W końcu zaczęli się ścigać

W poniedziałek rozegrano przełożony z piątku z powodu złych warunków atmosferycznych mecz Włókniarza Częstochowa z GKM Grudziądz, wygrany przez gospodarzy 53:37. Wcześniej odbyły się trzy pozostałe spotkania żużlowej PGE Ekstraligi, w których Sparta Wrocław pokonała u siebie Motor Lublin 55:35, beniaminek ligi ROW Rybnik przegrał z Falubazem Zielona Góra 36:53, a aktualny mistrz Polski Unia Leszno zwyciężyła na wyjeździe Stal Gorzów 49:41. Liderem po pierwszej kolejce jest ekipa Sparty Wrocław.

W miniony piątek z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym przez pandemię koronawirusa zainaugurowano nowy sezon w naszej żużlowej ekstraklasie. Pecha mieli organizatorzy meczu we Częstochowie, którym figla spłatała pogoda. Intensywne opady deszczu zamieniły tor na stadionie Włókniarza w grząskie bajoro. Wprawdzie służby techniczne zdołały doprowadzić go do stanu używalności i nawet po godzinie 21:00 udało przeprowadzić się na nim jazdy testowe, ale zawodnicy obu drużyn po gorących dyskusjach odmówili startu w takich warunkach. Sędzia zawodów Paweł Słupski wprawdzie uważał, że takiej nawierzchni można się bezpiecznie ścigać, lecz ostatecznie uznał racje żużlowców i przełożył mecz na poniedziałek. Wszystkie mecze pierwszej kolejki odbyły się bez udziały publiczności, dlatego decyzja o przełożeniu spotkania w Częstochowie nie wywołała większych problemów organizacyjnych. To się jednak zmieni już od następnej kolejki, bo zgodnie z rządowym rozporządzeniem od 19 czerwca także na mecze żużlowej ligi będą wpuszczani kibice, choć na razie w limitowanej liczbie 25 procent pojemności trybun.
Drugie podejście do meczu w Częstochowie zakończyło się pomyślnie. Tor był równy i znakomicie przygotowany, co zgodnie chwalili żużlowcy obu drużyn, ale zdecydowanie lepiej radzili sbie na nim zawodnicy gospodarzy. W ich ekipie pierwsze skrzypce grał zdobywca 12 punktów Duńczyk Leo Madsen, niewiele gorsi byli Szwed Fredrik Lindgren i Australijczyk Jason Doyle. Pozostali zawodnicy (Paweł Przedpełski, Rune Holta, Mateusz Świdnicki i Jakub Miśkowiak) także punktowali na przyzwoitym poziomie, więc cała drużyna zapracowała solidnie na 53 zdobyte punkty.
Rywale nie mieli tak wyrównanego składu, dlatego wywalczyli tylko 37 punktów, z czego niemal połowa, bo 18, było autorstwa Artioma Łaguty. Rosyjski żużlowiec uchronił zespół GKM Grudziądz od kompromitacji wygrywając wszystkie biegi, w których startował. Dla porównania – także startujący w sześciu wyścigach Duńczyk Nicki Pedersen zdobył tylko osiem punktów. Nie popisał się też jego rodak Kenneth Bjerre, który wywalczył jedynie trzy „oczka”, słabo pojechali też polscy zawodnicy – Krzysztof Buczkowski (4 pkt), Przemysław Pawlicki (2), Marcin Turowski (2) i Damian Lotarski.
Łaguta okazał się najlepszym zawodnikiem w całej 1. kolejce PGE Ekstraligi i objął prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych jeźdźców ze średnią punktową 3,00. Drugą lokatę w tym zestawieniu zajął lider Unii Leszno Piotr Pawlicki (średnia 2,80), który poprowadził swój zespół do zwycięstwa w wyjazdowej potyczce ze Stalą Gorzów. Pawlicki przyćmił w tym meczu nawet gwiazdę ekipy gospodarzy Bartosza Zmarzlika. Aktualny mistrz świata nie miał najlepszego dnia i zdobył jedynie 10 punktów, chociaż brał udział w siedmiu biegach. Pawlicki wywalczył 14 „oczek” w pięciu startach, kolejne 12 dorzucił Rosjanin Emil Sajfutdinow, punktowali też Dominik Kubera (7), Janusz Kołodziej (6), Australijczyk Brady Kurtz (5), Szymon Szlauderbach (3) i Bartosz Smektała (20.
W gorzowskiej ekipie oprócz Zmarzlika punkty zdobywali też Duńczyk Anders Thomsen (10), Krzysztof Kasprzak (9), Szymon Woźniak (8) i Rafał Karczmarz (40), nie popisał się natomiast Duńczyk Niels Kristian Iversen, który nie wywalczył nawet jednego punktu.
Tak więc zespół Unii Leszno po pięciu latach przełamał wreszcie serię bolesnych porażek ponoszonych na stadionie im. Edwarda Jancarza w Gorzowie i wygrał 49:41, co z pewnością stawia „Byki” w roli faworyta tegorocznego sezonu. Przeszkodzić tej ekipie w obronie mistrzowskiego tytułu będzie piekielnie trudno. Po pierwszej serii spotkań można wnosić, że najpoważniejszymi rywalami Unii będą drużyny Sparty Wrocław, Falubazu Zielona Góra i wspomnianego już wyżej Włókniarza Częstochowa.
Wrocławianie zaczęli od wysokiej wygranej z Motorem Lublin, który po zakontraktowaniu Jarosława Hampela zgłaszał aspiracje do walki o miejsce w ścisłej czołówce. Sparta na swoim torze sprowadziła jednak lublinian na ziemię zwyciężając różnicą aż 20 punktów (55:35). Miejsce w szyku ekipie beniaminka, ROW Rybnik, pokazali też żużlowcy Falubazu Zielona Góra, wygrywając na ich torze 53:36. Siłą zielonogórskiej ekipy jest wyrównany skład. W spotkaniu z ROW Rybnik wszyscy jej zawodnicy solidnie punktowali: Michael Jepsen Jensen (10), Piotr Protasiewicz (10), Patryk Dudek (9), Norbert Krakowiak (8), Antonio Lindbaeck (6), Mateusz Tonder (5), Martin Vaculik (5).
Liderem po pierwszej kolejce jest Sparta, przez Falubazem i Włókniarzem. Ta kolejność jednak już po następnym ligowym weekendzie może ulec zmianie.
Zestaw par 2. kolejki PGE Ekstraligi:
GKM Grudziądz – ROW Rybnik, 19 czerwca, godz. 18:00;
Unia Leszno – Sparta Wrocław, 19 czerwca, godz. 20:30;
Motor Lublin – Stal Gorzów, niedziela, 16:30;
Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa, niedziela, godz. 19:15.

