Ryoyu Kobayashi pierwszy przy kasie

Najwięcej w tym sezonie zarobił triumfator Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi – 228 733 franków szwajcarskich. Kamil Stoch na liście płac FIS z kwotą 144 600 franków jest trzeci.

Za turniej w Norwegii, który odbywał się na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i mamucie w Vikersund (cztery konkursy indywidualne i dwa drużynowe), Japończyk otrzymał nagrodę dodatkową w postaci 60 tysięcy euro. Wcześniej dodatkowym bonusem został nagrodzony za triumf w Turnieju Czterech Skoczni (20 tys. franków szwajcarskich). W rywalizacji PŚ zarobił ponadto 228 733 franków (około 869 tys. złotych). Drugie miejsce na liście płac zajmuje Austriak Stefan Kraft (177 800 franków). Kamil Stoch w 34 konkursach zarobił 144 600 franków (ok. 549 500 zł). Za nim na liście płac plasują się dwaj Polacy – Piotr Żyła (124 350 franków) i Dawid Kubacki (116 300 franków). Czołowa czwórka najlepiej zarabiających zawodników to także najlepsi skoczkowie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Pozostali skoczkowie kadry Stefana Horngachera zarobili już znacznie mniej – Jakub Wolny zainkasował 43 400 franków premii (ok. 165 000 zł), Maciej Kot 6950 franków (ok. 26 500 zł), Stefan Hula 6900 franków (ok. 26 000), a Paweł Wąsek zaledwie 400 franków (ok. 1500 zł).

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym wypłaca premię w wysokości 10 tys. franków szwajcarskich, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej FIS wycenia na 100 franków. Triumf w drużynie to 7500 franków. Nie są to wygórowane stawki w porównaniu choćby z narciarstwem alpejskim. Za każde zwycięstwo na stoku FIS płaci 45 tys. franków szwajcarskich.

 

Stoch goni Kobayashiego

Do mistrzostwa świata coraz bliżej, a rywalizacja skoczków narciarskich w Pucharze Świata nie zwalnia tempa. Po konkursie w Lahti, wygranym drużynowo przez Austriaków, a indywidualnie przez Kamila Stocha, wszystkie ekipy zjadą w najbliższy weekend do niemieckiego Willingen.

Zawody w Willingen będą ostatnim sprawdzianem formy przed rozpoczynającymi się 20 lutego mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym w austriackim Seefeld. Skoczków czeka w Willingen sporo pracy, bo zostaną tam rozegrane dwa konkursy indywidualne oraz konkurs drużynowy. Trener naszej kadry Stefan Horngacher po zawodach w Lahti dokonał jednej zmiany, powołując ponownie Stefana Hulę na miejsce Pawła Wąska. Hula nie startował w Lahti, bo ten doświadczony zawodnik w tym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań i dostał trochę czasu na spokojne potrenowanie w kraju. Po konkursie drużynowym w Lahiti, w którym nasz zespół zajął dopiero czwarte miejsce głównie z winy słabo skaczącego Jakuba Wolnego, Horgacher szuka teraz „czwartego do brydża”. Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła są pewniakami i na nich można liczyć, ale żeby nasz zespół był w stanie powalczyć o miejsce na podium, potrzebny jest czwarty zawodnik skaczący na zbliżonym poziomie.

Austriacki selekcjoner biało-czerwonych będzie musiał postawić na któregoś z trójki Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny.
W Finlandii w niedzielnym konkursie indywidualnym znakomicie spisał się Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wygrał zawody Pucharu Świata po raz drugi z rzędu, a to dobrze wróży przed mistrzostwami w Seefeld. Medale światowego czempionatu to w tej chwili główny cel sportowy Stocha. Na prześcignięcie Ryoyu Kobayashiego w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata ma niewielkie szanse, chociaż zmniejszył do niego stratę punktową. Japończyk prowadzi z dorobkiem 1460 punktów, a drugi w zestawieniu Polak ma na koncie 1029 pkt, czyli o 431 pkt mniej. Teoretycznie przewaga Kobayashiego jest możliwa do odrobienia, bo do końca cyklu zostało jeszcze 12 konkursów, lecz Japończyka musiałby dopaść jakiś totalny kryzys formy. Na razie na to się nie zanosi, chociaż ostatnio już tak nie dominuje na skoczniach jak na początku sezonu. W Lahti przegrał ze Stochem wyraźnie.

W czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata znajdują się trzej polscy skoczkowie. Oprócz drugiego Kamila Stocha jeszcze zajmujący 4. lokatę Piotr Żyła (852 pkt) i 5. w zestawieniu Dawid Kubacki (744 pkt). Trójkę naszych zawodników przedziela trzeci w klasyfikacji Austriak Stefan Kraft (967 pkt), a kolejne miejsca za piątym Kubackim okupują Norweg Robert Johansson (677 pkt), Niemiec Stephan Leyhe (619 pkt), Norweg Johann Andre Forfang (618 pkt), Słoweniec Timi Zajc (603 pkt) i Niemiec Markus Eisenbichler (581 pkt). Z pozostałych polskich skoczków najwyżej jest Jakub Wolny (23), Stefan Hula jest 38., Maciej Kot 45., a Paweł Wąsek 65. W Pucharze Narodów nasza reprezentacja od początku sezonu zajmuje pierwszą lokatę. Po 23 konkursach biało-czerwoni zgromadzili łącznie 3834 pkt. Druga w klasyfikacji ekipa Niemiec ma 3456 pkt, trzecia Japonia 2879 pkt.

 

W drużynie im nie wyszło

Reprezentacja naszych skoczków po raz pierwszy w tym sezonie nie wywalczyła miejsca na podium w konkursie drużynowym Pucharu Świata. W Lahti biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę. Po zwycięstwo sięgnęli Austriacy, a dwa kolejne miejsca zajęli Niemcy i Japończycy.

W Lahti w miniona sobotę odbyły się drużynowe zawody Pucharu Świata, dopiero trzecie w tym sezonie, bo konkurs w Titisee-Neustadt został odwołany. Pierwsze dwie „drużynówki” rozegrano w Polsce – w Wiśle biało-czerwoni wygrali, a w Zakopanem stanęli na najniższym stopniu podium. Do walki na fińskiej skoczni trener Stefan Horngacher zdecydował się posłać kwartet, który wygrał inaugurację w Wiśle, czyli Jakuba Wolnego, Piotra Żyłę, Dawida Kubackiego i Kamila Stocha.

Na półmetku zawodów Polacy zajmowali trzecie miejsce mając 2,7 pkt straty do drugich w rywalizacji Niemców i aż 27,8 pkt do prowadzących po pierwszej serii Austriaków. W naszej ekipie zawalił sprawę Jakub Wolny, który skoczył zaledwie 112 m i zajął w swojej serii dopiero ósmą lokatę. Jego koledzy musieli odrabiać straty. Piotr Żyła uzyskał 120 m i wywindował polski zespół na czwarte miejsce, potem Dawid Kubacki skokiem na odległość 123 m zapewnił biało-czerwonym trzecią lokatę, a skaczący jako ostatni Kamil Stoch pofrunął na 124 metr i utrzymał tą pozycję po pierwszej serii. Niestety, w drugiej próbie Wolny skoczył jeszcze gorzej niż w pierwsze, zaliczając zaledwie 106 m, a jeszcze na do miar złego skaczący w jego grupie Japończyk Yukiya Sato oddał kapitalny skok i poszybował na odległość aż 126 m, co w efekcie zapewniło Japończykom awans na trzecie miejsce kosztem Polaków.

Lokaty biało-czerwonych nie zmieniła się też po niezłym skoku Żyły (125,5 m), ale fenomenalny wyczyn Kubackiego, który uzyskał odległość 131 m, przywrócił naszej ekipie trzecią lokatę. Na zwycięstwo nasza drużyna nie miała już w tym momencie żadnych szans, bo do Niemców i Austriaków miała ponad 14 punktów straty. Ale trzecie miejsce było w zasięgu, w ostatniej kolejce Stoch musiał tylko skoczyć na poziomie lidera Pucharu Świata Ryoyu Kobayashiego. Niestety, liderowi naszej kadry nie udało się obronić miejsca na najniższym stopniu podium – skoczył o sześć metrów bliżej od Kobayashiego i to Japończycy zajęli ostatecznie trzecie miejsce z przewagą 3,8 pkt na Polakami. Konkurs zaś wygrali Austriacy z przewagą 11 pkt nad Niemcami. Nasz zespół utrzymał prowadzenie w Pucharze Narodów z przewagą 314 pkt nad drugą w zestawieniu ekipą Niemiec i 902 „oczek” nad trzecią Japonią.

