Żużlowiec chciał jechać na bani?

Do sporego zamieszania doszło w Gnieźnie przed niedzielnym meczem I ligi miejscowego Startu z Motorem Lublin. Podczas badania alkomatem okazało się, że zawodnik gości, Oskar Bober, ma we krwi 0,6 promila alkoholu.

 

Sytuacja był trochę niecodzienna, bo alkomatem przebadano wszystkich zawodników obu drużyn, a jedynym „na bani” okazał się junior, Oskar Bober, który od alkoholu z racji wieku powinien trzymać się z daleka. Sprawność urządzenia potwierdziła miejscowa komenda policji zapewniając, że alkomat wykazał w organizmie młodego żużlowca 0,6 promila. W naszym tolerancyjnym w tych sprawach społeczeństwie taka niewielka w sumie ilość „procentów” we krwi to żadne przestępstwo, ale regulamin rozgrywek żużlowej ligi żadnej taryfy ulgowej w tym względzie nie przewiduje. Młody zawodnik Motoru został więc wykluczony z zawodów, a wyścigi, w których miał uczestniczyć, rozgrywane były w trzyosobowych obsadach.

Ekipa z Gniezna mimo tej przewagi wygrała jednak spotkanie minimalnie, 47:43, można zatem domniemywać, że gdyby Oskar Bober, należący do najlepiej punktujących młodzieżowców w I lidze, jednak w tym meczu wystąpił, to zapewne Start zwycięstwa by nie odniósł. Nasuwające się podejrzenia, że może ktoś młodego żużlowca paskudnie wrobił w tę aferkę, powinno rozwiać dochodzenie wszczęte dzień po meczu przez Główną Komisję Sportu Żużlowego. Sprawa nie jest bagatelna, bo zgodnie z regulaminem GKSŻ za uczestnictwo w zawodach pod wpływem alkoholu zawodnikowi grozi kara finansowa w wysokości 50 tys. złotych oraz zawieszenie od jednego miesiąca do nawet dwóch lat.

Szybkim wyjaśnieniem tej sprawy zainteresowany jest nie tylko Oskar Bober, lecz także jego klub. Motor zapewnił już sobie pierwsze miejsce w I lidze po fazie zasadniczej i ma zagwarantowany udział w play off o awans do ekstraklasy. Ponieważ jednak GKSŻ zawiesiła Bobera do czasu zakończenia śledztwa (ma na to maksymalnie dwa miesiące), lubelski klub ma teraz problem z obsadą młodzieżowców, bowiem niedawno kontuzji doznał inny junior Emil Peroń, a Kacper Gosik nie ma skończonych 16 lat i nie może startować w meczach ligowych, zaś Eryk Borczuch i Maciej Kuromonow zostali wypożyczeni do Orła Łódź. Z powodu zawieszenia Bobera zaplanowane na najbliższą niedzielę wyjazdowe spotkanie z Orłem Łódź lublinianie być może oddadzą walkowerem, bo może wystąpić problem z obowiązkowym wystawieniem w składzie czterech Polaków.

W tej chwili trener Motoru Dariusz Śledź ma do dyspozycji jedynie Dawida i Wiktora Lampartów oraz Pawła Miesiąca, albowiem kapitan drużyny Daniel Jeleniewski ma złamaną nogę i w tym sezonie już nie wystąpi. Zawieszenie Bobera komplikuje też udział Motoru w kolejnych rundach Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów, które od wtorku do czwartku mają się odbyć w Tarnowie i Lublinie.

 

Łódź funduje stadion prywatnemu klubowi

Żużlowcy Orła Łódź zajmują przedostatnie miejsce w I lidze, ale już w najbliższą niedzielę będą mogli pościgać się na nowym stadionie. Władze Łodzi w swoich inwestycyjnych planach nie kierują się kryteriami sportowymi.

 

Piłkarski stadion Widzewa rozpoczęto budować już po tym, jak zdegradowany z ekstraklasy klub upadł i został reaktywowany pod nowym szyldem jako klub IV-ligowy. Dzisiaj zespół Widzewa gra w II lidze (trzeci poziom piłkarskich rozgrywek w Polsce) i w miniony weekend mógł się pochwalić najliczniejsza widownią w kraju, lepsza od tej, jaką zanotowano na meczach Lotto Ekstraklasy. W żużlu Orzeł Łódź pod względem sportowym w podobnie katastrofalnej sytuacji nie jest, ale od chwili założenia w 2005 roku nie wybił się w żużlowych rozgrywkach powyżej I ligi i wciąż jedynie marzy o ściganiu się w ekstralidze. Mimo to, choć klub jest prywatną własnością miejscowego biznesmena Witolda Skrzydlewskiego, władze miejskie znalazły w dziurawym budżecie blisko 50 mln złotych na zbudowanie dla tej przeciętnej pod względem sportowym drużyny stadionu z krytymi trybunami na 10 tysięcy miejsc.

Jego budowa rozpoczęła się w 2016 roku. Według planów obiekt miał kosztować 43,8 mln złotych, a jego oddanie do użytku wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Realizujące inwestycję konsorcjum budowlane nie dotrzymało jednak ani tego terminu, ani kilku kolejnych. Z tego powodu żużlowcy Orła całą pierwszą rundę obecnych rozgrywek 1. ligi musieli jeździć na wyjazdach, ale przynajmniej mieli dobre alibi dla słabych wyników. Z siedmiu spotkań wygrali tylko jedno, jedno zremisowali, a wpięciu meczach doznali porażek. Na półmetku sezonu zasadniczego z trzema zdobytymi punktami zajmują przedostatnie miejsce w tabeli.

W niedzielę 29 lipca łodzianie mają zmierzyć się już na nowym stadionie z ekipą Wybrzeża Gdańsk. Z tego powodu od blisko miesiąca na budowie motoareny trwał wyścig z czasem. W pracach wykończeniowych pomagali nawet wolontariusze rekrutowani spośród kibiców. Sam tor jest już od dawna gotowy i przetestowany. Ponoć spełnia wszystkie wymogi i można na nim rozgrywać zawody. Gorzej sytuacja wygląda z trybunami i zapleczem, ale wygląda na to, że mimo niedoróbek do meczu jednak dojdzie. Nasze żużlowe środowisko z entuzjazmem wita nową „świątynię czarnego sportu” i wyraża przekonanie, że Orzeł już wkrótce zawita do ekstraligi. Zobaczymy..