Bigos tygodniowy

„No dajcież spokój z PiS-ami, zrobili nas w chuja” – powiedział jeden z górali zakopiańskich ( też chory na tureta?). A widzita Gazdo, coście najlepszego zrobili? Narciarz też wos w chuja zrobił i wydupcył, że hej.


Tydzień po demonstracjach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet 8 marca warto odnotować, że jako prezent kobiety dostały – z sadystyczną jak zwykle zaciekłością – gazem po oczach od policji sterowanej przez Zaplutych Karłów Reakcji.


Numery telefonów do Aborcji bez Granic.pl – ku pamięci niejakiemu Dzierżawskiemu Mariuszowi, który próbuje zaszkodzić m.in. Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny czy Aborcyjnemu Dream Team’owi – 22 29 22 597 i 22 30 70 791


Po haśle „kochajcie się mamo, tato”, które zostało masowo wylepione na billboardach w Polsce organizatorzy akcji przeszli już do tezy bardziej bezpośredniej, że „rozwód to zgorszenie”. Jednocześnie krążą wokół tematu dobrodziejstwa jakim jest ciąża z gwałtu. O kim mowa? Tym konkurentem Mordo Iuris jest śląska Fundacja Nasze Dzieci – Edukacja, Zdrowie, Wiara niejakiego Kłoska Mariusza, milionera od okien.


Zdaniem Kamili Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny definitywne odebranie kobietom prawa do aborcji „będzie negatywnie rzutowało na dzietność w Polsce”. „Zachodzenie w ciążę w Polsce będzie rosyjską ruletką. Obawiam się spadku dzietności, bo kobiety nie będą chciały ryzykować życia i zdrowia” – dodała prawniczka Federy.


Przy okazji informacji o wzroście zainteresowania Polek zabiegiem podwiązania jajowodów, który odnotowano w Czechach okazało się, że w Polsce, o ile ten zabieg jest nielegalny, o tyle podwiązanie nasieniowodów (wazektomia) jak najbardziej dozwolone. To kolejny przykład dyskryminacji kobiet w tym barbarzyńskim kraju.


W sporze między posłanką Lewicy Moniką Pawłowską a młodzieżówką Lewicy zdecydowanie opowiadam się po stronie młodzieżówki. Posłanka została skrytykowana za oddanie hołdu „wyklętym”. I słusznie. Nawet jeśli posłanka Pawłowska indywidualnie „cieniuje” swoje poglądy na tę kwestię, nie powinna czynnie wzmacniać przekazu skrajnej prawicy. W sytuacji, gdy wszelkie poglądy, idee czy emblematy lewicy, nawet te historyczne, są zaciekle tępione przez klerofaszystów i „osądzane od czci i wiary”, wspieranie przez posłankę lewicy ich przekazu ideologicznego jest zachowaniem absurdalnym i niedopuszczalnym. Posłanka powinna to wiedzieć, bo to „abece” polityki. Jeśli nie wie, powinno się jej to wytłumaczyć. Poza tym nie podobają mi się przypadki wdzięczenia się niektórych ludzi lewicy do pisiorów przed kamerami TVPiS.


Pisiorskiemu wójtowi Lanckorony nie spodobała się konferencja posła KO Marka Sowy na tematy obajtkowe. Próbował publicznie przegonić go z rynku miasteczka i miał pretensje, że ten nie powiadomił go o planowanej konferencji prasowej. Oto jak bezczelne pisiory wyobrażają sobie swoje rządy – miejsce gdzie rządzą ma być ich wyłączną własnością.


A propos afery z filmem o wibratorach. W Niemczech Hitlera rzucono hasło: „Armaty zamiast masła”. W Polsce Zaplutego Karła Reakcji odpowiednik tamtego hasła brzmi: „Niezłomni i wyklęci zamiast wibratorów”. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że te wibratory produkowane są na Węgrzech sojusznika Orbana.


„Niech pisowczyki liczą sie z tym, że ich też tak się będzie atakować! Powoli przelewa się czara goryczy! Mamy prawo się bronić, mówię tu nie tylko w imieniu osób nieheteronormatywnych, ale i zwykłych ludzi, atakowanych przez PiS każdego dnia. / „Bandyci są popierani i ukrywani przez PiS i Kościół. To są wewnętrzne akty terrorystyczne. I tak te zbiry powinni być sądzeni”/„piSS, TVpiSS i epiSSkopat ma krew na rękach” -. to niektóre wpisy internautów w reakcji na to co dzieje się w kraju. Warto odnotować, bo to coś mówi o nastrojach.


