Bigos tygodniowy

„Popieram profanacje. Dopierdalajcie katolikom, dopierdalajcie nacjonalistom, dopierdalajcie biało-czerwonym” – napisał Jerzy Urban. Mocne? Tak, mocne, ale polaryzacja społeczeństwa jest tak głęboka, że może tylko takie credo nas otrzeźwi. Nie wiem jak inni, ale Bigos tygodniowy podpisuje się pod tymi słowami.


Jarosław Kaczyński tysiące razy był nazwany przez swoich oponentów dyktatorem, wielokrotnie także na tych łamach. Jako wojowniczy wódz PiS, przez lata wypowiadał wojny i atakował liczne osoby, środowiska polityczne i społeczne czy grupy zawodowe, od sędziów po LGBT. Z większym lub mniejszym skutkiem. Teraz ma jednak okazję wydać i wygrać wojnę w prawdziwie dobrej sprawie, wojnę, którą już kilkakrotnie zapowiadał, ale się z niej wycofał. Mam na myśli wojnę z nieliczną, ale silną grupą reprezentantów branży futrzarskiej, którzy założyli w Polsce prawdziwy, okrutny, koncentracyjny obóz zagłady dla zwierząt, tzw. futerkowych. Ci „przedsiębiorcy”, czerpiący z tego procederu krwawe zyski, mają możnego protektora, toruńskiego Rydzyka. Jarosław Kaczyński, człowiek generalnie niedobry i agresywny, ma jeden powszechnie znany, pozytywny rys – szczerze serdeczny stosunek do zwierząt, nie tylko futerkowych. Widać, że ma wolę poprawić ich los, forsując gotowy już od lat projekt ustawy, która może w tym pomóc na wielu polach, m.in. przez likwidację koncentracyjnych obozów zagłady zwanych fermami hodowlanymi zwierząt futerkowych. Silny opór grupy „hodowców” objawił się już w chwilę po ponownym wyrażeniu przez prezesa PiS woli, by ustawa była procedowana. Jarosław Kaczyński, który tyle razy brutalnie atakował słabszych na ogół od siebie przeciwników, ma teraz okazję, żeby pokazać, że faktycznie nie pęka i los bezbronnych braci mniejszych leży mu na sercu. W każdym bądź razie Bigos tygodniowy popiera tę inicjatywę ustawodawczą i będzie śledził uważnie przebieg procesu legislacyjnego, oby zakończonego uchwaleniem ustawy, która poprawi los zwierząt w Polsce. Nawiasem mówiąc, oczywistym jest, że zanim ustawa firmowana przez Jarosława Kaczyńskiego wejdzie w życie, rząd Mateo już teraz, natychmiast, powinien pracować nad formami wsparcia finansowego nie tylko dla właścicieli ferm, ale także licznego grona zatrudnionych tam pracowników.


Odnoszę się do kapitalnego artykułu Andrzeja Ciążeli („Białoruska paranoja”, Trybuna, nr 177-178/2020), by podkreślić jego trafność i wagę, a także zadeklarować zgodność z poglądami Autora. Odnosząc się do postawy części Lewicy, napisał: „Nieszczęście zaczyna się w momencie, gdy obrońcy demokracji na Białorusi przestają sobie zdawać sprawę z własnej kondycji. Żyjąc w kraju, w którym wybory były w sposób oczywisty sfałszowane wskutek włączenia upolitycznionych mediów państwowych w kampanię na rzecz partii rządzącej oraz wykorzystania w tym samym celu środków budżetowych i przywilejów władzy, trzeba mieć duże poczucie humoru, albo też wielkie zasoby bezkrytycznego samouwielbienia, żeby walczyć o demokrację na Białorusi, jak by się żyło w jakimś kraju demokratycznym i wolnym”. I dalej dodaje trafnie, że żyjemy „w kraju będącym dyktaturą analogiczną do łukaszenkowskiej, tylko znacznie młodszą i będącą w fazie miesiąca miodowego opartego na 500 plusie”. Bardzo słusznie też publicysta sugeruje wspomnianym ludziom Lewicy, by „przestali zajmować się sprawami Weltpolitik i zajęli walką z własną dyktaturą”, bo tym sposobem Lewica, przekonana w dobrej zapewne wierze, że walczy o demokrację na Białorusi, robi to „wspierając dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego angażującą się w obronę tamtejszej demokracji”. Wiem, że trudno będzie publicyście przebić się do świadomości adresatów jego tekstu w kraju, w którym łatwo o idealistyczne złudzenia, w kraju gdzie powstało zawołanie „za waszą wolność i naszą”, ale tym bardziej chciałem przywołać co celniejsze oceny (jest ich oczywiście znacznie więcej) z tekstu, którego lekturę gorąco polecam. Policyjny, łukaszenkowski charakter obecnej władzy widać było nawet w poniedziałek pod siedzibą URM. Ledwo ustawiła się tam nieliczna grupka protestujących niewidomych – już kilku funkcjonariuszy siedziało im na karku. Po jakiego grzyba? Nawet pokojowo poprotestować nie można w spokoju.


