Stracił stanowisko

Piotr Szumlewicz, wieloletni działacz związkowy, stracił stanowisko przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego.

Działacz pozostaje w konflikcie z kierownictwem konfederacji.
– Powyższa decyzja nie była poddana głosowaniu, nie było też żadnych podstaw merytorycznych do jej podjęcia. Dzieje się tak w sytuacji, gdy kierowana przeze mnie Rada intensywnie walczy o ludzi pracy w wielu branżach i przyjmuje w swoje szeregi nowe organizacje. Jednocześnie jako nowego przewodniczącego wskazano przewodniczącego Konfederacji Pracy, Michała Lewandowskiego – twierdzi Szumlewicz z żalem. Uważa, że jego zwolnienie nastąpiło nie z powodów proceduralnych, jak podało OPZZ, ale jako represja w odpowiedzi na aktywne wsparcie dla pracowników PLL LOT.
Redakcja „Trybuny” z żalem przyjmuje decyzję kierownictwa OPZZ – z Piotrem Szumlewiczem jako publicystą łączy nas długoletnia współpraca, jego publikacje nierzadko pomagały nagłośnić problemy ludzi pracy.
– Celem kierowanej przeze mnie Rady były i są działania na rzecz ludzi pracy i wzmocnienie OPZZ – zapewnia Szumlewicz w notce rozesłanej do mediów. – Teraz bez głosowania, bez możliwości odwołania się od decyzji ogłoszono, że utraciłem funkcję i zarazem pracę zarobkową. Gdy pracownik jest zwalniany dyscyplinarnie, jego związek ma 3 dni na odwołanie się od decyzji. Ja nie dostałem żadnej możliwości odwołania.

Kto chce zniszczyć Piotra Szumlewicza?

W 2018 roku był jednym z najaktywniejszych działaczy związkowych w Polsce. Walczył o interesy pracowników LOT, rzucił wyzwanie pisowskim prezesom spółek lotniczych. Na skrzynki mailowe lokalnych i ogólnopolskich dziennikarzy kilka razy w tygodniu spływały jego demaskatorskie komunikaty. – Ten facet rozruszał skostniałą strukturę – mówi o nim działacz innego związku zawodowego. Ubiegły rok należał do Piotra Szumlewicza. Rok 2019 rozpoczął się dla niego od wstrząsu. Ktoś chce, aby przestał być związkowcem.

5 lutego na spotkaniu prezydium Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych będą ważyć się losy Piotra Szumlewicza. Członkowie tego organu mogą pozbawić go funkcji przewodniczącego Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Dzieje się tak, ponieważ przewodniczący związku zawodowego Konfederacja Pracy, Michał Lewandowski postanowił usunąć Szumlewicza z swojej organizacji. Konfederacja Pracy jest związkiem zawodowym wchodzącym w skład OPZZ. Szumlewicz był dotąd członkiem jej komisji międzyzakładowej nr 01–007. Z jej ramienia był delegatem do rady powiatowej OPZZ, a potem wojewódzkiej.
20 grudnia ówczesny przewodniczący Konfederacji Pracy, Michał Lewandowski w imieniu zarządu związku dostarczył szefowi OPZZ Janowi Guzowi dokument, w którym informował, że Szumlewicz został pozbawiony członkostwa w związku. Dlaczego? Zarząd Konfederacji Pracy uznał, że zmiana miejsca pracy Szumlewicza, który do 30 czerwca był doradcą prezesa Guza, a od 1 lipca objął stanowisko szefa Rady województwa mazowieckiego OPZZ spowodowała, że automatycznie przestał on być członkiem komisji międzyzakładowej 01-007. Co za tym idzie – nie jest członkiem Konfederacji Pracy. Jeśli 5 lutego fakt ten zostanie potwierdzony przez prezydium OPZZ, Szumlewicz zostanie pozbawiony stanowiska szefa mazowieckich struktur związku. To będzie dla niego koniec działalności w centrali.
Ani przewodniczący, ani żadne z członków zarządu Konfederacji Pracy poinformował Szumlewicza o tym, że nie jest już członkiem KP. Działacz nie otrzymał żadnego pisma w tej sprawie.

Luźna rozmowa

Dopiero 22 stycznia do Szumlewicza zadzwonił Jarosław Czarnowski, członek komisji rewizyjnej Konfederacji Pracy. – Zapytał, czy moglibyśmy się spotkać 24 stycznia. Tak, żeby pogadać – wspomina Szumlewicz. – Spytałem, czy mam coś przygotować, jakieś papiery. Powiedział, że nie, bo to ma być taka luźna rozmowa – dodaje.
Spotkanie nie okazało się jednak ani luzackie, ani przyjemne. W sali z ponurymi minami siedziało dwóch innych członków komisji rewizyjnej. Czarnowski podstawił Szumlewiczowi pod nos jakiś dokument. Okazało się, że jest to pismo podpisane przez przewodniczącego Lewandowskiego, z którego wynika, że członkostwo Szumlewicza w KP w Konfederacji Pracy wygasło 30 czerwca. Działacz spojrzał na dokument i szybko wyłapał kilka nieprawidłowości. – Zwróciłem uwagę, że w piśmie są błędy, a on odpowiedział, że „to nic nie wnosi” – wspomina Szumlewicz. Chciał wezwać na salę któregoś ze swoich ludzi, jednak Czarnowski kategorycznie się temu sprzeciwił, oświadczając, że to on prowadzi spotkanie. – Niby pytał, co sądzę, ale właściwie to miało charakter przesłuchania, z którego nic nie miało wynikać – dodaje Szumlewicz.
Próbowałem skontaktować się z decyzyjnymi działaczami OPZZ i Konfederacji Pracy. Okazało się, że przewodniczący Jan Guz udał się na urlop. Telefonu nie odbierali również: przewodniczący Rady Branży Transport Leszek Miętek, przewodniczący organizacji międzyzakładowej 01-007 Marcin Wiśniewski, wiceszefowa OPZZ, która podpisała wniosek o rozpatrzenie sprawy Szumlewicza przez komisję rewizyjną Barbara Popielarz oraz Michał Lewandowski, przewodniczący Konfederacji Pracy, który podpisał decyzję o usunięciu działacza z KP. Jedyną osobą, która w ostatnich dniach stycznia była dostępna, okazał się Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ i członek zarządu Konfederacji Pracy.
Najpierw porozmawiałem z nim przez telefon, a potem udałem się do siedziby OPZZ, składając mu wizytę z zaskoczenia. Wcześniej pukałem do gabinetów członków zarządu OPZZ. Nie zastałem nikogo. – Tu jest dzisiaj sarkofag, proszę pana – powiedziała mi jedna z pracownic budynku. – No zniknęli, wszyscy zniknęli – dodała.