PiS mści się na znienawidzonej Unii Europejskiej i jako kandydata do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wysyła człowieka M-Ordo Iuris Stępkowskiego Aleksandra, obecnie rzecznika SN.


Kibole ryczeli pod stadionem Legii na Czerniakowskiej i strzelali racami, ale zgromadzona tam policja nikomu z nich nie wpierdoliła, nie złamała ręki, nie wciągnęła do radiowozu i nie wywiozła sto kilometrów od miasta.


Niejaka Emilewicz Jadwiga zaprezentowała w telewizji szowinistyczną i antykobiecą postawę, na jaką nie zdobyłby się najgorszy mizogin w PiS-ie i okolicach. Było to obrzydliwe.


Rzecznik Praw Trupich Płodów, katolicki fanatyk o temperamencie ślimaka – Wróblewski Bartłomiej został przez PiS wysunięty na kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich. To bez wątpienia owoc sadystycznej wyobraźni Zaplutego Karła Reakcji.


„To jest chory kraj” – powiedziała Klementyna Suchanow i to jest najkrótsza i najtrafniejsza synteza tego szamba w którym tkwimy po czubek głowy. W XVIII wieku Wolter określał TOTO jako „Irokezów”.


Francuski minister Clément Beaune chciał wybrać się do którejś z gmin „wolnych od LGBT”, ale mu nie pozwolili.


Umilkły protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Czy okażą się one efemerydą i słomianym ogniem jak Komitet Obrony Demokracji?


O aferze Obajtka ani słowa, bo mi się rzygać chce, gdy na niego patrzę.

Flaczki tygodnia

Rozpada się Porozumienia Prawicy, czyli koalicja PiS ze Zjednoczoną Prawicą Gowina i ziobrowską Solidarną Polską.

Pan prezes Kaczyński jak kania dżdżu łaknie pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Łaknie też wzrostu notowań wyborczych PiS, bo te od pół roku nie gwarantują mu już utrzymania władzy.

Pan prezes potrzebuje pieniędzy z Unii Europejskiej, bo tylko one mogą uwiarygodnić przygotowany od tygodni „Nowy Polski Ład”. Kolejny program pokrzepienia narodowych serc, który uroczyście ogłosić ma pan premier Mateusz Morawiecki.
Będzie to program wychodzenia z pandemii i lepszego życia po zduszeniu jej. Dlatego poza rosnącymi wykresami gospodarczymi, pan premier przygotował też wiele prześlicznych slajdów o poprawie systemu ochrony zdrowia, edukacji, o ochronie środowiska nawet, no i magicznie brzmiących „innowacjach”.
Program oparty jest na szesnastu fundamentalnych filarach, które mają dodać mu powagi oraz eksperckiego wizerunku.

Jednym z ważniejszych filarów owego „Ładu” będzie Instytut na rzecz Rodziny i Demografii. Proponowana przez kaczystów nowa, skuteczna metoda na zwiększenie dzietności obywateli naszego państwa. Widać jaśniepan prezes Kaczyński naprawdę wierzy, że dzieci przynoszone są na ten świat przez obsadzone PiSiewiczami narodowe Instytuty.

Tego politycznego opium dla „ciemnego ludu” nie da się jednak skutecznie rozprowadzić po kraju bez współpracy z gowinowcami i ziobrystami. Bez ich sejmowych głosów za ratyfikowaniem unijnego Funduszu Odbudowy.

Przeciwko Funduszowi otwarcie występują ziobrzyści. W zamian za zmianę ich stanowiska, pan prezes Kaczyński obiecuje wsparcie ich dalszych czystek sądowych. Co oznacza podporządkowanie polskich sądów ziobrystom. Co na pewno wywoła kolejny spór o naruszanie praworządności z Unią Europejską i postulaty zablokowania wypłaty pieniędzy Polsce z unijnego Funduszu.

Można zatem przewidzieć, że pan prezes oszuka pana ministra Ziobrę. Zaraz po uzyskaniu ich głosów dla Funduszu Odbudowy wycofa swoje poparcie dla demolki sądów. Wie o tym pan minister Ziobro i nie śpieszy się z poparciem dla unijnego Funduszu. Końca sporu nie widać.

