemówili do ludu. Przedstawiali plany na przyszłość, dla porządku mroczną przyszłość. Ich wypowiedzi trochę się różniły od jeszcze niedawno głoszonych tez, że daliśmy radę i pandemia w odwrocie, a dzielni Polacy pogonili kota temu wirusowi, że poradziliśmy sobie najlepiej w Europie, co tam w Europie, na świecie. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę nie daliśmy rady, za wcześnie odtrąbiono zwycięstwo, bo rośnie liczba osób przebywających na kwarantannie, rośnie liczba zakażonych, rośnie liczba osób pod respiratorami. Placówki medyczne, to już informacje od służby zdrowia, są na granicy wydolności. Jedyną dobrą informacją przekazaną przez nowego ministra zdrowia w trakcie konferencji, jest tak naprawdę ta, że podpisano umowę na dostawy 80 tys. dawek Remdisiviru. Reszta, czyli optymistyczne informacje o zwiększeniu w szpitalach liczby respiratorów, kardiomonitorów, liczby łóżek covidowych, przy braku wykwalifikowanego personelu to tylko plasterek na ropiejącą ranę jaką jest stan naszej służby zdrowia.

Nie opuszcza mnie wrażenie, że jesteśmy jako kraj kompletnie nieprzygotowani na tzw. drugą falę pandemii. Docierające do opinii publicznej informacje o sznurach karetek oczekujących na przyjęcie przywożonych do szpitali pacjentów, o kończącym się leku Remdisivir, braku szczepionki na grypę czy braku kadry medycznej, są zderzane z prezentowanym w mediach hurraoptymizmem polityków Zjednoczonej Prawicy. Stanowisko rządzących brzmi szczególnie źle, gdy widz, słuchacz, czytelnik posłucha, przeczyta co mówią na temat pandemii specjaliści wirusolodzy czy epidemiolodzy. Obraz jaki przedstawiają specjaliści, nie politycy jest co najmniej dramatyczny. Więcej, jak się zdaje nie ma planu na nadchodzące tygodnie i miesiące, a minione półrocze zostało po prostu przez rząd zmarnowane. Planowane na wtorek spotkanie Mateo z przedstawicielami opozycji, w formie wideokonferencji, odnośnie pandemii wydaje się nieudolną próbą przerzucenia choćby części odpowiedzialności za nadciągającą klęskę na innych. Niestety, owo spotkanie nic konstruktywnego nie przyniosło, a mój bigosowy nos mówi, że czy nam się to podoba czy nie, stan wyjątkowy czy stan klęski żywiołowej nas nie minie, i to już niedługo.

Czarnek Przemysław to jeden z tych licznych pisowskich nadludzi, którzy zapytawszy, gdzie mogą się dajmy na to – wysiusiać, niezawodnie słyszy odpowiedź: „Pan? Wszędzie”. W takim też trybie poseł Czarnek, in spe minister nauki i edukacji, odbył odwiedziny w szpitalu u bliskiej osoby, odwiedziny które podludziom nie są dane. Bigos tygodniowy, tak po ludzku, rozumie potrzebę odwiedzin chorej babci przez posła Czarnka, natomiast niepomiernie zadziwiła go postawa służb medycznych, które pomimo stanu pandemii, wprowadzenia zakazów odwiedzin chorych w placówkach medycznych, w tym lubelskich, na taką wizytę wyraziły zgodę. I tak naprawdę, cała ta sytuacja mówi dużo nawet nie o pośle Przemku, kochającym wnuku, ale o zarządzających szpitalem, którzy prośbom Czarnka tak łatwo ulegli, pomimo że to właśnie oni byli odpowiedzialni za zdrowie pacjentów, którymi mieli się opiekować.

Prokuratura pod butem Ziobry odmówiła wznowienia postępowania w sprawie syna Jacka Kurskiego, który oskarżany jest o gwałt przez młodą kobietę. Odmówiła też wszczęcia postępowania w sprawie domniemanego sabotażu w oczyszczalni „Czajka”. Dużo wcześniej odmówiła postępowania w sprawie afery „wież Srebrnej”. Rzecz jednak nie w tym, że wszczęcia jakiegoś postępowania odmówiła, ale że powstaje nieodparte wrażenie, że odmawia w każdym przypadku, w którym inna decyzja weszłaby w kolizję z wolą władzy PiS.

