Rydzyk kontra dobra zmiana

Znany biznesmen i potentat medialny, redemptorysta Tadeusz Rydzyk, dotychczas wierny stronnik Kaczyńskiego, obsztorcował rząd. Oskarżył polityków PiS m.in. o to, że „zostawiają katolicyzm za drzwiami”, gdy wchodzą do parlamentu czy urzędów. Nie podoba mu się też narracja państwowych mediów. „Ten marksizm mocno idzie” oraz „coś obrzydliwego puszczają w TVP” można było usłyszeć podczas wczorajszej mszy..
Wnioski, które przedstawił o. Rydzyk, jeden z najważniejszych fundamentalistycznych liderów w Polsce, mogą wzbudzać niepokój przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Wieczorna msza XXVIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, która zainaugurowała wczoraj (14 lipca) wspólną wycieczkę sympatyków toruńskiej rozgłośni, miała bardzo stanowczy i cokolwiek krytyczny przekaz.
Rydzyk wprawdzie pochwalił rządzących za transfery socjalne, ale zaznaczył od razu, że brak jest proporcjonalnej dbałości o „ducha narodu”, o którego to także „trzeba walczyć”. Powiedział też, że jest „za tym co jest dobre, ale nie wszystko jest dobre i ta dobra zmiana nie jest taka całkiem dobra”. Wierni reagowali brawami i entuzjastycznymi okrzykami.
Redemptorysta dał Kaczyńskiemu i jego stronnikom wyraźny sygnał, iż w obliczu zbliżających się wyborów muszą wykazać zainteresowanie zgłaszaną przez niego problematyką i poradził, by nie obawiali się dalszej izolacji Polski na arenie międzynarodowej. Z pewnością można to też odczytywać jako sygnał, iż Rydzyk chętnie udostępni swój autorytet przywódcy katolickich integrystów oraz swoje platformy medialne dla celów stosownej agitacji, ale trzeba się z nim bardziej liczyć.
„Teraz wybory się zbliżają, nie wiem co będzie z tymi naszymi sprawami. Ja wiem, że może nie wszystko na raz można, ale co? Że w Brukseli powiedzą? Myśmy przeżyli najazd szwedzki i radziecki przeżyliśmy i nie daliśmy się” – konstatował Rydzyk.
Szef Radia Maryja wezwał także do wdrażania teokratycznego modelu państwa; główni decydenci mają kierować się swoim katolicyzmem przy podejmowaniu działań politycznych. Poza tym wskazał, iż w systemie nauki i oświaty czai się mroczne widmo „ateizmu marksistowskiego”, który „sączony” na wyższych uczelniach prowadzi studentów do odejścia od wiary.
„Jesteśmy katolikami, to i w rządzie trzeba być katolikiem, i w parlamencie, i w urzędach trzeba być katolikiem, a nie zostawiać katolicyzmu za drzwiami. I o taką Polskę chodzi. Bo to jest wielki dramat – ten marksizm idzie bardzo mocno, również w Polsce. Dzieci idą na uniwersytety i bardzo często wychodzą niewierzący. Dlaczego? Bo jest sączony ten ateizm marksistowski, bardzo sprytnie” – objaśnił.
Najcięższym zarzutem był chyba jednak ten wobec kontrolowanej w sposób totalny przez PiS telewizji publicznej. Rydzyk twierdzi, że emitowane są tam treści, które „uderzają w rodzinę”.
„W telewizji publicznej za pieniądze Polaków i katolików puszcza się filmy, które źle przedstawiają rodzinę, wzorce złe, rozwód za rozwodem, partner za partnerem, geje i inni, LGBT. Coś obrzydliwego puszczają w TVP. Jaka to dobra zmiana?” – pytał wzniosłym tonem.
Podczas mszy prowadzonej przez Rydzyka nie mogło też zabraknąć elementów standardowych, czyli peroracji o trwającej „walce z kościołem na całego” oraz szczucia na kobiety. Duchowny wezwał do wycofania podpisu pod tzw. konwencją stambulską, dotyczącą zapobiegania i zwalczania przemocy domowej.
„Konwencja stambulska jak nie będzie odwołana, to co będzie? Będą wchodzić gorzej jak nóż w masło, takie nie w lodówce. A nie odwołali tego – to Platforma wprowadziła i PSL, a ci nie odwołali. Dobrze, że jest 500 plus, dobrze, że są pieniądze na chleb, ale chleb to nie wszystko” – nawoływał toruński fundamentalista.
Wartym odnotowania wydaje się również wezwanie, które wystosował dyrektor Radia Maryja, by wierni czym prędzej dokonali zbiórki 5 mln zł. Podczas pielgrzymki poświęcony zostanie bowiem nowy telewizyjny samochód transmisyjny wart właśnie tyle, a zakupiony z pożyczki.