Niedzielny konkurs indywidualny, do którego zakwalifikowała się cała szóstka naszych skoczków (oprócz czwórki z „drużynówki” jeszcze Maciej Kot i Paweł Wąsek), zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Ostatnia szansa dla Kota

Konkurs drużynowy w sobotę oraz indywidualny w niedzielę – taki plan zajęć czeka kadrę naszych skoczków w najbliższy weekend w Lahti. Biało-czerwoni po znakomitych występach przed tygodniem w Oberstdorfie są faworytami „drużynówki”.

Zwycięstwo Kamila Stocha, drugie i trzecie miejsce Dawida Kubackiego oraz trzy czwarte lokaty Piotra Żyły – to dorobek podopiecznych trenera Stefana Horngachera w Oberstdorfie podczas poprzedniego weekendu. Dzięki tym wynikom biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów. Drugich w klasyfikacji Niemców wyprzedzają aż o 414 punktów. Konkurs drużynowy w Lahti będzie dopiero trzecią „drużynówką” w obecnym sezonie. Nasz zespół wygrał na inaugurację w Wiśle, ale w styczniu w Zakopanem zajął trzecią lokatę, za ekipami Niemiec i Austrii.

W klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata nadal zdecydowanym liderem jest Ryoyu Kobayashi. Japończyk co prawda ostatnio już nie dominuje tak wyraźnie jak na początku sezonu, ale wygrywając w minioną sobotę na mamuciej skoczni w Oberstdorfie pokazał rywalom, że nie zamierza odpuszczać walki o Kryształową Kulę. Po 19 z 28 konkursów 23-letni japoński skoczek ma 451 pkt przewagi nad drugim w klasyfikacji Kamilem Stochem. Trzecią lokatę zajmuje Austriak Stefan Kraft, czwartą Piotr Żyła, a piątą Dawid Kubacki.

Niedzielny triumf Stocha był jego pierwszym w tym sezonie. Na pucharowe zwycięstwo czekał od 25 marca 2018 roku, kiedy najlepszy był w Planicy, również na skoczni mamuciej. Na mniejszym obiekcie ostatnio wygrał 15 marca ubiegłego roku w Trondheim. Trzykrotny mistrz olimpijski w poprzednim sezonie w Lahti nie miał sobie równych, a w konkursie drużynowym Polacy zajęli drugie miejsce za Niemcami. Stoch wygrał tam również w 2014 roku, a dwa lata temu biało-czerwoni zostali w Lahti drużynowymi mistrzami świata.

Trener Horngacher na turnieje w Lahti postanowił przywrócić do kadry Macieja Kota, którego w Oberstdorfie zastąpił 19-letni Paweł Wąsek. Austriacki szkoleniowiec odesłał jednak do kraju weterana naszej ekipy 33-letniego Stefana Hulę, który też przeżywa kryzys formy. W ekipie jest jeszcze 23-letni Jakub Wolny, ale pewnie ostateczny skład na konkurs drużynowy poznamy dopiero po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego.

Program zawodów w Lahti:
Piątek:16:00 – oficjalny trening; 18:00 – kwalifikacje. Sobota: 15:30 – seria próbna, 16:30 – pierwsza seria konkursu drużynowego. Niedziela: 15:15 – seria próbna, 16:15 – pierwsza seria konkursu indywidualnego.

 

Rośnie forma skoczków na mistrzostwa

Postawa biało-czerwonych na mamuciej skoczni w Oberstdorfie pozwala z nadzieją oczekiwać na ich start w zbliżających się mistrzostwach świata w Seefeld. Nasi skoczkowie błysnęli szczególnie w niedzielnym konkursie, który wygrał Kamil Stoch, trzeci był Dawid Kubacki, czwarty Piotr Żyła, a szóste miejsce zajął Jakub Wolny.

