Katolickie palenie książek

Koszalińska fundacja „SMS z Nieba” zamieściła na Facebooku zdjęcia z wydarzenia, podczas którego spalono stos książek, między innymi z cyklu „Harry’ego Pottera”. Administratorzy strony uzasadnili akt spalenia książek cytatami z Biblii. „Duża liczba uprawiających magię przynosiła swe księgi i paliła je wobec wszystkich” – napisali nad zdjęciami spalonych książek.

Po umieszczeniu wpisu, wielu komentatorów z oburzeniem zareagowało na akcję fundacji. Inicjatywa koszalińskich duchownych spotkała się z zaskakującą wyrozumiałością, a wręcz poparciem części kleru i katolickiej prawicy. W wywiadzie dla bliskiego rządowi portalu wpolityce.pl ksiądz Wojciech Parfianowicz pozytywnie ocenił sens akcji. „Według mnie intencje były dobre, kapłan chciał zwrócić uwagę na to, że magia i okultyzm są szkodliwe dla człowieka” – podkreślił.
Również proboszcz parafii, w której doszło do spalenia książek, ksiądz Jan Kucharski przychylnie odniósł do spalenia książek w obecności dzieci. W wywiadzie dla portalu natemat.pl Kucharski tłumaczył, że „w Dziejach Apostolskich jest napisane, że ludzie składali magiczne przedmioty i wszystko było niszczone. (…) My wiemy co szkodzi, wiemy co nie jest dobre dla wierzących i dlatego taka forma tego wydarzenia, powiedziałbym nawet, że ewangeliczna. Owszem dla jednych może być szokująca, ale ludzie, którzy mają bożego ducha – zrozumieją to”. Jeszcze jaśniej motywy działań stowarzyszenia Kucharski wyjaśnił w komentarzu dla „Gazety Wyborczej”: „Wierni trochę tego poznosili i trzeba było zutylizować”.

Również „Fronda” znalazła usprawiedliwienie dla akcji koszalińskiej fundacji. „Argumentacja na podstawie dosłownych nakazów starotestamentalnych nie może być, naturalnie, uznawana za wystarczającą. Natomiast sam pomysł palenia szkodliwych książek z jednej strony można uznać za ciekawy. To swoisty apel do rodziców, by potraktowali poważnie kościelne ostrzeżenia przed niewłaściwymi lekturami” – czytamy w komentarzu portalu.

Najdalej poszła jednak redakcja opiniotwórczego portalu Polonia Christiana, która umieściła na swoim portalu artykuł o wdzięcznym tytule „Gdańsk: księża spalili ezoteryczne książki i amulety. Lewackie media wpadły w amok”. Zdaniem redakcji „dobór książek i przedmiotów, które uznano za niebezpieczne dla duszy i spalono, może być przedmiotem dyskusji. Bez wątpienia jednak głos kapłana w tej sprawie powinien być dla katolików istotniejszy niż opinie internautów oraz redaktorów „Wyborczej”, naTemat czy Tok FM”. Autorzy tekstu pochwalili akcję koszalińskiej fundacji, porównując ją do… „Indeksu Ksiąg Zakazanych”. „Kościół natomiast – o czym zapominają lub nie chcą pamiętać postępowe redakcje – nie kieruje się w swoich działaniach i nauczaniu niechęcią i wrogością, a miłością. To z niej wynika troska o zbawienie każdego człowieka. Taka jest chociażby geneza oburzającego środowiska lewicowe „Indeksu Ksiąg Zakazanych”” – piszą autorzy tekstu, następnie poświęcając kilka akapitów na ukazanie pozytywnej roli katolickiej cenzury.

