Snowden nie dostanie azylu

W dzień światowej premiery książki znanego sygnalisty Edwarda Snowdena „Pamięć nieulotna” francuskie ministerstwo spraw zagranicznych dało do zrozumienia, że prośba Amerykanina o azyl polityczny nie zostanie rozpatrzona pozytywnie. Francuzi boją się zepsuć sobie stosunki z imperium amerykańskim. Tymczasem administracja Trumpa robi wszystko, by przeszkodzić sprzedaży jego książki, gdyż jej treść nie została zatwierdzona przez amerykańską bezpiekę.

Projekt Edwarda Snowdena, któremu kończy się prawo pobytu w Rosji, by dostać azyl w „demokratycznej Francji”, rozwiał się dużo szybciej, niż się spodziewano. Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian udzielił wywiadu kanałowi telewizyjnemu Cnews, w którym jego odpowiedź była jednoznaczna: „Zwrócił się on o azyl u nas w 2013 r., jak w innych krajach. Wtedy Francja uznała, że nie byłoby to właściwe i nie widzę, by dziś coś się zmieniło z politycznego i prawnego punktu widzenia”.
Podobnie jak w wielu krajach (w tym w Polsce), we Francji ukazała się właśnie książka „sumienia internetu”, jak często określa się Snowdena, który ujawnił bezprawne działania podsłuchowe rządu amerykańskiego nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie. Administracja Trumpa zwróciła się do sądu, by pozbawić wydawcę Pamięci nieulotnej (Macmillan) całości zysków z jej sprzedaży tak, by żadne pieniądze nie trafiły ani do niego, ani do autora, lecz do kasy państwowej. Ma to być środek na powstrzymanie jej dystrybucji, jak też uniemożliwienie Snowdenowi przyszłego, publicznego wypowiadania się na tematy związane z CIA i NSA.
Jego adwokat argumentuje, że książka nie zawiera żadnych nowych rewelacji, lecz według CIA pozostaje „niebezpieczna”. Niezależnie od tego, co postanowi amerykański sąd cywilny, Amerykanie nie wykluczają podjęcia podobnych działań wobec wydawców w 20 krajach, w których książka się ukazała. Ma to się stać drogą poleceń z ambasad amerykańskich wydanych rządom lub – w razie konieczności – bezpośrednich działań prawnych przeciw wydawcom. Jak dotąd, wszystkie polecenia amerykańskie w sprawie sygnalisty były skrupulatnie przestrzegane przez państwa satelickie imperium.
Amerykański Departament Sprawiedliwości (DoJ) wydał komunikat, w którym obwieszcza, iż Edward Snowden, były pracownik Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, który ujawnił gigantyczny system inwigilacji obywateli USA przez służby wywiadowcze tego państwa, ma odpowiadać przed sądem w trybie pozwu cywilnego.
Według prawników DoJ, pozew cywilny jest ze wszech miar uzasadniony. Jako pracownik NSA Snowden podpisał umowy (zarówno z NSA jak i z CIA) zawierające specjalne klauzule dotyczące powierzania mu poufnych informacji. Jego książka ma być świadectwem złamania tych porozumień. Prawnicy DoJ argumentują także, iż Snowden powinien był przedłożyć treść książki do uzgodnienia z CIA i NSA. Amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości będzie też zabiegło o wstrzymanie publikacji, ale raczej na niewiele się to zda zważywszy, że pamiętniki te ukazały się jednocześnie w 20 krajach świata.
Przypomnijmy najważniejsze działania Edwarda Snowdena.
Ujawnił informacje o programie PRISM, dzięki któremu amerykańskie służby mogą masowo podsłuchiwać dowolne rozmowy prowadzone poprzez telefon czy komunikator internetowy. PRISM umożliwia też NSA przeglądanie poczty elektronicznej, daje dostęp do czatów i wideoczatów oraz informacji zamieszczonych w mediach społecznościowych. W programie PRISM biorą udział Microsoft (Hotmail), Google (Gmail), Yahoo!, Facebook, YouTube, Skype, AOL, Apple Inc. i Paltalk.
Snowden przekazał dziennikarzom kopię tajnego postanowienia sądu z 25 kwietnia 2013 r., zgodnie z którym jeden z głównych amerykańskich operatorów sieci telefonii komórkowej Verizon jest zobowiązany codziennie przekazywać NSA metadane dotyczące wszystkich rozmów, zarówno wewnątrzkrajowych, jak też i międzynarodowych, zawierające numery telefoniczne dzwoniącego i przyjmującego rozmowę, datę i godzinę oraz długość rozmowy jak również lokalizację, w której znajdowała się osoba dzwoniąca.
Opinia publiczna dowiedziała się, że służby Stanów Zjednoczonych szpiegowały instytucje Unii Europejskiej i ponad 30 czołowych polityków na świecie. Podsłuchiwany był m.in. telefon komórkowy kanclerz RFN Angeli Merkel.
Po ujawnieniu w 2013 r. informacji o inwigilacji prowadzonej przez NSA Snowden uciekł z kraju, został oskarżony w USA o szpiegostwo i schronił się w Rosji, gdzie uzyskał prawo pobytu.