Polacy byli w czołówce każdego z trzech konkursów, ale najlepiej wypadli w ostatnim, niedzielnym. Nasza ekipa prowadzona przez trenera Stefana Horngachera jako jedyna w stawce wprowadziła do czołowej dziesiątki aż czterech zawodników. Pozostałe sześć miejsc zajęło dwóch Norwegów (Daniel Andre Tande był piąty, a Johann Andre Forfang ósmy) oraz po jednym zawodniku z Rosji, Japonii, Austrii i Niemiec. Nasi skoczkowie w niedzielnych zawodach zdobyli łącznie 250 punktów do klasyfikacji generalnej. Więcej reprezentanci Polski uzyskali w jednym konkursie tylko sześć lat temu w Engelbergu, gdzie pierwszy był Jan Ziobro, drugi Kamil Stoch, szósty Piotr Żyła, siódmy Klemens Murańka, siedemnasty Dawid Kubacki, a 21. Maciej Kot. Dało im to łącznie 280 punktów.

Stoch goni legendy skoków

Po konkursach w Oberstdorfie biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów, powiększając przewagę nad drugą w zestawieniu reprezentacją Niemiec do 414 punktów. Ich drugie w historii zwycięstwo w rywalizacji drużynowej jest już na wyciągnięcie dłoni. Na trzecim miejscu pozostają Japończycy, których starają się gonić Austriacy.
Cieszy jednak najbardziej indywidualne zwycięstwo Stocha, bo jest on pierwszym polskim skoczkiem, który zwyciężył na mamuciej skoczni w Oberstdorfie. Lider naszej kadry od początku sezonu prezentował wysoką formę, ale zawsze coś mu przeszkadzało w odniesieniu triumfu. Wreszcie w niedzielnym konkursie wszystko wyszło mu niemal idealnie i trzykrotny mistrz olimpijski wreszcie w tym sezonie stanął na najwyższym stopniu podium.

Punkty zdobyte przez Stocha w trzech konkursach w Oberstdorfie zapewniły mu awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej w lotach narciarskich. A niedzielna wygrana była jego 32. w Pucharze Świata i w liczbie zwycięstw nasz zawodnik w klasyfikacji wszech czasów jest już tylko o jeden trium gorszy od legendarnego niemieckiego skoczka Jensa Weissfloga, który ma na koncie 33 wygrane konkursy. Niedzielne zwycięstwo było także 64. pucharowym podium dla Stocha i w zestawieniu uwzględniającym zawodników z największą liczbą miejsc w czołowej trójce zawodów PŚ Polak wyprzedził Austriaka Andreasa Goldbergera oraz Japończyka Noriakiego Kasai. Przed niedzielną rywalizacją cała trójka miała po 63 miejsca na podium, teraz Stoch ma o jedno więcej i w klasyfikacji wszech czasów awansował z dziewiątej na ósmą pozycję.

W tym tygodniu wszystkie ekipy przenoszą się z Niemiec do Finlandii, gdzie w najbliższy weekend odbędą się dwa konkursy w Lahti – w sobotę skoczkowie rywalizować będą w konkursie drużynowym, a w niedzielę w indywidualnym. Trener Horngacher dokonał jednej zmiany w składzie naszej kadry. Odesłał do Polski Stefana Hulę, a w jego miejsce powołał zesłanego wcześniej do kraju na indywidualne treningi Macieja Kota.

Dobra praca się opłaca

W klasyfikacji najlepiej zarabiających skoczków nasi zawodnicy też znajdują się w czołówce. Krezusem w towarzystwie w tym sezonie jest rzecz jasna Japończyk Ryoyu Kobayashi, który po 21 rozegranych konkurach na 35 zaplanowanych w kalendarzu zarobił na premiach 158 233 franków szwajcarskich (ok. 601 tys. złotych). Druga lokatę zajmuje Austriak Stefan Kraft z dorobkiem 116 300 franków szwajcarskich, a trzecią Kamil Stoch, który zarobił do tej pory 104 900 franków (ok. 398 500 zł). Niewiele gorszy od niego jest Piotr Żyła, na którego konto FIS przelał już 97 450 franków. czyli ponad 370 000 złotych. Piąty w zestawieniu jest kolejny Polak, Dawid Kubacki, któremu w tym sezonie przybyło w portfelu 91 700 franków (ok. 348 500 zł). Pozostali nasi skoczkowie też zarobili: Jakub Wolny wywalczył na skoczni 23 400 franków (ok. 89 000 zł), Maciej Kot 6850 (ok. 26 000 zł), a Stefan Hula ok. 20 000 zł).

