Gospodarka 48 godzin

Nasza gospodarka się zwija
Narodowy Bank Polski opublikował raport o inflacji oraz o stanie i perspektywach gospodarki. Jak stwierdza raport, w marcu i kwietniu br. nastroje na światowych rynkach finansowych silnie się pogorszyły. Jednak wobec poprawy sytuacji epidemicznej w części gospodarek oraz postępującego luzowania restrykcji, od maja pojawiają się sygnały stopniowej odbudowy aktywności gospodarczej na świecie. Wspierają je działania fiskalne podjęte w wielu państwach w celu łagodzenia skutków pandemii oraz pobudzenia koniunktury gospodarczej, a także poluzowanie polityki pieniężnej. Aktywność gospodarcza na świecie pozostaje jednak wyraźnie niższa niż przed rokiem oraz utrzymuje się niepewność dotycząca tempa i trwałości poprawy koniunktury. Inflacja w gospodarce światowej wyraźnie się obniżyła. Wpłynął na to przede wszystkim silny spadek dynamiki cen energii następujący wraz ze spadkiem cen surowców energetycznych na rynkach światowych. Obniżyły się także wskaźniki inflacji, choć dynamika cen żywności w wielu gospodarkach wzrosła. W reakcji na rozprzestrzenianie się pandemii COVID-19 wiele banków centralnych – zarówno w gospodarkach rozwiniętych, jak i wschodzących – bardzo wyraźnie obniżyło stopy procentowe, uruchomiając lub rozszerzając skup aktywów.
W Polsce na początku tego roku koniunktura gospodarcza pozostawała relatywnie dobra. Jednak od połowy marca, ze względu na podejmowane na świecie i u nas działania mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się pandemii oraz jej negatywny wpływ na nastroje w przedsiębiorstwach, nastąpiło silne ograniczenie aktywności gospodarczej. Konsekwencje gospodarcze pandemii w Polsce na razie tylko w ograniczonym stopniu znalazły odzwierciedlenie w danych o naszym produkcie krajowym brutto PKB za I kwartał br., zgodnie z którymi wzrost gospodarczy w tym okresie spowolnił do 2,0 proc. rok do roku (z 3,2 proc r/r w IV kw. 2019 r.), przy czym obniżyła się zarówno dynamika konsumpcji (do 1,2 proc. r/r wobec 3,3 proc. r/r w IV kw. ub. r.), jak i inwestycji (do 0,9 proc. r/r wobec 6,1 proc. r/r w IV kw. ub. r.).
Dostępne dane za II kwartał tego roku wskazują już na głęboki spadek aktywności gospodarczej. Największy regres odnotowano w kwietniu. W maju i czerwcu wraz ze stopniowym znoszeniem restrykcji i pewną poprawą nastrojów, także koniunktura się poprawiła, choć w ujęciu rocznym utrzymał się wyraźny spadek aktywności. Szczególnie mocno pogorszyła się koniunktura w branżach usługowych najsilniej dotkniętych restrykcjami – w zakwaterowaniu i gastronomii, rozrywce i transporcie pasażerskim. Jednocześnie napływające dane wskazują na wyraźny spadek konsumpcji w tym okresie, co można wiązać z ograniczeniami wprowadzonymi w związku z pandemią, pogorszeniem sytuacji na rynku pracy oraz mniejszą dostępnością kredytu konsumpcyjnego.
Na podstawie wszystkich tych przesłanek NBP przewiduje, że roczna dynamika cen znajdzie się w tym roku z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 2,9 – 3,6 proc., w przyszłym roku w przedziale 0,3 – 2,2 proc., natomiast w 2022 r. w przedziale 0,6 – 2,9 proc. Takie połowiczne prawdopodobieństwo oznacza, że równie dobrze ceny mogą wzrosnąć w innym stopniu – ale Narodowemu Bankowi Polskiemu nie będzie można zarzucić błędu w określaniu celu inflacyjnego. Z kolei roczne tempo wzrostu PKB znajdzie się także z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale od minus 7,2 proc. do minus 4,2 proc. w 2020 r. – uważa NBP.

