Żużel: Mistrzostwo dla Sparty Wrocław

W pierwszym meczu finału PGE Ekstraligi Motor Lublin Zremisował u siebie ze Spartą Wrocław 45:45. W rewanżu wrocławianie wygrali 50:40 i po 15 latach przerwy zdobyli drużynowe mistrzostwo Polski. Brązowy medal wywalczyła Stal Gorzów, pokonując w obu meczach o 3. miejsce obrońcę tytułu Unię Leszno.

Fani żużla we Wrocławiu czekali na tę chwilę 15 lat. W minioną niedzielę zespół Sparty przypieczętował udany sezon i w drugim finałowym meczu PGE Ekstraligi pokonał Motor Lublin 50:40 i został nowym mistrzem Polski. W ostatnim triumfie wrocławskiego klubu, w 2006 roku, mistrzostwo było zasługą tercetu Jason Crump, Jarosław Hampel i Hans Andersen, w tegorocznym triumfie główne role odegrali Maciej Janowski, Artiom Łaguta i Tai Woffinden. Janowski na Stadionie Olimpijski zaprezentował się kibicom pięciokrotnie, zapisując przy swoim nazwisku dwanaście „oczek” z jednym bonusem. Jak sam przyznał, podczas zawodów był pod wrażeniem dobrej jazdy zawodników Motoru, którzy w każdym biegu walczyli do samego końca. „Motor postawił się nam mocno. Byliśmy przygotowani, że oba finałowe spotkania będą bardzo trudne. Wiedzieliśmy, że każdy punkt będzie na wagę złota. Ta końcówka była faktycznie lepsza w naszym wykonaniu, ale na początku Motor tak mocno napierał, że zerkałem jednym okiem w program, sprawdzając kto jedzie. Gratuluję Jarkowi Hampelowi i całej drużynie z Lublina. Kibicom dziękuję za świetny doping na obu stadionach. To był świetny finał, do niemal do końca emocjonujący i trzymający w napięciu” – przyznał w wypowiedzi dla stacji nSport+ kapitan wrocławskiej drużyny Maciej Janowski.
Dla trenera Sparty Dariusza Śledzia był to powrót na najwyższy stopień podium drużynowych mistrzostw Polski z wrocławską drużyną. To właśnie z zespołem z Dolnego Śląska zdobywał trzy mistrzowskie tytuły jako zawodnik (1993, 1994, 1995), a teraz powtórzył ten sukces w roli szkoleniowca (Sparta w sumie zdobyła pięć złotych medali drużynowych mistrzostw Polski). „To naprawdę cudowne uczucie i nie mam słów, aby je opisać. Mecz był bardzo stresujący, bo lublinianie twardo walczyli. Wynik 50:40, to mógłby on wskazywać na to, że było lekko, a to dopiero końcówka była nasza. Obie ekipy stworzyły piękne widowisko, kibice oglądali świetne wyścigi i co najważniejsze, emocje były do samego końca” – stwierdził trener Sparty. Faktycznie, gospodarze szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylili dopiero w wyścigach numer 12. i 13. – pierwszy wygrali 4:1, a drugi 5:1.
Lubelska drużyna ostatni medal mistrzostw Polski, także srebrny, zdobyła aż 30 lat temu. W zespole Motoru bardzo dobre zawody zaliczyli Mikkel Michelsen (13 pkt) oraz Dominik Kubera (10+2 pkt). W pięciu startach siedem „oczek” wywalczył Jarosław Hampel, który sezon 2021 w PGE Ekstralidze zakończył ze średnią biegową 1,636 pkt. „Mam nadzieję, że byliśmy godnym rywalem w tym meczu. Staraliśmy się od samego początku atakować i jechać o każdą pozycję. Sparta była jednak lepsza w końcówce i zasłużenie sięgnęła po złoto” – przyznał Hampel.
Brązowy krążek w sezonie 2021 wywalczyła ekipa Stali Gorzów, która wygrała z Unią Leszno oba mecze o 3. miejsce. Leszczynianie po raz pierwszy od 2016 roku nie stanęli na podium drużynowych mistrzostw Polski. Kolejne miejsca w PGE Ekstralidze zajęły drużyny Włókniarza Częstochowa, Apatora Toruń i GKM Grudziądz, a z ligi spadł Falubaz Zielona Góra. Zielonogórzanie jeździli w najwyższej klasie rozgrywkowej nieprzerwanie od 2007 roku, zdobywając w tym czasie m.in. trzy mistrzowskie tytuły. W przyszłym roku ich miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej zajmie albo Arged Malesa Ostrów Wlkp., albo Wilki Krosno. W tej chwili bliżej awansu są ostrowianie.
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników PGE Ekstraligi triumfował lider gorzowskiej Stali Bartosz Zmarzlik, który w 18 meczach uzyskał średnią biegową 2,650 pkt. Drugie miejsce w tym zestawieniu zajął Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 2,582 pkt, a trzecie jego kolega z zespołu Artiom Łaguta – 2,360 pkt. Kolejne miejsce w Top 10 klasyfikacji zajęli: 4. Jason Doyle (Unia Leszno) – 2,253 pkt; 5. Leon Madsen (Włókniarz Częstochowa) – 2,219 pkt; 6. Martin Vaculik (Stal Gorzów) – 2,209 pkt; 7. Mikkel Michelsen (Motor Lublin) – 2,087 pkt; 8. Tai Woffinden (Sparta Wrocław) – 2,085 pkt; 9. Robert Lambert (Apator Toruń) – 2,083 pkt; 10. Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra) – 2,077 pkt. W klasyfikacji najskuteczniejszych juniorów zwyciężył natomiast Jakub Miśkowiak z Włókniarza Częstochowa, który uzyskał średnią 1,965 pkt (w ogólnym zestawieniu dało mu to 13. miejsce). Drugi wśród żużlowej młodzieży był 2. Wiktor Lampart (Motor) – 1,809 pkt; a trzeci 3. Mateusz Świdnicki (Włókniarz) – 1,694 pkt.
Najlepiej zarabiającym żużlowcem PGE Ekstraligi w sezonie 2021 był Bartosz Zmarzlik. Dwukrotny mistrz świata (z szansą na trzeci z rzędu tytuł) dzięki kontraktowi ze Stalą Gorzów na poziomie miliona złotych za podpis oraz 8 tysiącami za zdobyty punkt zarobił w sumie nieco ponad 3 miliony. Zmarzlik zdobył w sumie 253 punkty i cztery bonusy, co daje łącznie 257 punktów za które otrzymał 2 056 000 złotych. To rekordowe osiągnięcie w historii żużlowej ekstraklasy. Ale to nie jedyne pieniądze jakie w tym sezonie zasila jego konto. Kolejny milion złotych zarobi z tytułu kontraktu reklamowego z Orlenem, do tego dojdą zarobki za występy w lidze szwedzkiej i w cyklu Grand Prix, co w sumie przyniesie mu w tym roku grubo ponad pięć milionów złotych. Zmarzlik niedawno przedłużył kontrakt ze Stalą i w przyszłym roku ma zarabiać 12 tysięcy za punkt. Za podpis pod kontraktem dostanie 1,5 miliona złotych. Jeśli powtórz w przyszłym roku osiągnięcia z tego sezonu, to tylko za jazdę w barwach gorzowskiego klubu skasuje ponad 4,5 mln złotych. Maciej Janowski i Artiom Łaguta, czyli zawodnicy numer 2 i 3 tego sezonu, zarobią po około 2 miliony złotych.

