Co wywalczyli niepełnosprawni

23 maja ulicami Warszawy przeszła ogólnopolska manifestacja osób niepełnosprawnych i ich rodzin. To ważne wydarzenie przypomina o wciąż licznych potrzebach i nierozwiązanych problemach osób niepełnosprawnych, które zostały już wyartykułowane podczas protestu okupacyjnego w Sejmie wiosną 2018 roku. W ostatnim czasie obóz rządzący zapowiedział 500 złotych dodatkowego świadczenia dla części osób głęboko niepełnosprawnych. Nie wiadomo jednak, czy i kiedy nowe rozwiązanie wejdzie w życie ani kto dokładnie miałby zakwalifikować się do tego wsparcia.

Samo hasło: „500+ dla niepełnosprawnych” nawiązuje niewątpliwie do zasadniczego postulatu, z jakim przed rokiem przez miesiąc protestowano na sejmowym korytarzu. Bez względu na to, jakie będą dalsze losy zapowiedzianego nowego świadczenia, ówczesny protest już przyniósł wymierne efekty.

Wyższa renta socjalna

Podniesienie renty socjalnej z poziomu 84 proc. do 100 proc. najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy było jednym z dwóch najważniejszych postulatów protestujących. Dla tych ludzi miało to znaczenie godnościowe.
Przed protestem na portalach wymiany informacji między niepełnosprawnymi i ich bliskimi można było przeczytać hasła typu „84% człowieka” wskazujące, że renty socjalne poniżej poziomu ustawowego minimum dla świadczeń emerytalnych i rentowych uderzają w poczucie godności ludzi, którzy muszą żyć za takie pieniądze. Dobrze więc, że dokonano wyrównania i szkoda, że trzeba było do tego aż tak dramatycznego protestu.W dodatku mimo wyrównania nadal mówimy o świadczeniach bardzo niskich – do marca tego roku jest to 1100 złotych brutto, co na rękę daje kwoty mieszczące się poniżej socjalnego minimum.
Przypomnijmy, że renta socjalna przeznaczona jest dla osób mających orzeczoną niezdolność do pracy (choć zarazem prawo obecnie przewiduje możliwość dorabiania do tego świadczenia), których niepełnosprawność powstała przed 18 roku życia. Tym, którzy już w wieku dorosłym stali się niepełnosprawnymi i mają ograniczenia w wykonywaniu pracy, przysługują z kolei renty z tytułu całkowitej lub częściowej niezdolności do pracy, o ile spełnione są też odpowiednie kryteria.

W praktyce nadal mamy w Polsce grupę osób głęboko niepełnosprawnych,

które nie kwalifikują się do jednego ani drugiego świadczenia. Wystarczy, że ktoś po 18 roku życia ulegnie wypadkowi, skutkującemu niepełnosprawnością, a nie był ubezpieczony emerytalnie lub rentowo, bo np. sytuacja zmuszała go do pracy na czarno lub na umowę o dzieło.
Inny mało akcentowany problem to sytuacja opiekunów, którzy pobierają emerytury lub renty, często bardzo skromne, nawet poniżej 1000 złotych na osobę. Grupa ta od lat domaga się wyrównania świadczenia pielęgnacyjnego (obecnie na poziomie nieco powyżej 1500 złotych netto). Inną sprawą jest kwestia tzw. wykluczonych opiekunów osób, które stały się znacznie niepełnosprawne w wieku dorosłym. Opiekunowie ci mogą liczyć dziś na raptem 620 złotych i to pod warunkiem nieprzekroczenia progu dochodowego (poniżej 764 złotych netto na osobę).

Solidarnościowy Fundusz Wsparcia

Jeszcze w czasie sejmowego protestu w ubiegłym roku, premier Morawiecki zapowiedział wprowadzenie tzw. daniny solidarnościowej, która pozwoliłaby na sfinansowanie zwiększonego wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami. Ta zapowiedź została chłodno przyjęta przez dużą część środowiska, jako coś, co kojarzyło im się ze swoistą jałmużną, a nie realnym urzeczywistnieniem ich praw. To wskazuje, by projektując różne rozwiązania wspierające dbać o to, by nie uderzały one w poczucie godności tych, do których są skierowane.
Zastrzeżenia budziło choćby przekazanie na ten nowy cel niemałych środków nie tylko z tzw. daniny solidarnościowej, ale także z Funduszu Pracy, a więc puli dedykowanej osobom bezrobotnym, którzy też są w potrzebie. Wydaje się dyskusyjne czy akurat do tej stosunkowo płytkiej publicznej kieszeni należy ochoczo sięgać by finansować inne, choćby słuszne cele.
Z perspektywy czasu widać jednak pewne plusy nowego, działającego od tego roku mechanizmu. W ramach Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych, którego tegoroczny budżet ma wynieść prawie 650 mln złotych uruchomiono już konkretne programy, mające służyć dofinansowaniu działań gmin w zakresie opieki. Pierwszy z programów to „ usługi opiekuńcze dla osób niepełnosprawnych” (60 mln na ten rok), drugi zaś to „opieka wytchnieniowa” (110 mln). O ile pierwszy z programów ma służyć dalszemu rozwojowi usług opiekuńczych i specjalistycznych usług opiekuńczych, będących już od dawna ustawowym zadaniem samorządu, o tyle drugi służy rozwojowi czegoś, czego brakowało w polskim prawie socjalnym.

Opieka wytchnieniowa

to w uproszczeniu opieka zastępcza na czas, gdy opiekun nie może sprawować opieki (np. w związku z własnym leczeniem) nad swoim podopiecznym. Z moich doświadczeń wynika, że takie wsparcie jest przez wielu opiekunów bardzo pożądane, a jego brak skutkuje naprawdę dramatycznymi sytuacjami. Zdarza się wszak, że przeciążony opieką bez przerwy opiekun nie jest w stanie nawet skorzystać z konstytucyjnego prawa do leczenia, bowiem nie ma w tym czasie jak zapewnić opieki bliskiej osobie.
Oczywiście budżet tych programów, jak na skalę potrzeb, jest dość skromny, a konkursowa formuła z wymaganym wkładem własnym może uderzać w najuboższe gminy, którym trudno ubiegać się o wsparcie. Wreszcie, szczegółowe zasady przyznawania tego rodzaju opieki budzą obawy, że część potrzebujących, np. opiekunowie osób z niepełnosprawnością intelektualną, może nie zakwalifikować się do pomocy. Ważne jednak, że przynajmniej na razie zaczęły funkcjonować pewne nowe formy wsparcia, których dotąd dotkliwie brakowało. Być może dłużej musielibyśmy na to czekać, gdyby nie zeszłoroczny protest.

