48 godzin sport

Grosicki dołączył do Klicha
W minioną środę zakończyły się rozgrywki angielskiej Championship. Już wcześniej bezpośredni awans do Premier League zapewnił sobie zespół Leeds United, którego jednym z kluczowych graczy jest reprezentant Polski Mateusz Klich. W ostatniej, 46. kolejce Championship drugie premiowane bezpośrednim awansem miejsce wywalczyła ekipa West Bromwich Albion, której zawodnikiem od stycznia tego roku jest skrzydłowy naszej reprezentacji Kamil Grosicki (na zdjęciu). O trzecie miejsce w ekstraklasie w barażach powalczą drużyny Brendfordu, Fulham, Cardiff City i Swansea City. Z ligi spadły Charlton Athletic, Wigan Athletic i poprzedni klub Grosickiego Hull City. Tak więc w nowym sezonie do grających w Premier League Łukasza Fabiańskiego (jego West Ham United utrzymał się w lidze po remisie 1:1 w przedostatniej kolejce z Manchesterem United) i Jana Bednarka (Southampton), dołączy czterech polskich piłkarzy, bo w kadrze Leeds United oprócz Klicha są jeszcze 23-letni bramkarz Kamil Miazek i 19-letni pomocnik Mateusz Bogusz. W drugą stronę prawdopodobnie powędruje Artur Boruc, którego AFC Bournemouth znajduje się w strefie spadkowej.

Rosyjski zespół hokejowy wycofał się z gry w KHL przez wirusa
Rosyjski klub hokejowy Awangard Omsk wycofał się z przedsezonowego turnieju ligi KHL z powodu wykrycia u graczy i członków sztabu 20 przypadków koronarowirusa. Menedżer zespołu Aleksiej Wołkow poinformował, że badania przeprowadzono podczas obozu przygotowawczego, a wszyscy zakażeni natychmiast zostali odizolowani od reszty ekipy. Awangard miał w planie występ w dniach 4-9 sierpnia w przedsezonowym turnieju w Soczi. Poprzedni sezon Kontinental Hockey League, w którym poza rosyjskimi rywalizowały drużyny z Białorusi, Łotwy, Finlandii, Kazachstanu i Chin, został przerwany tuż przed rozpoczęciem drugiej rundy play off, gdy z powodu pandemii koronawirusa pojawiły się problemy z podróżowaniem. Kolejna, 13. w historii edycja rozgrywek KHL ma się rozpocząć 2 września.

Rośnie liczba zakażonych w klubach ligi futbolu amerykańskiego
Władze ligi futbolu amerykańskiego NFL poinformowały, że 59 zawodników miało pozytywne wyniki testów na koronawirusa. Między innymi z tego powodu odwołano spotkania sparingowe. Poza tym nakazano, aby w kadrach klubów przebywających ma letnich zgrupowaniach było nie więcej niż 80 zawodników. Super Bowl zaplanowano na 7 lutego 2021 roku. Tytułu będzie broniła ekipa Kansas City Chiefs.

Hiszpański snajper z Górnika Zabrze będzie teraz grał w Indiach
Występujący ostatnio w Górniku Zabrze Igor Angulo został nowym zawodnikiem aktualnego mistrza ekstraklasy Indii FC Goa. 36-letni napastnik związał się z nowym klubem roczną umową. Angulo grał w Górniku przez ostatnie cztery lata. W zakończonym sezonie PKO Ekstraklasy zagrał w 36 spotkaniach, w których strzelił 16 goli. W poprzednich rozgrywkach był królem strzelców z dorobkiem 24 trafień, a w sumie zdobył dla Górnika 62 ligowe bramki.

