Czy będzie coraz drożej?

Oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące wzrostu cen towarów i usług w najbliższych miesiącach są na historycznie wysokim poziomie.
Informacje o wysokim wzroście cen budzą – co oczywiste – zaniepokojenie w społeczeństwie. Według wstępnych danych GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu 2021 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 5,8 proc. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych w tym samym okresie wzrosły o 4,4 proc., ceny nośników energii o 7,2 proc., a ceny paliw do prywatnych środków transportu o 28,6 proc
Wzrost inflacji w ostatnich miesiącach generuje ryzyko utrzymywania się wysokich oczekiwań inflacyjnych. Oczekiwania inflacyjne są kluczowe dla kształtowania się procesów cenowo – płacowych, szczególnie w ostatnim kwartale roku, kiedy przedsiębiorstwo planują swoje budżety na kolejny rok – podkreśla Towarzystwo Ekonomistów Polskich. W tej sytuacji niezbędne są podwyżki stóp procentowych.
Doświadczenia wysokiej inflacji w latach 70. i 80. XX wieku wskazują na niebezpieczeństwo pojawienia się spirali płacowo-cenowej. W sytuacji wysokiej inflacji wzrastają oczekiwania inflacyjne, które przyczyniają się do podwyżek płac, w zamierzeniu mających zrekompensować utratę siły nabywczej zarobków. Podwyżki przyczyniają się do podnoszenia cen przez przedsiębiorców, co z kolei zwiększa inflację.
Z punktu widzenia kształtowania się inflacji w kolejnych miesiącach, jednym z kluczowych problemów jest powstrzymanie oczekiwań inflacyjnych. Temat oczekiwań inflacyjnych pojawił się szczególnie wyraźnie w kręgu zainteresowań władz monetarnych, kiedy m.in. nobliści Edmund Phelps i Milton Friedman podkreślali wagę oczekiwań inflacyjnych w relacjach zachodzących pomiędzy inflacją a bezrobociem.
Istnieje kilka sposobów śledzenia oczekiwań inflacyjnych: ankietowe badania konsumentów i przedsiębiorstw, prognozy ekonomistów oraz instrumenty finansowe, w których wykorzystywana jest indeksacja wskaźnikiem inflacji. W przypadku polskiej gospodarki powinniśmy szczególnie zwrócić uwagę na badania ankietowe przeprowadzane przez GUS oraz NBP – wskazuje TEP. W ramach badań koniunktury konsumenckiej GUS, sprawdzane są oczekiwania zmian cen konsumpcyjnych w najbliższych 12 miesiącach. We wrześniowej ankiecie na wzrost inflacji wskazuje 34,3 proc. ankietowanych, co oznacza wzrost zaledwie o 1 pkt proc. w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku.
Wynik taki może zaskakiwać z uwagi na wysoką bieżącą inflację. Badania te dotyczą jednak prognoz dynamiki inflacji w okresie kolejnego roku, a ta w powszechnych odczuciach, będzie niższa z uwagi na jednorazowy charakter części impulsów inflacyjnych. Nie otrzymujemy natomiast odpowiedzi na pytanie, czy konsumenci uważają, że dynamika inflacji będzie nadal kształtowała się znacząco powyżej celu inflacyjnego. Na ten temat więcej informacji uzyskamy z badań przeprowadzanych przez NBP. Wyniki badań przeprowadzanych w lipcu 2021 r. wskazują, że oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące cen towarów i usług konsumenckich w horyzoncie najbliższych miesięcy kształtują się na historycznie wysokim poziomie. Niepokojący jest wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem przedsiębiorstw oczekujących utrzymywania się inflacji na dotychczasowym poziomie (badane w ramach szybkiego monitoringu NBP, nr 03/21). Z kolei profesjonalni progności (wyniki Ankiety Makroekonomicznej NBP, runda: czerwiec 2021 r.) wskazywali, że prawdopodobieństwo ukształtowania się inflacji w latach 2021 – 2023 w przedziale celu inflacyjnego wynosiło odpowiednio 23 proc., 46 proc. i 55 proc. Aktualność danych o oczekiwaniach inflacyjnych stanowi pewien problem. Dynamika inflacji z ostatnich miesięcy powoduje, że wartości te szybko się dezaktualizują. Oczekiwania inflacyjne mają bowiem w znacznym stopniu charakter adaptacyjny, stąd wraz ze wzrostem dynamiki inflacji wzrastają również i oczekiwania inflacyjne.