Profesor Marcin Matczak, wybitny prawnik o wielkim autorytecie stwierdził: „Zasada wolności słowa nie pozwala karać za umieszczenie szalika czy tęczowej flagi na figurze. To komunikat symboliczny, a nie zniewaga”. Bigos tygodniowy w oparciu o swoje doświadczenie życiowe, intuicję i zdrowy rozsądek też tak uważał i uważa. Więcej ma nadzieję, że ten pogląd podzielą orzekające w licznych sprawach „ o znieważenie pomników” sądy powszechne.


Po kolejnych orzeczeniach sądów uchylających uchwały miast i gmin anty-LGBT Ziobro Zbigniew kontratakuje, wnioskując o kasacje, a rozeźlone tymi wyrokami PiS szykuje się do uderzenia w sądy administracyjne.


Jeszcze słowo o pandemii COVID-19…Rządzący, w ślad za ekspertami, zaczęli zachęcać rodaków do szczepień przeciwko grypie, której sezon nieuchronnie nadchodzi. Jestem w grupie osób, które uznały, że faktycznie w tym roku to bardzo, ale to bardzo dobry pomysł. Nie wiem jak Mateo i jego ferajna, ale zwykli obywatele mają trudności z nabyciem szczepionki i nie pomagają rajdy po aptekach, zapisy w nieformalnych kolejach zakupowych. Szczepionki trafiają do aptek nomen omen w aptekarskich ilościach i wieść gminna niesie, że na razie ich nie będzie, może kiedyś. Zatem, może minister zdrowia stanie w prawdzie (i w telewizorze) i powie nam szarakom, zwykłym obywatelom, kiedy będą mogli nabyć ten deficytowy towar.


Jesień za pasem, jesień smutna nie tylko dlatego, że zagraża nam Covid-19. Jak wynika z dostępnych informacji, ruszają zwolnienia pracowników różnych branż, będące pokłosiem pandemii. W administracji pracę ma stracić co 5 urzędnik. Nie trzeba być jasnowidzem, aby wiedzieć, że na pierwszy ogień pójdą kobiety z uprawnieniami emerytalnymi(60+), zdumione wyliczoną wysokością świadczenia i mężczyźni z uprawnieniami emerytalnymi (65+). Nie ulega wątpliwości, że osoby z uprawnieniami emerytalnymi są nie tylko doświadczonymi pracownikami, ale też w pełni dyspozycyjnymi. Jaki jest zatem cel, jeśli takie osoby chcą pracować, wypychania ich z rynku pracy? Naprawdę, tego nie wie nikt.


Mimo pierwotnego umorzenia sprawy przez prokuraturę, wznowiono, znów z poduszczenia Ordo Iuris, szykany w stosunku do studentów Uniwersytetu Śląskiego, którzy sprzeciwili się niejakiej pani Budzyńskiej, która zamiast referować na wykładach treści naukowe, wygłaszała brednie inspirowane katolickim fundamentalizmem. Z tym, że oni złożyli na nią skargę w ramach uczelni, a sami są ścigani z kodeksu karnego.