PGE Ekstraliga: Sparta i Motor powalczą o złoto

Nie doszło do niespodzianek w rewanżowych meczach półfinałowych PGE Ekstraligi. Sparta Wrocław u siebie po raz drugi pokonała Unię Leszno, a Motor Lublin na swoim torze ponownie okazał się lepszy od Stali Gorzów. Pierwsze starcia o medale odbędą się 19 września. Sparta powalczy z Motorem o złoto, a Unia ze Stalą o brąz.

Broniący mistrzowskiego tytułu żużlowcy Unii Leszno pierwszy mecz półfinałowy ze Spartą Wrocław przegrali u siebie 41:49 i tylko najwięksi optymiści spośród fanów tego zespołu jeszcze wierzyli, że w rewanżu na wrocławskim torze ich ulubieńcy zdołają odrobić straty i pozostaną w grze o złoty medal. Założona 7 maja 1938 roku Unia Leszno to najbardziej utytułowany z polskich klubów żużlowych, może się bowiem pochwalić aż 18 tytułami mistrza Polski. Zdobył ich de facto 19, ale w 1984 roku PZM odebrał leszczynianom tytuł za niesportowe zachowanie w meczu ostatniej kolejki ze Stalą Rzeszów, kiedy to przy stanie 41:25 dla Unii przegrali cztery ostatnie biegi stosunkiem 1-5, co dawało rzeszowianom bezcenny dla nich remis 45:45, zapewniający im 8. miejsce w lidze gwarantujące utrzymanie z klubowej elicie. Wyniki czterech ostatnich biegów zostały anulowane. Ale mimo tej plamy na wizerunku „Byki” są niekwestionowaną potęgą, zwłaszcza w „erze nowożytnej” żużlowej ligi, czyli od 2000 roku kiedy to powołano do życia Ekstraligę. Zespół z Leszna w tej formule rozgrywek po raz pierwszy triumfował w 2007 roku, potem w 2010, następnie w 2014 roku zdobył wicemistrzostwo, w następnym roku mistrzostwo, w 2016 roku miała miejsce jednosezonowa zapaść ( tylko siódme miejsce), po której „Byki” wróciły na tron i nie opuszczały go przez cztery lata z rzędu – od 2017 do 2020 roku. Przypominamy te fakty żeby podkreślić wagę wyczynu dokonanego w obecnych rozgrywkach przez żużlowców Sparty Wrocław, bo pokonując w półfinale PGE Ekstraligi Unię Leszno zakończyli złotą serię tego klubu.
W rewanżowej potyczce tych drużyn we Wrocławiu leszczynianie walczyli z determinacją, ale jedyne co zdołali osiągnąć, to lepszy wynik niż na własnym torze. U siebie na Stadionie im. Alfreda Smoczyka przegrali 41:49, a na Stadionie Olimpijskim 43:47, w dwumeczu zaś 84:96.
Czy Sparta jest w stanie wygrać także w finale? Na pewno ma po swojej stronie mocne atuty – świetnie jeżdżącego w tym sezonie Rosjanina Artioma Łagutę, aktualnego przecież lidera klasyfikacji generalnej Speedway Grand Prix i najhgroźniejszego konkurenta Bartosza Zmarzlika w rywalizacji o indywidualne mistrzostwo świata, Brytyjczyka Taia Woffindena, trzykrotnego indywidualnego mistrza świata oraz Macieja Janowskiego, który co prawda w SGP ostatnio nie błyszczy, lecz w ligowych zmaganiach, zwłaszcza na wrocławskim torze, nie zwykł przegrywać. On też w rewanżowym starciu z Unią była najlepiej punktującym zawodnikiem w swoim zespole, zdobywając 12 „oczek”. Woffinden i Łaguta dorzucili po 11, a resztę zdobyli Brytyjczyk Daniel Bowley (7), Michał Curzytek (3), Przemysław Liszka (2) i Rosjanin z polskim paszportem Gleb Czugunow (1). W zespole Unii najskuteczniejszy był zdobywca 17 punktów Australijczyk Jason Doyle, dziewięć dorzucił Piotr Pawlicki, tylko siedem Rosjanin Emil Sajfutdinow (ogłosił, że po tym sezonie odchodzi z Unii), tyle samo wywalczył Emil Ratajczyk, a ledwie dwa „oczka” Janusz Kołodziej i tylko jedno Australijczyk Jaimon Lidsey.