Pan prezes Gowin, też Jarosław, popiera europejski Fundusz Odbudowy, ale swe dalsze poparcie dla polityki swego imiennika, uzależnia od wyrzucenia z rządu swych byłych wiceministrów. Tych, którzy poparli pucz pana europosła Bielna. Pan prezes Kaczyński obiecuje „wycofanie Bielana” i jednocześnie negocjuje skaperowanie Pawełka Kukiza i piątki związanych z nim parlamentarzystów. By uzupełnić nimi ewentualną secesję gowinowców.
Ponieważ Pawełek Kukiz też wie, że pan prezes Kaczyński zawsze może go w negocjacjach „wyruchać”, mówiąc językiem rockendrolowców, to jednocześnie negocjuje z panem prezesem Gowinem przejście do jego ugrupowania. By zabezpieczyć się przed „wyruchaniem go” przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Ale pan prezes Gowin również ma świadomość, że Pawełek Kukiz zwykle obiecuje na prawo i lewo, a potem, jak to rockendrolowiec, jest bardzo niestały w uczuciach, nawet tych politycznych. I flirtuje z PSL-em, który „wyruchał” Pawełka Kukiza. I tak to rządzi Polską koalicja polityków, którzy już nie ufają sobie wzajemnie.
Koalicja sojuszu „koryta i bezkarności”.

Rozpad Porozumienia Prawicy zaczął się od forsowania ustawy zwanej „piątka dla zwierząt”. Miała ona ocieplić wizerunek PiS wśród polskiej młodzieży, pokazać „ludzkie” oblicze kaczystów.
Ale z legislacyjnego rozpędu i bałaganu, bezmyślnie wpisano do niej wiele „wielkomiejskich” postulatów, które wstrząsnęły wiejskim elektoratem PiS. Od zakazu hodowli zwierząt futerkowych i biznesowego uboju religijnego aż po administracyjne kontrole warunków życia podwórkowych „Burków”.

Wizja opresyjnych państwowych kontrolerów zaglądających do prywatnych ferm, ubojni i psich bud wstrząsnęła tradycyjną polska wsią. Społecznością dla której spory o konstytucyjność kolejnych sądów i trybunałów były księżycowymi. Podobnie jak debaty o pluralizmie mediów i misji informacyjnej publicznej TVP.
Za to groźba narzuconych z góry pomiarów długości mojego psiego łańcucha i kontroli sposobów mojego uboju moich zwierząt hodowlanych w moim domu uderzała w podstawowe wolności i mir gospodarstw domowych najbardziej twardego elektoratu PiS.
Zauważył to, i upowszechnia ze złośliwą satysfakcją, profesor Waldemar Paruch. Zdymisjonowany po ostatnich wyborach parlamentarnych szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych.

Kiedy pan prezes Kaczyński stracił swój tradycyjny, wiejski elektorat, zechciał szybko kupić sobie przychylność grupy kapitałowej zwianej się „polski kościół kat.” Wierząc, że dzięki jej środkom propagandowym odzyska utraconą wieś. Dlatego nakazał swemu Trybunałowi Konstytucyjnemu zaostrzyć prawo antyaborcyjne, by zaspokoić żądania tej patologicznej grupy.

Nie zdawał sobie sprawy, że wywoła tym wojnę z polskimi kobietami. A także powszechną nienawiść młodego pokolenia Polaków, których chciał wcześniej kupić sobie „piątką dla zwierząt”.

Pan premier Morawiecki zapewne dalej szlifuje swe slajdy aby wreszcie wspaniale zaprezentować „Nowy Polski Ład”. W tym czasie jego ministrowie zamykają województwo Warmińsko- Mazurskie rujnując tamtejszy przemysł hotelarsko- rekreacyjny. Pod hasłem walki z pandemią.
I aby pomoc mieszkańcom tegoż województwa w walce z pandemią, rząd przekazuje im 6 milionów maseczek. Bezwartościowych, bo już przeterminowanych.

Zapewne teraz cała Warmia i Mazury, jak kania dżdżu, czeka na wystąpienia pan premiera Morawieckiego. W między czasie „Flaczki” polecają Porozumieniu Prawicy. i wszystkim innym, sztukę Eugenia Ionesco „Le Roi se meurti”.
Po polsku brzmi to „Król umiera, czyli ceremonie”.

