Budżetówka zapłaci za kryzys

Pracownicy sfery budżetowej niejako tradycyjnie dostają po kieszeni, kiedy tylko gospodarka zaczyna buksować. Rząd składa ich w ofierze.

Kiedy trwała kampania wyborcza, politycy na wszelkie sposoby dopieszczali pracowników budżetowych, obiecując dodatkowe pieniądze, podwyżki i różne dodatki. Teraz nic z tego nie stało. Podczas zaciskania pasa oni pierwsi padną ofiarą oszczędności.

Zamrożeni

W planie budżetowym na 2021 rok rząd założył, że pół miliona osób, zatrudnionych w budżetówce, której płaci centralny aparat państwa, będzie miało zamrożone płace. Oczywiście w założeniu tylko przez rok, ale pamięć podpowiada, że co się tyczy zamrażania płac tej grupie zawodowej, rządy wprowadzają te rozwiązania łatwo, ale rezygnują z nich dużo trudniej. Wystarczy przypomnieć, że poprzednie zamrożenie ciągnęło się przez wiele lat, od 2011 roku, choć sytuacja gospodarcza w tym okresie była, według oficjalnych danych, znakomita. „Zielona wyspa” nie dotyczyła pracowników, bez których żadne państwo nie jest w stanie funkcjonować poprawnie.

OPZZ już krytycznie oceniło tę propozycję, wskazując, że pomysły oszczędzania rząd wprowadza dość wybiórczo: zamraża płace budżetówki, wycofuje się z wcześniejszych deklaracji radykalnego podnoszenia płacy minimalnej, a jednocześnie nie rezygnuje z innych pomysłów wiążących się z wydatkami z budżetu, jak np. dodatkowe wypłaty dla emerytów.

Tylko koszty

Minister finansów cynicznie i jasno usprawiedliwił taką decyzję, mówiąc, że administracja to dla gospodarki tylko koszty, nie ma więc sensu zwiększanie na nią wydatków, bo to nie przekłada się na polepszanie sytuacji gospodarki.

Wspomniane zamrożenie obejmie nauczycieli zatrudnionych w szkołach i placówkach prowadzonych przez organy administracji rządowej, urzędników państwowych, prokuratorów, sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości, żołnierzy, celników i policjantów. To, jak twierdzi wiceminister finansów, Sebastian Skuza, cytowany przez TVN24, około 557 tysięcy etatów.

Istnieje także poważne zagrożenie, że w celu ratowania funduszu płac, przez administrację państwową przetoczy się fala zwolnień. Premier kilka razy zresztą sugerował taki scenariusz, zupełnie jakby zamierzał przygotować pracowników na fatalny dla nich scenariusz.

Stanowisko Rady OPZZ w sprawie epidemii koronawirusa

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych z niepokojem obserwuje sytuację związaną z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa (COVID-19)w Polsce. OPZZ już w dniu 4 marca 2020 r. poruszał tę kwestię na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego.Głosy partnerów społecznych o spowolnieniu gospodarczym zostały jednak zbagatelizowane.

Dzisiaj z mediów słyszymy od przedstawicieli rządu o potrzebie wdrożenia działań antykryzysowych. Oczekujemy więc pilnego włączenia partnerów społecznych w te działania.

Wzywamy rząd do zachowania czujności i dopilnowania, by pracodawcy nie wykorzystywali koronowirusa, w celu uzasadnienia cięć lub masowych zwolnień. Konieczne jest również, aby pracodawcy przejęli część ciężaru finansowego związanego z ryzykiem gospodarczym. Uważamy, że niezwykle ważne jest utrzymanie dochodu netto wszystkich pracowników, aby mogli oni dalej normalnie żyć. Działania wsparcia pracowników powinny być realizowane z udziałem państwa, m.in. przez wykorzystanie środków z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Apelujemy do pracodawców o umożliwienie pracownikom pozostania w domach i zdalnego realizowania swoich obowiązków. Osobom, które nie mają możliwości takiej pracy powinno się stworzyć warunki do zachowania wszelkich środków ostrożności. Pracownicy, którzy wrócili z wyjazdów służbowych, z terenów zagrożonych powinni mieć zapewnione badania kontrolne. Apelujemy do pracowników z objawami choroby o pozostanie w domach.

