O sprawiedliwości społecznej

W sieci, w prasie i tygodnikach jest wiele tekstów (niektóre nawet poważne) mówiących o potrzebie pracy organicznej, pracy u podstaw, która, dobrze wykonana, mogłaby przynieść sukces i przerwać proces budowy autorytarnego systemu rządów w Polsce.

To dobrze. Trzeba, ogarnąć się po wyborach, w których policzyliśmy się – jest nas dokładnie pół na pół.

Wybory prezydenta to wybory, w których zwycięzca bierze jednak wszystko, nawet wtedy, gdyby miał tylko o jeden głos więcej od konkurenta. Tu przewaga wynosiła ponad czterysta tysięcy głosów i nawet wiele tysięcy protestów wyborczych w pełni uzasadnionych — nie wystarczy.

Możemy teraz spekulować czy władza uwzględni ten prawie remis i zacznie dostrzegać opozycję, czy wręcz przeciwnie – tym mocniej dokręci śrubę i domknie budowę satrapii. Jak będzie zobaczymy…

Chciałbym, nawiązując do pierwszego zdania, tego o potrzebie pracy organicznej, powiedzieć coś wybiegającego w przyszłość; coś, co może wydać się abstrakcją, pełnym odlotem. Chciałbym mianowicie podać kilka wskaźników i opisać kilka procesów społecznych, których obecność w naszym życiu społecznym pozwoliłaby mi nazwać je opartym o zasadę sprawiedliwości społecznej.

Nie będę przywoływał tekstu obowiązującej Konstytucji, w której zasada ta jest zapisana wprost w jednym z pierwszych artykułów. To, że zapisaliśmy ją w Konstytucji — nie oznacza, że stosujemy ją w praktyce rządzenia i to niezależnie do tego, kto w danym momencie rządzi.

Tak się mi ułożyło, że byłem jednym z 560 parlamentarzystów głosujących przyjęcie tej Konstytucji – ja głosowałem „za”, pamiętam też kto głosował „przeciw”.

Skoro tak — to zrozumiałe jest, że jestem szczególnie wyczulony na nieobecność w praktyce życia społecznego zasady sprawiedliwości społecznej.

No to teraz do konkretów!

Z morza spraw i problemów, w których możemy śledzić i analizować jak funkcjonuje w nich zasada społecznej sprawiedliwości, wybierzmy przykładowo prawo do zdrowia i życia. To najbardziej fundamentalne prawo. Nie ma nic bardziej podstawowego w piramidzie ludzkich potrzeb niż te dwie wartości.

W Polsce, od czasów Wielkiej Transformacji, ta dziedzina przechodziła różne koleje. Wspólną cechą wszystkich ekip było głębokie niedoinwestowanie opieki zdrowotnej i obiektów służby zdrowia. Wszyscy mamy w pamięci ostatni strajk młodych lekarzy i ich żądanie 6,5% dochodu narodowego na służbę zdrowia, na konieczne podwyżki płac średniego personelu medycznego i młodych lekarzy.

I co?

I nic, wszystko to zostało w sferze planów a w związku z nieuchronnym kryzysem wywołanym światową pandemią – pewnie niezrealizowanych planów.

To ta władza ma ten problem.

Poprzednia władza winna jest wejścia na ścieżkę prywatyzacji służby zdrowia, potraktowania szpitali i innych placówek opieki zdrowotnej jako biznesów, doprowadzenia do tego, że zanikła relacja lekarz – pacjent. Teraz jest lekarz – klient, a to zupełnie co innego.

Prawo do zdrowia i życia w naszym kraju zależy od zasobności portfela. Prywatne pieniądze, kursujące w opiece zdrowotnej, w naturalny sposób wpływają na pogłębianie się różnic w dostępie do specjalistycznych procedur. Skoro jest rynek usług medycznych, to działają bezwzględne prawa rynku – prywatyzacji podlegają te procedury, których wysokość wyceny przez NFZ rokuje zyski dla właścicieli sprywatyzowanych obiektów. Te niedochodowe pozostają w NFZ i znaczy to tylko tyle, że wydłużają się tam kolejki a tym samym i czas oczekiwania na zabiegi ratujące zdrowie a często życie człowieka.