Leon Madsen rządzi w mistrzostwach Europy na żużlu
Zwycięstwem Leona Madsena zakończył się turniej TAURON Speedway Euro Championship w Rybniku. Drugą lokatę wywalczył Rosjanin Grigorij Łaguta, a trzecią aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Duński żużlowiec, na co dzień gwiazda Włókniarza Częstochowa, wygrał także dwie poprzednie rundy tego cyklu, przez co jest teraz pierwszym zawodnikiem w historii mistrzostw Europy, który w jednym sezonie zwyciężył w trzech turniejach z rzędu. Madsen jest też jasna liderem klasyfikacji generalnej. Uczestnicy TAURON SEC mieli za sobą przymusową dwutygodniową przerwę od startów w europejskim czempionacie, spowodowaną pozytywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa u jednej z osób obecnych na meczu PGE Ekstraligi w Rybniku. Zaplanowany w ubiegł tygodniu trzeci z pięciu turniejów tegorocznej edycji SEC w Gnieźnie został przełożony na czwartek 23 lipca (te zawody zakończyły się po zamknięciu wydania). Finał tegorocznej edycji SEC odbędzie się 29 lipca w Toruniu.

Wojna futbolistów z Trumpem

Amerykańska Federacja Piłkarska (US Soccer) zignorowała prezydenta USA Donalda Trumpa i na przekór jego opinii zmieniła protokół regulujący zasady zachowania się podczas hymnu narodowego. Teraz piłkarki i piłkarze nie będą musieli już obowiązkowo stać na baczność i trzymać prawej ręki na sercu. I mogą nawet klęczeć.