„Pedał” zastąpił „Żyda”

„Wszystkie jego podobno moralistyczne wystąpienia są wyjątkową zakłamaną perfidią” – mówi o Jarosławie Kaczyńskim prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przepytywany przez Kamilę Terpiał (wiadomo.co).

KAMILA TERPIAŁ: Jarosław Kaczyński podczas ostatniej konwencji PiS dał sygnał do ataku na osoby LGBT?
IRENEUSZ KRZEMIŃSKI: Z całą pewnością. W taki sposób odwołuje się do twardego, radiomaryjnego elektoratu PiS-u. To jest insynuacyjna, skandaliczna polityka napuszczania ludzi na osoby LGBT. Nie chodzi tylko o osoby homoseksualne, mamy coraz więcej osób transseksualnych, które zmieniają płeć i są w dramatycznej sytuacji. Słowa Kaczyńskiego były obrzydliwe i karygodne. Zresztą teraz słyszymy polityków PiS-u broniących tych niemoralnych haseł Kaczyńskiego i posługujących się w tych wywodach tezami pochodzącymi z artykułów… „Naszego Dziennika”. W tym organie prasowym o. Tadeusza Rydzyka można było już dawno temu znaleźć wywody tzw. katolickich profesorów, takie historiozoficzne wizje, w których była mowa o kolejnej rewolucji, która ma nas „oderwać od kultury łacińskiej”. Pierwszą była rewolucja francuska, później bolszewicka, kolejną rewolucja kontrkulturowa i seksualna, a teraz mamy kolejny atak gender i homoseksualistów, którzy chcą zniszczyć tradycję rodziny i oderwać nas od świętych wzorców. Działacze PiS-u mówią teraz dokładnie tym językiem. Mamy zatem jego źródło i odbiorców. Przyłączy się do tego Kościół.

Myślał pan, że Kościół stanie w obronie osób LGBT?
Chyba miałem taką nadzieję, że zostanie to przemilczane. Czuję się dotknięty i rozczarowany „stanowiskiem” biskupów warszawskich, w tym wydawałoby się otwartego, mądrego kardynała Nycza. Jeżeli tacy biskupi powtarzają stanowisko, przypominające polowanie na czarownice, to źle to wróży polskiemu Kościołowi, bez względu na to, jak silny dalej może się czuć. W dodatku jest to tym bardziej ponure, że stanowi poparcie tez z podburzającego do nienawiści przemówienia Kaczyńskiego. Można się spodziewać, że apel prezesa PiS będzie gorąco popierany przez księży. A to znaczy, że łatwo może się przekształcić nie tylko w negatywne opinie, ale także negatywne zachowania wobec osób nieheteronormatywnych. Mamy już doświadczenie z przeszłości – w 2008 roku wydałem z mymi współpracownikami książkę („Naznaczeni. Mniejszości seksualne w Polsce. Raport”) na temat sytuacji gejów i lesbijek. Okazało się, że w czasie pierwszych rządów PiS-u, podczas których politycy tej partii także bili na alarm o rzekomym zagrożeniu rodziny przez feministki oraz gejów i lesbijki, o kilkanaście procent wzrosły napaści na osoby LGBT. Co ciekawe, w 2008 roku wszystko wróciło do poziomu sprzed rządów PiS-u. To jest wyraźny dowód na to, że polityka nienawiści uruchamia nie tylko negatywne emocje, ale także czyny. Zresztą niedawno mogliśmy się o tym przekonać, gdy za morderstwem prezydenta Adamowicza na oczach milionów ludzi stała nienawistna mowa tej samej partii.

Nie boi się pan fali hejtu?
Przestałem na to w ogóle zwracać uwagę, bo ten hejt jest w dużym stopniu zorganizowany. Poza tym jednocześnie jest wyraźna tendencja do nieulegania takim napaściom.