Dla nich 25 procent widowni to za mało

Żużlowa PGE Ekstraliga wystartuje 12 czerwca, ale jeszcze bez kibiców na trybunach. Jednak już w zaplanowanej na 19 czerwca drugiej kolejce będzie liga dostała zgodę na sprzedaż wejściówek na 1/4 miejsc.

Dla klubów naszej żużlowej ekstraklasy ograniczenie liczby widzów na trybunach to kolejne wyzwanie organizacyjne, może nawet trudniejsze niż rozgrywanie meczów przy pustych trybunach. Dochodzi bowiem konieczność dokonywania wyborów przy sprzedaży biletów, co oznacza, że większość fanów odejdzie od kas z kwitkiem i przez to może się zrazić do klubu.
Wyliczając 25 procent pojemności stadionów PGE Ekstraligi ze średnią frekwencją w minionym sezonie, sytuacja w poszczególnych klubach rysuje się następująco: Unia Leszno – średnia frekwencja 11 196 widzów, 25 procent pojemności stadionu to 4175 wejściówek; Sparta Wrocław – średnia frekwencja to 12 833 widzów, a limitowana liczba to 3250 wejściówek; Włókniarz Częstochowa – średnia frekwencja to 13 833 widzów, a limitowana liczba wejściówek 4213; Falubaz Zielona Góra – średnia frekwencja 12 222 widzów, a limitowana liczba wejściówek to 3500; Stal Gorzów – średnia frekwencja 9812, limitowana liczba wejściówek 4256; GKM Grudziądz – średnia frekwencja 6857 widzów, limitowana liczba wejściówek 2000; Motor Lublin – średnia frekwencja 9812, a limitowana liczba wejściówek 2450; ROW Rybnik – średnia frekwencja 9625 widzów, a limitowana liczba wejściówek 2576.
Z tego zestawienia wynika, że w najlepszej sytuacji będą fani Stali Gorzów, bo przy 25-procentowym limicie widzów i tak na trybunach będzie mogła zasiąść połowa kibiców regularnie bywających na stadionie w poprzednich rozgrywkach. Nie wiadomo jeszcze jak kluby będą chciały zaspokoić oczekiwania posiadaczy karnetów.
Większość kibiców zdążyła już się ich zrzec, oddać do klubu lub przełożyć na kolejny sezon. Nagle okazało się jednak, że mogą one odzyskać swoją wartość już w czerwcu. Część klubów oferowała posiadaczom karnetów pierwszeństwo w zakupie biletów, gdyby kibice mogli wrócić na trybuny. Tam, gdzie liczba sprzedanych karnetów nie przekracza 25 procent pojemności stadionu, wydaje się to świetnym rozwiązaniem. Ale nie w Lublinie, bo tam żaden z kibiców Motoru nie zdecydował się na dokonanie zwrotu karnetu, a niemal wszyscy przepisali je na kolejny sezon. Przy takim zainteresowaniu i poziomie lojalności o chętnych na nabycie wyznaczonej puli 2456 biletów lubelski klub nie musi się martwić.
Nie jest jednak pod tym względem żadnym wyjątkiem. W PGE Ekstralidze żaden zespół nie musi obawiać się spadku zainteresowania ze strony swoich fanów. To rodzi natomiast zgoła inny poważny problem związany z narzuconym limitem miejsc na trybunach, bo nikt nie wie jak zachowają się kibice, którzy wejściówek nie dostaną, ale i tak w porze meczu wybiorą się pod stadiony.