Lepszy dostęp do rehabilitacji medycznej dla znacznie niepełnosprawnych

Przyjęcie nowych rozwiązań w dostępie do świadczeń medyczno-rehabilitacyjnych miało stanowić rządową odpowiedź na drugi z postulatów – 500 dodatkowych złotych dla osób ze znaczną niepełnosprawnością. Rząd nie umiejąc bądź nie chcąc spełnić tego postulatu w formie świadczenia pieniężnego, zasugerował wprowadzenie szeregu udogodnień w dostępie do sprzętu, rehabilitacji i specjalistycznego leczenia, które w założeniu miały przynieść znaczne oszczędności w budżetach domowych osób z niepełnosprawnościami. Rozwiązanie to trudno uznać za właściwą odpowiedź na to, czego oczekiwali protestujący. Niemniej przyniosło ono pewne korzyści przynajmniej części osób z niepełnosprawnością znaczną i ich rodzin.

Nowe regulacje

przewidywały możliwość skorzystania z ambulatoryjnych świadczeń specjalistów bez konieczności skierowań, brak limitów czasowych użytkowania wyrobów medycznych, takich jak materace, wózki inwalidzkie czy protezy, zniesienie limitu finansowania świadczeń w zakresie rehabilitacji leczniczej czy bezkolejkowy dostęp do świadczeń medycznych i zaopatrzenia w aptekach.
Na ile założenia te zostały zrealizowane w praktyce? Spotkałem się z różnymi opiniami. Jedni mówią, że faktycznie skorzystali, ale są też tacy, którzy wskazują, że nadal natrafiają na pewne bariery. Z pewnością tu i ówdzie udrożniono i ułatwiono dostęp do opieki i rehabilitacji medycznej dla części osób niepełnosprawnych i ułatwiono tym samym przy okazji życie ich bliskim.

Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach nowych regulacji.

Po pierwsze, działają one tylko względem osób z niepełnosprawnością w stopniu znacznym, a już nie z np. stopniem umiarkowanym. Część potrzebujących, na przykład świeżo po ciężkim wypadku lub chorobie, może w ogóle nie mieć jeszcze orzeczenia, choć szybki tryb dostępu do rehabilitacji i specjalistów powinien być wskazany. Po drugie, nawet wśród osób znacznie niepełnosprawnych są takie, których np. choroby rzadkie nie są w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej jeszcze uwzględnione, jeśli chodzi o specjalistów, terapie, odpowiednie podejście itp. Dla tych ludzi dodatkowe wsparcie pieniężne mogłoby być rozwiązaniem, pozwalającym na choćby częściowe pokrycie dodatkowych kosztów leczenia, rehabilitacji, opieki, niekiedy poza ramami publicznej służby zdrowia.
Wreszcie – pamiętajmy, że potrzeby osób niepełnosprawnych – także tych znacznie niepełnosprawnych – nie zamykają się w sferze tylko medyczno-rehabilitacyjnej. Ci ludzie potrzebują też szerokiej i sprawnej rehabilitacji społecznej, a nieraz i zawodowej. Omawiane rozwiązania się do tego nie odnoszą. Nie zapominajmy również, że łatwiejsza i szybsza ścieżka dostępu do lekarzy specjalistów i rehabilitantów nic nie da bez działań, które by zatrzymały przedstawicieli tych profesji w systemie publicznej służby zdrowia i gwarantowały im godziwe wynagrodzenie i warunki pracy. Z tym bywa bardzo źle, o czym np. zajmujący się rehabilitacją fizjoterapeuci przypomnieli podczas niedawnego protestu tej grupy zawodowej.

Wiatr w żagle

Oddziaływanie zeszłorocznego protestu niepełnosprawnych i ich rodzin nie powinno być rozpatrywane wyłącznie przez pryzmat twardych zmian legislacyjnych, ale także zjawisk zachodzących w debacie publicznej i społecznej świadomości. Pod tym względem znaczenie protestu trudno przecenić. Wiele osób poznało, choćby pobieżnie, dramat ludzi z głębokimi niepełnosprawnościami i ich bliskich, a także mogło zorientować się w choćby niektórych deficytach polityki wsparcia tej grupy. Dziś prawdopodobnie niemal wszystkie formacje oraz media zdają sobie, że mówimy o grupie społecznej, która czuje się pokrzywdzona i gotowa jest zabiegać o swoje prawa. Miejmy nadzieję, że przełoży się to tworzenie bardziej solidarnej i sprawiedliwej polityki wobec niepełnosprawności.

Zła zmiana

To nie jest kraj dla samotnych rodziców. To nie jest kraj dla niepełnosprawnych. To nie jest kraj dla ubogich, ledwo utrzymujących się na powierzchni.

 

Kolejna zła zmiana w wykonaniu Rafalskiej: spora grupa niepełnosprawnych dorosłych straci prawo do alimentów z państwowego funduszu, ponieważ będą już na nie za bogaci po tym, jak wzrośnie próg dochodowy. Obecnie wynosi on 800 zł po zawrotnej podwyżce z 725 zł. Tymczasem renta socjalna wynosi całe 878 zł. To nie jedyna grupa pokrzywdzona przez jednostronne machinacje progowe PiS.
Ucierpią też samodzielni rodzice wychowujący jedynaków, zarabiający pensję minimalną (1549 zł netto).
„Gdy PiS podwyższa najbardziej potrzebującym wynagrodzenia lub świadczenia, robi to tak, aby „zgubić” część beneficjentów. Na przykład wprowadza kolejne kryteria, które muszą spełnić rodziny. Dotyczy to zarówno alimentów, jak i 500 plus. Tylko między 2015 a 2017 r. z FA wypadło ponad 52 tys. dzieci. A po ubiegłorocznej zmianie przepisów dotyczących „Rodziny 500 plus” (np. rodzic musi mieć orzeczenie sądowe o przyznaniu alimentów) ponad 350 tys. dzieci nie otrzymuje już świadczenia wychowawczego” – trafnie podsumowała Małgorzata Kolińska-Dąbrowska na łamach „Wyborczej”.