Społeczeństwo jest coraz bardziej wyedukowane?
Część społeczeństwa na pewno, ale pozostaje jeszcze część odporna na wszystko. Przyznam szczerze, że najbardziej boję się teraz o osoby posądzane o homoseksualizm, a zwłaszcza osoby młode. Edukacja seksualna miała im pomóc. To wrogie i cyniczne przemówienie ma na celu zablokowanie wszelkich działań, które pozwalają rozwiać mętne emocje, dać pewną wiedzę, umocnić ludzi w ich własnych przekonaniach i orientacjach seksualnych, także – zdrowych relacjach heteroseksualnych. W 1990 roku byłem jednym z założycieli stowarzyszenia do walki z HIV-AIDS. Staraliśmy się rozwinąć edukację seksualną, która miała zadziałać przede wszystkim prewencyjnie. Niestety, bardzo szybko, głównie poprzez kontrakcję środowiska katolickiego, program został zaniechany, a edukatorom podziękowano i ze szkół wyproszono.
Po co edukacja seksualna w szkole, skoro to rodzina powinna wychowywać dzieci? To jeden z argumentów używanych przez polityków PiS. To jest absolutnie chybiony argument i mówię to jako socjolog. Połowa polskich rodzin jest w ogóle nieprzygotowana do pełnienia funkcji dydaktycznych, nie mówiąc już o funkcjach wychowawczych. Na co dzień mamy dostateczną ilość świadczących o tym przypadków, gdy młodzi ludzie są bezradni wobec problemów, wobec których stają.
W nowoczesności szkoła zawsze pełniła nie tylko funkcję edukacyjną, ale była także ważnym ośrodkiem wychowania młodzieży, włączenia ich w społeczeństwo i przekroczenia horyzontu rodziny. Tym bardziej, że zasoby kulturowe rodzin są zróżnicowane, tzw. kapitał kulturowy – nawet bardzo zróżnicowany. Szkolne wychowanie wzmacnia wspólne normy postępowania, tworzy nowe i wspólne wzorce między dziećmi i młodzieżą wychowywaną w różnych środowiskach, powinno także budować wspólną wrażliwość społeczną i wspólnotę norm moralnych. A szczególnie w Polsce dziedzina seksu, kultury seksualnej, by tak rzec, jest uwikłana w hipokryzję, niedomówienia, brak języka do omawiania problemów, z jakimi ludzie w życiu seksualnym i erotyce muszą się mierzyć. Jak mogą wychować w tej sytuacji swoje dzieci? A w dodatku mamy specyficzną edukację kościelną, bo przecież większość małych dzieci chodzi na religię!

Politycy PiS-u straszą, że edukacja seksualna jest dla dzieci gorsząca.
Wie pani, co jest naprawdę gorszące? Lekcje religii. 7-letnia córka moich przyjaciół wróciła kiedyś z lekcji religii czerwona i przerażona. Okazało się, że siostra zakonna opowiadała o strasznych ludziach – homoseksualistach. Przekonywała, że noszą w sobie zło. Rodzice rozładowali całe napięcie, wytłumaczyli, że to normalni ludzie, których ona też zna. To była jej ostatnia wizyta na lekcji religii. Dzieci straszy się już od najmłodszych lat, a pedał staje się jednym z najważniejszych zagrożeń. „Pedał” zastąpił „Żyda” albo z nim współdziała. To jest skandal! Nawet w świetle dokumentów Kościoła. Nie mówiąc już o tym, że przed I komunią dzieci często odpowiadają na taką listę możliwych grzechów i mowa tam o tym, czy mieli zdrożne myśli, czy się dotykali tu i ówdzie, albo z kolegami i koleżankami – jednym słowem naprawdę poruszające pytania, kierowane do 8 – czy 10-latków!

W kreowaniu wroga jest jakaś głębsza myśl czy to walka polityczna?
Chodzi o odwołanie się do pokładów polskiego tradycjonalizmu. To jest element przemyślanej strategii w działaniu PiS-u. Były już „podarunki” prezesa i przyznam, że samo określenie jest skandaliczne. Ludzie powinni poczuć się poniżeni, bo pieniądze pochodzą tak naprawdę z ich kieszeni, albo zostaną pożyczone, co przełoży się na poważne problemy w przyszłości. Mam nadzieję, że kpina z rozsądku ludzi nie wyjdzie PiS-owi na zdrowie.

To punkt zwrotny dla PiS-u?
Przez ostatnie dwa miesiące PiS wyraźnie stracił rezon. Nie wiedział, co robić i jak reagować. Po raz pierwszy od objęcia rządów to nie PiS i Kaczyński narzucał tematy w debacie publicznej. Teraz Jarosław Kaczyński przystąpił do wielowątkowej kontrakcji. Lecz opozycja powinna starać się, by nie stracić poprzedniej przewagi. Powinna zacząć tłumaczyć, do czego może doprowadzić polityka rządzących. Do ludzi musi dotrzeć, że pieniądze nie biorą się znikąd i że jak wydajemy więcej niż mamy, to zawsze źle się to kończy. I mamy doświadczenie z czasów Gierka. W dodatku ten wyjątkowo obrzydliwy atak na osoby LGBT wydaje się być przesadzony. PiS zdaje się nie dostrzegać procesu przemian w polskim społeczeństwie, tak jak nie docenił protestu kobiet. A Kościół, jak mi się zdaje, może stanąć wobec bardzo trudnej sytuacji z powodów własnych grzechów, z których nie rozliczył się i kiepsko się do tego zabiera. A poza tym prezes może się przeliczyć: „podarowane” przez prezesa pieniądze można wziąć, ale to nie musi się przełożyć na głosy wyborcze.

