Głos lewicy

Znak zapytania

Publicysta Piotr Nowak ocenia zarys programu Biedronia:

Miał przyjść nowy Balcerowicz, wolnorynkowa bestia w owczej skórze uśmiechniętego lowelasa. Media zwiastowały nadejście „polskiego Macrona”, a wiadomo co to oznacza w kontekście najnowszych obrazków znad Sekwany. Powiedziałbym, że dawno nikt tak nie przestraszył polskiej lewicy. Ale to nieprawda, bo polska lewica boi się czegoś nieustannie. Ostatnio jednak boi się Roberta Biedronia. Dlaczego? A bo nie dość, że podobno udaje kogoś kim nie jest, to na dodatek chce lewicę pożreć – zabrać jej poparcie. Były prezydent Słupska co prawda w żadnej wypowiedzi lewicowych aspiracji nie zgłaszał, jednak w optyce wielu wyborców za polityka lewicy uchodzi, co jest zjawiskiem wynikającym zapewne z dramatycznej posuchy, jeśli chodzi o rozpoznawalnych i charyzmatycznych liderów.
Tuż przed świętami ekipa Biedronia postanowiła uchylić rąbka tajemnicy. Termin pewnie nieprzypadkowy, bo przy świątecznych spotkaniach temat zapewne nieźle zawirował. Z dziennikarką „GW” Adrianą Rozwadowską porozmawiał Dariusz Standerski, numer dwa w biedroniowej ekipie. Bez zgody tego faceta nie zostanie klepnięty żaden element programu nowej formacji. Standerski to ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, a także członek zarządu Fundacji Kaleckiego – organizacji, która od kilku lat z powodzeniem rozbija w Polsce neoliberalny beton.
Oczywiście, trudno się z nimi zgadzać we wszystkim. Ich podejście do transformacji energetycznej jest dla mnie nie do zaakceptowania.