Tempo rozgrywania meczu było szybkie, bo na miastem wisiały deszczowe chmury i od siódmego biegu już na tor lały się strugi wody. Sędzia Michał Sasień pospieszał wszystkich, żeby dociągnąć chociaż do 12. biegu, bo zgodnie z regulaminem taka liczba wyścigów w razie przerwania zawodów z przyczyn pogodowych pozwala na uznanie meczu za rozegrany. Kluczowym momentem rywalizacji był bieg 11., w którym po starcie zapowiadało się na podwójne zwycięstwo gości. Gdyby je dowieźli do mety, mieliby jeszcze szanse na odwrócenie losów półfinału, ale Sajfutdinow nie utrzymał drugiej lokaty i po tym wyścigu było już jasne, że hegemonia „Byków” dobiegła końca.
W drugim półfinałowej batalii Motor Lublin na swoim torze bronił przewagi wywalczonej w pierwszym meczu w Gorzowie. Lublinianie także wygrali ze Stalą na jej terenie 49:41, zaś w rewanżu także powtórzyli wynik z wrocławskiego meczu zwyciężając 47:43. To największy sukces w historii lubelskiego klubu.
Ale gorzowianie, wicemistrzowie Polski z poprzedniego sezonu, mający w swoich szeregach dwukrotnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika (tradycyjnie był najskuteczniejszym zawodnikiem Stali i przegrał tylko jeden wyścig, z Duńczykiem Mikkelem Michelsenem), nie zamierzali się poddawać bez walki. Zaczęli zawody znakomicie od podwójnej wygranej 5-1. Potem ku sporemu zaskoczeniu młodzieżowa para Motoru stoczyła wyrównany bój z rówieśnikami ze Stali i Mateusz Cierniak dopiero tuż przed metą wyprzedził Wiktora Jasińskiego. Nie brakowało ostrej walki i zaskakujących rozstrzygnięć, co po meczu jeden z liderów Motoru, 22-letni Dominik Kubera tłumaczył zamieszaniem wywołanym przez opady deszczu. „Trochę się pogubiliśmy z ustawieniami” – przyznał przed kamerami TV.
Najbardziej dramatycznym momentem spotkania był groźnie wyglądający upadek innego z asów lubelskiej ekipy Rosjanina Grigorija Łaguty. Na szczęście skończyło się na strachu, choć Rosjanin został uznany za niezdolnego do jazdy i odesłany do szpitala na szczegółowe badania.
Po trzynastym wyścigu na trybunach stadionu w Lublinie i w parku maszyn ekipy Motoru zaczęła się fiesta, bo w tym momencie było już pewne, że gorzowianie już nie odwrócą losów meczu i to lublinianie po raz pierwszy w historii powalczą w wielkim finale PGE Ekstraligi. Faworytami nie będą, ale ekipa w składzie: Jarosław Hampel, Dominik Kubera, Mikkael Michelsen, Krzysztof Buczkowski, Wiktor Lampart, Mateusz Cierniak, Mark Karion i Grigorij Łaguta (jeśli będzie zdolny do jazdy) w tym sezonie już nie raz zaskakiwała rywali, więc trzeba przyjąć, że oba zespoły mają równe szanse na zdobycie mistrzostwa Polski. Pierwszy mecz zostanie rozegrany w niedzielę 19 września w Lublinie, rewanż tydzień później (26 września) we Wrocławiu. O brązowe medale tym razem powalczą dwie najlepsze drużyny poprzedniego sezonu, czyli Unia Leszno i Stal Gorzów.

W półfinale play off ekstraligi Górą Sparta i Motor

Żużlowcy Sparty Wrocław i Motoru Lublin wygrali na wyjazdach pierwsze mecze półfinałowe play off PGE Ekstraligi. Wrocławianie pokonali Unię Leszno 49:41, a lublinianie takim samym wynikiem Stal Gorzów. Rewanże 12 września.