 

To nie kryzys, tylko wpadka?

W miniony weekend polscy kibice nie doczekali się sukcesu naszych skoczków narciarskich na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce, ale w niedzielnym indywidualnym najlepszy z Polaków Dawid Kubacki był dopiero dwunasty.

To był najgorszy konkurs indywidualny w Zakopanem w wykonaniu polskich skoczków od dziesięciu lat. Zawiedli oczekiwania właściwie wszyscy, także Kubacki, który przecież dzień wcześniej ustanowił nowy rekord Wielkiej Krokwi, ale najbardziej rozczarował swoją postawą lider naszej kadry Kamil Stoch. Trzykrotny złoty medalista olimpijski nie zakwalifikował się nawet do drugiej serii, skacząc ledwie 122,5 metra i po raz pierwszy w obecnym sezonie nie wywalczył punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Zawody przebiegły pod dyktando Stefana Krafta. Austriak w pierwszej serii skoczył 133 metry i miał punkt przewagi nad Japończykiem Yukiyą Sato, który lądował dokładnie w tym samym miejscu. W finałowej rundzie Kraft uzyskał 132,5 m i wygrał pierwszy konkurs PŚ w tym sezonie. Powtórzy tym samym sukces z 2016 roku, kiedy również triumfował na Wielkiej Krokwi. Drugie miejsce zajął Norweg Robert Johansson, a trzeci był Sato. Na siódmej pozycji sklasyfikowany został lider klasyfikacji generalnej Ryoyu Kobayashi, który na półmetku był dopiero 23.

Najlepszy z biało-czerwonych był Kubacki, który w drugiej serii skoczył 130 m i awansował z 16. na 12. pozycję. Siedemnastą lokatę zajął Stefan Hula, 19. Piotr Żyła, 22. Jakub Wolny, 27. Paweł Wąsek, a 30. Maciej Kot. Był to najgorszy występ Polaków w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem od 17 stycznia 2009 roku, kiedy to dwunaste miejsce zajął Adam Małysz, a czternasty był Stoch.

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner nie robi jednak z tego problemu. Jego zdaniem ten słabszy występ to nie jest efekt jakiegoś kryzysu formy, tylko ogromnej presji jakiej ulegają w Zakopanem nasi zawodnicy. Tak bardzo chcą nie zawieść oczekiwań fanów, że tracą na skoczni luz i pewność siebie. Tajner uważa, że w kolejnych konkursach, już poza Polską, znów zaczną skakać na swoim normalnym, czyli wysokim poziomie. Podobnego zdania jest Adam Małysz, pewny formy swoich podopiecznych jest też austriacki trener naszej kadry Stefan Horngacher.

Jak jest naprawdę, przekonamy się już wkrótce. Do rozpoczynających się 19 lutego w austriackim Seefeld mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym czasu coraz mniej. Przypomnijmy, że nasi skoczkowie będą tam bronić złotego medalu w drużynówce wywalczonego dwa lata temu w Lahti, zaś Piotr Żyła trzeciego miejsca w konkursie indywidualnym na dużej skoczni.
Słaby występ w Zakopanem nie zachwiał też pozycjami Polaków w klasyfikacji generalnej PŚ. Prowadzi Ryoyu Kobayashi przed Kamilem Stochem i Piotrem Żyłą, czwarty jest Stefan Kraft, a piąty Dawid Kubacki. W Pucharze Narodów biało-czerwoni są na czele z przewagą 30 punktów na Niemcami i 638 na Japończykami.

 

Zakopane czeka na kolejną fetę

W najbliższy weekend odbędą się zawody PŚ w skokach narciarskich w Zakopanem. Udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów, w tym 12 Polaków: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch, Klemens Murańka, Andrzej Stękała i Przemysław Kantyka.

