Wciąż za mało szybkiego internetu

Nie jest wykluczone, że jeszcze we wrześniu zajdzie konieczność powrotu do zdalnego nauczania z powodu nasilenia się pandemii.

Rząd obiecuje, że w okresie od września do końca grudnia tego roku w prawie 4 tysiącach polskich szkół zostanie zainstalowany szybki, bezpieczny i bezpłatny internet. Wychodzi na to, że do takiego internetu będzie podłączanych po 1000 szkół miesięcznie.
Szybki internet dociera do szkół w ramach Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej – czyli programu publicznej sieci telekomunikacyjnej, dającej placówkom oświatowym należyty dostęp do sieci. Nadzoruje go minister cyfryzacji Marek Zagórski, zaś operatorem OSE jest Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa, która obecnie działa jako instytut badawczy i rejestr domen internetowych.

– Ogólnopolska Sieć Edukacyjna to kluczowy projekt z punktu widzenia modernizacji polskiej szkoły. Kiedy startowaliśmy, czyli we wrześniu 2017 r., tylko 10 proc. polskich szkół miało dostęp do szybkiego internetu. Do końca tego roku – zgodnie z planem – wszystkie szkoły z umowami będą miały dostęp do sieci – zapewnia minister Marek Zagórski.
A te umowy – na doprowadzenie internetu o odpowiednio wysokich parametrach – do tej pory z OSE podpisało 18,5 tysiąca szkół. Jak podaje resort cyfryzacji, dotychczas, w ciągu trzech lat 14,7 tysiąca placówek zostało już podłączonych do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej – czyli po około 5 tys. rocznie. Teraz, wedle obietnic ministra cyfryzacji, szybki,bezpieczny i bezpłatny internet ma dotrzeć do prawie 4 tys. szkół w ciągu czterech miesięcy. Konieczne więc będzie wyraźne przyśpieszenie tempa wykonywanych prac, które w tym roku nie były tak dynamiczne jak w poprzednich latach.
Jak wyjaśnia dyrektor NASK dr. Kamil Sitarski, w okresie pandemii zaistniało wiele przeszkód w przyłączaniu szkół do OSE. – Część z tych przeszkód wiązała się z utrudnieniami w pracy szkół czy samorządów, a część z funkcjonowaniem operatorów telekomunikacyjnych. W okresie do marca do czerwca 2020 aż o 60 proc. spadły możliwości podłączeń szkół. Ale w niedługim czasie udało nam się powrócić do pierwotnego harmonogramu i już od sierpnia realizujemy podłączenia zgodnie z planem – powiedział dyrektor NASK.
OSE to nie tylko szybki, bezpłatny i bezpieczny internet w szkołach. To także sprzęt komputerowy, z którego mogą korzystać uczniowie i nauczyciele.

– W ramach naszej wspólnej inicjatywy- #OSEWyzwanie – 764 szkoły z całej Polski otrzymały mobilne pracownie komputerowe, czyli po 16 laptopów. Gdy ze względu na pandemię szkoły podjęły nauczanie zdalne, laptopy mogły być używane również w domach przez tych uczniów, którym brakowało sprzętu do nauki – powiedział szef NASK.

Niebawem do szkół dotrze z OSE kolejne 40 tysięcy szkolnych zestawów multimedialnych, czyli tablety z dostępem do internetu – obiecuje minister cyfryzacji Marek Zagórski.
Łącznie z OSE oraz z programów #ZdalnaSzkoła i #ZdalnaSzkoła plus do szkół trafił lub, wedle obietnic ministra wkrótce trafi, sprzęt o wartości około 400 mln zł
Ponadto, jak zapewnił minister Zagórski, dla wszystkich nauczycieli i uczniów dostępne są online materiały edukacyjne, które mogą przydać się podczas zdalnej edukacji.

– Już w marcu przygotowaliśmy portal GOV.pl/zdalnelekcje https://www.gov.pl/web/zdalnelekcje . Do czerwca skorzystało z niego 2,6 mln osób, które wygenerowały 67 mln odsłon. Opublikowaliśmy tam 3580 propozycji lekcji i 18660 materiałów edukacyjnych. W razie potrzeby – materiały na wrzesień są już gotowe – dodaje minister cyfryzacji, który przewiduje, że być może jeszcze we wrześniu zajdzie konieczność powrotu do nauczania zdalnego z powodu nasilenia się pandemii w Polsce.

Zapraszamy wszystkie szkoły, które do tej pory tego nie zrobiły, aby dołączyły do programu Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Nadal można to zrobić – apelują szefowie ministerstwa cyfryzacji i NASK.
Apel jest istotny, bo w Polsce działa około 23 tys. szkół, z których prawie 8 tys. rozpoczęło tegoroczny rok szkolny bez odpowiedniego dostępu do internetu.