Wnioskujemy do rządu i pracodawców o zwiększenie środków przekazywanych na bezpieczeństwo i higienę pracy oraz wykonywanie badań wśród osób mających kontakt z zakażonymi. Apelujemy o podjęcie konkretnych kroków zmierzających do minimalizacji rozprzestrzeniania się epidemii.

Rada OPZZ podjęła decyzję o zawieszeniu wszelkich imprez organizowanych przez naszą Konfederację do odwołania. Zwracamy się z apelem o podjęcie takich samych działań przez organizacje członkowskie OPZZ.

O emerytury stażowe

Już 10 lat temu OPZZ udało się zebrać 700 tys. podpisów pod inicjatywą wprowadzenia emerytur stażowych. Władze nie były jednak zainteresowane. Teraz pomysł wprowadza do debaty przed wyborami prezydenckimi Robert Biedroń.

Na konferencji prasowej w warszawskiej siedzibie OPZZ, ramię w ramię z przewodniczącym centrali Andrzejem Radzikowskim, Biedroń zaprezentował założenia projektu.

Gwarancja dla pracowników

– Chcemy, aby emerytury stażowe były wypłacane kobietom po 55. roku życia i mężczyznom po 60. roku życia – powiedział kandydat Lewicy na prezydenta. Zaznaczył równocześnie, że z tym postulatem logicznie wiąże się drugi, od dawna obecny w programie Lewicy: podniesienie emerytury minimalnej do poziomu 1600 zł netto, zaś minimalnej renty – do poziomu 1200 zł netto.

Projekt ustawy wprowadzającej emerytury stażowe został już złożony w Sejmie. Zakłada nabywanie przez kobiety prawa do emerytury po przepracowaniu 35 lat oraz przez mężczyzn z 40-letnim stażem. – Emerytury stażowe doprowadzą do tego, że wiele osób, szczególnie wykonujących trudne zawody fizyczne, będzie miało gwarancję przejścia w odpowiednim czasie na wypracowaną, na godnie zarobioną emeryturę – podkreślił Biedroń.

OPZZ podkreśla, że rozwiązanie takie bardzo pomoże ludziom, którzy zaczęli swoją aktywność zawodową bardzo wcześniej. Eksperci centrali przekonują także, że emerytury stażowe przełożą się na promowanie umów o pracę zamiast osławionych „śmieciówek”, pomogą zmniejszyć skalę szarej strefy, a pracownikom dadzą większe poczucie, że na starość nie popadną w ubóstwo.

Nie trzeba będzie dopłacać

Zaznacza również, że projekt nie naraża budżetu na szwank. – Emerytury stażowe nie powodują dodatkowych kosztów dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a jedynie ich inne rozłożenie w czasie. W pierwszych latach ich obowiązywania wydatki zwiększyłyby się, by następnie zmaleć – czytamy na stronie Porozumienia. OPZZ argumentuje, że przy tak długiej aktywności na rynku pracy zatrudniony spokojnie zgromadzi składki pozwalające na wypłacenie emerytury minimalnej.

Przewodniczący Andrzej Radzikowski podczas wspólnej z Biedroniem konferencji podkreślał, że pieniądze, z których są wypłacane emerytury, pochodzą z wpłat pracowników i sprawiedliwie będzie dać im możliwość zdecydowania, kiedy chcą te pieniądze przeznaczyć dla siebie.

Pod koniec lutego media informowały, że prezydent Duda, który wcześniej sugerował, iż sprzyja podobnym rozwiązaniom, wycofał się z tego. Powodem miał być brak entuzjazmu dla pomysłu w rządzie. Wbrew argumentom związkowców ludzie Morawieckiego uważają ich projekt za zbyt kosztowny.

Działamy wielopłaszczyznowo

– To pracujący wypracowują dochód narodowy. Świadomość tej sytuacji powoli narasta wśród pracujących i budzi ich sprzeciw. Wypłaty różnych świadczeń socjalnych trochę łagodzą sytuację, ale nie rozwiązują problemu – mówi Andrzej Radzikowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, w rozmowie z Przemysławem Prekielem.

Jest Pan nowym przewodniczącym OPZZ. Przez lata był Pan zastępcą Jana Guza, który odszedł od nas przedwcześnie. Jaka to była postać dla ruchu związkowego?