Sprawy proceduralne

Ostrowski był jednak na miejscu i przyjął mnie bardzo miło. Kiedy zapytałem o przyczynę wygaszenia członkostwa Szumlewicza, zapewnił mnie, że chodzi wyłącznie o sprawy proceduralne. Z przejęciem i zaangażowaniem rozrysował mi zasady funkcjonowania organizacji międzyzakładowej w kontekście działania całego związku i centrali. Ze schematu wynikało, że Piotr Szumlewicz przestał być członkiem Konfederacji Pracy, bo przestał być pracownikiem OPZZ. A do organizacji międzyzakładowej nr 07-001, według Ostrowskiego mogą należeć jedynie pracownicy trzech podmiotów: OPZZ i Konfederacji Pracy rozumianych jako pracodawców oraz związanej z centralą Fundacji Wsparcie. Szumlewicz został w marcu 2018 roku przewodniczącym Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Czy zatem przestał być pracownikiem OPZZ? Zdaniem Ostrowskiego – tak.
– W momencie, kiedy 30 czerwca 2018 roku skończyła mu się umowa o pracę w OPZZ, przestał być pracownikiem OPZZ, bo został pracownikiem rady wojewódzkiej, której organizacja międzyzakładowa nie obejmuje swoim zasięgiem. Przestał mieć prawo do posiadania mandatu – przekonywał Piotr Ostrowski.
Czy Szumlewicz, jako przewodniczący Rady nie jest jednak pracownikiem OPZZ? Wtedy ma prawo być nadal członkiem komisji międzyzakładowej 07-001, a więc i członkiem OPZZ.
Ostrowski wydaje się poirytowany kiedy o to pytam. Wyjaśnia mi podniesionym głosem, że to osobne podmioty. – Patrzmy na stosunek pracy. Jego pracodawcą jest prezydium rady wojewódzkiej, to osobny byt prawny, ma osoby NIP i REGON. Z punktu widzenia stosunku pracy nie pozostaje w żadnym stosunku prawnym z OPZZ – wskazuje.
Tymczasem art. 19. 1. statusu OPZZ mówi, że centrala „ma wojewódzkie i powiatowe lub międzypowiatowe struktury terytorialne”. Szumlewicz jest przewodniczącym jednej z nich. Zdaniem Ostrowskiego to za mało, by zachować mandat.
– Warto pamiętać o tym, że Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ nie jest pracownikiem centrali, lecz jej organem statutowym, a więc on również powinien wylecieć, jeśli mnie się pozbywają w takim trybie. Jeśli byłoby tak jak mówi pan Ostrowski, to doszłoby do kuriozalnej sytuacji, w której żaden członek rady wojewódzkiej nie mógłby być członkiem Konfederacji Pracy, bo z automatu byłby wyrzucany – komentuje Piotr Szumlewicz. Co na to wiceprzewodniczący? Tłumaczy, że jego pracodawcą jest OPZZ. – Jestem pracownikiem OPZZ od 2006 roku. Wcześniej pełniłem funkcję dyrektora Wydziału Międzynarodowego OPZZ. Nieustannie zatem zachowuję ciągłość w ramach OM 01-007 – wyjaśnia Ostrowski. A pracodawcą Szumlewicza nie jest OPZZ? Nie, bo jego zatrudnia rada, która tym działaniem nie jest objęta.
– Całą drogę przez szczeble awansu Piotr Ostrowski przeszedł z mojej organizacji. A nikt go po drodze nie wyrzucił – ripostuje Szumlewicz.
Członkami organizacji 01-007 są również pracownik naukowy z UKSW oraz pracownica Fundacji Friedricha Eberta. Czy ich mandaty również zostaną wygaszone na posiedzeniu prezydium? – To bardzo ciekawa sprawa, Prezydium Zarządu Krajowego Konfederacji Pracy powinno się jej przyjrzeć – mówi zaskoczony Ostrowski. Czy w przypadku Szumlewicza gorliwość wynikała z tego, że piastuje on funkcję przewodniczącego rady wojewódzkiej? – Tak, w takich przypadkach musimy szczególnie uważać na zgodność statutową, to nie tylko kwestia zgodności ze statutem Konfederacji Pracy, także regulaminów OPZZ. Musimy przestrzegać prawa – przyznaje członek zarządu KP. A dlaczego Szumlewicz nie został poinformowany o wygaszeniu członkostwa? – To jest kwestia organizacji – Konfederacji Pracy. Piotr Szumlewicz powinien zastanowić się nad tym, dlaczego sam nie dostrzegł faktu, że jego mandat wygasł – mówi Ostrowski.
Dlaczego zaś Konfederacja Pracy przyjmowała składki od Szumlewicza, kiedy jego mandat podobno już wygasł? – Każdy może wpłacać składki na Konfederację Pracy. Może to zrobić sympatyk związku, czy każda osoba, która ma na to ochotę. Pan może to zrobić, może to zrobić premier Morawiecki – wyjaśnia wiceprzewodniczący OPZZ.