12 października 2020 r. w tzw. Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego na posiedzeniu niejawnym był rozpoznawany wniosek Prokuratury Krajowej w przedmiocie podjęcia uchwały zezwalającej na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego B.M. Jak wynika z ogólnodostępnych informacji, prokurator planuje postawić B.M. zarzuty przyjęcia łapówki w postaci telefonu za wydanie korzystnego wyroku i zawarcie fikcyjnej umowy na wykonanie ekspertyzy dla krakowskiego Sądu Apelacyjnego. Ów sędzia B.M. to Beata Morawiec Sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, Prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”, publicznie i krytycznie oceniająca dotychczasowe „reformy” wymiaru sprawiedliwości, która zupełnie niedawno wygrała (nieprawomocnie) cywilny proces z Ministrem Sprawiedliwości Z.Z. Zarówno przed Sądem Okręgowym w Krakowie, jak i przed Sądem Najwyższym w Warszawie zebrali się sędziowie, przedstawiciele innych zawodów prawniczych, zwykli ludzie, którzy wyrazili solidarność z SSO Beatą Morawiec i protest przeciwko postępowaniu przed tzw. Izbą Dyscyplinarną. Bigos tygodniowy zauważył, że od kilku dni w TVPiS są omawiane „dowody”, jakie zostały w sprawie zgromadzone, obficie są cytowane „zeznania świadków”. Zastanawiające, o ile faktycznie „zeznania” pochodzą z akt, skąd i w jakim trybie znalazły się w dyspozycji mediów? Jak to się ma do kardynalnej zasady procesów w Polsce – zasady domniemania niewinności? Na jakiej podstawie dziennikarze, komentatorzy TVPPiS faktycznie już osądzają SSO Beatę Morawiec? Jeżeli te dowody okażą się nieprawdziwe, kto i w jakim trybie zadośćuczyni SSO B. Morawiec? Jak PT Czytelnicy myślą?

Bigos tygodniowy

Jak tu przyrządzać kolejny bigos, skoro od zeszłego czwartku w polityce trwa takie bigosowanie, że to, co jako tako ogarniemy przed południem, diametralnie zmienia się przed wieczorem, a następnego ranka budzimy się w jeszcze nowszej rzeczywistości? Ustawa o prawach zwierząt została uchwalona przez Sejm głosami większości PiS, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy i teraz pójdzie do Senatu, ale jest ona tylko wycinkiem, elementem dużo bardziej skomplikowanej konstrukcji, bardzo trudnej do bieżącego rozpoznania. Mimo tego spróbujmy kilka spraw – na ile to możliwe – poznawczo uporządkować, choć tak naprawdę przede wszystkim wokół nich pospekulować. W szczerość pozytywnych, serdecznych intencji Jarosława Kaczyńskiego w stosunku do zwierząt wypada wierzyć, bo są one powszechnie znane z dawien dawna. Nie eliminuje to jednak przypuszczenia, że uznał on, iż projekt ustawy o prawach zwierząt można wykorzystać także, w pakiecie, dla celów politycznych, wewnątrzkoalicyjnych. Czy doszedł do tego wniosku spontanicznie, czy było to efektem wcześniejszych przygotowań – tego nie sposób sprawdzić. Nie ma to jednak zasadniczego znaczenia, bo sprawny polityczny taktyk może i planować, i wykorzystywać nadarzające się niespodziewanie okazje. Jedna z możliwych hipotez może być taka, że Kaczyński miał już dosyć pychy i samowoli Ziobry, tego samego, który kiedyś już się zbuntował i którego mimo to, jako syna marnotrawnego, przyjął ponownie na swoje łono. Może Kaczyński uznał, że po raz drugi warcholstwa Ziobry nie zniesie i chce się pozbyć z rządu toksycznego, kłopotliwego partnera? Przy okazji, na progu nowego sezonu politycznego, nadarzyła mu się okazja do przeprowadzenia praktycznego testu na spoistość koalicji z Ziobrem i Gowinem, okazja do uporządkowania przedpola, by uniknąć kłopotów w przyszłości, pozbycia się nielojalnych i wszelkiej potencjalnej „piątej kolumny”, tych co trzeba wyrzucić, tych co trzeba ze sobą związać. Dotyczyłoby to oczywiście także Gowina, który zbuntował się w maju w sprawie wyborów. Nie sądzę, by sprzeczna z zasadą prawdopodobieństwa była też hipnoza, że Kaczyński wziął pod uwagę wariant samodzielnego pójścia PiS do przedterminowych wyborów, bez wzięcia na listy gowinowców i ziobrystów, by się ich przy okazji raz na zawsze pozbyć, jako że mają nikłe szanse na samodzielne wejście do parlamentu. W nowej konstelacji politycznej, po wyborach prezydenckich, jest to ryzykowne i mogłoby się skończyć utratą władzy, ale i to może Kaczyński zwekslować na swoją korzyść. Jak to możliwe? Ano tak, że nadciąga ciężki kryzys gospodarczy i rząd PiS musiałby się z nim skonfrontować przy słabym prawdopodobieństwie sprostaniu mu. Nie miałby już w ręku swojego najważniejszego atutu – świadczeń do rozdawania, ale to i tak byłby chyba najmniejszy z nadciągających problemów. W takiej sytuacji oddanie władzy rządowi wyłonionemu z opozycji byłoby pozbyciem się parzącego dłoń kartofla i przekazanie go rywalom. Bo o ile PiS, wspomagane przez koniunkturę gospodarczą, rządziło przez pięć lat w warunkach komfortowych i ze swoim prezydentem w gotowości z długopisem w dłoni, o tyle rząd niepisowski stanąłby na wejściu oko w oko z kryzysem, silną opozycją PiS i reszty prawicy (nawet gdyby do parlamentu nie weszli gowinowcy i ziobryści, to raczej wejdą i to wzmocnieni, konfederaci) oraz nieprzychylnym prezydentem, który w nowej sytuacji będzie odrzucał ustawę po ustawie i faktycznie zablokuje zarówno rządzenie bieżące jak i próby robienia porządków po rządach PiS. W tych spekulacjach nie można też nie uwzględnić projektu tzw. ustawy bezkarnościowej, która powszechnie sytuowana jest w polu ostrego konfliktu między Ziobrą a Morawieckim. Opór Ziobry przeciw niej interpretowany jest jako chęć zatopienia rywala, który ma na koncie delikty prawne wytknięte mu w niedawnym wyroku WSA. W tej sytuacji Kaczyński, który wspiera Matousza i chyba widzi w nim sukcesora w roli szefa obozu politycznego, ma dwa wyjścia – albo przeforsować ustawę bezkarnościową, albo pozbyć się Ziobra. To tyle póki co spekulacji, które i tak są bardzo utrudnione przez skomplikowanie materii i liczbę mogących odgrywać rolę czynników. Trudno zbudować z nich jakiś spójny obraz, zgrabnie dopasować liczne elementy tej układanki i cokolwiek uznać tu za pewnik. Wydaje się jednak, że w perspektywie przyszłości, tak potężne zawirowania w łonie tzw. Zjednoczonej Prawicy raczej nie sprzyjają jej wzmocnieniu, lecz przeciwnie. I że jest ona raczej na drodze ku utracie władzy (choć to droga jeszcze raczej długa) niż na drodze do jej utrwalenia. I że raczej są sygnałem, nierychłego co prawda, ale jednak zmierzchu hegemonii szeroko rozumianej prawicy na polskiej scenie politycznej. Jej toczona z uporem i intensywnością, wydawałoby się, godnym lepszej sprawy, z tzw. ideologią LGBT i rewolucją kulturową jest być może w mniejszym stopniu próbą umacniania obecnie sprawowanej władzy, a w stopniu większym pierwszym etapem pozycjonowania się w roli przyszłej opozycji.