Rywalizacja na Wielkiej Krokwi w Zakopanem rozpocznie się od piątkowych kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, w którym Polacy będą bronić pierwszego miejsca w klasyfikacji Pucharu Narodów. Warto przypomnieć, że przed rokiem biało-czerwoni triumfowali tu w „drużynówce”. Zakopane to matecznik polskich skoków narciarskich, nie tylko z uwagi na tłumy kibiców obecne na organizowanych tu imprezach, lecz także pod względem liczby zwycięstw. Na Wielkiej Krokwi nasi skoczkowie osiągnęli najwięcej zwycięstw w turniejach Pucharu Świata. Listę zwycięzców otwiera Stanisław Bobak, który 26 stycznia 1980 roku okazał się najlepszy w premierowym konkursie na Średniej Krokwi. Dzień później, już na dużym obiekcie, konkurs wygrał Piotr Fijas. Były to pierwsze trofea polskich skoczków w Pucharze Świata.

22 lata bez triumfu Polaka

Potem nastał czas posuchy, a na kolejne zwycięstwo polskiego zawodnika kibice musieli czekać 22 lata. Pasmo niepowodzeń przerwał dopiero Adam Małysz, który 20 stycznia 2002 roku wygrał ze Svenem Hannawaldem o zaledwie 0,6 pkt. Z kolei 29 stycznia 2005 roku nasz „Orzeł z Wisły” uzyskał taką samą łączną notę za dwa skoki co Norweg Roar Ljoekelsoey (268,9 pkt) i musiał podzielić się z nim triumfem. Ale już następnego dnia Małysz był poza zasięgiem rywali i już sam stanął na najwyższym stopniu podium. Nasz legendarny skoczek o raz ostatni wygrał na Wielkiej Krokwi w cyklu Pucharu Świata 21 stycznia 2011 roku. Dwa dni później w kolejnym konkursie na Wielkiej Krokwi triumfował już jednak Kamil Stoch, który przejął pałeczkę lidera kadry skoczków. Trzykrotny mistrz olimpijski zwyciężał w Zakopanem także w 2012, 2015 oraz 2017 roku. Szczególnie dwa lata temu (22 stycznia 2017) jego triumf stał pod dużym znakiem zapytania. Stoch po pierwszej serii zajmował dopiero szóste miejsce, lecz finałowy skok na odległość 131 metrów, uzyskany przy silnym wietrze w plecy, zapewnił mu pierwszą lokatę. Jeżeli wygra także niedzielne konkurs, nasz mistrz dołączy do Gregora Schlierenzauera i zarazem zostanie pierwszym polskim zawodnikiem z dorobkiem pięciu triumfów w konkursach indywidualnych PŚ rozgrywanych w Zakopanem. Póki co w klasyfikacji wszech czasów dzieli pierwsze miejsce z Małyszem, który także ma na koncie cztery indywidualne triumfy w stolicy polskich Tatr.

Trwa era Kamila Stocha

Nie ulega jednak wątpliwości, że Stoch jest jednym z faworytów niedzielnego konkursu indywidualnego. Niewykluczone, że jego najgroźniejszym konkurentem będzie kolega z kadry Dawid Kubacki, który w Predazzo przerwał serię zwycięstw Ryoyu Kobayashiego. Japończyk rzecz jasna także jest jednym z faworytów zmagań na Wielkiej Krokwi, w których udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów. Kilku wybitnych zawodników jednak z różnych powodów zabraknie, choćby Niemca Andreasa Wellingera. W piątek odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego, w sobotę turniej drużynowy. Organizatorzy podają, że mimo napadu zimy i obfitych opadów śniegu sprzedali wszystkie bilety na te imprezy – na kwalifikacje 10 tys. wejściówek, a na drużynówkę i konkurs indywidualny po 23 tysiące.
Burmistrz Zakopanego Leszek Dorula apeluje do kibiców, żeby z uwagi na trudne warunki drogowe, zalegający śnieg i zamknięcie niektórych ulic, poruszać się po Zakopanem pieszo lub komunikacją zbiorową. „Zakopane gościć będzie największą sportową imprezę roku – Puchar Świata w skokach narciarskich. Spodziewamy się tysięcy kibiców, którzy w tych dniach odwiedzą nasze miasto, tworząc niepowtarzalną atmosferę zawodów i fetując wspaniałe wyniki polskich skoczków. Chcąc usprawnić poruszanie się po Zakopanem, w tym roku utrudnione dodatkowo przez intensywne opady śniegu, zwracam się z prośbą o pozostawienie samochodów przy hotelach i pensjonatach oraz korzystanie z komunikacji miejskiej” – zaapelował burmistrz Zakopanego.