Piotr po prostu coś znalazł

Skontaktowałem się z Moniką Żelazik, przewodniczącą Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, bohaterką i symbolem walki o godne warunki pracy w polskich liniach lotniczych. Ona, jej koleżanki i koledzy oraz Piotr Szumlewicz walczyli ramię w ramię z wyjątkowo pewnym siebie, mającym poczucie bezkarności prezesem podczas strajku w LOT.
– Piotr to najbardziej zaangażowany działacz związkowy w Polsce – nie ma wątpliwości pracownicza liderka. – Bardzo dobrze przygotowany merytorycznie, pod względem wiedzy lotniczej zawsze kompetentny. Nie mogę o nim powiedzieć niczego złego – dodaje Żelazik.
Przewodnicząca nie wyobraża sobie OPZZ bez Szumlewicza. – Czułam, że można mieć do niego zaufanie podczas strajku w LOT. Nie tylko ja, wszyscy ci, którzy brali udział w strajku, ale również ci, którzy go nieformalne wspierali. Każda osoba, nawet te zatrudniona na śmieciówkach mogła od Piotra otrzymać pomoc, a także informacje na temat tego, na czym polega działalność w związku zawodowym, jak to jest być związkowcem, co daje umowa o pracę, jakie są atuty takiej formy zatrudnienia w odniesieniu prawnym i kodeksu pracy. Piotr jest w tej dziedzinie autorytetem wśród pracowników, ogromnym autorytetem. Nie ma drugiej osoby w OPZZ, która cieszy się takim zaufaniem z naszej strony!
Żelazik podkreśliła również, że w żadnym wypadku nie przeszkadza jej fakt, że Szumlewicz jest również dziennikarzem, co zdaniem Piotra Ostrowskiego miało być problemem dla niektórych pracowników. Jej zdaniem to jedynie podnosi jego kwalifikacje.

Dlaczego więc Szumlewicza nie chcą w OPZZ?

– Jest to jakaś koszmarna nieuczciwość. Wydaje mi się, że trafił w jakiś układ. Przypuszczam, że Piotr po prostu coś znalazł. Nie wiem, czy sam zdaje sobie sprawę, na jaki trop wpadł. Bardzo nie podoba mi się układ pana Szpikowskiego z panem Męciną [prawnikiem, doradcą Konfederacji Pracodawców Lewiatan – przyp. Portal Strajk]. Od momentu podpisania porozumienia przez pracowników LOT jesienią 2018, kiedy niebawem zaczęły się problemy w PPL, byliśmy cały czas pytani przez dziennikarzy, czy mamy coś wspólnego z przedsiębiorstwem Państwowe Porty Lotnicze. Miałam takie dziwne przeczucie, że ktoś chce wyczuć, na ile my w tym mocno siedzimy jako związek pracowników LOT – wspomina Żelazik.
– Jest to skandal na poziomie OPZZ i sprawa przegrana w sądzie przez centralę. Typowe działanie pozastatutowe, wolna amerykanka. Bardzo źle to zostało przygotowane, zrobił to wyjątkowo niezgrabnie – tak przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego ocenia sam fakt i styl wyrzucenia Szumlewicza z OPZZ. – Ostrowski sam mógłby być na wylocie, gdyż ma funkcję wiceprzewodniczącego w centrali – dodaje Żelazik. – Pozbawili go członkostwa, ale nie pozbawili go pozycji wiceprzewodniczącego, to jest blaga – śmieje się.
Bojowa działaczka nie ma dobrego zdania o ostatnich posunięciach kierownictwa OPZZ. – Warto pamiętać jak statutem OPZZ manipulują Guz, Miętek i Radzikowski. Stają się nieusuwalnym ciałem. Na 4 lutego pan Miętek zapowiedział omówienie na Rady Transportu OPZZ omówienie oceny pracy Piotra Szumlewicza jako przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego. W mailach rozesłanych do związkowców pan Miętek twierdzi, że mają wypracowane stanowisko w tej sprawie – opowiada działaczka. – Ja się pytam – na jakiej podstawie? Przecież nie mają żadnych danych, a te, chociażby te z negocjacji, są poufne. Jeśli ktoś może oceniać jego pracę, to raczej my, związkowcy z LOT, a my wystawiamy mu najwyższą ocenę. Do wystawiania takiej oceny nie są natomiast uprawnieni Guz, Miętek i Radzikowski.

Działacz z wizją

O opinię w sprawie Szumlewicza zapytaliśmy również działacza najbardziej bojowego związku zawodowego w Polsce. Jakub Grzegorczyk z Inicjatywy Pracowniczej przyznaje, że gdy zaczynał działalność w ruchu lewicowym i anarchistycznym, ok. 2000-2001 r., OPZZ był synonimem zachowawczej centrali, która skupiona była wyłącznie na obronie interesów osób w niej zrzeszonych. Nie przejawiała aktywności na polu walki o poprawę warunków pracy, nie przeciwstawiała się presji kapitału i elit politycznych. Co dopiero mówić o wizji czy spójnej krytyce rzeczywistości polskiej transformacji, stosunków pracy ukształtowanych po 1989 r. czy krytyce neoliberalnego, zglobalizowanego kapitalizmu. Zaangażowanie Piotra Szumlewicza w dużej mierze zmieniło OPZZ.
– To jego aktywność, wiedza i wypowiedzi publiczne w dużej mierze sprawiły, że OPZZ „ruszył się wreszcie” i zaczął przejawiać większą aktywność na polu konfliktu klasowego. Oczywiście w wielu kwestiach się z Piotrem fundamentalnie nie zgadzam, uważam, że zbytnią wagę przywiązuje on do wypranej z treści idei „dialogu społecznego”, czy zbyt mocno wierzy w rolę państwa jako mediatora w konflikcie klasowym. Niemniej jest to działacz, któremu nie sposób mu odmówić zaangażowania i wizji, której w OPZZ przez lata nie było, poza kolejnymi aktami kapitulacji przed żądaniami biznesu i nieśmiałymi prośbami o nieznaczne podwyżki w tej czy innej branży – podkreśla Grzegorczyk. – Największy szacunek mam do niego za zaangażowanie we wsparcie strajku w LOT – formalnie to nie jego organizacja związkowa go prowadziła, nie był to strajk „w jego branży”, a mimo to był na każdym proteście, każdego dnia i dwoił się i troił, żeby pomóc strajkującym. Takie zaangażowanie rzadko się w polskim ruchu związkowym zdarza i jest to jedna z przyczyn, dla których jest on tak słaby – podsumowuje Grzegorczyk.
W samych superlatywach o Szumlewiczu mówi również Jakub Pietrzak z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – Stanowił on i stanowi nadal wzór demokratycznego, ideowego związkowca – przyznaje działacz warszawskiej lewicy. Jest przekonany, że Szumlewicz jest po prostu dla pewnych grup groźny. – Jest, był i będzie nienawistnie odbierany przez korwinistów, neoliberałów, a też narodowców. Szczególny wymiar tego hejtu zapoczątkowały, raczkujące wtedy jeszcze, prawicowe profile społecznościowe. Dzisiejsze pełnoprawne fabryki hejtu i fake newsów – dodaje Pietrzak.