Mniej pesymizmu w małych firmach

Choć nastroje się nieco poprawiły, pandemia ciągle dławi polską gospodarkę. W naszym kraju potrzebny jest wreszcie jakiś przełom w walce z koronawirusem.
Polski sektor mikro, małych i średnich firm powoli wraca do normalności. Na koniec maja bieżącego roku główny wskaźnik koniunktury wyniósł 47,1 pkt. i znacząco odbił w porównaniu do poziomu z marca (32,5 pkt.) i kwietnia (40,8 pkt.). Co więcej, jest tylko o 2,8 pkt. niższy niż w pomiarze sprzed pandemii zrealizowanym w styczniu br. Takie wyniki przyniosło badanie Barometr COVID-19 realizowane przez Europejski Fundusz Leasingowy.
Jest to badanie zapoczątkowane w marcu 2020 roku, w celu oceny wpływu pandemii koronawirusa na przedsiębiorstwa z sektora MŚP. Informuje ono o skłonności małych i średnich przedsiębiorstw do wzrostu – czyli rozwoju rozumianego, jako wzrost sprzedaży i produkcji, ekspansja na nowe rynki oraz maksymalizacja zysków. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm.
Bardziej optymistycznie niż parę miesięcy temu wyglądają zwłaszcza prognozy dotyczące płynności finansowej. O ponad połowę zmniejszyła się liczba zarządzających MŚP, którzy obawiają się niższej płynności (z 76 proc. w kwietniu do 37 proc. na koniec maja br.), a z 1,5 proc. do 17 proc. wzrosła grupa firm liczących na lepszą sytuację finansową.
Nastroje poprawiają się także – choć już znacznie wolniej – w przewidywaniach dotyczących sprzedaży. Pod koniec maja zwiększenia zamówień oczekiwało prawie 17 proc. małych i średnich firm, w kwietniu tego zdania było niecałe 2 proc.
Natomiast niezmienionego poziomu sprzedaży spodziewało się w maju 46 proc. zapytanych, podczas gdy w kwietniu odsetek ten wyniósł tylko 19 proc. Spadku sprzedaży w maju obawiało się już tylko 36 proc. badanych, podczas gdy w kwietniu było to 78 proc.
Analiza branżowa pokazuje, że najszybciej do normalności sprzed pandemii mogą powrócić przedsiębiorstwa usługowe i transportowe oraz hotele i restauracje.
Tym niemniej, wartość głównego indeksu Barometru COVID-19 wciąż pozostaje poniżej progu 50 pkt., co oznacza, że warunki do rozwoju sektora MŚP są oceniane nadal jako niekorzystne – choć zdecydowanie lepsze, niż w dwóch pierwszych miesiącach po wybuchu epidemii koronawirusa w Polsce.
Prawie wszyscy uczestnicy majowego Barometru COVID-19 (92,8 proc.) planują zachować dotychczasowy poziom inwestycji, zaś większość z nich (65,2 proc.) spodziewa się utrzymać podobne, jak w ostatnich miesiącach, zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. W tych obszarach polscy przedsiębiorcy zachowują cały czas ostrożność – a i banki komercyjne nie palą się do udzielania kredytów na rozwój gospodarki, czekając na wsparcie finansowe, jakie obiecał im rząd PiS i Narodowy Bank Polski.
Generalnie, wygląda na to, że jednak idzie ku lepszemu, niezależnie od wielkości biznesu. Biorąc pod uwagę wielkość przedsiębiorstwa, mniejszy pesymizm w porównaniu z marcem i kwietniem tego roku można było zaobserwować we wszystkich rodzajach firm. W przypadku tych najmniejszych, zatrudniających do 9 pracowników, w maju została odnotowana poprawa nastrojów o 5 pkt., do 45 pkt. W firmach małych poziom optymizmu zwiększył się o 6,8 pkt., osiągając 48 pkt. Podobnie było w średnich przedsiębiorstwach (wzrost o 7 pkt. do 48 pkt.).