Ksenofobiczna twarz pomoże PiS-owi wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego?
Hasła narodowe działają na twardy elektorat, ale mogą też przyciągnąć nowych wyborców. Trudno zdefiniować pozycje ideowe młodego pokolenia. Wydaje mi się, że młodzi są dość zagubieni, uwikłani w mieszaninę demokratycznych i antydemokratycznych idei. Polska szkoła w aktualnym wydaniu na pewno nie funduje im wychowania demokratycznego i nie uczy szacunku dla drugiego człowieka. Ale mimo tego, że to młodzi ludzie tworzą grupy nacjonalistyczne czy raczej narodowo-faszyzujące, to jest w dalszym ciągu bardzo niewielki procent młodzieży. Nie widzę symptomów, by polska młodzież dała się oto zorganizować wokół nacjonalistycznych i ksenofobicznych haseł. Choć na pewno ożyły np. stereotypy antysemickie, ale zarazem – bardzo silne są postawy anty-antysemickie. Podobnie może być teraz ze stosunkiem do osób LGBT czy do gejów i lesbijek. Znajdą się tacy, którzy z radością przyjmą słowa Kaczyńskiego, ale zarazem – może więcej będzie takich, którzy nie chcą ani słuchać takiego języka, ani nie chcą czuć tego, co sugeruje prezes PiS-u.

PiS w taki sposób kusi nacjonalistów?
Program „tradycyjnej Polski” wypełnia antydemokratyczne postulaty narodowców. Oni zawsze budują swój przekaz na obrazie tradycyjnego społeczeństwa, z podziałem ról męskich i damskich, a także „swojskości” i „obcości”. Dlatego chcą eliminować innych, a najpierw tych, którzy się z nimi zdecydowanie nie zgadzają. Przypominam, że to właśnie narodowcy często występują przeciwko paradom równości czy innym demonstracjom. Przesłanie Jarosława Kaczyńskiego z całą pewnością przyjęli z wielką radością, już zacierając ręce.

Spodziewał się pan ataku na środowiska LGBT?
Nie, jestem zaskoczony, że można coś takiego i w taki sposób po wydarzeniach styczniowych.

Na początku naszej rozmowy mówił pan o tym, że taki przekaz od dawna pojawiał się w organie prasowym Radia Maryja. To nie była zapowiedź?
Dla mnie to cały czas intelektualna osobliwość. Nie mogę dociec, jak to możliwe, że teksty napisane pseudonaukowym i biurokratycznym językiem znalazły posłuch u ludzi, którzy przecież nie powinni ich rozumieć. Być może księża przełożyli to na ich język… Ale zaskoczyło mnie, że ta retoryka została przejęta tak łatwo przez polityków. Nie spodziewałem się, że ten język będzie w tak prosty i jednoznaczny sposób powtarzany przez rządzących. Lecz to tylko potwierdza moją tezę, że ideologia PiS-u opiera się na ideologii narodowo-katolickiej, którą skonstruował ojciec Rydzyk.

Jarosław Kaczyński jest aż tak wyrachowany?

Jest całkowicie wyrachowanym strategiem swojego działania. Postawił sobie za cel opanowanie państwa polskiego i zbudowanie autorytarnego ładu, ale zaczyna napotykać problemy. Robi więc wszystko, co może. Taką strategię działania można określić jedną amoralną formułą – cel uświęca środki. To jest święta zasada, którą stosuje Jarosław Kaczyński. Wszystkie jego podobno moralistyczne wystąpienia są wyjątkową zakłamaną perfidią.

Abba Ojczyzno

Miłość do państwa w wykonaniu premiera Mateusza Morawieckiego przypomina czułość ojca drania w rodzinie z niebieską kartą.

 