Odgrywanie hymnów przed meczami drużyn narodowych to w piłce nożnej uświęcony tradycją sportowy rytuał, który wszędzie jest pieczołowicie kultywowany. Zwyczajowo zawodniczki i zawodnicy w jego trakcie stoją w pozycji „na baczność”. Ten wymóg jest wszędzie obowiązkowy, dowolne są natomiast dodatkowe zachowania, jak trzymanie prawej ręki na sercu, chwytanie się za ramiona, śpiewanie czy ustawianie twarzami w kierunku wywieszonej na stadionie flagi. Kibice na ogół nie są tolerancyjni w kwestii nawet niewielkich odstępstw w tym rytuale, o czym przekonała się w Polsce choćby piosenkarka Edyta Górniak, której nowatorskie wykonanie polskiego hymnu podczas rozegranych w 2002 roku w Korei Południowej i Japonii mistrzostw świata spotkało się nad Wisłą z powszechnym potępieniem.
W Stanach Zjednoczonych podczas sportowych wydarzeń do interpretacji hymnu narodowego obywatele nie przywiązują aż takiej przesadnej wagi, ale lekceważących zachowań podczas jego wykonywania już tak. Tak też odebrano w 2016 roku zachowanie gracza NFL Colina Kaepernicka, który przed ligowym meczem podczas hymnu przyklęknął, a potem zaintrygowanym dziennikarzom wyjaśnił, że to jego sprzeciw przeciwko złemu traktowaniu przez jego kraj kolorowych obywateli. „Gest Kaepernicka” odbił się w USA szerokim echem i znalazł wielu naśladowców, ale władze ligi NFL wszelkie tego typu protesty przeciwko brutalności policji wobec Afroamerykanów skutecznie spacyfikowały.
Trump naciska na Twitterze
Spora w tym „zasługa” Donalda Trumpa, który właśnie objął rządy w Białym Domu i z tej pozycji zaapelował na Twitterze do szefów największej zawodowej ligi futbolu amerykańskiego, żeby zabronili zawodnikom klękanie podczas odgrywania hymnu narodowego. „Czyż nie mają zapisane w kontraktach, że muszą stać na baczność, z ręką na sercu?” – pisał Trump. I domagał się sankcji wobec naśladowców Kaepernicka. „Pierwszy raz na kolanach – wyrzucić z meczu. Drugi raz – zawiesić na cały sezon bez zapłaty” – domagał się prezydent USA, grzmiąc, że takie zachowania to jego zdaniem „zniewagą dla naszego kraju i naszej flagi”.
Futbol amerykański nie bez powodu uznawany jest za oceanem za „sport białych”, ale władze NFL załatwiły wtedy sprawę „w białych rękawiczkach”. Protestujący zawodnicy dostali do wyboru, albo podczas hymnu zostaną w szatni, albo będą na boisku stać jak wszyscy – na baczność, bo każda inna postawa zostanie natychmiast ukarana. To dlatego Kaepernick nie dostał już w lidze nowego kontraktu i musiał zakończyć przedwcześnie karierę w wieku 32 lat. Oficjalnie jednak podawano, że żaden klub nie zdecydował sie na jego zatrudnienie, bo prezentował słabą formę, co akurat było prawdą, ale nie do końca, bowiem nękały go wtedy kontuzje i potrzebował trochę czasu na powrót do dawnej dyspozycji.
Dzisiaj jednak nastroje społeczne w USA są znacznie bardziej radykalne niż cztery lata temu i przez ten kraj przelewa się fala antyrasistowskich protestów wywołanych zabójstwem 46-letniego George’a Floyda przez policjantów podczas zatrzymania. Policjant udusił go przygniatając szyję kolanem do ziemi przez 8 minut i 46 sekund. Nagraniu wideo z tego tragicznego w skutkach zdarzenia trafiło do internetu i wywołało masowe protesty we wszystkich dużych miastach w USA, często przeradzające się w uliczne zamieszki. Klęczący na szyi Floyda funkcjonariusz siłą rzeczy skojarzył się z klęczącym Kaepernickiem i tak wykonany cztery lata temu w zupełnie innych okolicznościach gest tego futbolisty nabrał zupełnie nowego znaczenia, stając się jednym z symboli napędzającego antyrasistowskie protesty ruchu Black Lives Matter (Czarne życie ma znaczenie).
Z wielkich sportowych organizacji jako pierwsza dołączyła się do niego Amerykańska Federacja Piłkarska (US Soccer) ogłaszając, że znosi obowiązek słuchania hymnu „na baczność” i nie będzie karać zawodniczek i zawodników reprezentacji za wykonywanie „gestu Kaepernicka”.
Rapinoe to zmora prezydenta USA
Prezydent Trump rzecz jasna natychmiast zareagował i próbował „zdyscyplinować” piłkarskich działaczy za pośrednictwem Twittera, grożąc im, że przestanie oglądać mecze zespołu narodowego, jeśli zobaczy zawodników klęczących podczas odgrywania hymnu. O kobiecej reprezentacji nawet nie wspomniał, bo ma z nią na pieńku już od lat, głównie za sprawą gwiazdy amerykańskiej drużyny Megan Rapinoe, która od początku jest zawziętą przeciwniczką prezydentury Trampa. Po zdobyciu mistrzostwa świata odmówiła zwyczajowej wizyty w Białym Domu, a gest Kaepernicka skopiowała już w 2017 roku.
Za przykładem US Soccer pójdzie pewnie wiele innych związków sportowych w USA, a także największe ligi zawodowe – koszykówki, baseballa i futbolu amerykańskiego. W NFL pierwsi stosowaną przez władze ligi zasadę apolityczności odrzucili zawodnicy, ale w końcu także właciciele klubów wsparli ideę ruchu Black Lives Matters. A trzeba pamiętać, że National Football League to największa i najbogatsza zawodowa liga na świecie. Ma najwyższe przychody, najwyższą średnią widzów na trybunach, najwyższą na świecie oglądalność telewizyjną. Właściciele klubów NFL należą do finansowej elity Ameryk, a przeciętna wartość klubu NFL to blisko trzy miliardy dolarów. I z każdym rokiem rośnie. Ci ludzie mają więc wiele do stracenia, ale gdy przyszło im wybierać między społeczną akceptacja, a akceptacją Donalda Trumpa, wybrali stronę obywateli. W ich imieniu komisarz ligi Roger Goodell potępił rasizm i systemowe prześladowanie Afroamerykanów w USA. Nic dziwnego, że w mediach, nie tylko amerykańskich, stanowisko NFL wywołało szok. Brytyjski „The Guardian” napisał nawet: „NFL pokazała środowy palec Donaldowi Trumpowi”. W USA media głównego nurtu nie oceniały tego aż tak dosadnie, też jednak pisały, że władze NFL stanęły w opozycji do Trumpa.
Na kontrę prezydenta USA nie trzeba było długo czekać. Jak ma to w zwyczaju, zareagował na Twitterze pisząc: „Teraz będzie OK dla zawodników klęczeć, a nie stać przy hymnie narodowym, i w ten sposób okazywać brak szacunku naszemu krajowi. Nie kupię biletu na mecz NFL, dopóki liga nie wróci do futbolu i przestanie dzielić Amerykanów”. Jeśli w ślady US Soccer i NFL pójdą inni, Trump chyba będzie musiał w ogóle zrezygnować z oglądania sportu.