Jan Guz był wyjątkową postacią ruchu związkowego. Posiadał dużą charyzmę i wrażliwość. To powodowało, że dobrze identyfikował problemy pracownicze i skutecznie działał na rzecz ich rozwiązywania. Był postacią wyrazistą. Wypracował sobie duży autorytet zarówno w środowisku związkowym jak i partnerów społecznych. Był aktywny i rozpoznawalny zarówno w Polsce jak i w środowisku związkowym Europy.

Jak wygląda dziś kondycja OPZZ? Ilu liczy członków?

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych nie zrzesza członków indywidualnych, tylko związki zawodowe ze wszystkich sektorów gospodarki i sfer funkcjonowania państwa. Organizacje należące do OPZZ skupią ponad 541 tys. czynnych zawodowo pracownic i pracowników. Kondycja naszej Konfederacji jest stabilna. Posiadamy dobry program będący odpowiedzią na oczekiwania środowisk pracowniczych. Cieszymy się autorytetem zarówno wśród partnerów społecznych jak i polityków.

Po 2015 roku nie słychać wielkich wstrząsów społecznych. Brakuje wielkich manifestacji świata pracy, jak choćby ten z 2013 roku, kiedy trzy centrale związkowe wyszły na ulice. Rząd PiS słucha strony społecznej?

Sytuacja jest zróżnicowana. W działaniach rządu możemy dostrzec nasze postulaty (między innymi: minimalna stawka godzinowa w umowach zlecenia, czy powrót do wieku emerytalnego 60 lat kobiety i 65 lat mężczyźni, szybszy wzrost płacy minimalnej). Z drugiej strony dalej mamy biednych pracujących. To powoduje potrzebę dużych transferów socjalnych, ale na to potrzebne są pieniądze, które pochodzą głównie od pracujących. I kółko się zamyka. Bo i od tak dużo niższych wynagrodzeń niż w Unii Europejskiej odejmuje się duże daniny społeczne i podatki. Policzyłem, że największym beneficjentem wzrostu wynagrodzeń jest państwo. Z każdego 1000 zł, w formie składek na ubezpieczenia społeczne i inne obowiązkowe składki, podatków bezpośrednich (PIT) i pośrednich (VAT i akcyza) do budżetu państwa trafia ok. 550 zł. Niskie wynagrodzenia często nie zachęcają do podejmowania pracy. Mamy niskie bezrobocie, ale o wiele ważniejszym wskaźnikiem jest aktywność zawodowa. Z danych, do których dotarłem wynika, że tylko 63 proc. dorosłych Polek i Polaków pracuje. To bardzo mało. Bo to pracujący wypracowują dochód narodowy. Świadomość tej sytuacji powoli narasta wśród pracujących i budzi ich sprzeciw. Wypłaty różnych świadczeń socjalnych trochę łagodzą sytuację, ale nie rozwiązują problemu. W ocenie OPZZ to wynagrodzenie za pracę powinno być głównym źródłem utrzymania.

Jak wygląda dziś dialog społeczny w Polsce? Jakie kwestie poruszane są na Radzie Dialogu Społecznego?

Niestety dialog ciągle kuleje. Rząd zbyt często traktuje Radę Dialogu Społecznego jako miejsce informowania o swoich zamierzeniach, a nie negocjacji i wypracowywania wspólnych stanowisk. Często też omija RDS korzystając z procedury projektów poselskich, które nie wymagają konsultacji z partnerami społecznymi. Rząd nie zawsze reaguje też na zgłaszane sygnały o zagrożeniach. Tak było w przypadku narastającego kryzysu w oświacie. Pomimo wielokrotnych sygnałów o potrzebie rozpoczęcia negocjacji strona rządowa przystąpiła do nich dopiero po rozpoczęciu strajku.

OPZZ zawsze był kreatywny i wnosił do RDS ważne pracownicze sprawy. Z ostatniego okresu można wymienić: prawo do emerytur uzależnionych od stażu opłacania składki ubezpieczeniowej, niewygasający charakter emerytur pomostowych, wydłużenie urlopu wypoczynkowego, podjęcie działań związanych z kryzysem w hutnictwie i górnictwie węgla brunatnego, konieczność podjęcia działań w związku z trudną sytuacją w ochronie zdrowia, działania na rzecz aktywnego starzenia się.
Jak układa się współpraca z innymi związkami zawodowymi w RDS?
Mamy świadomość, że wspólne stanowiska strony związkowej mają większą siłę przebicia, dlatego staramy się, w drodze negocjacji wypracowywać porozumienie.