Niewygodny konkurent?

Przewodniczący mazowieckiego OPZZ podkreśla, że jego relacje z Janem Guzem zaczęły się psuć już wtedy, gdy rozpoczął działalność na poziomie zakładowym. Tak, jakby szef wielkiego związku czuł poważną konkurencję. – Innym czynnikiem, który pogorszył moje relacje z Janem Guzem i władzami centralnymi były wybory w 2015 roku. Wydaje mi się, że mój konsekwentny sprzeciw wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości budził niechęć Guza, a tym bardziej Leszka Miętka, który bywał w Telewizji Trwam – akcentuje Szumlewicz – Moja praca w centrali i zarazem umowa na czas określony skończyła się tuż po objęciu przeze mnie funkcji przewodniczącego struktur mazowieckich. Decyzja o zakończeniu współpracy została podjęta przez Guza – dodaje.
Decyzji o wygaszeniu mandatu Szumlewicza do wiadomości nie przyjmuje również Prezydium Rady OPZZ województwa mazowieckiego, a więc organ, który jako jedyny ma prawo oceniać pracę przewodniczącego. „W kontekście wszystkich powyższych faktów okazuje się, że decyzja o usunięciu Piotra Szumlewicza z Konfederacji Pracy poważnie narusza standardy proceduralne i jest w niej mnóstwo nieprawidłowości. Jest ona też sprzeczna z art. 13, pkt 5 statutu Konfederacji Pracy, zgodnie z którym każdy członek Konfederacji Pracy ma obowiązek „przestrzegać zasad związkowej solidarności, wzajemnego poszanowania i koleżeńskiej pomocy” – czytamy w piśmie Prezydium do przewodniczącego OPZZ.
– Uzasadnienie usunięcia mnie z Konfederacji Pracy zawiera tak wiele błędów, że chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że nie chodziło o kwestie statutowe – mówi stanowczo Szumlewicz. – Tu nie chodzi o statut, na jego podstawie nie da się mnie wyrzucić ze związku. Najwyraźniej stałem się dla kogoś niewygodny. Moim zdaniem chodzi przede wszystkim o moje działania w transporcie lotniczym, które od wielu tygodni są nieakceptowane przez część władz OPZZ, oraz o dążenie do transparentności finansowej, co szczególnie przeszkadzało przewodniczącemu Konfederacji Pracy. Być może chodziło też o moje pytania na temat finansów OPZZ zadawane na radzie całej centrali.
Związkowiec nie kryje goryczy, wręcz złości z powodu postawy ludzi, którzy powinni wspólnie z nim bronić praw pracowników.
– Postawę władz Konfederacji Pracy i szefostwa OPZZ oceniam nagannie. Decyzja o usunięciu mnie z KP została podjęta w sposób skandaliczny, nawet bez poinformowania mnie o tym. Tak postępują najbardziej nieuczciwi pracodawcy – mówi stanowczo. – To działanie bezprawne, niekoleżeńskie i antyzwiązkowe. Kierownictwo OPZZ powinno natychmiast reagować w takiej sytuacji, stając po stronie związkowca i zarazem lidera regionalnego. Tymczasem przedstawiciel władz centralnych był jedną z osób, która poparła pozbawienie mnie członkostwa w związku. Myślę, że ta sytuacja to bardzo ważny test dla OPZZ. Osoby odpowiedzialne za tę hucpę powinny ponieść konsekwencje swoich czynów – kwituje Szumlewicz.
Co zamierza dalej robić przewodniczący mazowieckiego OPZZ? – Będę walczyć ze względu na moje wspólne działanie z ludźmi pracy zrzeszonymi w OPZZ, ze względu na to, że wspólnie robimy kawał dobrej, związkowej roboty i że złożyłem pewne deklaracje moim przyjaciołom z mazowieckich związków, których chciałbym dotrzymać. Ale zarazem coraz więcej związkowców, w tym ja, uważa, że OPZZ musi się zmienić, jeżeli mamy w nim działać, że nie może być takich brudnych akcji jak ta, która obecnie jest podejmowana przeciwko mnie – zapewnia Szumlewicz.

Dość arogancji

W imieniu OPZZ wysłaliśmy pismo do ministra infrastruktury, Andrzeja Adamczyka z wnioskiem o natychmiastową interwencję w Państwowych Portach Lotniczych. Prezes Mariusz Szpikowski nie tylko walczy ze związkami zawodowymi, ale też lekceważy dialog społeczny i grozi procesami za propozycję dyskusji o sytuacji w firmie. Poniżej treść wysłanego dzisiaj pisma do ministra.