Najpierw cię stłukę na kwaśne jabłko, a później wmówię, że kocham cię najbardziej na świecie. Te siniaki to sobie sama zrobiłaś Polsko, a tych którzy Cię nie kochają aż tak mocno jeszcze, niech Matka Boska Nieustającej Pomocy ma w swojej opiece. Nie obchodzi mnie udział w obchodach rocznicowych z okazji 27. urodzin Radia Maryja ani Premiera RP ani członków Rządu RP, ani tym bardziej polityków PiS. Nie dbam o to, że Morawiecki, Błaszczak, Brudziński, Kempa czy Ziobro, trzymając się za ręce, na stojąco, śpiewali pieśni uwielbienia dla Rydzyka. Mam gdzieś ich zachowanie i obłudne zagrywki, przy których chwiali się jak w jakimś chocholim tańcu i robili z siebie bandę klaunów, żeby tylko przypodobać się jednej z rozgłośni radiowych. Cytując nieznanego klasyka: „Nie mój cyrk, nie moje małpy”.
Co jednak po mnie nie spływa, to słowa wypowiedziane przez premiera Morawieckiego obrażające obywateli i obywatelki, którzy swojej propaństwowości nie manifestują słuchaniem Radia Maryja, oglądaniem telewizji Trwam i wysyłaniem przelewów na konto redemptorysty. To nie jest tak, że ludzie opozycji demokratycznej, społecznej czy liberalnej kochają Polskę mniej. Nie będę się licytować, a i też nie czuję potrzeby, aby swoją miłość do ojczyzny komukolwiek udowadniać. My po prostu nie szanujemy tego rządu. Rządu PiS-u, który ciągle krzywdzi nasz kraj poprzez łamanie konstytucji i osłabianie naszej pozycji międzynarodowej. Nie akceptujemy jego służalczej postawy wobec imperium Rydzyka, przyznawania dotacji i realizowania zamówień rządowych dla Fundacji Lux Veritatis, Geotermii Toruń, Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz firm Bonum sp. z o.o. i Spes sp. z o.o., które przez 3 lata zagarnęły z kasy państwowej ponad 80 mln zł i kolejne 70 mln zł zaplanowane na budowę i wyposażenie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu. My nie potrzebujemy opieki sił wyższych, my chcemy uczciwego i normalnego rządu.
Droga Ojczyzno, nie będę udawał, że potrafię tańczyć i śpiewać, by pokazać swoje oddanie dla Ciebie. Rozdzieranie szat na pokaz nie było modne nawet w czasach biblijnych. Obiecuję Ci jednak, że przyjdzie dzień, gdy PiS nie będzie zmuszać Cię dalej do spełniania małżeńskiego obowiązku i gdy przestaniesz być wykorzystywana przez partię Dojnej Zmiany. Obiecuję, że rozdzielimy Państwo od Kościoła, ale szanować będziemy wszystkich Twoich obywateli i obywatelki. Zarówno wierzących w Boga, jak i nie podzielających tej wiary – co zostało zapisane w Konstytucji RP. Wyznawcom toruńskiej rozgłośni zaś dedykuję ewangeliczną przypowieść (Łk 20, 46-47) „46 Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy lubią chodzić w długich szatach, kochają pozdrowienia na rynkach, pierwsze krzesła w synagogach i pierwsze miejsca na ucztach. 47 Pożerają oni domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci otrzymają surowszy wyrok.” – niech zastanowią się komu składają swoje pokłony.

27 lat imperium Rydzyka

Działo się na imprezie w Toruniu podczas świętowania przez Radio Maryja 27 lat działalności. Ojciec Rydzyk wysunął nowe żądania wobec ekipy rządzącej (która zresztą wysłała na toruńską imprezę godną reprezentację), prócz tego dorzucił swój kamyczek do wychowania dzieci i młodzieży: rozkolportował książeczki, z których dowiemy się, że „myślenie o seksie jest dla idiotów”. Ojciec Rydzyk ma nową koncepcję na biznes – to „ewangelizacja przez książkę” i już ruszył z nią z przytupem: 300 tysięcy egzemplarzy „Kształcenia charakteru” autorstwa o. Mariana Pirożyńskiego, redemptorysty żyjącego na przełomie XIX i XX wieku rozeszło się po wiernych, a kolejne zostały rozdane uczestnikom imprezy.
„W naszej wspólnocie Rodziny Radia Maryja powstał pomysł ewangelizacji przez książkę. Dzięki Wam, dzięki tym, którzy 1 % z podatku odpisują na Fundację Nasza Przyszłość – rozprowadziliśmy już ponad 300 tys. książek »Kształcenie charakteru«. Rozdajemy te książki dzieciom i młodzieży. Przekażcie te książki takiej młodzieży, która przeczyta. Może weźcie teraz niezbyt wiele, ale tym, którzy przeczytają. Nie wolno niszczyć, nie rzucać pereł byle gdzie. Trzeba popatrzeć komu dać, niech on wzrasta, a inni, jak dorosną do tego, żeby czytać – to też im dać” – głosi komunikat ojca Rydzyka. Oprócz zbierana jednego procenta, książka w sobotę spełniała funkcję upominku dla zaproszonych na urodziny Radia. Ojciec Tadeusz postanowił odkurzyć beletrystyczny przebój z ubiegłego wieku, aby młodzież wiedziała, jak opierać się pokusom: na przykład unikając miękkiej pościeli, sentymentalnych rozmów lub spotkań sam na sam. Ponieważ według przesłania ojca Pirożyńskiego tylko „idioci i matołki lubią obracać się w atmosferze brudów erotycznych: mówić o nich i myśleć”, a „rozkosz erotyczna trwa krótko, lecz wprowadza nerwy w stan wysokiego napięcia, wskutek czego organizm wyczerpuje się szybko a gruntownie, umysł traci swą świeżość”. Z książki dowiemy się także, że „żadna rozkosz nie poniża godności ludzkiej w takim stopniu, jak erotyczna”. Oprócz tego, że zaraz po ukazaniu się na rynku wydawniczym owego dzieła zmiażdżył je już Tadeusz Boy-Żeleński, dziś za głowę złapali się psychologowie oraz feministki.
– Przekaz duchownych oparty jest na zabobonach, również na kłamstwach i manipulacjach. Poprzez nakazy i zakazy, nagrody i kary, wskazanie złych i dobrych uczynków Kościół formatuje ludzi i odbiera im umiejętność racjonalnych zachowań – stwierdził Arkadiusz Brodziński ze stowarzyszenia Polska Laicka, który dziś, w niedzielę 2 grudnia w Toruniu zamierza zorganizować protest przeciwko współzależności przedstawicieli władzy i imperium ojca dyrektora.
– Sama książka nie jest groźna. Groźne jest jednak to, że stanowi część całej narracji, o której zaczyna być głośno. Ta narracja nawołuje do radykalizmu. może spowodować, że młodzi ludzie będą żyli w poczuciu nieadekwatności, winy i wstydu. To może skutkować problemami z akceptacją swoich pragnień, ciała i seksualności – dodał cytowany przez Onet Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta z Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Książka ojca Pirożyńskiego nie była jednak jedyną „atrakcją’ uświetniającą imprezę wspólnoty Radia Maryja: w hali Arena Toruń (wynajętej zresztą ponoć według „ulgowej taryfy”, do której mają prawo imprezy społeczne”) pojawił się premier Mateusz Morawiecki, a także ministrowie Ziobro, Błaszczak, Brudziński, był też niezastąpiony były minister obrony Antoni Macierewicz, były szef resortu środowiska Jan Szyszko oraz prezydent Torunia Micha Zaleski. Imprezę rozpoczęto od odczytania listu od Andrzeja Dudy. Uroczystości zyskały więc wymiar półpaństwowy. Na czas świętowania przez najważniejszą personę w Toruniu, miasto dokonało zmian w organizacji ruchu. Wszystko po to, aby redemptorysta mógł zbesztać publicznie państwo, że pożałowało mu pieniędzy na realizację filmu o bracie Albercie Chmielowskim, ale za to PISF dołożył się do „Kleru”.
– Zobaczcie, ile jeszcze trzeba zmienić w Polsce – ojciec dyrektor był naprawdę rozżalony. – Zwróciliśmy się do takiej organizacji PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej. Oni dają pieniądze na filmy, ile nam dali? Dali (…), ale na film „Kler”.
Tymczasem w ubiegłym tygodniu toruński sąd rejonowy przykładnie ukarał mężczyznę, o którym zrobiło się głośno w 2017, gdy podczas demonstracji próbował spalić kukłę przedstawiającą ojca Rydzyka. Dostał 300 złotych grzywny. Skazany Sławomir D. wcześniej usiłował też spalić kukłę Jarosława Kaczyńskiego, ale sąd najwyraźniej uznał, że cześć toruńskiego biznesmena należy potraktować priorytetowo.

