Szumlewicz pozywa

19 marca Piotr Szumlewicz przesłał pozew do sądu pracy przeciwko zrzeszonemu w OPZZ związkowi zawodowemu Konfederacja Pracy. Szumlewicz domaga się w nim ustalenia swojego członkostwa w związku. Częścią pozwu jest też wniosek o zabezpieczenie roszczenia na zasadach wynikających ze statutu związku, czyli uznania członkostwa Szumlewicza w związku i związanych z nim praw do zakończenia procesu.
Komunikat zarządu krajowego Konfederacji Pracy o pozbawieniu Szumlewicza członkostwa w związku stał się podstawą kolejnych decyzji o pozbawieniu go funkcji przewodniczącego mazowieckich struktur OPZZ, warszawskich struktur OPZZ, jak też funkcji wiceprzewodniczącego w międzyzakładowej organizacji Konfederacji Pracy. W wyniku tej decyzji pozbawiono związkowca możliwości sprawowania funkcji i w konsekwencji pracy etatowej w radzie mazowieckiej. Jeżeli sąd przychyli się do decyzji Szumlewicza, automatycznie powinny zostać mu przywrócone wszystkie funkcje, o których pozbawieniu informowali opinię publiczną członkowie kierownictwa OPZZ.
Sprawa jest precedensowa, ponieważ chodzi w niej o zbadanie zgodności z prawem usunięcia pracownika z organizacji związkowej. Według Szumlewicza, „Konfederacja Pracy i prezydium OPZZ uważają, że związki zawodowe mogą usuwać ze swoich szeregów każdego związkowca bez wskazania punktu w statucie, który usprawiedliwiałby taką decyzję”. Pozew, który skierował do sądu, kwestionuje to podejście. Jego zdaniem, „związki zawodowe nie powinny być folwarkami liderów, a wszystkie decyzje powinny mieć swoje formalne uzasadnienie”. Szumlewicz od początku sprawy wskazuje, że wygaszenie jego członkostwa w związku „jest bezprawne, a tryb działania Konfederacji Pracy i władz OPZZ jest bliski najgorszym pracodawcom”.

Folwark związkowy

Pełnienie przeze mnie funkcji przewodniczącego struktur wojewódzkich była niewygodne dla władz centralnych, ponieważ angażując się działania związkowe, naruszałem ich interesy, a przy okazji głośno zadawałem pytania o finanse centrali. Dla kierownictwa OPZZ to było za wiele, więc zaczęły się poszukiwania opcji, jak można usunąć mnie ze stanowiska.

Moja współpraca ze związkami zawodowymi zrzeszonymi na Mazowszu układała się bardzo dobrze, więc atakowanie mnie za działalność związkową spotykało się z wrogą reakcją części związkowców. Została więc metoda PiS-owska: tak ponaciągać procedury i pozmieniać regulaminy, aby móc usunąć mnie z OPZZ, a zarazem uniknąć niezadowolenia związkowców. Po siedmiu nowelizacjach ustawy o Trybunale Konstytucyjnym przez partię rządzącą społeczeństwo też już straciło orientację, kto w sporze ma rację. Wobec mnie przyjęto podobną strategię: centrala ogłosiła, że musiała odebrać mi stanowisko przewodniczącego rady mazowieckiej, bo zrzeszony w OPZZ związek Konfederacja Pracy pozbawił mnie członkostwa, Konfederacja Pracy ogłosiła, że to nie jej wina, bo funkcji pozbawiło mnie prezydium OPZZ, a rada mazowiecka rozłożyła ręce i ogłosiła, że centrala wraz z Konfederacją się mnie pozbyły i nie było innego wyjścia niż pogodzić się z decyzją. Ostatecznie wszyscy ogłosili, że byli zmuszeni do pozbycia się mnie.
Jednocześnie Jan Guz i jego zwolennicy starannie ukrywali zmiany wewnętrznych regulaminów, które pozwalały na tego typu działania. Już po wyborze mnie na przewodniczącego władze OPZZ zmieniły regulamin struktur terytorialnych tak, aby usunięcie danej osoby ze związku skutkowało utratą funkcji w OPZZ. Władze centralne wprowadziły też możliwość rozwiązania rady wojewódzkiej dekretem, gdyby ta działała nie po ich myśli.
Okazuje się więc, że dzięki zmianom regulaminów centrala może pozbyć się każdego niewygodnego związkowca ze swoich szeregów.
Ten system powiązań jest zbudowany bardzo podobnie do Kościoła katolickiego.
OPZZ i Kościół łączy autorytaryzm, surowa hierarchia, poczucie bezkarności i samowoli liderów, oraz przekonanie o całkowitym braku zewnętrznej kontroli. Dotyczy to tak wewnętrznych procedur, jak i finansów. Odkąd objąłem funkcję przewodniczącego rady mazowieckiej, zabiegałem o daleko idącą transparentność finansów OPZZ i przejrzystość procedur, co – nie mam wątpliwości – było jedną z głównych przyczyn ataku na mnie. Rozbicie tej sieci powiązań, układów i namaszczeń z całą pewnością jest zadaniem trudnym i wieloetapowym. Podobnie jak zniesienie samowoli i bezkarności kleru. Ale kluczowe jest poddanie związków zawodowych powszechnie obowiązującym procedurom, uświadomienie liderom, że związki nie są ich własnością, lecz dobrem wspólnym ludzi pracy. I że ich również dotyczą procedury, kodeks pracy i polskie prawo.
Dlatego zdecydowałem się zgłosić pozew do sądu przeciwko Konfederacji Pracy. To komunikat zarządu krajowego Konfederacji Pracy o pozbawieniu mnie członkostwa w związku stał się podstawą kolejnych decyzji o pozbawieniu mnie funkcji przewodniczącego mazowieckich struktur OPZZ, warszawskich struktur OPZZ, jak też funkcji wiceprzewodniczącego w międzyzakładowej organizacji Konfederacji Pracy. To pismo Michała Lewandowskiego do Jana Guza sprawiło, że pozbawiono mnie możliwości sprawowania funkcji i w konsekwencji pracy etatowej w radzie mazowieckiej. W pozwie domagam się ustalenia mojego członkostwa w związku. Częścią pozwu jest też wniosek o zabezpieczenie roszczenia na zasadach wynikających ze statutu związku, czyli uznania mojego członkostwa w związku i związanych z nim praw. Jeżeli sąd przychyli się do mojej decyzji, automatycznie zostaną mi przywrócone wszystkie funkcje, o których pozbawieniu mnie informowali członkowie kierownictwa OPZZ. Ale tak naprawdę nie o to tutaj chodzi.
Władze OPZZ wszystkich szczebli swoją postawą dowiodły, że celem ich działalności jest utrzymanie wewnętrznych układów, a nie obrona ludzi pracy. Przypominają sytych, aroganckich biskupów, którzy wciąż nie rozumieją, że należy przeprosić za księży pedofilów, wesprzeć ofiary i ponieść odpowiedzialność przed świeckim wymiarem sprawiedliwości. W tym procesie chodzi o przyszłość związków zawodowych, o to, aby związki zaczęły służyć ludziom pracy, a nie wyobcowanym liderom związkowym, którzy naginają przepisy, aby zachować wpływy, funkcje i pieniądze. Konfederacja Pracy i prezydium OPZZ uważają, że związki zawodowe mogą usuwać ze swoich szeregów kogo chcą bez wskazania punktu w statucie, który usprawiedliwiałby taką decyzję. Pozew, który skierowałem do sądu, kwestionuje to podejście. Związki zawodowe nie powinny być folwarkami liderów, a wszystkie decyzje powinny mieć jasne, przejrzyste uzasadnienie – tak odnośnie finansów, jak i personaliów czy spraw programowych. Mój pozew przeciwko Konfederacji Pracy dotyczy jednej szczegółowej sprawy, ale wyrok może być precedensowy. Najwyższy czas, aby związki zawodowe przestały funkcjonować jak Kościół katolicki.