Czy otrzymuje Pan, jako szef OPZZ, informacje o tym, że pracownicy w miejscu pracy mają trudności z założeniem związku?

Niestety tak. Dotyczy to zarówno zakładania nowych związków jak również utrudniania działalności już istniejących. Np. w ostatnich miesiącach mieliśmy dwa przypadki zwolnienia z pracy prawnie chronionych członków zarządów związków zawodowych w zakładzie pracy.

Główne bolączki ludzi pracy w XXI wieku?

Pewnie trochę inne w Polsce, inne w „starej Unii Europejskiej” a jeszcze inne w świecie. Dla nas największe wyzwania to wyższe płace, likwidacja „śmieciowego zatrudnienia”, automatyzacja i informatyzacja, „zielony ład”, migranci, system ubezpieczeń społecznych, bezpieczeństwo w pracy.

Związki zawodowe nigdy chyba nie miały dobrego PR. Czym zajmuje się OPZZ na co dzień, aby bronić ludzi pracy?

Działamy wielopłaszczyznowo. Na szczeblu centralnym zabiegamy o przyjazne pracownikom prawo pracy i jego skuteczne egzekwowanie, szybszy wzrost płacy minimalnej, sprawiedliwe podatki oraz właściwe nakłady na ważne cele społeczne.

W zakładzie pracy negocjujemy regulaminy wynagradzania, pracy i funduszu socjalnego, ale też sprawujemy nadzór nad przestrzeganiem prawa pracy i dbamy o bezpieczeństwo pracowników.

Uzwiązkowienie w Polsce jest na niskim poziomie? Czym to jest spowodowane i czy są szanse, aby je poprawić?

W mojej ocenie jest kilka przyczyn tego zjawiska. Pracownicy wiązali duże nadzieje, że przemiany ustrojowe spowodują poprawę warunków ich pracy i życia. Transformacja była jednak bardzo trudna i zapłacili za nią najwięcej pracownicy. Zmienia się też model funkcjonowania gospodarki. Coraz mniej jest przedsiębiorstw bardzo dużych, gdzie łatwiej jest się organizować. Już połowa pracownic i pracowników pracuje w firmach zatrudniających do 10 pracowników, a żeby założyć samodzielny związek w zakładzie pracy musi ich być co najmniej 10. W demokratycznym państwie ważne jest też poparcie społeczne dla podejmowanych przez związki zawodowe postulatów. Niestety nie jesteśmy zbyt solidarnym społeczeństwem.

Reflektor OPZZ

OPZZ i Centrum Daszyńskiego odpytują komitety wyborcze. Tym razem będzie odpowiadał Piotr Gadzinowski.

Dobrym zwyczajem kampanii wyborczej jest sprawdzenie na ile poszczególne komitety wyborcze reprezentują nasze interesy. Organizacje związkowe reprezentujące świat ludzi pracy posiadają precyzyjnie określone poglądy na kwestie płacy minimalnej, warunków pracy, prawa do zrzeszania się w związki, podatków oraz usług publicznych. Centrum im. Ignacego Daszyńskiego w ścisłej współpracy z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych przeprowadziło badanie dotyczące zbieżności programów wyborczych pięciu ogólnopolskich komitetów wyborczych z priorytetami programowymi OPZZ. Dodatkowo analiza wspomnianych dokumentów została uzupełniona o pogłębioną ankietę odnoszącą się do najważniejszych pro-pracowniczych i pro-związkowych kwestii.
W najbliższy poniedziałek 30 września o godz. 10:00 w siedzibie OPZZ przy ulicy Kopernika 36/40 w Warszawie dr Karolina Zioło-Pużuk oraz dr Bartosz Rydliński z Centrum im. Ignacego Daszyńskiego zaprezentują wyniki badań oraz odpowiedzą na pytanie, który z komitetów (Lewica – Sojusz Lewicy Demokratycznej, Koalicja Obywatelska, Konfederacja, Polskie Stronnictwo Ludowe, Prawo i Sprawiedliwość) jest najbardziej zbieżny z postulatami największej centrali związkowej w Polsce.
Po przedstawieniu wyników badania wiceprzewodniczący OPZZ dr Piotr Ostrowski poprowadzi dyskusję z kandydatami do Sejmu, którzy reprezentują ogólnopolskie komitety wyborcze.