PZPN przerwał wojnę Hutnika z Motorem

Prowadzący rozgrywki w grupie 4. III ligi Lubelski Związek Piłki Nożnej arbitralnie postanowił przyznać awans do wyższej ligi zajmującemu drugą lokatę Motorowi Lublin. Operację przeprowadzono kosztem lidera grupy, Hutnika Kraków, co wywołało histeryczną reakcję w krakowskim klubie oraz Małopolskim ZPN. Zanim jednak zrobiła się z tego większa afera, awanturę zdusił w zarodku prezes PZPN Zbigniew Boniek. Na jego polecenie Komisja ds. nagłych PZPN postanowiła przyznać też awans Hutnikowi. To oznacza, że w nowym sezonie w II lidze zagra 19 zespołów.

Sprawa krzywdzącego dla Hutnika werdyktu zbulwersowała futbolowe środowisko, chociaż już na pierwszy rzut oka było widać, że nie jest jednoznacznie krzywdząca dla krakowskiego klubu. Przypomnijmy: w monecie zawieszenia rozgrywek w 4. grupie III ligi, co nastąpiło w marcu po rozegranej 7 i 8 marca 19. kolejce, liderem był Hutnik Kraków, a Motor zajmował drugą lokatę. Oba zespoły miały tyle samo punktów (po 36), ale wedle zapisów regulaminu rozgrywek, w takiej sytuacji o kolejności przesądzał bilans bezpośrednich spotkań, a w drugiej kolejności bilans bramkowy. W pierwszym przypadku górą był Hutnik, bowiem w jedynym spotkaniu rozegranym z Motorem wygrał na swoim boisku 1:0. Rewanżu na terenie lubelskiego zespołu już nie zdążono rozegrać, zatem ten przepis regulaminu był z kolei krzywdzący dla drużyny Motoru.

Liga czterech województw

W grupie 4. III ligi rywalizują zespoły z czterech województw, więc rozgrywki prowadzone są rotacyjnie przez działające na ich terenie Małopolski ZPN, Świętokrzyski ZPN, Podkarpacki ZPN oraz Lubelski ZPN, któremu właśnie w tym sezonie przypadła rola administratora. Po ogłoszeniu decyzji o niewznawianiu przerwanych z powodu pandemii koronawirusa zmagań w niższych ligach, władze PZPN pozostawiły lubelskim działaczom decyzję o wytypowaniu zespołu, któremu przypadnie awans do II ligi (to trzeci poziom rozgrywek w naszym kraju).
Zanim nad sprawą pochylili się działacze Lubelskiego ZPN, swoje racje wygłosili prezesi obu zainteresowanych klubów. Paweł Majka (Motor): „Owszem, Hutnik jest liderem po 18 kolejkach, ale to nie jest ostateczna tabela. Przecież drugi mecz miał być grany u nas, a my mamy mocniejszy zespół. Ale to sprawa drugorzędna, bo skoro nie ma rozegranych dwóch spotkań, to nie mogą decydować mecze bezpośrednie, tylko bilans bramkowy. A my mamy lepszy”.
Prezes Hutnika, Artur Trębacz, miał rzecz jasna zdanie odmienne: „Dla nas sytuacja jest jasna. W tabeli, którą opublikował Lubelski Związek Piłki Nożnej, to my jesteśmy liderem. Mamy opinię czterech niezależnych kancelarii prawnych i one nie zostawiają pola do interpretacji. Liderem jesteśmy my i to my powinniśmy awansować”.
Nie ulega wątpliwości, że rację miały obie strony, ale pewnie gdyby administratorem rozgrywek w tym sezonie były Podkarpacki ZPN lub Świętokrzyski ZPN, w tej sytuacji prawdopodobnie ich działacze trzymaliby się litery prawa i decyzję podjęli w duchu ustalonego regulaminu.