Pamięci Grzegorza Ilki – koledzy z OPZZ

Ze smutkiem i głębokim żalem zawiadamiamy, że w ubiegła sobotę (16.03.19) zmarł nasz Kolega, Grzegorz Ilka (56 lat). Działacz lewicy antykomunistycznej, drukarz, redaktor prasy niezależnej do 1989 r. Współtwórca i wieloletni działacz PPS sekretarz Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS do 1989 r. i w latach 1990 – 1995. Kandydat na posła Sejmu RP w wyborach 1991 r. Działacz Unii Pracy w latach 1996-2000. Rzecznik prasowy pełnomocnika rządu do spraw rodziny i kobiet 1996-1997. Rzecznik i sekretarz prasowy OPZZ w latach 1997-2014. Współzałożyciel w 1999 r. i do 2014 r. przewodniczący Ogólnopolskiego Pracowniczego Związku Zawodowego „Konfederacja Pracy”. Członek Rady OPZZ w latach 2002 – 2006. Redaktor wydawnictw OPZZ: „Kroniki Związkowej” „Przeglądu Wydarzeń Związkowych”, „Trybuny Związkowej”, „Związkowca OPZZ”, „O czym piszą związkowcy”, „OPZZ w mediach” i „Newslettera OPZZ”. Odznaczony m.in. odznaką „Zasłużony dla Kultury”, odznakami honorowymi „Za zasługi dla OPZZ” i „Za zasługi dla Ochrony Pracy” oraz Krzyżem Wolności Solidarności.
Składamy wyrazy głębokiego współczucia i solidaryzujemy się z pogrążoną w żałobie rodziną.
Jednocześnie informujemy, że pożegnanie Grzegorza odbędzie się w najbliższy piątek, 22.03.2019 roku o godzinie 13:40, w Kościele św. Karola Boromeusza przy cmentarzu powązkowskim w Warszawie.