Nauczyciele w Polsce nie umieją uczyć matematyki

Nauczanie matematyki w naszych szkołach pozostawia wiele do życzenia. Świadczą o tym kiepskie wyniki osiągane przez uczniów.

W latach 2015 – 2017 średnio co szósty uczeń w Polsce nie zdał matury z matematyki. Aż 46 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych miało na świadectwach z tego przedmiotu tylko ocenę dopuszczająca, czyli dwóję. W gimnazjum takich uczniów było 23 proc., a w szkołach podstawowych 10 proc.
Z drugiej strony, ocenę celującą z matematyki (szóstkę) na świadectwach otrzymało tylko 4 proc uczniów gimnazjów, 2 proc. uczniów podstawówek i zaledwie 1 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
Również inne wskaźniki takie jak liczba uczniów powtarzających klasę wskazują na problem z nauczaniem tego przedmiotu. Wśród powtarzających klasę w latach 2015 – 2017 aż 61 proc. w szkołach ponadgimnazjalnych otrzymało ocenę niedostateczną z matematyki, a w gimnazjach i szkołach podstawowych – 70 proc.

Nauczyciele, uczcie się sami!

Przyczyna tej matematycznej zapaści tkwi w wadliwym procesie nauczania. Skoro tak dużo uczniów uzyskuje tak niskie stopnie, oznacza to, że nauczyciele w Polsce po prostu nie umieją uczyć matematyki.
Polskie dzieci są z natury utalentowane matematycznie. Więcej niż połowa z nich przed rozpoczęciem szkolnej edukacji wykazuje się uzdolnieniami do nauki matematyki, a co czwarte wysokim stopniem zadatków takich uzdolnień.
Niestety, już po kilku miesiącach nauki w szkole większość tych dzieci przestaje wykazywać swoje znakomite możliwości umysłowe. W następnych latach szkolnej edukacji tylko dwoje, troje starszych uczniów w klasie wykazuje się uzdolnieniami matematycznymi.
Towarzyszy temu niszczący proces rozleniwiania umysłów dzieci z zadatkami uzdolnień matematycznych i radości z działalności matematycznej – stwierdza opinia przygotowana na zamówienie Najwyższej Izby Kontroli przez prof. dr hab. Edytę Gruszczyk-Kolczyńską z Katedry Wspomagania Rozwoju i Edukacji Dzieci w Akademii Pedagogiki Specjalnej.

Dla lepszej innowacyjności

Badania międzynarodowe potwierdzają tezę, że edukacja matematyczna jest ważna dla rozwoju gospodarczego. Jest ona jednym z czynników podnoszenia konkurencyjności państw.
Biegłość matematyczna sprzyja innowacyjności i wzrostowi produktywności. Podniesienie wskaźnika wyników z testów Pisa (Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów) w obszarze matematyki i nauk ścisłych o 100 pkt przekłada się na roczny wzrost PKB rzędu około 1,7 proc!.
Tymczasem, jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, z nauczaniem matematyki w polskich szkołach nie jest najlepiej. Forma i sposób jej nauczania nie sprzyja rozwojowi kompetencji matematycznych u uczniów.
Dane uzyskane z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wskazują, że uczniowie mają z matematyką większe problemy niż z pozostałymi przedmiotami. Średnio na egzaminie maturalnym z matematyki w latach 2015 – 2017 osiągano 55 proc. prawidłowości zdawanego materiału, podczas gdy z języka polskiego 60 proc., a z języka angielskiego – 73 proc.
Według ostatnich opublikowanych wyników testów PISA, w 2015 r. obniżyły się umiejętności matematyczne polskich uczniów w stosunku do 2012 r. Wtedy średni wynik polskich uczniów z matematyki wyniósł 518 pkt, a w 2015 r. 504 pkt.
W 2015 r. Polska była pod względem wyników z matematyki na miejscu 17 na świecie, a w naukach ścisłych na 22. Spośród krajów Unii Europejskiej lepsze od Polski wyniki uzyskały m.in. Estonia, Holandia, Dania czy Finlandia.