Szanowny Pani Ministrze
Apeluję o natychmiastową interwencję w Państwowych Portach Lotniczych. Sytuacja w firmie jest coraz gorsza. Za rządów obecnego prezesa doszło do olbrzymiej liczby zwolnień dyscyplinarnych, związki zawodowe informują, że są zastraszane i mobbingowane. Obecnie prezes uzależnia wypłatę corocznych premii od odstąpienia jednego ze związków od sporu zbiorowego, co również stanowi dyskryminację związkową. Ponadto Pan Szpikowski otwarcie atakuje związkowców, którzy walczą o swoje prawa, na wiele sposób próbując zniechęcić do nich załogę.
Prezes Państwowych Portów Lotniczych odmawia również współpracy z Wojewódzką Radą Dialogu Społecznego, podważa jej kompetencje, a na dodatek grozi procesami sądowymi ze pomysł przedyskutowania problemów PPL na forum plenarnym WRDS-u. Mazowiecka WRDS zaprosiła prezesa firmy na posiedzenie, a on nie tylko odmówił przyjścia, ale zagroził mi, jako wiceprzewodniczącemu WRDS, pozwem za zgłoszenie wniosku o omówienie sytuacji w Państwowych Portach Lotniczych. To skandaliczny przykład lekceważenia ustawy o Radzie Dialogu Społecznego i arogancji prezesa firmy państwowej. Takie zachowania w demokratycznym państwie prawa, w którym dialog między partnerami społecznymi stanowi zasadę konstytucyjną, nie mogą być akceptowane.
W tej sytuacji oczekujemy od Pana pilnej interwencji w Państwowych Portach Lotniczych. Kontynuacja obecnej polityki prezesa PPL grozi eskalacją konfliktu i dalszym pogarszaniem się wizerunku firmy.

List do Z. Ziobry

Panie Ministrze!

Wielokrotne prośby Związku Zawodowego Tłumaczy Przysięgłych w Polsce o rozpoczęcie z Panem rozmów na temat podwyższenia wynagrodzeń za czynności tłumaczy przysięgłych nie zostały rozpatrzone pozytywnie. Związek Zawodowy Tłumaczy Przysięgłych w Polsce jest członkiem Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i dlatego jako przedstawiciel OPZZ apeluję o pilne rozpoczęcie rozmów na temat zmiany Rozporządzenia z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie wynagrodzenia za czynności tłumacza przysięgłego (Dz. U. z dnia 26 stycznia 2005 r.).
Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę na fakt, że w żadnym przepisie nie zostały określone terminy wypłat wynagrodzenia, a tłumacze przysięgli często oczekują na swoje wypłaty kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Opóźnienia wynagrodzeń negatywnie wpływają na jakość współpracy tłumaczy z organami wymiaru sprawiedliwości, jako że zlecające tłumaczenia organy nie są związane żadnym terminem, zaś tłumaczom często wyznacza się krótkie terminy na wykonanie ich czynności. Liczymy zatem na pilne zaproponowanie terminu rozpoczęcia rozmów w sprawie zmiany przepisów dotyczących wynagradzania tłumaczy przysięgłych oraz innych przepisów związanych z ich działalnością.

Znowu konflikt w PLL LOT

Prezes PLL LOT, Rafał Milczarski po raz kolejny naruszył zaufanie strony związkowej i złamał zapisy porozumienia zawartego 1 listopada bieżącego roku.

 

Strona pracodawcy, w tym przedstawiciel Prezesa Rady Ministrów, naciskała wtedy na uspokojenie sytuacji i utrzymanie pokoju społecznego i medialnego przez najbliższe dwa lata. Mimo to w świątecznym numerze pisma „Kalejdoskop” czytanego we wszystkich samolotach PLL LOT we wstępniaku prezesa można przeczytać: „Dla LOT – kończący się rok to czas rozwoju floty, siatki połączeń i wypracowywania zysku. Szkoda, że oprócz wielu znaczących osiągnięć zdarzały się w nim również chwile trudne, jak nielegalny strajk dwóch związków zawodowych”. To nie tylko formuła konfrontacyjna i sprzeczna z pokojem społecznym, ale też niezgodna z prawdą, ponieważ sąd okręgowy oddalił wniosek PLL LOT o uznanie nielegalności strajku.
Dlatego dwa największe związki zawodowe działające w firmie poinformowały premiera Mateusza Morawieckiego o zaistniałej sytuacji, pisząc o perspektywie zerwania rozmów na skutek działań prezesa. Jednocześnie związkowcy zwrócili się do prezesa Milczarskiego z wezwaniem do naruszenia dóbr osobistych związków zawodowych, zaprzestania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, szkalowania i utrudniania legalnej działalności związkowej w PLL LOT SA, a także usunięcia skutków dokonanego naruszenia
Zdaniem Rady mazowieckiej OPZZ działalność prezesa spółki stanowi zagrożenie dla obecnie prowadzonych rozmów i podważa wiarygodność pracodawcy. Jednocześnie to kolejny dowód na niezdolność Rafała Milczarskiego do sprawnego zarządzenia firmą. Prezes nie potrafi prowadzić partnerskich rozmów, nie umie zdobyć zaufania załogi, prowokuje i intensyfikuje konflikty, wprowadza w błąd opinię publiczną. Tacy ludzie nie powinni pełnić kierowniczych stanowisk i dlatego po raz kolejny apelujemy do pana Premiera o jego dymisję.

Co może dziennikarz

„Partycypacja przedstawicieli związków zawodowych i organizacji pozarządowych w procesie stanowienia prawa” – to temat szkolenia współfinansowanego ze środków UE, na które przedstawicieli mediów zaprosili Dziennikarze RP z oddziału warszawskiego oraz szefostwo OPZZ.

