Wzorzec obywatela

Od kilku lat marzyłem o tym, aby wiedzieć, jakie cechy wrodzone i nabyte powinien mieć obecnie nasz wzorcowy obywatel, aby mógł cieszyć się powszechnym szacunkiem, poważaniem władzy i zaliczeniem do „pierwszego sortu”. Bardzo się te wymagania zmieniały i trudno było za nimi nadążyć. Dopiero teraz, w ogniu dyskusji i wskazań poprzedzających najbliższe, październikowe wybory, kształtuje się powoli obraz takiego obywatela.

Kierując się przede wszystkim światłymi wskazówkami prezydenta, premiera, niektórych hierarchów kościelnych i pewnego szeregowego posła postanowiłem przeprowadzić bolesny rachunek sumienia Usiłowałem sam sobie odpowiedzieć na krępujące pytanie – czy ja w ogóle, po dotychczasowym życiu pełnym błędów i wypaczeń, mogę się starać o „wzorcowe obywatelstwo”? I czy starczy mi czasu na ewentualną poprawę?

Cechy intymne

Z drżącym sercem usiadłem – jak zwykle w trudnych momentach – na przyzbie mojej chałupy, postawiłem na stołku dwie puszki czeskiego piwa i kolejno analizowałem cechy „wzorca”, porównując je z moimi. Za każdą wymienioną i posiadaną cechę postanowiłem przyznawać sobie dwa punkty. A jeśli mam ją tylko częściowo – to jeden punkt.
Na podstawie wyraźnych wskazań Głównego Prezesa i krakowskiej Ekscelencji kościelnej uznałem, że wzorcowy polski obywatel przede wszystkim nie może wykazywać zainteresowania seksualnego osobami tej samej płci, – czyli w moim przypadku – nie być gejem. Odetchnąłem – ten warunek spełniam tym bardziej, że moje zapotrzebowanie na seks z upływem lat bardzo się zmniejszyło i mam bardzo brzydkich przyjaciół, którzy mogliby być obiektami tego typu zainteresowań. Mam więc już dwa punkty.
Powinienem być głową rodziny z jedną i od młodości z tą samą, poślubioną w kościele żoną, oraz możliwie największą gromadką dzieci. Wstyd się przyznać, bo żonę mam wprawdzie za długo, ale już nie pierwszą. O dzieciach lepiej nie wspominać. Nie mam punktów.
Jest zrozumiałe, że jako głowa rodziny nie powinienem być nihilistą – używając określenia lansowanego przez Głównego Prezesa. Powinienem wierzyć w Boga, albo udawać, że wierzę, i udowadniać to możliwie częstym udziałem w religijnych obrzędach. Przynajmniej od czasu do czasu chodzić na pielgrzymki i rekolekcje. Brać przykład z naszych aktualnych notabli. Tu porównanie z wzorcem wypadło fatalnie – nie bardzo wierzę i nie chodzę. Musiałem napić się piwa, szukając kurczowo jakiegoś usprawiedliwienia i kogoś, kto ponosi winę za moje zbłądzenie. Częściowo winIen jest na pewno Stephen Hawking, którego książki – poczynając od „Krótkiej historii czasu”, mam w komplecie i które na pewno utrwaliły mój wrodzony nihilizm.