Apel o występowanie z NSZZ „Solidarność”

NSZZ Solidarność po raz kolejny kompromituje się. Tym razem władze związku z Piotrem Dudą na czele zadeklarowały pełną solidarność z pedofilem i antysemitą, księdzem Henrykiem Jankowskim. Pomimo dobrze udokumentowanych przestępstw prałata, Solidarność stanowczo stanęła w obronie okrutnego księdza, który skrzywdził wiele dzieci i dopuścił się wielu podłych czynów.
Solidarność w ciągu ostatnich miesięcy wielokrotnie brała udział w imprezach skrajnej prawicy, w tym demonstrowała u boku nacjonalistów i nienawistnych ksenofobów, przyłączała się do nagonek przeciwko opozycji, pełniła rolę bojówki władzy. Teraz kolejna granica została przekroczona: centrala Piotra Dudy wsparła okrutnego przestępcę, na dodatek zapowiadając ochronę jego pomnika przed krytykami, w tym przed jego ofiarami.
Chwalenie pedofila jest nie tylko naganne moralnie, ale otwarcie sprzeczne z celami działań związków zawodowych, które powinny walczyć z wszelkimi formami przemocy i dyskryminacji. Działalność władz Solidarności kompromituje polski ruch związkowy i psuje wizerunek związków zawodowych. Z całą pewnością wielu działaczy Solidarności nie akceptuje działań Jankowskiego i nagannie ocenia uznawanie go za bohatera. Dlatego apeluję do wszystkich związkowców z Solidarności, aby wystąpili z centrali Piotra Dudy lub w trybie natychmiastowym pozbawili go stanowiska.

Czas na jawność płac

…i sprawozdań finansowych.

Wydarzenia ostatnich tygodni dobitnie pokazują, że w Polsce potrzeba radykalnego zwiększenia transparentności finansów. Partia rządząca obsadziła setki stanowisk ludźmi posłusznymi władzy, ale bez żadnych kompetencji. Wielu z nich zarabia olbrzymie pieniądze, ukrywając dochody przed opinią publiczną. Nawet prezesi spółek skarbu państwa i instytucji państwowych zasłaniają się tajemnicą przedsiębiorstwa i nie chcą ujawniać dochodów kadry zarządzającej. W wielu przedsiębiorstwach prezesi radykalnie podnoszą sobie wynagrodzenia, a w tym samym czasie pensje dla pracowników stoją w miejscu. Często dochodzi też do dużych różnic płacowych między osobami zatrudnionymi na tych samych stanowiskach, a w wielu firmach ma miejsce dyskryminacja ze względu na płeć.
Wprowadzenie jawności płac przyczyniłoby się do ograniczenia patologii na rynku pracy i poprawienia jakości dialogu społecznego w poszczególnych przedsiębiorstwach. Jawność wynagrodzeń zwiększyłaby zaufanie do instytucji publicznych i poprawiła wizerunek spółek skarbu państwa.
Ujawnienie wynagrodzeń, szczególnie przez osoby zajmujące ważne funkcje w życiu społecznym, ucięłoby spekulacje na temat poziomu dochodów kadry kierowniczej, polityków, dziennikarzy czy związkowców. Dzięki temu powszechna stałaby się wiedza, jakie są nierówności płacowe i jaki jest realny poziom płac w poszczególnych branżach i na poszczególnych stanowiskach. Jawność płac odsłoniłaby też skalę kolesiostwa i przyznawania dobrze płatnych stanowisk rodzinom i znajomym przedstawicielom władzy. Z całą pewnością dobrze by wpłynęła też na wizerunek związków zawodowych, w których część liderów zarabia gigantyczne pieniądze, przejadając składki ludzi pracy.
Jednocześnie dla transparentności życia publicznego dobrze by było, aby rozszerzyć listę podmiotów objętych obowiązkiem przedstawiania sprawozdań finansowych ze swojej działalności. Wszystkie podmioty zaufania publicznego, w tym organizacje pozarządowe, Kościoły, związki zawodowe czy organizacje pracodawców powinny przedstawiać pełną informację na temat swoich finansów. Dzięki temu cieszyłyby się większym zaufaniem, a ich członkowie oraz sympatycy wiedzieliby, na co są przeznaczane ich składki i darowizny.

Stracił stanowisko

Piotr Szumlewicz, wieloletni działacz związkowy, stracił stanowisko przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego.

Działacz pozostaje w konflikcie z kierownictwem konfederacji.
– Powyższa decyzja nie była poddana głosowaniu, nie było też żadnych podstaw merytorycznych do jej podjęcia. Dzieje się tak w sytuacji, gdy kierowana przeze mnie Rada intensywnie walczy o ludzi pracy w wielu branżach i przyjmuje w swoje szeregi nowe organizacje. Jednocześnie jako nowego przewodniczącego wskazano przewodniczącego Konfederacji Pracy, Michała Lewandowskiego – twierdzi Szumlewicz z żalem. Uważa, że jego zwolnienie nastąpiło nie z powodów proceduralnych, jak podało OPZZ, ale jako represja w odpowiedzi na aktywne wsparcie dla pracowników PLL LOT.
Redakcja „Trybuny” z żalem przyjmuje decyzję kierownictwa OPZZ – z Piotrem Szumlewiczem jako publicystą łączy nas długoletnia współpraca, jego publikacje nierzadko pomagały nagłośnić problemy ludzi pracy.
– Celem kierowanej przeze mnie Rady były i są działania na rzecz ludzi pracy i wzmocnienie OPZZ – zapewnia Szumlewicz w notce rozesłanej do mediów. – Teraz bez głosowania, bez możliwości odwołania się od decyzji ogłoszono, że utraciłem funkcję i zarazem pracę zarobkową. Gdy pracownik jest zwalniany dyscyplinarnie, jego związek ma 3 dni na odwołanie się od decyzji. Ja nie dostałem żadnej możliwości odwołania.

Kto chce zniszczyć Piotra Szumlewicza?