W Lublinie potrzebowali awansu

Arena Lublin to nowoczesny stadion na 15 tysięcy widzów, zbudowany w latach 2012-2014 od podstaw za pieniądze z budżetu miasta, z którego wysupłano na ten cel 160 mln złotych. To jest obiekt na poziomie ekstraklasy, z której Motor po raz ostatni i jak na razie bezpowrotnie spadł w 1992 roku. Jego powstanie było wyrazem aspiracji lubinian do odzyskania miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z planów budowy silnej drużyny sześć lat temu nic jednak nie wyszło, bo deklarujący wstępnie chęć zainwestowania w klub biznesmeni, wśród których był nawet jeden z naszych największych rekinów giełdowych Zbigniew Jakubas, ostatecznie zrejterowali. Teraz jednak znowu pojawiły się plotki, że Jakubas rozważa samodzielne przejęcie Motoru. Jeśli jest w nich coś na rzeczy, to decyzja działaczy Lubelskiego ZPN nabiera innego sensu.
Pomagając w awansie najpopularniejszemu klubowi w regionie być może chcieli w ten sposób zachęcić potężnego inwestora do podjęcia ostatecznej decyzji. Ale to z pewnością nie jedyny powód. Mówi sie, że prezes Lubelskiego ZPN Zbigniew Bartnik, który ponownie kandyduje na to stanowisko, jest byłym trenerem i działaczem Motoru, więc miał podwójny interes w przeforsowaniu korzystnej dla tego klubu uchwały. Gdyby zadziałał na niekorzyść Motoru, na reelekcję nie miałby większych szans.
Decyzja o przyznaniu awansu Motorowi wywołała rzecz jasna gigantyczne niezadowolenie w Małopolskim ZPN, którego prezes, Ryszard Niemiec, sam kiedyś w niewiele mniej kontrowersyjny sposób wspierający w walce o awans Cracovię, z miejsca zagroził konsekwencjami prawnymi. Pozwami sądowymi postraszył też oczywiście prezes Hutnika, zapowiadało się zatem na karczemną awanturę, jakiej już dawno w polskim futbolu nie było.

Boniek wkracza do akcji

Dla najważniejszego obecnie człowieka w PZPN, czyli prezesa Bońka, takie trudne sprawy to kaszka z mleczkiem. Na jego wniosek Komisja d. Spraw Nagłych błyskawicznie zawyrokowała, że awans należy przyznać też Hutnikowi, nie bacząc na fakt, że ta decyzja spowoduje potężny bałagan w nowym sezonie, bo w II lidze będzie musiało grać 19 zespołów. Ale za rok spadnie pięć drużyn i sytuacja wróci do normy, czyli liga ponownie będzie 18-zespołowa.
Prezes krakowskiego klubu w jednej z publicznych wypowiedzi przyznał, że tę dobrą wiadomość jako pierwszy obwieścił mu Marek Koźmiński, obecnie wiceprezes PZPN ds. szkolenia oraz prawa ręka Bońka, ale także jak na razie jedyny kandydat w wyborach na nowego prezesa związku, który oficjalnie chęć kandydowania ogłosił. Być może niepotrzebnie, bo wybory decyzją ministerstwa sportu można legalnie przesunąć o rok, a być może przez ten czas dojdzie do zmiany przepisu o dwukadencyjności i Boniek nie będzie musiał oddawać tej posady, do której już mocno się przywiązał.
Tak czy owak ten duet gra teraz w PZPN pierwsze skrzypce i może załatwić praktycznie każdą sprawę, a co dopiero jakiś nieistotny spór na czwartym poziomie ligowych rozgrywek, bo tak sytuuje się obecnie III liga. I pewnie na tę równie arbitralną jak Lubelskiego ZPN decyzję nie miał wpływu fakt, iż Koźmiński jest wychowankiem Hutnika. W nim zaczynał w 1980 roku jako trampkarz, w jego barwach grał w ekstraklasie w latach 1989-1992 i stąd wyruszył do włoskiej Serie A, gdzie zrobił przyzwoitą karierę jako piłkarza Udinese, Bresci i Ancony.

Ekstraliga zacznie nowy sezon w kwietniu

Inauguracyjna kolejka żużlowej PGE Ekstraligi odbędzie się 3 i 5 kwietnia 2020 roku. Drużynowego mistrza Polski poznamy 27 września. Tytułu bronić będzie Unia Leszno. Podobnie jak w tegorocznym sezonie wszystkie 64 mecze ligowe będą transmitowane na antenach Eleven Sports (piątki) oraz nSport+ (niedziele).

Pierwsze mecze nowego sezonu zostaną rozegrane w piątek 3 kwietnia. Tego dnia Sparta Wrocław podejmie na swoim torze Motor Lublin, a Włókniarz Częstochowa zmierzy się u siebie z GKM Grudziądz. W niedzielnych spotkaniach aktualny mistrz Polski Unia Leszno będzie walczyć o punkty w Gorzowie z tamtejszą Stalą, natomiast beniaminek ROW Rybnik podejmie u siebie Stelmet Falubaz Zielona Góra.

Ta potyczka nie jest jednak jeszcze całkowicie pewna, bo w rybnickim klubie nie dzieje się w ostatnich dniach najlepiej z powodu sporu o pieniądze z urzędem miasta. W przypadku najbardziej niekorzystnego obrotu sytuacji ekipa ROW Rybnik może stracić licencję na występy w PGE Ekstralidze, a na jego miejsce wejdzie inny zespół. Ogromna ochotę na to ma Apator Toruń, który wraz ze spadkiem z ekstraklasy stracił tytularnego sponsora (Get Well) i wrócił do dawnej nazwy.