 

Szkolenie zaproponowane przez Dziennikarzy RP odbywa się w różnych miastach Polski – między innymi w Krynicy Górskiej, Sarbinowie i Warszawie od połowy 2018 r. Warszawska edycja była już trzecią. Zakończyła się 24 listopada. Stowarzyszenie zaprosiło specjalistów w dziedzinie prawa (Jacek Wojtas, Andrzej Maślankiewicz, Witold Juchniewicz), a także praktyków walki o prawa pracownicze (wiceszef OPZZ Andrzej Radzikowski), by porozmawiać z przedstawicielami stowarzyszenia i zaprzyjaźnionych z nim mediów o tym, jakie zmiany ze strony środowiska powinny zostać zgłoszone obecnej władzy jako postulaty.
Podczas szkolenia, w którym wzięli udział redaktorzy, wydawcy, dziennikarze (m.in. lokalnej prasy z Zamościa i Siedlec, warszawskie „Południe”, ogólnopolskie strajk.eu, tygodnik „Nie”), a także przedstawiciele związków zawodowych (m.in. pracowników Telewizji Polskiej, aktorów, ZZ Dziennikarzy w Poznaniu), nauczyciele akademiccy, fotoreporterzy – dały o sobie znać wieloletnie bolączki, między innymi związane z koniecznością wpisania zawodu dziennikarza w ramy, powołania izby bądź syndykatu, który miałby możliwość do zawodu wkluczać bądź z niego wyłączać, a także dbać o zachowanie standardów. Dziennikarz jako zawód zinstytucjonalizowany przestał bowiem istnieć, funkcjonuje dziś dzięki dobrej woli i środkom finansowym wydawców, nie obejmują go regulacje, odróżniające m.in. dziennikarstwo zawodowe od obywatelskiego. Na warsztat zaproszeni eksperci wzięli m.in. najnowsze regulacje Komisji Europejskiej i toczące się prace nad nowelizacją prawa autorskiego, a także moce sprawcze stowarzyszeń i instytucji dziennikarskich w Polsce. Trzy zjazdy, które odbyły się do tej pory przyniosły wnioski, którymi zebrani postanowili podzielić się z rządzącymi pod postacią rekomendacji: przede wszystkim domagali się zinstytucjonalizowania zawodu, określenia jego ram i standardów, popularyzowania szkoleń z zakresu prawa autorskiego i zachęcania do udziału w inicjatywach mających na celu konsultowanie projektów legislacyjnych dotyczących dziennikarzy. Pojawił się również postulat otoczenia opieką socjalną dziennikarzy-seniorów przez stowarzyszenia i współpracujące z nimi podmioty.
Dziennikarze i inne osoby uczestniczące w działalności medialnej mają zasadniczy wkład w debatę publiczną i procesy opiniotwórcze w społeczeństwie, pełnią role nadzorczą, kształtują język i narrację, zarządzają informacją. Po przeanalizowaniu archaicznych, bądź zbyt ogólnych punktów Ustawy o prawie prasowym zobowiązaliśmy się do przygotowania rekomendacji służących poprawie przejrzystości naszego zawodu, poprawieniu komfortu oraz zapewnieniu weryfikacji etyki pracy. Za doskonałą organizację spotkania dziękujemy w szczególności pani Irenie Hamerskiej, przewodniczącej Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

LOT mięknie

Do późnych godzin nocnych trwały z piątku na sobotę rozmowy między strajkującymi pracownikami PLL LOT a przedstawicielem zarządu Bartoszem Piechotą. Ze strony kierownictwa spółki padły ważne deklaracje: Monika Żelazik wróci do pracy, podobnie jak 67 osób, które zwolniono dyscyplinarne za udział w strajku. W poniedziałek negocjacje mają być kontynuowane. Protestujący jeszcze nie ogłaszają zwycięstwa – chcą, by deklaracje zarządu zostały potwierdzone odpowiednimi dokumentami i nadal domagają się powrotu do regulaminu wynagradzania z 2010 r.

 

Podczas solidarnościowego zgromadzenia, jakie odbyło się dziś o 11 przed biurowcem LOT, liderzy związków, które organizowały strajk – Monika Żelazik, Agnieszka Szelągowska i Adam Rzeszot dziękowali swoim koleżankom i kolegom za odwagę, zaangażowanie i wytrwałość.
Raz jeszcze przypomnieli, w jak trudnych warunkach toczył się protest – strajkujących nie złamała ani konieczność gromadzenia się na wolnym powietrzu, bo z budynku firmy wyrzucono ich już drugiego dnia, ani brak dostępu do toalet, ani deszcz i chłód. Ogłosili również, że strajk został zawieszony, ale nie zakończony.
– Wiemy, jaką jesteśmy załogą, wiemy, że możemy na siebie liczyć – powiedziała dziennikarzom Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, która wiosną została niezgodnie z prawem zwolniona z pracy w LOT i o której powrót walczyli strajkujący. – Dajemy nowej osobie, która się pojawiła, przedstawicielowi zarządu prowadzącemu dialog społeczny, czas na zapoznanie się ze wszystkimi dokumentami sporu. Trudno wymagać, żeby ktoś, kto pojawił się wczoraj, otworzył nową kartę, nie mają podstawowych danych – związkowczyni podkreślała, że zawieszenie strajku jest gestem dobrej woli pod adresem kierownictwa PLL LOT. Zaznaczyła przy tym, że ani ona, ani inni pracownicy nie wyobrażają sobie dalszej pracy pod kierownictwem prezesa Rafała Milczarskiego.
Bartosz Piechota, negocjujący ze związkami w imieniu zarządu, zadeklarował, że pracodawca ma wolę przywrócić do pracy Monikę Żelazik, a także 67 pracowników, którzy otrzymali w trakcie protestu zwolnienia dyscyplinarne „za udział w nielegalnym strajku”. Delegat zarządu obiecał także, że spółka wycofa roszczenia pod adresem strajkujących – przypomnijmy, piloci, którzy nie wykonali przewidzianych lotów, otrzymali kilka dni temu wezwania do zapłaty na kwoty w granicach 200-600 tys. złotych.
– Dotąd nikt nie podpisał przywrócenia do pracy, te dokumenty nie są gotowe. Mój dokument jest przygotowany, ale ja wzruszam ramionami. Ludzie są najważniejsi – zaznaczyła Monika Żelazik. Rozmowy mają być kontynuowane w poniedziałek od ósmej rano. O czternastej będzie jasne, czy zarząd naprawdę ma dla strajkujących propozycję, która wychodzi naprzeciw ich postulatom. Jeśli nie – protest zostanie wznowiony. – Nie wypowiadałbym się w tonie hurraoptymistycznym, dopóki nie ma wiążących podpisów i decyzji – nic nie jest przesądzone – podkreślił w rozmowie ze Strajkiem.eu Piotr Szumlewicz, przewodniczący OPZZ Mazowsze od początku zaangażowany w sprawę pracowników LOT. – Częścią poniedziałkowych rozmów będzie rozmowa o warunkach pracy, a podstawą sporu pozostaje przywrócenie regulaminu wynagrodzeń z 2010 r. Załoga czeka na propozycje także w tym sprawach – stwierdził działacz.
Szumlewicz nie miał wątpliwości, że zarząd nie tyle wykazał dobrą wolę, co przestraszył się zdeterminowanych w walce pracowników. Zwątpił również rząd, widząc, co dzieje się w państwowej spółce. – Myślę, że rząd zaczął się bać. Straty finansowe i wizerunkowe są potworne, cała Polska mówi o fatalnym zarządzaniu LOT-em przez pana Milczarskiego – powiedział związkowiec Strajkowi.eu. – Nie tylko są odwoływane loty, ale i ludzie nie chcą latać LOT-em. Pan Milczarski już teraz jest odsunięty od wszelkich strategicznych decyzji, liczymy na to, że w poniedziałek zostanie zdymisjonowany i że rząd szuka nowego kandydata.
Lider OPZZ Jan Guz akcentował, że centrala związkowa zachowuje solidarność z personelem LOT i że ich walka to w istocie upomnienie się o godność wszystkich pracowników w Polsce.
W odpowiedzi na pytanie Strajku.eu Monika Żelazik podkreśliła również, że związkowcy będą kontynuowali walkę przeciwko zatrudnianiu pilotów i stewardess na innych zasadach, niż umowa o pracę. – My tego nie odpuścimy, to tylko kwestia czasu. Na pokładzie samolotu śmieciówek nie będzie – oznajmiła.