W 2018 roku był jednym z najaktywniejszych działaczy związkowych w Polsce. Walczył o interesy pracowników LOT, rzucił wyzwanie pisowskim prezesom spółek lotniczych. Na skrzynki mailowe lokalnych i ogólnopolskich dziennikarzy kilka razy w tygodniu spływały jego demaskatorskie komunikaty. – Ten facet rozruszał skostniałą strukturę – mówi o nim działacz innego związku zawodowego. Ubiegły rok należał do Piotra Szumlewicza. Rok 2019 rozpoczął się dla niego od wstrząsu. Ktoś chce, aby przestał być związkowcem.

5 lutego na spotkaniu prezydium Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych będą ważyć się losy Piotra Szumlewicza. Członkowie tego organu mogą pozbawić go funkcji przewodniczącego Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Dzieje się tak, ponieważ przewodniczący związku zawodowego Konfederacja Pracy, Michał Lewandowski postanowił usunąć Szumlewicza z swojej organizacji. Konfederacja Pracy jest związkiem zawodowym wchodzącym w skład OPZZ. Szumlewicz był dotąd członkiem jej komisji międzyzakładowej nr 01–007. Z jej ramienia był delegatem do rady powiatowej OPZZ, a potem wojewódzkiej.
20 grudnia ówczesny przewodniczący Konfederacji Pracy, Michał Lewandowski w imieniu zarządu związku dostarczył szefowi OPZZ Janowi Guzowi dokument, w którym informował, że Szumlewicz został pozbawiony członkostwa w związku. Dlaczego? Zarząd Konfederacji Pracy uznał, że zmiana miejsca pracy Szumlewicza, który do 30 czerwca był doradcą prezesa Guza, a od 1 lipca objął stanowisko szefa Rady województwa mazowieckiego OPZZ spowodowała, że automatycznie przestał on być członkiem komisji międzyzakładowej 01-007. Co za tym idzie – nie jest członkiem Konfederacji Pracy. Jeśli 5 lutego fakt ten zostanie potwierdzony przez prezydium OPZZ, Szumlewicz zostanie pozbawiony stanowiska szefa mazowieckich struktur związku. To będzie dla niego koniec działalności w centrali.
Ani przewodniczący, ani żadne z członków zarządu Konfederacji Pracy poinformował Szumlewicza o tym, że nie jest już członkiem KP. Działacz nie otrzymał żadnego pisma w tej sprawie.

Luźna rozmowa

Dopiero 22 stycznia do Szumlewicza zadzwonił Jarosław Czarnowski, członek komisji rewizyjnej Konfederacji Pracy. – Zapytał, czy moglibyśmy się spotkać 24 stycznia. Tak, żeby pogadać – wspomina Szumlewicz. – Spytałem, czy mam coś przygotować, jakieś papiery. Powiedział, że nie, bo to ma być taka luźna rozmowa – dodaje.
Spotkanie nie okazało się jednak ani luzackie, ani przyjemne. W sali z ponurymi minami siedziało dwóch innych członków komisji rewizyjnej. Czarnowski podstawił Szumlewiczowi pod nos jakiś dokument. Okazało się, że jest to pismo podpisane przez przewodniczącego Lewandowskiego, z którego wynika, że członkostwo Szumlewicza w KP w Konfederacji Pracy wygasło 30 czerwca. Działacz spojrzał na dokument i szybko wyłapał kilka nieprawidłowości. – Zwróciłem uwagę, że w piśmie są błędy, a on odpowiedział, że „to nic nie wnosi” – wspomina Szumlewicz. Chciał wezwać na salę któregoś ze swoich ludzi, jednak Czarnowski kategorycznie się temu sprzeciwił, oświadczając, że to on prowadzi spotkanie. – Niby pytał, co sądzę, ale właściwie to miało charakter przesłuchania, z którego nic nie miało wynikać – dodaje Szumlewicz.
Próbowałem skontaktować się z decyzyjnymi działaczami OPZZ i Konfederacji Pracy. Okazało się, że przewodniczący Jan Guz udał się na urlop. Telefonu nie odbierali również: przewodniczący Rady Branży Transport Leszek Miętek, przewodniczący organizacji międzyzakładowej 01-007 Marcin Wiśniewski, wiceszefowa OPZZ, która podpisała wniosek o rozpatrzenie sprawy Szumlewicza przez komisję rewizyjną Barbara Popielarz oraz Michał Lewandowski, przewodniczący Konfederacji Pracy, który podpisał decyzję o usunięciu działacza z KP. Jedyną osobą, która w ostatnich dniach stycznia była dostępna, okazał się Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ i członek zarządu Konfederacji Pracy.
Najpierw porozmawiałem z nim przez telefon, a potem udałem się do siedziby OPZZ, składając mu wizytę z zaskoczenia. Wcześniej pukałem do gabinetów członków zarządu OPZZ. Nie zastałem nikogo. – Tu jest dzisiaj sarkofag, proszę pana – powiedziała mi jedna z pracownic budynku. – No zniknęli, wszyscy zniknęli – dodała.