Druga runda PGE Ekstraligi odbędzie się podczas Świąt Wielkanocnych i wówczas wyjątkowo dwa mecze zostaną rozegrane w sobotę 11 kwietnia (Unia Leszno – Sparta Wrocław oraz GKM Grudziądz – ROW Rybnik), a pozostałe 12 kwietnia w niedzielę (Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa oraz Motor Lublin – Stal Gorzów).

Część zasadnicza sezonu 2020 zakończy się 23 sierpnia, a runda finałowa będzie rozgrywana od 6 do 27 września. Na 19 lipca zaplanowano indywidualne międzynarodowe mistrzostwa PGE Ekstraligi, zaś tradycyjna Gala PGE Ekstraligi odbędzie się w Warszawie 5 października.

Przy układaniu terminarza żużlowej ekstraklasy trzeba było uwzględnić kilka kryteriów, jak obłożenie stadionów zawodami rangi FIM i FIM Europe, a także innymi wydarzeniami organizowanymi na obiektach klubów PGE Ekstraligi, naprzemienność meczów w dwóch pierwszych rundach, nie rozgrywanie więcej niż dwóch meczów przez jedną drużynę z rzędu u siebie lub na wyjeździe oraz nie rozgrywanie meczów derbowych w pierwszych czterech rundach. Bardzo ważnym elementem terminarza było uwzględnienie w nim dat rezerwowych (piątki/niedziele).

 

Przerwa wakacyjna żużlowców

Po 10. kolejkach żużlowcy Unii Leszno są już pewni awansu do fazy play off PGE Ekstraligi, a bliska tego celu są Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góra i GKM Grudziądz. Teraz liga ma wakacyjna przerwę do 26 lipca.

Broniąca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno nie doznała jeszcze w tym sezonie goryczy porażki i na cztery kolejki przed końcem fazy zasadniczej mając 22 punkty na koncie zapewniła już sobie udział w play off. W ostatniej przed wakacjami 10. kolejce ekipa „Byków” zdeklasowały piątego w tabeli Włókniarza Częstochowa, pokonując go na własnym torze 57:33. Dla częstochowian ta klęska była podwójnie bolesna, bo zajmujący czwarte miejsce GKM Grudziądz (13 pkt) uciekł im w tabeli na cztery „oczka”.

Zwycięstwo Sparty nad Stalą Gorzów (58:32) umocniło pozycję wrocławian w strefie medalowej, bo 17 pkt to już solidny dorobek. Gorzowianie z siedmioma puntami na koncie w tym sezonie raczej już nie powalczą o miejsce na podium. Honoru klubów z Ziemi Lubuskiej przyjdzie bronić zatem Falubazowi Zielona Góra, który po wygranej w Lublinie z Motorem (49:41) z 13 pkt w dorobku utrzymał trzecią lokatę. Outsiderem ligi jest zespół Get Well Toruń, zamykający tabelę z trzema „oczkami” i jednym tylko zwycięstwem.

Na czele klasyfikacji indywidualnej wciąż pozostaje kontuzjowany obecnie Tai Woffinden ze Sparty ze średnią biegową 2,459. Drugi jest Jason Doyle z Get Well (2,444), trzeci Bartosz Zmarzlik ze Stali (2,418),czwarty Leon Madsen (Włókniarz – 2,400), a piąty Martin Vaculik (Falubaz – 2,353 pkt).

PGE Ekstraliga ma teraz przerwę i żużlowcy wrócą na tory dopiero pod koniec lipca. Do końca rundy zasadniczej pozostały cztery kolejki. W 11. serii meczów 26 lipca Unia zmierzy się z Motorem, a Włókniarz z Get Well, zaś 28 lipca Sparta z GKM Grudziądz, a Falubaz ze Stalą.

 

Żużel: Na trybunach było tłoczno

Stęsknieni za żużlem kibice po zimowej przerwie tłumnie odwiedzili stadiony podczas inauguracyjnej kolejki PGE Ekstraligi. Cztery mecze obejrzało łącznie 55 812 widzów i była to najwyższa frekwencja w ostatnich latach. Pomysł rozgrywania dwóch spotkań w piątki i dwóch w niedzielę okazał się trafiony.

Oba piątkowe mecze, w Zielonej Górze (Falubaz – Get Well Toruń 53:37) i Częstochowie (Włókniarz – Stal Gorzów 47:43)), obejrzało na trybunach po 15 tysięcy kibiców. Ten znakomity wynik został poprawiony w niedzielę na stadionie w Lesznie, gdzie na potyczkę Unii ze Spartą Wrocław (50:40) wybrało się ponad 16 tysięcy fanów czarnego sportu. Najmniejszą widownię zgromadził mecz beniaminka żużlowej ekstraklasy Motoru Lublin z GKM Grudziądz (49:41), ale tylko dlatego, że lubelski stadion ma pojemność 9812 miejsc i tyle biletów tylko sprzedano. Chętnych na zakup wejściówek było jednak dwa razy więcej. W sumie wszystkie cztery spotkania 1. kolejki obejrzało z trybun 55 812 widzów. Dla porównania – w poprzednim sezonie inauguracyjna runda PGE Ekstraligi zgromadziła 38 974 widzów, a dwa lata temu 35 469.