Silny samorząd to jest to Wywiad

Z Wiesławem Kobylińskim, adwokatem, radnym Rady Miasta Białegostoku przez cztery kadencje, rozmawia Janusz Ryszard Kochan.

 

Wiesław Kobyliński, ubiega się o reelekcję w okręgu nr 5, z listy nr 5 – SLD Lewica Razem.

 

Wiem, że już jako mgr prawa zaliczyłeś też na Uniwersytecie podyplomowe Studium Dziennikarskie i zacząłeś prace najpierw w tym zawodzie.

Zadebiutowałem jako wolny strzelec w 1969 r. w „ Sztandarze Młodych”. Współpracowałem też z innymi warszawskimi redakcjami. Po zawarciu małżeństwa wróciłem do rodzinnego Białegostoku. Tu nawiązałem kontakt z „Gazetą Współczesna”, a od 1984 r. pracowałem etatowo w „Kurierze Podlaskim”, na stanowisku redaktora naczelnego kończąc. Ta popołudniówka osiągała wówczas nakłady dziś już niewyobrażalne w prasie regionalnej – ok. 50 tys. nakładu codziennego, ok. 100 tys. w weekendy i ok. 150 tys. egzemplarzy przed świętami. I to praktycznie bez zwrotów. Pod kioskami ustawiały się kolejki.
Pisały legendy białostockiej żurnalistyki : Andrzej Koziara, Jacek Grun, Edmund Burel, Jerzy Tartak. Niestety już nieżyjący. Świetne pióra i niezwykle barwne osobowości. Współpracował m.in. prof. Adam Dobroński, prowadzący weekendowy „ Kramik Regionalny”, cieszący się wielką popularnością. Prezentował bowiem wydarzenia i bohaterów, które nie zawsze były w smak ówczesnym rządzącym.

 

Później wróciłeś do zawodu prawnika. Jak oceniasz nasz wymiar sprawiedliwości?

Najpierw pracowałem we własnej kancelarii jako radca prawny, a potem jako adwokat, co czynię do dziś. Na tle innych miast Białystok nie wypada najgorzej. Nie ma takich opóźnień w sądach, jak np. w Warszawie Mamy nowoczesny, dobrze wyposażony sąd rejonowy. Ale wątpię, czy tzw. obecna reforma idzie w dobrym kierunku. Nie sprawdza się np. losowanie spraw, zamiast przydziału ich sędziom według alfabetu. Prawdziwa reforma powinna zmierzać kierunku wzmocnienia zaplecza sędziowskiego – zatrudniania asystentów, zwiększenia obsady sekretariatów i godziwego wynagradzania tej grupy pracowników.
Dobrze, że Ministerstwo Sprawiedliwości ugięło się pod presją i zrezygnowało z pomysłu ustawowego uchylania tajemnicy zawodowej radców prawnych i adwokatów przez prokuratorów.

 

Znany jesteś też ze swojej działalności politycznej i społecznej.

Jestem współzałożycielem Sojuszu Lewicy Demokratycznej w województwie podlaskim. Pełniłem różne funkcje, w tym rzecznika prasowego.
Od wielu lat jestem też związany z OPZZ, gdzie nadal udzielam związkowcom bezpłatnych porad prawnych.
Udzielam się też w Okręgowym Zarządzie Podlaskim PZD jak na prawdziwego działkowca przystało.

 

Zapisałeś też ważną kartę w Radzie Miasta Białegostoku.

Nie mnie to oceniać. Powiem tylko, iż reprezentowałem SLD przez 4 kadencje w latach 1998-2014, pełniąc m.in. funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej.
Zapytań i interpelacji nie zliczę. Chociaż SLD nie rządziło miastem, udało się załatwić wiele spraw dla dobra białostoczan. Nie mamy się, czego wstydzić.
Teraz dla lokalnych samorządów nadchodzi czas próby. A jest o co walczyć. Budżet Białegostoku to ok. 2,5 mld złotych rocznie. Spółki nadzorowane przez samorząd, placówki kulturalne, ponad sto szkół i przedszkoli. Szansa na inwestycje przy wsparciu środków z Unii Europejskiej.
Jeżeli rękę na tym położy rząd i jego lokalni akolici, to czarno widzę przyszłość samorządu terytorialnego. Pozostanie tylko szyld i posłuszne marionetki.
Wierzę jednak w mądrość wyborców.