Analiza wyników Barometru COVID-19 w podziale na branże pokazuje, że w trzech branżach po początkowym spadku na koniec marca br. nastroje wróciły do poziomu sprzed pandemii. Dotyczy to branży usługowej, transportowej i hotelarstwa, cateringu oraz restauracji (HoReCa). Indeks dla usług w maju 2020 r. był nawet nieco wyższy niż w pierwszym kwartale tego roku (pomiar realizowany w styczniu pokazał 46,5 pkt.) i wyniósł 47, 3 pkt. Podobnie jest z firmami transportowymi – w maju indeks dla nich wyniósł 47,7 pkt., podczas gdy na początku tego roku 46,1 pkt.
Jako nadzwyczaj optymistyczny można ocenić wynik dla sektora HoReCa – na koniec maja wyniósł 51,9 pkt. i był tylko o 1,6 pkt. niższy niż w styczniu tego roku. Co więcej, jest to najwyższy wynik wśród wszystkich sześciu badanych branż, z największym odbiciem w górę w stosunku do kwietnia (wówczas wskaźnik koniunktury wyniósł niecałe 41 pkt.). Jako jedyny uplasował się powyżej granicy pokazującej skłonność do ograniczonego rozwoju, która wynosi 50 pkt.
Ten bardzo dobry wynik jest jednak dość zrozumiały, bo zaczyna się lato, a to tradycyjnie okres najwyższych obrotów dla restauracji, hotelarstwa i gastronomii. Także i w tym roku, mimo epidemii koronawirusa, te przedsiębiorstwa liczą na jakieś sezonowe odbicie
W pozostałych trzech branżach (budownictwo, handel i produkcja) również odnotowano coraz mniejszą dynamikę spadku poziomu koniunktury, jednak wskaźnik jest nadal niższy w porównaniu ze stanem jaki był na początku roku.
Indeks dla przedsiębiorstw budowlanych wyniósł na koniec maja br. 46 pkt. (w styczniu – 57 pkt.), dla handlowych – 45 pkt. (w styczniu – 52 pkt.), a dla firm produkcyjnych – także 46 pkt. (w styczniu br. – 53 pkt.). -Po niemal trzech miesiącach epidemii widzimy uspokojenie nastrojów wśród mikro, małych i średnich firm. Właściwie można je porównać do czasu z początku tego roku, kiedy jeszcze nikt nie myślał o takich zawirowaniach zdrowotnych i gospodarczych, z jakimi mieliśmy do czynienia. Słabnąca pandemia, odblokowywanie kolejnych gałęzi gospodarki, wsparcie rządowe spowodowały, że coraz więcej przedsiębiorców lepiej ocenia płynność finansową swoich firm i prognozuje zwiększenie sprzedaży w najbliższych tygodniach – mówi Radosław Woźniak, prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego organizującego to badanie koniunktury.
Czy zatem można powiedzieć, że polska gospodarka wróciła do normalności? Z pewnością jeszcze nie, bo to będzie długofalowy proces. Można jednak mieć nadzieję, że już nastąpił jego początek. Zdaniem ekspertów, proces odrodzenia i powrotu do dawnej aktywności małych i średnich przedsiębiorstw w naszym kraju może potrwać jeszcze dwa – trzy lata – o ile oczywiście poradzimy sobie z pandemią koronawirusa, mającą niszczący wpływ na funkcjonowanie gospodarki.