Sparta i Motor to dwa najlepsze zespoły żużlowej ekstraligi po sezonie zasadniczym. Oba w tym sezonie przegrały meczu na własnym torze, więc po odniesieniu przez nie zwycięstw w spotkaniach wyjazdowych mało kto daje szanse ekipom Stali i Unii na odrobienie strat w rewanżach. W XXI wieku tylko siedmiokrotnie zdarzyło się, że pierwsze potyczki półfinałowe w play off w PGE Ekstralidze wygrywały drużyny przyjezdna. Rewanże w tamtych przypadkach były już tylko formalnością i wszystko wskazuje, że tak będzie i tym razem. A to oznacza, że Unia Leszno raczej nie obroni mistrzowskiego tytułu, a Stal wicemistrzostwa.
Gorzowianom w starciu z Motorem nie pomogła nawet kapitalna jazda dwukrotnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika, który w sześciu niedzielnych wyścigach ze swoim udziałem był niepokonany i sam wywalczył 18 punktów. Jego koledzy z zespołu nie dotrzymali mu jednak kroku i w starciach z lublinianami zwykle oglądali ich plecy. To była pierwsza wygrana Motoru na gorzowskim torze od 2003 roku (wtedy oba kluby rywalizowały na zapleczu ekstraligi). Na korzyść lubelskiego zespołu przemawia jeszcze to, że odkąd wrócił do żużlowej elity u siebie jeszcze ze Stalą nie przegrał, a trzech dotychczasowych meczach pozwalał jej ekipie na zdobycie 40, 37 i 43 punktów. Zmarzlik sam w pojedynkę rewanżu nie wygra, co pokazało już dobitnie pierwsze spotkanie w Gorzowie.
Podobnie wygląda sytuacja w drugiej parze półfinałowej. Broniąca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno w fazie zasadniczej sezonu zajęła dopiero czwartą lokatę, dlatego w play off trafiła na lidera rozgrywek Spartę. Niedzielny mecz w Lesznie od samego początku lepiej układał się dla wrocławskiej drużyny i w całym spotkaniu leszczynianie ani razu nie byli na prowadzeniu. W rewanżu nikt im nie daje szans, bo w sezonie zasadniczym przegrali oba mecze ze Spartą.

Zmiana lidera w żużlowej PGE Ekstralidze

Stal Gorzów zaczynała miniony weekend na pierwszym miejscu w PGE Ekstralidze, a skończyła go na trzecim. W niedzielę Bartosz Zmarzlik i spółka przegrali u siebie z Włókniarzem Częstochowa. Była to ich druga porażka z rzędu. Z potknięć gorzowian skwapliwie skorzystały ekipy Motoru Lublin i Sparty Wrocław i zepchnęły ich na najniższy stopień podium.

Ten weekend żużlowa ekstraliga poświęciła na odrobienie zaległości. W piątek odbyły się zaległe spotkania z piątej kolejki (Motor Lublin pokonał u siebie Apator Toruń 51:39, a Unia Leszno wygrała na wyjeździe z GKM Grudziądz także 51:39), zaś w niedzielę z czwartej (Stal Gorzów u siebie uległa Włókniarzowi Częstochowa 44:46, natomiast Sparta Wrocław pokonała u siebie Unię Leszno 47:43). Dzięki temu po sześciu rozegranych kolejkach wszystkie osiem zespołów ma komplet rozegranych meczów.
Liderem jest Motor Lublin z dorobkiem 9 punktów (4 zwycięstwa, 1 porażka i 1 remis). Na drugie miejsce awansowała z czwartego Sparta Wrocław (8 punktów, 4 zwycięstwa, 2 porażki), a po dwóch porażkach z rzędu (wcześniej w niedzielę 16 maja ulegała na wyjeździe Sparcie 38:52) na trzecie z pierwszego spadła ekipa Stali Gorzów (8 punktów, 4 zwycięstwa, 2 porażki). Regulamin rozgrywek PGE Ekstraligi stanowi, że w przypadku takiej samej liczby dużych punktów o kolejność drużyn decyduje tzw. mała tabela, w której uwzględniane są wyłącznie wyniki meczów między zainteresowanymi drużynami. Dlatego wyżej w ligowej tabeli Sparta jest wyżej od Stali. Na czwartej pozycji plasuje się obrońca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno (4 zwycięstwa, 2 porażki, ze Stalą i Spartą), na piątej Włókniarz Częstochowa (6 punktów, 3 zwycięstwa, 3 porażki), na szóstej Apator Toruń (4 punkty, 2 zwycięstwa, 4 porażki), a na siódmej GKM Grudziądz (3 punkty, 1 zwycięstwo, 1 remis i 4 porażki). Stawkę ośmiu drużyn zamyka sensacyjnie Falubaz Zielona Góra (2 punkty, 1 zwycięstwo, 5 porażek), ale na razie jest stanowczo za wcześnie żeby skazywać zielonogórzan na spadek do I ligi.
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi liderem nadal jest Bartosz Zmarzlik. Lider gorzowskiej Stali legitymuje się średnią biegową 2,656 i średnią punktową na mecz 13,67. Druga lokatę w tym zestawieniu zajmuje żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski (średnia biegowa 2,515, średnia punktów na mecz 12,67). Najniższy stopień podium zajmuje lider Unii Leszno Janusz Kołodziej (średnia biegowa 2,464, średnia punktów na mecz 10,17). Top 10 zestawienia po sześciu ligowych kolejkach uzupełniają: 4. Artiom Łaguta (2,382; 12,83), 5. Patryk Dudek (2,324; 12,83), 6. Emil Sajfutdinow (2,267; 10,33), 7. Martin Vaculik (2,267; 9,83), 8. Nicki Pedersen (2,152; 11,83), 9. Jack Holder (2,121; 10,67), 10. Jakub Miśkowiak (2,120; 8,33).
Następna, 7. kolejka PGE Ekstraligi odbędzie się w najbliższy weekend. W piątek 28 maja Włókniarz zmierzy się z GKM Grudziądz, a Stal z Apatorem, a w niedzielę Falubaz podejmie Spartę, a Motor Unię Leszno.