Gdzie w całości systemu opieki zdrowotnej w Polsce jest sprawiedliwość społeczna – ta ogólna zasada naszego ustroju określonego w Konstytucji? Moim zdaniem nie ma jej wcale.

Jeżeli mamy tworzyć alternatywne programy, które spowodują, że nas będzie więcej, to ta sprawa ma numer 1.

Niech drugą sprawą stanie się sprawa dostępności mieszkania dla wchodzących w wiek dorosłości młodych ludzi.

Przez wszystkie potransformacyjne lata wszystkie ekipy „olewały” ten problem. Były albo plany, albo dobre rady wujka Bronka – zmień pracę, weź kredyt, to będziesz miał mieszkanie.

Mieszkanie w Polsce jest towarem. Towarem jednak szczególnym: od dostępności do niego zależy wprost przyszłość polskiego społeczeństwa, jego wielkość i siła. Nawet jeżeli przyjąć tezę, że mieszkanie to towar, to trzeba podkreślić jego szczególną wartość – nie może być tak, że państwo nie zbudowało znaczącego rynku mieszkań na wynajem, tak jak to jest na świecie, tym mądrzejszym od nas. Nie może być tak, że młodzi ludzie, biorąc kredyt, stają się niewolnikami banków na kilka dziesiątków lat, pozostając przez cały ten czas kredytobiorcą, a nie właścicielem mieszkania — bo to bank jest jego właścicielem.

Kto policzył dramaty i tragedie wynikłe z takich stosunków, naprawdę egzystencjalnych, podstawowych, kto policzy samobójstwa i ciężkie choroby uwikłanych w kredyty bankowe młodych ludzi?

Jest tam gdzieś zasada społecznej sprawiedliwości, czy tylko bezwzględna żądza zysku deweloperów, działających na polskim rynku mieszkaniowym?

Czas najwyższy dokonać przeglądu światowych rozwiązań budownictwa mieszkaniowego i zakończyć ten chocholi taniec – to zadanie dla tej myślącej i wrażliwej części sceny politycznej.

I jeszcze jeden problem. Ten związany z systemem edukacji i wychowania młodzieży.

Czy mamy coś więcej niż przesłanie sprzed wieków – „Takie będą Rzeczypospolite, jakie jej młodzieży chowanie”?

Czy ma coś wspólnego z zasadą społecznej sprawiedliwości zapaść w systemie polskiego szkolnictwa? Zapaść, zaczynająca się od tego ile państwo — tak państwo, a nie rynek — płaci nauczycielom w Polsce. Czy może być coś bardziej kompromitującego niż to, co działo się w polskiej szkole za rządów poprzedniej pani minister – obecnie europosłanki – i obecnego ministra oświaty i wychowania?

Opowiadanie o potrzebie reformy programowej jest prawdziwe – najpierw jednak doprowadźmy do tego, aby młodzi ludzie wybierali kierunek studiów przygotowujący do zawodu nauczyciela świadomie – wiedząc, że to jest dobry i dobrze płatny zawód, cieszący się ogromnym szacunkiem.

Pamiętamy definicję państwa policyjnego – państwo policyjne to takie państwo, w którym policjant zarabia więcej niż nauczyciel.

Polska od trzydziestu lat jest państwem policyjnym a mierząc to miarą wysokości zarobków – coraz bardziej państwem policyjnym.

Podałem trzy przykłady – mogę ich podać trzydzieści. Chodzi jednak o to, aby zacząć takie myślenie, które ma oparcie o zasady.

Ja proponuję zasadę sprawiedliwości społecznej.

Mamy ją zapisaną w Konstytucji – chodzi o to, aby była stosowana w praktyce.

Głos lewicy

Co dalej (robić) z lewicą?

 