Miś na miarę

Kronika polityczno-popkulturalna ostatniego tygodnia.

 

Wojciech Cejrowski w „Minęła dwudziesta” u Michała Rachonia spalił papierową flagę UE. – Unia Europejska nie jest państwem i w związku z tym jej godło nie jest chronione żadnymi przepisami poza patentowymi. Ktoś sobie kupił „flagę”, może ją spalić jeśli chce. Ja chciałbym zakwestionować także przepis, który chroni flagi państwowe – oświadczył podróżnik, kiedy temat zahaczył o nagrodę, którą wyznaczyła polska policja za pomoc w namierzeniu osoby, która spaliła flagę wspólnoty podczas marszu 11 listopada. – Flaga UE jest jak flaga Mc’Donalds. To jest kawałek papieru, to jest moja własność i mogę z nią robić co mi się żywnie podoba w mojej kajucie.
Po udzieleniu wykładu bosy podróżnik, najwyraźniej perfekcyjnie przygotowany do programu, wyjął zapalniczkę i rzeczony kawałek papieru, po czym demonstracyjnie spalił. Jednak prawnicy TVP byli tam czynni, gdyż ten fragment został wycięty i obejrzeć go można jedynie na kanale Cejrowskiego na YouTube. Nie zmienia to jednak faktu, że jaki program i prowadzący, taki gość.

 

***

Policja natomiast usilnie szuka warszawskiego podpalacza flagi. Za jego namierzenie zaoferowała aż 5 tys. zł. Apel nie poszedł w las. Skarbnik Młodzieży Wszechpolskiej już 12 listopada doniósł na swojego szefa. Nawet oni wiedzą, że poszukiwanie sprawcy zajmie stołecznej policji jeszcze co najmniej 15 lat.

 