Nie żyje Jan Guz

Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych zmarł 24 maja 2019 r. Wiadomość o śmierci lidera OPZZ potwierdził prezes ZNP Sławomir Broniarz.
Jan Guz od kilku dni przebywał w jednym z warszawskich szpitali. Był w śpiączce farmakologicznej. Pogrzeb przewidywany jest w Białej Podlaskiej w środę 29 maja br. Funkcję przewodniczącego OPZZ pełnił przez 15 lat, od 2004 r. Miał 63 lata.

Lidera OPZZ wspominają:

Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ w radiu TOK Fm:
„W przestrzeni publicznej znaliśmy go jako postać mocną, wyrazistą, jako osobę, która wie, czego chce i która inspiruje nas wszystkich bez przerwy do kolejnych nowych inicjatyw.. Jan Guz był związkowcem z krwi i kości. był trudnym, ale odpowiedzialnym partnerem. To zjednało mu poparcie związkowców i pracodawców”.

Dorota Gardias, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych:
„Jan Guz jednym z najbardziej charyzmatycznych działaczy związkowych ostatnich 30 lat. Zapamiętam go jako wspaniałego mówcę wiecowego. Gdy przemawiał, dreszcze pojawiały się na plecach. Bardzo docierał do ludzi i to było prawdziwie”.

Piotr Duda, szef NSZZ „Solidarność”:
„Dla nas wszystkich to przykry moment. OPZZ i Solidarność wiele rzeczy łączyło, ale i wiele dzieliło. My z Jankiem potrafiliśmy pięknie się różnić. Stanowiliśmy świetną drużynę. Wiele wspólnych spraw dla pracowników zrobiliśmy razem”.

Szumlewicz pozywa

19 marca Piotr Szumlewicz przesłał pozew do sądu pracy przeciwko zrzeszonemu w OPZZ związkowi zawodowemu Konfederacja Pracy. Szumlewicz domaga się w nim ustalenia swojego członkostwa w związku. Częścią pozwu jest też wniosek o zabezpieczenie roszczenia na zasadach wynikających ze statutu związku, czyli uznania członkostwa Szumlewicza w związku i związanych z nim praw do zakończenia procesu.
Komunikat zarządu krajowego Konfederacji Pracy o pozbawieniu Szumlewicza członkostwa w związku stał się podstawą kolejnych decyzji o pozbawieniu go funkcji przewodniczącego mazowieckich struktur OPZZ, warszawskich struktur OPZZ, jak też funkcji wiceprzewodniczącego w międzyzakładowej organizacji Konfederacji Pracy. W wyniku tej decyzji pozbawiono związkowca możliwości sprawowania funkcji i w konsekwencji pracy etatowej w radzie mazowieckiej. Jeżeli sąd przychyli się do decyzji Szumlewicza, automatycznie powinny zostać mu przywrócone wszystkie funkcje, o których pozbawieniu informowali opinię publiczną członkowie kierownictwa OPZZ.
Sprawa jest precedensowa, ponieważ chodzi w niej o zbadanie zgodności z prawem usunięcia pracownika z organizacji związkowej. Według Szumlewicza, „Konfederacja Pracy i prezydium OPZZ uważają, że związki zawodowe mogą usuwać ze swoich szeregów każdego związkowca bez wskazania punktu w statucie, który usprawiedliwiałby taką decyzję”. Pozew, który skierował do sądu, kwestionuje to podejście. Jego zdaniem, „związki zawodowe nie powinny być folwarkami liderów, a wszystkie decyzje powinny mieć swoje formalne uzasadnienie”. Szumlewicz od początku sprawy wskazuje, że wygaszenie jego członkostwa w związku „jest bezprawne, a tryb działania Konfederacji Pracy i władz OPZZ jest bliski najgorszym pracodawcom”.

Folwark związkowy

Pełnienie przeze mnie funkcji przewodniczącego struktur wojewódzkich była niewygodne dla władz centralnych, ponieważ angażując się działania związkowe, naruszałem ich interesy, a przy okazji głośno zadawałem pytania o finanse centrali. Dla kierownictwa OPZZ to było za wiele, więc zaczęły się poszukiwania opcji, jak można usunąć mnie ze stanowiska.

