MŚ Rosja 2018: Trudne chwile faworytów

Brazylijczycy kpili z porażki Argentyńczyków z Chorwacją, a sami dopiero w doliczonym czasie gry zdołali pokonać Kostarykę. Na rosyjskim mundialu lepiej nie śmiać się z cudzego nieszczęścia.

 

Sromotna porażka Argentyny z Chorwacją (0:3) wywołała potężną falę krytyki pod adresem trenera ekipy „Albicelestes” Jorge Sampaolego oraz jej lidera i kapitana Lionela Messiego. Z niepowodzenia sąsiadów cieszą się natomiast ich sąsiedzi, Brazylijczycy. W Internecie furorę zrobił filmik nakręcony na moskiewskich ulicach, na którym grupa kibiców canarinhos wyśpiewuje: „Messi, ciao, Messi ciao, Messi ciao, ciao, ciao”. Takich ironicznych komentarzy do słabej postawy argentyńskiego gwiazdora jest coraz więcej. Jego niemoc na rosyjskich stadionach wręcz zdumiewa. W spotkaniu z Chorwatami Messi nie oddał żadnego strzału na bramkę rywali, a przy piłce był rzadziej niż nieszczęsny bramkarz Caballero.

W Argentynie nikt nie ma wątpliwości, że to koniec przygody Messiego z ich reprezentacją. Przygody nieudanej zważywszy na skalę jego piłkarskiego talentu. Przed czterema laty „Albicelestes” przegrali w finale mistrzostw świata, potem nie potrafili też wygrać w finałach dwóch kolejnych edycji Copa America (2015 i 2016). W Rosji argentyńska drużyna wciąż jednak ma jeszcze szanse na wyjście z grupy. Musi jednak wysoko pokonać w ostatnim meczu Nigerię, co nie jest zadaniem ponad jej możliwości.

Cieszący się z nieszczęścia sąsiadów Brazylijczycy o mały włos a sami podzieliliby ich los. Obie bramki w wygranym 2:0 spotkaniu z Kostaryką zespół canarinhos strzelił dopiero w doliczonym czasie gry. Płaczący jak bóbr po końcowym gwizdku sędziego Neymar łzami odreagował stres, ale gwiazdor brazylijskiej reprezentacji mimo zdobytej bramki wciąż nie zachwyca formą. W ostatniej kolejce canarinhos zmierzą się z Serbią, a Szwajcaria z Kostaryką, a w grupie E szans na awans nie mają już tylko Kostarykanie. Może więc zdarzyć się i tak, że to Neymar i spółka odpadną, a wyśmiewani dzisiaj przez Brazylijczyków sąsiedzi z Argentyny będą grać w fazie pucharowej.

Nerwowe chwile przeżywają też broniący mistrzowskiego tytułu Niemcy. W meczu ze Szwecją pomógł im trochę nasz sędzia Szymon Marciniak, który nie podyktował karnego po kontrowersyjnym zatrzymaniu Marcusa Berga przez Jerome’a Boatenga. Szwedzi uznali to za „kradzież w biały dzień”, ale gdy emocje nieco opadły tamtejsze media uczciwie przyznały, że rywale wygrali zasłużenie. W Niemczech nastroje po zwycięstwie nie były mocarstwowe, bo zespół Joachima Loewa już w drugim występie nie zachwycił i wygraną 2:1 wydarł Szwedom w ostatnich sekundach. W ostatniej kolejce grupy F Niemcy zagrają z Koreą Południową, a Szwedzi z Meksykiem. Różnie może być, więc może lepiej nie kpić z cudzego nieszczęścia.