Broniąca tytułu Unia Leszno już w pierwszy starcie potwierdziła przedsezonowe przewidywania, że także w obecnej edycji PGE Ekstraligi będzie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa. Działaczom leszczyńskiego klubu udało się utrzymać skład z poprzedniego sezonu i mecz ze Spartą potwierdził słuszność tej decyzji. Unia ma szansę na na historyczny wyczyn, bo jeśli wygra także obecną edycję ekstraligi, zostanie pierwszą drużyną, która w XXI wieku dokona tej sztuki trzy razy z rzędu. Ekipa „Byków” w niedziele pewnie pokonała Spartę Wrocław 50:40, ale wrocławianie stosunkowo niską porażkę zawdzięczają fenomenalnej jeździe trzykrotnego indywidualnego mistrza świata (2013, 2015 i 2018) Taia Woffindena. Brytyjczyk wygrał pięć wyścigów i zademonstrował formę, która każe widzieć w nim faworyta także w tegorocznym cyklu Grand Prix.

To zła wiadomość dla naszych żużlowców, którzy od lat dominują w rywalizacji drużynowej i regularnie plasują się na niższych stopniach podium, lecz ten najbardziej prestiżowy tytuł od triumfu Tomasza Golloba w 2010 roku wciąż znajduje się poza ich zasięgiem. Przez te osiem sezonów wywalczyli czterokrotnie tytuły wicemistrzów (Jarosław Hampel w 2013, Krzysztof Kasprzyk w 2014, Patryk Dudek w 2017 i Bartosz Zmarzlik w 2018) oraz dwukrotnie zajmowali trzecia lokatę (Hampel w 2011 i Zmarzlik w 2016). Wspomniany Tomasz Gollob, który wciąż nie odzyskał sprawności po wypadku na torze motocrossowym dwa lata temu, wrócił w tym sezonie do żużlowego świata w nowej roli komentatora stacji nC+. On to właśnie ocenił, że kwartet naszych żużlowców (Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek i Janusz Kołodziej) w tej edycji cyklu Grand Prix właśnie w Woffindenie powinien upatrywać najgroźniejszego konkurenta.

Co do rywalizacji w PGE Ekstralidze, to po pierwszej kolejce jest jeszcze za wcześnie na typowanie faworytów. Tym bardziej, że nigdzie porażki nie zostały puszczone płazem. Najbardziej radykalni w rozliczeniach okazali się szefowie GKM Grudziądz, którzy przegraną w Lublinie uznali za kompromitację i wezwali wszystkich zawodników „na dywanik”.

 

Żużel: Kto zatrzyma Unię Leszno?

W najbliższy weekend wystartują rozgrywki PGE Ekstraligi. Mistrzowskiego tytułu bronią żużlowcy Unii Leszno, a rywalizować będą z ekipami Falubazu Zielona Góra, Get Well Toruń, Włókniarza Częstochowa, Stali Gorzów, Unii Leszno, Sparty Wrocław, Motoru Lublin i GKM Grudziądz.

Nowością w nowym sezonie Ekstraligi będzie to, że dwa mecze będą rozgrywane w piątek, a dwa w niedzielę. Taki wymóg postawiły stacje telewizyjne. Po raz pierwszy kibice czarnego sportu będą mogli obejrzeć wszystkie 64 spotkania ligowe na ekranach telewizorów – w piątki mecze transmitowane będą przez stację Eleven Sports, zaś niedzielne wraz z wieczornym magazynem po ostatnim spotkaniu pokaże nSport+. Formuła rozgrywek nie została zmieniona i rywalizacja o tytuł drużynowego mistrza Polski osiem drużyn stoczy systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Później nastąpi runda play off, w ramach której odbędą się półfinały i finał. Ważną zmiana jest wprowadzenie obowiązku przeprowadzenia badania na obecność alkoholu i środków odurzających w organizmie zawodników. Będzie można je także przeprowadzić w stosunku do osób funkcyjnych.

Inauguracja w Zielonej Górze

Tegoroczny sezon ligowy zainauguruje piątkowe spotkanie Falubazu Zielona Góra z Get Well Toruń (początek godz. 18:00). Dwie godziny później na tor wyjadą żużlowcy Włókniarza Częstochowa i Stali Gorzów. W niedzielę natomiast zmierzą się ekipy Unii Leszno ze Spartą Wrocław i beniaminek Motor Lublin z GKM Grudziądz. Tytułu ponownie bronić będzie Unia Leszno. Mistrzowie Polski zimą nie dokonali żadnych zmian w składzie, więc z choćby z tego powodu są faworytami.