Żużel: Stal Gorzów rozbiła Unię w Lesznie

Od sensacyjnej porażki zaczęli nowy sezon broniący mistrzowskiego tytułu żużlowcy Unii Leszno. W 1. kolejce PGE Ekstraligi leszczynianie przegrali na własnym torze ze Stalą Gorzów 42:48.

Unia po raz ostatni przegrała na swoim stadionie w sierpniu 2017 roku, a ekipą, która ich wtedy pokonała, była Stal Gorzów. W kolejnych latach ekipa „Byków” zaliczyła na własnym torze serię 30 zwycięskich meczów, a przed inauguracją tegorocznego sezonu PGE Ekstraligi nic nie zapowiadało, że ta znakomita passy zostanie przerwana. Drużyna prowadzona przez trenera Piotra Barona znakomicie spisywała się w przedsezonowych sparingach, natomiast gorzowianie borykali się w wieloma problemami – z powodu przeciągającej się renowacji toru na swoim stadionie nie mogli porządnie trenować, a na domiar złego tuż przed niedzielną potyczką z Unią pojawiły się wątpliwości związane z niejasnym wynikiem testu na obecność koronawirusa u Martina Vaculika. Działacze Stali wykazali się jednak dużą operatywnością i ostatecznie słowacki żużlowiec wystartował w Lesznie, zdobywając dla gorzowskiej drużyny 10 punktów. Lepszy od niego w ekipie Stali był tylko Bartosz Zmarzlik.
Dwukrotny indywidualny mistrz świata wywalczył 14 punktów, przegrywając tylko jeden bieg – z liderem zespołu Unii Australijczykiem Jasonem Doyle’m, który także wywalczył w tym meczu 14 „oczek”. W ekipie z Leszna, która w poprzednich sezonach imponowała wyrównanym składem, tym razem dobrze pojechali tylko wspomniany Dole oraz Rosjanin Emil Sajftudinow (zdobył 12 pkt). Reszta zawodników Unii zawiodła oczekiwania. Ekipa Stali wygrała w Lesznie jak najbardziej zasłużenie, bo w niedzielny wieczór nie miała w swoim składzie słabych punktów.
W drugim spotkaniu 1. kolejki beniaminek PGE Ekstraligi Apator Toruń pokonał na swoim torze Falubaz Zielona Góra 51:39. Mecze Motoru Lublin z Włókniarzem Częstochowa i GKM Grudziądz ze Spartą Wrocław przełożono na 24 kwietnia.

Żewłakow nadal w Canal+

Canal+ poinformował, że Michał Żewłakow nadal będzie w niej pracował w roli eksperta. Od grudnia ub. roku 102-krotny reprezentant Polski był zawieszony za spowodowanie wypadku drogowego pod wpływem alkoholu.

Do zdarzenia doszło 22 grudnia w Warszawie. Żewłakow spowodował kolizję drogową z autobusem miejskim. Badanie alkomatem wykazało, że miał 1,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. 44-letni Żewłakow był wtedy zatrudniony na dwóch posadach – jako ekspert piłkarski w Canal+ i jako dyrektor sportowy w Motorze Lublin. Lubelski klub nie wyciągnął żadnych konsekwencji, gdy Żewłakow dzień po zdarzeniu pokajał się publicznie i zobowiązał do naprawienia wszystkich skutków swojego zawstydzającego postępku.
Szef redakcji sportowej Canal+ Michał Kołodziejczyk był bardziej pryncypialny. Decyzję ogłosił dopiero po miesiącu. „Największym wyzwaniem dla Michała będzie teraz wstyd, z jakim będzie się musiał mierzyć za każdym razem przed kamerą” – napisał w swoim oświadczeniu i dodał, że to dla Żewłakowa druga szansa i że trzeciej już nie dostanie. Walnął go też 102-krotnego reprezentanta Polski po kieszeni.

Zepsute święta Michała Żewłakowa

Ponad 10 lat temu Michał Żewłakow podpadł trenerowi Franciszkowi Smudzie z powodu alkoholu i wyleciał z kadry Polski. W miniony poniedziałek 102-krotny reprezentant Polski, a obecnie 44-letni ekspert piłkarski Canal+ oraz dyrektor sportowy Motoru Lublin narobił sobie większego kłopotu, bo spowodował kolizję drogową mając 1,6 promila w wydychanym powietrzu.