Z tej perspektywy działania fundacji „SMS z Nieba” dobrze wpisują się w historię Kościoła. „Widać więc wyraźnie, że pomimo pewnych zmian Kościół cały czas – wypełniając swój Urząd Nauczycielski – ostrzega wiernych przed zgubnymi ideologiami i groźnymi treściami. Skoro zaś duchowni, w tym egzorcyści, ostrzegają przed złym wpływem na dusze pewnych książek i przedmiotów, to działania jakie miały miejsce po niedzielnej Mszy Świętej w parafii NMP Matki Kościoła i Św. Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku stają się zrozumiałe” – konkludują swój tekst redaktorzy portalu.

Autorom wszystkich powyższych tekstów można tylko przytaknąć: mają rację, że Kościół był i jest instytucją zamordystyczną, narzucającą cenzurę. Natomiast warto zadać sobie pytanie, dlaczego państwo wciąż nie stawia oporu kościelnemu bezprawiu, samowoli i przywilejom.

Bigos tygodniowy

Pierwszy Podejrzany Rzeczypospolitej Jarosław Kaczyński już dwukrotnie nie odebrał awizo pisma wzywającego go do zapłaty 50 tysięcy złotych na rzecz Geralda Birgfellnera. Poza tym Jarosław Kaczyński wygłosił w Gdańsku przemówienie o wolności. Przypomina to drwiny rosyjskich inteligentów z cara, gdy w 1864 roku wydał ukaz o uwłaszczeniu chłopów. „Car kazał być wolnym, więc trzeba być wolnym” – podkpiwali sobie rosyjscy inteligenci.
*****
Niektóre zapisy określanej potocznie jako „Acta 2” dyrektywy unijnej dotyczącej m.in. praw autorskich w sieci mogą w pewnych fragmentach budzić wątpliwości jednak agresywny atak PiS na „cenzurę w internecie” ma tak naprawdę tylko jeden powód: chodzi o nieskrępowaną swobodę działalności skrajnie prawicowych i propisowskich trolli, którzy za pieniądze, na skalę przemysłową szerzą nienawiść i nabijają – przynajmniej do tej pory – wyborców PiS-owi.
*****
„Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent tylko d…” – za taki wierszyk pomieszczony na tabliczce postawionej na trasie przejazdu Adriana do obozu harcerskiego pewien młody człowiek ma w Szczecinie proces o publiczne znieważenie … Głowy Państwa. Czy to Głowa czy nie Głowa, to jest do rozważenia. Jan Onufry Zagłoba rzekł kiedyś: „Jakaś głowa kiepska, musi być z Witebska”. Jednak czy ta „d…” rzeczywiście odnosi się do Głowy? Przecież tam nie padło ani nazwisko, ani nie wiadomo, czy o „tego” prezydenta akurat chodzi. I czy ta „d…” do Głowy się odnosi, czy może jest samoistna? Bo Głowa to rzeczywiście nie „d…”. Adwokat oskarżonego i biegli z zakresu językoznawstwa mają w tej sprawie szerokie pole do popisu.
*****
Pożal się Boże minister (łech, łech) kultury oburza się na prowokacyjny (kontakty seksualne LGBT) temat dyskusji zaplanowanej na 2 kwietnia w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Powód: to rocznica śmierci JP2. Idąc konsekwentnie tropem tego oburzenia, każdego 2 kwietnia należałoby zakazać wszelkich wesołych i erotycznych filmów oraz przedstawień teatralnych, pozamałżeńskich i jednopłciowych stosunków seksualnych. Panie ministrze, proszę dalej kombinować… Faktem jest natomiast, że słowo „solidarność” nabiera coraz szerszych kontekstów….