 

Dziękuję za rozmowę.

Uchwała Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie poparcia manifestacji OPZZ w dniu 22 września 2018

Polska Partia Socjalistyczna kieruje wyrazy solidarności i poparcia do pracowników manifestujących z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych. W pełni rozumiemy ich niezadowolenie z polityki państwa w zakresie stosunków pracy, form zatrudnienia, polityki płacowej i rozwiązań emerytalnych.

Rozwojowi Polski po roku 1989 towarzyszy narastające rozwarstwienie społeczne i pogłębiająca się nierówność szans obywateli w sferze gospodarki, edukacji, ochrony zdrowia, kultury i wypoczynku.

Prowadzona jest polityka gospodarcza i społeczna, w której występuje wyraźna przewaga kapitału nad pracą. Oczywistym jest dla nas, że to praca tworzy dobrobyt społeczeństw i z pracy powstaje kapitał, którego podział i wykorzystanie powinno służyć dalszemu rozwojowi społeczeństwa.

Kluczowym elementem równości pracy i kapitału są stosunki pracy. Zapewnienie bezpiecznych, ale i godnych dla pracownika warunków pracy jest obowiązkiem nie tylko państwa, ale i pracodawcy i leży także w jego interesie, jeśli jest on zainteresowany długofalowym rozwojem przedsiębiorstwa, a nie osiągnięciem szybkiego, doraźnego zysku.

Istotną rolę w obronie praw pracowniczych i wyrównywaniu szans na rynku pracy pełnią związki zawodowe. Popieramy działanie związków zawodowych i jesteśmy za rozszerzeniem ich kompetencji oraz zwiększeniem ochrony działaczy związkowych.

Pozdrawiamy członków wszystkich Związków Zawodowych zrzeszonych w OPZZ, życzymy im wytrwałości w obronie ludzi pracy i emerytów, wierząc, ze ich działania nie będą daremne.

Głos lewicy

Środki z UE są ważne

– Wszystko na to wskazuje, że kolejny budżet Unii Europejskiej znajdzie w sytuacji, w której pieniądze będą przeznaczone, ale zanim zostaną uruchomione nastąpi żądanie udowodnienia, że państwo jest praworządne – powiedział prof. Bogusław Liberadzki w programie #RZECZoBIZNESIE.

– Jeżeli chodzi o zdolność budowy i modernizacji infrastruktury to dalej podstawowym źródłem finansowania są środki europejskie. Proszę zauważyć, nas nie stać, aby z własnych środków zbudować jakąkolwiek drogę ekspresową od początku do końca – powiedział wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, pytany o stan uzależnienia polskiej gospodarki o pieniędzy pochodzących z Unii Europejskiej. – Przedsiębiorstwa sobie poradzą, ale rolnictwo i dopłaty bezpośrednie to jest 28 mld euro w ciągu całej perspektywy, czyli 4 mld euro rocznie – wyliczał Liberadzki.

Info z sld.org.pl

 

Mamy dość!

„Mamy dość” oraz „Polska potrzebuje wyższych płac” to główne hasła 20 tysięcznej demonstracji antyrządowej, które przeszła dziś ulicami Warszawy. Byliśmy z Wami, przed siedzibą OPZZ, na Placu Trzech Krzyży, czy też przed Kancelarią Premiera. Wspólnie upominaliśmy się o podwyżkę płac w sektorze publicznym o 12,3 proc., a także poprawe warunków zatrudnienia oraz zmianę w systemie emerytalnym, tak, by świadczenia były uzależnione od stażu pracy, a nie wieku. W manifestacji udział wzięli min. Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD, Andrzej Rozenek, kandydat na prezydenta Warszawy oraz Ryszard Zbrzyzny, związkowiec oraz kandydat na radnego Sejmiku Województwa Śląskiego.

Przed rozpoczęciem demonstracji, przed budynkiem centrali OPZZ głos zabrał min. Andrzej Rozenek, kandydat SLD Lewica Razem na prezydenta Warszawy.

„Moje hasło to Miasto Społeczne Warszawa, a więc przede wszystkim człowiek, nie beton, nie bruk, ale człowiek na pierwszym miejscu. Seniorzy, kobiety, dzieci – w tej kolejności będę realizował program w warszawskim ratuszu.

Jestem tutaj, ponieważ też mówię – mam dość! Mam dość tej władzy, a wyrazem tej władzy jest zamknięty szpital onkologiczny przy ul. Górczewskiej, w którym mogłoby się leczyć dwa tysiące kobiet rocznie. Piękny i nowoczesny sprzęt stoi, ponieważ ktoś w NFZ-cie nie dał pieniędzy. Oto jak rządzi Prawo i Sprawiedliwość i gdzie ma nas wszystkich obywateli, i gdzie ma kobiety, które ciężko chorują na raka.

Rządy PiS-u to deforma edukacji, to co się dzisiaj dzieje w szkołach krzyczy o pomstę nie do nieba, to jest krzyk o pomstę do nas wszystkich. My nie możemy bezczynnie patrzeć na to co się dzieje, musimy wszyscy razem protestować. Protestować razem z OPZZ, Inicjatywą Społeczną, z moimi konkurentami w wyborach na prezydenta Warszawy – Janku, dziękuję Ci, że jesteś. To jest wspaniałe, że wszyscy tutaj potrafimy razem stanąć i powiedzieć – mamy dość.
Mamy dość tej podłej zmiany! Musicie odejść w imię dobra nas wszystkich, nas ludzi pracy. Dziękuję bardzo!”