Utrzymywanie się wysokiej inflacji w ostatnich miesiącach jest o tyle niebezpieczne, że jest to okres, w którym przedsiębiorstwa podejmują decyzje cenowo – płacowe, w których będzie uwzględniana oczekiwana wyższa inflacja. Czy zatem grozi nam spirala cenowo płacowa? W szybkim monitoringu NBP odnotował już w II kwartale br. nasilające się zjawisko presji płacowej we wszystkich badanych sekcjach gospodarki, a szczególnie: w górnictwie (40 proc. ankietowanych wskazało na nasilenie się presji), budownictwie (20,3 proc.) oraz przetwórstwie przemysłowym (18,2 proc.). Wzrasta również odsetek przedsiębiorstw wskazujących na problem wysokiej presji płacowej i rosnących płac, które mogą stanowić barierę rozwoju firmy.
Według NBP w II kw. 2021 r. presja płacowa była jeszcze niższa niż przed pandemią. Zwróćmy jednak uwagę, że w I kw. 2020 r. dynamika przeciętnego, nominalnego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw wynosiła 7,0 proc., podczas gdy pomiędzy czerwcem a sierpniem wyniosła ona już 9,3 proc. Widać zatem rosnące ryzyko wzrostu płac, który nie pozostanie neutralny dla procesów cenowych – zwraca uwagę TEP.
Co w takiej sytuacji może zrobić bank centralny? Oczywiście powinien przeprowadzać działania, które przekonają obserwatorów do obniżania prognoz inflacji w najbliższym okresie. Ostatnie rundy projekcji inflacji pokazywały coraz wyższą inflację, nie wystarczą zatem zapewnienia mówiące o jej tymczasowości, tym bardziej że na horyzoncie pojawiają się nowe elementy, które mogą przyspieszać dynamikę inflacji (przykład ostatniej decyzji Chin w sprawie wstrzymania eksportu fosforanów). Na międzynarodowej konferencji organizowanej przez NBP (pt. Structural Changes in Central European Economies During and After the Covid Pandemic, 1 października br.), przedstawiciele banków centralnych Czech i Węgier przyznali otwarcie, że ostatnie decyzje o podwyżkach stóp procentowych miały na celu ograniczenie oczekiwań inflacyjnych. Przedstawiciele obu banków centralnych uważają podwyżki stóp procentowych za działania prewencyjne, które doprowadzą do obniżki dynamiki inflacji w drugiej połowie przyszłego roku. Jest to jedna z recept na zapanowanie nad oczekiwaniami inflacyjnymi.

Mniej pesymizmu w małych firmach

Choć nastroje się nieco poprawiły, pandemia ciągle dławi polską gospodarkę. W naszym kraju potrzebny jest wreszcie jakiś przełom w walce z koronawirusem.
Polski sektor mikro, małych i średnich firm powoli wraca do normalności. Na koniec maja bieżącego roku główny wskaźnik koniunktury wyniósł 47,1 pkt. i znacząco odbił w porównaniu do poziomu z marca (32,5 pkt.) i kwietnia (40,8 pkt.). Co więcej, jest tylko o 2,8 pkt. niższy niż w pomiarze sprzed pandemii zrealizowanym w styczniu br. Takie wyniki przyniosło badanie Barometr COVID-19 realizowane przez Europejski Fundusz Leasingowy.
Jest to badanie zapoczątkowane w marcu 2020 roku, w celu oceny wpływu pandemii koronawirusa na przedsiębiorstwa z sektora MŚP. Informuje ono o skłonności małych i średnich przedsiębiorstw do wzrostu – czyli rozwoju rozumianego, jako wzrost sprzedaży i produkcji, ekspansja na nowe rynki oraz maksymalizacja zysków. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm.
Bardziej optymistycznie niż parę miesięcy temu wyglądają zwłaszcza prognozy dotyczące płynności finansowej. O ponad połowę zmniejszyła się liczba zarządzających MŚP, którzy obawiają się niższej płynności (z 76 proc. w kwietniu do 37 proc. na koniec maja br.), a z 1,5 proc. do 17 proc. wzrosła grupa firm liczących na lepszą sytuację finansową.
Nastroje poprawiają się także – choć już znacznie wolniej – w przewidywaniach dotyczących sprzedaży. Pod koniec maja zwiększenia zamówień oczekiwało prawie 17 proc. małych i średnich firm, w kwietniu tego zdania było niecałe 2 proc.
Natomiast niezmienionego poziomu sprzedaży spodziewało się w maju 46 proc. zapytanych, podczas gdy w kwietniu odsetek ten wyniósł tylko 19 proc. Spadku sprzedaży w maju obawiało się już tylko 36 proc. badanych, podczas gdy w kwietniu było to 78 proc.
Analiza branżowa pokazuje, że najszybciej do normalności sprzed pandemii mogą powrócić przedsiębiorstwa usługowe i transportowe oraz hotele i restauracje.