Gest Kaepernicka symbolem protestu

W USA kolejny dzień trwają protesty wywołane zabójstwem przez białego policjanta 42-letniego Afroamerykanina Georga Floyda. Dołączyli do nich sportowcy, którzy wygłaszają apele lub wypisują na koszulkach ostatnie wypowiedziane przez Floyda słowa „Nie zabijaj mnie!”, albo hasła w rodzaju „Sprawiedliwość dla George’a Floyda”. Jedną z form protestu jest naśladowanie głośnego przed czterema laty gestu gracza zespołu futbolu amerykańskiego San Francisco 49ers Colina Kaepernicka.

Morderstwo Floyda wywołało burzliwe protesty w Stanach Zjednoczonych, a na świecie wzmocniło debatę na temat nierówności rasowej. Tym razem sportowcy nie wahali się stanąć w pierwszym szeregu i odważnie zabierali głos. LeBron James, największy obecnie gwiazdor koszykarskiej ligi NBA, która uznawana jest za zdominowaną przez Afroamerykanów, udostępnił na Instagramie zdjęcie klęczącego na szyi Floyda policjanta, a obok zdjęcie klęczącego w trakcie grania amerykańskiego hymnu gracza zdominowanej przez białych ligi NFL Colina Kaepernicka i podpisał je pytaniem: „Czy teraz rozumiecie, o co nam chodzi? Czy dalej to nie jest dla was jasne?”.