Nie dla nich muzea i biblioteki

W raporcie o dostępności przestrzeni publicznej dla osób starszych i niepełnosprawnych Najwyższa Izba Kontroli utrzymuje, że wprawdzie gminy zaczynają dostrzegać problem niedostępności obiektów publicznych, ale nadal brakuje udogodnień. Żaden ze skontrolowanych 94 obiektów w 24 gminach nie był wolny od barier.

 

Wysokie progi, niewidoczne oznaczenia, małe łazienki, schody, brak dostosowanej komunikacji miejskiej, nieprzystosowane witryny internetowe – z tym wszystkim seniorzy oraz osoby z niepełnosprawnościami muszą się mierzyć na co dzień. W każdym z prawie setki obiektów wziętych pod kontrolerską lupę występowały jakieś przeszkody. Zbadano ośrodki kultury, biblioteki, pływalnie, muzea:

„W budynkach brakowało udogodnień dla osób niewidomych i słabo widzących: nie było informacji w alfabecie Braille’a, kontrastowych oznaczeń na schodach, odmiennej faktury i kolorystyki nawierzchni, a tablice informacyjne były mało czytelne” – czytamy w raporcie NIK.

Nawet te obiekty, które teoretycznie zaprojektowano z myślą o osobach z niepełnosprawnościami, okazały się mieć defekty. Na przykład prawdziwą zmorą są parkingi. Miejsca z kopertami często wcale nie są ulokowane jak najbliżej drzwi, znajdują się też w dużych odległościach od parkometrów, a w samych maszynach wloty monet znajdują się zbyt wysoko. W niektórych budynkach mających służyć niepełnosprawnym zamontowano skandalicznie wysokie progi, a w łazience nie sposób było obrócić się z wózkiem.

Jak podaje rp.pl, 63 proc. gmin nie konsultowało planowanych działań z niepełnosprawnymi. Konsultacji z ekspertami w obszarze projektowania uniwersalnego zabrakło nawet przy większych inwestycjach – jak stadion, pływalnia i węzeł komunikacyjny. Standardy dostępności opracowały i wprowadziły tylko cztery gminy: Poznań, Łódź, Kalisz i Wrocław.

„Według prognoz GUS, w 2030 r. osoby w wieku powyżej 60 lat będą stanowiły prawie 30 proc. ludności Polski. Statystyki pokazują, że wzrasta liczba osób z niepełnosprawnościami oraz w wieku powyżej 60 lat. Dlatego w ocenie Izby konieczne jest włączenie do polskiego ustawodawstwa zasady projektowania uniwersalnego” – apelują kontrolerzy.

Co trafiło Senyszyn? Wywiad

Z Joanną Senyszyn, liderką lewicy w wyborach do Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Dariusz Cychol.

 

Joanna Senyszyn kandyduje na radną Sejmiku Województwa Pomorskiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem z okręgu nr 2 – Gdyni, Sopotu oraz powiatów puckiego i wejherowskiego.

 

Szanowna Pani Profesor…

Przestań się wygłupiać (śmiech).

 

Przepraszam, chciałem, żeby było oficjalnie. Czy Twoim zdaniem Bóg istnieje?

Wielu jest przekonanych, że istnieje, ale zarazem coraz rzadziej spotyka się ludzi wierzących w religijne opisy stworzenia świata. Kopernik obalił teorię geocentryczną, a Darwin uświadomił, że jesteśmy efektem ewolucji, a nie najdoskonalszym dziełem stworzenia. Należę do obecnie najliczniejszej na świecie grupy ludzi, którzy nie potrzebują Boga ani do życia, ani do rozumienia świata.

 

Pytam, bo na wózku wyglądasz jakby Cię grom trafił…

Coś mnie faktycznie trafiło, ale na pewno nie grom i nie z jasnego nieba. Kiedy się przewróciłam i połamałam, był ciemny, styczniowy wieczór, błyskawice nie rozświetliły nieba, nie grzmiało. Zresztą obecnie, nawet według ludzi wierzących, Bóg nie ciska już piorunami i nie karze za grzechy trzęsieniami ziemi, huraganami, powodziami, suszami, zarazami, choć faktycznie zdarzają się księża, którzy wciąż takie absurdy wmawiają wiernym. Po prostu wypadki chodzą po ludziach i to częściej nieszczęśliwe niż szczęśliwe. Miałam wyjątkowego pecha, bo kiedy w czerwcu, po poważnej operacji i kilkumiesięcznej rehabilitacji, pierwszy raz wybrałam się do miasta o własnych siłach, upadłam i wszystko zaczęło się od początku. Jestem po kolejnej operacji w gdyńskim szpitalu i w trakcie bolesnej rehabilitacji. Za miesiąc, może dwa wstanę z wózka i będę chodzić o kulach, aż dojdę do pełnej sprawności. Na szczęście głowa cały czas pracuje bez zarzutu i mam już mnóstwo pomysłów na lepsze zarządzanie naszym województwem.

 

Czy „przykucie” do wózka nauczyło Cię czegoś? Spokorniejesz?

Będę bardziej uważać i częściej spoglądać pod nogi. A tak poważnie, to przekonałam się na własnej skórze, z jakimi trudnościami borykają się osoby przykute do łóżka, wózka inwalidzkiego, poruszające się z balkonikiem lub o kulach. To niewyobrażalne dla zdrowych. Najprostsze czynności są problemem. Z kulami wprawdzie można z trudem zrobić sobie herbatę, ale już się jej nie przeniesie do pokoju i trzeba pić na miejscu, przy kuchni. Wcześniej znałam to tylko z relacji, teraz mam własne doświadczenia. Od dziewięciu miesięcy niesamodzielność boli mnie bardziej niż złamania. Jestem wdzięczna lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom, znajomym i przyjaciołom za pomoc, zainteresowanie i serce, które mi okazują. Dużo lepiej poznałam bolączki służby zdrowia i chorych. Nieszczęście podobne do mojego może spotkać każdego. Niby o tym wiemy, ale naprawdę nie dopuszczamy do siebie takich myśli. Współczujemy osobom niepełnosprawnym, ale nie zastanawiamy się nad koszmarem ich społecznego wykluczenia.