Frustracja i niechęć

Nadmierne trudności w uczeniu się matematyki pojawiają się już na początku edukacji szkolnej, a ujawniają się w sposób wyraźny w klasach czwartych szkół podstawowych w Polsce.
Narastające zaległości zastępują początkową fascynację dziecka szkołą i stopniowo przeradzają się w niezadowolenie, rozczarowanie, frustrację oraz na długo zakorzenioną, niechęć do matematyki.
Konsekwencją takich negatywnych zdarzeń jest systematyczne wygaszanie zainteresowań i zdolności oraz kumulowanie zaległości poznawczych podczas całego cyklu nauczania. – zauważa opinia przygotowana dla NIK przez prof. Małgorzatę Makiewicz z Zakładu Dydaktyki Matematyki Uniwersytetu Szczecińskiego.
A trudności w uczeniu się matematyki skutkują frustracją i zrozumiałą niechęcią do przedmiotu.

Coraz więcej godzin

Bolączką polskich szkół jest także to, że nauczyciele nie dostosowują zadań i tempa pracy na lekcji do możliwości uczniów. Deklarują to ankietowani przez NIK uczniowie. Ponad połowa z nich oceniała, że tempo pracy na lekcjach matematyki jest nieodpowiednie i nie nadążają ze zrozumieniem materiału.
Tymczasem z ankiet przeprowadzonych wśród rodziców wynikało, że znaczna część dzieci – bo aż 57 proc. – zgłaszała rodzicom problemy ze zrozumieniem matematyki.
Aby uzupełnić braki, blisko jedna trzecia uczniów (30 proc.) korzystała z odpłatnych korepetycji. Szkoły zwiększały co prawda liczbę godzin lekcyjnych z matematyki (do sześciu i więcej), ale było to działaniem nieracjonalnym.
Z międzynarodowych badań Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i Pisa wynika bowiem, że znaczące efekty przynosi zwiększanie liczby lekcji matematyki do czterech tygodniowo, a powyżej sześciu – staje się już nieefektywne.
Jednocześnie, dostęp do zajęć wyrównawczych z matematyki w 75 proc. skontrolowanych szkół był ograniczony. Uczniowie nie mieli możliwości wzięcia w nich udziału lub ilość osób uczestniczących w zajęciach przekraczała dozwoloną liczbę.

Przymus tu nie pomaga

W kontekście doświadczeń innych krajów, w których nie wprowadzono obligatoryjnej matury z matematyki, a które plasują się wysoko w badaniach międzynarodowych obejmujących przedmioty ścisłe (np. Finlandia), należy rozważyć obecny status tego egzaminu – uważa NIK.
Jak wskazuje Izba, nie da się wskazać, że obowiązkowy dla wszystkich uczniów egzamin maturalny z matematyki ma bezpośredni wpływ na miejsce danego państwa w rankingu innowacyjności gospodarki. Brak tutaj bezpośredniej korelacji.
Ciekawostką jest ograniczenie liczby egzaminów w Singapurze – państwie od lat zajmującym czołowe miejsca w badaniu PISA i zaliczanym do grona tzw. azjatyckich tygrysów. Tam władze zdecydowały, że szkoła będzie kłaść większy nacisk na rozwój umiejętności pracy zespołowej i analitycznego myślenia, zamiast uczyć wiedzy encyklopedycznej i wzmagać ducha rywalizacji.

Niepotrzebny obowiązek

Zdaniem NIK, uznając bezsprzecznie interdyscyplinarną wartość matematyki, należy podkreślić, że obowiązkowy egzamin maturalny z matematyki nie stanowi sam jako taki wartości w procesie nauczania w szkołach ponadpodstawowych. Wręcz przeciwnie, jest istotnym obciążeniem (czas i koszty korepetycji, stres) dla prawie jednej trzeciej osób kończących ten typ szkoły.
W Czechach, Włoszech, Luksemburgu, Holandii, Rumunii, Islandii egzamin z matematyki jest obowiązkowy tylko dla uczniów w określonych dziedzinach.
W Wielkiej Brytanii odpowiednikiem matury jest GCE (General Certificate of Education), który składa się z serii egzaminów z różnych przedmiotów, na różnych poziomach, wybieranych przez zdających. Matematyka, podobnie jak inne przedmioty nie jest obowiązkowa, jest jedynie wymagana przez uniwersytety w procesie rekrutacji na niektóre kierunki.
W Austrii matematyka obowiązuje na maturze w liceach, natomiast jest przedmiotem do wyboru w szkołach średnich zawodowych i technikach. W Hiszpanii istnieje tzw. Selectividad – nieobowiązkowy egzamin zdawany po zakończeniu szkoły średniej przez uczniów, którzy chcą studiować.
Warto więc zastanowić się u nas nad likwidacją obowiązkowej matury z matematyki. Bez konieczności jej zdawania, osoby nie planujące związków z przedmiotami ścisłymi w swej dalszej ścieżce kształcenia, mogłyby w sposób bardziej efektywny skupić się na przedmiotach istotnych z punktu widzenia dalszej drogi zawodowej.