***

11 grudnia o 21.30 nastawcie odbiorniki na Radio Maryja – zostanie wówczas wyemitowana audycja o elektryzującym tytule „Jak być dobrą żoną w sypialni?”. Ojciec Tadeusz chytrze milczy i nie zdradza, jaki będzie przekaz audycji. Tymczasem komentatorzy już zdążyli rozłożyć ją na czynniki pierwsze.
– Mnie tytuł tej audycji kojarzy się bardzo negatywnie – twierdzi Arkadiusz Brodziński, toruński lider stowarzyszenia Polska Laicka, który w dwa lata temu organizował protest przeciwko Radiu Maryja. – Uważam, że jest poniżający dla kobiet. Jeżeli ktoś wyznaje patriarchalne wartości, to być może będzie się zgadzał z takim podejściem. Mamy jednak równouprawnienie, a tu wygląda to tak, jakby jedna strona relacji małżeńskiej miała się w jakiś szczególny sposób dostosowywać do drugiej strony.
– Sam pomysł jest tyleż śmieszny, co straszny – komentuje Bogna Czałczyńska z Kongresu Kobiet.
– Jeśli rzeczywistym tematem audycji będzie pouczanie kobiet jak zadowalać mężczyzn w sypialni, bez analogicznej audycji w drugą stronę, to jest to kolejne działanie, które po prostu wpisuje się w patriarchalny paradygmat. Wpisuje się w nurt traktowania kobiet w sposób podrzędny. Kobiety mają zadowalać mężczyzn, podobać im się. W ten sposób już małym dziewczynkom wpaja się, że mają się podobać i zadowalać innych, że mogą być wykorzystywane. Jednocześnie same nie spełniają swoich planów i ambicji, bo to one mają przecież dbać o ognisko domowe i zadowolenie innych, a nie swoje – dodaje Monika „Pacyfka” Tichy, szczecińska aktywistka na rzecz równości.
A najpewniej chodzi o to, żeby wietrzyć sypialnię po przebudzeniu, myć nogi, wymieniać pościel raz na miesiąc i wpłacić na Lux Veritatis.

 

***

Poseł PiS Bartosz „Widelec” Kownacki chce, żeby na pokładzie samolotów LOT puszczane były dzieła filmowe ukazujące „trudną, choć bolesną historię Polski”: między innymi „Karol – człowiek, który został papieżem”, „Quo Vadis” i „Popiełuszko – wolność jest w nas”. Napisał w tej sprawie do premiera Morawieckiego, który formalnie nadzoruje polskie linie lotnicze. Pan poseł nie był łaskaw zainteresować się repertuarem lotów odwołanych z powodu strajku pracowników ani faktem, że firma nadal twierdzi, że nie stać jej na wypłatę podwyżek. Tak naprawdę jednak poseł Widelec w swojej interpelacji popełnił gafę nie do wybaczenia: w swojej rozpisce pereł polskiej kinematografii pominął wiekopomne dzieło Antoniego Krauzego.

 

***

Ponoć jedna z warszawskich sondażowni ma już badania mówiące, że „Teraz” – nowa partia Ryszarda Petru, może liczyć na 17 proc. poparcia w najbliższych wyborach. Jak mawia jeden z moich znajomych pytany o kolejną nowo poznaną dziewczynę: „spokojnie, nic z tego nie będzie!”.

Głos prawicy

Nie straż, nie straż…

Prawnik Witold Jurasz podzielił się na Facebooku historią, z której wynika, że ewidentnie nie jest zadowolony z porządków w Polsce i w Warszawie…
Po południu zaparkowałem samochód na Placu Grzybowskim w Warszawie. Nie zauważyłem zakazu parkowania i w związku z tym mój samochód został odholowany przez Straż Miejską. Auto było odholowane na moich oczach. Prosiłem, by dać mi mandat i rachunek za przyjazd lawety bym jutro nie musiał specjalnie tracić połowy dnia na odzyskiwanie auta, ale okazało się że nie jest to możliwe (na pytania czemu odpowiedzi nie uzyskałem). Dodam, że odholowanie auta kosztuje 500 zł (skądinąd mniej więcej dwu lub trzykrotność stawki komercyjnej). Do tego dochodzi jeszcze koszt parkingu w wysokości 50 złotych i mandat w wysokości około 100 zł. Zaznaczam, że auto zaparkowałem z dala od przejścia dla pieszych, z dala od przystanku autobusowego i że nijak nie przeszkadzało ono pieszym (po zaparkowaniu nadal pozostawało circa 3 m chodnika). Nie zmienia to faktu że nie zauważyłem zakazu parkowania. Tym niemniej nie rozumiem po pierwsze bandyckich stawek za koszt lawety, po drugie sensu odholowywania auta (zamiast wypisania mandatu) no i wreszcie tego, czemu poza kosztami skazany jestem na odwiedziny w urzędzie, na poczcie (w urzędzie nie można zapłacić), po raz kolejny w urzędzie by uzyskać zezwolenie na odzyskanie auta i wreszcie na parkingu (położonym rzecz jasna z dala od urzędu).
Wróciwszy do domu w ramach perwersji (chyba po to żeby po raz kolejny przekonać się gdzie mieszkam) zadzwoniłem na numer Straży Miejskiej i spytałem czy straż mogłaby łaskawie udzielić mi pomocy interweniując w sprawie bardzo głośnej imprezy która ma miejsce w sąsiednim domu. Mi osobiście impreza ta nie będzie przeszkadzać, bo po zamknięciu okien nie słychać już muzyki, ale mieszkańcy bloku położonego circa 100 m od mojego domu dzisiaj nie usną. Usłyszałem w odpowiedzi, że Straż Miejska takimi sprawami się nie zajmuje i że mogę zadzwonić na policję, ale pewnie lepiej by było, żebym sam poszedł interweniować. I tak oto po raz kolejny się przekonałem, że państwo polskie jest wyjątkowo skuteczne w egzekwowaniu, nakładaniu, karaniu i utrudnianiu życia, ale gdy dla odmiany obywatel potrzebuje państwa, to umywa ręce.