 

Czujesz się odmieniona tym doświadczeniem?

Podobno ciężka choroba zmienia człowieka i to częściej na gorsze niż na lepsze, ale na szczęście mnie chyba nie zmieniła. Nie poddaję się, wciąż czuję się młodo i kipię energią. Pomimo choroby pracuję, jestem aktywna w mediach społecznościowych, komentuję wydarzenia polityczne, piszę felietony, a ostatnio także książkę. Po raz pierwszy nie naukową, ale o sobie. I już się cieszę na nowe wyzwania. Kandyduję do Sejmiku Województwa Pomorskiego z okręgu Gdynia, Sopot oraz powiaty pucki i wejherowski. Jestem w szale kampanii wyborczej, co bardzo lubię. W samorządzie znacznie więc uwagi będę chciała poświęcić osobom zmagającym się z różnymi formami wykluczenia.

 

Dlaczego warto iść na wybory samorządowe?

Warto, ale tylko pod warunkiem, że się zagłosuje na listę nr 5 SLD – Lewica Razem. Jeśli ktoś ma wybrać PiS albo PO lepiej nich 21 października zostanie w domu. Sejm bez lewicy jest katastrofą. Dla równowagi musi być nas zdecydowanie więcej w sejmikach, które mają w swojej gestii policję, szpitale, teatry, drogi, czyli nasze bezpieczeństwo, zdrowie, kulturę, transport. Nie wierzcie, że kto nie głosuje na Platformę, ten popiera PiS. Przestańcie wybierać mniejsze zło. Zagłosujcie na dobro!

 

W imieniu Czytelników „FiM” i własnym pozostaje mi życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrowia.

Bardzo dziękuję i wzajemnie: życzę Czytelnikom naszej rozmowy i tobie dużo, dużo zdrowia, pogody ducha, cieszenia się każdą miłą chwilą. W pierwszym odruchu chciałam życzyć także cierpliwości, bo kiedy patrzymy, co się dzieje wokół, wydaje się bardzo potrzebna, ale się rozmyśliłam. Cierpliwość wcale nie jest cnotą. Nie bądźmy cierpliwi, nie znośmy z pokorą ciosów od życia, nie zgadzajmy się na to, czego nie chcemy i co się nam nie podoba. Nie tolerujemy nieudolnych rządów, łamania prawa, niszczenia naszej demokracji. Bądźmy aktywni, nie odkładajmy niczego do jutra, bo „szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie…”.

 

Dziękuję za rozmowę.

Kasa kontra pieluchomajtki

Minister Rafalska wyjaśniła w jaki sposób będą rozdysponowane pieniądze, po 300 złotych, na wyprawki szkolne dla uczniów. Wyjaśniła, że rząd daje gotówkę do ręki, bo rodzice wiedzą najlepiej jak te pieniądze wydać. W przypadku programu 500+ argumentacja dawania pieniędzy do ręki też była taka sama. Jednak tej, chyba słusznej zasady, w przypadku niepełnosprawnych, minister Rafalska nie zastosowała. Zaproponowała ekwiwalent w pieluchomajtkach. Oznacza to, że rząd nie daje tej grupie pieniędzy do ręki, bo uważa ją także za niepełnosprawną umysłowo, niegodną dawania pieniędzy do ręki. Ta grupa może nie wiedzieć jak najlepiej wydać te pieniądze i dlatego należy się im ekwiwalent w pieluchomajtkach.
To esencja traktowania obywateli przez PiS. Dajemy tym, których jest dużo i którzy potem masowo pójdą do wyborów wdzięczni za gotówkę w kieszeni. Oto budowanie klientyzmu politycznego w najczystszej postaci. Zapowiadane są także jakieś dodatki dla emerytów. Pewnie nie będzie to ekwiwalent w zniżkach na komunikację, czy ulgach na paliwo, a tylko gotówka, bo wiadomo, obywatel sam wie jak najlepiej wydać przyznane mu pieniądze.
PiS toczy polityczną grę rozdając, albo obiecując, że rozda gotówkę milionom obywateli. Te miliony decydują potem przy urnach wyborczych. Takie rozdawnictwo przypomina trochę rozdawanie pieniędzy przed lokalami wyborczymi, przed aktem głosowania, co jest karalne. Jeszcze lepiej byłoby rozdawać po głosowaniu. Aż dziw bierze, że PiS, w nowej ordynacji wyborczej, nie zapisał takiego triku, który umożliwiałby sprawdzenie kto na kogo głosował. Wtedy istniałaby możliwość odebrania danych wcześniej pieniędzy. PiS traktuje obywateli jak mięso wyborcze. Zabiera jednym, by dać tym, którzy dają większe gwarancje na sukces wyborczy.
Niedawno wszyscy pracownicy nauki zostali pozbawieni opodatkowania dochodów należnego twórcom, ludziom nauki, dziennikarzom i artystom. Tym sposobem zabrano pracownikom nauki po kilkaset złotych miesięcznie. Oto tylko jeden z przykładów: by dać komuś, trzeba innym zabrać. Ale naukowcy to zgniła elita, na PiS raczej nie głosująca więc im zabrać należało się. Oto przykład skłócania społeczeństwa i szczucia jednych na drugich. Oczywiście potrzebującym pieniądze się należą. Tylko odnoszę wrażenie, że obywatel jest tu przedmiotem, a nie podmiotem. Obywatel nie jest celem. Obywatel jest narzędziem, które ma pójść do urn wyborczych i dać zwycięstwo PiS-owi. Dlatego PiS daje jednym pieniądze do ręki, innym proponuje pieluchomajtki, a trzecim pieniądze zabiera. Urna wyborcza, jest tu ponad wszystko, by partii żyło się coraz lepiej i dostatniej.