Gospodarka 48 godzin

Ruszyły redukcje

W marcu tego roku zatrudnienie w przedsiębiorstwach zatrudniających 10 pracowników i więcej spadło o około 34 tysiące osób. To oczywiście efekty kryzysu gospodarczego, spowodowanego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, który po wystąpieniu epidemii koronawirusa zaczął decyzjami administracyjnymi wyłączać z ruchu kolejne segmenty polskiej gospodarki. Tak dużych miesięcznych spadków zatrudnienia w tej grupie przedsiębiorstw nie było od stycznia 2003 r. Jednakże w wyniku wcześniejszego zwiększania aktywności gospodarczej, w całym pierwszym kwartale zatrudnienie w firmach zatrudniających 10 osób i więcej wzrosło o 18 tys. osób.

Nowe, nie gotowe
Według danych Eurostatu, Polacy dosyć chętnie sięgają po mieszkania z rynku pierwotnego. W 2019 r. udział takich transakcji wyniósł w Polsce 46,7 proc. Mieszkania nowe wprawdzie są droższe od używanych, czyli z rynku wtórnego, ale oprócz oczywistej różnicy polegającej na możliwości wykończenia ich według własnych oczekiwań, zapewniają większe bezpieczeństwo prawne. Mieszkania z rynku wtórnego, przy ciągle nie uregulowanej kwestii reprywatyzacji w Polsce, mogą być bowiem obarczone roszczeniami przedstawicieli dawnych właścicieli. Problem jednak w tym, że ponieważ w ostatnich kwartałach popyt na rynku nieruchomości przewyższał wyraźnie podaż, stałym zjawiskiem na rodzimym rynku nieruchomości był deficyt gotowych mieszkań. Na koniec 2019 r. ponad połowę oferty nowych lokali na polskim rynku, stanowiły te, które zostaną oddane do użytkowania dopiero w 2021 r. lub jeszcze później. To nie jest dogodne dla nabywców, bo najlepiej, jeśli mieszkanie, które chcemy kupić, jest już gotowe, przynajmniej w stanie surowym. Daje to możliwość wprowadzenia się do nich w relatywnie krótkim czasie, co ma ogromne znaczenie dla osób, które muszą ponosić koszty związane z zakupem nowej nieruchomości oraz utrzymywaniem dotychczasowej. To ważne np. dla rodzin, które ze względu na pojawienie się kolejnego dziecka czy zmianę pracy potrzebują szybkiej zmiany mieszkania. Jednakże w ubiegłym roku już wybudowane mieszkania stanowiły zaledwie 9 proc. dostępnej oferty deweloperskiej. Nieco lepiej było w spółdzielczości mieszkaniowej, ale dziś, w dogorywającej formule spółdzielczej w zasadzie już nie buduje się mieszkań. Podobnie jak i w budownictwie komunalnym, skutecznie zniszczonym przez rządy Prawa i Sprawiedliwości. Epidemia koronawirusa zmniejszy popyt na mieszkania – ale oczywiście nie sprawi, że te, które mają zostać oddane w 2021 r. zostaną zbudowane szybciej. W bieżącym roku też będzie trzeba zatem kupować na rynku pierwotnym przeważnie te mieszkania, które dopiero są w planach.

Podłe nastroje
Jak podał Główny Urząd Statystyczny, bieżący wskaźnik tzw. ufności konsumenckiej osiągnął w kwietniu poziom minus 36,4 pkt. To najmniej od 2004 r. Spodziewamy się zatem, że będzie się nam żyło coraz gorzej I trudniej.

Optymizm nie do końca zrozumiały

Mimo nienajlepszych danych makroekonomicznych, poprawiły się nastroje na globalnych rynkach finansowych.

Ostatni okres zdominowany był przez poprawę nastrojów na globalnych rynkach.
Październik i początek listopada przyniosły nowe rekordy wszech czasów na indeksach w USA, zmieniły globalny trend rentowności obligacji (z ujemnego na wzrostowy), umocniły dolara i obniżyły cenę złota, podnosząc ceny miedzi i ropy. Podsumowując te ruchy, można powiedzieć, że wszystkie one pokazywały znaczną poprawę nastrojów inwestorów.

Na zachodzie bez zmian

Powodów tej poprawy nastrojów nie znajdziemy w danych makroekonomicznych, bo one nadal były słabe.
W strefie euro sytuacja się nie zmieniła. Europejski Bank Centralny nie zmienił parametrów polityki monetarnej i nikt nie spodziewał się, że będzie inaczej. Prezes ECB, Mario Draghi, pożegnał się ze stanowiskiem, a od listopada rządzi tam już Christine Lagarde.
Nie należy odczekiwać, że nowa pani prezes zmieni znacznie kierunek polityki ECB.
Na froncie politycznym okazało się, że parlament brytyjski zmusił premiera Borisa Johnsona do zrezygnowania z pomysłu opuszczenia Unii Europejskiej z dniem 31 października. Data Brexitu została znowu przesunięta (na 31 stycznia 2020 roku).
Poza tym 12 grudnia 2019 dojdzie w Wlk. Brytanii do wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Wybory mogą doprowadzić do kolejnych zawirowań, ale na razie rynki się tym nie przejmują.