Byle tylko pogoda dopisała

Znalezienie miejsca parkingowego może okazać się trudne i czasochłonne, a przejście pieszo z dowolnego miejsca w Zakopanem w rejon Wielkiej Krokwi nie zajmuje więcej niż kilkanaście minut. Dodatkowym utrudnieniem dla kierowców będzie zamknięcie ulic i parkingów w okolicach skoczni narciarskiej.
Kibice nie powinni obawiać się odwołania zawodów. Zakopiańska Stacja Hydrologiczno-Meteorologiczna IMGW-PIB podaje, że pogoda podczas zawodów Pucharu Świata powinna być dobra, chociaż okresowo mogą pojawiać się silniejsze porywy wiatru. Według prognoz opady śniegu mogą powrócić podczas konkursu drużynowego, jednak meteorolodzy uspokajają, że będą one niewielkie i przelotne.

 

Poskaczą w Wiśle

Inauguracja Pucharu Świata w skokach narciarskich po raz drugi z rzędu odbędzie się w Wiśle. W niedzielnym konkursie indywidualnym wystartują zawodnicy z 15 krajów. Dzień wcześniej zostanie rozegrany konkurs drużynowy.

 

Dodatnie temperatury nie sprzyjają organizacji zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Skocznia w Wiśle będzie gotowa dopiero na oficjalne piątkowe treningi i kwalifikacje. „Jeszcze dwa tygodnie temu, jak przyszedł halny i deszcze, stopniało nam trochę śniegu. Mimo dużego doświadczenia z poprzedniego roku, nie obyło się bez problemów. Pogoda sprawiła nam psikusa, ale sytuację dało się opanować i w przededniu imprezy nie ma już zagrożenia, że nie będzie śniegu” – zapewniał w połowie tygodnia dyrektor sportowy PZN Adam Małysz. Mimo tych kłopotów organizatorzy zapewniają, że skoczni będzie w piątek odpowiednio naśnieżona i kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego odbędą się bez komplikacji. Kibice na pewno nie będą narzekać na brak emocji, chociaż do Wisły nie przyjechało kilku znakomitych skoczków.

Na skoczni im. Adama Małysza o punkty Pucharu Świata nie powalczy m.in. Niemiec Severin Freund, Słoweńcy Peter Prevc, Domen Prevc oraz Robert Kranjec i Jurij Tepes, którzy nie prezentują jeszcze odpowiedniej formy. Kontuzje przeszkodziły też w starcie indywidualnemu wicemistrzowi świata w lotach z 2016 roku Norwegowi Kennethowi Gangnesowi.
W pierwszych zawodach nowego sezonu na skoczni w Wiśle zaprezentują się zatem skoczkowie z 15 państw. Przed rokiem polska drużyna zajęła drugie miejsce, a na tej samej pozycji w konkursie indywidualnym uplasował się Kamil Stoch. Zwyciężył dość niespodziewanie Japończyk Junshiro Kobayashi. Tym razem nasi skoczkowie zamierzają w pełni wykorzystać pozycję gospodarza i zgarnąć dla siebie wszystkie trofea. Na pewno ich na to stać.