3 tysiące wzięte z sufitu

Dzięki protestowi w Sejmie pozyskaliśmy nieco świadomości i wiedzy o warunkach życia osób z niepełnosprawnościami, ich potrzebach i pragnieniach oraz barierach, jakie muszą pokonywać. W przestrzeni społecznej pojawiło się jednak równocześnie wiele wątpliwych tez dotyczących życia rodzin, w których przebywa osoba ze znaczną niepełnosprawnością. Jedna z nich wielokrotnie padała i w prorządowych mediach, i z ust samych urzędników państwa, łącznie z premierem Morawieckim. Chodzi o stwierdzenie, jakoby takie rodziny otrzymywały od państwa nawet 3 tys. złotych i że te kwoty bardzo wzrosły właśnie na skutek działać obecnej władzy. Takie postawienie sprawy to delikatnie mówiąc nadużycie. Jak jest naprawdę?

 

Problem polega na tym, że nie da się dokładnie, ani nawet w przybliżeniu powiedzieć, ile otrzymuje rodzina, w której pozostaje znacznie niepełnosprawna osoba dorosła, bowiem to zależy od wielu czynników.

Jedni dostają daną kwotę wsparcia po zsumowaniu wszystkich form pieniężnej pomocy, ale inni – przy zbliżonym poziomie ograniczeń funkcjonowania w związku z niepełnosprawnością – nawet o tysiąc złotych lub dwa tysiące mniej. Rzucanie w przestrzeni publicznej kwotą odnoszącą się do doświadczenia jednej podgrupy osób niepełnosprawnych ( i to będącej w liczebnej mniejszości), i to jeszcze w sposób nieprecyzyjny, jest społecznie nieodpowiedzialne.

 

Skąd wzięło się powtarzane 3 tys. złotych, o których mówił Morawiecki?

Wskazówki znajdujemy na stronie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Zgodnie z obecnym tam wyliczeniem na wsparcie pieniężne składa się:

• 1477 zł netto – świadczenie pielęgnacyjne dla opiekuna,
• 878,12 zł netto – renta socjalna podniesiona od czerwca br. (1029,80 zł brutto) dla podopiecznego,
• 153 zł netto – zasiłek pielęgnacyjny, który od przyszłego roku wzrośnie o 62 zł i wyniesie 215 zł (dla podopiecznego),
• 539 zł – opłacane ze środków budżetu państwa składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe i zdrowotne.

Łącznie uzyskujemy kwotę co najmniej 3047,12 zł bezpośredniego wsparcia finansowego w formie wypłaty pieniędzy, wpłaty na konto emerytalno-rentowe do ZUS oraz do NFZ.

W materiale jest wprawdzie na początku mowa, że chodzi o osoby niepełnosprawne od urodzenia (choć i tu nasuwa się pytanie, dlaczego mielibyśmy brać pod uwagę akurat tylko tę grupę) ale w zakończeniu mowa jest już „ o łącznym wsparciu osoby niepełnosprawnej wraz z opiekunem”

 

Takie zestawienie wymaga jednak gruntowej polemiki.

Po pierwsze, w ramach owych 3 tys. uwzględniono także oskładkowanie. Jeśli nawet decydujemy się to liczyć, trzeba to bardzo wyraźnie zaznaczyć jaka część jest na rękę, a jaka odprowadzana jest w formie składek. Tymczasem osoby wypowiadające się na ten temat lub – co gorsza – piszące o tym bardzo często nie dbały o takie uściślenie, lub świadomie jego nie dokonywały.

Niezaznajomiony z tematem odbiorca faktycznie może mieć poczucie że osoba niepełnosprawna może liczyć na 3 tys. na rękę, co wszak jest kwotą przekraczają medianę zarobków. Tymczasem tak nie jest.

Po drugie, nawet, jeśli posługiwalibyśmy się kwotą niższą, mówiącą o tym na co rodziny te mogą liczyć w gotówce, wielkość rzędu ok. 2,5 tys. nie oddaje rzeczywistości. Takie łączne wsparcie wypłacane jest tylko wówczas, gdy spełnione są przynajmniej trzy warunki: 1) niepełnosprawność powstała przed 18 rokiem życia; 2) osoba niesamodzielna żyje wraz z opiekującym się członkiem najbliższej rodziny, który ( 3) jest całkowicie poza jakąkolwiek aktywnością zawodową.

 

Jeśli któryś z tych warunków nie jest spełniony, wsparcie radykalnie spada.

Weźmy taki oto przykład. Niepełnosprawność powstała w 19. roku życia, osoba niesamodzielna pozostaje pod opieką niepracującej matki. Osoba taka nie dostanie renty socjalnej, a matka – świadczenia pielęgnacyjnego. Niepełnosprawna może liczyć jedynie na zasiłek z pomocy społecznej – maksymalnie 514 złotych według obecnie obowiązujących kryteriów z pomocy społecznej dla osób w wieloosobowym gospodarstwie domowym, zaś jej opiekunka – maksymalnie 520 złotych specjalnego zasiłku opiekuńczego, jeśli zostanie spełnione kryterium dochodowe (poniżej 764 złotych na osobę). Do tego dochodzi 153 złotych zasiłku pielęgnacyjnego. W sumie wychodzi nieco ponad 1200 złotych, ale jeśli się przekroczy któreś kryterium dochodowe (bo np. w domu jest inna osoba, która pracuje lub otrzymuje świadczenie emerytalno-rentowe), wówczas pomoc związana z niepełnosprawnością i opieką może spaść znacznie poniżej 1000 złotych.

Możliwe są różne sytuacje życiowe rzutujące na poziom uzyskiwanego wsparcia. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu przypadkach jest to nie tylko dużo mniej niż 3 tys. złotych, ale nawet znacznie poniżej 2 tys., a bywa, że poniżej tysiąca.

Kwota, którą operuje rząd odnosi się jedynie do rencistów socjalnych, którzy żyją wraz z niepracująco zawodowo opiekunami. Pamiętajmy jednak, że możliwość sprawowania opieki przed bliskich też jest ograniczona. Bywa, że opiekunowie umierają lub na skutek wieku czy stanu zdrowia nie mogą już pełnić swojej dotychczasowej roli. Wówczas wsparcie opiera się na wysokości świadczeń rentowych, które jednak nie obejmują wszystkich osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji.

 

Świadczenia wzrosły, ale nie jest to zasługa aktualnej władzy.