Snowden: strach, rany boskie, strach

W 20 krajach, w tym w Polsce, ukazała się książka Edwarda Snowdena „Permanent Record” (u nas wydana pod tytułem „Pamięć nieulotna”).

Jeden z najbardziej znanych sygnalistów na świecie, podobnie jak Julian Assange z WikiLeaks, pozostaje ścigany przez imperium amerykańskie, gdzie grozi mu kara śmierci za „szpiegostwo”. Jedni go zapamiętają z ujawnienia bezprawnych podsłuchów obywateli prowadzonych przez amerykańskie i brytyjskie agencje wywiadowcze, inni z rady, by wyłączone telefony komórkowe zamykać w zamrażalniku lodówki, jeśli chce się tych podsłuchów uniknąć. Wiele państw zawdzięcza mu ochronę przed imperialnym śledzeniem rządów, ale właściwie wszystkie odmawiają mu azylu ze strachu przed imperialnym gniewem.
Historia ucieczki Snowdena to historia pewnego moralnego kontrastu: grupka uchodźców ze Sri Lanki dała mu azyl, ale nie zdecydowało się na to żadne z państw „demokratycznych”. Gdy były pracownik CIA i NSA w czerwcu 2013 r. uciekał do Hongkongu ze swymi czterema laptopami, by udostępnić tam międzynarodowym mediom dowody na amerykański totalitaryzm, uważano go za bohatera. Największe tytuły, dopóki nie zamknięto im ust, publikowały rewelacje na temat skandalicznego postępowania imperium amerykańskiego nie tylko wobec swych własnych obywateli, ale i cudzych rządów. Przez dwa tygodnie nikt nie wiedział, gdzie on jest, zanim nie wsiadł do samolotu do Moskwy, skąd miał lecieć dalej. Nie poleciał, bo zapanował ogólnoświatowy strach.
Jego adwokat z Honkongu wpadł na pomysł, by ukryć go tam, gdzie nikt się nie mógł tego spodziewać: w malutkim mieszkaniu uchodźców ze Sri Lanki i Filipin, którym pomagał załatwić prawo pobytu. Ci ludzie, gdyby poszli na policję, dostaliby więcej niż mogli kiedyś sobie wyobrazić: duże pieniądze i wymarzone prawo pobytu. Wiedzieli o tym, ale nie zdradzili. Dwoje z nich dostało w końcu (w tym roku) azyl w Kanadzie, ale rodziny są rozdzielone, a ci, którzy pozostali w Hongkongu, cierpią prześladowania: od 2016 r., kiedy Oliver Stone nakręcił swego Snowdena, są regularnie aresztowani, przesłuchiwani, pod groźbą deportacji do swych krajów, gdzie grozi im śmierć. A jednak nie żałują, wiedzą, co znaczy ściganie przez brutalne państwo.
Snowden w tym czasie złożył wnioski o azyl w prawie 30 krajach, od Francji i Niemiec po Indie i Brazylię. Wszędzie powiedziano mu „niet”, oprócz Rosji, gdzie dostał prawo tymczasowego pobytu, do przyszłego roku. Zaczął więc szukać innego miejsca na ziemi. W tym tygodniu udzielił wywiadu francuskiemu radiu publicznemu France Inter, w którym ponownie wyraził chęć osiedlenia się we Francji. W 2013 r. prezydent Hollande, neoliberalny „socjalista”, nie chciał sobie psuć stosunków z imperium, odmówił. Czy Emmanuel Macron się zgodzi? Od kiedy prezydent Trump zaczął nazywać go na Twitterze „głupkiem”, Macron zaczął demonstrować coś w rodzaju niezależności. Zawiedziona miłość francuskiego prezydenta do Trumpa byłaby więc szansą Snowdena. Ale USA mają tyle narzędzi nacisku politycznego, że wielu obserwatorów widzi to sceptycznie.
„To kwestia nie tylko Francji, ale całego świata zachodniego, systemu, w którym żyjemy. Nie ma nic wrogiego w ochronie sygnalistów. Przyjęcie kogoś takiego jak ja nie oznacza od razu ataku na Stany Zjednoczone” – przekonywał Snowden w radiu, ale raczej nie rozproszył politycznego strachu. Pałac Elizejski odpowiedział milczeniem, może się zastanawia? „Nikt nie chce, by Francja stała się taka jak kraje, których się nie lubi. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że jedynym miejscem, gdzie amerykański sygnalista może swobodnie rozmawiać jest Rosja, a nie Europa” – mówił Snowden w wywiadzie, który w całości zostanie nadany jutro. Czy czeka go rozczarowanie? Reżim Macrona nie jest mniej opresyjny od innych, a i gdzie indziej wszyscy się boją, choćby przyznawali sygnaliście pełną rację i wyrażali wdzięczność. Na naszej planecie panuje strach, który trudno będzie przezwyciężyć.