Korektę w składzie dokonali natomiast wielcy przegrani ubiegłorocznego finału. Z kadry Stali Gorzów ubyli Słowak Martin Vaculik, Szwed Linus Sundstroem oraz Grzegorz Walasek. W ich miejsce gorzowianie pozyskali Duńczyka Petera Kildemanda. Zmiany w składach zespołów dokonały też Sparta Wrocław, Włókniarza Częstochowa, Get Well Toruń i GKM Grudziądz. Jako wzmocnienie z pewnością należy uznać zatrudnienie w Grudziądzu Duńczyka Kennetha Bjerre i juniora Partyka Rolnickiego, którzy mają pomóc w wyczekiwanym od kilku sezonów awansie do najlepszej czwórki.

Najwięcej zamieszał w kadrze zespołu Stelmet Falubaz, z którego odeszli Grzegorz Zengota, Kacper Gomólski i Szewd Jacob Thorssell, zaś dołączyli Duńczyk Nicki Pedersen, Słowak Martin Vaculik i junior Norbert Krakowiak. Gdy dodamy do nich Patryka Dudka, Piotra Protasiewicza, Duńczyka Michaela Jepsena Jensena i Niemca Martina Smolińskiego, rysuje się skład zdolny powalczyć nawet o najwyższą lokatę w tabeli.

Beniaminek PGE Ekstraligi Speed Car Motor Lublin nie szalał na transferowym runku i kadrę oparł na zawodnikach, którzy wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, wśród których są Szwed Andreas Jonsson i Brytyjczyk Robert Lambert. Dodano im do towarzystwa Duńczyka Mikkela Michelsena, który świetnie punktował w 1.lidze oraz namówiono do startów w Lublinie pochodzącego z Zielonej Góry Grzegorza Zengotę. Składy zespołów wydają się wyrównane, co zapowiada ciekawy i emocjonujący sezon, na co bardzo liczą kibice Ekstraligi.

Kadry zespołów PGE Ekstraligi
Unia Leszno: Jarosław Hampel (rocznik 1982), Janusz Kołodziej (1984), Brady Kurtz (Australia, 1996), Jaimon Lidsey (Australia, 1999), Piotr Pawlicki (1994), Emil Sajfutdinow (Rosja, 1989); juniorzy – Dominik Kubera (1999), Wiktor Lis (1999), Tymoteusz Picz (2002), Kacper Pludra (2002), Krzysztof Sadurski (2003), Bartosz Smektała (1998), Szymon Szlauderbach (1999). Trener: Piotr Baron.

Stal Gorzów: Bartosz Zmarzlik (1995), Krzysztof Kasprzak (1984), Szymon Woźniak (1993)Adam Ellis (W. Brytania, 1996), Filip Hjelmland (Szwecja, 1998), Peter Kildemand (Dania, 1989), Erik Riss (Niemcy, 1995), Anders Thomsen (Dania, 1994); juniorzy – Mateusz Bartkowiak (2003), Hubert Czerniawski (2000), Bartosz Hassa (1998), Rafał Karczmarz (1999), Kamil Pytlewski (2003), Alan Szczotka (2001). Trener: Stanisław Chomski

Sparta Wrocław: Maciej Janowski (1991), Jakub Jamróg (1991), Tai Woffinden (W. Brytania, 1990), Max Fricke (Australia, 1996), Vaclav Milik (Czechy, 1993), Gleb Czugunow (Rosja, 1999); juniorzy – Maksym Drabik (1998), Wiktoria Garbowska (2001), Przemysław Liszka (2000), Patryk Wojdyło (1999). Trener: Dariusz Śledź

Włókniarz Częstochowa: Adrian Miedziński (1985), Paweł Przedpełski (1995), Bartosz Świącik (1997), Sebastian Ułamek (1975), Damian Dróżdż (1996), Fredrik Lindgren (Szwecja, 1985), Leon Madsen (Dania, 1988), Matej Zagar (Słowenia, 1983), Witalij Kowal (Ukraina, 2001); juniorzy – Michał Gruchalski (1998), Bartłomiej Kowalski (2002), Jakub Miśkowiak (2001), Monika Nietyksza (2001), Mateusz Świdnicki (2001). Trener: Marek Cieślak.

Get Well Toruń: Norbert Kościuch (1984), Kasper Andersen (Dania, 1998), Jason Doyle (Australia, 1985), Chris Holder (Australia, 1987), Jack Holder (Australia, 1996), Rune Holta (1973), Niels Kristian Iversen (Dania, 1982), Mathias Nielsen (Dania, 1999), Tim Soerensen (Dania, 2000); juniorzy: Maksymilian Bogdanowicz (1998), Justin Stolp (2001), Jakub Janik (2000), Filip Nizgorski (2002), Igor Kopeć-Sobczyński (1999), Aleks Rydlewski (2002). Trener: Jacek Frątczak.