Sprawy proceduralne

Ostrowski był jednak na miejscu i przyjął mnie bardzo miło. Kiedy zapytałem o przyczynę wygaszenia członkostwa Szumlewicza, zapewnił mnie, że chodzi wyłącznie o sprawy proceduralne. Z przejęciem i zaangażowaniem rozrysował mi zasady funkcjonowania organizacji międzyzakładowej w kontekście działania całego związku i centrali. Ze schematu wynikało, że Piotr Szumlewicz przestał być członkiem Konfederacji Pracy, bo przestał być pracownikiem OPZZ. A do organizacji międzyzakładowej nr 07-001, według Ostrowskiego mogą należeć jedynie pracownicy trzech podmiotów: OPZZ i Konfederacji Pracy rozumianych jako pracodawców oraz związanej z centralą Fundacji Wsparcie. Szumlewicz został w marcu 2018 roku przewodniczącym Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Czy zatem przestał być pracownikiem OPZZ? Zdaniem Ostrowskiego – tak.
– W momencie, kiedy 30 czerwca 2018 roku skończyła mu się umowa o pracę w OPZZ, przestał być pracownikiem OPZZ, bo został pracownikiem rady wojewódzkiej, której organizacja międzyzakładowa nie obejmuje swoim zasięgiem. Przestał mieć prawo do posiadania mandatu – przekonywał Piotr Ostrowski.
Czy Szumlewicz, jako przewodniczący Rady nie jest jednak pracownikiem OPZZ? Wtedy ma prawo być nadal członkiem komisji międzyzakładowej 07-001, a więc i członkiem OPZZ.
Ostrowski wydaje się poirytowany kiedy o to pytam. Wyjaśnia mi podniesionym głosem, że to osobne podmioty. – Patrzmy na stosunek pracy. Jego pracodawcą jest prezydium rady wojewódzkiej, to osobny byt prawny, ma osoby NIP i REGON. Z punktu widzenia stosunku pracy nie pozostaje w żadnym stosunku prawnym z OPZZ – wskazuje.
Tymczasem art. 19. 1. statusu OPZZ mówi, że centrala „ma wojewódzkie i powiatowe lub międzypowiatowe struktury terytorialne”. Szumlewicz jest przewodniczącym jednej z nich. Zdaniem Ostrowskiego to za mało, by zachować mandat.
– Warto pamiętać o tym, że Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ nie jest pracownikiem centrali, lecz jej organem statutowym, a więc on również powinien wylecieć, jeśli mnie się pozbywają w takim trybie. Jeśli byłoby tak jak mówi pan Ostrowski, to doszłoby do kuriozalnej sytuacji, w której żaden członek rady wojewódzkiej nie mógłby być członkiem Konfederacji Pracy, bo z automatu byłby wyrzucany – komentuje Piotr Szumlewicz. Co na to wiceprzewodniczący? Tłumaczy, że jego pracodawcą jest OPZZ. – Jestem pracownikiem OPZZ od 2006 roku. Wcześniej pełniłem funkcję dyrektora Wydziału Międzynarodowego OPZZ. Nieustannie zatem zachowuję ciągłość w ramach OM 01-007 – wyjaśnia Ostrowski. A pracodawcą Szumlewicza nie jest OPZZ? Nie, bo jego zatrudnia rada, która tym działaniem nie jest objęta.
– Całą drogę przez szczeble awansu Piotr Ostrowski przeszedł z mojej organizacji. A nikt go po drodze nie wyrzucił – ripostuje Szumlewicz.
Członkami organizacji 01-007 są również pracownik naukowy z UKSW oraz pracownica Fundacji Friedricha Eberta. Czy ich mandaty również zostaną wygaszone na posiedzeniu prezydium? – To bardzo ciekawa sprawa, Prezydium Zarządu Krajowego Konfederacji Pracy powinno się jej przyjrzeć – mówi zaskoczony Ostrowski. Czy w przypadku Szumlewicza gorliwość wynikała z tego, że piastuje on funkcję przewodniczącego rady wojewódzkiej? – Tak, w takich przypadkach musimy szczególnie uważać na zgodność statutową, to nie tylko kwestia zgodności ze statutem Konfederacji Pracy, także regulaminów OPZZ. Musimy przestrzegać prawa – przyznaje członek zarządu KP. A dlaczego Szumlewicz nie został poinformowany o wygaszeniu członkostwa? – To jest kwestia organizacji – Konfederacji Pracy. Piotr Szumlewicz powinien zastanowić się nad tym, dlaczego sam nie dostrzegł faktu, że jego mandat wygasł – mówi Ostrowski.
Dlaczego zaś Konfederacja Pracy przyjmowała składki od Szumlewicza, kiedy jego mandat podobno już wygasł? – Każdy może wpłacać składki na Konfederację Pracy. Może to zrobić sympatyk związku, czy każda osoba, która ma na to ochotę. Pan może to zrobić, może to zrobić premier Morawiecki – wyjaśnia wiceprzewodniczący OPZZ.