Bigos tygodniowy

„Niemcy zazdroszczą Polsce gospodarki, tempo szczepień w Polsce jednym z najszybszych w Europie” – na te i na podobne sposoby szczytuje TVPiS, bijąc rekordy manipulacji i tworząc, swoim starym zwyczajem, groteskową „nierzeczywistość”. Niedługo ci urodzeni kłamcy zaczną krainę nad Wisłą porównywać do Szwajcarii.


Szczytowano też 1 marca z okazji Dnia Bandytów Przeklętych. Obchodzono je już prawie z takim zadęciem, jakby to było regularne święto narodowe, bo dudnił nawet sam Dudafon. Na jego „cześć i chwała” napisane z tej okazji na twitterze odpowiedział – też na twitterze – prof. Jan Hartman słowami: „Cześć i chwała mordercom, gwałcicielom i rabusiom”. A oto próbka propagandowego pisowskiego języka na tę okazję: „Wyklęci to nie tylko historia, to wzorzec na tu i teraz, wzorzec, którego panicznie boją się Gdule, Michniki i Senyszyny. Znowu wnuczęta Aurory sięgają po naszych, próbując Polaków przerobić na bierny, sterowalny tłum, który chce tylko chleba i igrzysk”.


„Tu się nie da schować. Polska jest substancją oblepiająco-żrącą” – powiedziała jedna z aktywistek ruchu na rzecz praw kobiet.


„Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną” – powiedziała w 2016 roku wielka Maria Janion. To cytat wybitnie trafny a propos Narodowego Przymusu Rodzenia Trupów. Tyle, że „fantazje” stały się prawem.


Marta Lempart upominała się z mównicy Parlamentu Europejskiego o prawo do aborcji dla Polek podczas debaty na ten temat. krajowe media poświęciły debacie niewiele miejsca, a szkoda.


Pisarze zrzeszeni w PEN-club ogłosili oświadczenie, w którym biją na alarm z powodu „grożącej Polsce politycznej i ideologicznej cenzury”. Jej przejawy są coraz liczniejsze, n.p. odwołanie wystawy fotograficznej Chrisa Niedenthala w Rzeszowie. Słowo „grozi” nie jest tu jednak adekwatne. Ta cenzura JUŻ jest praktykowana i to na szeroką skalę. Na przykład przez włączenie się pisiorskiej, tzw. Reduty Dobrego Imienia w proces cywilny przeciw profesorom Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu, którzy napisali książkę „Dalej jest noc”, o udziale Polaków w tępieniu Żydów.


Jeszcze o cenzurze. „Ich intencją jest prześladować każdego, kto nie przestrzega archaicznych praw religijnych naszego kraju” – powiedział Nergal. Publicysta Janusz Majcherek napisał o „narastającej religijnej cenzurze w Polsce”.


Do tego doszedł terror stricte religiancko-klerykalny, czyli płocki proces aktywistek, z Elżbietą Podleśną, za rozklejanie wlepek z „Matką Boską Tęczową” wokół tamtejszego kościoła. Ten proces to hańba domowa i jedno z licznych świadectw katolickiego terroru wyznaniowego. Podobnie jak działania przydupasów Czarnka w szkolnictwie. Zaczął się też proces tych co w 2019 roku obalili pomnik Jankowskiego w Gdańsku. Wszystko to układa się w całość.


Nie sposób nie zauważyć, że władza PiS coraz częściej dzierżawi skrajności ideologiczne czyli najtrudniejsze sprawy organizacji Ordo Iuris. Tymczasem organizacja ta serią pozwów rozpoczęła ofensywę wymierzoną w wolność słowa, nazywając to walką o dobre imię Polski.


Oto kilka dokonań powołanego w sierpniu 2019 roku „Urzędu Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15” pod przewodem kolaboranta Ordo Iuris Błażeja Kmieciaka: wynajęcie bardzo kosztownego lokalu, obkupienie się w sprzęt, w tym meble, podwyższenie sobie uposażeń (dzięki Dudusiowi) do ponad 12 tysięcy złotych miesięcznie (drogie te Kmieciaki), załatwienie samochodów i mieszkań służbowych oraz wskazanie około 10 procent spraw pedofilskich dotyczących kleru na 121 spraw zarejestrowanych ogółem. „Kontekst kościelny nie jest dominujący w naszej pracy” – oświadczył Kmieciak w sytuacji, gdy wszelkie dane wskazują, że przypadki pedofilii klerykalnej składają się na setki spraw. Ostatnie osiągnięcie kmieciakowej kompanii to nie wpuszczenie do Urzędu opozycyjnych posłów, którzy chcieli przeprowadzić kontrolę. Jeszcze jedno zwraca uwagę – brak w nazwie dwóch słów „przestępstwo pedofilii”.