Jedyny sprawiedliwy w NFL

Przy okazji przypomniał też światu postać Kaepernicka i jego gest, który pod koniec 2016 poruszył opinię publiczną w USA. Wtedy Kaepernick był jeszcze graczem zespołu San Francisco 49ers. Przed meczami NFL zwyczajowo odgrywany jest hymn narodowy podczas którego wszyscy stoją, a Colin jako jedyny w tym czasie klęknął i pochylił głowę. Potem wyjaśnił to tak: „Nie będę z dumą stał obok flagi kraju, który szykanuje osoby rasy czarnej czy innych kolorowych ludzi”. Jego zachowanie poparła spora część amerykańskiego społeczeństwa, szczególnie kolorowa, ale futbolista był też ostro krytykowany, między innymi przez Donalda Trumpa. W efekcie stracił kontrakt w ekipie 49ers, a potem żaden klub nie zdecydował się na jego zatrudnienie. Podał za to NFL do sądu, ale chociaż rozprawa zakończył się ugodą, jego sportowa kariera legła w gruzach.
Gest Kaepernicka nie został jednak zapomniany i dzisiaj stał się jednym z symboli protestu wywołanego tragiczną śmiercią Floyda. On sam i jego fundacja udzielili wsparcia manifestantom. „Musimy bronić naszych bojowników o wolność” – napisał w oświadczeniu Kaepernick. W USA jeszcze do niedawna funkcjonował stereotyp, że futbol amerykański to „sport dla białych”, dzisiaj jednak nawet władze NFL oficjalnie wspierają walkę o równość rasową. Szczególnego znaczenia nabrała wypowiedź Carsona Wentza, gwiazdora drużyny Cincinnati Bengals, pochodzącego konserwatywnej rodziny od pokoleń mieszkającej w „białej” Północnej Dakocie. „Większość życia spędziłem w towarzystwie białych ludzi, więc nie będę udawał, że rozumiem, przez co przechodzą czarnoskórzy. Ale kompletnie nie rozumiem, jak społeczeństwo może nie szanować wartości ludzkiego życia. Przecież jesteśmy równi” – stwierdził Wentz.
„Gdy widzicie czarnoskórych protestujących, zrozumcie, że oglądacie ludzi znajdujących się na granicy wytrzymałości, którzy chcą żyć i oddychać – napisał Kareem-Abdul Jabbar, najlepszy strzelec w historii NBA, który od lat walczy o równość rasową. Mówiąc o oddychaniu nawiązał do słów Floyda, który bezskutecznie prosił klęczącego na nim policjanta, żeby go puścił, bo nie może złapać oddechu. Jego słowa – „I can’t breathe” (Nie mogę oddychać), to w tej chwili sztandarowe hasło uczestników masowych protestów organizowanych w USA.
Głos sprzeciwu wyraził także Michael Jordan, legendarny koszykarz Chicago Bulls, który dotąd niechętnie angażował się w akcje społeczne o politycznym kontekście, lecz tym razem nie wytrzymał. „Jestem głęboko zasmucony, przepełniony bólem i po prostu zły. Solidaryzuję się z tymi, którzy sprzeciwiają się zakorzenionemu rasizmowi i przemocy wobec kolorowych ludzi w naszym kraju. Mamy dość!” – napisał Jordan. W jego ślady poszli inni wielcy amerykańscy sportowcy. Coco Gauff, 16-letnia gwiazda kobiecego tenisa, opublikowała w internecie filmik, na którym stoi w czarnej bluzie z pochyloną głową i pyta – „Czy będę kolejna?”, gdy w tle pojawiają się zdjęcia czarnoskórych ofiar przemocy policji. Brytyjczyk Lewis Hamilton, jedyny ciemnoskóry kierowca w Formule 1, przywalił mocno w środowisko sportów motorowych. „Nikt ze zdominowanej przez białych ludzi Formuły 1 nie wykazał jakiegokolwiek działania. Nie możecie stać z boku i nic nie robić” – grzmiał sześciokrotny mistrz świata.

Solidarni z Bundesligi

Do protestu przyłączyli się też piłkarze niemieckiej Bundesligi – Marcus Thuram (Borussia Moenchengladbach), Jadon Sancho i Achraf Hakimi (Borussia Dortmund) i amerykański piłkarz Weston McKennie z Schelke Gelsenkirchen. Ich gesty były mocnym przekazem, bo niemiecka liga to teraz jedyne rozgrywki sportowe transmitowane na całym świecie. Gest Kaepernicka w minioną niedzielę powielił Thuram, który po strzeleniu gola Unionowi Berlin przyklęknął i pochylił głowę. „Nic nie trzeba wyjaśniać” – napisał klub w podpisie pod zdjęciem udostępnionym w mediach społecznościowych. A jego trener, Marco Rose, dodał: „Marcus stanowi wzór do naśladowania w walce z rasizmem”.
Napastnik Borussii Moenchengladbach to syn Liliana Thurama, wybitnego przed laty francuskiego piłkarza, mistrza świata z 1998 roku, który od lat walczy o równość rasową. „Za normalne uważa się, że ktoś ma więcej, bo jest biały. O rasizmie się nie mówi. Wszyscy wiedzą, co się dzieje, ale zachowują się, jakby nic się nie działo, bo nie chcą tracić swoich przywilejów. Dopóki nie pozbędziemy się tej postawy, dopóty świat się nie zmieni” – twierdzi Thuram-senior.
Z kolei Jadon Sancho po strzeleniu pierwszego z trzech goli w spotkaniu z Paderborn (6:1) zdjął koszulkę meczową i pokazał do kamer telewizyjnych wypisane na T-shircie hasło: „Sprawiedliwość dla George’a Floyda”. Tak samo postąpił też inny z graczy Borussii Dortmund, Achraf Hakimi, zaś Weston McKennie nosił opaskę z napisem „Sprawiedliwość dla George’a”. Cała trójka została za to ukarana żółtymi kartkami, a Thuramowi groziło zawieszenie, bo tak stanowią przepisy FIFA, która zabrania na stadionach jakichkolwiek manifestacji politycznych. Władze dyscyplinarne Bundesligi w tych przypadkach zlekceważyły jednak regulaminy i nie wyciągnęły żadnych konsekwencji. Co więcej – DFB zapowiedział kontynuację prowadzonej na niemieckich stadionach kampanii antyrasistowskiej.
Szkoda, że na naszych stadionach nie znaleźli się naśladowcy Kaepernicka, Thurama, Sancho i Hakimiego.