Różnice we wsparciu jakie otrzymuje część rodzin z niepełnosprawnymi dorosłymi w porównaniu z tym, co otrzymywały pod koniec poprzednich rządów w ograniczonym stopniu wynikają ze szczodrej polityki obecnej władzy. Na wzrost łącznego wsparcia wpływ ma głównie podwyżka świadczenia pielęgnacyjnego. Tyle, że ów wzrost nie jest rezultatem dobrowolnej decyzji obecnego rządu.

To poprzedni rząd Donalda Tuska (i to dopiero pod wpływem protestu sprzed czterech lat) podjął decyzję o stopniowym zrównaniu świadczenia pielęgnacyjnego z wysokością minimalnego wynagrodzenia oraz corocznej waloryzacji jego wysokości według wzrostu płacy minimalnej. Obecny rząd przyczynił się więc do tego wzrostu tylko pośrednio, za sprawą podnoszenia płacy minimalnej, co również przekłada się na wysokość świadczenia. Tyle tylko, że płaca minimalna była podnoszona także za czasów rządów PO-PSL podnoszona, łącznie podwajając nominalną wysokość w ciągu 8 lat. Pamiętajmy, że mówimy ciągle jedynie o świadczeniu pielęgnacyjnym, a więc tym które otrzymują opiekunowie osób niepełnosprawnych (także dorosłych) od dziecka.

Dla tych zajmujących się bliskimi, którzy stali się niesamodzielnymi już po wejściu w dorosłość wielkość wsparcia stanęła w miejscu.

Nadal jest to ledwie 520 złotych, choć od listopada może wzrośnie… o raptem 100 złotych.

Drugim czynnikiem który wpływa na to, że kwoty wsparcia są istotnie wyższe niż były wcześniej jest znaczący wzrost, od czerwca, renty socjalnej. Stanowi to realizację jednego z dwóch postulatów protestujących. Dodajmy, postulatu, który podnoszony był od dawna i dopiero teraz został wysłuchany za sprawą ostrości protestu. Gdyby nie to, nie byłoby tak szybkiej zmiany. I w tym więc trudno widzieć zasługę PiS. Każda inna władza prawdopodobnie postąpiłaby podobnie w obliczu tak nagłośnionego protestu.

Ponadto zestawianie kwot dzisiejszego wsparcia z tym sprzed 3 czy 4 lat w wielkościach bezwzględnych jest zawsze obarczone pewną niedoskonałością. Trzeba pamiętać, że koszty życia, w tym koszty leczenia, rehabilitacji etc. w międzyczasie też wzrosły, wartości nominalne nieco zwodzą.

Te szczegóły warto przytaczać, operując konkretem, a nieraz i przykładem, aby nie dać sobie i innym wmówić, że osoby wymagające stałej opieki są obecnie całkiem nieźle zabezpieczone socjalnie i że stało się to dzięki rzekomej prospołeczności obecnych rządów.

Głos prawicy

Niewinne prześladowanie Żydów?

– Znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy zniszczyli mural mjr. Baumana. Otóż źle zrobiliście. Nie niszczcie tych murali, niech one tam wiszą. Niech tam jeszcze będzie pani Wolińska-Brus. Trzeba Polakom przypominać, że Marzec ‚68, to nie było tylko niewinne prześladowanie Żydów, ale wewnętrzna dintojra w partii, dzięki czemu zyskali i uciekli od odpowiedzialności zbrodniarze stalinowscy pokroju mjr. Baumana. Wreszcie muzeum POLIN robi coś dobrego – stwierdził w wideokomentarzu opublikowanym na portalu tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.

 

Następca prezesa?

Aleksander Majewski na portalu wPolityce.pl zastanawia się, kto będzie następcą Jarosława Kaczyńskiego: IBRiS opublikował sondaż, z którego wynika, że najwięcej badanych w roli naturalnego następcy Jarosława Kaczyńskiego widzi Mateusza Morawieckiego (14,4 proc.). Kolejne miejsca przypadły Joachimowi Brudzińskiemu (9 proc.) i Beacie Szydło (8,6 proc.). Dopiero czwarte miejsce zajął prezydent Andrzej Duda (7,4 proc.). Oczywiście to tylko sondaż, ale sygnał jest czytelny. I nie jest to bynajmniej sygnał korzystny dla PiS. (…) Kolano prezesa PiS stało się sprawą wagi państwowej. Chwilowe wyautowanie lidera partii rządzącej skłania do dyskusji na temat przywództwa w razie dłuższej absencji polityka. I trudno szukać murowanego kandydata do przejęcia partyjnych sterów. Wyniki sondażu są tego symptomem. Oczywiście kwestia przejęcia schedy po zdecydowanym liderze zawsze jest olbrzymim wyzwaniem, którego podjęcie często kończy się niepowodzeniem. PiS musi zdawać sobie z tego sprawę.

 

Niepełnosprawni szantażyści

Ten protest miał się zacząć tydzień wcześniej – w rocznicę katastrofy smoleńskiej – co pokazuje, że nie chodzi w nim tylko o dobro niepełnosprawnych, lecz także o polityczną awanturę. A twardy upór przy postulacie, którego spełnić się nie da, każe nam twierdzić, że ten spór po prostu ma trwać. Jest to oczywiście na rękę opozycji, która schowana za naprawdę potrzebującymi gorliwie pilnuje, by zapał protestujących nie przygasał – piszą na łamach tygodnika „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło.
Zajście przy oknie pokazuje, że dziś w tym proteście chodzi już tylko o medialną zadymę. Mają być emocje – najlepiej wymykające się spod kontroli – a właściwie prowokacje. Wszystko obliczone na odpowiednie zrelacjonowanie w niechętnych władzy mediach. – Jaki minister wypadnie dobrze, stojąc naprzeciwko niepełnosprawnego na wózku inwalidzkim? Po czyjej stronie będzie sympatia? Choćby polityk miał do zaproponowania cuda, w tym starciu nie ma szans. To jest coś na pograniczu szantażu, tak skutecznego, że nam nawet nie wolno głośno o tym mówić. A opozycja gra swoją gierkę – mówi nam jeden z polityków PiS. (…) Dla części polityków hucpa w Sejmie jest okazją do perfidnego lansu. Dopiero po miesiącu od początku okupacji losem niepełnosprawnych przejął się Ryszard Petru. Spacerował po parlamentarnym dziedzińcu, pchając wózek z chorą Magdą Milewicz. Oczywiście w asyście licznych fotoreporterów. To rzeczywiście moment wart uchwycenia w obiektywie: zatwardziały liberał domagający się interwencji państwa opiekuńczego. Szczytem autopromocji była wizyta u protestujących Lecha Wałęsy. W czasie ponadgodzinnego spotkania były prezydent nie zaskoczył – mówił głównie o sobie i swoich „zwycięstwach”. Na apel o pozostanie z opiekunkami w Sejmie i skorzystanie z czekającego na niego materaca odparł, że nie może być o tym mowy, bo ma mnóstwo innych obowiązków, „czekają na niego w Puławach” – piszą.