Greniuch odszedł IPN, ale greniuchowszczyzna została. Szarek, kanceliści z Pałacu (ich pryncypał przyznał Greniuchowi odznaczenie państwowe) i reszta tej ferajny pisiorskiej, jakkolwiek by się w zeznaniach nie motała i koniunkturalnie nie wycofywała z decyzji, z faszyzującą oenerowską greniuchowszczyzną tak czy inaczej, sympatyzuje.


Z mojej obserwacji wynika, że środki ochrony antycovidowe nosi znikoma mniejszość narodu. W związku z tym, nowe zarządzenie rządu zakazujące noszenia przyłbic czy zasłaniania twarzy szalikiem, bandaną lub kominem, to zastępowanie jednej fikcji inną fikcją, jedną grę pozorów inną grą pozorów. I jeszcze jedna sprawa, która winna zostać wyjaśniona, czy zakazanie noszenia tych erzaców ochrony nie jest działaniem spóźnionym? Od miesięcy wiadomo, że ich skuteczność w ochronie przed zarazą jest żadna. Zatem kto, komu i dlaczego pozwolił na produkowanie przyłbic, narażając obywateli na ciężką, zakaźną chorobę?


„Tracę kurwa siły” – mówił – między innymi – chory podobno na zespół Tourette’a Obajtek. Jeśli on ma zespół Tourette’a, to ma go też co najmniej pół narodu, na ucho licząc.

Flaczki tygodnia

Zbrodnia kainowa w PiS. Zamordowano ukochanego tam Abla. Wybrańca, ulubieńca i politycznego syna pana prezesa Kaczyńskiego. „Nadzieję dla całej Polski”.

Zanim wskażemy Kaina, sprawcę tej politycznej zbrodni, pochylmy się nad jego ofiarą.
„Zupełnie niezwykłym człowiekiem, jeżeli chodzi o talent organizacyjny, dynamikę, łatwość podejmowania decyzji i to celnych decyzji, słusznych decyzji”, jak ocenił go pan prezes Kaczyński.
I kreśląc jego świetlaną przyszłość dodał „Ma ogromne możliwości, ma niezwykłą determinację i coś takiego, co daje pan Bóg, a co trudno zdefiniować. Aurę, która pozwala mu ludzi mobilizować, jednoczyć wokół jakiegoś celu”.

Rzeczywiście ten pomazaniec boży posiada życiorys idealnie pasujący do wzorców osobowych preferowanych i propagowanych dla młodzieży przez kaczystowstów.
Urodził się w niezamożnej rodzinie, z dala od wielkomiejskich elit. W młodości zmagał się z biedą i chorobliwym neurologicznym zespołem Tourette’a. Objawiającym się pobudliwością ruchową, nerwowymi tikami, powtarzanymi wyrazami. Takie dziecko zwykle jest wyśmiewane przez rówieśników i często odrzucane przez wstydzących się go dorosłych.
Trzeba było jego wielkiej determinacji i pracy nad sobą, aby pomimo takich dolegliwości zacząć sprawnie działać publicznie, a nawet pełnić funkcje przywódcze.

Karierę polityczną zaczynał jako wójt Pcimia. W polskiej, wielkomiejskiej tradycji „Pcim” to synonim prowincjonalnego zadupia. Wójt Pcimia to gorzej niż wójt Wąchocka. Bo w Wąchocku przynajmniej ludzie jaja sobie robią, a w stereotypowym Pcimiu ma być jak miało być w Białymstoku po pięciu kadencjach prezydentury Krzysztofa Kononowicza.

On jednak potrafił zrobić z Pcimia polityczną wartość. Kaczystowska „Dobra Zmiana” jest ruchem programowo anty elitarnym i anty wielkomiejskim. Chce stworzyć własne narodowo- katolickie elity. Wyższe moralnie i patriotycznie od skosmopolityzowanych, zeuropeizowanych i zliberalizowanych elit samorządowych związanych z Platformą Obywatelską.
Pan wójt Pcimia Daniel Obajtek miał być odtrutką na prezydentów Szczurka, Karnowskiego, Trzaskowskiego, Zdanowską.
Jego twarz ubrana w modne okulary i osadzona na cokole modnego garnitury miała być wizerunkowo przystojniejszą i bardziej światową nawet od znanego eleganta, kosmopolitycznego liberała, wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja.