Bezwzględny patriotyzm

Niezwykle ważna cechą wzorca jest patriotyzm. Napisałem na ten temat kilka artykulików, bo ciągle nie jeste4m pewien, jak go udowadniać w czasach pokoju. Wydaje mi się, że aktualna władza za patriotę uważa każdego, kto ją chwali i jednocześnie ekscytuje się „bohaterską przeszłością” Narodu. To chyba zbyt uproszczone podejście i nie zgadza się z poglądami wielu moich, żyjących i nieżyjących, kolegów. Pamiętam jak jeden z tych nieżyjących, kawaler orderu Virtuti Militarii i tuzina innych odznaczeń, z zainteresowaniem słuchał innego, uwielbiającego patriotyzm werbalny. W końcu wypił łyczek bułgarskiej Pliski i bez cienia złośliwości zapytał: „Jesteś w naszym wieku, też gdzieś przeżyłeś wojnę. Powiedz mi – czy ty umiesz załadować i zarepetować karabin?”.
Problem widzę też w tym, że obywatelskie uwielbienie „bohaterów” z ostatniej wojny rozszerza się niebezpiecznie na wszystkich, którzy „coś robili” w tamtym okresie, albo po prostu uczciwie go przeżyli. Musiałbym więc także uwielbiać sam siebie, a to wydaje się idiotyczne. Ze zdumieniem przyjmuję informacje, że członkowstwo w AK jest czymś w rodzaju świadectwa moralności.
Taki wniosek nasunął mi się po wysłuchaniu nowego Prezesa NIK, który poinformował media, że dostał kamienicę w Krakowie od starszego pana, „który był członkiem AK”. I co z tego? Czy dlatego miał kamienicę? Czy to ma być rodzaj nobilitacji zapewniającej legalność jej posiadania i formalną poprawność darowizny? Znałem kilkuset członków AK z warszawskiej konspiracji, Powstania Warszawskiego i z jenieckich obozów. To widocznie byli ci biedniejsi, bo żaden nie przyznawał się do posiadania czy perspektywy dziedziczenia kamienicy. Ale rozumiem, że w niezniszczonym Krakowie mogli być bogatsi.
Mimo tych wątpliwości uznałem, że za patriotyzm mogę sobie przyznać przynajmniej jeden punkt.

Miłość i nienawiść

Wzorcowy obywatel musi namiętnie kochać USA. Tylko Amerykanie są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi i obrońcami. Parę tysięcy bohatersko nastawionych chłopców będzie poprawiać jakość krwi naszych następnych pokoleń z tym większa ochotą, że doskonale wiedzą, iż właściwie nic im nie grozi. Za to pomagają gospodarce swego kraju, bo z wdzięczności kupujemy u nich oszałamiająco drogie wojskowe zabawki i skomplikowane technologie
Lubię Amerykanów, więc to kryterium obywatelskie chyba spełniam – choć jestem niebezpiecznie krytyczny. Z niepokojem stwierdzam, że jak myślę o relacjach Polska – USA to zawsze przypomina mi się przedwojenne powiedzenie – „kochajmy się jak bracia, ale liczmy się jak Żydzi”. To nie był pejoratywny slogan, tylko przypomnienie, że w interesach nie czas na sentymenty. Ta rysa wątpliwości na mojej miłości do USA powoduje, że chyba znowu mogę liczyć tylko na jeden punkt.
Miłość do USA musi się u wzorcowego obywatela łączyć z otwartą lub chociażby tłumioną nienawiścią do Rosji. Jestem – jak wszyscy – napompowany historycznymi pretensjami, ale nie mieszkałem nigdy na wschodzie kraju i tym samym nie mam bezpośrednich doświadczeń umacniających te pretensje. Podobny stosunek mam zresztą także do Niemców, z którymi miałem bezpośrednie doświadczenia. Dlaczego?? Bo uważam, że ludzie nie mogą odpowiadać za działania poprzednich pokoleń i że w każdym społeczeństwie są dranie i kandydaci na aniołki. Cenię zarówno rosyjską jak i niemiecką literaturę i muzykę. W historycznych zawirowaniach miałem przyjaciół Niemców i Rosjan. Z łezką w oku wspominam przyjaźnie (apage Satanas!!) z reprezentantkami tych nacji. Znowu więc tracę punkty pozwalające na zaliczenie do wzorcowych obywateli.
Obywatelski wzorzec nie może też lubić Tuska. Trzeba go krytykować na każdym kroku, obarczać winą za wszystkie problemy i nieszczęścia, zamykać mu drogę powrotu do polskiej polityki. „Przez osiem lat” noc dobrego nie zrobił i tylko zaślepienie europejskich elit spowodowało, że wybrano go na mało znaczące stanowisko w UE. Znowu tracę punkty, bo nie znam, ale zaocznie lubię Donalda Tuska.