Piotr po prostu coś znalazł

Skontaktowałem się z Moniką Żelazik, przewodniczącą Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, bohaterką i symbolem walki o godne warunki pracy w polskich liniach lotniczych. Ona, jej koleżanki i koledzy oraz Piotr Szumlewicz walczyli ramię w ramię z wyjątkowo pewnym siebie, mającym poczucie bezkarności prezesem podczas strajku w LOT.
– Piotr to najbardziej zaangażowany działacz związkowy w Polsce – nie ma wątpliwości pracownicza liderka. – Bardzo dobrze przygotowany merytorycznie, pod względem wiedzy lotniczej zawsze kompetentny. Nie mogę o nim powiedzieć niczego złego – dodaje Żelazik.
Przewodnicząca nie wyobraża sobie OPZZ bez Szumlewicza. – Czułam, że można mieć do niego zaufanie podczas strajku w LOT. Nie tylko ja, wszyscy ci, którzy brali udział w strajku, ale również ci, którzy go nieformalne wspierali. Każda osoba, nawet te zatrudniona na śmieciówkach mogła od Piotra otrzymać pomoc, a także informacje na temat tego, na czym polega działalność w związku zawodowym, jak to jest być związkowcem, co daje umowa o pracę, jakie są atuty takiej formy zatrudnienia w odniesieniu prawnym i kodeksu pracy. Piotr jest w tej dziedzinie autorytetem wśród pracowników, ogromnym autorytetem. Nie ma drugiej osoby w OPZZ, która cieszy się takim zaufaniem z naszej strony!
Żelazik podkreśliła również, że w żadnym wypadku nie przeszkadza jej fakt, że Szumlewicz jest również dziennikarzem, co zdaniem Piotra Ostrowskiego miało być problemem dla niektórych pracowników. Jej zdaniem to jedynie podnosi jego kwalifikacje.

Dlaczego więc Szumlewicza nie chcą w OPZZ?

– Jest to jakaś koszmarna nieuczciwość. Wydaje mi się, że trafił w jakiś układ. Przypuszczam, że Piotr po prostu coś znalazł. Nie wiem, czy sam zdaje sobie sprawę, na jaki trop wpadł. Bardzo nie podoba mi się układ pana Szpikowskiego z panem Męciną [prawnikiem, doradcą Konfederacji Pracodawców Lewiatan – przyp. Portal Strajk]. Od momentu podpisania porozumienia przez pracowników LOT jesienią 2018, kiedy niebawem zaczęły się problemy w PPL, byliśmy cały czas pytani przez dziennikarzy, czy mamy coś wspólnego z przedsiębiorstwem Państwowe Porty Lotnicze. Miałam takie dziwne przeczucie, że ktoś chce wyczuć, na ile my w tym mocno siedzimy jako związek pracowników LOT – wspomina Żelazik.
– Jest to skandal na poziomie OPZZ i sprawa przegrana w sądzie przez centralę. Typowe działanie pozastatutowe, wolna amerykanka. Bardzo źle to zostało przygotowane, zrobił to wyjątkowo niezgrabnie – tak przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego ocenia sam fakt i styl wyrzucenia Szumlewicza z OPZZ. – Ostrowski sam mógłby być na wylocie, gdyż ma funkcję wiceprzewodniczącego w centrali – dodaje Żelazik. – Pozbawili go członkostwa, ale nie pozbawili go pozycji wiceprzewodniczącego, to jest blaga – śmieje się.
Bojowa działaczka nie ma dobrego zdania o ostatnich posunięciach kierownictwa OPZZ. – Warto pamiętać jak statutem OPZZ manipulują Guz, Miętek i Radzikowski. Stają się nieusuwalnym ciałem. Na 4 lutego pan Miętek zapowiedział omówienie na Rady Transportu OPZZ omówienie oceny pracy Piotra Szumlewicza jako przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego. W mailach rozesłanych do związkowców pan Miętek twierdzi, że mają wypracowane stanowisko w tej sprawie – opowiada działaczka. – Ja się pytam – na jakiej podstawie? Przecież nie mają żadnych danych, a te, chociażby te z negocjacji, są poufne. Jeśli ktoś może oceniać jego pracę, to raczej my, związkowcy z LOT, a my wystawiamy mu najwyższą ocenę. Do wystawiania takiej oceny nie są natomiast uprawnieni Guz, Miętek i Radzikowski.

Działacz z wizją

O opinię w sprawie Szumlewicza zapytaliśmy również działacza najbardziej bojowego związku zawodowego w Polsce. Jakub Grzegorczyk z Inicjatywy Pracowniczej przyznaje, że gdy zaczynał działalność w ruchu lewicowym i anarchistycznym, ok. 2000-2001 r., OPZZ był synonimem zachowawczej centrali, która skupiona była wyłącznie na obronie interesów osób w niej zrzeszonych. Nie przejawiała aktywności na polu walki o poprawę warunków pracy, nie przeciwstawiała się presji kapitału i elit politycznych. Co dopiero mówić o wizji czy spójnej krytyce rzeczywistości polskiej transformacji, stosunków pracy ukształtowanych po 1989 r. czy krytyce neoliberalnego, zglobalizowanego kapitalizmu. Zaangażowanie Piotra Szumlewicza w dużej mierze zmieniło OPZZ.
– To jego aktywność, wiedza i wypowiedzi publiczne w dużej mierze sprawiły, że OPZZ „ruszył się wreszcie” i zaczął przejawiać większą aktywność na polu konfliktu klasowego. Oczywiście w wielu kwestiach się z Piotrem fundamentalnie nie zgadzam, uważam, że zbytnią wagę przywiązuje on do wypranej z treści idei „dialogu społecznego”, czy zbyt mocno wierzy w rolę państwa jako mediatora w konflikcie klasowym. Niemniej jest to działacz, któremu nie sposób mu odmówić zaangażowania i wizji, której w OPZZ przez lata nie było, poza kolejnymi aktami kapitulacji przed żądaniami biznesu i nieśmiałymi prośbami o nieznaczne podwyżki w tej czy innej branży – podkreśla Grzegorczyk. – Największy szacunek mam do niego za zaangażowanie we wsparcie strajku w LOT – formalnie to nie jego organizacja związkowa go prowadziła, nie był to strajk „w jego branży”, a mimo to był na każdym proteście, każdego dnia i dwoił się i troił, żeby pomóc strajkującym. Takie zaangażowanie rzadko się w polskim ruchu związkowym zdarza i jest to jedna z przyczyn, dla których jest on tak słaby – podsumowuje Grzegorczyk.
W samych superlatywach o Szumlewiczu mówi również Jakub Pietrzak z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – Stanowił on i stanowi nadal wzór demokratycznego, ideowego związkowca – przyznaje działacz warszawskiej lewicy. Jest przekonany, że Szumlewicz jest po prostu dla pewnych grup groźny. – Jest, był i będzie nienawistnie odbierany przez korwinistów, neoliberałów, a też narodowców. Szczególny wymiar tego hejtu zapoczątkowały, raczkujące wtedy jeszcze, prawicowe profile społecznościowe. Dzisiejsze pełnoprawne fabryki hejtu i fake newsów – dodaje Pietrzak.