Żewłakow zakończył karierę piłkarską w 2013 roku w Legii Warszawa (wcześniej od 1993 roku kolejno grał w Polonii Warszawa, KSK Beveren, Excelsiorze Mouscron, Anderlechcie Bruksela, Olympiakosie Pireus i Ankaragucu) i niemal od razu przeszedł do świata mediów jako wzięty komentator i ekspert piłkarski. Ostatnio był w tej roli związany na zasadzie wyłączności ze stacją Canal+. Nie było to jednak jego jedyne zajęcie, bo równolegle budował też swoją zawodową pozycję w roli dyrektora sportowego najpierw w Legii Warszawa, potem w Zagłębiu Lubin, a od listopada tego roku w Motorze Lublin.
We wtorek po południu PAP i „Super Express” puściły w świat informację, że w nocy z poniedziałku na wtorek Żewłakow spowodował w centrum Warszawy kolizję drogową, wjeżdżając kierowanym przez siebie autem marki BMW w tył stojącego pod światłami miejskiego autobusu. Wezwany patrol policji zbadał sprawcę alkomatem i stwierdził, że miał on w wydychanym powietrzu 1,6 promila alkoholu. Za prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania kolizji w ruchu drogowym grozi do dwóch lat więzienia. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń, tyle że autobus z rozbitymi tylnymi światłami musiał zjechać do zajezdni. 102-krotnemu reprezentantowi Polski pobyt za kratkami więc raczej nie grozi, także koszty finansowe jakie z tego tytułu poniesie z pewnością go nie zrujnują. Może co najwyżej stracić fuchę w Canal+ (na razie stacja tylko zawiesiła z nim współpracę), a także posadę w Motorze Lublin. Żewłakow nie zwlekał więc z samokrytyką i już w środę rano na swoim profilu na Twitterze zamieścił oświadczenie, w którym m.in. napisał: (…) „Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni. Przepraszam wszystkich za moje zachowanie, szczególnie najbliższych oraz tych, którzy poczuli się zawiedzeni moja postawą. Mam świadomość, że jako były kapitan reprezentacji Polski i wielokrotny reprezentant kraju, a także osoba wciąż aktywna w środowisku piłkarskim, powinienem być nie tylko źródłem dumy dla kibiców, ale także wzorem dla piłkarzy, przede wszystkim tych najmłodszych. Przepraszam całą społeczność Motoru Lublin za cień, jaki swoim zachowaniem nas nią rzuciłem. Postanowiłem oddać się do dyspozycji Zarządu klubu. Zdaję sobie również sprawę, że jako osoba zapraszana do studia telewizyjnego w charakterze eksperta powinienem prezentować najwyższe standardy. Przepraszam wszystkich telewidzów oraz współpracowników ze świata mediów, przede wszystkim ze stacji Canal+, za to, że zawiodłem ich zaufanie. (…) Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo jest mi wstyd”.
Mimo samobiczowania nie uniknął internetowego hejtu, ale ze strony medialnych celebrytów i gromy na niego nie spadły, co nie dziwi, bo kamieniem rzucają tylko ci, co sami są bez winy…

Samorządy tną dotacje dla klubów żużlowych

W wyniku pandemii koronawirusa samorządowe budżety są poddawane coraz to nowym obciążeniom, przez co władze miejskie zaczynają ciąć koszty lub zapowiadają to zrobić w najbliższym czasie. Najmocniej zagrożony obcięciem dotacji jest sport wyczynowy, ale najmocniej skutki zmniejszenia dopływu publicznych pieniędzy uderzą w obficie dotąd czerpiące z tego źródła kluby żużlowe.

Sytuacja budżetowa żużlowych miast jest bardzo trudna nie tylko ze względu na koszty walki z pandemią. Przyczynia się do tego także polityka prawicowego rządu, która nie sprzyja samorządom, bo podatki PIT i CIT są tak modyfikowane, że wpływy do miejskich budżetów systematycznie maleją. A wydatki, choćby na oświatę, gwałtownie rosną. Do tego władze miast muszą ratować, czyli dotować coraz większymi kwotami żywotne dla lokalnych społeczności instytucje, jak zakłady komunikacyjne, służby komunalne czy instytucje zarządzające np. obiektami sportowymi czy kulturalnymi.
W niektórych ośrodkach żużlowych radni póki co nie zmniejszyli dotacji dla tamtejszych klubów żużlowych. Przykładem takiej postawy jest Grudziądz, więc rywalizujący w PGE Ekstralidze tutejszy GKM w przyszłym roku również ma dostać z miejskiej kasy obiecane dwa miliony złotych. Ale już w Lublinie, którego władze wcześniej biły rekordy w hojności dla Motoru, dotując w minionym sezonie klub kwotą aż czterech milionów złotych, w przyszłym roku zapowiedziały obcięcie tej subwencji niemal o połowę. Niepewność zapanowała też w dwóch czołowych ekipach poprzedniego sezonu, czyli w Unii Leszno i Stali Gorzów. Leszczyński klub otrzymał w 2020 roku z budżetu miasta wsparcie w wysokości 800 tys. złotych, ale już wiadomo, że w przyszłym sezonie może liczyć góra na 600 tys. złotych, natomiast gorzowski na razie nawet nie wie, czy dostanie choćby złotówkę. Nawet na szkolenie młodzieży, na co dostawał do tej pory ok. 100 tys. złotych rocznie.
W Częstochowie prezydent miasta zaproponował po 1,5 miliona złotych z puli dotacji na dwa sztandarowe kluby – żużlowy Włókniarz i piłkarski Raków. Dla żużlowców taka kwota jest niewystarczająca, bo w sezonie 2020 mieli z tej puli dwa miliony złotych, a w lepszych latach wsparcie dochodziło nawet do 3,5 miliona zł rocznie. W Rybniku władze lokalne zapowiedziały całkowite wstrzymanie dotacji na sport, ale ugięły się pod naciskiem środowiska. Wiadomo już jednak na sto procent, że ROW Rybnik w przyszłym roku na pewno nie dostanie jak przed rokiem dwóch milionów złotych i może wydębi góra jedną czwartą tej kwoty.
Ciekawe, że te informacje pojawiły się dopiero po zakończeniu okresu transferowego w naszych żużlowych ligach, w trakcie którego większość klubów licytowały się o zawodników oferując im sute kontrakty. Dzisiaj ich szefowie zapewniają zawodników, że pieniądze dla nich na pewno się znajdą i nie muszą obawiać się cięć w kontraktach. Naszym zdaniem nie mówią prawdy, ale jak dalece posunęli się w swoich kłamstwach, przekonamy się dopiero na wiosnę.