PiS zawiodło

– SLD jako pierwsza partia złożył projekt ustawy w tej sprawie. Dotyczy on podwyższenia wysokości renty socjalnej do 2,1 tys. zł, czyli zrównania go z najniższą płacą. Postulowaliśmy też o zwiększenie dodatku rehabilitacyjnego o 500 zł. Zrobiliśmy to jako pierwsi! Dopiero po SLD swoją konferencję w podobnej sprawie zorganizowała Nowoczesna. W Sojuszu nie mamy więc sobie nic do zarzucenia – mówi w rozmowie z Natemat.pl Krzysztof Gawkowski. – SLD jako pierwsza partia złożył projekt ustawy w tej sprawie. Dotyczy on podwyższenia wysokości renty socjalnej do 2,1 tys. zł, czyli zrównania go z najniższą płacą. Postulowaliśmy też o zwiększenie dodatku rehabilitacyjnego o 500 zł. Zrobiliśmy to jako pierwsi! Dopiero po SLD swoją konferencję w podobnej sprawie zorganizowała Nowoczesna. W Sojuszu nie mamy więc sobie nic do zarzucenia – mówi w rozmowie z Natemat.pl Krzysztof Gawkowski.
– Mamy za to wiele do zarzucenia rządowi. Uważam, że PiS zawiodło na całej linii. Protestujący musieli walczyć na sejmowym korytarzu 40 dni, bo wicepremier Beata Szydło okazała się nieudacznikiem i stojąc na czele Komitetu Społecznego Rady Ministrów nie potrafiła rozwiązać tego problemu. Ten protest skończył się klęską PiS! Rządzący pokazali, że potrafią pomagać tylko na chwilę, a potem mówią, że nie ma pieniędzy. Przez wiele miesięcy – najpierw z ust Beaty Szydło, a teraz od Mateusza Morawickiego – słyszeliśmy, iż „wystarczy nie kraść, a na wszystko będą pieniądze”.
Tymczasem właśnie dowiedzieliśmy się, że PiS tak sobie poczyna, iż nie ma dla najbardziej potrzebujących Polaków – podsumowuje wiceprzewodniczący SLD.

Ta ostatnia niedziela…

…ale nie tylko, była niewątpliwie wielkim sukcesem wizerunkowym i medialnym Prawa i Sprawiedliwość na ogólnopolskiej scenie.

 