Tak jak pani Beata Szydło, z domu Kusińska, wdarła się do europejskiej polityki z fotela burmistrza Brzeszcze, aby zostać premierem IV PR, eurodeputowaną i przede wszystkim „Królową ludzkich serc”, tak i pan Daniel dostał od Partii, zwącej się dla oszukania wyborców „Prawem i Sprawiedliwością”, niezwykłą życiową szansę.
Sprawdzić się w biznesie. I to tym z najwyższej krajowej półki.

Wcześniej pan Daniel sprawdził się w biznesie lokalnym. Nie miał rodzinnego kapitału kulturowego i finansowego jak jego niektórzy rówieśnicy w kraju i za granica. Aby moc po raz pierwszy pracować na swoim, w branży granulatów, musiał wydymać swego wuja. Dymał go, jak niejeden polski biznesowy Janusz dymał swoich wspólników, niejeden dyma teraz, i niejeden dymać będzie.

Polska nie zna protestanckiej etyki pracy, zna jedynie katolicką, czyli zakłamaną. W Polsce oszukiwanie w biznesie nie przywarą, a czasem nawet jest cnotą. Skoro pan Daniel cwaniurko wydymał wuja, to znaczy, że ma kwalifikacje na prezesa narodowego czempiona, narodowego koncernu paliwowego.
Bo teraz może wydymać Litwina, Ruchala, a może i uda mu się wydymać nawet Dojczmana.

W kaczystowskiej wizji Nowego Ładu mieści się etyka grabienia. Oszukiwania partnera. Sam pan prezes Kaczyński publicznie umawiał się w Krynicy z premierem Orbanem na wydymanie „brukselskiej stajni”. Dla kaczystów nie ważne jest, że kradniesz. Ważne by grabić dla siebie, bo im się to złodziejstwo zwyczajnie należy. Ważne, by dzielić się zagrabionym z katolickim narodem. Zwłaszcza z Polakami najwyższego sorta, czyli elitami PiS.

Stare, ale nadal aktualne polityczne powiedzonka mówią; „Polityk jest jak mucha- łatwo go zabić gazetą”, „Polityk jest jak małpa- im wyżej na palmę wchodzi tym bardziej swą dupę odsłania”, no i „Polski polityk ma politycznych wrogów, śmiertelnych wrogów politycznych i kolegów z partii”.
Pan prezes Obajtek został trafiony gazetą kiedy wspinał się na szczyt politycznej palmy. Kiedy został kandydatem na premiera RP na miejsce pana Morawieckiego. I kiedy zapragnął wejść na rynek mediów.

Kompromitujące pana Objtka nagrania wypłynęły zapewne z prokuratury kontrolowanej przez pana ministra, prokuratora Ziobrę. Ale pewne przez łańcuszek „ludzi dobrej woli” dotarły do „Gazety Wyborczej” i telewizji TVN. I tym łańcuszkiem uduszono poczętą, lecz jeszcze nie narodzoną, karierę polityczną pana prezesa Daniela.

Kto miał interes w aborcji tak dobrze zapowiadającej się kariery?
Pan premier Morawiecki, bo o jednego silnego kontrkandydata mniej.
Pan minister Ziobro, bo mógł pokazać panu prezesowi, że ma „kompromaty” i może wyskrobać kolejne personalne „nadzieje” pana prezesa Kaczyńskiego. Do tego dochodzi jeszcze zemsta za wyskrobania pana Janusza Kowalskiego z posady wiceministra.
Interes miały też krajowe koncerny medialne, by osłabić pozycję rosnącego magnata medialnego.
I wszyscy inni, którzy chcieli pokazać wszechmocnemu panu prezesowi, że teraz już jednak wszystkiego nie może.

Tak to się bawią elity kaczystowskie w czasie kiedy mamy kolejne nasilenie pandemii, kryzys wielu branż gospodarki, brak poparcia prawicowej większości dla unijnego Funduszu Odbudowy oraz izolację Polski na arenie międzynarodowej.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.