Koniec transferów w PGE Ekstralidze

W minioną sobotę zakończył się trwający od 1 listopada okres transferowy w polskich ligach żużlowych. Największe zainteresowanie wzbudziły rzecz jasna kadrowe roszady w klubach PGE Ekstraligi. Za transferowe hity trzeba uznać pozyskanie przez broniącą tytułu Unię Leszno Jasona Doyle’a oraz przejście Artioma Łaguty do Sparty Wrocław.

Ekipa mistrza Polski Unii Leszno straciła dwóch utalentowanych wychowanków, Bartosza Smektałę i Dominika Kuberę, ale pozyskując znudzonego już ściganiem się w barwach Włókniarza Częstochowa Australijczyka Jasona Doyle’a, indywidualnego mistrza świata z 2017 roku, raczej nie straci na wartości. Wręcz przeciwnie. Leszczyńskie „Byki” mają teraz dodatkowego zawodnika na poziomie dwóch liderów – Janusza Kołodzieja i Emila Sajfutdinowa. Prezes Unii Piotr Rusiecki ma dobrą rękę do transferów, o czym najlepiej świadczy fakt, że jego zespół już cztery raz z rzędu zdobył mistrzostwo Polski, a sądząc po składzie zmontowanym na sezon 2021, w Lesznie celują w piąty z kolei mistrzowski tytuł.
Ale pozostałe kluby PGE Ekstraligi też nie próżnowały podczas okna transferowego. Stal Gorzów wzmocniła się pozyskując z Falubazu Zielona Góra Słowaka Martina Vaculika, utrzymała też w kadrze swojego największego asa, dwukrotnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika. Sparta Wrocław z kolei „wyjęła” z GKM Grudziądz Artioma Łagutę i zatrzymała kuszonego licznymi ofertami Gleba Czogunowa, zadbała też o to, aby dwaj jej najwięksi gwiazdorzy, czyli Maciej Janowski i Tai Woffinden nie próbowali szukać szczęścia poza Wrocławiem. Atutem ekipy Sparty powinni być też utalentowani juniorzy – bracia Bartosz i Michał Curzytkowie.
Mocny skład skompletowano też w Częstochowie, gdzie do skandynawskich asów, Fredrika Lindgrena i Leona Madsena dołączyli Bartosz Smektała i Kacper Woryna. Na udany sezon liczą też w Lublinie, Zielonej Górze i Grudziądzu, a w Toruniu zrobili co się dało, żeby Apator utrzymał się w ligowej elicie i nie podzielił losu beniaminka z tegorocznego sezonu, ROW Rybnik, czyli spadł do 1. ligi po rocznym pobycie w gronie najlepszych polskich klubów.