Telewizja nie jest już przyszłością

NBA, najlepsza koszykarska liga na świecie, w 2014 roku sprzedała na dziewięć lat prawa telewizyjne do transmisji meczów w płatnych kanałach za 24 miliardy dolarów. Umowa obowiązuje od sezonu 2016-2017 i wygaśnie w połowie 2025 roku. Eksperci w tej branży twierdzą, że był to ostatni tak lukratywny kontrakt nie tylko dla NBA.

Powodem pesymistycznych prognoz są spadające na łeb na szyję wyniki oglądalności sportowych transmisji w stacja ESPN i TNT. Wraz ze spadającą oglądalnością stacjom płatnym ubywa też abonentów. Z szacunkowych danych wynika, że tylko w Stanach Zjednoczonych w ostatnich kilku latach z płatnej telewizji zrezygnowało ponad 20 milionów gospodarstw domowych. A kryzys oglądalności to nie tylko kłopot dla stacji telewizyjnych, lecz także dla rozzuchwalonego dekadami rosnących zysków z handlu prawami telewizyjnymi świata sportu. Już w niedalekiej przyszłości czekają go potężne wstrząsy, po których nastąpią lata chude, bo zyski z praw telewizyjnych to dzisiaj największa część przychodów w zawodowym sporcie. Szefowie największych klubów i najsilniejszych lig piłkarskich w Europie też mają tego świadomość, dlatego tak uparcie dążą do stworzenia elitarnej superligi, żeby malejący strumień pieniędzy z płatnych telewizji można było dzielić w znacznie węższym gronie.

Bogaci szukają ratunku

Nie wszyscy jednak uważają, że jedynym ratunkiem jest ograniczenie liczebności klubowej elity i zamknięcie do niej dostępu dla maluczkich. Pewną nadzieję na lepsza przyszłość dają serwisy OTT (skrót od over-the-top), do których zaliczają się platformą typu Netflix, HBO GO, czy Prime Video, należące do firmy Amazon. O tej ostatniej zrobiło się głośno po tym, jak po raz pierwszy w historii brytyjscy kibice piłkarscy nie mogli oglądać meczów Premier League w telewizji, bo transmisje do dwudziestu grudniowych spotkań wykupił właśnie Amazon. Debiut okazał się wielkim sukcesem, chociaż odbiorcy narzekali trochę na buforowanie i opóźnienia w transmisji, lecz te drobne mankamenty nie przeważyły atutów, jakie stwarzała możliwość wyboru komentatorów oraz oglądania na raz nie jednego. lecz kilku spotkań w tym samym czasie.