Niewygodny konkurent?

Przewodniczący mazowieckiego OPZZ podkreśla, że jego relacje z Janem Guzem zaczęły się psuć już wtedy, gdy rozpoczął działalność na poziomie zakładowym. Tak, jakby szef wielkiego związku czuł poważną konkurencję. – Innym czynnikiem, który pogorszył moje relacje z Janem Guzem i władzami centralnymi były wybory w 2015 roku. Wydaje mi się, że mój konsekwentny sprzeciw wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości budził niechęć Guza, a tym bardziej Leszka Miętka, który bywał w Telewizji Trwam – akcentuje Szumlewicz – Moja praca w centrali i zarazem umowa na czas określony skończyła się tuż po objęciu przeze mnie funkcji przewodniczącego struktur mazowieckich. Decyzja o zakończeniu współpracy została podjęta przez Guza – dodaje.
Decyzji o wygaszeniu mandatu Szumlewicza do wiadomości nie przyjmuje również Prezydium Rady OPZZ województwa mazowieckiego, a więc organ, który jako jedyny ma prawo oceniać pracę przewodniczącego. „W kontekście wszystkich powyższych faktów okazuje się, że decyzja o usunięciu Piotra Szumlewicza z Konfederacji Pracy poważnie narusza standardy proceduralne i jest w niej mnóstwo nieprawidłowości. Jest ona też sprzeczna z art. 13, pkt 5 statutu Konfederacji Pracy, zgodnie z którym każdy członek Konfederacji Pracy ma obowiązek „przestrzegać zasad związkowej solidarności, wzajemnego poszanowania i koleżeńskiej pomocy” – czytamy w piśmie Prezydium do przewodniczącego OPZZ.
– Uzasadnienie usunięcia mnie z Konfederacji Pracy zawiera tak wiele błędów, że chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że nie chodziło o kwestie statutowe – mówi stanowczo Szumlewicz. – Tu nie chodzi o statut, na jego podstawie nie da się mnie wyrzucić ze związku. Najwyraźniej stałem się dla kogoś niewygodny. Moim zdaniem chodzi przede wszystkim o moje działania w transporcie lotniczym, które od wielu tygodni są nieakceptowane przez część władz OPZZ, oraz o dążenie do transparentności finansowej, co szczególnie przeszkadzało przewodniczącemu Konfederacji Pracy. Być może chodziło też o moje pytania na temat finansów OPZZ zadawane na radzie całej centrali.
Związkowiec nie kryje goryczy, wręcz złości z powodu postawy ludzi, którzy powinni wspólnie z nim bronić praw pracowników.
– Postawę władz Konfederacji Pracy i szefostwa OPZZ oceniam nagannie. Decyzja o usunięciu mnie z KP została podjęta w sposób skandaliczny, nawet bez poinformowania mnie o tym. Tak postępują najbardziej nieuczciwi pracodawcy – mówi stanowczo. – To działanie bezprawne, niekoleżeńskie i antyzwiązkowe. Kierownictwo OPZZ powinno natychmiast reagować w takiej sytuacji, stając po stronie związkowca i zarazem lidera regionalnego. Tymczasem przedstawiciel władz centralnych był jedną z osób, która poparła pozbawienie mnie członkostwa w związku. Myślę, że ta sytuacja to bardzo ważny test dla OPZZ. Osoby odpowiedzialne za tę hucpę powinny ponieść konsekwencje swoich czynów – kwituje Szumlewicz.
Co zamierza dalej robić przewodniczący mazowieckiego OPZZ? – Będę walczyć ze względu na moje wspólne działanie z ludźmi pracy zrzeszonymi w OPZZ, ze względu na to, że wspólnie robimy kawał dobrej, związkowej roboty i że złożyłem pewne deklaracje moim przyjaciołom z mazowieckich związków, których chciałbym dotrzymać. Ale zarazem coraz więcej związkowców, w tym ja, uważa, że OPZZ musi się zmienić, jeżeli mamy w nim działać, że nie może być takich brudnych akcji jak ta, która obecnie jest podejmowana przeciwko mnie – zapewnia Szumlewicz.

OPZZ z nauczycielami

W pełni popieramy postulaty płacowe Związku Nauczycielstwa Polskiego i domagamy się natychmiastowej dymisji minister edukacji narodowej, Anny Zalewskiej.