Jesteśmy tam, gdzie wg Kisielewskiego jedni się mimo wszystko urządzają a nieliczni jednak szukają wyjścia. Polska lewica nawet ta ledwie nominalna ma za sobą błędy, wypaczenia i potknięcia. Ocena przeszłości nie powinna jednak służyć do rozliczeń, tym bardziej personalnych a do unikania tych samych błędów w przyszłości.
Problemy są w zasadzie w każdej z perspektyw, dalszej, ideologicznej i bliższej taktycznej.
O ile powrót do wartości socjaldemokratycznych można zauważyć np. Stanach Zjednoczonych gdzie rozwija się lewe skrzydło Partii Demokratycznej to w Europie, po za może Hiszpanią, lewica jest nadal na równi pochyłej.
W większość krajów Europy partie „starej” są raczej w rozsypce i nic nie wskazuje, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego coś może się poprawić. W Polsce jest cień szansy, że właśnie eurowybory mogą pozwolić lewicy na odbicie się od dna.
Tak się składa, że tylko lewica opowiada się w Polsce konsekwentnie za rozwojem projektu wspólnej Europy. Tylko lewica chciałaby dalszej integracji i wzmocnienia roli instytucji europejskich oraz zakresu współodpowiedzialności Europy nie tylko za polityką zagraniczną i obronną. Konieczna jest zmiana wspólnej polityki gospodarczej, szczególnie wobec globalnego kapitału globalnych firm.
Wyposażenie instytucji europejskich w narzędzia kontroli globalnego kapitału, uczynienie z Unii Europejskiej jednolitego obszaru podatkowego dla działających na tym terenie podmiotów gospodarczych, powinno się spodobać zarówno lewicowym wyborcom jak i prawicowym krytykom globalizacji.
Lewica nie powinna sprzeciwiać się dalszej integracji i współpracy na wszystkich również poza traktatowych płaszczyznach. Powinna również wypracować politykę współpracy ze wszystkimi sąsiadami Unii Europejskiej , włącznie z Rosją i krajami basenu Morza Śródziemnego.
Należąca do Europejskiej Partii Ludowej Platforma Obywatelska czy to sam, czy razem z pożartymi przystawkami, nie jest w stanie zaproponować żadnego nowego rozwiązania czy to w ramach Unii Europejskiej, czy na lokalnym Polskim gruncie. Nie ma żadnych przesłanek programowych, które mogłyby zachęć kogokolwiek, kto wcześniej nie był w PO, do wspólnego startu. Wiedzą o tym również w PSL i raczej nie zdecydują się na koalicję wyborczą, pomimo tego, że i tak należą do tej samej grupy w europarlamencie.
I ile PiS i jemu podobne ugrupowania są reliktami XIX wieku, to PO jest intelektualnie pusta jak wielkanocna pisanka.
Dla wyborów europejskich istotne będą dwie sprawy. Pierwsza to ewentualna zmian linii politycznej w Niemczech, która musi wpłynąć na całe liberalne centrum w Europie. Druga to związanie wyborów Europejskich z sytuacją polityczną wewnątrz poszczególnych krajów Unii. Szczególnie istotne będzie to we Włoszech, Hiszpanii i Francji. We Włoszech i Francji można się spodziewać dalszej dekompozycji sceny politycznej. W Hiszpanii pojawiła się opozycja neofaszystowska na prawo od Partii Ludowej co może wstrząsnąć sceną polityczną bardziej niż powstanie Podemos.
Powołanie nowej komisji europejskiej może okazać się bardzo problematyczne. Zbliżające się wybory europejskie mogą stać politycznym wstrząsem i spowodować kryzys o wiele większy niż Brexit.
Mobilizacja na lewej stronie polskiej polityki jest więc niezwykle ważna nie tylko dla Polski ale i dla całej Europy. Utrzymanie polskiej lewicy w europejskim parlamencie staje się niezwykle ważne. I mogłoby też dać sygnał do powrotu ugrupowania lewicowego do polskiej parlamentu – pisze na swoim blogu „Aristokr’s” Adam Jaśków.

 

 

Doczekaliście się!

 

I żeście się cieszyli jak nakręceni na myśl, że policja rozbije narodowców 11 listopada, żeście postulowali, żeby kiboli lać pałą i poszczuć koniem. Bez pomyślunku, że dzisiaj oni, jutro Wy. Zobaczyliśmy dzisiaj demokratyczne standardy – które wcale nie zaczęły się za PiS: prowadzenie uczestników marszu dla klimatu w kordonie sanitarnym, policyjną inwigilację, prowokacje, bezpodstawne aresztowania, kilkukrotne przeszukiwanie autokarów po drodze. Tak wygląda państwo policyjne, pacyfikacja swobód obywatelskich, kupowanie przez elity bezpieczeństwa pod pretekstem zapewniania go nam i poprzez przekupywanie karierą w służbach mundurowych – komentuje zabezpieczenie COP24 Łukasz Moll.