Wzrost, ale niewielki

W Polsce wybory parlamentarne nie miały wpływu na zachowanie rynków finansowych – tego zresztą oczekiwano.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, sytuacja makroekonomiczna wyglądała u nas nadal bardzo słabo. Indeks PMI dla sektora przemysłowego nadal (od października 2018) lokuje się poniżej poziomu 50 pkt. (ten poziom oddziela rozwój od recesji). Ostatnio wręcz zanurkował do poziomu 45,6 pkt.
Co prawda produkcja przemysłowa wzrosła we wrześniu o 5,6 proc. r/r (po sierpniowym spadku), ale trzeba pamiętać, że we wrześniu tego roku był jeden dzień roboczy więcej niż we wrześniu 2018 roku, czyli, że wzrost był tak naprawdę niewielki.
Mimo tego wszystkiego, na fali globalnego optymizmu, złoty zyskiwał. Zyskiwały też (umiarkowanie) indeksy giełdowe. Już w październiku powstała na wykresach EUR/PLN i CHF/PLN formacja tzw. podwójnego szczytu, która zapowiadała spadki tych kursów odpowiednio do 4,24 i 3,84 PLN. Ten spadek został już zrealizowany, a ciąg dalszy zależy od ruchów kursu EUR/USD (nadal jest w trendzie spadkowym) – im silniejszy dolar tym gorzej dla złotego.

PPK mogą oznaczać ryzyko

Mówiąc o Polsce trzeba wspomnieć o programie Pracowniczych Planów Kapitałowych.
Coraz więcej pojawia się komentarzy mających przekonać do uczestnictwa w PPK. Radzę do tych komentarzy podchodzić z dużą dozą krytycyzmu.
Jeden z moich ulubionych komentarzy (oszczędzę autora i nie podam nazwiska) jest ten, w którym prognozę zysków w PPK opiera się na zachowaniu rynków w okresie 2010 – 2019 uznając to, co działo się w latach 2007 – 2009 za „anomalię”.
Rozumiem, że „anomalią” była też potężna przecena w latach 2000 – 2002 (w USA blisko 50% spadku indeksów), czy w Japonii w latach 1990 – 2003 (spadek o 80 proc.?
To nie były jednak żadne „anomalie” tylko cykliczne kryzysy. Nie twierdzę, że inwestowanie w PPK przyniesie straty – ale twierdzę, że ludzie powinni mieć świadomość, że inwestują, a inwestowanie zawsze jest obciążane ryzykiem.

Z Chinami zgoda?

Jeśli chodzi o USA, to miesięczne dane z rynku pracy były tam doskonałe – ale nie z makroekonomicznego punktu widzenia. Zatrudnienie wzrosło mocniej niż tego oczekiwano (chociaż nadal wzrost był niewielki), a dane z poprzedniego miesiąca zweryfikowano w górę.
Inwestorzy uznali, że te dane pokazują, że w gospodarce nie jest źle, a jednocześnie nie powstrzymają Rezerwy Federalnej przed obniżaniem stóp procentowych. I rzeczywiście Fed znowu stopy obniżył (z przedziału 1,75 – 2,00 proc. na 1,50 – 1,75 proc.).
Jednocześnie Jerome Powell, szef Fed dał sygnał, że stopy są na właściwym poziomie, z czego wynikało, że kolejnych obniżek nie należy na razie oczekiwać. To ostatnie też zostało dobrze przyjęte przez rynki, bo inwestorzy ocenili, że Fed nie obawia się spowolnienia gospodarczego.
Już te decyzje Rezerwy Federalnej mogły podnieść indeksy, ale na pierwszym miejscu nadal były stosunki USA – Chiny.
Na tym polu przez ostatnie tygodnie bez przerwy napływały dobre informacje. Twierdzono, że prezydent Donald Trump i przewodniczący Xi Jinping są w ciągłym kontakcie, a wstępna umowa handlowa zostanie wkrótce zawarta.
Zbliżamy się do końca roku, co zazwyczaj prowadzi do wzrostu indeksów giełdowych (coroczne windows dressing – dosłownie „dekorowanie witryny”, a w przenośni „mydlenie oczu” przez fundusze inwestycyjne).
Co może przeszkodzić w kreowaniu tego procesu? Jedynie nagłe pogorszenie na linii USA – Chiny, a po 12 grudnia niekorzystny dla rynków wynik wyborów w Wlk. Brytanii. Nie są to jednak, jak się wydaje, poważne zagrożenia.