Ry(d)zyk-fizyk

Michał Karnowski na portalu wPolityce.pl domaga się więcej pieniędzy dla Ojca Rydzyka.
W czerwcu 2018 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego poinformowało, że w Toruniu powstanie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II. Umowa dot. muzeum została podpisana pomiędzy MKiDN a Fundacją Lux Veritatis, związaną ze środowiskiem Radia Maryja. Resort na działalność muzeum w latach 2018-2020 przekaże 70 mln zł.
„Gazeta Wyborcza” informację o planowanej w Toruniu placówce przyjęła pokrzykiwaniem, że „Tadeusz Rydzyk buduje muzeum”.
Kluczowe pytanie brzmi następująco: dlaczego – wedle GW – polski podatnik ma prawo dokładać np. do szerzenia wiedzy o historii i współczesności Żydów polskich, a nie ma prawa sfinansować wielokontekstowego muzeum o dziele Jana Pawła II, którego elementem jest pojednanie polsko-żydowskie?
Takie podejście byłoby jakąś nową dyskryminacją, w mojej opinii obie inicjatywy zasługują na wsparcie ze strony środków publicznych. A może chodzi o to, kto buduje dane muzeum, kto będzie tworzył jego koncepcję ideową? Z jakich pozycji duchowych to uczyni?
Możemy się cieszyć, że ojciec Tadeusz Rydzyk wraz z innymi ojcami redemptorystami i świeckimi nie zwalniają tempa. Po Radiu Maryja, Telewizji TRWAM (bez których duchowy i intelektualny przełom w Polsce byłby niemożliwy), Wyższej Szkoły Kultury Medialnej i Społecznej, Sanktuarium Najświętszej Marii Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Jana Pawła II w Toruniu, mobilizują Polaków do podjęcia kolejnego zadania: pilnowania prawdy o Polsce.
Warto pamiętać, że wszystko to powstaje przede wszystkim z ofiar wiernych, a każdy kto odwiedził toruński ośrodek choć raz wie, że żadna złotówka nie została tam zmarnowana. Co najważniejsze, powstają instytucje żywe i prawdziwe, w najlepszym duchu katolickim i polskim.
I to chyba, ta prawdziwość i żywotność, ta siła oddziaływania także na młode pokolenie, najbardziej boli środowisko Michnika.

Głos prawicy

Ciemne chmury nad Kwaśniewskimi

– Śledczy mają informacje o transakcjach finansowych z kilkunastu rachunków bankowych oraz szczegółową analizę połączeń telefonicznych. Czy będzie przełom w postępowaniu dotyczącym byłego prezydenta i jego małżonki? – pyta Wojciech Wybranowski w artykule „Rachunki pogrążą Kwaśniewskich?” na łamach „Do Rzeczy”.

 

Komu kojarzy się z seksem, a komu z kościołem?

Ten sam tytuł zżyma się na wypowiedź Piotra Ikonowicza w TVP:

Dyskusja toczyła się wokół niepełnosprawnych i ich opiekunów, którzy od 40 dni protestują w Sejmie. W „Studio Polska” europoseł PiS Karol Karski nawiązał do wizyty byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który odwiedził protestujących w parlamencie w ostatni poniedziałek.
– Przypomniałem sobie te 100 mln, które Lech Wałęsa obiecał w czasie wyborów. Wspiera kogokolwiek w jakiejkolwiek akcji, a sam nie potrafił wywiązać się ze swoich obietnic. W przeciwieństwo do PO i PSL oraz Wałęsy, my realizujemy swoje zobowiązania – mówił Karski.
Na słowa europosła PiS zareagował Piotr Ikonowicz, który – jak podaje wPolityce – zaczął wykrzykiwać antyklerykalne hasła i obrażać ojca Tadeusza Rydzyka. – Niech tłusty się pofatyguje na kolanach – powiedział. Po tej wypowiedzi w studio doszło do awantury.
– Ludzie mają dziwne skojarzenia. Niektórym wszystko kojarzy się z seksem, a panu z Kościołem – zwrócił się do Ikonowicza europoseł PiS. Nawiązując do protestu niepełnosprawnych polityk stwierdził: – To, co mogliśmy, daliśmy. To skok jakościowy w porównaniu do tego, co było.
Ikonowicz jednak nie odpuszczał, dalej głosząc swoje antyklerykalne poglądy. – Znam Jana Pawła II i teorie społeczne Kościoła. Kościół w Polsce jest Kościołem schizmatycznym.