*****
Zarząd Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie domagał się (bezskutecznie) zwrotu rzeźby „Przyjaciele” Aliny Szapocznikow. Socrealistyczna rzeźba z 1954 roku znalazła się w rękach prywatnych po tym, gdy w 1992 roku, niejaki Waldemar Sawicki, ówczesny dyrektor PKiN, bezmyślny wandal i skrajny ignorant, jak wynika z jego czynu, nakazał to dzieło sztuki wybitnej artystki wyrzucić na złom, a wcześniej „okaleczyć” odrywając ręce figurom. W ramach rozliczenia za usługę wyniesienia rzeźby z budynku, Sawicki przekazał rzeźbę w darze właścicielowi firmy, która wyniesienia dokonała. Zarząd PKiN chciał nasłać organy ścigania oraz konserwatora zabytków na „Desę-Unicum”, która wystawiła „Przyjaciół” na aukcję, ale sąd mu to uniemożliwił. A może Zarząd zechciałby mieć pretensje do rzeczonego wandala, który kazał wyrzucić rzeźbę na złom? Może to wandal Waldemar Sawicki, jako główny winowajca, powinien odkupić rzeźbę i zwrócić ją PKiN?
*****
Bracia Karnowscy to naprawdę dzieciuchy nieopierzone. Po tym, jak nie udało im się nabyć Radia Zet, co próbowali uczynić zasobami ich spółki „Fratria”, Michał wytłumaczył publiczności zebranej w „Klubie Ronina” dlaczego wcale go to niepowodzenie nie zmartwiło. Otóż stwierdził, że i tak nie potrafiłby prowadzić radia muzycznego, bo mu słoń nadepnął na ucho i nie ma za grosz słuchu muzycznego. Zupełnie jak ten bohater jednej z komedii Barei, który opowiadał, że nie udało mu się w drodze do pracy wsiąść do autobusu, „ale i tak miał dobrze, bo był zapchany i się nie zatrzymał”.
*****
Na wniosek pseudozwiązkowców Stoczni Gdańskiej spod znaku Karola Guzikiewicza wojewoda zarezerwował, na ich całodniowy wyłączny użytek na dzień 4 czerwca, plac „Solidarności” w Gdańsku, kwalifikując ich imprezę jako „cykliczną”. To może lepiej od razu odgrodzić ten plac do stałego użytku popleczników PiS i nazwać go placem Guzikiewicza?
*****
A w Gdańsku jeszcze inne ciekawe wydarzenie. Pewien ksiądz dokonał spalenia „złych”, „bezbożnych” książek oraz rozmaitych złych czarodziejskich amuletów. Czynienie analogii do palenia książek przez hitlerowców jest tu zbyt banalne. Trafniejsza wydaje się być analogia do palenia książek kacerzy przez kata przed spaleniem kacerzy. Jednak ten sam gest uczyniony – powiedzmy – trzysta lat temu był tragedią, powtórzony dziś, jest katolicką farsą. Ten ksiądz, nie wiedząc o tym, przyspiesza, w swojej mikroskopowej skali, nadejście epoki wolności od religii w Polsce. Tym bardziej, że badania wskazują, iż większość obywateli polskich chce świeckiego państwa.
*****
Z kolei na Jasną Górę w świętym mieście Częstochowie przybyli, pod okienko Najświętszej Panienki, nie ułani, lecz tzw. „narodowcy”. Przemówił do nich ksiądz Henryk Grządko i powiedział, że „warto być w środowisku narodowym, by bardziej kochać’. Tak posileni Błękitnym Chlebem Miłości „narodowcy” wyszli z kościoła z transparentami: „Znajdzie się kij na lewaka ryj” czy „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”.
*****
Gerald Birgfellner pożalił się w obszernym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że Jarosław Kaczyński go oszukał. Phi! Kaczor oszukuje i manipuluje milionami ludzi w Polsce, więc oszukanie skromnego cudzoziemca i powinowatego to dla niego pikuś. A swoją drogą, nie wyszło Birgfellnerowi to „powinowactwo z wyboru”.
*****
Na Ukrainie do drugiej tury wyborów wszedł komik Wołodymyr Zełenski. W Polsce już od kilku lat rządzi ktoś, kogo pewne podobieństwo psychofizyczne łączy z niezapomnianym Louisem de Funes.