 

Lista startowa zawodów PŚ w Wiśle:

Polska – Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Piotr Żyła, Maciej Kot, Jakub Wolny, Tomasz Pilch, Przemysław Kantyka, Klemens Murańka, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł; Austria – Stefan Kraft, Michael Hayboeck, Manuel Fettner, Daniel Huber, Clemens Aigner, Gregor Schlierenzauer, Philipp Aschenwald; Japonia – Ryoyu Kobayashi, Junshiro Kobayashi, Daiki Ito, Naoki Nakamura, Noriaki Kasai, Taku Takeuchi, Yukiya Sato; Niemcy – Markus Eisenbichler, Richard Freitag, Karl Geiger, Stephan Leyhe, Andreas Wellinger, Pius Paschke, David Siegel; Norwegia– Daniel Andre Tande, Robert Johansson, Johann Andre Forfang, Andreas Stjernen, Anders Fannemel, Halvor Egner Granerud; Słowenia – Jernej Damjan, Anze Semenić, Timi Zajc, Bor Pavlovcić, Anze Lanisek, Zak Mogel, Tomaz Naglić; Czechy – Roman Koudelka, Viktor Polasek, Lukas Hlava, Cestmir Kozisek; Finlandia – Antti Aalto, Eetu Nousiainen, Andreas Alamommo, Jarkko Maatta; Włochy – Alex Insam, Sebastian Colloredo; Kanada – Mackenzie Boyd-Clowes; USA– Kevin Bickner.

 

Udany początek sezonu w skokach narciarskich

Reprezentacja Polski w cuglach wygrała drużynowe zawody Letniej Grand Prix w skokach narciarskich w Wiśle. Na skoczni im. Adama Małysza Maciej Kot, Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła wręcz zdeklasowali rywali.

 

O formę naszych skoczków mogliśmy być spokojni już po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego. Wygrał je Stoch uzyskując najlepszą tego dnia odległość – 137 m. Drugi w kwalifikacjach Żyła wylądował sześć metrów bliżej. Trzecie miejsce zajął Niemiec Karl Geiger (127 m). Wszyscy z jedenastu zgłoszonych do konkursu indywidualnego polskich skoczków przeszli pomyślnie przez kwalifikacje. Wysoka formą błysnął Aleksander Zniszczoł, który był szósty (126,5 m). Na miejscach od 10. do 13. sklasyfikowano: Macieja Kota (124 m), Tomasza Pilcha (125 m), Pawła Wąska (127 m) i Jakuba Wolnego (126 m). Dawid Kubacki zajął 16. lokatę (121,5 m) , Stefan Hula 17. (122,5 m), Przemysław Kantyka 22. (124 m), a Andrzej Stękała 42. (118 m).

Do startu w sobotnim konkursie drużynowym trener naszej kadry Stefan Horngacher wystawił „żelazny kwartet”, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Macieja Kota i Piotra Żyłę, który wrócił do drużyny na miejsce Stefana Huli, który w poprzednim sezonie był pewnym punktem biało-czerwonych. Wywalczył z zespołem brązowy medal zimowych igrzysk w Pjongczangu oraz mistrzostwo świata w lotach. Ale na początku nowego sezonu w lepszej formie od niego znajduje się Żyła, który w piątkowych seriach treningowych i kwalifikacyjnych trzy razy zajmował drugie lokaty. Warto jednak przypomnieć, że przed rokiem w zawodach LGP w Wiśle także triumfowali biało-czerwoni, a skakali w składzie Stoch, Żyła, Kubacki, Kot.

I tym razem nasza drużyna wygrała konkurs drużynowy Letniej Grand Prix w cuglach. Na skoczni im. Adama Małysza nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone. W pierwszej serii daleko skoczyli Kot i Kubacki, ale kibiców zachwycili Stoch, który poleciał na odległość 135 metrów oraz startujący na ostatniej zmianie Żyła. On wylądował o metr dalej od lidera naszej kadry. Po pierwszej serii biało-czerwoni prowadzili z przewagą 44,7 pkt nad Niemcami i 46,1 pkt nad Norwegami. Na dalszych miejscach plasowały się ekipy Słowenii i Austrii. Drug seria także odbyła się pod dyktando naszych zawodników. Mimo obniżenia belki startowej Kot skoczył 127 metrów, Kubacki uzyskał 131 metrów, Stoch 126,5 m, a kropkę na i postawił Żyła skokiem na odległość 130,5). Polacy wygrali z przewagą 71,2 pkt nad ekipa Niemiec i 75,2 pkt na trzecia na podium ekipą Norwegii.
Niedzielny konkurs indywidualny miał się zgodnie z planem rozpocząć o godzinie 17:30, ale prognozy pogody zapowiadały w Wiśle potężną burzę.