Tytuł spektaklu:
„Nie damy, by nas zniszczył wróg…”
Przesłanie spektaklu:
„Ruch Solidarność odegrał wielką rolę i jest dla nas wielkim drogowskazem” (Morawiecki).
Budżet spektaklu:
Minus 500 złotych.
Autor i reżyser:
Nieobecny z powodu choroby, stąd zapewne spektakl kuleje i się sypie.
Poniekąd aktorzy:
– premier Morawiecki jako historyk i bankowiec – o wspaniałych ludziach Solidarności bez Lecha Wałęsy, za to z litanią nieprzekonujących cyferek o pomocy niepełnosprawnym;
– marszałek Karczewski jako lekarz – o zagrożeniu epidemiologicznym;
– wicemarszałek Terlecki w roli pedagoga – o awanturujących się paniach, będących złym przykładem dla dzieci chcących obradować w Sejmie
– marszałek Kuchciński w roli marszałka i skarbnika – o żalu, że nie może doprowadzić do tego, aby posłowie „chodzili tak, jak w zegarku”, ale także o kosztach wyżywienia protestujących;
– wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek w roli zmartwionej –„odpowiedzialność za protest tych pań i nie daj Boże powikłania zdrowotne protestujących osób, spadnie na ich opiekunów i opozycję, która podżega do tego, żeby ten protest kontynuować”;
– rzecznik rządu Joanna Kopcińska w heroicznej roli – „zorganizowane grupy, wręcz bojówki, bo to wciąż te same twarze, próbują zakłócić spotkania z Polakami. Mam jeden komunikat: będziemy rozmawiać dalej”.
Inspicjent:
– Joachim Brudziński – aktualnie nadzwyczaj małomówny.
Gość specjalny:
– Lech Wałęsa – jak zwykle gadatliwy, co nie znaczy, że miał coś do powiedzenia na sejmowym korytarzu, ceniący obecnie bardziej swoje łóżko niż proponowany materac.
Sufler pierwszy:
Jak oświadczył premier: „Przygotowaliśmy specjalny program budowy mostów. Zaproponujemy program budowy 22 mostów. To będą mosty na Wiśle, na Odrze, na Bugu, na Pilicy, Warcie, w wielu miejscach Polski… mosty powstaną zwłaszcza tam, gdzie są długie odcinki rzek bez mostów.”
Sufler drugi:
PiS zastanawia się nad wypłatą trzynastych emerytur oraz zwolnieniem emerytów i rencistów z podatku dochodowego. Emeryci zyskają sporo, jednak w budżecie państwa trzeba będzie znaleźć nawet 31 miliardów złotych.
Scenografia:
Bogoojczyźniano-narodowo-solidarnościowo-oblężniczo-zwycięska, w której czerwone jest zawsze czarne, czarne jest białe, a Polska niewinna, jak Najświętsza Panienka.
Charakteryzacja:
Kłamca ma twarz uduchowionego świętego, opowiadacz głupot mędrca, niewykształcony uczonego, niewinny bandyty, dziennikarz niezależnego, a mówiący prawdę staje się wrogiem publicznym nr 1, i tylko komuch występuje zawsze bez charakteryzacji.
Światło:
Piękne, promienne, wstające nad zamglonym horyzontem słońce, odbierane przez kamery tzw. telewizji publicznej, TV „Trwam” itp.
Efekty specjalne:
500+, 300 na wyprawkę, solidarnościowa danina obowiązkowa i wszelkie inne darowizny PiS dla narodu, płatne z narodu kieszeni
Ochrona ppoż. spektaklu i portierzy:
Straż Marszałkowska występująca w roli kolekcjonerów listów do niepełnosprawnych, inni w kaftanach solidarnościowych ale bezradni, policja ochraniająca ogólnopolskie „rozmowy” PiS i spisująca niezadowolonych.
Wakujący aktorzy:
Stanowczy i donośny głos Episkopatu oraz powszechny we wszystkich katolickich świątyniach, bowiem jednoznaczne słowa biskupa Tadeusza Pieronka nie wystarczą.
Aktorzy pierwszego planu:
– Matki z niepełnosprawnymi dziećmi na sejmowej posadzce;
– Janina Ochojska – „Marszałek Kuchciński wyraził zgodę na wejście do Centrum Medialnego, a nie do Sejmu do protestujących. Czy to próba wyciągnięcia ich z budynku Sejmu? Nie mogę do tego przyłożyć ręki”;
– Robert Biedroń – „To upokarzające dla tych kobiet i dzieci, ale przede wszystkim dla państwa, które nie wypełniło swojego zobowiązania”;
– SLD – zaapelował o podniesienie poziomu minimalnej renty socjalnej do kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę i wprowadzenie 500 zł dodatku rehabilitacyjnego dla osób niepełnosprawnych, niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18 roku życia;
– Dwie dziewczynki – dając nadzieję i przykład dorosłym, otrzymane pieniążki po pierwszej świętej komunii przeznaczyły na pomoc zwierzakom w schronisku.
Sceny zbiorowe:
Od trzydziestu kilku dni w Sejmie, inni podczas ulicznych protestów i marszów.
Publiczność:
I akt: jedni w szoku współczesnością i przerażeni przyszłością, drudzy szczęśliwi z nowych, pieniądze dających układów, a większość szeleści podczas spektaklu papierkami, myśląc o piwku przy najbliższym grillu;
II akt: przeważająca część za przerwaniem spektaklu z racji moralnych i pozostałych resztek solidarności, dobre towarzystwo oczekuje komfortowego spokoju, pozostali przy kasie i grillu;
Finał: gwizdy i oklaski, jak to zwykle bywa z podzieloną, rodzimą publiką.
Muzyka
Kompozytor: Jerzy Petersburski, wykonanie: Mieczysław Fogg – dedykowane wszystkim rządzącym i zwolennikom PiS, ostatnie frazy znanego w swoim czasie przeboju:
To ostatnia niedziela,
Moje sny wymarzone,
Szczęście tak upragnione
Skończyło się.

* * *

Ten odrażający spektakl, w którym wielkiemu nieszczęściu rodziców i ich niepełnosprawnych dzieci, reprezentujących niewielki i nieważny dla PiS elektorat, przeciwstawia się cały, zorganizowany urzędniczy, propagandowy i siłowy aparat państwa, budzi naturalny protest wszystkich uczciwych i normalnych ludzi. W tym PiS-owskim przedstawieniu zakłamanie idei Solidarności, niezdolność do współczucia, krętactwo i lekceważenie obywateli oraz amoralność i niesprawność obecnego państwa polskiego zostały podniesione na najwyższy piedestał.
Przypowieść z historii: podczas grudniowej podwyżki cen w 1970 roku tłumaczono, że choć drożeją artykuły spożywcze, za to parowozy potanieją. Obecnie dla niepełnosprawnych brakuje w budżecie państwa 500 złotych, ale wybudujemy nowe mosty, damy trzynastą emeryturę i… zakupimy niewątpliwie kolejne Patrioty.
Zawsze, nie tylko w naszych dziejach, tak bywało, że nowe zaczynało się nieprzewidywalnie dla rządzących, bowiem ich zadufanie nie było w stanie dostrzec w małej grupie wielkiej siły. I z tą iskrą, z której rozgorzał płomień, też tak było.

Inżynieria wyborcza

PiS twierdzi, że nie ma w budżecie pieniędzy na danie po 500 złotych miesięcznie dla każdego niepełnosprawnego.

Takich, którym te pieniądze należałyby się jest w kraju około 280 tysięcy. Zarazem liderzy PiS zapowiadają, że rozważane są różne warianty podwyższenia emerytur: zwolnień z płacenia PIT lub czegoś w tym rodzaju. Takie operacje kosztowałyby budżet państwa dziesiątki miliardów rocznie. Tych pieniędzy nie ma w ZUS-ie. Z tego powodu ZUS jest zasilany, na różne sposoby, z budżetu państwa, w którym, jak twierdzi PiS, brakuje pieniędzy dla niepełnosprawnych. Pieniądze dla nich to kilka miliardów w skali roku, a więc wielokrotnie mniej. Tak więc dla niepełnosprawnych nie ma mniejszych pieniędzy, a dla emerytów znalazłyby się znacznie większe. Oczywiście wielu emerytom te pieniądze też bardzo by się przydały.
Dlaczego więc nie ma kilku miliardów dla niepełnosprawnych , a znalazłyby się dziesiątki miliardów dla emerytów?. Odpowiedź jest dość prosta. Emerytów są miliony i oni chodzą do wyborów i w swojej wdzięczności mogą zagłosować na PiS. Niepełnosprawnych jest wielokrotnie mniej i ich udział w wyborach, liczbowo i proporcjonalnie do całej grupy, jest zdecydowanie mniejszy. Dlatego, chcąc utrzymać się przy władzy, PiS puszcza oko do milionów emerytów, a tysiącom niepełnosprawnym pokazuje środkowy palec. Wrażliwość społeczna nie ma tu nic wspólnego. Utrzymanie przy władzy się liczy i na to PiS zawsze znajdzie pieniądze, niestety w naszej kieszeni.