Francja w uznaniu zasług i zaangażowania na rzecz wolności i praw człowieka przyznała Adamowi Bodnarowi byłemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich Order Legii Honorowej. W dniu 17 września 2020r. insygnia odznaczenia wręczył Adamowi Bodnarowi ambasador Frederic Billet. Bigos tygodniowy serdecznie gratuluje Adamowi Bodnarowi, mając świadomość, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.


W minionym tygodniu Parlament Europejski przyjął Rezolucję w sprawie praworządności w Polsce. Rezolucja zawiera 60 uwag odnośnie przestrzegania, a właściwie nieprzestrzegania zasad państwa prawa i apel o powiązanie ich przestrzegania z mechanizmem przyznawania środków unijnych. Teraz chodzi o to, żeby Europa zaczęła wprowadzać swoje zapowiedzi w życie.


Nad i tak ograniczone prawa kobiet w Polsce po raz kolejny nadciągają czarne chmury. Na 22 października 2020r. na godzinę 11.00 wyznaczone zostało posiedzenie tzw. Trybunału Konstytucyjnego, który – mówiąc najkrócej i najprościej – zdecyduje, czy aborcja tzw. eugeniczna jest zgodna z konstytucją. Jeśli orzeknie, że nie, zezwalający na nią przepis zostanie automatycznie wykreślony z ustawy antyborcyjnej. Do tej pory wniosek posłów PiS był trzymany w TK jak zamrażarce, jak wieść głosiła, na życzenie Prezesa. Czyżby zmienił zdanie i przychylił się do planu radykalnego zaostrzenia prawa do aborcji? W każdym razie za miesiąc dojdzie zapewne do nowej fali masowych, Czarnych Protestów, jak te z października 2016 roku. Już pojawił się w internecie plakat Strajku Kobiet w tej sprawie. Wydaje się jednak, że z różnych powodów zagrożenie dla praw kobiet jest tym razem groźniejsze niż cztery lata temu.


Byle pretekst posłużył władzy, aby nasłać o 6:30 rano CBA na dom sędziego Beaty Morawiec. Wiadomo – naraziła się Ziobru i jest jedną z najbardziej znanych twarzy walki o praworządność.