Dyrektor do spraw technologii w hiszpańskiej La Lidze, Jose Carlos Franco, twierdzi z przekonaniem, iż do 2026 roku platformy OTT będą przynosić hiszpańskiej ekstraklasie piłkarskiej co najmniej połowę przychodów z tytułu praw telewizyjnych. Już teraz liga uruchomiła serwis: LaLigaSportsTV, gdzie co prawda jeszcze nie pokazuje swoich meczów, ale niższe ligi i hiszpańskie rozgrywki w innych sportach, m. in. w siatkówce, piłce ręcznej, koszykówce, piłce wodnej. W sumie w ofercie ma ponad 30 dyscyplin sportu. To odpowiedź na narastające kłopoty La Ligi, która w ostatnim czasie zanotowała nagły spadek oglądalności w płatnej telewizji. W poprzednim sezonie mecze Realu i Atletico Madryt oglądało o 19 procent mniej kibiców niż rok wcześniej. Tylko trochę mniejszy spadek (13 procent) zaliczyła Barcelona.

UEFA też już kombinuje

UEFA także rozwija ten segment. Stworzyła platformę UEFA.tv i planuje na mniejszych rynkach pozaeuropejskich, gdzie wartość transmisji nie przekracza 5-10 mln dolarów rocznie, pokazywać za jej pośrednictwem już od sezonu 2020/2021 Ligę Mistrzów oraz Ligę Europy.

Możliwości jakie stwarza internet wręcz prowokują do snucia zabójczych dla klasycznej telewizji projektów. Jeden z takich wizjonerskich pomysłów wyjawił Simon Jordan, były właściciel angielskiego klubu piłkarskiego Crystal Palace. Otóż namawia on kluby Premier League, by zbudowały swoją własną platformę w formacie „wideo na życzenie” same ustalały parametry opłat. „Dzisiaj ludzie rezygnują z oglądania ligi, bo nie chcą płacić 75-80 funtów miesięcznie za abonament, bo z różnych powodów uważają wysokość takiej opłaty za zawyżoną. Natomiast jeśli Premier League zrobi piłkarskiego Netfliksa i zaoferuje subskrybcję za 5-10 funtów miesięcznie, może zdobyć 100 milionów klientów i 10 miliardów funtów co roku, zamiast 8,1 miliarda funtów raz na trzy lata.

Internet zastąpi telewizję?

Te założenia są być może przesadnie optymistyczne, o czym może świadczyć choćby przebijająca się z trudem oferta platformy DAZN, obecnej na razie tylko w USA, Hiszpanii, Kanadzie, Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, Austrii, Japonii i Brazylii. Ale te kraje to potencjalnie ponad 800 milionów odbiorców, tymczasem DAZN zdobył w nich jak na razie około ośmiu milionów subskrybentów, choć ma w ofercie prawa telewizyjne do atrakcyjnych sportowych wydarzeń: w Niemczech pokazuje np. wybrane mecze Bundesligi, Ligi Mistrzów i dziesiątki rozgrywek piłkarskich (m. in. z Hiszpanii czy Włoch). W Kanadzie daje widzom pełny dostęp do NFL, w USA transmituje ekskluzywne gale bokserskie, a we Włoszech transmituje wybrane mecze Serie A. Co tydzień DAZN oferuje swoim użytkownikom setki wydarzeń sportowych z całego świata, aplikacja zacznie jednak przynosić zysk swoim właścicielom najwcześniej za 4-5 lat.

Zatrzymać trendu chyba już się nie uda, chociaż świat transmisji telewizyjnych jest podzielony i podlega regionalizacji. Powtórzyć sukces Netflixa chciałby każdy nadawca, więc serwisy OTT mają już najpotężniejsze zawodowe ligi amerykańskiej – MLB, NFL, NBA i NHL. Ze swoją platformą ruszyła też stacja telewizyjna ESPN, która już ma ponad dwa miliony użytkowników serwisu ESPN+. Od kilku lat na zasadach OTT działa też serwis Eurosport Player.