Tym niemniej, wartość głównego indeksu Barometru COVID-19 wciąż pozostaje poniżej progu 50 pkt., co oznacza, że warunki do rozwoju sektora MŚP są oceniane nadal jako niekorzystne – choć zdecydowanie lepsze, niż w dwóch pierwszych miesiącach po wybuchu epidemii koronawirusa w Polsce.
Prawie wszyscy uczestnicy majowego Barometru COVID-19 (92,8 proc.) planują zachować dotychczasowy poziom inwestycji, zaś większość z nich (65,2 proc.) spodziewa się utrzymać podobne, jak w ostatnich miesiącach, zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. W tych obszarach polscy przedsiębiorcy zachowują cały czas ostrożność – a i banki komercyjne nie palą się do udzielania kredytów na rozwój gospodarki, czekając na wsparcie finansowe, jakie obiecał im rząd PiS i Narodowy Bank Polski.
Generalnie, wygląda na to, że jednak idzie ku lepszemu, niezależnie od wielkości biznesu. Biorąc pod uwagę wielkość przedsiębiorstwa, mniejszy pesymizm w porównaniu z marcem i kwietniem tego roku można było zaobserwować we wszystkich rodzajach firm. W przypadku tych najmniejszych, zatrudniających do 9 pracowników, w maju została odnotowana poprawa nastrojów o 5 pkt., do 45 pkt. W firmach małych poziom optymizmu zwiększył się o 6,8 pkt., osiągając 48 pkt. Podobnie było w średnich przedsiębiorstwach (wzrost o 7 pkt. do 48 pkt.).
Analiza wyników Barometru COVID-19 w podziale na branże pokazuje, że w trzech branżach po początkowym spadku na koniec marca br. nastroje wróciły do poziomu sprzed pandemii. Dotyczy to branży usługowej, transportowej i hotelarstwa, cateringu oraz restauracji (HoReCa). Indeks dla usług w maju 2020 r. był nawet nieco wyższy niż w pierwszym kwartale tego roku (pomiar realizowany w styczniu pokazał 46,5 pkt.) i wyniósł 47, 3 pkt. Podobnie jest z firmami transportowymi – w maju indeks dla nich wyniósł 47,7 pkt., podczas gdy na początku tego roku 46,1 pkt.
Jako nadzwyczaj optymistyczny można ocenić wynik dla sektora HoReCa – na koniec maja wyniósł 51,9 pkt. i był tylko o 1,6 pkt. niższy niż w styczniu tego roku. Co więcej, jest to najwyższy wynik wśród wszystkich sześciu badanych branż, z największym odbiciem w górę w stosunku do kwietnia (wówczas wskaźnik koniunktury wyniósł niecałe 41 pkt.). Jako jedyny uplasował się powyżej granicy pokazującej skłonność do ograniczonego rozwoju, która wynosi 50 pkt.
Ten bardzo dobry wynik jest jednak dość zrozumiały, bo zaczyna się lato, a to tradycyjnie okres najwyższych obrotów dla restauracji, hotelarstwa i gastronomii. Także i w tym roku, mimo epidemii koronawirusa, te przedsiębiorstwa liczą na jakieś sezonowe odbicie
W pozostałych trzech branżach (budownictwo, handel i produkcja) również odnotowano coraz mniejszą dynamikę spadku poziomu koniunktury, jednak wskaźnik jest nadal niższy w porównaniu ze stanem jaki był na początku roku.
Indeks dla przedsiębiorstw budowlanych wyniósł na koniec maja br. 46 pkt. (w styczniu – 57 pkt.), dla handlowych – 45 pkt. (w styczniu – 52 pkt.), a dla firm produkcyjnych – także 46 pkt. (w styczniu br. – 53 pkt.). -Po niemal trzech miesiącach epidemii widzimy uspokojenie nastrojów wśród mikro, małych i średnich firm. Właściwie można je porównać do czasu z początku tego roku, kiedy jeszcze nikt nie myślał o takich zawirowaniach zdrowotnych i gospodarczych, z jakimi mieliśmy do czynienia. Słabnąca pandemia, odblokowywanie kolejnych gałęzi gospodarki, wsparcie rządowe spowodowały, że coraz więcej przedsiębiorców lepiej ocenia płynność finansową swoich firm i prognozuje zwiększenie sprzedaży w najbliższych tygodniach – mówi Radosław Woźniak, prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego organizującego to badanie koniunktury.
Czy zatem można powiedzieć, że polska gospodarka wróciła do normalności? Z pewnością jeszcze nie, bo to będzie długofalowy proces. Można jednak mieć nadzieję, że już nastąpił jego początek. Zdaniem ekspertów, proces odrodzenia i powrotu do dawnej aktywności małych i średnich przedsiębiorstw w naszym kraju może potrwać jeszcze dwa – trzy lata – o ile oczywiście poradzimy sobie z pandemią koronawirusa, mającą niszczący wpływ na funkcjonowanie gospodarki.