Moja współpraca ze związkami zawodowymi zrzeszonymi na Mazowszu układała się bardzo dobrze, więc atakowanie mnie za działalność związkową spotykało się z wrogą reakcją części związkowców. Została więc metoda PiS-owska: tak ponaciągać procedury i pozmieniać regulaminy, aby móc usunąć mnie z OPZZ, a zarazem uniknąć niezadowolenia związkowców. Po siedmiu nowelizacjach ustawy o Trybunale Konstytucyjnym przez partię rządzącą społeczeństwo też już straciło orientację, kto w sporze ma rację. Wobec mnie przyjęto podobną strategię: centrala ogłosiła, że musiała odebrać mi stanowisko przewodniczącego rady mazowieckiej, bo zrzeszony w OPZZ związek Konfederacja Pracy pozbawił mnie członkostwa, Konfederacja Pracy ogłosiła, że to nie jej wina, bo funkcji pozbawiło mnie prezydium OPZZ, a rada mazowiecka rozłożyła ręce i ogłosiła, że centrala wraz z Konfederacją się mnie pozbyły i nie było innego wyjścia niż pogodzić się z decyzją. Ostatecznie wszyscy ogłosili, że byli zmuszeni do pozbycia się mnie.
Jednocześnie Jan Guz i jego zwolennicy starannie ukrywali zmiany wewnętrznych regulaminów, które pozwalały na tego typu działania. Już po wyborze mnie na przewodniczącego władze OPZZ zmieniły regulamin struktur terytorialnych tak, aby usunięcie danej osoby ze związku skutkowało utratą funkcji w OPZZ. Władze centralne wprowadziły też możliwość rozwiązania rady wojewódzkiej dekretem, gdyby ta działała nie po ich myśli.
Okazuje się więc, że dzięki zmianom regulaminów centrala może pozbyć się każdego niewygodnego związkowca ze swoich szeregów.
Ten system powiązań jest zbudowany bardzo podobnie do Kościoła katolickiego.
OPZZ i Kościół łączy autorytaryzm, surowa hierarchia, poczucie bezkarności i samowoli liderów, oraz przekonanie o całkowitym braku zewnętrznej kontroli. Dotyczy to tak wewnętrznych procedur, jak i finansów. Odkąd objąłem funkcję przewodniczącego rady mazowieckiej, zabiegałem o daleko idącą transparentność finansów OPZZ i przejrzystość procedur, co – nie mam wątpliwości – było jedną z głównych przyczyn ataku na mnie. Rozbicie tej sieci powiązań, układów i namaszczeń z całą pewnością jest zadaniem trudnym i wieloetapowym. Podobnie jak zniesienie samowoli i bezkarności kleru. Ale kluczowe jest poddanie związków zawodowych powszechnie obowiązującym procedurom, uświadomienie liderom, że związki nie są ich własnością, lecz dobrem wspólnym ludzi pracy. I że ich również dotyczą procedury, kodeks pracy i polskie prawo.
Dlatego zdecydowałem się zgłosić pozew do sądu przeciwko Konfederacji Pracy. To komunikat zarządu krajowego Konfederacji Pracy o pozbawieniu mnie członkostwa w związku stał się podstawą kolejnych decyzji o pozbawieniu mnie funkcji przewodniczącego mazowieckich struktur OPZZ, warszawskich struktur OPZZ, jak też funkcji wiceprzewodniczącego w międzyzakładowej organizacji Konfederacji Pracy. To pismo Michała Lewandowskiego do Jana Guza sprawiło, że pozbawiono mnie możliwości sprawowania funkcji i w konsekwencji pracy etatowej w radzie mazowieckiej. W pozwie domagam się ustalenia mojego członkostwa w związku. Częścią pozwu jest też wniosek o zabezpieczenie roszczenia na zasadach wynikających ze statutu związku, czyli uznania mojego członkostwa w związku i związanych z nim praw. Jeżeli sąd przychyli się do mojej decyzji, automatycznie zostaną mi przywrócone wszystkie funkcje, o których pozbawieniu mnie informowali członkowie kierownictwa OPZZ. Ale tak naprawdę nie o to tutaj chodzi.
Władze OPZZ wszystkich szczebli swoją postawą dowiodły, że celem ich działalności jest utrzymanie wewnętrznych układów, a nie obrona ludzi pracy. Przypominają sytych, aroganckich biskupów, którzy wciąż nie rozumieją, że należy przeprosić za księży pedofilów, wesprzeć ofiary i ponieść odpowiedzialność przed świeckim wymiarem sprawiedliwości. W tym procesie chodzi o przyszłość związków zawodowych, o to, aby związki zaczęły służyć ludziom pracy, a nie wyobcowanym liderom związkowym, którzy naginają przepisy, aby zachować wpływy, funkcje i pieniądze. Konfederacja Pracy i prezydium OPZZ uważają, że związki zawodowe mogą usuwać ze swoich szeregów kogo chcą bez wskazania punktu w statucie, który usprawiedliwiałby taką decyzję. Pozew, który skierowałem do sądu, kwestionuje to podejście. Związki zawodowe nie powinny być folwarkami liderów, a wszystkie decyzje powinny mieć jasne, przejrzyste uzasadnienie – tak odnośnie finansów, jak i personaliów czy spraw programowych. Mój pozew przeciwko Konfederacji Pracy dotyczy jednej szczegółowej sprawy, ale wyrok może być precedensowy. Najwyższy czas, aby związki zawodowe przestały funkcjonować jak Kościół katolicki.