Składy zespołów PGE Ekstraligi 2021:
Fogo Unia Leszno
Jason Doyle (Australia), Janusz Kołodziej, Jaimon Lidsey (Australia), Piotr Pawlicki, Emil Sajfutdinow (Rosja), Szymon Szlauderbach. Juniorzy: Kacper Pludra (18 lat), Damian Ratajczak (15 lat), Krzysztof Sadurski (17 lat), Hubert Ścibak (17 lat). Menedżer: Piotr Baron.
Moje Bermudy Stal Gorzów
Bartosz Zmarzlik, Szymon Woźniak, Martin Vaculik (Słowacja), Marcus Birkemose (Dania), Rafał Karczmarz, Linus Sundstroem (Szwecja), Anders Thomsen (Dania). Juniorzy: Mateusz Bartkowiak (17 lat), Kamil Pytlewski (17 lat), Wiktor Jasiński (20 lat), Kamil Nowacki 920 lat).
Menedżer: Stanisław Chomski
Betard Sparta Wrocław
Maciej Janowski, Tai Woffinden (Wielka Brytania), Artiom Łaguta (Rosja), Gleb Czugunow (Polska/Rosja), Daniel Bewley (Wielka Brytania). Juniorzy: Bartosz Curzytek (17 lat), Michał Curzytek (18 lat), Przemysław Liszka (20 lat), Mateusz Panicz (16 lat).
Menedżer: Dariusz Śledź
RM Solar Falubaz Zielona Góra
Patryk Dudek, Max Fricke (Australia), Jan Kvech (Czechy), Damian Pawliczak, Piotr Protasiewicz, Mateusz Tonder, Matej Zagar (Słowenia). Juniorzy: Fabian Ragus (17 lat), Nile Tufft (19 lat), Jakub Osyczka (20 lat). Menedżer: Piotr Żyto.
Eltrox Włókniarz Częstochowa
Fredrik Lindgren (Szwecja), Leon Madsen (Dania), Bartosz Smektała, Kacper Woryna, Jonas Jeppesen (Dania). Juniorzy: Patryk Kowalik (17 lat), Bartłomiej Kowalski (18 lat), Kamil Król (17 lat), Jakub Martyniak (18 lat), Jakub Miśkowiak (19 lat), Mateusz Świdnicki (19 lat).
Menedżer: Piotr Świderski.
Motor Lublin
Jarosław Hampel, Krzysztof Buczkowski, Dominik Kubera, Mikkel Michelsen (Dania), Grigorij Łaguta (Rosja). Juniorzy: Jakub Banucha (18 lat), Mateusz Cierniak (18 lat), Wiktor Firmuga (18 lat), Kacper Gosik (18 lat), Wiktor Lampart (19 lat), Radosław Pyrchla (16 lat), Jan Rachubik (16 lat), Jakub Szpytma (18 lat), Maksymilian Śledź (18 lat). Menedżer: Jacek Ziółkowski.
MrGarden GKM Grudziądz
Krzysztof Kasprzak, Przemysław Pawlicki, Nicki Pedersen (Dania), Norbert Krakowiak, Kenneth Bjerre (Dania), Roman Lachbaum (Rosja). Juniorzy: Damian Lotarski (19 lat), Kacper Łobodziński (16 lat), Denis Zieliński (18 lat). Menedżer: Janusz Ślączka.
eWinner Apator Toruń
Chris Holder (Australia), Jack Holder (Australia), Robert Lambert (Wielka Brytania), Paweł Łaguta (Rosja), Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Paweł Przedpełski. Juniorzy: Jakub Janik (20 lat), Kamil Marciniec (19 lat), Aleks Rydlewski (18 lat), Justin Stolp (19 lat), Krzysztof Lewandowski (15 lat), Karol Żupiński (18 lat).
Menedżer: Tomasz Bajerski.

Unia oddała dwóch wychowanków

Wychowankowie mistrza Polski Unii Leszno Dominik Kubera i Bartosz Smektała, uznawani za czołowych żużlowców młodego pokolenia, zmienili barwy klubowe. 21-letni Kubera podpisał kontrakt z Motorem Lublin, a 22-letni Smektała z Włókniarzem Częstochowa.

Kubera i Smektała mimo młodego wieku mogą pochwalić się pokaźną kolekcją trofeów. Obaj mają w dorobku po pięć mistrzowskich tytułów wywalczonych w PGE Ekstralidze z Unią Leszno, a Smektała jeszcze dodatkowo ma na koncie srebrny medal wywalczony z „Bykami” w 2014 roku w swoim debiutanckim sezonie w żużlowej ekstraklasie, w którym wystartował jako szesnastolatek. Kubera ma w dorobku dwa medale, srebrny i brązowy Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów, a Smektała w tej kategorii wiekowej wywalczył złoty i dwa srebrne krążki, a na krajowym podwórku wygrał wszystkie juniorskie turnieje i klasyfikacje. Miniony sezon PGE Ekstraligi dla Smektały był pierwszym w roli seniora, a dla Kubery ostatnim w roli młodzieżowca. Obaj swoimi zdobyczami punktowymi w lidze (średnia biegowa powyżej 1,8 pkt) mieścili się w czołowej dwudziestce zawodników.
Skoro byli tacy dobrzy, dlaczego Unia nie zatrzymała tak obiecujących zawodników w swoich szeregach? Powodem jest przepis o obowiązku posiadania w zespole zawodnika do lat 24 na pozycji seniorskiej, który spowodował, że wartość utalentowanych i skutecznie jeżdżących młodych polskich zawodników na rynku transferowym gwałtownie wzrosła. Klubu z Leszna po prostu nie było stać na utrzymanie w zespole Kubery i Smektały na warunkach finansowych, jakie oferowali im w nowym sezonie ligowi konkurenci. Prezes leszczyńskich „Byków” Piotr Rusiecki z ciężkim sercem musiał więc oddać dwóch wychowanków – Kuberę do Motoru, gdzie dołączy m.in. do Grigorija Łaguty, Mikkela Michelsena, Jarosława Hampela i Wiktora Lamparta, a prawdopodobnie także Mateusza Cierniaka i Krzysztofa Buczkowskiego, a Smektałę do zespołu Włókniarza Częstochowa, w którym będzie partnerem takich żużlowych tuzów, jak Szwed Fredrik Lindgren i Duńczyk Leon Madsen.