GKM Grudziądz: Przemysław Pawlicki (1991), Krzysztof Buczkowski (1986), Kenneth Bjerre (Dania, 1984), Roman Lachbaum (Rosja, 1998), Antonio Lindbaeck (Szwecja, 1985), Artiom Łaguta (Rosja, 1990); juniorzy – Damian Lotarski (2001), Patryk Rolnicki (1998), Marcin Turowski (1999), Kamil Wieczorek (1998), Trener: Robert Kempiński
Falubaz Zielona Góra: Patryk Dudek (1992), Piotr Protasiewicz (1975), Sebastian Niedźwiedź (1997), Michael Jepsen Jensen (Dania, 1992), Nicki Pedersen (Dania, 1977), Martin Smolinski (Niemcy, 1984), Martin Vaculik (Słowacja, 1990); juniorzy – Nikodem Bartoch (2001), Damian Boduch (2000), Sebastian Helwig (2001), Norbert Krakowiak (1999), Jakub Osyczka (2000), Damian Pawliczak (1999), Wojciech Pilarski (1998), Mateusz Tonder (1999), Nile Tufft (2001). Trener: Adam Skórnicki

Motor Lublin: Grzegorz Zengota (1988), Paweł Miesiąc (1985), Dawid Lampart (1990), Andreas Jonsson (1980), Robert Lambert (W. Brytania, 1998), Mikkel Michelsen (Dania, 1994); juniorzy – Kacper Gosik (2002), Maciej Kuromonow (1998), Wiktor Lampart (2001), Wiktor Trofimow (1999). Trener: vacat.

 

Żużlowiec chciał jechać na bani?

Do sporego zamieszania doszło w Gnieźnie przed niedzielnym meczem I ligi miejscowego Startu z Motorem Lublin. Podczas badania alkomatem okazało się, że zawodnik gości, Oskar Bober, ma we krwi 0,6 promila alkoholu.

 

Sytuacja był trochę niecodzienna, bo alkomatem przebadano wszystkich zawodników obu drużyn, a jedynym „na bani” okazał się junior, Oskar Bober, który od alkoholu z racji wieku powinien trzymać się z daleka. Sprawność urządzenia potwierdziła miejscowa komenda policji zapewniając, że alkomat wykazał w organizmie młodego żużlowca 0,6 promila. W naszym tolerancyjnym w tych sprawach społeczeństwie taka niewielka w sumie ilość „procentów” we krwi to żadne przestępstwo, ale regulamin rozgrywek żużlowej ligi żadnej taryfy ulgowej w tym względzie nie przewiduje. Młody zawodnik Motoru został więc wykluczony z zawodów, a wyścigi, w których miał uczestniczyć, rozgrywane były w trzyosobowych obsadach.

Ekipa z Gniezna mimo tej przewagi wygrała jednak spotkanie minimalnie, 47:43, można zatem domniemywać, że gdyby Oskar Bober, należący do najlepiej punktujących młodzieżowców w I lidze, jednak w tym meczu wystąpił, to zapewne Start zwycięstwa by nie odniósł. Nasuwające się podejrzenia, że może ktoś młodego żużlowca paskudnie wrobił w tę aferkę, powinno rozwiać dochodzenie wszczęte dzień po meczu przez Główną Komisję Sportu Żużlowego. Sprawa nie jest bagatelna, bo zgodnie z regulaminem GKSŻ za uczestnictwo w zawodach pod wpływem alkoholu zawodnikowi grozi kara finansowa w wysokości 50 tys. złotych oraz zawieszenie od jednego miesiąca do nawet dwóch lat.

Szybkim wyjaśnieniem tej sprawy zainteresowany jest nie tylko Oskar Bober, lecz także jego klub. Motor zapewnił już sobie pierwsze miejsce w I lidze po fazie zasadniczej i ma zagwarantowany udział w play off o awans do ekstraklasy. Ponieważ jednak GKSŻ zawiesiła Bobera do czasu zakończenia śledztwa (ma na to maksymalnie dwa miesiące), lubelski klub ma teraz problem z obsadą młodzieżowców, bowiem niedawno kontuzji doznał inny junior Emil Peroń, a Kacper Gosik nie ma skończonych 16 lat i nie może startować w meczach ligowych, zaś Eryk Borczuch i Maciej Kuromonow zostali wypożyczeni do Orła Łódź. Z powodu zawieszenia Bobera zaplanowane na najbliższą niedzielę wyjazdowe spotkanie z Orłem Łódź lublinianie być może oddadzą walkowerem, bo może wystąpić problem z obowiązkowym wystawieniem w składzie czterech Polaków.

W tej chwili trener Motoru Dariusz Śledź ma do dyspozycji jedynie Dawida i Wiktora Lampartów oraz Pawła Miesiąca, albowiem kapitan drużyny Daniel Jeleniewski ma złamaną nogę i w tym sezonie już nie wystąpi. Zawieszenie Bobera komplikuje też udział Motoru w kolejnych rundach Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów, które od wtorku do czwartku mają się odbyć w Tarnowie i Lublinie.