Pamięci Grzegorza Ilki – koledzy z OPZZ

Ze smutkiem i głębokim żalem zawiadamiamy, że w ubiegła sobotę (16.03.19) zmarł nasz Kolega, Grzegorz Ilka (56 lat). Działacz lewicy antykomunistycznej, drukarz, redaktor prasy niezależnej do 1989 r. Współtwórca i wieloletni działacz PPS sekretarz Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS do 1989 r. i w latach 1990 – 1995. Kandydat na posła Sejmu RP w wyborach 1991 r. Działacz Unii Pracy w latach 1996-2000. Rzecznik prasowy pełnomocnika rządu do spraw rodziny i kobiet 1996-1997. Rzecznik i sekretarz prasowy OPZZ w latach 1997-2014. Współzałożyciel w 1999 r. i do 2014 r. przewodniczący Ogólnopolskiego Pracowniczego Związku Zawodowego „Konfederacja Pracy”. Członek Rady OPZZ w latach 2002 – 2006. Redaktor wydawnictw OPZZ: „Kroniki Związkowej” „Przeglądu Wydarzeń Związkowych”, „Trybuny Związkowej”, „Związkowca OPZZ”, „O czym piszą związkowcy”, „OPZZ w mediach” i „Newslettera OPZZ”. Odznaczony m.in. odznaką „Zasłużony dla Kultury”, odznakami honorowymi „Za zasługi dla OPZZ” i „Za zasługi dla Ochrony Pracy” oraz Krzyżem Wolności Solidarności.
Składamy wyrazy głębokiego współczucia i solidaryzujemy się z pogrążoną w żałobie rodziną.
Jednocześnie informujemy, że pożegnanie Grzegorza odbędzie się w najbliższy piątek, 22.03.2019 roku o godzinie 13:40, w Kościele św. Karola Boromeusza przy cmentarzu powązkowskim w Warszawie.

Apel o występowanie z NSZZ „Solidarność”

NSZZ Solidarność po raz kolejny kompromituje się. Tym razem władze związku z Piotrem Dudą na czele zadeklarowały pełną solidarność z pedofilem i antysemitą, księdzem Henrykiem Jankowskim. Pomimo dobrze udokumentowanych przestępstw prałata, Solidarność stanowczo stanęła w obronie okrutnego księdza, który skrzywdził wiele dzieci i dopuścił się wielu podłych czynów.
Solidarność w ciągu ostatnich miesięcy wielokrotnie brała udział w imprezach skrajnej prawicy, w tym demonstrowała u boku nacjonalistów i nienawistnych ksenofobów, przyłączała się do nagonek przeciwko opozycji, pełniła rolę bojówki władzy. Teraz kolejna granica została przekroczona: centrala Piotra Dudy wsparła okrutnego przestępcę, na dodatek zapowiadając ochronę jego pomnika przed krytykami, w tym przed jego ofiarami.
Chwalenie pedofila jest nie tylko naganne moralnie, ale otwarcie sprzeczne z celami działań związków zawodowych, które powinny walczyć z wszelkimi formami przemocy i dyskryminacji. Działalność władz Solidarności kompromituje polski ruch związkowy i psuje wizerunek związków zawodowych. Z całą pewnością wielu działaczy Solidarności nie akceptuje działań Jankowskiego i nagannie ocenia uznawanie go za bohatera. Dlatego apeluję do wszystkich związkowców z Solidarności, aby wystąpili z centrali Piotra Dudy lub w trybie natychmiastowym pozbawili go stanowiska.