Zarobki nauczycieli w Polsce są jednymi z najniższych w Unii Europejskiej, a zarazem pracownicy oświaty należą do najgorzej opłacanych na polskim rynku pracy. Trudno pojąć i zaakceptować, że zarobki początkujących pracowników oświaty nieznacznie odbiegają od płacy minimalnej. W konsekwencji spada prestiż zawodu i coraz mniej młodych ludzi chce być w przyszłości nauczycielami. Utrzymywanie skandalicznie niskich płac nauczycieli i lekceważenie przez rząd pracowników oświaty jest szkodliwe dla polskiego społeczeństwa. Dlatego w pełni popieramy akcje protestacyjne Związku Nauczycielstwa Polskiego i deklarujemy gotowość do działań solidarnościowych.
Jednocześnie uważamy, że minister Zalewska nie nadaje się do sprawowania funkcji minister edukacji narodowej i powinna zostać w trybie pilnym zdymisjonowana. Zalewska jest nieudolna i arogancka, a powierzone jej obowiązki ją przewyższają. Minister często wprowadza w błąd opinię publiczną, podejmuje pozorowane działania lub wdraża niedopracowane rozwiązania, których koszty mają ponosić samorządy. Podczas niedawnych negocjacji ze związkami zawodowymi po raz kolejnymi dowiodła, że nie ma żadnych sensownych propozycji dla nauczycieli i nie umie prowadzić konstruktywnego dialogu. Jej działania szkodzą nauczycielom, rodzicom i dzieciom. Dlatego domagamy się dymisji minister Anny Zalewskiej i przedstawienia poważnych propozycji płacowych przez stronę rządową.

Dość arogancji

W imieniu OPZZ wysłaliśmy pismo do ministra infrastruktury, Andrzeja Adamczyka z wnioskiem o natychmiastową interwencję w Państwowych Portach Lotniczych. Prezes Mariusz Szpikowski nie tylko walczy ze związkami zawodowymi, ale też lekceważy dialog społeczny i grozi procesami za propozycję dyskusji o sytuacji w firmie. Poniżej treść wysłanego dzisiaj pisma do ministra.

Szanowny Pani Ministrze
Apeluję o natychmiastową interwencję w Państwowych Portach Lotniczych. Sytuacja w firmie jest coraz gorsza. Za rządów obecnego prezesa doszło do olbrzymiej liczby zwolnień dyscyplinarnych, związki zawodowe informują, że są zastraszane i mobbingowane. Obecnie prezes uzależnia wypłatę corocznych premii od odstąpienia jednego ze związków od sporu zbiorowego, co również stanowi dyskryminację związkową. Ponadto Pan Szpikowski otwarcie atakuje związkowców, którzy walczą o swoje prawa, na wiele sposób próbując zniechęcić do nich załogę.
Prezes Państwowych Portów Lotniczych odmawia również współpracy z Wojewódzką Radą Dialogu Społecznego, podważa jej kompetencje, a na dodatek grozi procesami sądowymi ze pomysł przedyskutowania problemów PPL na forum plenarnym WRDS-u. Mazowiecka WRDS zaprosiła prezesa firmy na posiedzenie, a on nie tylko odmówił przyjścia, ale zagroził mi, jako wiceprzewodniczącemu WRDS, pozwem za zgłoszenie wniosku o omówienie sytuacji w Państwowych Portach Lotniczych. To skandaliczny przykład lekceważenia ustawy o Radzie Dialogu Społecznego i arogancji prezesa firmy państwowej. Takie zachowania w demokratycznym państwie prawa, w którym dialog między partnerami społecznymi stanowi zasadę konstytucyjną, nie mogą być akceptowane.
W tej sytuacji oczekujemy od Pana pilnej interwencji w Państwowych Portach Lotniczych. Kontynuacja obecnej polityki prezesa PPL grozi eskalacją konfliktu i dalszym pogarszaniem się wizerunku firmy.

List do Z. Ziobry

Panie Ministrze!

Wielokrotne prośby Związku Zawodowego Tłumaczy Przysięgłych w Polsce o rozpoczęcie z Panem rozmów na temat podwyższenia wynagrodzeń za czynności tłumaczy przysięgłych nie zostały rozpatrzone pozytywnie. Związek Zawodowy Tłumaczy Przysięgłych w Polsce jest członkiem Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i dlatego jako przedstawiciel OPZZ apeluję o pilne rozpoczęcie rozmów na temat zmiany Rozporządzenia z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie wynagrodzenia za czynności tłumacza przysięgłego (Dz. U. z dnia 26 stycznia 2005 r.).
Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę na fakt, że w żadnym przepisie nie zostały określone terminy wypłat wynagrodzenia, a tłumacze przysięgli często oczekują na swoje wypłaty kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Opóźnienia wynagrodzeń negatywnie wpływają na jakość współpracy tłumaczy z organami wymiaru sprawiedliwości, jako że zlecające tłumaczenia organy nie są związane żadnym terminem, zaś tłumaczom często wyznacza się krótkie terminy na wykonanie ich czynności. Liczymy zatem na pilne zaproponowanie terminu rozpoczęcia rozmów w sprawie zmiany przepisów dotyczących wynagradzania tłumaczy przysięgłych oraz innych przepisów związanych z ich działalnością.