Chwalić i wspierać

Wreszcie wzorcowy obywatel powinien uważać wprowadzane zmiany w systemie sądownictwa za jedynie słuszne, a prokuraturę za najbardziej sprawną i obiektywna w Europie. Jeśli nie podejmuje śledztw w takich podrzędnych sprawach jak „dwie wieże” czy organizowanie albo wspieranie hejtu przez urzędników ministerstwa sprawiedliwości, to widocznie wymaga tego interes państwa. Mam inne zdanie – więc nie dostaję punktów.
No i – co chyba najważniejsze – wzorzec obywatela musi w każdej sytuacji, wspierać aktualnie rządzącą partię i powołany przez nią rząd, nie dawać wiary wrogim plotkom, oburzać się na prezydenta Francji za
„bezczelną” krytykę naszych działań. Ni powinien także mówić wyraźnie o zamachu na nasz samolot prezydencki TU 154, ale nadal wyrażać wątpliwość, czy mogła to być zwykła katastrofa lotnicza. Tą wątpliwość powinien przekazywać także swoim dzieciom i wnukom, aby pozostała ona na wieki w narodowej pamięci!
Bijąc się w wątłe piersi stwierdziłem, że tych ostatnich warunków w całości nie spełniam
Jak podsumowałem moje punkty to wyszło, że mam ich nie więcej niż 4 na 16 możliwych. Nie mam więc żadnych szans, aby stać się wzorcowym obywatelem tak długo, jak długo władza w naszym kraju będzie należała do tej samej partii, co „przez ostatnie cztery lata”. Ten tragiczny wniosek spowodował, że wypiłem drugą puszkę piwa, psując jeszcze bardziej moje kończące się zdrowie. A powstrzymać tego psucia nie mogę z wielu przyczyn, na które przy okazji jeszcze się poskarżę.

Kasa kontra pieluchomajtki

Minister Rafalska wyjaśniła w jaki sposób będą rozdysponowane pieniądze, po 300 złotych, na wyprawki szkolne dla uczniów. Wyjaśniła, że rząd daje gotówkę do ręki, bo rodzice wiedzą najlepiej jak te pieniądze wydać. W przypadku programu 500+ argumentacja dawania pieniędzy do ręki też była taka sama. Jednak tej, chyba słusznej zasady, w przypadku niepełnosprawnych, minister Rafalska nie zastosowała. Zaproponowała ekwiwalent w pieluchomajtkach. Oznacza to, że rząd nie daje tej grupie pieniędzy do ręki, bo uważa ją także za niepełnosprawną umysłowo, niegodną dawania pieniędzy do ręki. Ta grupa może nie wiedzieć jak najlepiej wydać te pieniądze i dlatego należy się im ekwiwalent w pieluchomajtkach.
To esencja traktowania obywateli przez PiS. Dajemy tym, których jest dużo i którzy potem masowo pójdą do wyborów wdzięczni za gotówkę w kieszeni. Oto budowanie klientyzmu politycznego w najczystszej postaci. Zapowiadane są także jakieś dodatki dla emerytów. Pewnie nie będzie to ekwiwalent w zniżkach na komunikację, czy ulgach na paliwo, a tylko gotówka, bo wiadomo, obywatel sam wie jak najlepiej wydać przyznane mu pieniądze.
PiS toczy polityczną grę rozdając, albo obiecując, że rozda gotówkę milionom obywateli. Te miliony decydują potem przy urnach wyborczych. Takie rozdawnictwo przypomina trochę rozdawanie pieniędzy przed lokalami wyborczymi, przed aktem głosowania, co jest karalne. Jeszcze lepiej byłoby rozdawać po głosowaniu. Aż dziw bierze, że PiS, w nowej ordynacji wyborczej, nie zapisał takiego triku, który umożliwiałby sprawdzenie kto na kogo głosował. Wtedy istniałaby możliwość odebrania danych wcześniej pieniędzy. PiS traktuje obywateli jak mięso wyborcze. Zabiera jednym, by dać tym, którzy dają większe gwarancje na sukces wyborczy.
Niedawno wszyscy pracownicy nauki zostali pozbawieni opodatkowania dochodów należnego twórcom, ludziom nauki, dziennikarzom i artystom. Tym sposobem zabrano pracownikom nauki po kilkaset złotych miesięcznie. Oto tylko jeden z przykładów: by dać komuś, trzeba innym zabrać. Ale naukowcy to zgniła elita, na PiS raczej nie głosująca więc im zabrać należało się. Oto przykład skłócania społeczeństwa i szczucia jednych na drugich. Oczywiście potrzebującym pieniądze się należą. Tylko odnoszę wrażenie, że obywatel jest tu przedmiotem, a nie podmiotem. Obywatel nie jest celem. Obywatel jest narzędziem, które ma pójść do urn wyborczych i dać zwycięstwo PiS-owi. Dlatego PiS daje jednym pieniądze do ręki, innym proponuje pieluchomajtki, a trzecim pieniądze zabiera. Urna wyborcza, jest tu ponad wszystko, by partii żyło się coraz lepiej i dostatniej.